niecierpliwa3
08.08.08, 20:43
tydzień temu urodziłam zdrowego i ślicznego synka, 3200 g. Na początku miał
duże problemy ze ssaniem, ale po 2 dniach załapał o co chodzi. Od tamtej pory
je dosyć regularnie - co 3-4 godziny i ładnie przybiera na wadze. Martwi mnie
tylko to, że jedzenie trwa tak długo - około dwóch godzin. Je dosyć łapczywie,
ssie przez kilka minut, robi sobie przerwę - wije się i rzuca albo przysypia -
potem znowu rzuca się na pierś. Jeżeli położy się go spać przed upływem tych 2
godzin, budzi się i znów chce jeść. Pomijam już, że to dosyć męczące dla mnie
(2 nocne karmienia to 4 godziny na minusie), ale martwię, się coś jest nie
tak. Pediatra i położna, które poprosiłam o radę, powiedziały że nie powinien
jeść dłużej niż 45 minut, po 20 min z każdej piersi, a potem dać smoczek. Od
wczoraj próbowałam wdrożyć to w życie i przez kilka karmień zadziałało, ale
dzisiejszy dzień to był sajgon, umęczyliśmy się wszyscy. Po pół godzinie
wpychania smoczka i strasznego płaczu przystawiłam go do piersi i wreszcie się
najadł. W sumie był przy piersi 2 godziny, czyli powrót do "starych zwyczajów".
Mleka mam chyba dosyć, wkładki laktacyjne ciągle przesiąknięte.
Aha, dodam, że ma lekką żółtaczkę - wypisano go ze szpitala 2 dni temu ze
wskaźnikiem bilirubiny 15, z tendencją spadkową. Gdzieś czytałam, że dzieci z
żółtaczką przysypiają przy karmieniu.
Sorry że się rozpisałam, ale może macie jakieś rady - czy i co robić w takiej
sytuacji.