ok_ate
20.06.08, 10:29
witam!
mam pytanie związane z małą ilością snu mojego 2,5 miesięcznego synka...moją
jeszcze mniejszą, bo już nie wyrabiam i ledwo żyję...
w zasadzie od początku Kubuś mało spał - w nocy jako tako od 21 do 7 rano, ale
z pobudkami co 2 godziny (!) na karmienie (które potrafiło trwać i po 40
minut...- karmię piersią) + usypianie synka, a w dzień sen na spacerze (ok 2
godziny) i jeszcze ze dwie godzinne drzemki przez pierwsze 1,5 miesiąca życia.
po tym czasie drzemki w ciągu dnia zniknęły (sen na spacerze został), noce bez
zmian. za to Kubuś zaczął reagować na karuzelkę, potrafił "sam sobą" przez
chwilę się zająć, poleżeć spokojnie pod tą karuzelką, czy w leżaczku, kiedy
marudził dało się go uspokoić smoczkiem, nawet w nocy czasem 3,5 czy 4 godziny
pod rząd udało mu się przespać (co było rzadkością, ale... dobrze wróżyło na
przyszłość - tak myślałam). było to o tyle zbawienne, że miałam czas coś
zjeść, umyć się, no i przede wszystkim poświęcać czas na odciąganie mleka
(laktacja zaczęła mi siadać, młody się nie najadał, a nie chciałam przechodzić
na modyfikowane). takie jedno odciąganie trwa 30 minut i minimum 4-5 razy na
dobę trzeba to zrobić...
już się cieszyłam, że minęły te wycieńczające mnie pierwsze tygodnie kiedy
spałam po 2 godziny na dobę i ciągle nosiłam synka na rękach (były kolki
dodatkowo) i nie miałam dosłownie na nic czasu... dodatkowo byłam na okropnej
diecie (skaza + kolki) i ledwo ciągnęłam. cieszyłam się, że synek jest już
bardziej samodzielny, że zaczynam się ze wszystkim ogarniać i organizować...
no i klops!
teraz, od jakiegoś tygodnia noce są makabryczne. od 22 do 1 Kuba śpi, potem
karmienie, potem sen do 4 i koniec! beczy, marudzi, sam poleżeć nie chce,
tylko ręce! i chodzenie, chodzenie, chodzenie - nie daj Boże usiądę... patenty
z pierwszych tygodni (suszarka, zawijanie w kokonik itd NIE DZIAŁAJĄ!) i nie śpi!
w dzień tylko drzemka na spacerze (i to też ciągle się wybudza, czego
wcześniej nie było), a w domu przestały zabawiać karuzelki, leżaczki, smoczki.
znów TYLKO RĘCE (na rękach jest pogodny, uśmiecha się szeroko, głuży tam po
swojemu, jest mu dobrze). no tylko ja nie wyrabiam - w nocy prawie nie śpię -
karmienie, usypianie, w dzień też nie mam jak... ledwo żyję, jest jeszcze
gorzej niż na początku.o co chodzi??? skok rozwojowy, czy co? no i jak ja mam
funkcjonować?
przepraszam za długie i chaotyczne wywody, ale jestem mocno rozkojarzona,
niewyspana i boli mnie głowa - ciężko mi się skupić.
dziękuję więc tym, którzy wytrwali do końca i proszę o radę