O karmieniu piersią z wyrzutem...

30.08.09, 00:21
Tak więc nadszedł czas, kiedy to minęło 2,5 miesiąca, bo tyle ma mój synek i
tyle karmię piersią, żebym mogła w końcu spojrzeć prawdzie w oczy.
Nadszedł też czas, żebym przyznała się do pewnych rzeczy sama przed sobą i
może w końcu zluzowała.
Napięcie i psychiczna presja na myśl o karmieniu piersią, zatruwała mój umysł
przez całą ciążę. A raczej paranoja, że coś pójdzie nie tak i nie będzie mi to
dane. Będąc w ciąży oglądałam swoje piersi/brodawki z lekkim przerażeniem, bo
Bóg mi świadkiem ni jak nie mogłam sobie wyobrazić jak to będzie możliwe. Na
szkole rodzenia kiedy to położna laktacyjna "oceniała" brodawki każdej
ciężarnej czułam się gorzej niż na maturze. Czekałam na werdykt, czy jestem
zdolna wykarmić swoje dziecko co w podświadomości oznaczało dla mnie czy będę
dobrą matką.
22 czerwca urodził się Kuba, przez 5 dni w szpitalu przeżyłam horror
karmienia. Początkowy 2 dniowy brak pokarmu wpędził mnie w depresję, obniżył
moją wartość, dobił całkowicie, jakby mało było przeżyć emocjonalnych po
porodzie. Nie mogłam pogodzić się z faktem, że przez pierwsze 2 dni mały
jechał na butelce ze sztucznym szpitalnym mlekiem. Czułam się jakbym podawała
mu truciznę a jednocześnie serce mi rosło jak widziałam z jakim apetytem
ciągnie i robi się spokojny. Trzeciego dnia przyszedł nawał pokarmu, ponieważ
nie poddawałam się i stymulowałam piersi dzieckiem, piłam laktacyjne herbatki
i mocno wierzyłam, że mleko zaraz przyjdzie.
Kiedy już miałam pokarm uświadomiłam sobie, że nie to było głównym problemem.
Kompletnie nie umiałam przystawiać dziecka do piersi. Kiedy mały był głodny z
rozpaczą w oczach, latałam po korytarzu w poszukiwaniu jakiejkolwiek
pielęgniarki, która ze znudzenie przystawiała mi dziecko do piersi za mnie,
pogłębiając moje poczucie winy.
Po powrocie do domu z dnia na dzień było coraz lepiej, mimo, że początkowo do
karmienia potrzebowałam 150 gadzetow (poduszka do karmienia, jasiek, smoczek,
laktator, 2 pieluchy itp). Ciężko zdobyta umiejętność karmienia piersią
zagłuszyła moje wyrzuty pojenia dziecka sztucznym mlekiem przez pierwsze 2 doby.

Jak napisałam na początku, Kubuś ma teraz 2,5 miesiąca karmiony tylko piersią,
na żądanie.
A ja? dalej walczę z pytaniami, wątpliwościami, niekiedy dziwnym samopoczuciem
i nie rozumiem...
1. nie rozumiem mojej mamy, która nie karmiła mnie piersią, a sama nie
wyobraża sobie bym ja karmiła dziecko inaczej
2. nie rozumiem samej siebie, kiedy to czasem zostawiam mleko dla małego
odciągnięte w butelce z wyrzutem sumienia, że nie podam mu cycusia a
jednocześnie z ulgą, że ominie mnie choć jeden cyckozwis
3. nie rozumiem ludzi, którzy z naganą patrzą na mamy butelkowe, ale nie
zrobią nic, żeby mamom piersiowym ułatwić życie (mam na myśli np
niedostosowane miejsca publiczne gdzie nie można w spokoju usiąść i wyjąć
cycka, tylko lecisz do domu z nadzieją ze zdążysz zanim dziecko rozryczy się
na amen)
4. nie rozumiem samej siebie skąd to mocno przekonanie o tym, że karmienie
piersią jest najlepsze, skoro nie wysiliłam się ani trochę by poszukać
informacji na temat karmienia naturalnego i sztucznego
5. co bym zrobiła przez pierwsze 2 dni po porodzie gdyby nie było mleka
sztucznego?
6. dlaczego podczas karmienia piersią mam tyle emocji, od wzruszenia po złość,
patrzę jak mój mały zwierzaczek już teraz przysysa się bez problemów i pije z
zamkniętymi oczami a czasem patrzę na zegarek i myślę sobie, że na dziś mam
już dość

Leże teraz i czekam by nakarmić Kubę, bo budzi się powoli
Już nie mam problemów z karmieniem, choć jeszcze w parku na ławce bez poduszki
nie radzę sobie najlepiej
chciałabym jedynie pozbyć się presji, że muszę karmić piersią
z drugiej strony gdyby tej presji nie było, może ja nie miałabym aż tyle siły
by przetrzymać ten najgorszy okres karmienia i poczekać na lepsze chwile?


    • mika_p Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 00:58
      martekle napisała:
      > 5. co bym zrobiła przez pierwsze 2 dni po porodzie gdyby nie było mleka
      > sztucznego?

      Karmiłabyś siarą. Bo to jest najodpowiedniejszy pokarm dla 1-3-dniowego
      noworodka, a produkcja rusza już w ciąży.
      Tu się kłania:

      > 4. (...) nie wysiliłam się ani trochę by poszukać
      > informacji na temat karmienia naturalnego i sztucznego

      To:
      > 2. nie rozumiem samej siebie, kiedy to czasem zostawiam mleko dla małego
      > odciągnięte w butelce z wyrzutem sumienia, że nie podam mu cycusia a
      > jednocześnie z ulgą, że ominie mnie choć jeden cyckozwis

      - jest normalne wink Typowa ambiwalencja macierzyńska. Z jednej strony
      przeświadczenie, że jesteś jedyna i niezastąpiona (tym prawdziwsze, im młodsze
      dziecko), z drugiej strony ludzka potrzeba odpoczynku od obowiązku 24h/dobę, 7
      dni w tygodniu.

      A szkołę rodzenia miałaś dziwną. Mnie nikt biustu nie oglądał, no ale to dawno
      było, w 98 roku.
      • monnap Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 19:57
        Kompletna bzdura - moje dziecko po karmieniu siara o malo sie nie
        odwodnilo w szpitalu. Sa dzieci, ktore potrzebuja pokarmu a nie
        siary,po dwoch dniach moj syn dostal butle,a po powrocie do domu
        mleko z piersi - bez problemow. Glodzenie dziecka przez kilka dni
        dla idei to dla mnie totalna glupota, siara zawiera wiele wartosci
        odzywczych, ale nie zapewnia dziecku wystarczajacej ilosci plynow.
        Ja nigdy juz takiej presji sie nie poddam,poza tym wiem juz ze duzo
        z tych madrych porad to mity.
        Ja zapewne nie czerpalabym informacji na temat karmienia z tego
        forum.Ciezko znalezc tu kobiety, ktore do karnienia podchodza z
        dystansem. Znajdziesz albo zapalone oredowniczki karmienia piersia,
        ktore doradza ci wyrzucic smoka i butle,lub mamy butlekowe.
        Jesli twoje karmienie ma sie dobrze, to rob tak jak uwazasz i nie
        przejmuj sie.Moja mama trula mi tak samo, a nie karmila mnie
        piersia w ogole, wiec przestalam z nia na temn temat rozmawiac.Badz
        stanowcza i nie daj sie zastraszyc emocjonalnie. Twoje dziecko i
        twoja sprawa jak je karmisz.Nikt nie ma prawa wscibiac nosa w twoje
        zycie.
        • martekle Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 20:28
          ja tez uwazam siare za przereklamowaną
          same polozne naciskaly mi cycki mowiac ze pusto
          tylko one tez przesadzaly bo kazaly mi co 3 godziny budzic dziecko na butle
          a ten w szoku po porodowym spal jak zabity
          • mika_p Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 22:14
            Jeżeli to były te same położne, co w szkole rodzenia oceniały brodawki, to
            niekoniecznie potrafiły sprawić, żeby siara się pokazała.
            Na podstawie własnych doświadczeń z własnym biustem wiem, że nie każdy ucisk
            powoduje wypłynięcie siary. No, ale mnie cholernie to ciekawiło.
    • deela Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 06:27
      oj za pierwszym razem to samo mialam
      za drugim razem przeszlam na butle bo MI TAK WYGODNIEJ zwyczajnie i jestem
      cholernie cholernie szczesliwa pijac drinka np bez przyczajki
      a ja zadam inne pytanie
      czemu - skoro karmienie piersia jest tak ponoc NAJLEPSZA rzecza dla dziecka -
      dzieciom cyckowym podaje sie wit D3, teraz i K i cholera wie co jeszcze za pol
      roku wymysla?
      • figrut Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 23:47
        > a ja zadam inne pytanie
        > czemu - skoro karmienie piersia jest tak ponoc NAJLEPSZA rzecza dla dziecka -
        > dzieciom cyckowym podaje sie wit D3, teraz i K i cholera wie co jeszcze za pol
        > roku wymysla?
        Deela, witaminę D3 miałam dla dwójki z jednej butelki i w dodatku niemal całą w
        ostateczności wylałam do kibelka (jakąś taką zasadę mam, aby leków nie wyrzucać
        do śmietnika, a w szambie to się może do odkażenia czegoś przyczyni big_grin).
        Witaminy K nie podawałam nigdy, choć nie wiem czy podali ją zaraz po porodzie
        (wpisu w książeczce nie ma).
        Wyszłam z założenia, że natura jest mądrzejsza i z wszystkim sobie poradzi jeśli
        żadne anomalia nie trafią się po drodze.
    • olifra Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 07:08
      a czy nie uważasz, że to już czas żeby zacząć tylko i wyłącznie cieszyć się
      macierzyństwem??? zawracanie sobie głowy karmieniem piersią chyba jest bez
      sensu. karmisz i tyle...naturalna kolej rzeczy. czy to będzie cycek, czy butla z
      mieszanką, czy butla z pokarmem - daj spokój z tymi pytaniami i wątpliwościami -
      to naprawde dzisiaj nie jest tak istotne.
      ps. a tak na marginesie, ja nie spotkałam sie z ludźmi, którzy z naganą patrzą
      na mamy butelkowe. ja karmie juz prawie 9 m-cy i mój dzieć zrobił wszystko co w
      jego mocy żebym znienawidziła karmienie piersia. dzisiaj kazdy dzien to walka o
      to żeby zjadł coś innego niż cyca. ile ja bym oddała zeby wział do ust butle
      albo chociaz smoczka.
    • maminka.best Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 07:45
      Początkowy 2 dniowy brak pokarmu wpędził mnie w depresję, obniżył
      > moją wartość, dobił całkowicie, jakby mało było przeżyć emocjonalnych po
      > porodzie. Nie mogłam pogodzić się z faktem, że przez pierwsze 2 dni mały
      > jechał na butelce ze sztucznym szpitalnym mlekiem.
      normalnie jak byś opisywała moją historięwink i jak sobie przypomnę te wszystkie
      niedowierzające położne, lekarzy, u mnie pokarm-tzn pierwsza siara pojawiła się
      na 3 dobę, wcześniej mały skręcał się z głodu, ale zanim ktokolwiek podał mu
      mleko, to najpierw wyciskali mi na siłę piersi, nie wierząc, że jest
      pusto-myśleli że się wykręcam od karmienia... ale to już przeszłość

      odpuść sobie te wszystkie dylematy i karm dalej, ciesz się macierzyństwem i nie
      rozdrapuj ran
      • buszynska Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 08:03
        odpuść sobie te wszystkie dylematy i karm dalej, ciesz się macierzyństwem
        i nie
        > rozdrapuj ran

        Dobrze kolezanka napisala, ciesz sie tym, ze masz zdrowa dzidzie i tyle a
        gdy sie na nastepne dziecko zdecydujesz to juz bedziesz wiedziala co Cie
        czeka i z wieksza swiadomoscia zdecydujesz o karmieniu czy tez byc moze i
        niekarmieniu.
        Najwazniejsze wg mnie to kochac swoje dziecko, byc jego dobrym
        przewodnikiem a przede wszystkim to emanowac trzeba szczesciem i spokojem
        wtedy i dziecko bedzie szczesliwe.
        A za iles tam lat to z pewnoscia bedzie Cie ocenialo Twoje dziecko po
        innych czynach z pewnoscia nie po tym czy karmilas cycem czy tez nie.
    • a.nancy Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 09:33
      CZY TY JESTEŚ MNĄ?
    • mammajasia Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 10:10
      Bo to wszystko jest chore... Mimo, ze nie jestem fanka karmienia
      piersia przez 8 tyg mialam cholerne dylematy az w koncu zdjelam klapki
      z oczu wypilam szklanke zimnej wody I z usmiechem na twarzy zrobilam
      mieszanke w butli. Od tego dnia skonczyl sie horror moj i mojej corki I
      wszyscy zyli dlugo I szczesliwie.

      Do twoich ale dolaczam swoje

      - wielkie bolace piersi co raz z goraczka 40 st
      - cieknace I tryskajace mleko po wszystkim wokol, ulubione zacieki na
      koszulkach
      - wiecznie wypryszczone dziecko bo zjadlam cos nie tak
      - wiecznie bolacy brzuszek bo zjadlam cos nie tak
      - dietowe wyrzeczenia
      - rezygnacja z przyjemnych nalogowsmile
      - wiecznie nezadowolone dziecko
      - czeste pobudki
      - niezreczne sytuacje I ograniczenia w karmieniu gdziekolwiek
      - brak kontroli nad tym ile zjadlo dziecko - placz z glodu czy
      przejedzenia?
      - brak mozliwosci wprowadzenia regularnosci
      - matka na smyczy, brak mozliwosci ewakuacji

      Ps
      Dobry watek!
      • martekle Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 19:01
        o tak, dzięki za dodanie

        a tak mnie naszła refleksja na temat karmienia,
        bo jestem w Jastarnii i siłuję się z karmieniem za parawanem, na leżąco,
        chroniąc dziecko od wiatru
        problemy brzuszkowe też mamy a także wzmożone napiecie miesniowe
        to wszytko utrudnia karmienie
        mały pręży się jak cholera
        przy butli tego nie ma,
        ale jak mam pozbyć się poczucia, że robiłabym źle karmiąc nie z piersi?
        szczegolnie ze leje sie ze mnie...
        • mammajasia Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 19:12
          Hmm moze pomysl sobie ze bylam w jastarni miesiac temu z 3 mczna jaśmi
          I obie z usmiechem karmilysmy sie z butli a ja pilam winko jadlam gofry
          I dobrze mi z tym bylo.
          Pozdro
          No stres - nie ma musu.
    • beliska Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 10:36
      Za dużo myslisz, analizujeszsmile Wiem, że czasem aby karmić trzeba się wysilić, popracowac, skorzystac z pomocy doświadczonych, ale czasem zastanawiam się, ile w tym jest naturalnych problemów, a ile stworzonych przez same matki, które jakby zatraciły instynkt, nie wierza w swe mozliwości, boja się zdac na naturę, a to wszytsko w ferworze przygotowań. Przygotowują, uczą, wyrabiają w sobie przeświadczenie, że nic tylko pierś, a przy tym stresują.
      Będąć w ciązy do samego końca nie miałam zamiaru karmic piersią. Koszmarne 8mscy, same ograniczenia, ból i nade wszytsko lęk, czy moje dziecko urodzi się, a jesli tak, to czy bedzie zdrowe,To były moje obawy, musiałam się skupić, by wytrwać, więc inne sprawy były mało wązne. Tęskniłam za wolnością, spędzając kilka miesięcy w klinice i nie wiedziec dlaczego karmienie piersią miało mi w odzyskaniu tejże przeszkodzić. Nie poświeciłam więc mysleniu o takim sposobie zywienia mojego dziecka ani chwili.
      Potem urodziła się wielka, zdrowa młoda, a ja przezyłam najszczęsliwsze chwile w moim wcale nie tak krótkim życiu.
      Dobę czekałam, by ją miec przy sobie, a gdy juz była i połozne powiedziały, by przystawiac do piersi, bez zastanowienia to zrobiłam i co więcej bardzo chciałam i to była wspaniała chwila. Mam fotę, na której obolała, spuchnieta od czoła do palców stóp, mam po raz pierwszy w zyciu swoje dziecko przy piersi. Wyglądam na tej focie strasznie, ale uwielbiam ja, bo widac, że jestem najszczęsliwą kobietą pod słońcem choć paskudną, ze aż strach. Przezyłam potworny nawał, trudności w poradzeniu sobie/tu sie kłania brak połoznej laktacyjnej na klinice i mój brak wiedzy, co przyznaję/, ale z kliniki wyszłam umiejąc karmić młoda i radzic sobie z nadprodukcją. karmiłam tylko piersia kilka miesięcy, nigdy nie odciagałam, by podac w butli, nie miałam problemu przystawić dziecka tam, gdzie akurat byliśmy, choc nie afiszowałam się. Trochę powalczyłam z mężem, który sugerował, że młoda płacze, bo może sie nie najada. Wiedziałam, ze najada, bo czułam, widziałam, znałam swoje dziecko i wiedziałam tez dlaczego płacze. Przezyłyśmy koszmarną kolkę, próby diet, potem laktacyjne zmiany typu odczucie pustych piersi itd. Summa summarum karmienie piersią to bardzo szczęsliwy czas dla mnie i będe zawsze wspominac jako cudowny okres. Nie wiem, czy gdybym miała spokojna ciąże, robiłabym przygotowania, uczyłabym się, chodziłabym do szkoły rodzenia, byłoby tak samo. Znając siebie nerwusa, wiem, że mogłabym się zapętlić, choc nie wiem tego na pewno. Ale było jak było, podeszłam na luzie, z marszu, uznając karmienie piersia za cos b. naturalnego, bo juz przy pierwszej próbie przystawienia młodej poczułam, ze tak, to jest naturalne, a więc dobre dla dziecka, spokojnie radziłam sobie w trudniejszych chwilach i siłą rzeczy zdałam się na instynkt. Może pomogło mi to, ze jak nam się udało, jak młoda urodziła się taka duża mimo ogromnego zagrożenia i niewiary lekarzy w szczęsliwe zakończenie, to poczułam się dumna jak nigdy dotąd. Dałam radę,wytrwałam w calym tym koszmarze, zniosłam tyle cierpienia i urodziłam tak wspaniałe dziecko. A skoro tak, to wykarmienie go będzie juz pikusiemsmileI było dotąd, dopóki miałam siły na nocne karmienia. Potem z żalem, ale odstawiłam, by móc w dzień funkcjonowac-byłysmy same, a pomoc taty tylko w wekendy. Nie bałam się butli i nie uwazałam, że to trucizna, a dostrzezone szybko zmiany na lepsze w naszym wspólnym życiu, wywiały mi z głowy resztki żalu za piersią i ewentualne wyrzuty sumienia, że zrezygnowałam z karmienia w ten sposób mojego dziecka. Życie toczy się dalej, mam wspaniałe wspomnienia, młoda w najwazniejszym okresie miała moje mleko i moje ciepło, sztucznego tak naprawde nie polubiła nigdy i piła je b. krótko, ale jest zdrowa i dobrze sie rozwija. Nauczyłam się w zyciu, że jak nie mam problemów, to sobie ich nie stwarzam, bo prędzej czy później same przyjdą, więc po co dokładacwink Nie jestem typem ulegającym łatwo jakiejkolwiek presji i mam z reguły gdzies co inni sądzą na dany tematwinkRobię swoje, staram się najlepiej jak umiem, dostosowuję do mozliwości, uznaję ograniczenia i o tyle mam więcej spokoju, czego życzę i Tobiesmile
      • beliska Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 10:38
        Przepraszam za tak długi post! Wodolej ze mnie straszny.
        Ale akurat zbliżamy się do pierwszych urodzin i mnóswto róznych mysli w mojej głowie, podsumowań i nowych obaw, bo a jakże ja tez je mam, choc innesmile
    • mruwa9 Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 11:00
      Ambiwalencja uczuc nie jest niczym niezwyklym.. poza tym
      najtrudniejszy okres, start laktacyjny i maratony przy piersi macie
      za soba, lada chwila zorientujesz sie, ze karmienie zajmuje kilka-
      kilkanascie minut i az tak obciazajace, fizycznie i psychicznie, juz
      nie jest. Ostatecznie konczycie wlasnie czwarty trymestr ciazy wink
      Informacji o ogladaniu brodawek w szkole rodzenia nie chce mi sie
      nawet komentowac, bo rece opadaja. A reszte napisala mika_p. Prawie
      nikt , zadna mama, nie ma "mlekotoku" (pisze w cudzyslowie, bo
      mlekotok to okreslenie stanu patologicznego, produkcji pokarmu poza
      okresem laktacji, a pojawienie sie pokarmu po porodzie jest stanem
      fizjologicznym, naturalnym) bezposrednio po porodzie, ow "brak
      pokarmu", co oznacza obecnosc siary,w niewielkiej ilosci, jest
      stanem zupelnie normalnym na poczatku, niezaleznie od tego, czy to
      byl psn, czy cc, i tylko przesady ludowe oraz niewiedza personelu
      medycznego sprawia, ze wmawia sie matkom koneicznosc dokarmiania
      mieszanka w pierwszych dniach.
      Mam nadzieje, ze teraz jednak znajdziesz troche przyjemnosci w
      karmieniu, a przynajmniej pozbedziesz sie negatywnych odczuc z tym
      zwiazanych. Nie trzeba przezywac orgazmow w trakcie karmienia, mozna
      traktowac je jako zupelnie naturalna rzecz, oczywista, jak oczywista
      jest koniecznosc przytulania malucha. Moze czujesz sie zawiedziona,
      ze karmiac nie wpadasz w euforie, ze nie masz zadnych niesamowitych,
      metafizycznych przezyc, jak to opisuja niektore mamy, z wieksza lub
      mniejsza egzaltacja? ja tez nie mialam. I nie mialo to dla mnie
      znaczenia.
    • malinka_bdg Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 11:48
      Masz rację-pora zluzowaćsmile! Nie przejmuj się presjami, nie wierzę, że każda mama
      kocha dzieciozwis i emocjonuje się karmieniem jako najwspanialszym przeżyciem na
      świecie... Ja nie miałam problemów-dlatego nie wspominam źle ani początków
      karmienia, ani teraz nie jest mi jakoś strasznie z tego powodu. Nie wierzę, że
      mleko modyfikowane to trucizna ani że mamy butelkowe są gorsze w jakimkolwiek
      sensie! A presja jest straszna-jak urodziłam, to leżałam na sali z laską, która
      nie chciała karmić piersią i non stop miała pielgrzymki pielęgniarek
      noworodkowych, położnych, lekarzy a nawet salowych i wszyscy jej suszyli głowę
      "czemu pani nie chce karmić SWOJEGO dziecka??????". Dołujące... Każda mama
      powinna sama mieć wybór czy chce karmić, czy nie. Ja na szkole rodzenia czułam
      się jak dziwoląg bo miałam zaplanowaną cesarkę i się z niej cieszyłam-wstydziłam
      się przyznawać do tego na zajęciach, bo taka była presja na "naturalny, dobry
      poród"tongue_out.
      Jeśli karmienie jest koszmarem dla jakiejkolwiek kobiety, to ma ona pełne PRAWO
      nie karmić piersią bez wyrzutów sumienia!!!
      • mamakaana Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 14:24
        Zgadzam sie z toba calkowicie. Ja sama jestem zwolwnniczka piersi,
        ale nie potepiam matek karmiacych mlekiem modyfikowanym. Po prostu
        kazdy ma jakis powod takiego czy innego karmienia. Kazdy powinien
        postepowac tak, jak uwaza , nie kierujac sie opiniami innych. Ja
        niestety uleglam presji otoczenia i nie za dobrze na tym wyszlam-
        poczatkowo planowalam cesarke, ale po zdaniach typu"cesarka?- jaka z
        ciebie matka?, nie bedziesz czula jak prawdziwa matka!!!",
        zdecydowalam sie na porod naturalny. I co? Po 10 godzinach bolu i
        meczarni, skonczylo sie cesarka i oddzialem intensywnej terapi!!!!
        Na pewno to byl przypadek, ale do dzisiaj pluje sobie w brode, ze
        taka glupia bylam i innych sluchalam. Od tej pory kieruje sie
        wlasnym instynktem i rozumem.
        Uwazam, ze jezeli karmienie piersia jest dla kogos "meczarnia", to
        powinien z niego zrezygnowac. Stres i zniecierpliwienie przy
        karmieniu na pewno gorzej wplywaja na samopoczucie malenstwa niz
        butelka.
        • malinka_bdg do mamakaana:) 30.08.09, 18:32
          Cieszę się, że masz odwagę kierować się swoim instynktem i rozumem i podziwiam,
          bo to wymaga odwagi-ciężko przeciwstawić się ogólnospołecznej presji... Ale
          wartosmile! Pozdrawiam!
      • martekle Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 19:11
        U mnie w szpitalu przy wypisie, niezbędna była wizyta pani laktacyjnej, która
        oceniała twoje karmienie i jesli uznała ze sobie nie radzisz personel starał się
        zatrzymać kobietę w szpitalu,
        była ze mną w pokoju taka która nie chciała karmić, nie mogła niechęci karmienia
        zrzucic na brak pokarmu bo akurat miała, wiec musiała przejsc przez udawanie
        próby karmienia, pokazać ze sobie radzi i po wyjsciu ze szpitala poradzi sobie
        tez w domu
    • malinka_bdg Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 11:51
      A co do Twojej mamy, to jak prawie każda babcia chce dla swojego wnuka lepiej,
      niż dla swojego dzieckawink!
      Mama mojej koleżanki ostatnio powiedziała "wiesz Ania, ja Cię bardzo kocham, ale
      Julcię(wnuczkę) kocham bardziej"!!!!OMGwink!
      • magda77122 Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 13:05
        "szczęśliwa mama szczęśliwe dziecko" to moje motto,
        dlatego karmię butelką swojego 2 miesięcznego synia i wcale nie uważam że jestem
        gorszą mamą.
        pozdrawiam
    • kinga_owca Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 12:05
      a za rok przeczytasz ten post i się usmiechniesz...
      pozdrawiam Cię serdecznie i życzę udanej mlecznej drogi
      • 34tydzien Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 20:45
        Karmię butelką od urodzenia. Pomimo złośliwych uwag personelu
        szpitala, pomimo "krzywego" wzroku innych matek leżących obok.
        Podjęłam taką decyzję będąc jeszcze w ciąży.
        Po porodzie próbowałam przystawić małego - ale nie dlatego, że
        chciałam tylko dlatego, że mi było głupio przed tymi wszystkimi
        babami w szpitalu. Mały nie chciał ssać, bo okazało się, że
        pielęgniarki POTĘPIAJĄCE mamy butelkowe dokarmiały dzieciaki
        butlami smile) Robiły to bez pytania i nawet matkom o tym nie mówiły.
        Dowiedziałyśmy się, bo dzidzia jednej z matek pomimo częstego
        przestawiania nie chciała pić, więc poszła ona po poradę do pokoju
        pielęgniarek i tam zobaczyła co jest grane. Pielęgniarki codziennie
        bały po kolei wszystkie dzieciaki do kąpieli, ale nie tylko kąpały
        dzieci - dawały im też butle. Zrobiła się afera na oddziale i.. nic!
        Pewnie dalej tak robią.. a potem komentują, że kobiety niewłaściwie
        przystawiają, że karmią butlą etc.
        Po tym zdarzeniu presja minęła i olałam je wszystkie. Karmiłam
        butlą, a robię to tylko i wyłącznie z własnej wygody.
        Dziecko jest zdrowe, właściwie przybiera i rośnie, ja mam dużo
        wolnego czasu, bo butla szybko idzie, wiem ile zjada, je 6 razy na
        dobę, jest uśmiechnięty od ucha do ucha, mogę wyjść na cały dzień,
        bo Tata nakarmi dziecko i mogę korzystać ze wszystkich innych
        udogodnień, które są zakazane dla matek karmiących piersią.
        Poświęcam tak dużo czasu na opiekę, zabawę i okazywanie czułości
        dziecku, że na 100% nie tęskni za wiszeniem mi na cycku. Teściowa
        próbowała raz zwrócić mi uwagę to jej bardzo uprzejmie i grzecznie
        powiedziałam, że nie jestem zainteresowana jej opinią na ten temat i
        proponuję, że jak będę mieć jakieś pytania, czy problemy to sama
        zapytam, a ona niech się wstrzyma od uwag i „dobrych” rad bo nie
        chcę się do niej zrazić.
        I tak jak mamy piersiowe nie rozumieją jak można karmić butlą - tak
        ja nie rozumię jak można skazywać się na karmieni piersią.
        Niech każdy robi to co chce i to co uważa za najlepsze dla siebie i
        dziecka, a wszystkie będziemy szczęśliwe.
    • agatracz1978 Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 22:42
      Wyluzowac zdecydowanie. Ja w kwestii karmienia, podobnie jak w
      innych, mam proste podejście - moje życie, moje decyzje i nikomu nic
      do tego. Ja karmię Małą piersią i dokarmiam modyfikowanym jak jest
      potrzeba. Lubię karmic piersią i drażnią mnie laski, które nazywają
      ten sposób karmienia "dojeniem" czy opisują jako "leżenie z
      wywalonym cycem". Ale nie znoszę też tych z misją, które potępiają
      każdą mamę podającą smoka czy butlę. Zwyczajnie każdy niech robi jak
      uważa i nie ma co robic zbędnego szumu i potępiac się wzajemnie.
      • malinka_bdg Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 12:33
        Jejku, bratnia duszabig_grin! Pozdrawiamsmile!
    • falka32 Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 30.08.09, 23:35
      Trzeciego dnia przyszedł nawał pokarmu, ponieważ
      > nie poddawałam się i stymulowałam piersi dzieckiem, piłam laktacyjne herbatki
      > i mocno wierzyłam, że mleko zaraz przyjdzie.

      Ponieważ na temat 2 dni "braku pokarmu" już się parę osób wypowiedziało, to ja
      jeszcze dokończę, że nawał pokarmu nie pojawił się PONIEWAŻ robiłaś to wszystko,
      co wymieniłaś, tylko pojawił się dokładnie w tym terminie, w którym się miał
      pojawić i pojawiłby się również, gdybyś tego wszystkiego nie robiła.

      > 6. dlaczego podczas karmienia piersią mam tyle emocji, od wzruszenia po złość,
      > patrzę jak mój mały zwierzaczek już teraz przysysa się bez problemów i pije z
      > zamkniętymi oczami a czasem patrzę na zegarek i myślę sobie, że na dziś mam
      > już dość

      OKSYTOCYNA.

      > Napięcie i psychiczna presja na myśl o karmieniu piersią, zatruwała mój umysł
      > przez całą ciążę. A raczej paranoja, że coś pójdzie nie tak i nie będzie mi to
      > dane. Będąc w ciąży oglądałam swoje piersi/brodawki z lekkim przerażeniem, bo
      > Bóg mi świadkiem ni jak nie mogłam sobie wyobrazić jak to będzie możliwe.
      (...) nie wysiliłam się ani trochę by poszukać
      > informacji na temat karmienia naturalnego i sztucznego

      Dziewczyny, uczcie się, zamiast potem płakać, skoro umiecie korzystać z
      internetu, jeżeli jeszcze w ciąży karmienie jawi wam się jako nieziemsko trudna
      misja, to czemu nie zbieracie PODSTAWOWYCH, łatwo dostępnych informacji o tym,
      jak tę misję przeprowadzić?
      Ja rozumiem, że nie zbiera informacji ktoś, kto uważa, że karmienie piersią to
      żadna sztuka. Ale jeżeli już jesteście nakręcone, że to takie koszmarnie trudne,
      to zabieranie się do tego bez zbierania informacji nie jestem w stanie pojąć.
      Same sobie stwarzacie problemy, które de facto nie są ani problemami, ani
      komplikacjami, ani nie są dowodem na to, że "nie było mi dane" tylko są efektami
      ignoracji - a potem traktujecie to jako dowód, że tak, to była racja, że
      karmienie piersią to masakra.
    • postka Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 31.08.09, 22:24
      Ja nie miałam specjalnego ciśnienia w ciąży na karmienie piersią,
      trzy dni czekałam na pokram, w szpitalu też małą dokarmiałam
      sztucznym ze strzykawki. A potem miałam nawał i poleciało.
      Nastawiałam się na karmienie 3 miesiące, a tu czwarty się skończył i
      końca nie widać...

      Do teraz nie jestem fanką karmienia piersią, karmię, bo mleko leci
      to raz, a dwa terror laktacyjny w moim przypadku spowodował, że
      przez pierwsze dwa miesiące moje dziecko butelki, nawet z moim
      mlekiem, nie widziało - bo zaburzy technikę ssania, bo odrzuci pierś
      itd. No, a potem było już za późno.

      W tej chwili za półtora miesiąca wracam do pracy i mam naprawdę duży
      problem. Butelka nadal nie wchodzi w rachubę. Kaszki i słoiczki
      podawane łyżeczką moje dziecko wypluwa. Moje mleko z łyżeczki
      zresztą też. Interesuje ją tylko pierś. Jeżeli nic się nie zmieni,
      to naprawdę nie wiem, co zrobię po powrocie do pracy.

      Niczego w dotychczasowym macierzyństwie nie żałuję tak jak tego, że
      poddałam się presji, grożeniu palcem i strachom i nie podawałam
      chociażby butelki z herbatką czy wodą od początku. Czuję się
      uwiązana do małej, co w tej chwili mnie totalnie stresuje, a
      najbliższe tygodnie wręcz mnie przerażają. Przy drugim dziecku na
      pewno tego błędu nie popełnię. Nawet, jeżeli miałoby się to skończyć
      tym legendarnym odrzuceniem piersi. Dzieci na modyfikowanym żyją i
      mają się świetnie, a ich mamy nie budzą się codziennie z
      przerażeniem, że za parę tygodni ich dziecko będzie głodować przez
      osiem godzin pobytu w pracy.
    • archeopteryx Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 13:33
      W szpitalu było wszystko ok z karmieniem. Po powrocie do domu zaczął
      się koszmar. Nie umiałam trzymać Młodej, miałam wrażenie, że źle
      przystawiam, Mała miała kolki, a ja byłam przekonana, że to przez
      coś co zjadłam albo przez to, że źle ją przystawiam. Mąż szukał
      coraz to nowych wymyślnych pozycji do karmienia (rzekomo
      przynoszących ulgę bolącemu brzuszkowi), a ja miałam po dziurki w
      nosie tego wszystkiego. Wielokrotnie miałam zamiar rzucić to w
      cholerę, ale chyba ze względu na wygodę karmienia nocnego jakoś
      wytrzymywałam. Młoda pięknie przybierała, ja zacisnęłam zęby i po
      trzech miesiącach karmienie stało się przyjemnością. Kolki minęły
      jak ręką odjął. Po czwratym miesiącu wprowadziłam słoiki więc w
      ciągu dnia tych karmień wypada mniej. W nocy, a właściwie nad ranem
      bywa niekiedy trochę ciężej, bo Młoda zaczyna się rozbudzać już
      około 5, ale to chyba niezależnie od karmienia piersią. Jedyne
      wyrzeczenie to brak możliwości swobodnego imprezowania z alko, ale
      przecież można to przeżyć. Butelkę i mleko modyfikowane Młoda zna i
      akceptuje bo czasem jedzie na weekend do babci i wtedy jest karmiona
      sztucznie. Nie czuję się niewolnicą karmienia piersią, nie ma co się
      wkręcać. Najważniejsze to czerpać przyjemność z macierzyństwa, a nie
      się niepotrzebnie stresować.
    • katia.seitz Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 14:18
      Doskonale cię rozumiem, martekle smile
      Ja przystępowałam do karmienia piersią naładowana wiedzą z różnych mądrych
      źródeł, w tym z gazetowego forum "Karmienie piersią". Większość rad jest trafna,
      ale muszę odnieść się do poglądu, jakoby dziecku przez pierwsze dwa dni
      wystarczyła matczyna siara, i za nic w świecie nie należy go dokarmiać sztucznie.
      Otóż, po porodzie byłam mądra i wiedziałam, że piersi nie muszą tryskać mlekiem,
      że pierwszego dnia małemu wystarczy minimalna ilość pokarmu, ale warto go
      przystawiać, o ile nie śpi itp. No i cóż - dobę po porodzie zaczął się
      nieprzerwany ryk mojego dziecka. Trzymałam go przy piersi przez cała noc, on
      ssał, ssał, ssał - i płakał. On nie spał, nie mógł się za nic w świecie
      uspokoić, ja również miałam drugą po porodzie bezsenną noc z rzędu. Mimo to bym
      wytrzymała twardo do rana - bo wiadomo, sztuczne dokarmianie jest be, i należy
      dziecko przystawiać "do skutku" - ale kobiety z sąsiednich łóżek wysłały mnie do
      pielęgniarki, która przygotowała mieszankę i podała maluchowi przez sprytny
      system strzykawka plus rurka (nie zakłócający odruchu ssania). Wreszcie usnął...
      Rano mały został zważony i okazało się, że stracił na wadze ponad normę i
      lekarka zarządziła dokarmianie. Uwaga - działo się to w warszawskiej św. Zofii,
      a więc BARDZO propiersiowym szpitalu, nikogo tam do karmienia sztucznego nie
      zachęcają.

      No i cóż - wpadłam w rozpacz, że nie uda mi się karmić naturalnie, w końcu na
      forach piszą, że sztuczne dokarmianie to zwykle początek końca karmienia piersią
      i należy się tego wystrzegać za wszelką cenę! Byłam mocno podłamana. Okazało się
      jednak, że dokarmianie nie jest żadną przeszkodą - przystawiałam malucha,
      laktacja ruszyła i karmię do dziś (mały ma ponad 5 miesięcy). Ale - co się
      nadenerwowałam, to moje.

      Tak więc, może trochę ostrożności w formułowaniu "zawsze słusznych" sądów, że
      siara matczyna wystarczy, a dziecka w żadnych okolicznościach nie należy dokarmiać.
      • zabulin Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 14:53
        ps. a tak na marginesie, ja nie spotkałam sie z ludźmi, którzy z
        naganą patrzą
        na mamy butelkowe. ja karmie juz prawie 9 m-cy i mój dzieć zrobił
        wszystko co w
        jego mocy żebym znienawidziła karmienie piersia.


        Ja w realu tez takich nie spotkałam. Dopiero tu.
        Był kiedys wątek i jedna dziewczyna prawie się zapluła jak
        napisałam, ze dokarmiłam butla w czasie kryzysu laktacyjnego. Chyba
        najbardziej drzaźniło ją to, ze nie był to poczatek końca karmienia
        piersia, co wg niej oznacza podanie butli.

        A kuku. Nic takiego sie nie stało. Moje karmienie to koszmar-
        nakładki laktacyjne (ciągle spadające), bo brodawka wysuwała mu sie
        z piersi. Jak brakło pokarmu -tzw kryzys laktacyjny- piersi
        traktowałam laktatorem, a Mały troch possał, ale nie chciał jak
        tylko skapował, że nie leci tak dużo jak dawniej.
        Zarzucono mi ze wolałam zapchac butla niż wzbudzać lakt.kładac się
        do łóżka i cały dzień przystawiając do piersismile
        Nie brano pod uwagę, że moje dziecko nie chciało ssać cały dzien-
        ten leniuch chciał od razu i duzo.

        Po dwóch dniach na laktatorze+ butla+ od czasu do czasu pierś,
        pokarm wrócił i wszyscy byli zadowoleni.
        No oprócz dziewczyn, którym popsułam statystykę i teorię, że
        butla+zawsze początek konca karmienia piersią. Nie zawsze. Znam całą
        masę ludzi, którzy podaja butle okazjonalnie i dzieci nie aprzestaja
        jakoś cyca. Wyrzutów sumienia z powodu butli nie mam.
        Karmiłam do 8,5 m-ca, głównie dlatego, ze Mały kilka dni po porodzie
        dostał antybiotyk i karmienie piersia uznałam za najlepszy sposób na
        poprawę odpornośći, która na pewno spadła po 10 dniach antybiotyku.
        Jesli będę jeszcze miała dziecko, wszystko będzie ok, a karmienie
        piersią nadal będzie takie koszmarne, to nie będę męczyć ani siebie
        ani dziecka tyle czasu.

        Pozdrawiam i oby karmienie było dla ciebie milsze smile Będzie lepiej.
        • falka32 Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 21:56
          Mojemu pierwszemu dziecku nie zaburzyły nic 4 pierwsze dni życia w inkubatorze
          na butli, nie zaburzyły też mojej laktacji, dziecko dostałam w drugim dniu
          nawału mlecznego do pierwszego karmienia i jedyną komplikacją jaką zafundowałam,
          było uznawanie każdego jego piśnięcia za objaw głodu, co skutkowało potężnym
          ulewaniem i o mało nie diagnozą refluksu, a wyleczył go smoczek uspokajacz
          zamiast co drugiego karmienia (co pół godziny...). A nie, przepraszam,
          zafundowałam też sobie wtedy dwumiesięczny nawał mleczny przez ustawiczne
          odciąganie, bo wtedy taka była szkoła, żeby przy nawale mlecznym odciągać ile
          się da. Co nie uchroniło mnie od zastojów.

          Drugie dziecko nie chciało pić z butelki, wolało zginąć niż się z niej napić,
          więc się poddałam i załatwiłam sprawę (wyjść z domu) łyżeczką - a ssał smoczek
          uspokajający od pierwszego dnia życia.

          Trzecie dziecko ssało także smoczek od pierwszego dnia życia. Miało prawdziwy
          refluks. Jak miał 3 miesiące, zauważyłam, że z powodu mojego dość dużego w tym
          okresie sytuacyjnego stresu trochę mleko kiepsko leciało i młody zaczął mieć
          niedowagą. Skąd wiem, z jakiego powodu? Bo przy trzeciej laktacji znałam już
          siebie na wylot pod tym względem i umiałam obserwować. Dodałam mu jedną butlę
          mleka z kaszą codziennie (jemu było wszystko jedno z czego pije) i natychmiast
          wyrównał wagę, a karmiłam go dalej do 10 miesiąca życia, kiedy sama postanowiłam
          go odstawić.

          Więc psuję statystyki na maksa smile

          A pomimo to twierdzę, że większość problemów z karmieniem jest w głowie a gdzie
          indziej i wystarczy trochę wiedzy, żeby nie robić problemów tam, gdzie ich nie
          ma. Przegięcia w żadną stronę nie są dobre - ani radykalne karmienie piersią,
          ani odstawianie dziecka przy pierwszym problemie z powodu wyimaginowanych
          przeszkód.
          • falka32 Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 22:04
            Dodam jeszcze, że gdyby mój trzeci syn był moim pierwszym, nie wiem, czy udałoby
            mi się go wykarmić, bo był takim nerwusem, był taki usztywniony, taki wiercący
            się, że nawet jako stara wyga miałam problem przez aż 3 tygodnie, musiałam się
            nieźle napocić i naustawiać przy każdym karmieniu, albo zawinąć go ciasno z
            rękami w kocyk, żeby w ogóle trafić nim w cycka, aż się nauczył. Ale dla mnie to
            nie było "karmić czy się poddać" tylko "nauczyć młodego, bo w końcu musi się
            jakoś nauczyć" - bo wiedziałam, że problem nie jest w laktacji ani w tym, czy
            jest "dane czy nie jest dane", tylko w temperamencie dziecka i że to kwestia
            czysto techniczna, a nie ideologiczna.
      • martekle Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 21:32
        dokladnie mialam to samo!
        mimo ze trzeciego dnia przyszedl pokarm, ja nie umialam synka przystawic
        kombinowalam jak moglam, dawałam mu swoja piers, ale jak byl mega glodny i z
        tego szalu nie chcial chwytać, to odciagalam swoj pokarm i go karmilam z
        butelki, po czym znowu do piersi by sie uczył
        i co na to polozne/pielegniarki?! a no przybiegały do mnie w szale zwlaszcza
        taka pediatra i krzyczaly ze jestem za ambitna, ze dziecko musi jesc co 3
        godziny, czy ja karmie co 3 godziny jesli nie to wołały na mieszanke! w ogole
        nikt nie pytal czy mam pokarm, jak mowilam ze ja juz mam i karmie sama to mi
        jakby nie wierzyly
        zaczelma je oszukiwac ze karmie co 3 godziny, zeby daly mi spokoj
        synek duzo spal i budzil sie co 4-5 godzin
    • kasia.46 Re: wcale nie wrodna! 01.09.09, 15:08
      Moja mała ma 3mieś. karmiłam ją piersią 2mieś, pierwsze moje dziecko
      karmiłam 4mieś, z każdym karmienie było dla mnie czymś nieprzyjemnym
      i zmuszałam się do tego, moje sutki były poranione a każde
      przystawienie było koszmarem, rozdrażnianiem powstałych
      ran,,,,karmiłam tylko dla tego żeby nie miec' wyrzutów sumienia że w
      pierwszych miesiącach życia nie dałam dziecku tego co najlepsze. To
      indyidualny wybór, ale presja otoczena na karmienie piersią jest tak
      duża, że sama odstawiając moje ssaki wszystkim tłumaczyłam że nie
      mam pokarmu, zamiast przyznac się że poprostu nie nawidze karmic'.
      Córkę odstawiłam miesiąc temu nie mam wyrzutów sumienia mimo że
      miałam pokarm, nie mam zmiaru robic' czegoś wbrew sobie... Te
      minimum co powinny dostały. Zaznaczam że bardzo kocham swoje dzieci
      i chce dac' im wszystko co najlepsze ale moich piersi nie dostaną...
      Teraz mżecie mnie osądzac'''' a ja i tak bardzo kocham moje szkraby.
    • miiko00 Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 19:06
      ja karmie piersią ale moj mały od drugiego tyg około 2 razy w
      tygodniu dostawał sztuczne mleko. nie przejmuj się i nie stresuj jak
      nie masz ochoty to nie karm piersią. znam dziewczyny ktore wogóle
      nie karmiły i ich dzieci są zdrowe wiec uwazam ze nie ma zasady
      zdrowe to na piersi choruje to butelka. Pewnie piers zdrowsza ale
      nie za cene złego samopoczucia. Ważne byście bylo oboje szczęśliwi i
      zadowoleni bo to najpiękniejszy okres w życiu pozdrawiam.
    • lila.star Re: O karmieniu piersią z wyrzutem... 01.09.09, 22:23
      Mój syn niedługo kończy 18 miesięcy i powoli kończy się nasza
      przygoda z piersią. Pewnie karmiłabym dalej, ale jestem w 15 tc,
      mleka mam coraz mniej, natura sama daje znać, że pora kończyć.
      W ciąży nie zastanawiałam się chyba zbytnio, jak będę karmić -
      dopuszczałam tylko karmienie naturalne. Nie dlatego, że czułam jakąś
      presję, terror laktacyjny itp. - po prostu taka była dla mnie
      normalna kolej rzeczy. Mleka po porodzie nie miałam, ale cierpliwie
      przystawiałam Młodego, bez większego stresu, chociaż pojawił się
      moment zwątpienia. Całe szczęście u nas w szkole rodzenia nie
      oglądano brodawek, tylko uczono, że przez jakiś czas po porodzie
      dziecko nie potrzebuje dużo mleka bo ma zapasy z brzucha..
      Położne służyły pomocą w każdej chwili, dzięki nim nauczyłam się
      dobrze przystawiać, szybko opanowałam nawał. Nie dokarmiały
      maluchów, w kryzysowych sytuacjach podawały niektórym glukozę.
      Po wyjściu ze szpitala wszystko dość ładnie się uregulowało, nigdy
      nie czułam się uwiązana, dużo zależało od sprawnej organizacji.
      Czułam się za to potrzebna i - mówiąc szczerze - niezbędna mojemu
      dziecku. To wspaniałe uczucie.
      Smoczek podałam jak miał miesiąc - to zaspokoiło jego potrzebę
      ssania, nie było wiszenia na piersi. Odrzucił go po kilku tygodniach.
      Do pracy wróciłam jak miał pół roku - tydzień, dwa wcześniej
      nauczyłam go pić z niekapka, jeść z łyżeczki kaszki i zupki - bez
      większych problemów.
      Karmienie piersią oznaczało dla mnie niezależność i ogromną wygodę -
      spacerowaliśmy całe dnie, nie martwiłam się, czy zdążę wrócić do
      domu na mleko - jak syn zgłodniał to znajdowaliśmy odpowiednie
      miejsce i po prostu jadł.
      Za alkoholem nigdy nie tęskniłam, potrafię żyć bez niego.

      Piszę to wszystko tylko po to, żeby pokazać, iż karmienie piersią
      może być naprawdę przyjemne, dużo zależy od nastawienia.
      Uważam jednak, że nie można nic robić na siłę.
      Jeżeli karmienie nie przynosi radości tak jak mi - chyba lepiej z
      niego zrezygnować dla własnego dobrego samopoczucia, bo jak już ktoś
      napisał wcześniej - szczęśliwe dziecko to to, które ma szczęśliwą
      mamę.

      Mimo wszystko życzę Ci martekle, byś odnalazła również pozytywne
      aspekty naturalnego karmienia - po takiej długiej walce należy Ci
      się wink
Pełna wersja