mimka23
02.01.09, 11:37
Pytam Was, bo ostatnio usłyszałam taki tekst od swojej mamy. Mianowicie chodziło o to że nie chodzę krok w krok za swoim raczkującym już synkiem i nie pilnuję go: żeby się o coś nie uderzył, żeby się nie przewrocił, żeby czegoś nie połknął, żeby nie polazł tam gdzie nie trzeba itd. Po prostu chyba mam taką pewność że mój dom został bezpiecznie przystosowany, że się tym nie martwię. Obserwuję dziecko, cały czas, ale daję mu tę swobodę, której inni chybanie potrafią zaakceptować. Teściowa zakrywa ręką rogi od stołu, do ktorych główka małego nawet nie dosięga (jest jeszcze jakieś 3 cm odległości gdy mały siedzi), dziwi się że ja ak nie robię. Słyszę pytania typu: a nie boisz się że się uderzy? ja tam bym się bała...po czym wysyła mi specyficzne spojrzenie, chcąc jakby wywołać poczucie winy. A gdy już małemu zdarzy się uderzyć, przewrócić, nie panikuję, sprawdzam czy wszystko ok i uśmiecham się, mały też się uśmiecha i jest już dobrze. Ale gdy świadkami teakiego wydarzenia są inni, zaraz próbują mnie pouczać, krytykować... Czy ja faktycznie jestem taka nieczuła? Czy zwyczajnie normalna?