mimka23
06.10.08, 15:54
Nie chcę zostać odebrana jako zaborcza matka, ale coś mi nie gra w zachowaniu mojego synka. Ma 7,5 mca. Od rana do 16.00 jestem z nim tylko ja, potem przychodzi z pracy mąż. Karmię piersią. Siłą rzeczy powinnam być więc dla mojego dziecka najważniejszą osobą, zwłaszcza w tym wieku, gdy już dziecko rozpoznaje rodziców i rozróżnia osoby obce od znajomych. Dziecko wspaniale się ze mną bawi, domaga się mojej uwagi, uśmiecha, lecz nie za bardzo lubi się przytulać. Ale najbardziej jest mi przykro, że odnoszę wrażenie, że dla niego nie ma znaczenia, kto go bierze na ręce, kto się z nim bawi, czy jestt to mąż, czy dziadkowie. Jest mu to obojętne, nie martwi się gdy zniknę z horyzontu. Ostatnio w weekend pierwszy raz poszłam do szkoły na tyle godzin, z dzieckiem został mąż. Przeżywałam, tęskniłam, zamartwiałam się, a tymczasem okazało się że moje dziecko jakby zupełnie nie zauważyło mojej nieobecności. Gdy weszłam do domu w ogóle nie okazało jakiejkolwiek radości. Czy tak powinno być? Czy to normalne? Czuję się troszkę przedmiotowo traktowana przez własnego synka. Potrzebna głównie wtedy gdy trzeba dać cyca. A właściwie to nawet wtedy jest mu obojętne czy ssie moją pierś, czy też próbuje obrabiać koszulkę męża na klatce piersiowej...Mąż się tylko śmieje z tego, ale mi wcale nie jest do śmiechu.