martekle
30.08.09, 00:21
Tak więc nadszedł czas, kiedy to minęło 2,5 miesiąca, bo tyle ma mój synek i
tyle karmię piersią, żebym mogła w końcu spojrzeć prawdzie w oczy.
Nadszedł też czas, żebym przyznała się do pewnych rzeczy sama przed sobą i
może w końcu zluzowała.
Napięcie i psychiczna presja na myśl o karmieniu piersią, zatruwała mój umysł
przez całą ciążę. A raczej paranoja, że coś pójdzie nie tak i nie będzie mi to
dane. Będąc w ciąży oglądałam swoje piersi/brodawki z lekkim przerażeniem, bo
Bóg mi świadkiem ni jak nie mogłam sobie wyobrazić jak to będzie możliwe. Na
szkole rodzenia kiedy to położna laktacyjna "oceniała" brodawki każdej
ciężarnej czułam się gorzej niż na maturze. Czekałam na werdykt, czy jestem
zdolna wykarmić swoje dziecko co w podświadomości oznaczało dla mnie czy będę
dobrą matką.
22 czerwca urodził się Kuba, przez 5 dni w szpitalu przeżyłam horror
karmienia. Początkowy 2 dniowy brak pokarmu wpędził mnie w depresję, obniżył
moją wartość, dobił całkowicie, jakby mało było przeżyć emocjonalnych po
porodzie. Nie mogłam pogodzić się z faktem, że przez pierwsze 2 dni mały
jechał na butelce ze sztucznym szpitalnym mlekiem. Czułam się jakbym podawała
mu truciznę a jednocześnie serce mi rosło jak widziałam z jakim apetytem
ciągnie i robi się spokojny. Trzeciego dnia przyszedł nawał pokarmu, ponieważ
nie poddawałam się i stymulowałam piersi dzieckiem, piłam laktacyjne herbatki
i mocno wierzyłam, że mleko zaraz przyjdzie.
Kiedy już miałam pokarm uświadomiłam sobie, że nie to było głównym problemem.
Kompletnie nie umiałam przystawiać dziecka do piersi. Kiedy mały był głodny z
rozpaczą w oczach, latałam po korytarzu w poszukiwaniu jakiejkolwiek
pielęgniarki, która ze znudzenie przystawiała mi dziecko do piersi za mnie,
pogłębiając moje poczucie winy.
Po powrocie do domu z dnia na dzień było coraz lepiej, mimo, że początkowo do
karmienia potrzebowałam 150 gadzetow (poduszka do karmienia, jasiek, smoczek,
laktator, 2 pieluchy itp). Ciężko zdobyta umiejętność karmienia piersią
zagłuszyła moje wyrzuty pojenia dziecka sztucznym mlekiem przez pierwsze 2 doby.
Jak napisałam na początku, Kubuś ma teraz 2,5 miesiąca karmiony tylko piersią,
na żądanie.
A ja? dalej walczę z pytaniami, wątpliwościami, niekiedy dziwnym samopoczuciem
i nie rozumiem...
1. nie rozumiem mojej mamy, która nie karmiła mnie piersią, a sama nie
wyobraża sobie bym ja karmiła dziecko inaczej
2. nie rozumiem samej siebie, kiedy to czasem zostawiam mleko dla małego
odciągnięte w butelce z wyrzutem sumienia, że nie podam mu cycusia a
jednocześnie z ulgą, że ominie mnie choć jeden cyckozwis
3. nie rozumiem ludzi, którzy z naganą patrzą na mamy butelkowe, ale nie
zrobią nic, żeby mamom piersiowym ułatwić życie (mam na myśli np
niedostosowane miejsca publiczne gdzie nie można w spokoju usiąść i wyjąć
cycka, tylko lecisz do domu z nadzieją ze zdążysz zanim dziecko rozryczy się
na amen)
4. nie rozumiem samej siebie skąd to mocno przekonanie o tym, że karmienie
piersią jest najlepsze, skoro nie wysiliłam się ani trochę by poszukać
informacji na temat karmienia naturalnego i sztucznego
5. co bym zrobiła przez pierwsze 2 dni po porodzie gdyby nie było mleka
sztucznego?
6. dlaczego podczas karmienia piersią mam tyle emocji, od wzruszenia po złość,
patrzę jak mój mały zwierzaczek już teraz przysysa się bez problemów i pije z
zamkniętymi oczami a czasem patrzę na zegarek i myślę sobie, że na dziś mam
już dość
Leże teraz i czekam by nakarmić Kubę, bo budzi się powoli
Już nie mam problemów z karmieniem, choć jeszcze w parku na ławce bez poduszki
nie radzę sobie najlepiej
chciałabym jedynie pozbyć się presji, że muszę karmić piersią
z drugiej strony gdyby tej presji nie było, może ja nie miałabym aż tyle siły
by przetrzymać ten najgorszy okres karmienia i poczekać na lepsze chwile?