Szkoły rodzenia

26.05.09, 08:42
jak myślicie czy się wam przydały? głównie chodzi mi o tematy już poporodowe.

ja uważam, że mi tak - nauczyli podstawowej obsługi dzieciaka, rozwiali trochę
mitów i obaw, tatusia przysposobili, itp., itd. smile

pytam, bo tak czytam niektóre wątki i się zastanawiam jak można czasami
zadawać tak banalne i podstawowe pytania. sama niewiele wiem, ale jak mam
jakieś obiekcje to się zdrowym rozsądkiem posługuję. przecież dziecko to
człowiek, a nie jakiś stwór z kosmosu, którego strach dotknąć i trząść się o
każdy inaczej pachnący pierd, czy niestandardowy blus...
    • jagienkas70 Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 08:54
      Mam odmienne odczucia. Za mało było informacji o naturze karmienia piersią.
      Powstało wrażenie i ja święcie w to wierzyłam, że nic łatwiejszego pod słońcem
      jak karmić piersią. Wystarczy przystawiać... A potem, po porodzie, pokazały się
      schody sad( Jeśli już ktoś musi karmić buteklką, to też za grosz informacji ile w
      butelce, ile razy na dobę. W ogóle żałuję, że w czasie ciąży skupiłam się
      głównie na porodzie, myśląć, że z niemowlakiem nie jest tak trudno. Duży
      błąd!!!Powinnam była czytać to forum namiętnie.
      Jeśli chodzi o higienę niemowlaka to powiedzmy, że skorzystałam, chociaż też
      pępka bałam się odsuwać, a okazało się, że trzeba.
      Poza tym nikt nie powiedział, jak przykładowo ubierać dziecko na konkretną
      pogodę. Cały czas robię to na czuja. Jak mi jest ciepło to zakładam, że
      maluszkowi też, jak mi zimno, to okrywam cieplej mojego małego.
      Teraz synek ma ponad 2 miesiące i już czuję się pewniejsza, ale pierwsze dni,
      tygodnie czułam się czasem bezradna a nie było czasu grzebać w internecie w
      poszukiwaniu wiedzy.
      • zazou1980 Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 09:29
        jagienkas70 napisała:

        > Mam odmienne odczucia. Za mało było informacji o naturze karmienia piersią.
        > Powstało wrażenie i ja święcie w to wierzyłam, że nic łatwiejszego pod słońcem
        > jak karmić piersią. Wystarczy przystawiać...

        nam też tak mówili, ale mieliśmy zajęcia z doradcą laktacyjnym - kobieta
        oglądała piersi i informowała jak z takimi brodawkami przystawiać dziecko. po
        porodzie przystawiałam młodą, trochę może na siłę aż załapała. lekko nie było, a
        po kilku dniach piersi się przystosowały...


    • semi-dolce Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 08:56
      Nie przydała mi sie bo nie chodziłam. Problemów ani z porodem, ani z "obsługą"
      dziecka nie miałam i nie mam. Uważałam i nadal uważam, że rodzenie i posiadanie
      dzieci to najbardziej naturalna rzecz na swiecie.
    • pagaa Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 09:08
      to wszystko zależy od szkoły. My mielismy nie chodzić, ale pomyśleliśmy, że
      oboje mamy rodziny bardzo daleko, więc w razie czego sami musimy sobie poradzić
      ze wszystkim, a poza tym nie chcielibysmy żeby nam się któraś mama zjechała
      zaraz po porodzie, chcemy spróbować sami, więc warto się przygotować. Wybraliśmy
      szkołę pasującą nam i jesteśmy zadowoleni. Dowiedzieliśmy się mnóstwo
      praktycznych rzeczy, takich co w książkach i gazetach nie było o nich napisane,
      położna prowadząca, pediatra zaproszony-mają małe dzieci swoje, więc mówili dużo
      z takiej "życiowej" strony, praktycznej, z własnego przykładu. O każdym etapie,
      aspekcie, odpowiadali na wszelkie pytania. Nie chodzilismy na ćwiczenia, bo nie
      chciałam a poza tym lekarz mi zabronił. Ale już moja znajoma poszła do takiej
      szkoły, że pluje sobie w twarz, że traciła tam czas, same ogólnikowe wiadomości,
      nic niemal nie skorzystała. Także jak juz ktoś chce chodzić, to nie do pierwszej
      lepszej, tylko popatrzeć na program jaki mają.
      • joshima Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 09:20
        pagaa napisała:

        > Także jak juz ktoś chce chodzić, to nie do pierwszej
        > lepszej, tylko popatrzeć na program jaki mają.
        Otóż to. Ja poszłam do szkoły, którą poleciła mi koleżanka na której mogę w tych
        sprawach polegać
    • joshima Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 09:17
      zazou1980 napisała:

      > jak myślicie czy się wam przydały? głównie chodzi mi o tematy już poporodowe.
      Mi a właściwie nam się przydały i to nie tylko w kwestii tematów poporodowych. W
      ogóle główny efekt jaki osiągnęłam to względne uspokojenie. Nabrałam pewności
      siebie no i tatuś również. Każdej dziewczynie będącej która ma rodzić po raz
      pierwszy będę polecać dobrą szkołę.
      • monnap Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 16:14
        Mi szkola rodzenia przydala sie jesli chodzsi o przygotowanie do
        porodu i jego fazy. Wiedzialam przynajmniej czego sie spodziewac,
        jak mierzyc skurcze i w ktorej fazie juz jestem, tak ze nie
        panikowalam i pojechlam do szpitala na sama koncowke, jesli chodzi
        o zabiegi poporodowe i pielegnacje dziecka to raczej niewiele sie
        dowiedzialam. Wedlug mnie warto, przynajmniej masz swiadomosc tego
        co sie z toba dzieje, uczysz sie oddychac tak by sobie pomoc no i
        roznych technik relaksacyjnych, ktore czasem pomagaja radzic sobie
        z bilem.
    • monikaa13 Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 09:31
      Bardzo się przydała, głównie właśnie w tematach poporodowych.
    • ewa_mama_jasia Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 09:39
      Nie narzekam, zakres programu był niezły, ot tak w sam raz, no i
      udizał w szkole rodzenia zapewnił mi "wjazd" do szpitala.
    • anaveronika Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 10:22
      nie chodziłam, bo nie miałam z kim.
      Nagimnastykowałam sie poządnie pracując, jak oddychac powiedziała połozna. Urodzenie małego było jak pstryknięcie palcami.
      A kilku ciekawych rzeczy dowiedziałam sie tu, reszta na intuicje i pomoc mamy
      • zabulin Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 10:33
        Nie chodziłam i uważam, że bardzo dobrze. Koleżanki, które chodziły
        wyszły ze szkoły rodzenia z gotowym schematem- karmienia, koloru
        kupy i oczywiście z wyuczonym na pamięć oddychaniem do porodu (ktory
        to schemat i tak zdążą zapomnieć).
        Jak coś im odbiega od schematu, to dramat sad

        Najbardziej śmiesza mnie teksty- jak w piersi mało pokarmu, to
        dostawiać jak najczęściej, leżeć w łózku, tulić i dostawiać i
        dostawiać.
        Super rada- ciekawe, czy położna ktora tak radzi przyjdzie do domu i
        wypierze, ugotuje, zakupy zrobi i posprząta kiedy ja przez kilka
        dnia mam leżęć , czuć bliskość i dostawiać, dostawiać , dostawiać smile
        Autentyczna rada ze szkoły rodzenia. W cellu zwiększenia laktacji,
        położyć się na kilka dni, jak zajdzie taka potrzeba i dostawiać
        nawet co 15 minut smile

        Jak mój Mały Smok poczuł tylko, że z piersi nie leci tak dużo jakby
        chciał, puszczał ją natychmiast i mowy nie było żeby wział do buzi
        ponownie. Wydzierał się jak szalony, dopoki nie dostał flachy z
        odpowiednio dużym strumieniem mleka.

        Kolejna bzdura, którą uslyszalam osobiście na porodowce- podaacie
        flachę, to masz po karmieniu naturalnym. Ja miałam 4 dniową przerwę
        w karmieniu piersią i Mały bez problemu wrócił do piersi, a
        dokarmialam flachą z przyczyn j.w.

        Tak, że wszelkie recepty gotowe Pań poloznych wsadziłam miedzy bajki
        i tak sobie radzilam, jak było najlepiej dla nas.

        A przy porodzie i tak mi położna mówila, kiedy oddychać, co robić.
        • carolinecat Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 12:52
          > Najbardziej śmiesza mnie teksty- jak w piersi mało pokarmu, to
          > dostawiać jak najczęściej, leżeć w łózku, tulić i dostawiać i
          > dostawiać.
          > Super rada- ciekawe, czy położna ktora tak radzi przyjdzie do domu i
          > wypierze, ugotuje, zakupy zrobi i posprząta kiedy ja przez kilka
          > dnia mam leżęć , czuć bliskość i dostawiać, dostawiać , dostawiać smile
          > Autentyczna rada ze szkoły rodzenia. W cellu zwiększenia laktacji,
          > położyć się na kilka dni, jak zajdzie taka potrzeba i dostawiać
          > nawet co 15 minut smile

          no rzeczywiście, straszne śmieszne, uśmiałam się do rozpuku. od robienia zakupów
          i gotowania to w takim momencie jest partner, a jak matka samotna, to zawsze
          ktoś się do pomocy znajdzie. no chyba, że ma się w domu duże dziecko, któremu
          jeszcze trzeba pod nos gorący obiad postawić, ale czegoś takiego to z kolei ja
          nie rozumiem, bo chłopa trzeba umieć sobie wychować.
          a sprzątanie można sobie darować, w końcu takie sytuacje trwają kilka dni, a nie
          całą wieczność.
          • anaveronika Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 13:08
            > no rzeczywiście, straszne śmieszne, uśmiałam się do rozpuku. od robienia zakupów i gotowania to w takim momencie jest partner, a jak matka samotna, to zawsze ktoś się do pomocy znajdzie. no chyba, że ma się w domu duże dziecko, któremu jeszcze trzeba pod nos gorący obiad postawić, ale czegoś takiego to z kolei ja nie rozumiem, bo chłopa trzeba umieć sobie wychować. a sprzątanie można sobie darować, w końcu takie sytuacje trwają kilka dni, a nie
            całą wieczność.


            wiesz, nie kazdy ma tyle szczescia by miec tego chłopa i pomoc. Ja sobie swietnie swego wychowałam ale zginął w wypadku gdy byłam w ciązy. Gdyby nie miała tez mamy to nie miałabym co jesc po powrocie ze szpitala. Tylko, ze czasem to rodzic tez wymaga naszej opieki i pomocy, bo moze byc stary i schorowany.
            • carolinecat Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 21:28
              anaveronika, niezmiernie mi przykro.
              tak jak napisałam w moim poście, wiem, że są takie sytuacje losowe, że mama jest
              z dzieckiem sama. jeśli jednak ktoś jej pomaga, może sobie pozwolić na to, żeby
              na kilka dni odpuścić, kwestia priorytetów.
          • zabulin Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 13:15
            carolinecat- jak sie tak smiałaś do rozpuku, to chyba juz Ci sie
            myslenie wyłączyło. Jakbyś nie wiedziała, kryzys laktacyjny i
            zmniejszenie ilości pokarmu może przyjść np. 2-3 miesiące po
            urodzeniu dzidzi.
            Sądzę, że większość samodzielnych i myslacych matek męzowie nie
            niańczą przez pierwsze pół roku życia dziecka. No chyba, że Twój
            został/zostanie z Tobą po porodzie nawet rok w domu- wtedy taka mama
            moze leżeć, karmieć i pachnieć. smile
            Nie każdy Mąż ma posadkę, w której urlopu udzielą na żadanie z
            powodu kryzysu laktacyjnego żony.

            ktoś się do pomocy znajdzie. no chyba, że ma się w domu duże
            dziecko, któremu
            > jeszcze trzeba pod nos gorący obiad postawić, ale czegoś takiego
            to z kolei ja
            > nie rozumiem, bo chłopa trzeba umieć sobie wychować.


            A o wychowywanie cudzych jak to nazywasz chłopów nie martw się za
            bardzo, bo ja np. mam świetnego męza, którego nie trzeba wcale
            wychowywać. A jeśli Ty wychowywać musiałaś lub musisz, no cóż mnie
            nigdy ofermy nie interesowały, ale niektorzy widac lubią. smile
            • carolinecat Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 21:38
              zabulin napisała:

              > carolinecat- jak sie tak smiałaś do rozpuku, to chyba juz Ci sie
              > myslenie wyłączyło. Jakbyś nie wiedziała, kryzys laktacyjny i
              > zmniejszenie ilości pokarmu może przyjść np. 2-3 miesiące po
              > urodzeniu dzidzi.

              ależ ja nie twierdzę inaczej. sama zaliczyłam kryzysy w 3, 6 tygodniu i 3
              miesiącu. tyle, że te kryzysy trwają kilka dni, a nie miesiąc, więc nie wiem po
              co w swoim poprzednim poście tak dramatyzujesz.

              > Sądzę, że większość samodzielnych i myslacych matek męzowie nie
              > niańczą przez pierwsze pół roku życia dziecka. No chyba, że Twój
              > został/zostanie z Tobą po porodzie nawet rok w domu- wtedy taka mama
              > moze leżeć, karmieć i pachnieć. smile
              > Nie każdy Mąż ma posadkę, w której urlopu udzielą na żadanie z
              > powodu kryzysu laktacyjnego żony.

              no widzisz, mój mąż w ogóle nie ma urlopu, bo prowadzi własną działalność
              gospodarczą i jeśli nie pracuje, zwyczajnie nie zarabia. do pracy poszedł na
              drugi dzień po moim powrocie ze szpitala. robił zakupy, przygotowywał posiłki,
              ogarniał najważniejsze rzeczy w mieszkaniu. pracując jednocześnie. wiedział, że
              nie robi tego po to, żebym ja mogła leżeć i pachnieć, tylko przyczynia się w ten
              sposób do zdrowia naszego wspólnego dziecka.
              w jakim świetle sama stawiasz siebie i swoje macierzyństwo, jeżeli piszesz, że
              matka, która decyduje się na spędzenie kilku dni w wyrku z powodu kryzysu
              laktacyjnego to królewna, którą trzeba niańczyć, która tylko leży i pachnie?
              przecież żadna mama nie robi tego dla swojej wygody, tylko dla dobra własnego
              dziecka.
              • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 00:24
                carolinacat
                widzisz, mój mąż w ogóle nie ma urlopu, bo prowadzi własną
                działalność
                > gospodarczą i jeśli nie pracuje, zwyczajnie nie zarabia. do pracy
                poszedł na
                > drugi dzień po moim powrocie ze szpitala. robił zakupy,
                przygotowywał posiłki,
                > ogarniał najważniejsze rzeczy w mieszkaniu. pracując jednocześnie.
                wiedział, że
                > nie robi tego po to, żebym ja mogła leżeć i pachnieć, tylko
                przyczynia się w te
                > n
                > sposób do zdrowia naszego wspólnego dziecka.
                > w jakim świetle sama stawiasz siebie i swoje macierzyństwo, jeżeli
                piszesz, że
                > matka, która decyduje się na spędzenie kilku dni w wyrku z powodu
                kryzysu
                > laktacyjnego to królewna, którą trzeba niańczyć, która tylko leży
                i pachnie?
                > przecież żadna mama nie robi tego dla swojej wygody, tylko dla
                dobra własnego
                > dziecka.



                1. W jakim świetle stawiasz swój intelekt, skoro nie rozumiesz co ja
                piszę?
                Tłumaczyłam już, że złota rada położnych ze szkół rodzenia w
                wiadomej sytuacji (kryzys laktacyjny) - typu: połóż się i karm na
                żadanie nawet kilka dni w łózeczku nie sprawdza się w większości
                przypadków. Wymądrzasz się, że tak się da, a sama piszesz że mąż ma
                własną działalność. Skoro tak, to może sobie układać grafik dnia,
                jak mu pasuje- zrobić ci zakupy, ugotować obiadek.
                Mój mąż jest odpowiedzialny za międzynarodowe kontrakty budowlane i
                co miał w trakcie kryzysu laktacyjnego smile wziąć 5 dni urlopu,
                wrócić ze Szwajcarii do kraju i gotować obiadek??
                Wstydziłabym się gdybym była taką ciamajdą życiową, ze musiałby tak
                zrobić. A wierz mi - Syn jest dla niego wszystkim i obojgu nam
                zależało na tym, zebym karmiła jak najdłużej. Po prostu nie każdy ma
                tak nieznaczącą pracę, że nieważne czy się w niej zjawi czy też nie
                i pojdzie rosołek gotować

                Nie rozumiesz tego naprawdę ??

                Poza tym wypowiedziałam się tu w kontekście -moim zdaniem - bzdur,
                które nijednokrotnie powtarzają położne. Np. że jak podasz dziecku
                flachę, to koniec karmienia naturalnego.NIE ZAWSZE TAK JEST , A ONE
                TWIERDZĄ ŻE ZAWSZE. No i niektóre młode i głupie mamuśki tak w to
                wierzą, ze wskakują do łóżeczka na 5 dni (a męzulo leci z pracy
                wtedy ogniska domowego doglądać), bo przeciez jak poda flachę to
                koniec świata i w ogóle dramat i wyleci z kółka dobrych mamusiek.

                Mój syn nie raz dostał flasię jak brakowało pokarmu, bez problemu
                wrócił do karmienia naturalnego i żadna krzywda mu się nie dzieje.
                Jakbym sie nastwiła, że po butli piersi nie weźmie, to pwenie bym
                wykrakała.

                Kolejny przesąd którym straszą mamy- to dzieci karmione naturalnie
                są w ogóle super hiper zdrowe, zdolne a te po butli to chorowite
                bidulki.

                Mam koleżanki, których dzieci nawet raz z piersi nie jadły a teraz
                choodza do szkoły i żadne choróbsko się ich nie ima. Mam też takie,
                które karmiły do 18 miesiąca i dzieci mają tydzień zdrowe, tydzień
                chore.

                Po prostu nie trzeba się dać wkręcić we wszystkie gadki pań
                położnych, bo potem w depresję wpadnie jak nie będzie mogła na
                tydzień w łózku wyladować z dzieckiem , zeby karmić na każde żądanie.
                A już CI tu kilka osób tłumaczyło, że nie każdy ma taki luz. A Ty
                chyba dalej nie rozumiesz.

                A o moje macierzyństwo się nie martw, bo póki co ma sie dobrze.Nie
                rozumiesz kompletnie czegoś takiego jak kontekst wypowiedzi, ironii
                też nie bardzo, więc napisze Ci raz jeszcze - nie twierdzę, że jak
                kobieta zalegnie w łóżku smile jest królewną. Twierdzę tylko, ŻE NIE
                KAŻDA TAKIE MOŻLIWOŚCI MA. Jak nie rozumiesz różnicy, to zamiast o
                cudze macierzyństwo martw się raczej o sowje umiejętności
                rozumienia słowa pisanego smile
                • carolinecat Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 08:08
                  zabulin napisała:


                  > Mój mąż jest odpowiedzialny za międzynarodowe kontrakty budowlane i
                  > co miał w trakcie kryzysu laktacyjnego smile wziąć 5 dni urlopu,
                  > wrócić ze Szwajcarii do kraju i gotować obiadek??
                  > Wstydziłabym się gdybym była taką ciamajdą życiową, ze musiałby tak
                  > zrobić.

                  no comments. ręce opadają...
                  • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 08:19
                    "Ręce opadają"- napisała kobieta, która twierdzi że chłopa "trzeba
                    sobie wychować ". Gratuluje modelu rodziny. Aż strach pomysleć, ze
                    moj syn może poznać kiedyś dziewczynę, która będzie pochodzić z
                    domu w ktorym mamusia "wychowywała " tatusia.

                    Jak dobrze, że w niektórych domach jest partnerstwo, a
                    nie "wychowywanie chłopa".

                    Sama się kompromitujesz smile
                    • kammik Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 08:41
                      Zabulin, partnerstwo to jest wtedy, kiedy oboje mają podobne priorytety w życiu.
                      Jeśli najważniejsze na świecie dla ciebie jest pranie, sprzątanie i gotowanie
                      obiadów to spoko - dziecku flaszeczka a mamie ściera do podłogi.Zważ jednak, że
                      dla niektórych utrzymanie wyłącznego karmienia piersią jest ważniejsze niż
                      wyprane na czas gacie, czysta podłoga i trzydaniowy obiad. Ale rozumiem, że
                      wdrukowany kod kulturowy każe zasuwać na szmacie i stać przy garach. Każdy ma w
                      końcu inny pomysł na życie i macierzyństwo.
                      • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 09:11
                        kammik

                        zdanie pierwsze zgadzam się w stu procentach

                        Poza tym:

                        dziecko karmiłam piersią - czasem dokarmiałam mlekiem.

                        Bynajmniej nie mam takich priorytetów jak piszesz: tzn szmata i gary
                        i uprane gacie- chociaż u nas mowi się spodenki smile

                        Gdybyś przeczytała coś wiecej niż ostatni post zrozumiałabyś o co
                        chodzi, ale w sumie sądząc po Twojej wypowiedzi dość ograniczony
                        masz światopogląd. Cała dyskusja wzięł się z twierdzenia, że każda
                        kobieta może sobie pozwolić na luksus w-w razie potzreby - połozenia
                        się do łozka

                        A ja się z tym nie zgodzilam

                        Bo nie każda tak ma. I nie dlatego niektóre kobiety nie kłada się
                        do łózeczka, żeby za wszelką cenę karmc naturalnie, bo wybierają
                        gotowanie obiadków i pranie "gaci" tylko,, że niektore muszą jeszcze
                        zaprowadzić drugie dziecko do przedszkola, pójś do apteki, czasem
                        zajrzeć do schorowanych rodziców, czasem pojśc do lekarza z drugim
                        dzieckiem.

                        Mój mąż pomaga we wszystkim jak może - oboje mamy świetne prace.
                        Jego czasem wiąze się z wyjazdami. Przykro mi, że mój kod kulturowy
                        wraz z urodzeniem dziecka nie kazał mu zmienić pracy nan nudną ale
                        taką, zeby w razie kryzysu laktacyjnego - kiedy ja będę leżeć w
                        lózku , on mogl byż na miejscu.

                        Nie muszę dokonywac wyborów - pierś dla dziecka czy gotowanie lub
                        pranie gaci. Kiedy mój mąż jest w domu, potrafi to zrobić sam. Jesli
                        u Ciebie taki wybór jest konieczny- wspólczuję męża ofermy.

                        Po prostu mój nie może byc w domu 365 dni na rok.

                        Kompletnie nie rozumiesz o czym pisałam. Tak zgadzam się, że każdy
                        ma swój pomysł na macierzyństwo i na życie . Napisała to już
                        carolinacat- :"chłopa trzeba sobie wychowywać". I potem taka kobieta
                        tak córkke wychowa- żeby jak dorosnie chłopa za łeb i pod
                        pantofel. Oj, dziewczyny w jakich to rodzinach trzeba się wychować,
                        żeby tak myśleć?
                        • kammik Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 09:30
                          W normalnych. Jako osoba o ograniczonym światopoglądzie musiałam nawet dwa razy
                          przeczytać twoje posty, żeby pojąć, o co ci chodzi. Prawdę powiedziawszy, dalej
                          mam wątpliwości, dlatego dopytam - po co ci mąż podczas kryzysu laktacyjnego,
                          dla którego najlepsze jest właśnie leżenie i karmienie bez przerwy?
                          Równouprawnienie jeszcze nie sięgnęło biologii i gruczołów mlecznych faceci nie
                          mają. Ale rozumiem, rozumiem - odprowadzenie dziecka do przedszkola (pieszo
                          przez pół Polski?), kupienie syropu w aptece albo wizyta u lekarza
                          uniemożliwiają kilkugodzinne maratony karmieniowe. Twoim zdaniem.

                          > Cała dyskusja wzięł się z twierdzenia, że każda
                          > kobieta może sobie pozwolić na luksus w-w razie potzreby - połozenia
                          > się do łozka

                          A ja myślałam, ze z twierdzenia, że jest to najlepszy sposób na kryzysy
                          laktacyjne. No ale ja mam ograniczony światopogląd, to może nie zrozumiałam dobrze.

                          > Mój mąż pomaga we wszystkim jak może

                          To cudownie. Nie przyszło do głowy, że od pomagania to może być babcia,
                          sąsiadka, ciotka, a ojciec dziecka jest WSPÓŁwychowującym, a nie pomagającym?
                          • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 10:00
                            1.Nie mój problem, ze musisz czytać dwa razy żeby zrozumieć.
                            Przecież nie bedę z tobą warsztatów rozumienia slowa pisanego
                            prowadzić.

                            2.No widzisz ja napisałam tylko, że rad połoznych- pt. W RAZIE
                            KRYZYSU LAKT. , TRZEBA SIE POLOŻYĆ I KARMIĆ < KARMIĆ< KARMIĆ nie
                            jest wykonalna zawsze ( a nie twierdzę, że to zły sposób- rozumiesz
                            różnicę ?) bo niektorzy maja inne obowiazki i nie zawsze ma je kto
                            wyręczyć.
                            Wtedy jedan pani tutaj napisała, że wyręczać ma mąż "bo chłopa
                            trzeba sobie wychować" i stąd się wzieła dyskusja.

                            Widzisz moja koleżanka nie ma rodziny w miejscu zamieszkania, mąz
                            haruje całymi dniami, a ona kiedy był kryzys laktacyjny, musiała
                            brać wózek z maluchem i starsze dziecko za łapkę i do learza, bo
                            starszy syn musiał wtedy akurat na jakieś inhalacje zasuwać i
                            spędzała w przychodni całe pół dnia. Tylko tyle napisałam, ze nie
                            zawsze się da położyc do łózka. No, owszem mąż jej mógł się zwolnic
                            z pracy i sam chodzić z dzieckiem, a zyć będą z opieki społecznej.
                            To jest partnerstwo ? Bo przecież on by sie zajął innymi rzeczami,
                            żeby ona mogła w spokoju dostawiać do piersi i nie stracić pokarmu.
                            A 3 letni malec nie chciał chodzić z sąsiadka na inhalacje, bo sie
                            bardzo bał i wolał z mama.

                            I tyle - nie zawsze rady polożnej, choćby sie bardzo chciało, da się
                            wykonać.Taki był sens wypowiedzi. Rozumiesz teraz?
                            A nie każdy moze sie obstawić ciociami , babciami do pomocy - choćby
                            dlatego że nie każdy ma babcię.

                            A jak ktoś ma cały sztab ludzi , którzy za niego wszystko zrobią, to
                            wiadomo, że kiedy będzie chciał, może sie połozyc i w razie kryzysu
                            laktacyjnego, nie stracic pokarmu smile
                            • kammik Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 10:23
                              Niestety nie rozumiem, z mojego doświadczenia dzieciowego (dwukrotnego) wynika,
                              że jak się chce, to się może. Jak się nie chce, to się szuka pretekstów, dla
                              których "nie można". Ze starszym jak najbardziej można siedzieć w przychodni i
                              tydzień, młodsze może sobie wtedy ciamkać pierś w chuście, jeśli ma ochotę,
                              karmienie na leżąco nie jest obowiazkowe.
                              Jakie "wszystko zrobią"? Spróbuj mi wyjaśnić, co to jest to "wszystko", co
                              wymaga, w razie czasowej niedyspozycji mamy, obstawienia się sztabem ludzi?
                              Tylko wiesz, tak łopatologicznie, bo ja z tych mniej rozumiejących jestem.
                              • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 10:48

                                kammik
                                "To cudownie. Nie przyszło do głowy, że od pomagania to może być
                                babcia,
                                sąsiadka, ciotka, a ojciec dziecka jest WSPÓŁwychowującym, a nie
                                pomagającym? "

                                sama wymieniasz cały sztab ludzi, którzy przecież w razie czego moga
                                pomóc. Łopatologicznie Ci wyjaśniam, Ze w razie czego nie kazdy tak
                                ma taki sztab ludzi do pomocy.Nie przyszło Ci to głowy? Fajnie jak
                                mama zakupy zrobi, dziadek na plac zabaw starsze dziecko weźmie, a
                                ciocia do apteki poleci.

                                Łopatologicznie Ci też mówię, Że nie każdemu chusta odpowiada. A
                                może powinna odpowiadać każdemu? Jak chwilkę pomyslisz, to na pewno
                                dojdziesz do wniosku, ze znasz odpowiedź smile


                                Nie każde dziecko też chce ssać cały dzień z piersi, z której ledwo
                                co leci? Nie pomyślałaś?

                                Takie mądrale jak Ty mówiły, że jak podałam dziecku butlę, to
                                zakończyłam karmienie piersią.
                                W momencie gdy zmniejszyła się ilość pokarmu, mały zaczął wypluwać
                                pierś, z której nie leciało tyle co kiedys i bynajmniej nie chciał
                                ssać cały dzień, żeby zwiększyc laktację. On chciał dużo pokarmu od
                                razu smile

                                Dostał butlę przez dwa dni- ja pobudzalam piers laktatorem, ilość
                                pokarmu się zwiekszyła i mały zaczął ssać pierś z powrotem. A
                                podobno podając mu flachę przekreśliłam karmienie naturalne?

                                Widocznie mam dziecko na tyle zdolne, że nie zapomniało przez dwa
                                dni, co to pierś smile

                                Nie podkreślaj tak, ze mało rozumiesz. Nie musisz- da się zauważyć.
                                • kammik Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 11:13
                                  > sama wymieniasz cały sztab ludzi, którzy przecież w razie czego moga
                                  > pomóc

                                  Zdumiewające. Naprawdę zdumiewające, bo mimo wszystko rzadko spotyka się ludzi
                                  aż tak opornych na słowo pisane. Napisałam Ci żabciu, że nie do końca właściwe
                                  jest, kiedy ojciec tylko "pomaga" przy dziecku. Spróbuję jeszcze raz. Pomóc
                                  możesz przeprowadzić staruszkę przez ulicę, pomóc możesz robiąc sąsiadce zakupy
                                  albo wychodząc z jej psem na spacer. Natomiast zajmowanie się przez ojca dziecka
                                  owym dzieckiem, mamą dziecka, domem, to nie "pomoc" tylko psi obowiązek.

                                  > Łopatologicznie Ci też mówię, Że nie każdemu chusta odpowiada.

                                  O tym właśnie pisałam. Nie kazdemu odpowiada, nie każdemu się chce, w sumie
                                  wolny wybór, tylko w żaden sposób nie przekreśla to owych dobrych rad na
                                  kryzysy. To fajnie, że udało ci się utrzymać karmienie, ale gdybyś się nieco
                                  bardziej rozejrzała dookoła, mogłabyś zauważyć, że u bardzo wielu kobiet podanie
                                  dziecku butelki szybko prowadzi do końca karmienia naturalnego.

                                  > Nie podkreślaj tak, ze mało rozumiesz.

                                  Lubię, kiedy rozmówca jest świadomy moich braków intelektualnych. Fajnie się
                                  wtedy sam z siebie robi w balona big_grin
                                  EOT z mojej strony.
                                  • carolinecat Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 11:25
                                    kammik napisała:

                                    Lubię, kiedy rozmówca jest świadomy moich braków intelektualnych. Fajnie się
                                    wtedy sam z siebie robi w balona big_grin

                                    bezbłędne smile
                                    • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 11:50
                                      No, bezbłędne- aż żal, że sama nie wymyśliłaś smile

                                      A ja jeszcze bardziej wolę, jak ktoś myśli że jego rozmówca sam z
                                      siebie robi balona a tymczasem sam jest balonem smile0 Pozdrawiam
                                      kammika i carolinacat.
                                  • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 11:46
                                    Lubię, kiedy rozmówca jest świadomy moich braków intelektualnych.
                                    Fajnie się
                                    > wtedy sam z siebie robi w balona big_grin

                                    Silisz sie na ironię, ale kiepsko, kiepsko smilePróbuj dalej smile ale
                                    sadzę, że sama dojdziesz do wniosku, że ci sie nie chce :
                            • carolinecat Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 10:51
                              zabulin napisała:

                              > 2.No widzisz ja napisałam tylko, że rad połoznych- pt. W RAZIE
                              > KRYZYSU LAKT. , TRZEBA SIE POLOŻYĆ I KARMIĆ < KARMIĆ< KARMIĆ nie
                              > jest wykonalna zawsze ( a nie twierdzę, że to zły sposób- rozumiesz
                              > różnicę ?) bo niektorzy maja inne obowiazki i nie zawsze ma je kto
                              > wyręczyć.

                              no to teraz pozwolisz, że zacytuję Twoją własną wypowiedź:

                              Najbardziej śmiesza mnie teksty- jak w piersi mało pokarmu, to
                              dostawiać jak najczęściej, leżeć w łózku, tulić i dostawiać i
                              dostawiać.
                              Super rada- ciekawe, czy położna ktora tak radzi przyjdzie do domu i
                              wypierze, ugotuje, zakupy zrobi i posprząta kiedy ja przez kilka
                              dnia mam leżęć , czuć bliskość i dostawiać, dostawiać , dostawiać smile
                              Autentyczna rada ze szkoły rodzenia. W cellu zwiększenia laktacji,
                              położyć się na kilka dni, jak zajdzie taka potrzeba i dostawiać
                              nawet co 15 minut

                              krytykujesz to podejście, odnosząc się do własnej sytuacji, a nie skrajnych
                              przypadków, kiedy to dziewczyny są zdane naprawdę tylko na siebie. i to one mają
                              naprawdę problem, bo chciałyby dać maluchowi bliskość, a nie mogą. tymczasem
                              okazuje się, że gotować nie musiałaś, bo męża nie było, zakupów robić też, bo
                              mąż je robi i na pewno nie zostawił ci pustej lodówki, że ganianie ze ścierą
                              wcale nie jest Twoim priorytetem i tak właściwie Twoim jedynym problemem było
                              wyjście do apteki, czy też na usg. ale przecież na Boga, to nie trwa cały dzień.
                              wychodzisz, wracasz, kładziesz się z powrotem. wychodzi na to, że zwyczajnie
                              szukasz pretekstu, bo zamiast dać dziecku bliskość, wolałaś zapchać je butlą i
                              już. to nie można napisać wprost, że leżenie cały dzień z dzieckiem i tulenie go
                              do piersi jest wg ciebie bzdurą?
                              • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 11:29
                                Nie Karolino, nie rozumiesz- napisalam że uważam, że to śmieszne, bo
                                na pytanie w szkole rodzenia - "Co zrobić, gdy będzie kryzys
                                laktacyjny?" Pani dała dziewczynom odpowiededź:


                                Wejść do łózka na kilka dni z dzieckiem, i dostawiać, dostawiać ,
                                dostawiać"

                                -"A jak się nie da?" spytała ktoraś

                    • carolinecat Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 09:05
                      zabulin, poczytaj trochę na temat partnerstwa w związkach, bo nie masz o nim
                      bladego pojęcia.
                      jeżeli facet uważa, że kobieta potrzeby swoje i wspólnego dziecka ma
                      podporządkować jego pracy, no bo on jest przecież z zawodu dyrektorem, że
                      kobieta to ma przede wszystkim zasuwać ze ścierą, robić zakupy i gotować
                      obiadki, bo w końcu siedzi w domu z dzieciakiem cały boży dzień, to przecież nic
                      nie robi, to owszem, uważam, że trzeba wychować, skoro nie zrobili tego jego
                      rodzice. albo uciekać gdzie pieprz rośnie, jeśli jest niereformowalny.
                      • zabulin Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 09:32
                        carolinacat

                        Ale Ty masz poziom frustracji- wcale bym się nie zdiwiła jakbyś męza
                        biła smile
                        Nie moja wina, że mąż jest dyrektorem i nie może czasem w ciągu
                        kilku godzin przebyć np. 1000 km ,żeby do nas przylecieć. My dezyzje
                        podejmujemy wspolnie, wspolnie obgadujemy wyjazd.


                        I wiesz co- wyjechał akurat jak Mały miał 3 miesiące . I pech smile,
                        ze wtedy był kryzys laktacyjny. I co miałam wejść pod kołdre i
                        zadzwoni.ć. Przylatuj, jesteś potzrebny. To bez sensu- prywatnego
                        odrzutowca nie ma smile a czas przemieszczenia się to nie jedna
                        sekunda. Pomijam kwestie odpowiedzialności zawodowej. A co miał może
                        na wszelki wypadek- dokąd mały nie skończy 18 lat nie ruszać się z
                        kraju?

                        I kiedy go nie bylo nie "stałam przy garach" ale musiałam wyjść do
                        apteki, do lekarza bo akurat było USG stawów biodrowych, itp. a nie
                        leżeć w łóżeczku. A spokojnie - dziecko i pierś dostało a jak
                        sytuacją zmusila to i flasię raz na dobę.

                        A Ty o partnerstwie w ogóle nie gadaj , bo napisałaś, Że "Chłopa
                        trzeba sobie wychować". To partnerstwo Twoim zdaniem??

                        Kup sobie słownik.
                        Fajnie macie. Uciekać to trzeba od faceta ciamajdy co daje sie
                        tresować i nie ma nic do powiedzenia. Ja nie planuje syna na taka
                        ofermę wychować. Jak jesteśmy w domu razem , obowiazkami się
                        dzielimy- jak wyjeżdża radze sobie jak mogę smile Ale nie będę
                        histeryzować i ściągać go z zagranicy. A stać przy garach nie muszę,
                        bo jada na mieście, a pranie robi sobie sam smile))

                        I nie siedzę w domu, bo parcuję zawodowo, ale coś mi wygląda że Ty
                        siedzisz smile Strasznie Cie bolą pewne rzeczy i wydaje Ci się, że
                        inni mężowie uważają swoje żony za służące.

                        Mój mąż taki nie jest. Wręcz przeciwnie- zawsze mówi, żebym sie nie
                        przemęczała. Zakupy robi on smile
                        I nie musiałam go "wychowywać"-. Był już taki gdy go poznałam,
                        mam za męża prawdziwego faceta, a nie ofermę smileA Ciebie
                        to "wychowywanie" strasznie sfrustrowało /
          • semi-dolce Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 13:52
            Kurczę, a ja leżałam, tuliłam i dostawiałam non stop i dom się nie zawalił,
            chłop, mimo że pracował i to długo, to mi gotował, prał i sprzatał. Zakupy też
            robił. Niesamowite. I jeszcze książki mi donosił, żebym miała co czytać.
            • zabulin Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 14:48
              I bardzo dobrze wink
              jak kobieta nie radzi sobie sama, to fajnie jak ma faceta, który jak
              gosposia - wszystko zrobi. U nas zawsze były obowiązki po pół i
              dziecko nic tu nie zmieniło.
              Napisałam, że dla mnie absurdalan jest rada od polożnych dla
              WSZYSTKICH mam, że w razie kryzysu laktacyjnego, który wszak nie
              musi przyjść w okresie 1 miesiąca życia dziecka- tylko jak dziecko
              ma np. 3 miesiące, trzeba po prostu wskoczyć do łożka i leżeć i całe
              dnie przystawiać.
              NIE ZAWSZE SIĘ TAK DA.NIE ZAWSZE JEST TO WYKONALNE. taki był sens
              wypowiedzi, ale wiem, ze dla niektorych czytanie ze zrozumieniem to
              problem.
              Jak czyjś mąż ma prace, w ktorej może być lub nie (bo to dla firmy
              bez znaczenia, ), to sobie może nawet całymi dniami z żona siedzieć
              dokąd dziecko do szkoly nie pojdzie smile I zona może nawet 5 lat
              leżeć, tulić , karmic i co tam chce, bo za nią ktoś wszystko zrobi.

              Bez przesady, mój mąż ma poważną prace.Kryzys laktacyjny był jak
              Mały miał 3,5 miesiąca i nie wyobrażam sobie ściągac męza z
              delegacji zeby uprał, ugotował i po gazetkę skoczył, bo jest kryzys
              laktacyjny i ja wchodzę do łozka na 5 dni. No absurdalna sytuacja.
              Moze eszcze ciocię poprosić, żeby urlop w pracy wzieła bo ja będę
              leżeć i dostawiać 24 godz/dobę i ktoś mi musi chlebek kupić.Rozumiem
              kilka tygodni po porodzie, żeby kobietka miała czas dojść do siebie,
              ale bez przesady ;-( W końcu kobiety to silne istotki smile
              • delfina77 Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 21:07
                Zgadzam sie z toba, a co maja zrobic np. matki wiekszej gromadki dzieci? Lezec i
                karmic i patrzec, jak dzieciaki roznosza dom? Przeciez to absurd. Ja mam tylko
                jedno dziecko poza niemowlakiem ale i tak bylo ciezko na poczatku, bo trzeba
                bylo radzic sobie z zazdroscia starszego, zajmowac sie nia i niemowlakiem i
                takze domem. Bez pomocy mamy nie wyrobilabym, a te rady z lezeniem to chyba
                dotycza pierwszego dziecka i tez nie sa w pelni wykonalne dla kazdego
    • mond33 Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 10:49
      Za pierwszym razem namiętnie uczęszczałam na te zajęcia. Dziś patrząc z
      perspektywy czasu i pewnych doświadczeń, które okazały się być zupełnie inne niż
      to naszkicowano w szkole rodzenia, przy drugim dzieciu odpuściłam sobie
      zupełnie. Nie wiem, może coś się zmieniło, ale kiedy przypomnę sobie gadki tylko
      i wyłącznie o karmieniu naturalnym, bo oczywiście o butelce nikt nic nie
      wspominał czy też przedstawianie standardowego przebiegu porodu, pomijając
      odstępstwa, które niestety się zdarzają, mam wrażenie, że uczymy się tam pewnego
      narzuconego, zamkniętego w sztywnych ramach świata, który czasem nijak się na do
      rzeczywistości. W szkole rodzenia poznałam mnóstwo mam, poznałam położne, jasne,
      że to też są przydatne plusy. Jednak nie przybliżono mi choć w skrócie pewnych
      sytuacji, które mnie później bardzo zaskoczyły, a zatem czułam potem potworny
      niedosyt. Nie zawsze wychwalane pod niebiosa karmienie naturalne wchodzi w grę,
      nie zawsze poród to proces złożony z 3 faz, poprawnego oddychania ect., a już
      hasła typu- nie podajemy smoczka, nie używamy kapturków itd działają na mnie w
      tej chwili jak płachta na byka. Może zależy od samej szkoły rodzenia, może od
      prowadzących te zajęcia, może nawet od kraju, w którym się znajdujemy. Pewnie
      wszędzie te zajęcia wyglądają inaczej. U siebie nie będę uczęszczać po raz drugi
      na zajęcia, bo nie widzę sensu z racji tego co opisałam.
      • joshima Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 12:53
        mond33 napisała:

        > Może zależy od samej szkoły rodzenia, może od
        > prowadzących te zajęcia, może nawet od kraju, w którym się znajdujemy. Pewnie
        > wszędzie te zajęcia wyglądają inaczej.
        Jak tak czytam niektóre wypowiedzi to mi oczy wychodzą z orbit. Jednak tak jak
        wszystko nawet szkoły rodzenia mogą być i dobre i kiepskie i fatalne.


        > U siebie nie będę uczęszczać po raz drug i
        > na zajęcia, bo nie widzę sensu z racji tego co opisałam.
        Ja drugi raz nie pójdę (mino pozytywnych wspomnień) bo i po co? Poród i niemowlę
        to najlepsza szkoła.
    • tusie-czek Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 12:03
      BARDZO!! Ja mialam indywidualna szkole rodzenia, bo wtedy jeszcze z francuskim
      sobie radzilam slabo i mialam lekcje z polozna po angielsku no i z mezem
      oczywiscie. Bylo to bardzo bardzo dobre. Nie dostalam zadnych schemtatow a
      wytlumaczyla nam polozna jak np dziala karmienie piersia, jaka jest kolejnosc
      wydarzen w czasie porodu i co robic po porodzie. Nie zadne schematy tylko taka
      rozmowa z doswiadczona polozna i matka czworki dzieci. Zebysmy z mezem rozumieli
      co sie bedzie dzialo. I to co jeszcze bylo super ze jak mialam komplikacje po
      porodzie to moglam do niej zadzownic i zapytac. Potem w tej szkole rodzenia byly
      spotkania jak wiazac chusty i mamy sie spotykaly.
    • atucapijo Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 14:50
      mi sie przydala. nie mialam wyboru, bo jest jedna, panstwowa,
      przyszpitalna, i gratis. w silowniach sa jakies acqua gym dla
      ciezarnych, ale to nei szkola rodzenia.
      byly spotkania z pediata, ginekologiem, anestezjologiem - zeby sie
      swiadomei zdecydowac na zzo ( tez u nas gratis), z psychologiem,
      byla wizyta w sali porodowej i na oddziale. bylo o karmienu, ze
      najlepsze i cala ideologia, ale najwiecej mi tu pomogly pielegniarki
      z noworodkow, a nie polozna z kursu. z kursu zabraklo mi informacji,
      ze skurcze pod koniec zmieniaja charakter, i przez to malo
      brakowalo, a bym urodzila w domu, ale tu chyba bylam wyjatkiem.w
      samym porodzie to najbardziej mi pomogla cala gimnastyka i plywanie
      z ostatnich 2 mcy ciazy, a nie teoretyczne wywody, ale np oddychanie
      owszem tak. no i fajnie bylo moc porownac wlasne odczucia z innymi
      mamami, wiedziec ze nie jestem sama, taa sloniowa i niezgrabna. po
      porodzie zorganizowakysmy kursy masazu niemowlaka, i rozne spotkania-
      z psychologiem, pediatra, fizjoterapeutka.
      Ja polecam, ale ja jestem z tych, co lubia wiedziec co sie dzieje i
      czego sie spodziewac. mam kolezanki, ktore urodzily bez szkoly
      rodzenia, bo nei chcialy wiedziec nic a nic, i odmawialy wrecz
      zaakceptowanai ciazy do ostatniego momentu. i wszystkie odczuwaja
      porod jako straszliwy bol i nigdy wiecej. ciekawe ze ta ktora po 2
      lekcjach zrezygnowala ze szkoly, mowiac ze polozne glupie, i zajecia
      beznadziejne, nie dala rady karmic piersia, twierdzac, ze
      pielegniarki na pewno jej zle pokazaly, mimo zzo porod byl
      straszliwie bolesny, choc dziecko male... nie wiem, czy to zbieg
      okolicznosci, ale laski z mojej grupy rodzily w wiekszym komforcie
      psychicznym... no i sie spotkalysmy potem na oddziale, fajnie bylo
      wsrod znajomych.
    • delfina77 Re: Szkoły rodzenia 26.05.09, 21:00
      Mi sie przydala tylko o tyle, ze zapoznalam na niej pare ciezarowek, z ktorymi
      do dzis utrzymuje kontakt. A wiekszosc wiadomosci przekazanych na szkole
      rodzenia to dla mnie stek bzdur albo polprawdy
    • zefirekk Re: Szkoły rodzenia 27.05.09, 07:18
      nie chodziłam do szkoły rodzenia - zdałam się na swoją intuicję (i instynkty) i to był najlepszy wybór - nie miałam problemów żadnych ani z porodem, ani z obsługą niemowlęcia.
      Teraz za to mam problem bo nie umiem się znieczulić na różne 'wypadki' typu przewrócenie się z siedzenia na glebę, albo walnięcie głową o szczebelki łóżeczka...nosz...kask by musiał całą dobę nosić tongue_out hehe.
Pełna wersja