malgoska2_k
06.08.09, 16:32
Też jestem zdania, że antybiotyk jest be, że nie leczy kataru i nie
działa na wirusy, choć i w takich przypadkach przepisują go „mądrzy”
lekarze. Wiem, że należy być cierpliwą, bo – jak pisali niektórzy –
katar to byle co i nie od razu rozbuja się do Bóg wie czego. Znam i
stosuję naturalne metody zwalczania wydzieliny, a i tak wylądowałam
w szpitalu z siedmiomiesięcznym dzieckiem. A gwoli wyjaśnienia
opiszę Wam, jak tam trafiłam z pomocą „nieantybiotykowych lekarzy”:
Najpierw przez tydzień ciągnął się ów trywialny katar: czosnek, sól
fizjologiczna, witamina C, inhalacje, majeranek, frida nie frida i
tym podobne. Doszedł do tego kaszel dzienny i nocny i taka sobie
gorączka. Siódmego dnia zajrzeliśmy do ośrodka – osłuchowo czysto,
gardło blade, jednym słowem „po co pani przyszła”. Jakoś dziwnie
wydawało mi się, że jest gorzej, widziałam to po zachowaniu dziecka.
W sobotę małego badał kolejny lekarz, bo znów czułam, że nie jest
lepiej, mimo braku innych objawów, po prostu – był jakiś słaby, ale
nikt nie chciał słuchać sugestii przewrażliwionej matki. Kolejny
lekarz przepisał antybiotyk wcale nie dlatego, że coś wysłuchał lub
że gardło było czerwone, przede wszystkim wysłuchał matki i na
podstawie wywiadu z nią ocenił stan zdrowia: infekcja szybko się
rozwija, to małe niemowlę nie poradzi sobie bez żadnej ochrony
medycznej. Po trzech dawkach antybiotyku o ogólnym działaniu
trafiliśmy (niedziela wieczorem) do kolejnego lekarz, który
powiedział, iż wszystko jest cacy, stan dziecka wskazuje na
działanie wirusów, a antybiotyk jest niepotrzebny. Wasze dziecko
jest zdrowe! – cytuję – nie przypisujcie mu żadnej choroby. W nocy
nie radziliśmy sobie z gorączką – jeden paracetamol, drugi, zimne
okłady, 40 stopni!! Nie chciał już nawet mojego cycuszka. Co gorsza
zaczął się cały trząś. Jeszcze na pogotowiu lekarz niczego nie
stwierdził, a poranne badania krwi były przerażające. Bardzo wysoki
czynnik CRP i niski poziom płytek wskazywały wyraźnie na działanie
bakterii, a zdjęcie rtg wykazało obustronne zapalenie płuc. W karcie
przyjęcia zanotowano: stan ogólny dośc ciężki, niemowlę wyraźnie
cierpiące. I co Wy na to? Nie jestem zwolenniczką antybiotyków, ale
niekiedy są niezbędne. A najsmutniejsze jest dla mnie to, że nikt
nie traktował nas poważnie. Matka? Co ona wie...