Jestem beznadziejna...jak sie zmienic?

04.10.08, 22:49
Pisze bo nie wiem co juz mam robic...
Mam synka wlasnie jutro konczy 5 miesiecy, ogolnie w dzien jest roznie, troche
pomarudzi, ale zle nie jest, inni mowi ze jest grzeczny ja chyba wymagam za
duzo od niego.
W nocy spi ladnie, jak pojdzie spac kolo 19-20 to spi do 6-7 rano bez
jedzenia, ja karmie go moim pokarmem tyle ze odciagam i mu daje z butlki, ale
juz przyzwyczajam po woli go do sztucznego od 2 dni bo chce to skonczyc, nie
mam juz cierpliwosci.
Ale problem jest w tym ze nie mam nerwowo, zrobilam sie tak nerwowa,
rozdrazniona, placzliwa i nieraz nie panuje juz nad soba, krzykne na malego
ale musze uwazac zeby mi za bardzo nerwy nie puscilysad Potem jestem zla na
siebie ze taka jestem okropna, ze przciez moj synek nie jest nic winny a ja
taka zolza sad(
Mam kochanego meza ktory mnie wspiera, nieczego mi nie brakuje a i tak ciagle
cos mi nie pasuje, nie wiem co sie dzieje ale tak dalej byc nie moze, wychodze
czesto sama gdzies czy po zakupy czy do kolezanki ale i tak to nie pomaga.
co robic?? czy ktos ma podobnie??
bo ja mam wiecznie skwaszona mine i jestem zalamana w sumie nie wiem
czym...chyba zyciem..(dziecko bylo planowane)
boje sie ze przez moje zachowanie synek nie bedzie mnie kochal i jakas bariera
powstanie, NIE CHCE BYC TAKA!!!
    • flydot Re: Jestem beznadziejna...jak sie zmienic? 04.10.08, 23:35
      Jesteś przemęczona, ja tez tak mam. Długo zwlekałam z decyzją o
      posiadaniu dziecka, przyzwyczaiłam się do swobodnego zarządzania
      swoim czasem, do ciszy i teraz mimo, że Hania jest cudnotką to jest
      mi bardzo ciężko. Sięgnij po ziołowe proszki i weź na przetrzymanie,
      zobaczysz przestawisz się w końcu, przyzwyczaisz, wypracyjesz rytm.
      A im starsza dzidzia tym większa intereakcja i kontakt, z każdym
      dniem będzie łatwiej. Chyba, że jesteś nerwowa z natury, wtedy to
      już nie wiem, może jogasmile. Miej dużo dla siebie zrozumienia.
      • kirsza1 Re: Jestem beznadziejna...jak sie zmienic? 05.10.08, 00:06
        no wlasnie z natury jestem nerwus ale teraz to juz w ogole masakra

        ja wlasnie tez zawsze robilam co chcialam kiedy chcialam a teraz??
        juz nie...
        bardzo go kocham i daltego sie martwie bo wiem ze takiej matki
        wiecznie nadasanej on nie chce a ja mowie sobie ze sie zmienie a
        dopada mnie zlosc i pies pogrzebany i znow sie tak zachowuje potem
        zaluje i kolko sie zamyka
    • robatchek Re: Jestem beznadziejna...jak sie zmienic? 05.10.08, 01:06
      Przede wszystkim, Kirsza, przestań powtarzać, że jesteś beznadziejna, bo w końcu
      w to uwierzysz, i mało tego, przekonasz innych (męża i synka), że właśnie tak
      jest. A nie jest. Nie wiem, w jakim jesteś wieku, być może to istotne? Popatrz
      na jasne strony tej sytuacji. Masz kochanego męża, który jest dla Ciebie
      wsparciem. Pomaga Ci, macie dobrą sytuację materialną i nie musisz się troszczyć
      o jutro. Nie jesteś uwiązana do dziecka, możesz wychodzić często i gdzie chcesz,
      czyli masz chwilkę na wyluzowanie. No i najważniejsze - synuś to cudo nie
      dziecko, przesypia całe noce, podczas gdy inne niemowlaki drą się wniebogłosy
      trzy razy na noc, bo głodne smile Możesz się wyspać, robić na bóstwo, prać,
      gotować, pisać wiersze, uprawiać dziki seks czy robić na drutach, wszystko
      jedno. Być może nie możesz zrozumieć, co "mówi" do Ciebie synek, i to doprowadza
      Cię do takiej rozpaczy. Załóż więc, że dzieci generalnie są proste w obsłudze, i
      jeśli ryczą, to albo:
      są głodne
      są spragnione
      mają mokro
      jest im zimno
      jest im za ciepło
      są w niewygodnej pozycji
      mają rzęsę w oku
      słońce świeci im w oczy
      coś je boli
      są zmuszane do czegoś, na przykład do spania
      potrzebują towarzystwa
      Pewnie coś tam pominęłam, ale w większości chodzi właśnie o to. Spróbuj
      powolutku eliminować możliwe przyczyny płaczu. I założyć, że dziecko Ci nie
      powie, i nie zrozumie, o co chodzi Tobie, więc po prostu uśmiechnij się, olej
      wszystko inne (obiad może poczekać albo mąż zamówi pizzę) i pieść, gadaj do
      niego, uśmiechaj się!!
      Gdy zobaczysz, że dziecko zaczyna z Tobą współpracować, będzie Ci łatwiej.
      Pytałam o wiek, bo byłam kiedyś w podobnej sytuacji. Gdy urodziłam syna, miałam
      21 lat, i choć był on dzieckiem bardzo oczekiwanym i planowanym, z perspektywy
      czasu wiem, że byłam zbyt młoda. Mąż często wyjeżdżał do pracy na wiele tygodni,
      a ja zostawałam sama z dzieckiem. Czasem opadałam z sił, puszczały mi nerwy, a
      że jestem cholerykiem, nie było trudno wyprowadzić mnie z równowagi. Często
      krzyczałam, wpadałam depresję, mały dostał klapsa jak miał pięć miesięcy. Teraz
      się tego wstydzę, ale taka jest prawda i jej nie zmienię. Czasem, z nerwów i
      własnej bezsilności, podniosłam na niego rękę. Teraz syn ma 12 lat i jest już
      zupełnie inaczej.
      Córeczka ma 4 miesiące, a ja mam dziś zupełnie inne podejście do macierzyństwa.
      Jest tak samo planowanym, wymarzonym dzieckiem. Jestem z nią przez cały czas, od
      czasu jej urodzenia sama wyszłam na chwilę może z pięć razy, i jakoś wcale nie
      tęsknię za samotnością. Prawdą jest, że moja córeczka jest bardzo grzeczna i
      cichutka, zasypia sama, bawić się może sama godzinami, więc mam czas, by zrobić
      coś dla domu. Jednak, gdy ma gorszy dzień, siedzi u mnie na kolanach przez cały
      czas, a ja wszystko rzucam w kąt. Razem odrabiamy lekcje ze starszym synem,
      razem oglądamy bajeczki, razem udzielamy się na forum wink razem idziemy na
      siusiu albo pod prysznic. Po prostu przyjęłam, że to ona informuje mnie, co chce
      robić, a nie ja narzucam jej swój plan zajęćsmile
      Nie wiem, czy coś Ci pomogły te moje wynurzenia, ale może chociaż poprawią Ci
      troszkę humor.. smile
      • m_laczynska Re: Jestem beznadziejna...jak sie zmienic? 05.10.08, 01:43
        Robatchek, Wiesz (tak samo jak my wszystkie), że życie z dzieckiem się bardzo
        bardzo zmienia. Masz praw do różnych emocji - nawet do złości na dziecko - to,
        że się złościsz nie oznacza, że jesteś złą matką, tylko żywym człowiekiem. Ale
        co innego czuć coś, co innego jak się pod wpływem tej emocji zachowujesz.
        Czujesz, że się wściekasz, zostaw małego w łóżeczku, na macie edukacyjnej i
        wyjdź do innego pomieszczenia i tam coś zrób - generalnie wolna amerykanka
        (klnij, wrzeszcz w ęcznik, ja gryzę różne rzeczy i siebie ostatnio dziabnęłam w
        paluch).
        Aha i odciąganie to masakryczny pożeracz czasu - wiem bo ściągałam przez 7
        miesięcy (teraz cudem je tylko pierś). Nie odciągam od miesiąca i normalnie mam
        czas dla siebie.
        A być może warto - to nie wstydź się - to też się zdarza i to często - poradzić
        się specjalisty: psychologa, psychiatry. Bo to wygląda na depresję poporodową.
        Pomóż sobie, zadbaj o siebie.
        • m_laczynska Re: ps 05.10.08, 01:45
          I przeczytaj ten wątek:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=31156185&a=31156185
          • m_laczynska Re: ps 2 05.10.08, 01:48
            Tfu, nie robatszek, a Kirsza, normalnie z tego zmęczenia już mi się na wzrok
            rzuciło...
            • robatchek Re: ps 2 05.10.08, 02:22
              smile))

              A już myślałam, że to mi się pokićkało i to ja mam problem big_grin
              • m_laczynska Re: ps 2 05.10.08, 12:53
                Wczoraj przeszarżowałam - pierwszy raz jako matka upiekłam szarlotkę i sobie
                jabłka (z dzikiego drzewa, co je odkryłam za działką u teściów) dusiłam,
                powtarzając przy tym wierszyk o robaczku co nie chciał jabłuszek, tylko
                befsztyczek - to pewnie jak zobaczyłam robatszka, to mi się tak już na mózg
                rzuciło smile
                • robatchek Re: ps 2 05.10.08, 13:21
                  Rozwaliłaś mnie na łopatki smile) Cudowne skojarzenie, hahhahahaa big_grin
    • lukrecja34 Re: Jestem beznadziejna...jak sie zmienic? 05.10.08, 08:42
      miałam tak samo-córcia urodziła się w październiku (jutro kończy roczeksmile))))i
      przez całą zimę targały mną identyczne wątpliwości,miałam o sobie takie samo
      zdanie,te same emocje-jakbym o sobie czytała..już się do psychiatry wybierałam
      ale w końcu zima minęła,ja wróciłam do pracy (polecam)i odżyłam a córka
      skończywszy pół roku stała się bardziej kontaktowym dzieckiem-można z nią było
      pogadać,konkretniej pobawić się,spacery zrobiły się duużo przyjemniejsze.
      ten stan powinien minąć-jeśli nie to nie zawahaj się przed wizytą u psychologa
      lub psychiatry.niedawno straciłyśmy koleżankę forumową..przed depresję poporodową..
      trzymaj się,bierz leki ziołowe uspokajające,wychodź z domu-do fryzjera,na
      zakupy,ploty z koleżankami-cokolwiek,żeby sie trochę oderwać.
      będzie dobrze,mocno przytulamsmile)
    • mamulenka Re: Jestem beznadziejna...jak sie zmienic? 05.10.08, 10:59
      Nie będę sie powtarzała z tym, co pisały poprzedniczki, bo na pewno gdzieś w tym
      tkwi zapewne przyczyna Twojego samopoczucia.
      Dodam jeszcze jedną hipotezę - miesiączkujesz już? - bo byc może hormony
      odpowiadają za to, jak się czujesz. I gdy fizjologia wróci do normy to i
      psychika smile
    • loaara Re: Jestem beznadziejna...jak sie zmienic? 05.10.08, 14:57
      Od niedawna poczytuję to forum, mój synek dziś skończył 2 m-ce. Mam to samo! Są
      dni że biorę się w garść i jest nawet dobrze, zwłaszcza że mam świadomość swojej
      głupoty (obiektywnie patrząc również nie mam powodów do narzekania). Ale bywają
      dni, że dwoje się i troję jestem padnięta a nie widzę efektów, no i zaczyna się
      ...jestem do niczego itd. Również myślę że to zmęczenie, pocieszmy się że tak
      jak dziewczyny piszą - z czasem będzie coraz lepiej. Ja się tego trzymam w
      trudnych chwilach. Może to marne pocieszenie, ale wiedz że nie jesteś odosobniona.
      Pozdrawiam serdecznie
    • bezunia_7 sprawdź hormony tarczycy 05.10.08, 22:23
      Warto pracować nad swoimi emocjami, ale czasem dzieje się to poza
      nami. Tak jest w przypadku nieprawidłowego funkcjonownia tarczycy.
      Odwiedź dobrego endokrynologa (lekarz 1 kontaktu da ci skierowanie
      ale żadko który potrafi prawidłowo wczytać się w wyniki). Ja
      trafiłam na dobrego specjalistę, który wykrył u mnie niedoczynność
      tarczycy. Objawiała się osłabieniem koncentracji, ospałością,
      ciągłym uczuciem zimnymna szczególnie dłoni i stóp, zmiennością
      nastrojów od euforii po depresję. Masakra. Odkąd się leczę zupełnie
      inaczej się czuję. Stałam się oazą spokoju, mam zawsze ciepłe stópki
      łapki i... serducho wink. Oczywiście jak ktoś mnie wkurzy to dostanie
      burę, ale już się nie nakręcam, nie dzielę włosa na czworo i nie
      daję się tak szybko sprowokować. Mój 7 miesięczny synek jak zaczyna
      płakać albo się złościć to najpierw widzi uśmiech na mojej twarzy a
      potem spokojne pytanie - co się stało kochanie? Można sie tego
      nauczyć. Podchodzić do maleństwa zawsze z miłośćią. Wiem, że to nie
      jest takie proste ale mi pomaga świaomość, że ten stan nie będzie
      trwał wiecznie, że przyjdzie taki moment kiedy nasze dzieci już nie
      będą nas tak intensywnie potrzebowały. Mam przykład mojej 13 letniej
      córki, która przyjdzie się przytulić od wielkiego dzwonu. A
      maluszek smile) miód na serce, budzi się rano z szerokim uśmiechem
      ukazujęcym 1 mały ząbek, przytula się jak małpeczka, patrzy wielkimi
      niebieskimi oczętami z taką ciekawością swiata i radością z małych
      rzeczy. Ciesz się tymi chwilami bo bardzo szybko mijają i kiedyś
      będziesz za nimi baaardzo tęsknić.
      Pozdrawiam

      Maksio 7 marca 2008
Inne wątki na temat:
Pełna wersja