radość z macierzyństwa - jak to było u was?

02.07.09, 11:23
jestem mamą dwójki brzdąców - 3 letniej dziewczynki i 7-tyg. chłopca.

chciałam podzielić się pewną refleksją, pewnie "niepoprawną
politycznie" smile i spytać jak to jest u was? spodziewam się też
grzmienia ze strony matek zakochanych po uszy w swoich maleństwach
od dnia narodzin... no cóż...

ze mną jest inaczej... tak było z córką, jest teraz z synem. Radość
z bycia mamą pojawila się tak kolo 4-5 miesiąca. Pewnie, że i
wcześniej bywaly bardzo fajne chwile, ale jednak zmęczenie (pobudki
nocne), znużenie, zniecierpliwienie i żal za dawnym życiem były
częstsze. Niestety. Córka miala kolki, życie z nią na początku bylo
trudne. Dużo plakala, a ja bylam bezradna. Gdzie ta radość z
macierzyństwa??? pytałam. Padałam na nos, dni z maleńką dlużyły się
niemiłosiernie... I ta monotonia... Miałam potworne wyrzuty
sumienia, czulam się fatalnie. Wydawalo mi sie, że nie zdalam
egzaminu na mamę ...

teraz jest podobnie, choć mały nie ma kolek. czekam po prostu na
czas, gdy zacznie się śmiać, odpowiadać radośnie na moje
zagadywanie, gdy będzie go interesowal swiat i będzie można z nim
wychodzić "do ludzi". Teraz tez wychodzimy, oczywiście, ale maly
albo śpi albo placze, bo taki z niego marudka. pośpi, zje, pruknie i
placze smile chwil aktywności jest niewiele, ale jest jeszcze b.
malutki. do tego dochodzą problemy ze spaniem w dzień.

Starszą córkę kocham ponad życie, więc wiem, że i syna pokocham
równie mocno. Potrzeba tylko czasu. Już się nie czuję wyrzutów
sumienia, daję mu trochę popłakać, gdy wszelkie formy uspokojenia
zawodzą. przy córce stwalam na rzęsach, by pomóc, teraz podchodzę do
wszystkiego spokojniej. zresztą przy dwójce dzieci nie można
poświęcić każdemu z nich tyle czasu, co jedynakowi.

ciekawa jestem, czy bylo / jest u was podobnie? u części z was,
choćby?
    • smerfetka8801 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 11:29
      nie wiem czy byłam "zakochana" w dziecku od początku,ale wiem,ze miałam
      niebywałe szczęście-nawet 1 dnia obniżonego nastroju nie miałam.miałam problem z
      karmieniem,ale nie przesłonił mi on radości.monotonia czy zmęczenie zupełnie
      nie maja dla mnie znaczenia do dziś smilenie tęsknię też za tym co było.nowe od
      początku było dla mnie piękne i wspaniałe choć wiadomo nie am dzieci zupełnie
      bezproblemowych smile
      • mama_malenstwa Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 11:35
        tylko pozazdrościć smile piszę szczerze
        • smerfetka8801 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 11:44
          to prawda można zazdrościć.bardzo bałam się przed porodem,ze hormony dadzą się
          jednak we znaki uprzedzałam męża kazałam nawet czytać o depresji poporodowej
          (przezorny zawsze ubezpieczony) ale udało się przez pierwszy okres przejść
          bezproblemowo a teraz to już chyba siła rozpędu smile może to ulga,że już nie
          jestem w ciąży smile nie lubiłam tego stanu długo wymiotowałam po 20 razy na
          dobę...mało w szpitalu nie wylądowałam przez to (o dziwo wyniki badań miałam
          ok) teraz siedzę z 11 miesięcznym dzieckiem w domu i studiuję-póki co tyle mi
          wystarcza do pełni szczęścia
          • kinga435 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 12.07.09, 01:09
            Zobacz jak zostać matką i nie zwariować
    • naamahia Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 11:42
      Każdy człowiek jest inny i inaczej odczuwa radość czy macierzyństwo.
      U mnie ta radość była od chwili gdy dowiedziałam się że jestem w ciąży było
      parę momentów grozy... ale gdy minęły to radość była jeszcze większa. A gdy
      niunia pojawiła się na świecie to pojawiły się takie emocje że nie potrafię tego
      opisać.
      Wiadomo pierwsze chwile były trudne, pojawiło się wiele problemów jednak to moje
      zmęczenie było takie jakieś inne niż te które do tej pory przeżywałam, były
      momenty gdy człowiek prawie "stawał na rzęsach" ale ta radość była ciągle w środku.
      Wszystko wygląda zupełnie inaczej niż myślałam. Będąc w ciąży chciałam wracać do
      pracy jak urodziła się Amelka i zaczęły się jej problemy zdrowotne zmieniłam
      zdanie i chodź chciałabym robić i to i to jakoś nie czuję żeby to było
      wyrzeczenie się czegokolwiek. I wiem na pewno za jakiś czas chciałabym jeszcze
      raz przeżyć coś tak cudownego.
    • super-mikunia Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 11:46
      Od pierwszego momentu uważałam go za najpiekniejsze,
      najmądrzejsze...dziecko. Co nie wpływało na to: że odliczałam dni do
      końca macierzyńskiego i cieszyłam się z powrotu do pracy smile
      • ewela345 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 12:08
        ciąża to był chyba mój najwspanialszy okres w życiusmile czułam się wspaniale choć
        w ostatnim miesiącu miałam małe problemy

        jak się urodziła Nadia to chyba byłam jeszcze szczęśliwsza, oczywiście zdarzało
        się, że płakała a ja nie wiedziałam co jej jest i noce nie przespane się
        zdarzały ale kochałam ją od samego początku, choć czasem zmęczenie było duże

        przed ciążą prowadziłam bardzo aktywne życie i najbardziej się bałam
        spowolnienie tego rytmu, bałam się jak sobie poradzę siedząc 24 h z dzieckiem w
        domu, chciałam iść po macierzyńskim do pracy ale stwierdziłam później, że to
        jeszcze za wcześnie, mała ma teraz 9 miesięcy i mam zamiar iść do pracy jak
        skończy rok (jak będę ją miała z kim zostawić) chce już tego, myślę, że mi
        potrzeba już takiego wyjścia do ludzi smile ale nie zmienia to faktu, że Małą
        kocham nad życie
        • ophelia78 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 12:18
          Ja przez całą ciążę się martwiłam, że nie pokocham dziecka... Miałam wrażenie,
          że jest mi ono obojętne - miałam nawet takie straszne myśli, że jakbym poroniła,
          to nic by się nie stało (ciąża książkowa). A jak Mały się urodził, to miałam
          wrażenie, że z dnia na dzień kocham go coraz bardziej!!! Nie miałam żadnych
          "zjazdów" nastroju (może minimalne przy problemach z laktacją, ale to trwało
          tylko kilka dni), ale to może dlatego, że dziecko bezproblemowe. Dawnego życia
          (wyjścia, imprezy, praca) mi nie brakuje - po prostu za tym nie tęsknię.
    • anatt Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 12:47
      Mamo maleństwa, poruszasz ważny temat, bo jednak rzadko mówi się o tym, że początki macierzyństwa nie zawsze są różowe.Rozumiem Twoje odczucia w 100 procentach.
      U nas pierwszy miesiąc był koszmarny, i to wcale nie dlatego, że z synkiem były jakieś problemy. Więcej złego działo się w nas. Pamiętam, że byliśmy z mężem przerażeni, jak bardzo Mały zmienił nasze życie, czuliśmy się bezradni, kiedy płakał i nie wiedzieliśmy dlaczego. Mieliśmy takie bezsensowne, dziecinne przekonanie, że teraz musimy synka nauczyć szybko samodzielności, żeby go nie rozpieścić. Pamiętam ten czas jako ciągłe balansowanie między ogromną czułością, że taki śliczny, słodki i złością, że znowu płacze (a umówmy się, nasze dziecko wcale nie płakało dużo, nam natomiast wydawało się, że płacze "ciągle"). Do tego dochodziło zmęczenie, niewyspanie.Czas mijał strasznie wolno, więc kiedy czytałam posty, że to minie, że będzie lepiej, to tylko zgrzytałam zębami, bo tydzień wydawał mi się wiecznością.
      Miałam na szczęście wsparcie męża i rodziny, m.in. kuzynki, która 3 m-ce wcześniej rodziła i świetnie rozumiała moje ciemne emocje i uprzedzała, że radość z macierzyństwa nie zawsze pojawia się od razu. Dzięki temu czułam, że jednak nie jestem jakimś zwyrodnialcem, bo wścieka mnie czasem płacz własnego dziecka.
      Teraz Junior ma 5,5 miesiąca, nie wyobrażam sobie życia bez niego i stanowimy, myślę, całkiem zgrany zespół. I teraz czuję radość macierzyństwa smile
    • leneczkaz Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 13:04
      Czuję podobnie. Na początko 'kochałam' synka ale uczyłam się tej miłości bo jest
      dla mnie nowa.
      Teraz to bym go zjadła normalnie. Szaleje za nim. Tak o 7-mego m-ca jak stał sie
      człowieczkiem, zaczął przytulac, i roumiec co nieco.

      I nic w tym złego..
    • malamalinkaa Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 13:10
      ja mam radosc gdy dziecko jest pogodne i usmiechniete, a gdy placze
      i marudzi to mam doła...
      generalnie nie mam takiej euforii i "bolu" z miłoścismile moze z czasem
      • pomidorekk Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 13:17
        no własnie ja coś takiego dziwnego teraz przechodzę.
        Ciąża była dla mnie super stanem. Miałam wtedy silny instynkt
        macierzyński. Po urodzeniu synka- 3 dni euforii, po powrocie do domu
        zjazd emocjonalny i baby blues powiązany również z problemami z
        karmieniem. Teraz jest tak, że kocham synka bardzo i uwielbiam na
        niego patrzeć, ale nie czuję jeszcze tej wszechogarniającej miłości
        matczynej. Cierpliwie czekam. No i jak przychodzi pora karmienia i
        on się wije przy cycu i nie chce go dobrze złapać, a ja wyję z bólu
        to naprawdę czasami wszystkie dobre emocje mnie opuszczają...
    • mamamama29 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 13:13
      ja mam depresje poporodowa i zero radoscisad moge tylko pozazdroscic
      innym mamom, gdy widze je szczesliwe i usmiechniete pochylajace sie
      nad wozkami...
    • zuzizazu Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 14:00
      Przeżywałam bardzo podobne emocje. Pierwsze dziecko zupełnie bezproblemowe, a ja
      jednak musiałam nauczyć się wiele, żeby radość macierzyńską przeżywać. Irytował
      mnie jego płacz, gnębiła mnie nuda, nie skakałam pod sufit... Choć przyznam, że
      kochałam go nad życie od początku. Z czasem było coraz lepiej, a kiedy zupełnie
      już wyszliśmy na prostą, zaszłam w drugą ciążę. Bardzo chciałam drugiego
      dziecka, ale bardzo też bałam się swoich emocji w tym pierwszym czasie po
      narodzinach... Rzeczywistość przerosła moje obawy. Córeczka miała mega kolki i
      ogólnie była wrażliwa na bodźce, np. wrzaskiem reagowała na obce twarze. Nikt
      mnie nie odwiedzał, a małej zdarzało się płakać 7 godzin non stop... O dziwo ja
      to znosiłam dzielnie, nie histeryzowałam i odliczałam dni do skończenia 3
      miesięcy. Bardzo fajnie w roli brata spełnił się mój syn. Zero zazdrości o
      siostrę, a zabawy z nim stały się sporym urozmaiceniem monotonnego trybu
      noworodka. Aż do 4 miesiąca musiałam czekać... Moja córka wtedy z dnia na dzień
      dojrzała (ukł pokarmowy, nerwowy) i jest teraz najbardziej roześmianym dzieckiem
      pod słońcem. Dopiero teraz czuję pełnię szczęścia z macierzyństwa i muszę
      przyznać, że jest to możliwe także dzięki temu, że już najprawdopodobniej nie
      będę przeżywać kolejnej ciąży, porodu i trudnych początków.
      Kocham moje dzieci do szaleństwa. Kochałam je jeszcze kiedy były w moim brzuchu,
      ale teraz ta miłość jest radosnasmile
    • magdalenasz77 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 15:24
      Na dziecko bardzo długo czekaliśmy i kiedy w końcu zaszłam w ciążę
      byłam przeszczęsliwasmileale po narodzinach Młodego nie zalała mnie
      fala miłości, smiałam się do Męża, że w czasie cc wycięli mi
      instynkt macierzyńskiwinktzn. opiekowałam sie Młodym , robiłam to co
      należy , ale tak mechanicznie , bez uczucia. Może to zmęczenie
      odbierało radośc , nie wiem
      Sytuacja zaczęła się zmieniać mniej więcej po m-cu, a teraz świruję
      na punkcie Dzieciakawink
      Ale kiedy opowiadałam koleżankom-mamom o moich uczuciach to dziwnie
      na mnie patrzyły i widziałam , że nie rozumieją, chyba nie miały
      takich problemów i wtedy to się dopiero czułam jak wyrodna matkawink
    • banaszka82 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 15:29
      U mnie ta miłość pojawiała się z czasem..z każdym dniem kocham mocniej,jak Ona
      cierpi to ja też.Gdyby ktoś Ją skrzywdził to bym go dorwała, najpierw bym
      pocieła żyletkami,potem posypałabym solą coby bolało mocniej,następnie
      podłączyłabym do prądu i polewała małymi strumieniami wody żeby bardziej kopało
      smilei włożyłabym mu 50 kleszczy na łebsmile) ja nie z tych mamusiek co kochają już
      zygotę a może nawet wszystkie plemniczki tatusia bo z któregoś przecież może
      powstać młodetongue_out a teraz idę Ją męczyć ćwiczeniami,będzie niezła laska i wstyd
      gdyby miała nogi jak iksysmile
      • lavjja Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 15:40
        i ja nie czułam miłości od razu...ale czuję, że już jest (kończymy 3
        miesiąc), powoli się zbliża.
    • kiniox Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 16:30
      Kiedy byłam w ciąży (totalnie bezproblemowej), często pytałam męża,
      co będzie, jeśli nie polubimy synka, albo - co gorsza, on nie polubi
      nas. Nigdy nie czułam instynktu macierzyńskiego i trochę obawiałam
      się, czy dam sobie radę. Kiedy mały się urodził, byłam zachwycona
      łatwym porodem i tym, jaki nasz synek jest absolutnie śliczny
      (spodziewałam się rzeźni oraz małego, sinego, zapuchniętego
      potworka). Miałam co prawda problemy z karmieniem, ale podeszłam do
      nich spokojnie. Jako typowa egocentryczka założyłam też, że płacz
      małego nie oznacza, że to ja coś robię źle. Byłam więc bardzo
      spokojna i dziecko też było spokojne. Poza tym ciągle do niego
      mówiłam, opowiadałam, co z nim robię i dlaczego. W efekcie bardzo
      szybko zaczął nawiązywać ze mną kontakt, oczywiście, na miarę swoich
      możliwości. Piszę to, żeby podzielić się moim totalnym zaskoczeniem.
      Po prostu nie sądziłam, że to może tak wyglądać. Myślałam, że
      macierzyństwo to tylko płacz, nieprzespane noce, bolące piersi i
      mozolna nauka miłości. A tymczasem zachłysnęłam się własnym synem od
      pierwszej chwili i nie mogę uwierzyć, że tak mi się poszczęściło.
      Zwłaszcza,że ja przecież nie wierzę w miłość od pierwszego
      wejrzenia wink A poza tym myślę, że tak jak nie ma dwóch takich samych
      związków, tak nie ma dwóch takich samych relacji matka-dziecko i
      wszystkie (poza skrajnymi przypadkami) są jedyne w swoim rodzaju i
      dobre na swój sposób. Pozdrawiam.
    • reninka72 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 02.07.09, 16:44
      Mysle, ze takie odczucia sa zupelnie normalne, tylko nie mowi sie o nich (ze
      wstydu?) tyle co o piorunujacej milosci macierzynskiej.
      Ja rowniez jestem mama dwojeczki - 28 mies i 3 mies. Bylam pozna mama z
      poukladanym zyciem kiedy urodzila sie starsza corka. Byla trudnym dzieckiem,
      duzo plakala, wymagala nieustannego noszenia, nie smiala sie, raczej unikala
      kontaktow. Ja mialam depresje. Bylo bardzo ciezko, milosci musialam uczyc sie
      bardzo dluugo. Oczywiscie opiekowalam sie nia najlepiej jak moglam, nosilam,
      przytulalam ale nie bylo tej szalonej milosci. Pierwszy raz poczulam jak
      strasznie ja kocham kiedy mala miala chyba 6 czy moze nawet 8 miesiecy i od
      tamtej pory jest coraz lepiej wink
      Mlodsza corka jest inna - duzo sie smieje, jest bardzo towarzyska, latwo z nia
      nawiazac kontakt, kocham ja ale jeszcze za nia nie szaleje. Tym razem jednak nie
      boje sie, ze brak mi instynktu macierzynskiego, wiem ze to przyjedzie z czasem.
      Po prostu ludzie sa rozni. Jedni wola bobaski, a ja akurat nie przepadam za tym
      etapem.
      • mamamama29 reinka 02.07.09, 18:23
        przepraszam, ze tak dopytuje i dopytuje ale mnie ten problem
        dotyczy, a niewiele sie mówi na ten temat bo chyba tez niewiele osob
        to dotyka...
        powiedz mi prosze czy leczylas depresje i ewentualnie jak?
        • reninka72 Re: reinka 02.07.09, 19:56
          Nie, nie leczylam, chyba zbyt pozno zorientowalam sie, ze jednak mnie to takze dotyczy. Poza tym to nie byl ciezki przypadek. Leki pewnie by pomogly, latwiej by bylo sie ze wszystkim uporac ale jakos i bez nich z czasem przeszlo. Ale powtarzam jeszcze raz - moj przypadek nie byl jakos szczegolnie ciezki.
          Tutaj gdzie mieszkam pytaja o depresje i u ginekologa na standardowej wizycie po pologu i u pediatry podczas wszystkich wizyt z malutkim dzieckiem. Latwo znalezc pomoc. Niestety, nie wiem jak te sprawy wygladaja w Polsce. Jesli naprawde myslisz, ze masz depresje, bardzo zachecalabym Cie do szukania pomocy, nawet u lekarza pierwszego kontaktu.
          Tutaj link do artykulu o dpresji, moze jeszcze nie widzialas:
          Cala prawda o depresji poporodowej
          • krasulas Re: reinka 02.07.09, 21:17
            Ja tak jak część z Was z podwójnym już dorobkiem dzieci inaczej
            przeżywałam okres poporodowy przy córce, inaczej teraz. 5 lat temu
            nic nie wiedziałam, nic nie umiałam. Bolało mnie wszystko - rana,
            ogromne piersi, głowa z płaczu, brzuch z niedojedzenia. Uniosłam się
            dumą i nie pokazywałam tego na zewnątrz, chcąc uniknąć pomocy
            np.rodziców. I to był błąd - bo jednak była ona konieczna. Dziadek
            idący w wnuczką na spacer - chcąc mnie odciążyć nieco - miał
            towarzystwo! Mnie! Córka była alergikiem - problemy skórne,
            pokarmowe, moja dieta, kolki, ulewania. Pomimo mojej wielkiej
            miłości do niej - nie umiałam w pełni tego okazać. Cieszyć się nią!
            Przełom nastąpił chyba w okresie 7/8 m-ca. Teraz... syn ma 6 m-cy.
            Jestem po niby książkowej ciązy i badaniach genetycznych. Miał być
            chory - fatalne wyniki badań, ZD itp. I to już był przełom - taki
            ogrom przeżyć w ciąży spowodował narastającą miłość do niego.
            Błagałam żeby był zdrowy, żeby dożył porodu. Sam poród niby ok - ale
            strach przed stanem zdrowia... Jest ok, choć mamy za sobą pare
            chorób - m.in. badania na mukowiscydozę. Ze stresu nie miałam za
            bardzo pokarmu, poddałam się i karmię butlą od 4 m-cy. Rekompensuję
            ten "brak piersi" tuleniem. Jest wspaniale, sporo łatwiej (pomimo
            kolek). Dziecko jest mocno kontaktowe, wesołe - bo to już ten etap
            rozwoju. Choć szczerze - bardzo czekałam na pierwszy uśmiech! Teraz
            mam ich miliony. Ale! Też mam bardziej ustabilizowaną sytuację - nie
            wracam do pracy, mam sporo większe lokum. Także gdzieś jest ta baza
            bezpieczeństwa "materialna" budująca u mnie poczucie bezpieczeństwa
            i dająca radość z kolejnego macierzyństwa. Nie są mi obce cięższe
            noce, katarki i płacz - podchodzę to tego z wielkim spokojem - aż
            sama się dziwię! Ważne - mogę i muszę!!! dużo czasu córce
            poświęcić - tak ciężko znosi obecność brata w domu. Jeszcze czeka
            nas troszkę pracy - na szczęście są wakacje i czas spędzamy razem -
            wcześniej połowa dnia do p-kole.
            pozdrawiam i życzę wiele radości z macierzyństwa, miłości... nawet
            jeśli nadejdzie nieco później!
            • mama_malenstwa Re: reinka 02.07.09, 21:34
              pocieszające jest to, że nie jestem osamotniona. pewnie, że
              wolalabym - tak jak niektóre z was - cieszyć się z macierzyństwa od
              samego początku, ale po prostu nie umiem. nie wiem, może to wina
              tego, że moje dzieciaczki to płaczliwe typy we wczesnym okresie
              niemowlęcym. Może gdyby byly "bezproblemowe" potrafilabym czerpać
              więcej przyjemności z bycia z nimi w wieku 0-4 mies? a może należę
              do mam, które lepiej się spisują z nieco starszymi dziećmi? bo mogą
              z nimi nawiązać kontakt po prostu.

            • agaja5b Re: reinka 03.07.09, 11:07
              Nawiązując do twojej odpowiedzi dobrze to pamiętam, śledziłam Twoje zmagania, bo
              w tym czasie też miałam podobny problem z tym że u mojej córki wykryto ZT. Mimo
              tego że ciąża była trudna, procent szansy na jej ukończenie malutki wszystko
              skończyło się dobrze. Mam w domu 5-miesięczną dziewczynkę, spokojniutką, którą
              kocham każdego dnia mocniej, mimo że w ciąży i po porodzie nie czułam żadnych
              fajerwerków. Dopiero teraz zaczynam czuć że ona jest moja wcześniej była dla
              mnie jakby to ująć "medycznym przypadkiem w rękach badających ją lekarzy", bo
              problemów z racji wady genetycznej trochę było i na dodatek wykryto
              niedoczynność tarczycy. Z pierwszą córką było tak: dbałam o nią itd a miłość
              pojawiała się stopniowo, około 6 miesiąca czułam że kocham ją niesamowicie.
        • kamila781 Depresja-mnie dopadła 02.07.09, 21:34
          Mnie dopadła depresja, na początku po porodzie myślałam ze to tylko baby blues i
          miałam nadzieję ze minie po kilku tygiodniach. Ale problem się tylko nasilał. O
          moich objawach nie będę sie tutaj rozpisywać, ale powiem Ci, że było strasznie.
          Było, bo od lutego lecze się i zażywam lek -Citronil. Jest o niebo lepiejsmileW
          końcu ciesze się macierzyństwem ,moim wymarzonym i długo wyczekiwanym synkiem
          Brunemsmile Szkoda tylko że musiałam przestać karmić piersią, ale wybrałam mniejsze
          zło. Teraz jestem na etapie zmniejszania dawki leku, bo naprawdę czuję się oksmilei
          mam nadzieję że bedzie coraz lepiej! a było bardzo, bardzo źle. Miałam myśli
          samobójcze.
          Jestem do dyspozycji, jeżeli któraś chce pogadać to walcie na privasmile
          • mamamama29 Re: Depresja-mnie dopadła 03.07.09, 09:51
            napisalam na twoj mail gazetowy/;
        • leneczkaz Re: reinka 03.07.09, 12:23
          ja miałam takiego baby bluesa, że kazałam mężowi wieść siebie do wariatkowa bo
          totalnie nie wiedziałam co mi jest.
          doły pojawiały się po 15 i trwały do zaśnięcia ok 20.

          zadzwoniłam do psychologa, ale niestety była nawiedzona i jak się rozgadała, to
          myślałam, że z nią gorzej niż ze mną big_grin

          potem do terapelty znajomego a on powiedzial, żebym duzo wychodzila i minie za
          kilka dni. po 2-3 dniach minęło samo z siebie.

          doły trwały ok 5-7 dni także typowy baby blues. ale bylo nieciekawie.
    • aneksis85 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 03.07.09, 14:32
      podobnie było u mnie smile kiedy dowiedziałam się że jestem w ciąży, to
      owszem ucieszyłam się bardzo ale to nie była jakaś tam euforia...
      Większą radość zaczełam przezywać gdy juz poczułam ruchy mojego
      synka smile. Po narodzinach małego było tak samo... kochałam go od
      poczatku ale to zmeczenie, bolesci i ciągłe płaczki syna dawały się
      zbyt mocno we znaki. Teraz to już co innego (4mc) smile synek się
      uśmiecha, przesyła buziaki (nauczył się cmokania kiedy ja do niego
      cmokam hehe), mniej płacze, ale jak już płacze to oj joj joj
      klękajcie narody smile, śpi do rana, ładnie je, duzo się bawimy. Teraz
      to chyba bym go "zjadła" taki jest słodki. przynosi mi ogromnie dużo
      radości smile kochany jest....
    • nog-ala Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 03.07.09, 16:07
      Właśnie myślałam niedawno żeby napisać posta w podobnym duchu.
      ja mam 2 miesieczne pierwsze dziecko - synka, strasznego marude i
      czasami histerycznego placzka. mam przypływy milosci i niemilosci,
      czasami jestem zupelnie wykonczona. a czasami jak jest nawet
      spokojny i lezy to (to co napisze to strasze) nudzi mi sie gadanie
      do niego, czuje sie troche samotna w ciagu dnia i ta monotonia.
      Mamo malenstwa skad jestes?
      moze pogadamy mejlowo?
      Ala
      • mamamama29 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 03.07.09, 17:42
        ja z warszawy, jak chcesz to tez mozemy zagadnac. mail gazetowy
        mamamama29@gazeta.pl
      • mama_malenstwa Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 03.07.09, 20:09
        nog-ala,
        pomorskie smile

        napisz do mnie na priva: mama_malenstwa@gazeta.pl

        pogadamy o trudzie życia z 2-miesięczniakiem smile
    • delfina77 Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 06.07.09, 20:09
      Ja po urodzeniu corki mialam chyba cos w rodzaju depresji, po prostu moje
      wyobrazenia o macierzynstwie umarly w zetknieciu z rzeczywistoscia - corka byla
      marudna, placzliwa, czesto wpadala w histerie, slabo spala w nocy, slowem: bylam
      wykonczona a do radosci bylo mi baaardzo daleko. Dopiero gdy miala ok. 5-6
      miesiecy nastapila poprawa. Gdy urodzil sie synek, bylam przygotowana na
      najgorsze ale okazal sie spokojnym i pogodnym dzieckiem i jestem juz na tyle
      doswiadczona, ze wiem, ze miesiace szybko mijaja i raz-dwa z placzacego malucha
      wyrasta biegajaca gadulasmile Wiec staram sie cieszyc chwila jako ze wiecej dzieci
      juz nie planuje
      • mama_malenstwa Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 08.07.09, 20:27
        dokladnie tak samo jest u mnie smile
        • bweiher Re: radość z macierzyństwa - jak to było u was? 12.07.09, 20:19
          Pokochałam mojego pierwszego syna jak miał ok 5 miesięcy
          gdy,przestałam karmić piersią.Tak,tak...dla mnie było to najgorsze
          przeżycie jakie kiedykolwiek mnie spotkało.Denerwowałam się na syna
          ilekroć MUSIAŁAM przystawić go do piersi.Zmuszałam się do robienia
          przy nim czegokolwiek.Nie miałam ochoty nawet go dotykać,dla mnie
          znaczył on tylko ból.Koszmar.Do dziś to pamiętam a minęło 6 lat.Gdy
          mąż pierwszy raz podał małemu butelkę poczułam...spokój.Spłynął na
          mnie jak balsam,szczęście,ulga i spokój.Odetchnęłam.Od tego momentu
          przy każdym karmieniu butelką mojego synka całowałam go w
          główkę,stópkę,czułam wielką miłość do tej małej istotki i
          zastanawiałam się jak wcześniej mogłam go nie chcieć?Czy to możliwe
          że w ciagu jednego dnia,ba,jednej godziny moje uczucia tak się
          zmieniły?Najwidoczniej możliwe.
          Teraz jak urodziłam bliźniaki,wcześniaki, jak je pierwszy raz
          zobaczyłam po 2 dobach w inkubatorach,maleńkich...jak sobie
          pomyślałam że nie będę ich karmić piersią tylko butelką....czułam
          WIELKĄ miłość smile
Pełna wersja