zalma
17.09.03, 21:08
podtemat: dziecko nadpobudliwe??
Mam 4 miesięcznego synka o niesamowitym temperamencie. Dzidziuś wymaga
poświęcania mu całkowitej uwagi. Jeśli karuzela to w towarzystwie mamy, mata
z zabawkami owszem, ale jeśli mama jest w pobliżu i mówi. W każdym poradniku
czytałam "mówić, jak najwięcej mówić do dziecka" no i wygadałam sobie taki
los... Szymon, gdy nie widzi kogoś nad sobą i ta osoba nie mówi DO NIEGO-
ryczy potwornie...
Już z mężem tracimy cierpliwość, są dni, kiedy nic nie pomaga. Mały krzyczy
całe dnie. Wygląda to tak, że kiedy dajemy mu zabawkę, jest w stanie
zainteresować się 10 sekund i w ryk, bierzemy na ręce-jest ok, ale 2 minuty
potem jest ryk,sadzamy na kolanach-chwilka zaciekawienia i znowu płacze! w
wózku jest ok, pod warunkiem, że widzi nad sobą przesuwające się drzewa, w
łóżeczku beczy non stop, kąpiel to histeria a ubieranie jeden wrzask. Nie
dajemy rady...wszyscy...mąż, babcia, odwiedzająca nas bratowa...przekazujemy
sobie go z rąk do rąk, bo nikt nie wytrzymuje zbyt długo...
Przestałam chodzić z koleżanką- mamą na spacery bo zwyczajnie mi wstyd-mały
wciąż beczał a ja już traciłam cierpliwość. Jej dziecko jak anioł a mój
diabeł wcielony nie dał dojść do głosu ani jej ani mnie, ludzie ogladali się
na mnie jak na wyrodną matkę. w tej chwili ograniczam się do samotnych
spacerów po ogrodzie lub najbliższej okolicy by móc jak najszybciej
przeybiec do domu.
Opadam z sił.
Byłam u świetnego pediatry-opowiedziałam o wszystkim a ten mały szatan
zaczął się tak rechotać,że pediatra spojrzał na mnie jak na matkę dziwaczkę,
nie mogąc uwierzyć w moje historie, ale nic to u innego lekarza sytuacja się
powtórzyła! Dziecko było pogodne, jak letni dzień!Ale tylko w czasie wizyty.
Mam dużo cierpliwości i spokojnie podchodzę do synka, ale dziś załamałam
ręce...Babcia wyjechała na wczasy, abym nie zwariowała, mąż wziął urlop.
i mimo, ze jest nas dwoje nie daliśmy rady. Mąż wyszedł na spacer.
podsłuchiwałam z balkonu jak ten tyran się zachowuje-właśnie zaczynał
koncert-po 5 minutach byli z powrotem,Radek w domu-syrena przed domem-
zostawił go i uciekł!!
Każdego dnia marzę aby była 20.30-wtedy usypia.W tej chwili, mimo że Szymek
śpi spokojnie, wciąż w głowie słyszę ten wrzask.
Nie czerpię radości z maciezyństwa-mało jest chwil, które przynoszą radość z
obcowania z moim dzieckiem.Kocham synka, ale jest to w tej chwili taka
sucha, wypalona, obowiązkowa miłość. Te dobre momenty mojego dziecka trwają
kilka minut i beczeć mi się chce, że tylko tyle.
Dzidzius wydziera się tak od pierwszych dni życia-w tej chwili wyszły mu 2
zęby na dole i drze się nadal...Mamy już oboje z mężem złe myśli...Beczeć mi
się chce.
Czekaliśmy na wyjazd dziadków bardzo długo by mieć troszkę intymności i
radości bycia ze sobą a sytuacja wygląda tak, że nie mamy siły na nic.
Jesteśmy poirytowani, wściekli na malca i na siebie...teraz mój facet siedzi
na dole ja na górze domu.Codziennie rozmawiamy na temat tego co się dzieje,
ale i tak nie dajemy rady psychicznie.
Może mały jest nadpobudliwy?
(To nie są kolki-te już się skończyły)
Przepraszam za bałagan, mam nadzieję, że ktoś doczytał do końca.