doroszka
06.08.08, 21:07
Ja się chyba nie nadaję

Zaczynam dawać Filipowi jabłuszko i marchewkę, i marchwiankę ryżową
(papka) i sama mam opory...
Po pierwsze, gdy wprowadzałam nowości starszakowi - Maćkowskiemu
(tylko na piersi), był już całkiem dorosłym

chłopczykiem, bo miał
6 m-cy i był rozmiarowo na ten m-c.
Filip (moje mleko + Bebilon) ma trochę ponad 4,5 m-ca (wcześniak,
ponad 3 m-ce wieku korygowanego), ale wygląda dzidziusiowato (wazy
5800), wprowadzam mu nowości, bo i hemoglobina nieco poniżej normy
(heh, dobrze, że lekko, było już 7,6), i już na to czas.
No i leży w tym foteliku chłopina, a matka mu coś do dzioba
ładuje... a on wszystko wypycha językiem i się cieszy, a jak zdarzy
mu sie połknąć, to się krzywi, jakby gulę przełykał i zawsze
powietrze łyknie - oczywiście potem pół dnia tą marchewką załóżmy mu
się ulewa

ma już sporo ubranek w pomarańczowe ciapy

jutro zakupię Vanish, grrrrr....
Kupę potem robi taką, że mam wrażenie, że ta marchewka w ogóle nie
strawiona jest, kurnia...
Chodzi mi po głowie pomysł, żeby jeszcze z tym poczekać.
A może przeciwnie - uparcie przyzwyczajać go do tej łyżeczki...?
No nie mogę - mam mętlik w głowie.
No, są tacy, którzy zupki dzieciom rozwodnione przez smoczek ładują,
ale to chyba dziwne... ja nie wiem...
Rzućcie jakieś rady i opinie, co?