katarzynkowo83
24.08.09, 10:28
Było już wiele wątków o nadopiekuńczych mamach, babciach itd, które swoimi "dobrymi radami" zatruwają zycie młodym mamom. Mój roblem jest trochę inny...
Jesteśmy małżeństwem od 2,5 roku, na dniach ma sie urodzić nasze pierwsze dziecko. Tak jak do tej pory moja mama NIGDY nie wypowiadała sie na temat tego jak postepujemy, co robimy i w jaki sposób (co uznawałam za duży plus) tak odkąd jestem w ciaży zupełnie się to zmieniło. Kiedy mama się mnie spytała jak długo zamierzam karmić piersią odpowiedziałam -pół roku, a ona na to, że dlaczego tak krótko? (dodam, że sama nie karmiła ani mnie ani siostry bo miała dwie cesarki, a wtedy podobno była taka szkoła, że jak już sie miało cesarkę, to pokarmu nie będzie). Jak jej odpowiedziałam, że to dlatego, że jak mała będzie miała ok7-8 miesięcy chcę wrócić do pracy, to też jej sie to za bardzo nie podobało. Uważa, że z rok trzeba z dzieckiem siedzieć... wie, ze nie może mi nic nakazać ani zabronić, ale po raz pierwszy odkąd byłam nastolatką widzę w jej oczach dezaprobatę i czuję się jakby ktoś próbował mi narzucić swoją filozofię życia. Wręcz jakby mnie chciał zamknąć z dzieckiem w domu...tak to odbieram...a przeciez jest wiele kobiet które wracaja nawet wcześniej do pracy!!! Na szczęscie mój mąż ma poglądy podobne do mnie i powiedział, że to ile z dzieckiem będe siedzieć to tylko i wyłącznie moja decyzja i na pewno nikim się nie będziemy sugerować. Dodam jeszcze, że obie babcie pracują i nie będą nam mogły pomóc, dlatego tym bardziej nie rozumiem, skąd to układanie nam życia, skoro konsekwencje naszych wyborów będziemy ponosić tylko my. Boję się, że sytuacja jeszcze się pogorszy jak mała sie urodzi, a ja nie chce popadać w jakieś konflikty. Chciałabym, zeby było jak dawniej...nie oczekujemy od nikogo pomocy, ale też w zamian nie chcemy, zeby nas oceniano. Czy u was też pojawiła sie taka nagła zmiana postawy waszych mam/teściowych???