hanjan76
25.03.09, 11:16
Witam,
moje dziecko dotychczas nie płakało zbyt wiele i było pogodnym fajnym
niemowlakiem, jasne że miało gorsze dni ale zawsze jestem blisko więc łatwo go
było uspokoić. Wczoraj byłam z nim na rehabilitacji i pan powiedział mi że
żadnego brania na ręce, bo on się przyzwyczaiła dlatego nie chce sam się
starać wyciągać rączki po przedmioty, że mam go kłaść na brzuszku, jak ryczy,
to dopóki nie lecą łzy to jest to zwykły szantaż i mam sie nie przejmować.
Chciałam si ę spytac jak to jest z tymi łzami, czy zostawiacie dziecko na
wypłakanie się? Czy 5cio miesięczne dziecko rozumie już co to jest szantaż? Ja
dziś go zostawiłam i wył przez 40 minut, jaki jest sens jeśli i tak nie bawi
się zabawkami wokół tylko wyje w pieluszkę a potem jest już tak zmęczony że na
nic nie ma siły? Na wet zasnąć nie może bo ma spazmy płaczu i cały się
trzęsie. Pomimo braku łez!. Jak go przebieram i jest odparzony i tyłek go
piecze i płacze to tez mimo, że go ewidentnie boli to też drze się bez łez.
Więc jak to jest? Dziś jest jeszcze wcześnie a już miałam 2 godziny płaczu,
pomimo że przychodziłam do niego, głaskałam, ale to nic nie pomaga. NIe chce
być na brzuszku i już. Ja sama się męczę bo mi serce pęka jak płacze. Jak wy
to robicie? zostawiacie dziecko same w pokoju na wypłakanie? I jak duże są to
dzieci. Już sama nie wiem a czuje się jak wyrodna matka.
Pan rehabilitant powiedział, że popłacze 2 -3 razy i zrozumie że bilans strat
jest za duży, zbyt wiele energii traci a mama i tak nie bierze na rączki i
przestanie płakać i zwróci uwagę na zabawki wokół. I najlepiej wyjść z pokoju
w którym jest mały żeby nie miał Publiczności do demonstracji płaczu. Wchodzić
co jakis czas przytulić ale nie brać go z maty. Jak to jest z tym płaczem?