Dodaj do ulubionych

WIELE DZIECI I INNI

    • maruda13 Re: WIELE DZIECI I INNI 24.08.04, 12:06
      My jeszcze w tym roku mamy luz jeśli chodzi o szkołę (Adaś do zerówki idzie
      dopiero) Ja się w końcu wzięłam trochę za siebie (za moją figurę na razie) i
      intensywnie ćwiczę ;D. Jolu - ja także uwielbiam "pierwsze razy" z moimi dziećmi
      i nie mogę się pogodzić z tym że mój mąż coraz częściej chłopakom pokazuje coś
      pierwszy raz, że mają jakieś swoje "męskie" zajęcie....... sad
      • jola.wie Re: WIELE DZIECI I INNI 25.08.04, 09:20
        Uwielbiam ciucholandy i to od zawsze. Ciuchy wzbudzajace do dzisiaj
        (konstruktywną wink zazdrosc moich przyjaciółek i kolezanek pochodza wlasnie z
        ciucholandów. Piekne (!) ubranka moich dzieci pochodziły tez wlasnie stamtad,
        choć musze powiedzieć że zaopatrzenie ciucholandów w Nowym Sączu i okolicach (a
        tam właśnie miałam okazję nabyć większość) jest olśniewające w porównaniu z tym
        śląskim (a przynajmniej było), tam zresztą jest po prostu bardzo dużo tego typu
        sklepów.
        Nie znosze wydawać dużo pieniędzy na ciuchy, bo jako osoba szyjąca umiem ocenić
        ich prawdziwą wartość. Marka nigdy nie stanowiła dla mnie powodu do zapłacenia
        więcej. Obawiam się jednak że w tej kwestii prędzej czy później dojdzie do
        różnicy zdań między mną a moimi dziećmi, na razie jednak jest spokój smile))
        Kasiu, zazdroszczę ci determinacji w kwestii wzięcia się za siebie, ja nie
        wiem, gdzie się podziała moja samodyscyplina i determinacja własnie -
        CODZIENNIE WIECZOREM SOBIE OBIECUJĘ, ŻE OD JUTRA ZACZNĘ smile))
        pa
        • agnjan osiem lat temu :-) 25.08.04, 10:05
          była niedziela, kolejny gorący dzień lata; obudziłam się wcześnie, chłopaki
          (mąż i Jasio) jeszcze spali;

          dół brzucha bolał mnie okropnie - byłam załamana - kilka dni wcześniej moja
          Pani gonekolog powiedziała, że mojego porodu to ona się spodziewa za jakiś
          miesiąc (termin miałam na 13 września); rety - jeszcze miesiąc takich bóli i
          się wykończę - pomyślałam;

          wybraliśmy się na spacer do Łazienek, Jasio jeździł na rowerku, robiliśmy
          zdjęcia; brzuch jakoś pobolewał mnie bardziej, nawet przyszło mi do głowy, że
          to może skurcze? ale takie mocne przepowiadające? dziwne...

          w drodze do domu podjechaliśmy do sklepu na większe zakupy - w sklepie już nie
          miałam wątpliwości - jakiekolwiek - przepowiadające, czy nie - to na pewno
          skurcze... Pan ochroniarz zbladł widząc moje "regularne" i "wyszkolone"
          oddychanie porodowe smile)))

          pojechaliśmy do domu, zjedliśmy obiad i położyliśmy Jasia, a ja weszłam do
          wanny - jeśli te skurcze to tylko przepowiadające, to przejdą w gorącej
          wodzie... były co 4-5 minut, w wannie 10 minut nic, 12, 15, 16.... i AUUUUUĆ
          chyba jednak rodzi się dzidzia smile wyskoczyłam z wanny i zaczęliśmy dzwonić po
          możliwych osobach do opieki nad Jasiem (od 1 września były wyznaczone wręcz
          dyżury, bo przez całą ciążę łaził za mną koszmar, że Jasia nie będzie z kim
          zostawić);

          koszmar się ziścił - piękna niedziela, komórki nie tak powszechne, jakd ziś i:
          dziadkowie na działce (odcięci od świata), babcia u rodziny - 100 km. od
          Warszawy, znajomi powyjeżdżani... poleciałam dysząc i sapiąc do sąsiadki,
          znanej z "piaskownicy" - zgodziła się zostać z Jasiem nareszcie i pojechaliśmy;

          było już po 16, skurcze prawie ciągle i bolesne, więc baaaardzo szybko
          jechaliśmy i... zatrzymała nas policja smile))) na szczęście, kiedy
          nawrzeszczałam na debila policjanta, że zaraz tu odbierze poród (a, wyobraźcie
          sobie on nam NIE UWIERZYŁ!!!) puścił nas i dojechaliśmy do szpitala jeszcze
          przed 17;

          mój mąż cały czas powtarzał, że "to przecież jeszcze nie termin i pewnie nas
          odeślą"; kiedy na Izbie przyjęć po badaniu usłyszał "no to jedziemy - 8 cm.
          rozwarcia" prawie padł z wrażenia smile))

          20 minut później urodziła się Małgosia smile

          40 minut później wrócili z działki dziadkowie i pojechali po Jasia do
          sąsiadki smile

          8 lat później, dzisiaj o 17.24 będziemy śpiewać Małgosi "sto lat" :-
          ))))))))))))))))))))))))))))
          • jol5.po Re: osiem lat temu :-) 26.08.04, 10:43
            Agnieszko - pod koniec VII pisałaś, ze są urodziny Jasia, a mój Jaś z 1.VIII, Twoja Małgosia z 25.VIII, a moja urodzona 28.VIII smile)) Jak udowodniała Jola.wie wyżej, czasami na świecie zdarzają sie fajne zbiegi okoliczności.
            Wszystkiego najlepszego dla Małgosi smile))
            Z tymi spodenkami to prostsze chyba, kiedy są małe dzieci, ale Ty Ada przerabiasz problem już z pozycji posiadania syna-nastolatka. Czekam kiedy to przyjdzie, mam jednocześnie świadomość, że wybierając dużą rodzinę, nie obdarzę wszystkich dzieci w wieku nastu lat markowymi ciuchami. Może na takie ekstra życzenia jakaś forma własnego zarobku, ulotki czy coś innego (piszę w ciemno i nie wiem, czy w wypadku niepełnoletności to jest w ogóle możliwe), wtedy taki nastolatek ma dylemat czy ciężko zarobione pieniądze faktycznie wydać na markowe spodenki (chociaż wiem, że oprócz tego powinna być jeszcze markowa bluza, spodnie, sarpetkiwink, no i najważniejsze - buty).
            Jeszcze ten problem nie dotarł do mnie (11 lat najstarszej to dopiero początek nastolatkowości), ale odwiedza nas 14-nastolatek (od teściów), przegląda internet. Najczęściej oglada oferty ze sportowymi butami, potrafi tak siedzieć godzinami (no i jeszcze koszykówka i hip-hop).
            Zanim wyladowałam na studiach historycznych, byłam 2 lata na Etnografii - takie badanie kultury ludowej. I nasz rok badał tą kulturę ludową (na 2- tygodniowych praktykach) właśnie na Śląskuwink - mieszkalismy na obrzeżach, a właściwie w Parku Chorzowskim, fajne to było miejsce, fajne to były czasy wink).
            Kasia, ale masz fajne chłopaki - widziałam zdjęcia. Ale skoro ćwiczenia, to chyba baby blus to już przeszłość, poszedł sobie??? już lepiej??
            Opowiasta z wczoraj: Małgosia podchodzi do mnie z tekturowym pudełkiem pod bluzką i mówi - "no, koniec dzieciństwa, będę miała dziecko". No comments (czy to aby na pewno tak się pisze?) smile)))
            • jol5.po osy 26.08.04, 10:51
              Wrocław był do tej pory zagłębiem komarów. Koniec sierpnia, wrzesień to była makabra - mieszkam niedaleko Odry i o zmierzchu zamykaliśmy okna, bo nie dawało sie wytrzymać. Po powodzi została chyba zachwiana gdzieś w świecie owadków równowaga.
              A w tym roku nic, okna otwarte, komarów ani śladu. Ale za to jest dużo os. Sa u nas, na drugim końcu miasta, były na wsi gdzie byłam na wakacjach, a mąż mówi, że pełno ich tez na Białorusi. Pytanie do mam biologów (Ola, jak wrócisz) czy osy i komary - to sie jakoś łączy???
              Czy u was też osy atakują??
              • maruda13 Re: osy 26.08.04, 11:02
                U nas osy od kilku lat mają gniazada w bloku, na samym początku miały gdzieś w
                spojeniach pod oknem u dzieci w pokoju i co noc chłopcy byli pogryzieni (ale są
                okropne, niczego się nie boją) mąż wytruł je muchozolem (niezła była to
                akrobacja). W tym roku straż już 2 gniazda w bloku truła ale w dalszym ciągu są.
            • maruda13 Re: osiem lat temu :-) 26.08.04, 10:58
              wszystkiego najlepszego dla Małgorzat, tylko tej co dziecinstwo się kończy to
              pewnie smutno z tego powodu ;D (niezła ta twoja panna). Wahania nastroju mam
              jeszcze okrrropne (a tak rodzine pocieszałam że jak będę bez brzucha to już będę
              "starą" mamą) ale ćwiczyć muszę bo mój wygląd humor mi tylko psuje sad jakoś nie
              mogę się pogodzić z tym że tak przytyłam i tak mi ciało zwiotczało (ciekawe od
              czego to zależy i dlaczego dopiero przy 3 ciąży mnie to spotkało?) biorę się za
              ten mój aerobik pzdr
              • jola.wie Re: osiem lat temu :-) 26.08.04, 11:22
                Sto lat dla Małgosi!
                Ja wczoraj wspominałam 25.maj, jako że Mała skończyła 3 miesiące smile), od
                następnego roku będę wspomianć co rok...
                Z frontu zakupowego: tenisówki są, spodenek nie ma. Uszyję, kicham! Spódniczkę
                granatową i bluzeczkę białą też uszyję! Aż wszystkim oko zbieleje (choć nie
                używam vizira wink. Do powyższych postanowień skłoniła mnie statystyka wydatków,
                jaką prowadzę od niespełna tygodnia.... Nic mi się wesołego nie zdarzyło, za to
                odkryłam, że trzeba wykupić polise na samochód (na śmierć zapomniałam!), Madzia
                wróciła do karmienia nocnego i praktycznie przestała spac w dzień. Chłop w
                delegacji, babcia jedna permanentnie daleko, druga też daleko, tez poniekąd w
                delegacji..., ech! Madzia dzisiaj po raz pierwszy się roześmiała, tak się
                zarechotała! teraz już kwęka, więc kończę!sad
                pa
                • ada16 Re: osiem lat temu :-) 26.08.04, 11:32
                  Spodenek dalej nie mamy, bo uparta jestem.
                  Moje dziecko nie to, że wymaga firmowych i już, ale nie chce juz getrów.A
                  pomiędzy tymi dwoma rodzajami-przepaść.
                  Nie jestem przeciwna kupowaniu rzeczy markowych ( np. buty), czy dobro-
                  gatunkowych nawet w cenie dość wysokiej,jeżeli to możliwe, ale w temacie
                  spodenek , toż to ździerstwo.
                  Te spodenki za stówę nic poza znaczkiem nie mają!
                  Mój syn już zameldował, że w Wilnie, teraz 3 dni zwiedzania.
                  Ciekawa jestem jego wrażeń w temacie Wilno to Polska czy nie?
                        • jola.wie dwanaście lat temu :-) 27.08.04, 11:36
                          Szyjąca Jola w
                          > takim razie to ma dobrzesmile)).
                          się okaże smile)),
                          bo dzisiaj, jak tytuł wskazuje, mamy dwunastą rocznice urodzin syna i ciekawe
                          sugestie z jego strony na spędzanie czasu poza domem (a chciałam "strzelić"
                          chociaż spódniczkę!, wszak pierwszy września zbliża się wielkimi krokami), ale
                          po raz pierwszy w życiu myślę o tym, że dwanaście lat temu o tej porze miotały
                          mną skurcze trwające od 8.00 rano, a ja byłam w szpitalu od 2.00 w nocy,
                          pozbawiona wód, więc od razu na porodówce, ale bez skurczy, no to nocna zmiana,
                          co się chciała wyspać, mnie też kazała spać, ale jak tu spać na twardej
                          ceratowej pryczy, kiedy nędzne prześcieradło wysuwa się spod pupy, a człowiek w
                          stresie, bo to pierwsze dziecko i nie wiadomo co się dzieje. O 8.00 po wizycie
                          (i awanturze, nie wiedzieć czemu mnie się pierwszej oberwało) dostałam
                          oksytocynę i się zaczęło, a skończyło się o 13.45 Mareczkiem. Bardzo nie lubię
                          wspominać tzw. "międzyczasu", więc i teraz nie będę, niemniej jednak 13.45 była
                          godziną wkroczenia w nową erę bez możliwości wglądu do poprzedniej.
                          A dzisiaj Mareczek wielki, jak idę z nim i dzidzią, to ludzie na nas głupio
                          patrzą, bo jak idę z dziećmi i moją mamą, to jest w miarę jasność: tych dwoje
                          dużych jest tej starszej pani, to małe tej młodszej! smile)
                          Marek jest po fryzjerze. Wygląda prawie dokładnie tak jak przed fryzjerem, więc
                          wszystkim muszę tłumaczyć, że jednak jest po fryzjerze. Ten temat do rozmów
                          kosztował mnie jedyne 30 złotych! smile)). Okazało się jednak, że to co miał na
                          głowie (zapuszcza włosy od króciutkiego jeża), jest modne! więc teraz wygląda
                          modnie, a nie, jak sądziłam, jakby uciekł z zoo. Ta zmiana moich poglądów
                          kosztowała mnie j.w. Gdyby nie to, że fryzjerkę dobrze znam i mam do niej
                          całkowite zaufanie, byłabym cokolwiek podejrzliwa w kwestii DOKONANYCH zabiegów
                          fryzjerskich, bo natychmiast po rozgoszczeniu się w salonie i uśpieniu Madzi,
                          kiedy wyciągałam książkę, żeby się troche zrelaksować (w końcu po to człowiek
                          idzie do fryzjera), skonstatowałam BRAK POJEMNIKA NA ŚRODKI FINANSOWE, a więc i
                          brak środków finansowych, zarówno metalowych, jak i papierowych tudzież
                          plastikowych i zostawiwszy dzieci w salonie niejako w zastaw (najmłodsze ze
                          sobą) popędziłam do domu, a kiedy wróciłam, dzieci były już "gotowe", więc de
                          facto nie byłam świadkiem czynionych zabiegów.
                          Cóz..., co bym nie chciała jeszcze dopisać, to już niemogę, moje cudowne
                          maleńkie kochanie się obudziło z drzemki! smile
                          pa
                          • jol5.po Re: dwanaście lat temu :-) 27.08.04, 15:43
                            ale się nazbierało sierpniowych dzieci. Jeszcze raz w tym miesiącu - "sto lat!!!!!" dla Marka.
                            U nas jutro podwójna impreza urodzinowa, więc oczywiscie jak zawsze w takich wypadkach pojawiają się ciekawe atrakcje - zepsuła się pralka i kilka innych pomniejszych awarii.
                            Zmywam właśnie wodę w łazience i kuchnie po obiedzie zostawiłam dzieciom - mają się dogadać i razem posprzątać. Kilka talerzy, garnek, pozamiatać - czy jest to jakiś problem, okazuje się że tak. Ola przyleciala i mówi, że nie może absolutnie przebywać w tym samym pomieszczeniu co jej brat, bo janek zrobił coś STRASZNEGO.
                            - rany, co on jej zrobił??? myślę, a ona opowiada: "Janek przyszedł do pokoju wymierzy we mnie karabi (plastikowy) i powiedział - no dosyć żartów.
                            To wszystko...
                            • jola.wie Re: dwanaście lat temu :-) 27.08.04, 17:06
                              smile))) Janek przyszedł do pokoju w
                              > ymierzy we mnie karabi (plastikowy) i powiedział - no dosyć żartów.
                              Naoglądało się dziecko Kapitana Klossa? smile) (czytam własnie "działa Nawarony" -
                              świetnie napisane! i, jak sądzę, dobrze przetłumaczone - więc mogę sobie
                              wyobrazić dramatyzm takiej sceny)
                              Ależ wymyślają te dzieciary, z tego pudełka pod bluzką też się obśmiałam
                              strasznie, podobnie jak z "miary dorosłości" u barby...
                              u mnie posucha na anegdoty...
                              Jako że Maro ma urodziny, postanowiłam nie ingerować w jego ulubione zajęcie
                              (granie na play station), co prawda co godzinę coś przebąkuje o tym, że
                              chciałby iść do kina (!?), ale ja cierpliwie czekam, bo na razie nie udało mu
                              się ani razu doprowadzić do końca logicznego ciągu na ten temat, gra nie
                              pozwala mu się oderwać. Ja wiem, że może to jutro przypłacić np. bólem głowy i
                              oczu, ale tyle się ostatnio naczytałam o metodzie naturalnych konsekwencji w
                              wychowaniu dziecka... wink
                              Z Anką zaraz zabieramy się do robienia domowej czekolady.
                              Potem wykroimy spódniczkę smile, a może nawet spodenki smile))
                              pa
                                  • jol5.po Witaj Joanko!!!! 29.08.04, 13:26
                                    Witaj Joanko - wzmacniasz ekipę z Polski południowej!!!
                                    Dzieci macie piękne (a i rodzice niczego sobiesmile)), a imiona... rewelacja!!! Cieszę się, że się dołączyłaś.
                                    Lecę kończyć niedzielny obiad smile)))
                                    a tak nawiasem, jakby posadzić cały nasz wątek przy stole, to wyszłaby już niezła ekipa.
                                    Życzę więc z tej okazji wszystkim smacznego obiadu Jolasmile
    • hanti Re: WIELE DZIECI I INNI 29.08.04, 21:11
      wtam, troszkę sobie poczytałam o waszych dzieciach.....jak ja wam zazdroszczę.
      Ja mam dwoje szkrabów: Kubusia 27.01.2002 i Karolinkę 17.12.2003. Strasznie
      chciałabym powiększyć swoją malutką gromadkę, ale lekarz powiedział że możemy na
      ten temat poromawiać kiedy dzieci będą starsze (nie mogę donosić żadnej ciąży i
      musiałabym leżeć...ale to nieważne).
      Mam nadzieję że może kiedyś...pozdrawiam was serdecznie i życzę dużo
      cierpliwości, wytrwałości, a przedewszystkim nieskończonych pokładów miłości dla
      wszystkich dzieciaczków. Może kiedyś dołączę do was jako mama gromadki moich słońc.
      Ania mama Kubusia i Karolinki
          • ada16 Re: Witaj Aniu i zostań :) 30.08.04, 10:33
            U nas:
            Najstarszy wrócił z rowerem, średnia pojechała bronić Westerplatte - od
            wczoraj do 4.45 1 września ( harcerka).
            A ja przywoże, odwożę, piorę ( pakują się sami).
            A młody w niedzielę ( matko pamiętaj: niedzielna praca w niwecz sie obraca )
            przewrócił, potłukł, rozlał - litr różowej farby na brązowych kaflach .
            Chciałam zapaćkać brudne ślady na ścianie.
            • ada16 Re: Witaj Aniu i zostań :) 31.08.04, 09:31
              Czyżbym została sama na placu?
              Jak tam przygotowania do szkoły?
              Wszystko gotowe?
              Moja córka jutro bladym świtem wraca, a porem pędzi na rozpoczęcie roku w nowej
              (nowo zbudowanej!) szkoły.
              Myślę, że to duża frajda chodzić ( niestety tylko rok) no nowej fabrycznie
              szkoły.
              Wszystko czyste, całe, niezniszczone, ma smarkula szczęście!
              • jol5.po wielkimi krokami zbliża się wrzesień :)))) 31.08.04, 10:06
                jestem, jestem, przecieram oczy i już się wpisuję
                znaczy się Ada wszystkie dzieci w domu smile, czy jeszcze rowerowy syn w trasie??
                My się powoli przestawiamy z trybu wakacyjnego, próbowałam zacząć od hasła "idziemy wcześniej spać" - ale efekty mizerne. Za to potrzeby materialne wzgledem szkoły - chyba już załatwione, tornister dla pierwszoklasistki gotowy, wszelkiego rodzaju kredki, flamastry, zeszyty też.`
                I znowu za kilka dni będę przez połowę dnia mamą dwójki. A starsza trójka będzie uczyła się kulturalnie w jednym miejscu (prawie) - w dwóch szkołach, ale oddalonych tylko jedną przecznicą. Poprzednie lata bowiem charakteryzowały się tym, że każde dziecko w inne miejsce musiało z rana dojechać.
                • jola.wie Re: wielkimi krokami zbliża się wrzesień :)))) 31.08.04, 11:26
                  smile) jolu, my hasło "chodzimy wcześniej spać" próbujemy skojarzyć z "wstajemy
                  wcześniej", no i efekt jest taki, że mamy raban dwa razy dziennie, a efekty,
                  eh, lepiej nie mówić! Marek to już dorosły, więc niby czemu ma chodzić wcześnie
                  spać, a Anka i tak nie może zasnąć z ekscytacji szkołą, dzisiaj w nocy już
                  chyba w ogóle spac nie będzie! smile) Dzisiaj bezlitośnie zerwałam za pięć ósma z
                  łóżek, to następną godzinę leżeli przed telewizorem.... a ja zbliżam się do
                  końca zmagań bluzkowo-spódniczkowych, to im nie przeszkadzałam smile). Lancę
                  podjęłam wczoraj, bluzeczka jest urocza, to znaczy Anka wygląda w niej uroczo :-
                  ), spódniczka prosta jak drut, jeszcze tyko wstążki do włosów muszę zakupić w
                  pasmanterii i gotowe! No i nieszczęsną tytę (rożek ze słodyczami) z którą nie
                  wiem jak się obchodzić, bo nie jestem ze Śląska, muszę popytać autochtonów,
                  albo przynajmniej tych, co mają lepsze pojęcie. Tylko jak się zdradzić z
                  brakiem pochodzenia, wszak uchodzę tu za "fajno dziołcha"...? (jeszcze mi się
                  kłaniac przestaną?)
                  Odrobina retrospekcji:
                  Urodziny Marka wbrew oczekiwaniom i najśmielszym marzeniom zakończyły się w
                  kinie! Mąż wrócił o 18.00 zamiast ciemną nocą z delegacji i w pięć minut dął
                  się wrobic w opiekę nad dzieckiem, tak więc zdążyliśmy na seans 18.45
                  (Garfield)! Nic to, że już po pół godzinie odpowiadałam na rozpaczliwe sms-y z
                  pytaniem gdzie są smoczki, bo i tak na nic się to zdało - Madzia smoczka nie
                  chciała! smile)) (ja nie wiem na jakiej podstawie jeszcze się łudzimy, że kiedyś
                  będzie inaczej?)
                  Pozdrawiam i lecę do fryzjera, żeby jutro nikt litościwie nie pomyślał, ze
                  matka trójki dzieci oczywiście nie ma czasu dla siebie i że to zrozumiałe...wink
                  he he
                  Witam koleżanki nowe!
                  pa
                    • agnjan dbać o siebie, dbac o siebie :-) 31.08.04, 18:45
                      tak sobie pomyślałam po poście joli, że faktycnzie - mam to samo: od kiedy
                      jest Szymek i jestem w ciąży (prawie ten sam moment, a hop siup i jest nas
                      sześcioro smile))) ) staram się dbać o siebie "ideowo" - matka czwórki, na
                      dodatek z najmłodszym w brzuchu niezbyt wyglądająca z powodu tego brzucha i
                      innych wałeczków musi BARDZIEJ o siebie dbać, bo reprezentuje... mamy
                      wielodzietne!! obala schematy!! smile))))

                      to samo z dziećmi - muszą być szczególnie czyściutkie, ubrane dobrze (no
                      niestety nie markowo, tego nie przeskoczymy, ale modnie i ładnie, a co!), bo
                      nie są "siódmym dzieckiem stróża" albo "z patologicznej, wielodzietnej
                      rodziny" tylko rodziny WSPANIAŁEJ bo wielodzietnej smile))))

                      taka jakaś neofitko-aktywistka jestem??? smile))))))))))))))))))))))
                      • jola.wie Re: dbać o siebie, dbac o siebie :-) 31.08.04, 19:58
                        Wróciłam od fryzjera, różnica niewielka, włosy wyglądają na jeszcze bardziej
                        zdbane niż przedtem smile), ale fryzjerka zrelacjonowała mi, ze po moich
                        poprzednich odwiedzinach salonu (z dziećmi, bo Marek był strzyżony i Anka miała
                        podcinane końcówki, a Madzia bo wiadomo) wywiązał się taki oto króciutki
                        dialog:
                        "te dzieci to wszystkie są tej pani?" spytała jakaś klientka
                        "tak"
                        "odważna kobieta!"
                        !??! nie wiem, jak mam to interpretować, ale zrobiło mi się miło wink
                        Jestem zdania, że spoczywa na wielodzietnych (świadomie wielodzietnych)
                        odpowiedzialność propagowania tej dzietności i zachęcania do posiadania dzieci
                        w ogóle, pamiętam jak znajomi, kiedy dowiedzieli się o naszej trzeciej ciąży,
                        uruchomili myślenie w kierunku kolejnych dzieci albo dzieci w ogóle. Bo w kręgu
                        naszych znajomych i przyjaciół szczytowe osiągnięcie to dwójka. I zadeklarowany
                        koniec na tym. Ja się w tych okolicznościach czuję jako trzykrotna matka po
                        prostu niesamowicie! w sensie pozytywnym niesamowicie, a trójka to dopiero
                        pogranicze wielodzietności...wink
                        • joanka741 Re: dbać o siebie, dbac o siebie :-) 31.08.04, 20:30
                          Ja mam podobne wrażenie i co najlepsze od wielu kolezanek usłyszałam że
                          chciałyby miec 3 dziecko ale...
                          albo maż nie chce albo sie boja o finanse.Nie dziwie sie im bo fundować sobie
                          dziecko kiedy np nie ma sie pracy...... to chyba srednio rozsadne.
                          Ja moge liczyc tylko na siebie i ewentualnie rodzine meza ale z pustego i
                          salomon nie naleje więc...musze polegac na sobie a raczej na mężu .wiadomo ze
                          jeśli decydujemy sie na wiecej dzieci to trzeba zostac w domu,babcie sie nie
                          zajma nawet kiedy pracowałam i byłam w ciąży,kiedy dzieci chorowały musiałam
                          isc na opieke(a gadziory chorowały cały czas na zmiane przez 3 msc) gdybym nie
                          była w ciąży na 100% zostałabym zwolniona,mąż też ze 2 razy poszedł na opieke i
                          juz sie w pracy osłuchał
                  • agnjan Re: wielkimi krokami zbliża się wrzesień :)))) 31.08.04, 21:59
                    joanka - moja Małgosia chodzi do szkoły muzycznej (teraz 2 klasa) - jenak to
                    spore obciążenie - dla niej, bo ćwiczyć trzeba i często koncerty w soboty są,
                    dla mnie bo wożę ją albo sama samochodem (Szymek z nami, Jasio na jakiś
                    specjalnie w ten termin zaaranżowanych zajęciach, w ubiegłym roku np. basen)
                    albo opiekunka;

                    no właśnie - mamy opiekunkę - czasem nie wyobrażam sobie, jak moglibyśmy obyć
                    się bez niej, tym bardziej, że ja pracuję - tyle o ile, niewiele, ale jednak
                    kilka razy w tygodniu wychodzę a najbliższe niepracowanie (nota bene niepłatne,
                    bo ja działalność jestem) to macierzyński... smile

                    opiekunka ma tyle wad, że aż mi się czasem płakać chce: spóźnia się
                    (najczęściej oczywiście wtedy, kiedy jade na konkretną godzinę do sądu!!!!),
                    zapomina dobrze zapiąć wózek (w naszej złodziejskiej klatce schodowej), nigdy
                    nie sprząta po zabawie (a ma zacięcie do prac plastycznych - lepienie
                    plasteliny - czytaj "wydłubywanie przeze mnie plasteliny z dywanu", lepienie z
                    gopsu - czytaj "ścieranie przeze mnie zeschniętych kupek gipsu z obrusa",
                    malowanie - czytaj "pranie przeze mnie plam" smile)))))))))))))), kładzie Szymka
                    spać, kiedy tylko ma na to ochotę, co skutkuje potem trudnościami w zasypianiu
                    popołudniu i wieczorem, źle odkłada słuchawkę telefonu i nie mogę sie do domu
                    dodzwonić, zdaża jej się nie dopilnować odrobienia lekcji, czy ćwiczenia na
                    pianinie i tak dalej, i tak dalej...

                    i ma dwie podstawowe wady:
                    1. nie widzi problemu w opiekowaniu się trójką, czy czwórką dzieci w tym
                    niemowlętami, w tym wożeniem na zajęcia smile
                    2. dzieci ją uwielbiają!!! ona uwielbia moje dzieci!!! (ostatnio zachwyca się
                    Szymkiem, na co ja powtarzam, że to genetyczna nadzieja naszej rodziny - nie ma
                    naszych paskudnych genów i dlatego taki sliczny i mądry smile))))))))))))))
                  • jol5.po Re: wielkimi krokami zbliża się wrzesień :)))) 31.08.04, 23:20
                    no, 80% w łóżkach, pozostałe 20% też już przysypia na moich rękach (22.10). Fajnie smile))
                    Ada - przepraszam, oczywiście, że syn twój wrócił, a ja głupia się pytam czy wrócił, kiedy pisałaś już wcześniej, że wrócił - czytanie bez zrozumienia, czy co?? wstyd!! Ale o różowych łapkach na kaflach i ścianie oczywiście doczytałam, zeszło czy nie??
                    Ja też czuję na sobie odpowiedziałność reprezentowania matek szczególnych, bo wielu dzieci, dlatego wiem, że kiedy innym dzieciom można coś z cerą założyć, to moim nie powinno się. Powinno się je ubrać ładnie, zawsze odprasowanie itd. Powinnam ja wyglądać elegancko itd.
                    Ale prawda jest taka, że jestem ogromną bałaganiarą i jestem okropnie roztargniona. Dzieci wyglądają jako tako, ale mi do elegancji to chyba trochę brakuję. Nie jestem chyba z tych kobiet, które są z modą za pan brat, już raczej bardziej będę się orientowała jakie książki własnie wydali i co interesującego leci w kinach (najczęściej teoretycdzniewink niestety). No dobra, nie jest aż tak źle, ale makijaż najczęściej zostaje w domu, a ja wychodze bez wink))
                    (raz o zgrozo dawno, kiedy jeszcze miałam zajęcia ze studentami zapiął mi się krzywo swetr i nie zauważyłam tego, głupio tak, no nie? Ale na szczęcie reprezentowałam wtedy siebie, a nie wielomatkęwink
                    No właśnie, bałaganiara i roztargniona - to też odpowiedź na twoje Joanko pytanie, jak tam u mnie ze zorganizowaniem się. Więc znam to uczucie, że przychodzi wieczór, nie wiadomo w co ręce włożyć, a najbardziej chce się spać. Wogóle to najczęściej się przy karmieniu po prostu zasypia i nici z prac nocnych. Ale Mela jest taka malutka, przecież u ciebie zmęczenie to cały czas jeszcze fizjologia. A ile dzieci maszeruje ci do przedszkola? Dwa czy jedno? Mój 3 latek (X.01) posiedzi jeszcze rok w domu.
                    Jola, widziałam zdjęcia, te madziowe włosy są niesamowite!! Ale urosły nie tylko one, Madzia też!!
                    No tak, wiedziałam, że coś się szykuje, mały na moich kolanach ma 38,3. Coś mi jego wcześniejsze zachowanie pachniało gorączką. Hmm, zobaczymy co się z tego wykluje sad
                    Dobranoc więc i oby wątkowe maluchy były zdrowe
                    Jola
                    • barbamama Re: wielkimi krokami zbliża się wrzesień :)))) 31.08.04, 23:47
                      Buuu Jolu koniecznie napisz co z Synkiem !!!

                      Tez cieplutko witam nowe Mamuski: hanti, joanke i anke czyli bietkę2 co pode
                      mna wink
                      Ada gratuluje zdanego "kursu rowerowego Syna", Jola.wie- moje dziewczynki na
                      hasło" jutro do przedzskola" poszły spac o 20:30- totalny szok, plecaczki
                      spakowane, posciel Zuzinkowa naszykowana, skarby Ali do Klasy "0" równieżsmile,
                      ja lekka przerażona bo wcale nie wypoczeta od dzieci mam uspokajac i tulić
                      jutro gropmadkę przerazonych trzylatków - po raz pierwszy od 12 lat ma pietra-
                      czy dam radę ??
                      Agnieszka , ze zdjęc wynika że dodrze Was natura obdarowała, nie narzekaj na
                      geny, coby nie było Szymek i tak cud miód, aaa ostatnio nie moge wejśc na Waszą
                      stronę non stop jest komunikat ze nie może odnaleźć strony sad
                      Acha jeszcze jeden "egzamin" mnie czeka, 6 idziemy razem z Maciusiem na
                      godzinkę do żloba i tak powoluku do całego dnia - nie wiem jak to mój "Cud-
                      miód" wytrzyma ..... taki cycus zawodowy, nie usnie bez przytulania na rekach,
                      nota bene szaleje przy kabelkach, jak mi wyłaczy kompa - niebedę miła bo wiele
                      razy zabierałam się aby cos napisać ..
                      Tak więc jak dobrze pójdzie to dziewczynki do przedszkola ( o to się nie
                      martwię) Maciej do żłoba- to już gorzej sad, za rok bedzie : Ala do szkoły,
                      Zuzek- przedszkole, Maciej złobek. A wogóle obliczyłam (taka jest u mnie taka
                      róznicwa wieku) że za 12 lat(tj 2016) Ala bedzie miała maturę, Zuzia egzaminy
                      do LO, Maciek do gimnazjum .... ale będzie wesoło, schudnę pewnie w końcu smile
                      Pozdrawiam Was cieplutko, jutro do pracy Jola5- ja też pewno wyskocze bez
                      makijażu- zero czasu na bajery sad, a jak już jest to nie ma czasu wieczorem aby
                      to pozmywac i rano straszę.......... na dzień dobry mesza potem dziatwę smile
                    • joanka741 Re: wielkimi krokami zbliża się wrzesień :)))) 01.09.04, 20:56
                      No Melasek malutki ale mało kłopotliwy,najbardziej mi daje w kosć środkowy
                      rodzynek łobuziak paskudny,strasznie go kocham ale czasem płakac sie
                      chce,wszystkiego musi dotknac , polizac , nacisnac .
                      Dzisiaj mnie zestresował-poszłam do mojego miejsca pracy a tam winda wielka
                      atrakcja,bo sa tylko 3 w dębicysmile) Szpital ,Urząd Miasta i Biuro tatysmile)
                      namietnie nimi jezdzismile.
                      Wyobrazcie sobie ze polecial przodem a winda akurat otwarta stała na pietrze
                      wleciał do niej i cudem mi nie odjechał . Byłam przerazona,ja z wozkiem nie
                      wiadomo na które pietro trzeba po odbior biec,juz to oczami wyobrazni widziałam
                      (dostał w tyłek w windzie wyobraznia zaszkodziłasad).
                      W pracy po kolei w każdym pokoju ruszał wszystko od faksów do kluczy w drzwiach
                      myslałam ze sie ze wstydu zapadne wrrrrrrr
                      Dzisiaj wyrobił 200% normy.Na złe zachowanie,co 30 min był wrzask wywalił sie
                      kilka razy,draznił pitbulla przez siatke,mozna zwariować,kiedys go pies zje jak
                      tak dalej bedzie robił.Boje sie o niego bo wszystkiego chce doswiadczac,nie
                      wierzy mi ze sie może cos zle skonczyć,jak takiemu 3 latkowi to uzmysłowic???
                      Jolu Oliwka chodzi do przedszkola Szczepek tez chodził a wtym roku idzie od
                      pazdziernika,chce żeby sie małe dzieci przyzwyczaiły bo teraz strasznie placza,
                      na naszej grupie ma byc 36 dzieci w tym 32 na cały dzień!!!!!!!!!!
                      Ja tez go zapisałam na cały dzień bo starsza córka tak chodzi a nie bede latac
                      2 razy do przedszkola,ale troszke sie boje taki tłok(!)
    • bietka2 Re: WIELE DZIECI I INNI 31.08.04, 22:24
      Czesc dziewczyny. Poczytalam sobie troche Wasz watek i wygladacie juz na niezle
      zzyte, ale moze przyjmiecie mnie jeszcze do swojego grona. Ja co prawda nie
      kwalifikuje sie jescze na wielodzietna, bo trzecie dopiero w drodze (15 tc),
      ale troche sie juz tak czuje, szczegolnie na tle moich znajomych. Duza ich
      czesc w ogole nie ma dzieci, a co dopiero troje czy wiecej. Ale my w ogole
      dziwolagi jestesmy. corke urodzilam jak mialam 24 lata, kiedy moje kolezanki
      nie wyszly jeszcze z etapu sobotnich podrywow itp.

      A co do zadbania, to niektorzy moi znajomi uwazaja za super komplement, jak
      mowia: wyobrazcie sobie ona ma dzieci, a robi jeszcze to i to, a jak wyglada"
      Ja mam wtedy mieszane uczucia, bo dzieciaki przeciez to nie wyrok, wrecz
      odwrotnie. Ale podziwiam te ktore maja 4 czy 5, ja choc zawsze marzylam o duzej
      rodzinie, to chyba zatrzymamy sie na trojce.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za te dzieciaki ktore jutro rozpoczynaja szkole.

      Ania, mama Zosi (4,5 l), Ludwika (niecale 2 l) i Basi lub ? (15 tc)
      • jol5.po Witaj, witaj :))) 31.08.04, 23:39
        Witaj Aniu!!!!.
        Zaczęłam pisać tak dawno, że po drodze wskoczyły jeszcze dwa posty. Koniecznie więc spieszę Cię przywitać i donieść, że Agnieszka (angjan), która przed tobą pisała, też w ciąży. Szykuje się więc na wątku trochę odważnych maluszków, co wyskoczą na świat w 2005r. Wow, ale fajnie.
        Ja szkołę muzyczną przerabiałam na własnej skurze, bo kończyłam 8 klas (skrzypce), ale o tym już kiedy indziej opowiem - faktycznie obciążenie duże. Ale wszystko można... smile
        rany Agnieszko, to ty jeszcze pracę ciągiesz. Dużo siły więc życzę!!
        Jola
        • ada16 Re: Witaj, witaj :))) 01.09.04, 09:11
          W temacie postanowień:
          -jako wielodzietna matka, aby nie przynosić ujmy innym zadbanym , na piątek
          zaplanowałam fryzjera - choć poza kolorem niewiele fryzjer ma do roboty, jako
          że nosze kok/koczek.
          -makijaż i te sprawy zazwyczaj jest , chociaż czasem , szczególnie w sobotę
          zdarza się lenistwo.( Zawsze w takim momencie myślę o mojej mamie, która nawet
          w domu pociągała usta pomadką, a uciułane dolary wydawała na tusz, puder w
          Pewex-ie ( czy ktoś jeszcze pamięta tamte czasy?!))

          w temacie szkół:
          -moja średnia w tym roku kończy gimnazjum, przed nami szał dostawania się do
          liceum
          -w kolejnym roku matura syna i oczywiście pytanie co dalej, niestety młody nie
          jest jeszcze zdecydowany.
          -Kubuś na szczęście ma jeszcze czas na szkołę.Obecnie mamy panią, która pilnuje
          go , bawi się, karmi, dużo spaceruje. Prac domowych nie wykonuje.

          Ach, jeszcze melduję, że Westerplatte obronione( Moja córka! )
        • jol5.po więc już wrzesień 01.09.04, 09:14
          u mnie już po wszystkim, znaczy się po godzinie zero, którą dla mnie jest wyprawienie dzieci do szkoły.
          Oczywiście zaspaliśmy sadale na szczęście nie tragicznie). Zaczęło się od tego, że dzieci budziły się z większą częstotliwością niż zwykle, część przeżywała, że to już jutro..., część nie mogła spać, bo znowu objawiły się komary, a mały jakoś tak częściej pił przez sen (wiadomo gorączka, picie to akurat dobry znak, a rano jak ręką odjął - nicsmile, ciekawa sprawa)
          Więc ranek był trochę nerwowy: wstawać, wstawać, zaspaliśmy - ubieranie, sniadanie poszło szybko. Tylko Agnieszka powtarzała przez łzy: - nie chcę zostac sama, nie chcę zostać sama, nie...
          Ola chodziła naburmuszona i też powtarzała: i znowu się spóźnię, oczywiście, że znowu się spóźnię, dlaczego ja się ciągle musze spóźniać...
          Potem przejął ich tata i... udalo się: wszyscy już na miejscach, nikt się nie spóźnił. To chyba dobra wróżba, tak na początek smile)
          Barba - 12 trzylatków, toż to prawdziwe wyzwanie. Powodzenia!! Szkoda, że gdzieś przy nich nie może przechować się Macius. A dziewczynki też tam chodzą, gdzie ty i 12 trzylatków?? Zawsze to fajnie byłoby je miec na oku.
          Powodzenia wszystkim. Więc do nowego roku szkolnego przystąp smile))
            • jola.wie Re: więc już wrzesień 01.09.04, 14:35
              E tam, bez przesady z tymi makijażami, dziewczyny, mój też się okroił znacznie,
              teraz już tylko podkładzik, cień rumieńca i rzęsy, minuta siedem i gotowe! Jak
              gdzieś jadę, po dziecko albo coś załatwić, wtedy szybko nakładam, a makijaż
              świeży wygląda olśniewająco, a razem z nim i ja smile)
              Jolu, to chyba normalne, że mając dzieci zamieniamy różne rozrywki, własnie
              zamieniamy, a nie rezygnujemy. Do kina się nie da? Trudno, ale nie mam z tego
              powodu kompleksów, zawsze się coś wrzuci w odtwarzacz, czasem ktoś jakąś nowośc
              przyniesie, zresztą, to co w kinie leci przeważnie nie nadaje się do oglądania
              dla przeciętnie inteligentnego, a "kamienie milowe konematografii" prędzej czy
              później i tak się zaliczy.(byłam ostatnio w kinie i strasznie mi przeszkadzał
              smród popcornu - jak brudne skarpetki sad() Zresztą, mam ja to z kim rozmawiać
              na temat: co widziałam w kinie ostatnio? (choć takie pytania ponoć pojawiają
              się np. na rozmowach kwalifikacyjnych) A oczytana jestem dość dobrze na tle
              moich zapracowanych koleżanek, kiedy karmię Madzię to czytam, wtedy ten czas
              mnie tak nie boli, bo Madzia przysysa się często i na długo...wink
              Dzieci zerwały się z łóżek dzisiaj bez protestów i Anka od razu chciała
              wskoczyć w swoje świąteczne ubranko, powstrzymaliśmy ją przed włożeniem bluzki
              na szczęście, bo zupa mleczna z nesquikami pociekła na spódnicę, taka była
              ekscytacja, dało się wytrzeć bez śladu, ale tata był silnie zestresowany...:-
              ))) Zdjęcia z pierwszego dnia już na "zobaczcie" do zobaczenia jutro/pojutrze.
              To była jedna szkoła, potem popędziliśmy do drugiej, Marek bardzo się różni od
              swoich kolegów - oni jakoś tak nie wyrośli. No więc inne mamy wydziwiały, a że
              my jeszcze z Madzią-kudłatą-sensacją, to już w ogóle, ale nie ma się co dziwić,
              na Dzień Matki w szkole byłam jeszcze z brzuszkiem, a tu już z takim bobasem!
              Pozdrawiam na razie, coś jeszcze miało być, ale wiecie, Madzia.... coś jej
              akurat "nie pasi"
              Jola
              mama Marka, Ani i Madzi (25.05.04)
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13243231
              • jol5.po Re: więc już wrzesień 01.09.04, 22:41
                naszukałam się Joanko twojego postu - bo ktoś się wpisał, a tu śladu nie ma - ale jest, więc wrzucam jeszcze raz, co by go było widać smile)

                Autor: joanka741
                Data: 01.09.2004 20:56

                No Melasek malutki ale mało kłopotliwy,najbardziej mi daje w kosć środkowy
                rodzynek łobuziak paskudny,strasznie go kocham ale czasem płakac sie
                chce,wszystkiego musi dotknac , polizac , nacisnac .
                Dzisiaj mnie zestresował-poszłam do mojego miejsca pracy a tam winda wielka
                atrakcja,bo sa tylko 3 w dębicysmile) Szpital ,Urząd Miasta i Biuro tatysmile)
                namietnie nimi jezdzismile.
                Wyobrazcie sobie ze polecial przodem a winda akurat otwarta stała na pietrze
                wleciał do niej i cudem mi nie odjechał . Byłam przerazona,ja z wozkiem nie
                wiadomo na które pietro trzeba po odbior biec,juz to oczami wyobrazni widziałam
                (dostał w tyłek w windzie wyobraznia zaszkodziłasad).
                W pracy po kolei w każdym pokoju ruszał wszystko od faksów do kluczy w drzwiach
                myslałam ze sie ze wstydu zapadne wrrrrrrr
                Dzisiaj wyrobił 200% normy.Na złe zachowanie,co 30 min był wrzask wywalił sie
                kilka razy,draznił pitbulla przez siatke,mozna zwariować,kiedys go pies zje jak
                tak dalej bedzie robił.Boje sie o niego bo wszystkiego chce doswiadczac,nie
                wierzy mi ze sie może cos zle skonczyć,jak takiemu 3 latkowi to uzmysłowic???
                Jolu Oliwka chodzi do przedszkola Szczepek tez chodził a wtym roku idzie od
                pazdziernika,chce żeby sie małe dzieci przyzwyczaiły bo teraz strasznie placza,
                na naszej grupie ma byc 36 dzieci w tym 32 na cały dzień!!!!!!!!!!
                Ja tez go zapisałam na cały dzień bo starsza córka tak chodzi a nie bede latac
                2 razy do przedszkola,ale troszke sie boje taki tłok(!)
                • agnjan Re: więc już wrzesień 01.09.04, 22:57
                  joanko to tych dzieci jest 32 czy 12? bo jak 32 to tłum okropny!!!!!!!!!!!

                  ada - myślałam sobie dzisiaj o Was i o waszej dzielnej obrończyni - harcerce,
                  głównie wtedy, gdy mówili o... Wieluniu smile)) ?????

                  jol.po - a wiesz, z ciekawostek, ja też po szkole muzycznej - 8 klas
                  wiolonczeli zaliczyłam i potem jeszcze 2,3 liceum (bo nauke ukończyłam w dniu
                  osiemnastych urodzin odmawiając dalszego ćwiczenia - hehehe smile )

                  bietka - witaj smile nasz dzidziuś przyjdzie na świat (jeśli sie zbytnio nie
                  pospieszy) na początku roku, już pewnie w przyszłym tygodniu, jeśli da się
                  podejrzeć, okaże się, czy to facecik czy kobietka smile
                  • bietka2 Re: więc już wrzesień 01.09.04, 23:15
                    Ja mam termin na 20 lutego 2005, wiec beda w podobnym wieku. Dzisiaj moje
                    starsze maluchy spiewalu do brzuszka kolysanki, Ludek probowal powtarzac po
                    Zosi, ale jeszcze kiepsko u niego z mowieniem (bylo: pij dzidzi pij, kokam
                    dzidzi), ale bylo to super slodkie.

                    Powiedzcie mi jak to jest z tymi srodkowymi dzieciakami, ja jakos sie martwie,
                    ze moj synek poczuje sie odrzucony, bedzie mial 2 l i 3 mies. Moja starsza
                    swietnie przyjela brata miala 2 l i 9 m i wydaje mi sie, ze wiecej z tego
                    wszystkiego kumala. Boje sie, ze Ludek jako ten srodkowy bedzie sie czul zbyt
                    malo zindywidualizowany, z tego powodu podobno lepiej, zeby byla teraz
                    dziewczynka. Pewnie przejmuje, ze na zapas, ale on nie jest taki przebojowy jak
                    jego siostra i moze czuc sie mocno zagubiony w calej tej sytuacji.

                    Pozdrawiam
                • jol5.po Re: więc już wrzesień 01.09.04, 23:36
                  oj narozrabiał Szczepanek - straszny widok, dziecko odjeżdżające windą, brr. Mi zdarzyło się tylko dziecko odjeżdżające tramwajem, a ja na zewnątrz. To w naszej rodzinie zdarzyło się już kilka razy i mamy opracowany plan na te okazje. Dziecko wysiada na następnym przystanku i czeka.
                  Ciężko załatwić coś z dziećmi, wszelkie urzędy - pielgrzymka z maluchami jest wręcz karkołomna. Też zdarzało mi się załatwiać sprawy, więc ja swoje, zdenerwowana, spocona, a one własne równoległe życie poszukiwaczy przygód prowadziły. Teraz jakoś tak się porobiło, ze większość spraw załatwia mąż, ale kiedys było inaczej...
                  Ja doszłam ostatnio do stanu zmęczenia materiału, wieczorem kiedy mam nadzieję zrobić jak najwięcej, dzieci śpią, nawet nie to, że padam (padam w ciążach, w połogach i czasami jeszcze w innych chwilach), ale mi sie po prostu nic nie chce, bo i tak mam swiadomość, że dużą część ruchów (soprzątanie) znowu trzeba bedzie zaraz jutro powtórzyć. Więc siadam przy tej klawiatzurze, cały bałagan mam gdzieś, a co wink)
                  Pisałyscie dziewczyny, że 3. dziecko wywołało duże zdumienie dookoła. I tak było u mnie. Zdziwienie, szok. Wychodzi się tym 3 dzieckiem poza schemat, więc i ludzie adekwatnie się dziwią. Przy czwartym niestetywink już nie ma takich emocji. Wszyscy dokoła już maja zakodowane, że wy trochę inni, dziwniwink A piąte.. Ostatnio ktoś znajomy pytał mnie, ile to własciwie mam 4 czy 5. Taka liczba dzieci to już abstrakcja dla niezorjętowanych.
                  Nieznajomi, ludzie na ulicy, w tramwaju liczą często, ile to za mną maszeruje dzieci i dziwią się, ale szczerze mówiąc, sama bym się ogladnęła, za taką pokaźną rodzinkąwink.
                  Tyle z refleksyjnych wynurzeń.
                  Jola i co z tą tytką, udało sie, dalej gadają o tobie "fojno dziołcha" i się kłaniają sąsiedzi???
                  Wszelkie wakacyjne mamy, czas zacząć nowy rok szkolny i wrócić z urlopów, Ewy, Ola, Magda i wszystkie klubowiczki czas nieubłagany na wasze głosy wink)))) Jola
                  • jol5.po Re: więc już wrzesień 01.09.04, 23:47
                    Fajnie się spotkałyscie z tymi brzuszkamismile) Agnieszko i Aniu. Poczatek przyszłego roku będzie emocjonującysmile)
                    12 dzieci jest u Barby (Warszawa), a 36 u Joanki w przedszkolu.
                    Agnieszko, po 8 latach szkoła muzyczna zrezygnowała ze mnie, ale szczerze mówiąc, to była odpowiedź na moje modlitwy, bo nie umiałam zrezygnowac sama. Ale dzisia zagram "Dla Elizy" nawet dobrze, a inne rzeczy troche dukam, ale ujdzie (w końcu to tylko na potrzeby dzieci i sąsiadów, no i kolędy z pianinem zawsze lepiej wychodzą).
                    Aniu - jutro wrzuce przemyślenia o srodkowym dziecku, bo teraz juz czas już mały coś popłakuje, a to ciekawy temat i szerzej go trzeba obgadać wink
                    Dobrej nocy więc jolasmile

                    • ada16 przygoda z pociągu 02.09.04, 08:28
                      A mnie się zdarzyło w wieku 6 lat, że jechaliśmyy skm-ką z nowo kupionym
                      pięknym płaszczykiem dla mnie , ja go miałam pilnować, no i oczywiście
                      zostawiłam go w pociągu.
                      Zorientowaliśmy się zaraz po wyjściu z wagonu, mój tata rzucił się spowrotem.
                      Wysiadł ze zgubą na następnej stacji, do domu przyjechał później, ale własne
                      przeżycia i strach pamiętam do dziś....

                      Czy połknięty plasterek "wyjdzie ", czy grzać do lekarza?, czyli Kubuś w akcji.
                      Kubusiowi zrobiło się coś na paluszku ( ranka, ropka, stan zapalny , jednym
                      slowem -coś.
                      Lekarka- maść+ plasterek, ok.
                      Wykonałam wczoraj jej wolę, ale po 15 min. plasterek zniknął, a Kubuś
                      smakowicie mlaskał.
                      Co robić???
                      • jola.wie Re: przygoda z pociągu 02.09.04, 09:49
                        Ada 16 - plasterek powinien wyjść, można mu może pomóc śliweczką czy morelką
                        czy nie wiem, co można stosować u małych dzieci...smile))
                        Co do "padnięcia" - z zasady nie bierzemy tego pod uwagę, inaczej nasze
                        małżeństwo chyba już by nie istniało...z inicjatywy mojego męża - PADAM co
                        wieczór, choć rzeczywiście najgorsze już za mną. Teraz jestem w stanie po
                        zaśnięciu jeszcze się obudzić, choć to bardzo bolesne, robię to na siłę,
                        zapijam gorącą herbatą, szczypię się po policzkach, wszystko po to, żeby
                        moja "sierota" nie siedziała osamotniona przed telewizorem. Koszmar, bo potem z
                        kolei nie moge zasnąć, a wiadomo, że karmię w nocy i pierwsza rano wstaję.
                        Co się tyczy tzw. "sprzątania" - ostatnia taka akcja została szczegółowo
                        zrelacjonowana na niniejszym wątku, teraz jest tak, że gdzie nie zajrzę to
                        szybko stamtąd odchodzę: nie mam SIŁY. Nie mam siły na tę ogłupiającą robotę.
                        Tak to jest, że jak chodzimy do pracy i jesteśmy dużo poza domem, to marzymy
                        sobie jakby to było fajnie posiedzieć znowu w domu. Jak to było fajnie, jak się
                        Ania urodziła i pół roku "siedziałam" w domu: obiadki, spacerki, zabawy z
                        dzidziusiem - tak to właśnie wygląda z perspektywy, zwłaszcza w cudzych oczach,
                        tylko czemu się nie pamięta do cholery tej całej męczarni, tego zmęczenia i
                        niewyspania, tego, że do obiadku trzeba iść na zakupy, a potem go ugotować,
                        żeby potem smacznie wspominać, że człowiek wściekły zamiast bawić się z
                        dzidzią, wrzuca dzidzię do łózeczka i dzidzia bawi się tam z jakąś kolorową
                        szmatą, bo ja akurat mam do zrobienia coś pilnego, niekoniecznie ważnego? Że
                        mąż ciągle się dziwi, że ja nie wiem, gdzie są jego majtki czy skarpetki, wszak
                        chyba robiłam pranie? nie? czemu, przecież "siedzę" w domu? podlałam kwiatki?
                        nie? jak to nie miałam czasu? i tym podobne... To się wszystko przypomina przy
                        kolejnym dziecku i po dwóch miesiącach człowiek marzy, jak to było cudownie jak
                        się chodziło do pracy, człowiek po przyjściu miał CZAS żeby usiąść...
                        No właśnie, Kierowniczka Zamieszania ma dosyć zabawy z "kolorową szmatą" w
                        łóżeczku wink
                        Anka do odebrania ze szkoły o 11.30, obym się wyrobiła na zakrętach..... a od
                        rana taka zaaferowana, nie umiała nic zrobić, tylko gadała, gadała i gadała...
                        ale zdążyli na szczęscie.
                        Tytka: okazało sie, że mó mąż był bardziej oświecony ode mnie, ja zawsze
                        myślałam, że tytkę dziecko dostaje jako prezent jak już się znajdzie
                        wśród "swoich" w klasie, a tymczasem dzieci te tyty przytargały do szkoły ze
                        sobą (niektóre większe od nich!) a potem niektóre dzielnie odtargały,w
                        większości jednak rodzice nieśli wink), "wielkie żarcie" miało miejsce w domu.
                        Tak więc dalej jestem "fajno dziołcha" smile))
                        pa
                        ps/ co z Michałkiem i jego temperaturką?
                          • jola.wie pies 02.09.04, 10:14
                            joanka, z tym psem to uważaj, bo jak to jest pies na stałej trasie, to może
                            sobie twoje dziecko zapamiętać nie daj boże....
                            Ja jestem i zawsze byłam psia mama i psów dopiero niedawno zaczelam sie bac, od
                            kiedy pojawiły sie te wszystkie -bulle i -weilery: to sa na wpol dzikie
                            zwierzeta i przez to grozne nawet dla wlascicieli, powinno sie zakazac ich
                            posiadania, ew. na podstawie zezwolenia po serii szczegółowych testów
                            (wykonanych oczywiscie na potencjalnym wlascicielu). Taka sytuacja miała
                            miejsce u ludzi których znam: syn ma uprawnienia ratownicze i -bulla czy
                            jakiegoś -weilera, z którym przeszedł specjalne szkolenie; zasłabła w domu
                            babcia i pies nie dał temu chłopakowi podejść do niej i pomóc, babcia na
                            dywanie leży nieprzytomna, pies warczy i szczerzy zeby, a chłopak bezradny.
                            Przy czym jest on jedyna osoba, której pies w ogóle sie słucha, reszta
                            domowników psa sie boi. Mysle ze nie jest to odosobniona sytuacja.
                            • agnjan Re: 4 klasa :-) 02.09.04, 11:48
                              mój Jasio dzisiaj pierwszy raz ma lekcje z nowymi nauczycielami - trochę się
                              wczoraj bał i nawet pytał, czy ja przez cały dzień aby nie mogłabym być w
                              szkole, bo może on czegoś nie zapamięta, nie zapisze i boi się, bo ci
                              nauczyciele nowi...

                              odpowiedziałam mu, że przecież ich trzydzieścioro niemal się już zna, a Pani
                              (albo Pan) jedna (jeden) i nikogo z nich nie zna, to pewnie się bardziej boi,
                              ale jakoś się nie uśmiechnął na taki żart hm... smile

                              więc się teraz trochę denerwuję i raczej konstruktywnej roboty z tego
                              dzisiejszego siedzienia w pracy to nie będzie smile dobrze, że za godzinkę
                              spadam smile tyle, że szukam dla Jasia niemieckiego, bo zgłosił zainteresowanie
                              (trzeba chwytać w lot, bo on nieczęsto do czegokolwiek takie zainteresowanie
                              zgłasza wyjąwszy oczywiście TV i komuter, brrrr...)

                              Małgosia spoko - bo to druga klasa smile

                              Szymek spoko, bo to drugi miesiąc z nianią smile

                              Dzidzia spoko, bo to brzuszek mamy i nikt nic złego nie zrobi smile
                            • joanka741 Re: pies 02.09.04, 15:13
                              Ale ten pitbullek to szczeniak jest zamkniety na terenie ogrodzonym taka
                              malutka działka chyba sie chce ktos tam budowac(?)On tego terenu pilnuje hehhe
                              wygląda to tak ze lize wszystkich po rekach jest fajny ale boje sie ze zmieni
                              zwyczaje jak szczepek bedzie na niego warczał i szczekałsad(.Ogólnie mam niezbyt
                              dobre zdanie o właścicielach bo pies bez budy tam siedzi Miski z jedzeniem tez
                              nie widziałam ani z woda!!!ludzie przesadzaja.NIESTETY TEN PIES JEST NA NASZEJ
                              CODZIENNEJ TRASIE
                              • jola.wie szkoła 03.09.04, 09:42
                                pies: pitbulek-bidulek smile)
                                szkoła: Anka wróciła zachwycona, choć zmęczona jak jasny gwint (a było wpół do
                                dwunastej!), dzisiaj już z mniejszym entuzjazmem wstawała, choć na moje
                                zapewnienia, że niedługo się przyzwyczai, wyraźnie pojaśniała smile))
                                Madzia już drugi dzień taktownie przesypia do 8.45, oby tak dalej!
                                Z psami jeszcze jedna, tym razem szalenie zabawna anekdota: moja koleżanka
                                Kasia ma dobermanicę, która czasem, wbrew woli Kasi znajduje się nie po tej
                                stronie ogrodzenia, co powinna. Więc kiedyś Kasia wsiadła do samochodu, pies po
                                właściwej stronie odmerdał na pożegnanie, Kasia ruszyła, jedzie i nagle patrzy,
                                a suka biegnie sobie na przełaj przez łączkę. Zahamowała, wysiadła, zawołała
                                psa, skrzyczała go, sprała (!), wrzuciła brutalnie do samochodu, wóciła do
                                domu, gdzie jej suka.... zamerdała jej na powitanie po tej właściwej stronie
                                ogrodzenia. Kasia zamarła, a obcy pies dał się wypuścić z auta i nie przejawiał
                                chęci zemsty... to był cud. Spłakaliśmy się ze śmiechu, kiedy nam to opowiadała.
                                • jol5.po Re: szkoła 03.09.04, 11:20
                                  Małgosia ma chyba dobre perwspektywy, żeby się zaaklimatyzować w szkole, bo w 3 klasie brat, starsza siostra dochodzi po swoich lekcjach do świetlicy szkolnej, trochę dzieci w klasie jest z przedszkola - no ciekawe, na razie jest dobrze, ale... ona w domu jest żywiołowa, wesoła. Z relacji mojego szpiega (Ola) pań w świetlicy - przez te pierwsze dni w szkole była melancholijna i ..smutna(??), dziwne. Ale moze ona sie musi rozkręcić, czas pokaże.
                                  Ada pisałaś o nowym płaszczyku zostawionym w srodku lokomocji - ja jeżdżąc od 1 klasy podstawowej tramwajami (sama) do szkoły muzycznej, notorycznie zostawiałam skrzypce na trasie. Moja mama odwiedzała potem biuro rzeczy znalezionych przy zajezdni tramwajowej i wracała z nieszczęsnym instrumentem. Nawet się specjalnie nie denerwowała, a zadażało się mi to częstowink
                                  Co do zajęć dodatkowych - w tym języków, nmieliśmy raz z naszymi dziećmi rok maksymalistyczny. Wymiślilismy z mężęm różne przydatne zajęcia, ja prowadziłam dziewczyny (tańce), mąż Jasia (zajęcia sportowe), jeszcze cos tam było, a po miesiącu był coraz większy opór materii, rezygnowały po kolei z zajęć. Teraz najczęściej chodzą na zaj ęcia które są w szkole i które sobie SAME wybiorą. I zdażyło mi się to co tobie Agnieszko, nasz jaś chce chodzić na zajęcia z j. obcego - i jest to o dziwo j. hiszpański. Wytrzymał w postanowieniu przez rok, więc chyba trzeba będzie coś przedsiewziąć
                                  Aniu - mój układ starszaków, w kwestii różnicy wiekowej, dokładnie taki jak bedzie w ciebie w przyszłym roku smile). Chociaż może ciut mniejsza była różnica, szczególnie między 1. i 2. dzieckiem. Nie pamiętam w ogóle przy starszych dzieciach oznak zazdrosci (choć może to się, zapomina??) Ola najstarsza przyjęła urodzenie młodszego brata spokojnie, mam wrażenie, że tez i siostry. Jaś też. Większe problemy były gdy Małgosia miała 4 l. i urodziła się następnma siostra - Małgosia chodziła już do przedszkola, były problemy z dyscypliną, miała napady histeri, tyle, że nie kierowała tego na dziecko a zwracała się przeciwko mnie. Agnieszka też potrafi się podobnie zachowywać. Wkurza się na mnie, chce się przytulić dokładnie wtedy, gdy karmię.
                                  Nie wiem czy to kwetstia charakteru - jaś to taki typowy facecik, robi swoje, ustawia te swoje żołnierzyki, zajęty sobą - był drugim dzieckiem, środkowym przez pewien czas i kolejne dzieci (przynajmniej tak się wydaje) nie robiły na nim większego wrażenia. Małgosia najbardziej przeżywała urodzenie następnych, a jej charakter najbardziej emocjonalny ze wszystkich (do tej porywink. Może u Ciebie Aniu też się tak fajnie skończy jak u mojej starszej trójki. A Zosia chodzi do przedszkola? Ja byłam w domu z całą trójką przez ten rok gdy urodziło się 3. dziecko (Ola poszła dopiero do zerówki) Maluszek pewnie bedzie spał poczatkowo, a potem sposobem Joli.wie zawsze można cos starszym poczytać przy karmieniu - i już czują się docenionewink
                                  • jol5.po Re: szkoła 03.09.04, 11:38
                                    Jola, jak moja "sierota" (chodzi o mężąwink zaczyna wieczorem ogladać sam tv, to juz oznaka poważnego proterstu. Muszę uważać na takie znaki. Racja, że w czasie dnia wszystko toczy się wokół firmy zwanej rodziną, a pogadać mozna tylko wieczorem. Żeby właśnie nie zasnąć, odkąd mam internet, mały laduje na kolanach i się posila (co to bedzie jak skończę karmić??), a ja dogladam jak tam dzieci zasypiająwink (konmp. w ich pokoju) i równoczesnie sprawdzam co tam na watku przybyło. Składam wyrazy najwyższego uznania za umiejętność ponownego rozbudzenia się - jak już zasnę to budzę się o jakiś nieziemskich porach (3, 4 w nocy) i żadnego pożytku ze mnie ani dla domu, ani dla więzi rodzinnej nie ma, a z zaśnięciem ponowym tak samo problemsmile A czasami kładę mojego mężczyznę spać, opowiadam mu bajkę i przeprowadzam poważne rozmowy, a potem dopiero sprawdzam co dopisane i stąd czasmi tak późno.
                                    Rany, jakie to życie rodzinne skomplikowane
                                    • agnjan Re: szkoła 03.09.04, 13:26
                                      sł€cham o tym szturmie na szkołę w Osetii i mi straszno - tym bardziej, że my
                                      tu gadu gadu o szkole, a tam z rozpoczęcia roku szkolnego dzieci wrócą, daj
                                      Boże dzisiaj, niektóre dopiero po pobycie w szpitalu, a niektóre wcale :-
                                      ((((((((

                                      zmieniając temat (conieco jedynie) nasza łamigłówka szkolno-zajęciowa na razie
                                      wydaje się pięknie układać - tfu, tfu!!! nic się nie zazębia, jak w ubiegłym
                                      roku, a ponieważ w tym dzieci chodzą na ósmą to i czasu na dojazdy ewentualne
                                      jest sporo i do wieczora nie będą gdzieś musiały ganiać...

                                      muszę tylko jeszcze popytać o kółka dla Jasia, bo jako czwartoklasista w
                                      świetlicy może być tylko wyjątkowo (będzie pewnie godzinkę rano w poniedziałki,
                                      bo ma na trzecią lekcję, a MM ich odprowadza na ósmą) a chciałabym, żeby jadł
                                      obiady w szkole i minimum dwa razy w tygodniu w szkole będzie miał też zajęcia
                                      popołudniami...

                                      a może odważę się i pozwolę mu wracać samemu do domu? jakoś nie mogę się
                                      odważyć na taki "standard" i dotychczas wracał sam tylko szczególnie wyjątkowo,
                                      jak absolutnie nie było nikogo, żeby po niego pójść (jedno przejście dla
                                      pieszych bez świateł)...

                                      dzisiaj dzidziuś wyjątkowo dużo kopie - chyba już mu te moje ciasne spodnie nie
                                      odpowiadają, a ja je chcę donosić na max-a smile chyba dzisiaj jest ten "max" :-
                                      ))))
                                      • jol5.po Re: szkoła 04.09.04, 00:44
                                        pozdrawiam maluszka!!.
                                        No, smutne te doniesienia - zdjęcia jeszcze gorsze. Ale zwróćcie uwagę, jak tam mało karetek, ambulansów pod tą szkołą i co dziwne, że dzieci wszystkie takie rozebrane, golutkie.
                                        Pewnie w tej Rosji będzie się tak działo. Na Kałkazie takie straszne rzeczy działy się i dzieją. W Czeczeni wojna, a właściwie ludobójstwo od kilkunastu lat. Wyrasta pokolenie ludzi, którzy wychowali się w czasie wojny. A i tak myślę, że to nie takie oczywiste, że tylko Czeczeńcy za tym stoją. W doniesieniach mowa o różnych grupach, nawet Arabach. A dostanie się Czeczeńcom, wojna będzie trwała nadal jeszcze okrutniejsza. Okropne koło. Straszne sad((
                                        Przepraszam, że tak smutno.
                                        Dobrej nocy mimo wszystko
                                        Jola
                                        • ada16 Re: szkoła 05.09.04, 07:29
                                          Jak strasznie zdesperowani(?), nieludzcy(?) musza być zamachowcy, aby
                                          zaplanować taka ację- przeciw dzieciom ( przygotowana jak się okazuje dużo
                                          wcześniej.
                                          Słuchałam w radiu wywiadu z jakimś Bardzo Ważnym za Sztabu antykryzywowego w
                                          Polsce, jako jedyna informację o naszym przygotowaniu do takiej sytuacji
                                          wymienil liczbę miejsc w szpitalach, jakie mógłby "dostać".
                                            • jola.wie Re: szkoła 06.09.04, 09:07
                                              piszę, piszę, piszę i nagle... wszystko mi wcięło!!!!! Wrrrrr jak nienawidzę
                                              takich sytuacji! Dzielę się z wami frustracją, ale nie mam czasu mniej więcej
                                              odtwarzać, później napiszę.
                                              Mimo wszystko miłego poniedziałku (i sobie też)!
    • maruda13 Chrzciny... 06.09.04, 10:09
      Troszke mnie nie było - wczoraj oczrzciliśmy Mikołaja - przygotowania mnóstwo
      czasu zajęły - obydwoje pochodzimy z dużych rodzin (co prawda "moja strona" jak
      zwykle nie dopisała - tak wczoraj sobie pomyślałam że męża rodzina jest mi dużo
      bliższa niż moja własna - nasze rodziny to dwa różne przykłady rodzin
      wielodzietnych - moja niestety to ten "gorszy". Strasznie przykro mi wczoraj
      było i jakoś nie mogę się z tym pogodzić) Z mojej strony była tylko moja mama
      (przyjechała ponad 200km) oraz mój brat (on aż z Moskwy przybył). W kościele
      wzbudziliśmy małą sensację - gdyż właśnie mój brat chrzcił i przy okazji
      chrzestnym był ;D W zeszłym tygodniu szopki z Mateuszem - nie chce do
      przedszkola - Adam bez problemu do zerówki chodzi. Nie wiem - może nie posyłać
      go?? ale tak mam zawsze chwile dla siebie a takie teraz bardzo mi potrzebne.
      Wprowadzili u nas w przedszkolu durny zakaz przynoszenia własnego jedzenia -
      dzieci mają po śniadaniu przedszkolnym przychodzić (coby je w oczy nie gryzło że
      inne dzieci jedzą a one nie) - osobie która to wymyśliła zabroniłabym jedzenia
      do pracy przynosić ;D
      • jol5.po Re: Chrzciny... 07.09.04, 00:45
        ale nas przycisnęło z czasem - mamy wielu dzieci, jak nie szkoła to chrzciny...smile
        Ta posucha na watku to podejrzewam, że przez brak czasu (a jak to wykończy nasz wątek???), ja właśnie kończę z mężem obskakiwanie zebrań - zostało jeszcze tylko jedno. Jeszcze dziś dokupowaliśmy ostatnie przybory szkolne, jakieś niedobitki podręczników sa nadal nie do zdobycia, Ola bedzie musiała sobie polować na nie gdzieś na mieście (jak to się mówi, gdy mieszka się kilkas kilometrów od centrum).
        Jakims niewyjasnionym trafem cała trójka dzieci ma basen w środę - nici więc z pożyczania sobie czepka, okularów i suszarek do włosów przez moje dzieci, a praktykowalismy to przez 2 ostatnie lata i było OK. Już nie jest. Na składzie z zeszłego roku miałam czepek różowo-niebieski, dokupiłam nieopacznie w sobotę pomarańczowy i dzisiaj ostatnie podejście - a w sklepie pustki, zostały tylko lila-róż w przyzwoitej cenie, czarny za 34 zł. i wzglednie kosztujący żółty. Pytanie brzmiało: będzie Jaś pływał w żółtym czy nie. Uff, w domu powiedział, że będzie.
        A tak w ogóle wdrażamy sie powoli. Dzieci jakoś się przestawiają, Małgosia tylko 2 pierwsze dni chodziła smutna, dzis poszło do przodu i jest już dobrze. Agnieszka opuszczona przez towarzystwo szkolne nudzi się w domu jak mops, bo mały taki niekumaty, ani lalkami się nie pobawi, ani nie pogada. Moja mama miała robić u mnie mini przedszkole i przyjedżać do nas z moim siostrzeńcem, którego pilnuje, gdy siostra (moja) robi karierę zawodową. Ale cos jej brakuje odwagi i jeszcze nici z zastępczego towarzystwa dla Agnieszki.
        Mały próbuje stać bez podpierania się, jeszcze wychodzi mu nieskładnie - a dzieci kiedy przyłapią go na takich cwiczeniach liczą mu czas i sprawdzają - pobił rekord czy niesmile
        Kasiu, zastanowił mnie Mateusz, dlaczego nie chce do przedszkola, ciekawe, pięciolatki raczej już są na to gotowe. Chociaż moja Ola poszła dopiero w wieku 6 lat (równoczesnie z Jasiem, wtedy 4 lata), znalazła się w grupie raczej dobrze, chociaż inne dzieci znały się już od 2 lat. Dobrze też czuła się w domu, ale myślę, że jak ze starszaków tylko Mateusz będzie z Tobą, może się nudzić, jak robi to u mnie Agnieszka, chodzi za mną, chce żebym była partnerem do zabawy, zastąpiła tych, którzy się ulotnili do szkoły.
        Może to przejściowe u Mateusza, a może kilka dni szybszego odbierania?? Jednak chwila dla siebie to ważna rzecz (no proszę, jak to się zmienia - przy 3. dziecku wydaje się, że opieka tylko nad 1 makuszkiem to wakacjewink
        A co do rodziny - to wyobraź sobie, że na slubie moim z mojej strony było, oprócz rodziców i siostry tylko 3 osoby + świadkowa z narzeczonym, ale oni już z poza rodziny. Przyjechała babcia i kuzyn z żoną. Rodzina męża wieksza. Ale moja rodzina to specyficzna historia. Całe rodzeństwo mojej mamy (2 braci i siostra) poumierało w wieku ok. 30 lat - zostawiając zresztą dzieci.I jakoś tak ci zo pozostali i cała dalsza rodzina gdzieś koło Krakowa, a my sami we Wrocku.
        (Ale dalsza rodzina, która mieszka blisko siebie, często miała kiedyś problemy z konfliktamiwink I tak to w życiu. Ale rodziny się nie wybiera, że brat przyjechał z Moskwy, to nie przelewki i to jest bardzo wazny fakt i powód do radoscismile)). Kształtować, co to by się kiedyś trzymały razem, możemy tylko nasze dzieci - ależ to odpowiedzialne, wow, az się boję (przy tej zwariowanej piątcewink. Trzymaj sie Kasia i sie nie dajsmile)
        Jola - uświadomiłam sobie, że Twoja najmłodsza córka urodziła sie na dzień przez moimi urodzinami, bo ja jak przystało na matke 5 dzieci jestem z dnia matkismile)
        Miłej nocy Jolasmile
        • jol5.po Re: Chrzciny... 07.09.04, 00:48
          wow, ale mi wyszło tego pisania!!
          Wstyd, przecież nikt nie bedzie miał czasu tego czytać
          niedobra Jola, a fe
          teraz więc krótko: dobranoc!
          • ada16 ... 07.09.04, 08:19
            SZrty kupione ( za całe 14 zł!), po szortach szukaliśmy stroju kąpielowego-
            jednoczęściowego-ciemnego- też udało się jako-tako kupić ( u mojej córki musi
            być kolorystycznie , strój granatowo pomarańczowy zakupiony do granatowego
            czepka).
            Moja córka w nowej-nowo otwartej szkole-jak w więzieniu, tu nie wolno stać,
            teczek nie wolno kłaść przy ścianach, toalet pilnują nauczyciele, wszędzie
            kamery, do szatni w ciągu dnia nie wolno...
            Mam nadziję , że z czasem wyluzują.
            A plasterek... znalazł się, ale nie tam , gdzie się go spodziewałam, przykleił
            się do ciuszka. Następnego dnia matka nienauczona doświadczenem naklaiła
            kolejny plasterek, co było dalej domyślcie się, ja w każdym razie czekam....
            • ada16 Re: ... 07.09.04, 09:08
              Fryzjer też zaliczony , wszyscy zauważyli, to nie wiem, czy było tak źle, czy
              jest tak dobrze , czy może jest źle, a wszyscy uprzejmi....
              Mój mąź na szczęście nauczony doświadczeniem nie pyta, ile ta cała oeracja
              kosztowała..., a ja nie powiem, po co ma się stresować...
              Jego włosięta zazwyczaj golę maszynką osobiście, a już jak sie da zagonić do
              profesjonalisty , to płaci cos około 15-20 zł i nie wyobraża sobie , ile
              kosztuje damksi fryzjer.
            • jol5.po Re: ... 07.09.04, 09:10
              hi, hi, - ekspert plasterkowy z Ciebie Adasmile)
              A do nowej szkoły mozna własne jedzenie przynosić??
              Może przynajmniej bezpiecznie będzie, nikt nauczycieli męczyć nie bedzie, a stopnie sprawiedliwe wystawiąwink - tak swoją drogą drogą ciekawe czy bedzie to miało przełożenie.
              Miłego dnia wszystkim
                • ada16 Re: ... 07.09.04, 09:38
                  E, koczek da się zrobić, cięcie nie było wielkie.

                  Było kolorowanie i prostowanie , co dało mi możliwość ponoszenia przez kilka
                  dni włosów rozpuszczonych( własne- takie sianowate).
                  Kubuś jak mnie zobaczył w tych rozpuszczonych wlosach , to głaskał mnie po
                  głowie i pochlipywał. ( Zauważył różnicę!, to mnie chyba najbardziej ucieszyło!-
                  o jego wzroku pewnie pisałam).
                  MAjąc własny kolor mysi , prawie zawsze nosiłam jakieś rozjaśnienia, w ciązy
                  nie malowalam, po ciązy ze względu na Kubę też nie, ale było mi z tym źle.
                  Kiedyś czytałam artykuł , "Mama nie może być blondynką" ( o dzieciach takich
                  jak Kuba).
                  Teraz odważyłam się na zmianę koloru i zauważył!.Hura!
                  • jola.wie Re: ... 07.09.04, 10:38
                    (bardzo praktycznie ze te listy niezatytułowane...smile))
                    Umówiłam się ja wam na wczoraj na "w-f" (chodzi o trening aerobowy - kluczę w
                    nazewnictwie, bo nie wiem, czy trafię na aerobik, stepa, TBU, czy tae-bo smile)),
                    no i wiedziałam, że jak się w domu będę do tego głośno przyznawać, to mi to nie
                    wyjdzie (to wyjście). Więc po cichu się ubrałam, przygotowałam, rzuciłam w
                    stronę męża komunikat: "wychodzę na godzinę mała nakarmiona drzemie w kuchni
                    mleczko w butelce bardzo ładnie je łyżeczką jakby był problem ze smoczkiem
                    cześć" i on otworzył usta, a dolną szczękę miał niżej niż zwykle....
                    Przyzwyczajona, że ZAWSZE się spaźniałam, wpadłam na salę, tam dwie kobiety z
                    małymi hantelkami ćwiczą, oczywiście, więc ja buch do szafy, mata, hantelki,
                    trenerka krzyczy, że to poprzednia grupa, nie ta, na którą przyszłam, żeby
                    czekac smile)) Czekam. Czekam na korytarzu. Tamte wyszły, wdałam się w rozmowę z
                    trenerką Jolą (też jej tak ładnie na imię) - znamy się dwa lata, ja jakies
                    zdjęcia Madzi pokazuję, ona mnie chwali za wygląd (ach, jak mi miło!), no i....
                    na pogaduchach się skończyło, bo nikt nie przyszedł! W środę robię drugie
                    podejście. Ona, że wrzesień rozruchowy, że miała grupa przyjśc, że miała dużo
                    tetefonów itepe. Trudno, choć na chwile wyrwałam się z domu. Wracam, już z
                    daleka słyszę nie tyle małą syrenkę, co dużą syrenę! jakie mleko?! wrzeszczy
                    całą parą, matka dotknęła, przemówiła: jak za dotknięciem czarodziejskiej
                    różdżki ryk ustał, za to się tak po kąpieli zassała że choćbym chciała, nie
                    mogłabym się wyrwać (najwyżej urwać).
                    Anka w szkole dorosła, jak nie wiem, co, wygadana nagle bardzo po dorosłemu,
                    przychodzi w południe (czyli średnio trzy i pół godziny wcześniej niz z
                    przedszkola) ze szkoły kompletnie wyczerpana, na podwórko nie wychodzi (!), nie
                    ma siły. Siedzi sobie cichutko w swoim pokoju, coś tam majstruje z lalkami,
                    nawet nie ma siły na spektakularne zabawy. Chadza spać już przyzwoicie, nad
                    wstawaniem jeszcze pracujemy. Niestety, nie jada na śniadanie tego co brat,
                    czyli mleka z płatkami, wymyśla jakieś jajka, kanapki z tym, tamtym, siamtym,
                    co kosztuje dużo czasu. Nad tym też popracujemy. Dziś ma zjeść obiad w szkole,
                    ciekawa jestem tych szkolnych obiadów...
                    Jolu nie wiem dlaczego masz jakieś obiekcje w związku z pojemnością swoich
                    wypowiedzi? Czy są jakieś pisane albo nie pisane zasady bon-tonu w tym
                    zakresie? Nie chciałabym się okazać jakimś burakiem, bo chyba notorycznie
                    przekraczam "objętości". W każdym razie ja nie mam nic przeciwko długim
                    listom wink, ale jakby co to dzielnie przyjmę na klatę wszelkie sugestie...
                    Czemu się nie przyznałaś do urodzin? Odśpiewałybyśmy ci sto lat! smile) Niemniej
                    jednak wszystkiego naj-naj-najlepszego!
                    Ada, nie ma to jak nowy kolor albo nowa fryzura, co? Ja się ani na jedno, ani
                    na drugie od dłuższego czasu nie moge zdecydować, więc wizyty u fryzjera, mimo,
                    że fryzjersko bez zarzutu, jakoś mnie tak szalenie nie cieszą...
                    No, to już nie truję, miłego wtorku (rozpisałam, się, bo czeka na mnie inna
                    praca, dla kogoś, papierowa, więc robię co mogę, żeby odwlec smile)),
                    posprzątałam w mieszkaniu, odkurzyłam, teraz piszę tu, a tam wszystkie terminy
                    już przekroczone...., znalazłam wczoraj w wyborczej propozycję terapii
                    psychologicznej dla osób które mają jakieś frustracje albo fobie związane z
                    pracą zawodową, także dla tych, którzy po okresie niepracowania boją się szukać
                    pracy, zamierzam tam zadzwonić i zapisac się na te zajęcia wink) - uśmieszek,
                    ale serio, zrobię to!)
                    Pa
                    • jola.wie Re: ... 07.09.04, 10:44
                      Jolu, perypetie z tymi czepkami przypomniały mi sytuację, kiedy w wakacje
                      wybraliśmy się na basen z dwoma czepkami, a wrócili z pięcioma - i to całkiem
                      fajnymi, tez sposób na pozyskanie czepków smile)) choć raczej nie do szerokiego
                      stosowania - w każdym razie kradzieży nie było smile))), gorzej z suszarkami, ale
                      na basenach są przecież suszarki....
                      Dzisiaj Anka podekscytowana, bo ma w-f, a ja mam problem z ubieraniem jej: rano
                      poniżej 10 st, za to w południe powyżej 30! Poszła w rajstopach, będzie się
                      przebierać w skarpetki. Choć ten problem niestety już długo nie potrwa....sad,
                      żal mi lata, zawsze mi żal....
    • bornholmka Re: WIELE DZIECI I INNI 07.09.04, 13:40
      Witam cudowne mamusie i jeszcze cudowniejsze ich dzieciaczki smile)))))Melduje sie
      z moja kochna trojca na pokladzie Damian 04.08.91, Mik 09.07.00,Claudia
      26.01.03 Sciskamy wszystkich goraco
      • ewa057 Re: WIELE DZIECI I INNI 07.09.04, 18:26
        Jak dobrze znowu być z Wami.Czas mnie goni (czasu nie
        mam).Praca ,dom,praca,dom.A teraz dom,praca,szkoła.
        Moje dzieci stanęly na wysokosci i zadania i same zaopatrzyly sie w
        ksiazki ,cwiczenia,zeszyty i cala wyprawke do szkoły.Moja pomoc to tylko
        dawanie pieniędzy.Nie byli rozrzutni,rozliczali sie .Uff chyba dorośli.
        Juz jestesmy poukładani w nowym domu.Czasmi szukamy czegos ,ale po jakims
        czasie znajduje sie.Starsi chłopcy bardzo sie ciesza.Maja swoje pokoje i kazdy
        ma swoj specyficzny artystyczny nielad.Ale to ich krolestwo i do nich nalezy
        sprzatanie swoich pokoi.Maluszek jest narazie zemna w pokoju.Nareszcie sie
        przyzwyczail do nowego otoczenia.
        dzisiaj byłam z maluszkiem na szczepieniu i majac 5 miesiecy wazy 8.900.,dlugi
        (wysoki) 72.No i ma juz dwa ząbki na dole.Wyrosły nawet nie wiem kiedy.Obylo
        sie bez infekcji,kataru i innych przypadlosciach przy zabkowaniu.Jest taki
        ruchliwy,zywotny,gaduła.No jednym słowe kupa szczescia w domu. Bardzo zrobił
        sie podobny do starszego Huberta (14lat).A wogole to przepadaja za soba cała
        trojca.Wieczorem moge odpoczac bo Hubert zajmuje sie Marcinkiem.Wykapie nakarmi
        i kladzie sie z nim i spia jak aniolki.A na nastepny dzien robi to Maciej (12
        lat).Mam wyrzuty sumienia ale oni sami sie przepychaja co kto ma zrobic.
        Hubert juz jest w nowowybudowanym gimnazjum.Super wyposazona.Sale
        jezykowe ,gabinety chemiczne i inne.A co najciekawsze to zarzadzenie
        dyrekcjii,ze nie mogauczniowie chodzic do szkoly w krotkich spodniach i za
        dlugich (takie co wisza).A dziewczynki niemoga chodzic w bluzeczkach co
        odkrywaja ramionka i plecy.Dzieci sie smieja ze to pensja Motuli.No ale szkola
        super.Maja basen korty sale wysilkowa i boiska.Maciej chce tez juz tam isc ,ale
        niestety dopiero za rok.To tyle na dzisiaj .czas na odpoczynek przy desce do
        prasowania.Pozdrawiam
        PS
        Jolu z Wrocka !!! Milczysz,niema Cie na gg .Pewnie sie pogniewalas.Pozdrawiam
        Cie i Twoja wesoła gromadke.
        • olioliwa dłuuugi list od Oli 08.09.04, 00:27
          pozdrawiam Was wszystkie, dziewczynki
          nowinki również witam, nowy 13 latek dobił do zastepu nastolatków
          nasze wakacje upłynęły na wsi , jeździliśmy tradycyjnie na rowerkach zwiedzając
          polanowską ziemię, małe kościółki i dworki, pogoda była łaskawa, zero upału,
          chmury tylko straszyły, mocniej padało 2-3 razy
          w pierwszym tygodniu byliśmy w gospodarstwie agro gdzie było 12 kotów, w tym 2
          małe ( zarezerwowane od początku przez Jaśminę i Matiego) i 2 psy
          jeden z piesków ugryzł Mieszka w oba policzki , oczywiście piesek odgryzł sie
          Mieszkowi za zaczepianie, miał koronny powód - kość w pysku , ale mimo to
          został zbrsztany przez gospodarza a Mieszko przez kilka dni paradował z
          plasterkami na buzi
          Kuba nie był skory do wakacjowania z nami w tym roku, widać ze ta 13 strzeliła
          mu do chadzania własnymi ścieżkami
          angażowaliśmy go we wszelkie męskie wyczyny (rozpalanie ognisk)
          będę chyba długo wspominać śniadania w Warblewie
          po pierwszym wspólnie przygotowanym zgodnie przystaliśmy na propozycję
          samodzielnie tworzonych , po kolei wg umowy każdy z naszej starszej czwórki
          robił śniadanie dla całej rodzinki
          pierwszy był Jacek, kolejna Jaśmine, później Kuba a na końcu ja
          na marginesie Mati pomagał Jaśminie
          wszystkie śniadania miały być ocenione przez każdego i do koszyków podpisanych
          naszymi imionami każdy wrzucał karteczki z oceną od 3-5
          twórcy najwyżej ocenionych mieli labę, czyli wolne od wstawania w dzień ostatni
          wczesnie i robienia ostatniego, natomiast najsłabsze śniadanka a w zasadzie ich
          twórcy we dwoje mieli robić to ostatnie
          no i oczywiście wynik był uknuty, po podliczeniu okazało się że ja z Jackiem
          mamy najmniej pktów, a to dlatego , że kuba uznał że oceni odwrotnie, bo
          przecież on chciałby żeby te najsmaczniejsze śniadanie sie powtórzyło, więc
          lepiej dać im najmniej pktów
          a śniadania były wykwibntne, ślicznie udekorowane, smaczniutkie, wymyślne
          ja np "się pochwalę bo ja poprostu mam talent" zrobiłam naleśnieki, poskladałam
          na pół i poskręcałam w rożki , na jednym talerzu były ze słupkami z marchewki i
          ogórka w środku a na drugim słodkie z truskawkami w rożkach
          do tego przepyszne dipy z twarożków domowej roboty z mleka wiejskiego oczywiście
          koktail z jerzynami zebranymi na łące i ślicznie pozawijane plasterki żółtego
          sera i szyneczki udekorowane pomidorkami
          nie bedę sie rozpisywać o innych śniadaniach, bo mimo, że się wszyscy starali i
          prześcigiwali w pomysłach to moje było naj smile
          zostało mi ogromne pragnienie do wspólnych śniadań i je staram się mimo
          ogromnych trudów forsować od pierwszych dni nowego niewakacyjnego życia
          mam zawsze po wakacjach zapał aby nowe rytuały wprowadzać do naszego szkolno-
          przedszkolno-pracowego zabieganego życia, żeby było bliżej, weselej i takie
          miłe akcenty wakacyjne wpleśc w NAS
          drugi tydzień wakacji - kolejne gospodarstwo agro - Ranczo
          uczyliśmy i nauczyliśmy się stępować i kłusować na konikach
          pozdrawim, buziaczki, uciekam
          napisze jutro więcej o konnych poczynaniach , powrocie , początku szkoły i
          końcu lata (na plaży) który już tuż tuż
          Ola
        • jol5.po Re: WIELE DZIECI I INNI 08.09.04, 00:56
          Ewa, jak ja mogłabym się pogniewać, no co Ty. Strasznie się cieszę, że się odezwałaśsmile)). A nieszczęsne gg wyłączone, bo o stałym łączu w komputerze zwiedziały się różne osóbki z rodziny lat 18 i pozakładały sobie gg-owe numery, moja córka zresztą też, przełaczają mi mój numer i zapominają, że ja też czsami dostaję jakies wiadomości, ja zapominam, że one zapomniały i nr. mam nieaktywnysad. Do tego doszły zebrania, odrabianie lekcji i nudząca się Agnieszka, stosy prania i prasowania, ogólny nieład domowy i coś ja się nie mogę z tego wszystkiego wygrzebać, a tu już czas na poważnie zacząć ten rok szkolny w ładzie i porządku, a coś zaskoczyć nie mogę. Ale postanawiam się poprawićsmile)
          Ale za to u Ciebie pełny sukces. Super smile)))))) - nowy rok (szkolny) w nowym domu!!! A Marcinek z opisu wypisz, wymaluj mój Michałek - i te dwa zęby i waga, tylko, ze mój 5 miesięcy starszy. niesamowite!!!
          Ciekawe te zarządzenia szkolne - u mnie na razie pojawiła sie tylko prośba, żeby Małgosi dać na basen rękawki już nadmuchane, bo jak całej klasie (20x2 ręce=40 + rękawki kl.a nestępne 40=80) trzeba będzie dmuchać, to będzie kruchowink
          A tak wracając do sprawy nieszczęsnego wyposażenia na nieszczęsny równoczesny basen całej szkolnej trójki - przy pakowaniu dzisiejszym okazało się, ze jedne okularki juz do niczego, drugich nie można znaleźć - bo ostatnio widziane były około VI, więc sprawa wyposażania, kupowania nadal otwarta (do tego jeszcze jedna suszarka i kilka książek).
          Ale najważniesze, że jeszcze tak jakby lato - fajnie (ale poranki to u nas też zimne jak na Śląsku). Ja zawsze w lecie mam cichą nadzieję, że jednak się nie skończy, a potem mi trochę przykro, ale nic to, jesień też potrafi być piękna, szczególnie ta złota smile)))
          Jolu - moje urodziny wypadły jeszcze przed poczęciem się tego wątku, ale nawet gdyby, to byłaś wtedy bardzo zajęta osóbka o wiele wazniejszą od mnie i nie miałabyś czasu śpiewać "sto lat" - jeszcze do tego na porodówcewink)
          • jola.wie Re: WIELE DZIECI I INNI 08.09.04, 08:11
            "Jolu - moje urodziny wypadły jeszcze przed poczęciem się tego wątku, ale nawet
            gdyby, to byłaś wtedy bardzo zajęta osóbka
            o wiele wazniejszą od mnie i nie miałabyś czasu śpiewać "sto lat" - jeszcze do
            tego na porodówcewink)"

            Taaa..., Jolu ostatni raz zdałam sobie sprawę, że mam mózg jak ser szwajcarski
            dzisiaj o świcie w sklepie, kiedy próbowałam kupić to, po co rzekomo
            przyszłam...
            Moja POMYŁKA wynika zapewne z tego, że jeśli chodzi o Madzię, to jesteśmy na
            etapie świętowania co miesiąc, więc jej statnie "urodziny" były, no, dwa
            tygodnie temu...smile)))
      • jol5.po Ahoj, Agnieszko, witaj!!! 08.09.04, 01:07
        Witaj, witajcie na pokładzie. Dorzuciłaś sprawiedliwie i chłopców i dziewczynkę. W imieniu drużyny wielomam i ich dzieci dziękuje i zapraszam gorącosmile))
        Czy przeprowadzając dedukcje nickową przybywacie ze środka Morza Bałtyckiego??? Przestudiowałam sobie już na tę okoliczność mapę, a jak. Jeśli tak, to spokojnych wiatrów i nie za duzych fal życzęsmile))
        Jolasmile
        • jola.wie Re: Ahoj, Agnieszko, witaj!!! 08.09.04, 08:46
          witaj Agnieszko! Wątek pomału odzyskuje dawny wolumen, Ola powodzenia ww
          wprowadzaniu "nowych świeckich tradycji" smile)) - zazdroszczę! (nasza rodzina
          cokolwiek w "rozsypce", znaczy się dosyć "zróżnicowana" - nie ma szans /lub też
          niewielkie/ na takie akcje).
          Dzisiaj Madzia przestała byc taktowna i "wstała" o 6.00! Zbieraliśmy się więc
          przy akompaniamencie jęków i pełnych wyrzutów porykiwań Małej, bo nikt nie miał
          czasu się nią zająć! Ona zdumiona rozglądała się dokoła, wszyscy biegają, robią
          wiatr, szum i rozgardiasz, niby fajnie, ale nikt się nie zatrzyma przy jej
          leżaczku! Tata sie w końcu zdecydował na chwilę wziąć ją na ręce - siedziała
          tam dosłownie z uśmiechem! Kiedy poszli, dostała cycka i natychmiast zasnęła,
          tak się biedaczka zmęczyła....smile))
          Idzie nam coraz lepiej: Ania już w ciągu dziesięciu minut skonkretyzowała swoją
          wizję śniadania, zdążyła zjeść połowę...
          ech, miłej środy miłe panie!
          (środa dzisiaj? na pewno? do apteki po geriavit!)
        • ada16 Re: Ahoj, Agnieszko, witaj!!! 08.09.04, 08:52
          Z tego studiowania nicków to ludzie dziwne wnioski wyciągają.
          Moje "16" przy "Ada" ktoś mi powiedział, że to sugeruje wiek, a to było tak, że
          Ada, ADa1, Ada2 i kilka jeszcze, były zajęte i pomyślałam , że do 16 to może
          nikt nie doszedł. A do wieku ma się to baaardzo nijak (niestety).
        • jol5.po miłej środy 08.09.04, 08:57
          Ola witaj po wakacjach!!!! - jak takie mieliście śniadania to co było na obiad, a o kolacji to az boje się ponmyślećsmile))
          A jak jakieś fajne zdjęcia są to sie grzecznie upominamy. Tak swoją drogą czas już dojrzewa to sporzadzenia nowej LISTY. Obiecuję się za to zabrać w najbliższym czasie.
          Dzięki Ola za zdjęcia morza i dzieciaków (jeszcze z VIII), faaaajne, kurcze, jakby się tam byłosmile
          Jola, jaki tam geriavit, mi bardziej podoba sie pomysł z kursem dla sfrustrowanych praca zawodową, przyszłą, bądź taka co to musza wykonać w domu a zabrać się nie mogą, też bym chętnie skorzystałasmile
          • jol5.po Re: miłej środy 08.09.04, 09:28
            Ada, to ja - przyznaję się bez bicia, naspisałaś na poczatku, że masz malutkiego Kubusia, a jak byś była młodsza kto wie, a ja odpisałam, że przecież Ty masz dopiero 16 lat. A potem zrobiło mi sie głupio, bo przeciez nikt nie lubi byc traktowany jak niedojrzały szczyl. Ale czasami mam takie toporne żarty. A swoją drogą drogą Bornholm leży na rzut beretu od polskiego wybrzeża, a zawsze wydawało mi się, że to gdzieś bardzo daleko na północy - zawsze to jakaś korzyść w sensie wiedzy geograficznej, nawet jak okaże się, ze Agnieszka Bornholmka nie z Bornholmu - Agnieszko odezwij się i nas oswiećsmile)))))
            • agnjan pierwsze kroczki Szymka 08.09.04, 11:21
              ... miały miejsce wczoraj smile co, oczekując gratulacji (dla Szymka -
              Korzeniowski, czy co? nadzieja genetyczna rodziny smile ) donoszę smile

              Nasz najstarszy Jasio też w tym wieku puścił nasze ręce i spróbował sam,
              Małgosia zaś dopiero "przyuczana" po skończeniu 16 miesięcy smile Także Szymon
              kontynuuje tradycje linii męskiej naszej rodziny smile

              Jak miło Was czytać - nawet (a może szczególnie?) te najdłuższe posty smile

              U nas też początki szkolne i takie tam bałagany: u Jasia miały być dwie grupy
              angielskiego, a jakoś nie ma, zebrania we czwartek (litościwie jedno na 17
              drugie na 18), póki co czepków ci u nas dostatek (takich materiałowych),
              kostiumy też są (ach te ciucholandy smile)), w-f też na szczęście nie musi być
              markowy. Dokupujemy tylko jakieś akcesoria, np. wczoraj zjeździłam pół
              Warszawy w poszukiwaniu... teczki w formacie A3 (!!!).

              Dzidziuś na razie tajemniczo "bezpłciowy" - wyżera ze mnie żelazo i witaminy,
              hemoglobina mi spadła już do 10, anemia, jak złoto, "niech Pani wypoczywa"
              (hahahahahahaha !!!) a w najbliższy wtorek podglądanie na USG smile

              Całuję Was mocno !!!

              - ada, pokaż tę nową fryzurkę i powiedz coś więcej o tym "mama nie może być
              blondynką" - co prawda nie zamierzam, ale oprócz ciąży też farbuję mój mysi
              kolor...).

              - Jola, zazdroszczę tego domu, my na razie spękaliśmy, bo nasz tatuś znowu
              dostał informację, że czego, jak czego, ale pracy pewnym raczej być nie
              należy... sad(

              - Bornholmko - witaj smile
              • ada16 wyjaśnienie: 08.09.04, 11:39
                Agnjan, bo ja się wygadałam niechcący...
                Podoba mi się ten wątek i Wasze towarzystwo, jesteście takie przepełnione
                radością posiadania sporej gromadki.
                A ja – mój Kubuś ma powazne problemy ze wzrokiem i dlatego jego mama „nie może
                być blondynką”.
                Czytałam kiedyś artykuł o takim tytule i bardzo mi to utkwiło.
                Nie chciałam, żebyście „patrzyły” na mnie przez pryzmat niesprawności Kuby,
                ten watek jest dla mnie odskocznią od naszych problemów, którym bardzo staram
                się nie poddawać i bardzo staram się walczyć i żyć normalnie- mimo wszystko.
              • jol5.po Re: pierwsze kroczki Szymka 08.09.04, 11:47
                o domu prostuję, to do Ewy(Kalisz), donosi, także na gg, ze już sie zaokrętowali w nowym smile)))
                Agnieszko i Aniu (Bietko) wysłałam Wam zdjęcie takie akurat na ciążę, upolowane na emamie - pewnie widziałyście dziewczyny, ale jest takie fajne, że nie mogę się powstrzymać i wkleje też tutaj
                foto.onet.pl/upload/40/71/_326534_n.jpg
                tak z wieczora roześlę bardziej aktualne zdjęcia rodziny - nazbierało się i będę wysyłać po 2 lub 3 w 3 przesyłkach - co by skrzynki wytrzymały.
                Z ostatnich wiadomości: przed chwilą był telefon ze szkoły, że Małgosia w torbie na basen ma slipki brata - pozamieniali torby - a tyle nas kosztowało przygotowanie się do tej potrójnej basenowej operacji...
                Agnieszko, mimo wszystko, na ile się da oszczędzaj się (mam nadzieję, że jednak się jakoś da), wielkie GRATULACJE dla małego piechura tup, tup smile)))
                Bietko jak tam brzuszek??
                Pozdrawiam i przechodzę na nasłuch Jolasmile
                • jol5.po Re: pierwsze kroczki Szymka 08.09.04, 11:55
                  Ada, Ty jesteś klubowiczką cała i z radosciami i smutkami, (nawet jakbyś miała 16 lat, nic by się nie stałowink, popieram zmianę koloru włosów - choć bląd ładny, ale rudy jeszcze lepszy, Kubuś esteta pochwali zmianę koloru włosów - i to najlepsza informacja, cieszymy się z Tobą smile))))))))))))))))))))))))
          • agnjan fryzurka :-) 08.09.04, 18:19
            ada - to tym bardziej gratulacje - to wspaniale, że Kubuś zauważył - teraz
            rozumiem (ale nie chciałam Cię "odkrywać!) dlaczego tak fajnie, że docenił nowy
            kolor smile szczerze mówiąc dopytywałam się, bo myslałam, że może jakoś
            rozwojowo lepiej nie być blondynką - hehe smile

            a dzisiaj zgodnie z zaleceniami ginekologa udało mi się przespać w ciągu
            dnia!!! calutką godzinkę (dobry Szymuś, starszy brat usnął "akurat" kiedy nie
            trzeba było nigdzie biec na zajęcia etc. a starszaki robiły lekcje... wstałam
            taka zadowolona, jak to godzina snu może człowiekowi (wielodzietnemu) poprawić
            humor smile))
            • jola.wie Re: fryzurka :-) 08.09.04, 21:17
              1. Gratulacje dla Szymka!!! smile))
              2. Sprostowanie o domu Jola już zamieściła, choć ja osobiśice bardzo chętnie
              byłabym adresatem komentarza, a mój mąż jeszcze chętniej smile)) (ciągle truje o
              domu, a im bardziej to nierealne, tym bardziej truje)
              3. Co to znaczy "odpoczywac w ciąży" dotarło do mnie kiedy wylądowałam w
              szpitalu w szóstym miesiącu, czyli o wiele za wcześnie na cokolwiek....
              Musiałam się nauczyć odpoczywac tak, jak tego wymagał tym razem mój organizm,
              oczywiście kiedy moje rozkołatane nerwy uległy działaniu medykamentów... Dobrze
              że nie miałam małych dzieci pod opieką. "Brzuchaczkom" życzę spokojnej
              bezproblemowej ciązy i umiejętności odpoczywania, żeby zawsze się znalazła ta
              godzinka na drzemeczkę.
              • jola.wie Re: fryzurka :-) 09.09.04, 10:02
                Wczorajszy wieczór nazwałabym "wieczorem zmiennej passy".
                Postanowiłam iść na "w-f". Aby móc tego dokonać (jak mnie to stresuje!),
                wykąpałam Niemowlaczkę o dobrą godzinę wcześniej, uprzednio wytargałam ją na
                szybką przebieżkę w nosidle, żeby się zmęczyła oraz żeby zakupić mleko
                modyfikowane w sklepie (tak na wszelki słuczaj). No więc jeszcze przed kąpielą
                zrobiłam odrobinę mieszanki i podałam Małej, żeby się ewentualnie zdążyc
                przekonać o reakcji, ale doczekałam się tylko na bardzo krytyczną reakcję męża
                na temat "dokarmiania" i "końca karmienia piersią" (jak ja lubię "ekspertów" od
                wszystkiego sad((!!!!!!). Moje rozumowanie było takie, że chcąc mieć jakieś
                życie w wymiarze godzinnym poza domem i bez dzieci, muszę zapewnić im, a
                zwłaszcza Małej, wikt. Skoro nie chce jeść ściągniętego mleka, a może go nie
                chcieć np. ze względów smakowych, (mleko leżące w zamrażarce może zmienia smak,
                nie wiem, w każdym razie Mała strasznie się krzywi), to chociaż ten faktor
                wyeliminować, żeby tata mógł pocieszyć Dziecię kiedy mnie nie będzie, Dziecię
                zawsze nakarmione zostawiam, ale wiecie, w razie jakby co... Wyszłam z
                założenia, że te najwyżej 30ml (bo o takich ilościach mowa) nie zaszkodzi mojej
                laktacji w sposób poważny. Próba wypadła pomyślnie, Madzia zassała się na
                butelce (co jej się baaaaardzo rzadko zdarza, do tej pory z wczorajszym razem
                zdarzyło się jej to trzykrotnie) i to było trzecie tego wieczora (po spacerku i
                kąpieli) fortunne zdarzenie. Następne też zaliczam do fortunnych: nakarmiona
                szybko zasnęła! W tzw. międzyczasie przyszedł do męża kolega, aby dzielić z nim
                sportowe emocje meczu, zanosiło się na wielkie świętowanie, zakupionych
                mnóstwo pysznych rzeczy do zjedzenia, uznałam, ze sobie świetnie sami poradzą,
                wsiadłam w auto i zdążyłam na zajęcia na czas! To było ostatnie fortunne
                zdarzenie. Na zajęcia nikt oprócz mnie nie przyszedł, więc się nie odbyły. Z
                przekroczoną normą adrenaliny, a teraz już i testosteronu, wróciłam do domu.
                Madzia o dziwo spała (ale to już długo nie trwało), starsze dzieci robiły co
                chciały, to znaczy Marek spał, a Ania się bała sama spać, chłopcy zaś, już przy
                piwku, głośno rozprawiali o.... pracy (pracuja razem) - jak można się domyśleć
                rozmowa nie była relaksująca, a głośno dlatego, żeby przekrzyczeć telewizor -
                bo mecz to rzecz święta. Tu mała dygresja: nie znam żadnej tego typu świętości
                dla kobiet, żeby w jej obliczu zostawić całą resztę świata odłogiem. Do
                pierwszej połowy meczu czas upłynął mi na usypianiu ciągle budzącej się Madzi i
                próbach relaksu na forum oraz również próbach obniżenia poziomu głośności z
                różnych źródeł, a związanej z meczem (oraz pracą zawodową). Po pierwszej
                połowie meczu rozległ się dźwięk "pzzt..." i otoczyły nas nieprzeniknione
                ciemności. Nie, nie pękły nam oczy - zabrakło prądu. Jak za staaaarych,
                dooobrych czaaasów. Mój mąż zaczął zadawać niezręczne pytania typu: "gdzie są
                świeczki?", wiadomo, gdzie są, tylko jak je znaleźć, latarki też wiadomo gdzie
                są, ale nie wiadomo, gdzie są baterie do tych latarek... chłopcy wyszli na
                balkon celem wyrażenia dezaprobaty dla wydarzeń oraz ustalenia dalszej
                strategii wieczoru (ach, mówię wam, jak pęęęknie było widac gwiazdy!). Dostałam
                nakaz natychmiastowego znalezienia z internecie czegokolwiek na temat meczu. W
                momencie otwierania strony "relacja na żywo" mój komputer zrobił "pzzt...".
                Michał, kolega, w obliczu tylu nieszczęść naraz postanowił pójść do domu, nagle
                zatroskany o swą żonę i dziecko, "oni tam sami", Janusz, mąż, szybko przełożył
                modem do swego komputera i zaczął szukac "relacji na żywo", (Michał się w
                międzyczasie pożegnał), znalazł: polegała ona na tym, że co minutę pojawiał się
                pisany komentarz z wydarzeń na boisku. I zrobiło się wesoło: jak nie lubię
                sportu, tak byliśmy oboje spłakani ze śmiechu ze specyficznej stylistyki
                komentatorów sportowych, teraz mieliśmy to czarno na białym, nie tak, że
                usłyszę i zapomnę. Janusza trochę przygnębił ostateczny wynik meczu, ale
                podszedł do tego na zasadzie "a czego się można było spodziewać", w komputerze
                znaleźliśmy jeszcze mnóstwo innych smiesznych rzeczy i trochę się
                zasiedzieliśmy, rano wszyscy zaspali, a jak ujrzałam kuchnię i salon po
                zmaganiach z lodówką po ciemku, nogi się pode mną ugięły. Dzieci spóźniły się
                do szkół, ja jestem dwie godziny dnia w plecy, siedzę teraz w środku tego
                sajgonu i zaraz zabieram się za sprzątanie! Obiecuję! smile)))
                Pogoda za oknem już drugi dzień z rzędu opiera się ficjalnej prognozie z
                telewizora. I bardzo dobrze, bo mam zamiar coś wyprać oraz pomalować komodę,
                która na balkonie ma wyschnąć, a nie się wypaczyć.
                Ach, lato.....
                (miłego czwartku, w wyborczej dziś świetna kuchnia włoska, no i wreszcie
                przepis na tiramisu!)
                • jol5.po już czwartek 09.09.04, 11:39
                  no własnie, co to jest to tajemnicze "tiramisu", był swego czasu przepis w bardzo feministycznych "wysokich łobcasach", ale tak skomplikowany, ze nie przebrnęłam do końca nawet w czytaniu.
                  mój typ na najśmniejsze zdanie z listu jola: 'nie, to nie pękły oczy, a zabrakło prądu" - ha, ha
                  kiedyś w jednym pokoju włączony był telewizor, a przez przypadek w drugim radio, leciał mecz, transmitowany i tu i tu - spokojny głos spikera telewizyjnego: "dośrodkowanie, teraz piłkę przejmuje ten, strzał..." kontrastował z rozemocjonowanym komentarzem radiowym - pan był na granicy zawałowej, emocje grały, a tempo komentarzu było niesamowite. Transmitowany był oczywiście ten sam mecz. Słuchanie tego równocześnie było niesamowitym przezycie. Oczywiście Polacy przegrali
                  Rozesłałam zdjęcia do: Joli, Barby, Ewy (krakowskiej)- akve, Ewy (kaliskiej), Oli, Agnieszki (angjan) i Magdy (z Krakowa (mamarazycztery) - ale te wróciły, bo przepełniona skrzynka sad((
                  niestety nie mogę wysłać zdjęć do skrzynek gazetowych, bo te zdjęcia ulegają tamże rozkawałkowaniu - Kasiu to właśnie stało się u Ciebie, dlatego nie mogłas ich otworzyć - dziewczyny, proszę może np. na onecie w 2 minuty załóżcie konta, proste jak drut (tak jak w gazecie) i podeślicie. Nowe dziewczyny, plizz o jakieś namiary na skrzynki.
                  mam jeszcze krótki reportarzyk, który robiła sobie Ola podczas wyprawy kajakowej, mogę przesłać,kto chce zobaczyć niech się zgłasza
                  • ada16 Re: już czwartek 09.09.04, 15:14
                    Zaintrygowana wspomnianą przez jol5.pl złożonością przepisu na tiramisu -
                    przestudiowałam go i nie wydaje się tak straszny , gdyby nie ten serek m-coś
                    tam, bez którego nie ma ponoć szans .
                    Jak uda mi sie kupić - spróbuję w weekend.
                    • jol5.po Re: już czwartek 09.09.04, 17:21
                      właśnie, utknęłam chyba na tajemniczym serku m, bo już sama wizja szukania go z tabunem dzieci po sklepach (w osiedlowym, ani najbliższym supermarkecie nie ma)mnie przestraszyła, ale jak powiesz Ada po weekendzie, że warto, to może mimo wszystko się skuszę...
                      • jol5.po wiadomości od Ewy (akve) 09.09.04, 17:55
                        Ewa napisała list

                        "Od prawie 3 tygodni jestem z Zosią w szpitalu .Mała ma koklusz z
                        powikłaniami.
                        Jej stan jest poważny : 2 razy była na intensywnej terapii, miała bezdechy i sinienie
                        spowodowane kaszlem...
                        Niebezpieczeństwo nie minęło.Jestem z nia cały czas .Teraz wpadłam do domu
                        zeby zobaczyły mnie starsze dzieci.
                        Módlcie się za nas - żyjemy jak w transie, gdzie dzień jest podobny do dnia i wszystko nabrało innego znaczenia.
                        Pozdrawaim gorąco
                        Ewa"
                        sad(((((
                      • joanka741 Re: już czwartek 09.09.04, 23:00
                        hi,Jolu tiramisu jest podobno pyszne,ale własnie tylko z tym serkiem na m
                        (mascarpone-chyba albo jakos taksmile)
                        Niestety ja nie jadłam , tylko kolezanka pracująca w Rzymiesmile
                        Wiecie cos Wam opowiem,i wyrażcie swoje opinie!
                        Pani dyrektor jednej ze szkól w naszym mieście,posegregowała sobie dzieci wg.
                        zamozności rodziny,tzn. dzieci osób bogatych, nauczycieli itd....
                        sa w 2 dobrych klasach, natomiast dzieci z rodzin ubogich,kozystających z
                        pomocy społecznej połaczyła w jednej klasie.
                        Co wy na to???Bo mnie telepie do tej pory,i nie wiem co zrobić.
                        Wlaściwie pasuje mi tam dziecko posłać do szkoły bo blisko,ale przeciez ja tam
                        cicho nie usiedze i coś głupiego pewnie powiem!!!!!!!!!1
                        Przeciez to jest dyskryminacja,te dzieci na starcie maja pewnie obnizony poziom
                        bo połowa z patologicznych rodzin pochodzi.Pani dyrektor podobno mówi
                        publicznie,ze ona te plage wypleni(chodzi o dzieci z rodzin
                        patologicznych,biednych itd.)Mówi przy nauczycielach bo od byłej nauczycielki
                        to wie mój maż.Chciałabym coś zrobić,tylko co?????
                        Mnie to nie dotyczy a osoba,której dziecko zakwalifikowano do tej patologicznej
                        klasy siedzi cicho i sie nie wychyla!(chociaz nie jest patologiczna ani troche)
                        Co byście zrobiły?
                        Podobno pisma do kuratorium juz szły i nic to nie dało(znajomi,wtyki itd.itp.)
                        Mi juz przychodziło na mysl aby wezwać TVN-UWAGA,albo POD NAPIĘCIEM.
                        Ale co mam powiedziec ,że jedna pani drugiej pani?To bez sensu trochesad
                        • olioliwa juz prawie piątek 10.09.04, 00:15
                          oj, ale smutno po liście od Ewy...
                          mnie spotkało 3 razy z dzieciaczkami takie krytyczne bytowanie w szpitalu
                          później przez miesiac dochodzi sie do siebie (a odchodzi od rytmu szpitalnego)
                          ale i tak najważniejsze co się dzieje tu i teraz czyli z Zosią, Jolu ślij Ewie
                          wsparcie
                          Joanko, ja bym się dołączyła do ostrej akcji w stronę kuratorium
                          wiadomo dla większości to lepiej głowę w piasek wsadzić ale ja w takich
                          sytuacjach szukam choć 1, 2 osób myślących podobnie i do ataku!!!!
                          U nas w szkole klasy c i d te tzw ogólne ( bo a i b sa sportowe) są zbieraniną
                          dzieci z rejonu , c zawsze ta mocniejsza, d słabsza
                          nie było jednak celowej segregacji
                          poprostu c powstawała z zerówki szkolnej a d z dzieci przychodzących dopiero do
                          pierwszej klasy, czyli tych z zerówek przedszkolnych i dzieci które do tego
                          roku nie chodziły nigdzie bo nie było to obowiązkowe
                          nie było problemy z przeniesieniem między c i d i tak niektórzy czynili, kiedy
                          grupa dzieci z rodzin patologicznych była dominująca a widać było ze
                          wychowawczyni kładzie na to lachę, bo przecież " co ona może zrobić bez pomocy
                          rodziców?"
                          może krótką historyjkę wplotę z dzisiejszego wieczornego basenu aby rozładować
                          tą pesymę
                          wchodzimy do szatni , Mati towarzyszył nam bez kąpieli bo szczepił się dziś na
                          gruźlicę, więc miał jedynie klapki na nogach a reszta sucha
                          przechodzi więc pierwszy na ławeczki a ja z szatni podaję mu ręcznik i mówię
                          nogi wytrzyj sobie
                          on woła na to że sobie już wytrzył
                          wszyscy wybuchają śmiechem , na co Mieszko - nasz domowy lingwista : nie
                          wytrzyłem tylko wytrałem
                          Zazdroszczę Waszym dzieciaczkom, żemają basen szkolny, u nas mimo, że to
                          sportówka to basenu nima
                          chadzamy rodzinnie na hotelowe harce, mimo, że małe to w jest zróżnicowanie
                          poziomów na niewielkiej przestrzeni a ja sobie wyskakuję do sauny
                          dzieciakom sauna się też spodobała
                          kiedyś czytałam o przedszkolu niemieckim prowadzonym metodami księdza Kneippa (
                          przynajmniej w kwestiach hartowania dzieci), maluszki okrągły rok leżakują na
                          balkonie w śpiworkach ( dni deszczowe i śnieżne chyba na werandach), mają też
                          w programie codziennym saunę przeplataną z brodzeniem w lodowatej wodzie
                          uciekam odpocząć bo mnie ta saune dzisiaj wypompowała, pa
                          Ola
                      • jola.wie Re: już czwartek, a nawet piątek! 10.09.04, 08:53
                        mascarpone to biały twarożek bez smaku, to znaczy ani nie solony, ani nie
                        słodzony, może i jest on jakiś podpuszczkowy czy cóś, ale wielkiej tragedii nie
                        będzie jak się go zastąpi toscą albo czymś w tym rodzaju. Ja długo
                        bezskutecznie poszukiwałam oryginalnego przepisu, bo robiłam "gotowe" z paczki
                        i jedno było fajne,a drugie niedobre sad
                        Normalnie do tiramisu trzeba ten biszkopt piec, ale te podłużne biszkopty się
                        świetnie do tego nadają!
                        Malowanie komody mi się wczoraj nie udało, za to przemeblowałam synowi w pokoju
                        (a właściwie "przemeblowałyśmy" - razem z Madzią smile)) i miałam tam przeżycie
                        metafizyczne smile))- ufna zapewnieniom dziecka, że zrobił porządek po starym
                        roku szkolnym, znalazłam w kącie za szafą plecak z ksiazkami (a wiec to
                        było "sprzatanie"!) i wypakowując z niego różności: zaginione nożyczki z
                        godpodarstwa domowego, nieoficjalną korespondencję klasową, książki i zeszyty
                        pomyślałam przez krótką (jak się okazało baaardzo krótką) chwilę, tak sobie
                        zażartowałam, "zaraz jeszcze pewnie znajdę śniadanie" - i natychmiast moje
                        palce wjechały w coś miękkiego! Sprawdzałyście kiedyś jak wygląda zapakowana w
                        woreczek foliowy kanapka po dwóch i pół miesiącach? Sądzę, że nie. Na szczęście
                        woreczek był szczelnie zamknięty, choć gdyby nie to, to pewnie wcześniej bym ją
                        znalazła, gdzies na początku wakacji! Dalsze przechowywanie eksponatu było bez
                        sensu, choć tak daleko zabrnąwszy można byłoby ciągnąć ten eksperyment... Anka
                        z pewnością byłaby zachwycona, sama "nastawia" w swoim pokoju różne zupki z
                        udziałem zielska z pola i np. ziaren pszenicy oraz farb plakatowych, potem o
                        tym zapomina, a ja idąc za węchem po tygodniu/dwóch (w zależności, czy naczynie
                        zostawiła otwarte, czy szczelnie zamknięte przykrywką) odkrywam różne dziwne
                        obrazki których nie potrafię fachowo nazwać.
                        Fe, ale niesmacznie się wkręciłam dzisiaj w wątek! Sorry!
                        Na (z)razie!
                          • jola.wie Ewa trzymaj się! 10.09.04, 09:35
                            Na pewno jest ci cholernie ciężko, ale to minie, będzie dobrze, zobaczysz!
                            Myślimy o was!

                            A o szkole z "podziałem" - to bardzo zdradliwa idea, bo można wiele dobra
                            zdziałać dla dzieci z rodzin patologicznych, ale też może to być przykrywka dla
                            dyskryminacji, która zresztą w mniejszym czy większym wymiarze jest w tej
                            sytuacji nie do uniknięcia. Wymaga wiele doskonałych kwalifikacji ze strony
                            pedagogów. Można na przykład zapewnić dzieciom z rodzin patologicznych taką
                            opiekę pedagogiczno-psychologiczną i wychowawczą, jaka nie jest potrzebna
                            dzieciom z "lepszych" rodzin, uchronić ich od poczucia się "gorszymi" wśród
                            dzieci bogatszych, lepiej do szkoły wyposażonych, lepiej ubranych... Ale
                            niestety od razu nasuwa się lustrzane odbicie tej sytuacji: chronimy dzieci
                            bogatych od kontaktu z "elementem", nie narażamy ich na kradzieże i inne
                            ekscesy, chronimy je przed niepożądanymi "znajomościami" - jeszcze zechcą się
                            po szkole nie daj Bóg odwiedzać....
                            Idiotyczne jest to, że ten podział, o ile dobrze rozumiem, został dokonany
                            według kryterium posiadania rodziny, więc i w dalszym postępowaniu na pierwszy
                            plan mogą wysunąć się wartości materialne, no i oczywiście, znajdą się w tej
                            klasie dzieci, które nie powinny się tam znaleźć (tak jak to się właśnie stało,
                            jak pisze Joasia)
                            Nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji.
                            Przyznam się wam, że mój syn chodzi do prywatnej szkoły podstawowej - Córka w
                            tym roku posżła do "normalnej". Zapisaliśmy go do szkoły prywatnej w sytuacji
                            kiedy nie mieliśmy mieszkania i wiedzieliśmy, że będziemy się jeszcze
                            przeprowadzać (a zrobiliśmy to dwukrotnie), a ponieważ on miał za soba zmianę
                            przedszkola i niezbyt dobrze to zniósł, postanowiliśmy nie narażać go na zmianę
                            szkoły. Był dzieckiem wrażliwym, wszystko bardzo głęboko przeżywającym, baliśmy
                            się, że pójście do "normalnej" szkoły, do jednej z sześciu klas pierwszych,
                            liczącej sobie każda po ok. 30 dzieci, będzie dla niego zbyt wielkim szokiem,
                            tym bardziej, że nie będzie mógł liczyc ani na podwórkowe (osiedle ludzi
                            starych), ani na przedszkolne znajomości - dzieci w ostatnim roku w przedszkolu
                            nie zaakceptowały go tak do końca, ciągle skarżył się na jakieś przykrości. No
                            i druga sprawa, bezpieczeństwo: w szkołach szalały narkotyki (może zresztą
                            szaleją do tej pory, ale rozłączenie podstawówek od gimnazjów wiele w tej
                            sprawie zmieniło). Baliśmy się z drugiej strony, że w prywatnej szkole woda
                            sodowa uderzy mu do głowy, ale nic takiego się nie stało, nadal nie stać nas na
                            wiele rzeczy, na które stać rodziców innych dzieci, wiele dzieci w tej szkole
                            jest z rodzin w podobnej sytuacji jak nasza, klasy są mało liczebne, poziom
                            nauczania wysoki, Marek zawsze lubił do szkoły chodzić, uczy się wysmienicie,
                            cała grupa jest zżyta, dochodzą nowe dzieci (startowali z ósemką, teraz jest
                            ich 14), każde z nich podobnie wyalienowane, bez "towarzystw podwórkowych",
                            klasa nie ma problemu z akceptacją takiego dziecka. Każde urodziny są
                            świętowane w domu jubilata, rodzice są też zaprzyjaźnieni (robimy sobie na
                            jesień wyjazdy integracyjne, wszyscy jesteśmy od dawna na "ty") - to te dobre
                            strony.
                            Anki nie zapisalismy do tej samej szkoły, bo nas na to nie stac. Nie ma takiej
                            zresztą potrzeby: jesteśmy mieszkaniowo ustabilizowani, ona szczęśliwa, ze
                            chodzi z koleżankami do klasy, w szkole też ma same koleżanki bo znają się z
                            podwórka, szkoła mała, bo tylko podstawówka, klasa: 20 dzieci, więc nie
                            najgorzej. Szkoła blisko domu. Nie wiem, z jakimi problemami się tam zetkniemy,
                            chodzą tam dzieci różne.
                            Dość tych mądrości, Madzi włączył się alarm sad

                            Jola
                            mama Marka, Ani i Madzi (25.05.04)
                            Madziorek i reszta
                          • agnjan Re: już czwartek, a nawet piątek! 10.09.04, 09:35
                            Szymek ma katar i obudził się nad ranem, popłakiwał sobie na przemian ze
                            spaniem, dzisiaj po południu moja połowa (w zasadzie dosłownie, bo mąż i
                            starszaki) jadą w góry do Krynicy, na Jaworzynę, etc., teraz jakiś palant znowu
                            wierci dziury w ścianie Szymka, dzieci starsze rano najpierw towarzyszyły
                            Szymkowi do piątej, potem nie chciały się dobudzić do szkoły, dojadały
                            śniadanie po drodze, mąż wściekły, bo nie wiadomo, czy mu się uda wcześniej
                            wyjść, żeby w te góry dojechać przed północą... i weszłam tu specjalnie po to,
                            żeby napisać "CIĘŻKO MI"

                            bo na żadnym innym forum jakoś tak mi tego napisać nie wypada... bo i tak
                            wszyscy znaczy się opinia społeczna smile ) myślą - rety - troje dzieci i w
                            ciąży, tej to musi być ciężko, heros baba, biedulka i wogóle, a mnie wtedy krew
                            zalewa, bo przecież oni nie wiedzą, ile to szczęścia jest... i
                            jakie "madryckie" życie mają z jedynakiem...

                            A Wy wiecie, więc jakoś tu mogę to napisać - TAK MI CIĘŻKO sad((

                            no i przeczytałam post od Ewy i tak mi się głupio zrobiło... katar,
                            niewyspanie, poranne nerwy... TYLKO

                            Ewuniu, ściskam Cię, Was serdecznie i modlę się o zdrowie dla Maluszka!

                            Przestał wiercić, może położę Szymka i sama się prześpię? A w domu sajgon...
                            ale jutro będę sama, to może posprzątam...
      • jol5.po Re: WIELE DZIECI I INNI 10.09.04, 12:23
        Kasia wysłałam
        Jeżeli to pani dyr. podzieliła sobie klasy, co by ładniej wygladało to faktycznie nie za dobrze sie to prezentuje.
        kiedyś czytałam, ze robione były eksperymenty, właśnie dzielono dzieci na słabiej dające sobie radę i te super zdolne. okazało się, że dzieci ze słabszych klas nie miały do czego równać w górę, więc równały w dół. Poziom leciał na łeb i szyję. Nie pamiętam juz jakie były wnioski co do zdolnych.Ale generalnie postulowano o zróżnicowanie i przemieszanie dzieci, bo to dobrze działa.
        Oczywiście kij ma dwa końce i jak zauważyła Jola czasami mozna by było pomóc takim dzieciom zebranym w jednej grupie, ale też i piętnuje się je.
        Generalnie z tego co słyszę, to atmosfera jest odwrotna i gdyby coś znajoma chciała z tym zrobić Joanko, to góra ma też takie nastawienie - nie segregować.Obecna minister, czy nie wiem dokładnie, ale wysoko co do edukacji, Anna Radziwiłł ostatnio w wywiadzie mówiła, że chce sie sprzeciwić np. klasom, gdzie rodzice opłacają dodatkowe godziny językowe. Powinni płacic na szkołę, a nie wyróżniać jakąś klasę na tle innych dzieci szkolnych.
        Akurat mieliśmy taką sytuację, bo Ola od pierwszej klasy miała opłacaną własnie przez całą klasę nauke niemieckiego. Trochę nam się zjeżył włosn na głowie z mężem jak usłyszelismy, że jednak powinniśmy gdzieś ogólnie na szkołę ładować pieniądze, a nie egoistycznie na naszą Olę.
        U nas podobnie jak u Joli, dzieci do różnych szkół chodzą. Ola do publicznej, a Jaś i Małgosia do niepublicznej.
        U Oli trafiła się rewelacyjna pani w klasie 1-3, opiekuńcza, dobra organizatorka, świetny kontakt z rodzicami, bardzo zabiegała o klasę. Jednak w klasie jest 34 osoby i na Olę systematyczną i spokojną pani miała duży wpływ, ale co bardziej rozbrykani i tak regulowali sobie sami stosunki między sobąwink. Teraz (od 4. klasy) wszystko się niestety rozsypało, przy układaniu planu zapomniano o dodatkowym niemiecki, rempnt stołówki trwał przez cały wrzesień, zamiast na wakacjach, w planie Oli Wf sąsiadował z basenem, a potem przez cały tydzień rzadnego ruchu - szkoła bierze udział we wszystkich możliwych akcjach - szkoła z klasą, itd. ale jednym słowem brak gospodarza, właściciela, kogoś kto czułby się za to wszystko odpowiedzialny, choć dużo jest ludzi dobrej woli.
        Jaś i Małgosia chodzą do szkoły gdzie wraz z wzrastającą ilością dzieci z jednaj rodziny maleje czesne. A że w dzieci akurat nasza rodzina jest bogata... No nic, najwyżej samochodu dorobimy się o te n lat później.
        Ciekawe Jola, że tak różne charaktery są u Marka i Anki, ciekawe co z Madzi wyrośnie. Moje dzieci też różnią się baaaaardzo.
        kiedyś po białej szkole (wyjazd zimowy z klasą) śmiałam się z mężem, że pewnie znajdę to co zapakowałam tydzień wcześniej do jedzenia. Tak, oczywiście był banan w stanie rozkładu, blee.
        Agnieszko, kochana, dzielna mamo!!! Oj nieraz miała takie chwile i myślałam sobie, chciałaś kobieto, a teraz się łamiesz. Ta ilość rzeczy która zbiera się do układania, prania, syzyfowa ilość, te psychiczne przeciążenia. Ale ja wiem i Ty wiesz, że to nasze wymarzone..., dlaczego takie ciężkie, nie wiem. Ale wstaje nowy dzien, Szymuś się uśmiechnie i... (tylko dlaczego Jaś z Małgosią akurat wtedy walą się po głowach, no dlaczego - u mnie bynajmniej nie przebierają ostatnio w środkachwink. Wiesz, że bez tego byłybyśmy bardzo nieszczęśliwesmile) Pisz, pisz wtedy kiedy masz już dość, ponarzekamy sobie razemsmile
        Dziewczyny, wszelkie słowa wsparcia dla Ewy zbiorę w jeden list i wyślę, łatwiej jej będzie przeczytać, niż na forum, czas jej się bardzo skurczył...sad((
        Trzymajcie się, miłego dnia Jola
          • jol5.po Re: WIELE DZIECI I INNI 10.09.04, 22:37
            a poza tym Agnieszko, jesteś w ciąży, Twój organizm pracuje, jakby wchodził dodatkowo na Giewont + jeszcze problemy Twoje i całej pozostałej czwórki domowników, ot zycie...smile
            dużo siłysmile)
            • ewa057 Re: Wiadomosc dla Ewy (Akve) 11.09.04, 13:12
              Wiem co czujesz i jak boli cie serce z powodu choroby dziecka.Ja przezywalam to
              kilka razy z moim Mackiem (teraz 12 lat). Zaczelo sie 1 rok 8m operacja na
              jelita.Było bardzo zle.Modlilam sie i wierzylam ze bedzie dobrze.Po 4
              tygodniach wrocilismy do domu.Pozniej choroba zakazna rozyczka i swinka
              jednoczesnie.Powiklania i zapalenie opon mozgowych plus zapalenie pluc.
              Nastepna to wyciecie migdalka trzeciego podciecie bocznych powiklania krowtok
              wewnetrzny.Potem transfuzja krwi itd.teraz czeka go jeszcze jedna operacja ale
              to kosmetyka .Przewrocil sie i szwy w brzuszku mu poscily i trzeba podlozyc
              siatke zeby bylo dobrze.
              EWO jedno co to wiara w dobro ,a bedzie napewno dobrze. Male dzieci mahja silny
              organizm .Ale ty tez nie mozesz sie zalamywac bo maluszek wyzdrowieje i mama
              musi byc silna. Bedzie wszystko dobrze. Pozdrawiam i caluje .Pa
              • jol5.po wiadomości od Ewy (idzie ku lepszemu:) 11.09.04, 15:03
                Ewa, przesyłam Twój list Ewie (pamiętam jak mi kiedyś pisałaś o tych chorobach Maćka brr, dobrze, że już wszystko za Tobą) i wklejam list od Ewy

                "Jesteście kochane!
                I nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy!
                Czuje się taka odrealmniona, wlasny dom jest jakis obcy i na chwilę.Ale dobre słowo jest jak balsam smile
                Z Zosia troche lepiej:zrobiła sie wesoła i dobrze je.To dobry znak.Coraz lepiej radzi sobie z kaszlem, "nauczyla " sie kaszleć.
                Ale jeszcze długo każde kaszlnięcie będzie nas podrywać na równe nogi.Nie spałam przy niej całymi nocami, mimo,że kupiliśmy monitor oddechu,że "czuwał"( szpital nie dysponuje czymś takim , poza kardiomonitorem na intensywnej terapii).
                Niestety teraz kolej na mnie sadJestem chora na całego:temperarura, katar , kaszel, bóle miesniowe...Mam dość sad
                Najgorsze,ze Zosia może sie zarazić i spędzimy kolejne tygodnie w szpitalu.A musze z nią być, bo karmię.
                Dzisiaj po raz pierwszy od 3 tygodni spałam w domu.Byłam tak wykończona,ze mąż przyjechał do szpitala nocować z Zosią.
                Ale to taki średni pomysł:umieram z niepokoju o Mała i zamiast sie wyspać...Lepiej nie mówić.I jeszcze odciąganie pokarmu...przez pół nocy.
                Zeby tego było mało: to na koklusz choruja wszystkie dzieci.Najgorzej 3-letni Julek.Jest po antybiotyku,ale ostre objawy nie ustepuja.
                Co noc budzi sie z kaszlem wielokrotnie i wymiotuje.Jest taki biedny, wychudzony i bez mamy.
                Juz nie wiem co z tym robić.
                Chyba dziś zabiorę go ze soba do szpitala i moze tam coś powiedzą, bo dziecko po prostu wyniszcza ta choroba!
                Może znacie jakies sposoby "babciowe", niekonwencjonalne juz sama nie wiem jakie byle pomogły Julciowi.
                Pozdrawiam Was wszystkie gorąco."
                Ewa
                • agnjan Re: wiadomości od Ewy (idzie ku lepszemu:) 11.09.04, 18:33
                  ewuniu, nie wiem, jak sobie radzić z kokluszem - Jasiowi z podejrzeniem
                  kokluszu dano antybiotyk, okazało się jednak, że to był silny atak alergii -
                  chyba pisałam o tym na początku wakacji... ale ściskam Was mocno - będzie
                  dobrze, zobaczysz!!!! Mocno, mocno trzymamy kciuki, niedługo będziecie to
                  wspominac, jak koszmarny sen...

                  A my zostaliśmy z Szymkiem we dwójkę (w zasadzie z dzidziusiem we trójkę) -
                  reszta pojechała w góry i bawi się świetnie (o czym donoszą SMS-ami). A mnie
                  okropnie smutno bez nich, choć staram się robić sobie same przyjemności.
                  Szymek grzeczniutki w charakterze jedynaka, ładnie pospał po obiedzie, trochę
                  sobie tylko piszczy i krzyczy (widocznie za cicho mu w domu samemu :-
                  )))))))))). Żałuję, że z nimi nie pojechałam, choć oczywicie to niewykonalne
                  było... Okropnie mi się tęskni, a najgorszy oczywiście będzie wieczór...
                  obłożyłam się książkami, zaraz może wskoczymy do wanny smile Już jutro wracają :-
                  ))))))

                  A w poniedziałek rano trzymajcie za nas kciuki - mamy wreszcie ostateczną
                  rozprawę adopcyjną Szymka. Bardzo bym nie chciała, żeby było widać ciążę (żeby
                  nie tłumaczyć sędzi, jak to możliwe, że mieliśmy zaświadczenie, że dzieci mieć
                  kategorycznie nie możemy, a teraz możemy - takie tłumaczenie, że się nie jest
                  wielbłądem, a czwórka dzieci to nie dopust boży...), już sobie naszykowałam
                  spodnium i szeroką bluzkę (spodnie na gumkę do włósów - hehehe), i, jak to
                  mawia mój mąż "nie wyglądam, że jestem w ciąży, tylko że jestem strasznie
                  gruba" smile))))))) No a z tego się tłumaczyć mam nadzieję nie będę musiała smile))

                  W każym razie Szymek za nieco ponad 3 tygodnie będzie już zupełnie sam, a my
                  odetchniemy, wyrobimy mu akt urodzenia i wreszcie będziemy spać spokojnie smile
                        • joanka741 Re: dzieci chorują 13.09.04, 16:37
                          Podaje nr swojego gg i zapraszam mamy do klikania czasem samemu(o ile jesteśmy
                          same) smutno i trudno.
                          Czytam wasze posty o chorych maluszkach i mysle że ja jestem zdenerwowana bo
                          troszke katarku moje maluchy mają ,a tu szpitale i takie przejścia
                          brrrrr,nikomu nie zycze.
                          Pozdrawiam serdecznie i napiszcie czasem cossmile
                          • jola.wie zaraza, czy co? :-( 13.09.04, 20:11
                            Marek cztery dni przeleżał z gorączką i megazapaleniem zatok, jutro idzie do
                            szkoły, ale wymienia się z Anią, która dzisiaj wróciła juz chora. W domu
                            wolałabym Marka niż Anię, bo sama od wczoraj leżę w dreszczach z gorączką, a
                            głowę mi rozrywa, ale wyboru to raczej nie mam. Dzisiaj już doszły oskrzela. W
                            napięciu czekam, co mała Madzia na to wszystko. Znajoma z sąsiedniego miasta
                            mówi, ze wsród jej znajomych epidemia. Do jasnej cholery! Choć to nic w
                            porównaniu z przejściami Ewki.
                            gg 938935
                            • agnjan uwaga - poprawiam humory :-) 13.09.04, 22:03
                              dzisiaj odbyła sie nasze (w końcu!!!) rozprawa o przysposobienie Szymka smile
                              pierwsza cudowna wiadomość - jest prawnie, legalnie nasz i nikt nam go nie
                              odbierze - lalalalala smile druga dobra wiadomość - sędzia NIE ZAUWAŻYŁA że
                              jestm w ciąży i nie musiałam się tłumaczyć (co byłoby o tyle trudniejsze, że
                              w "referacie" czyli sprawozdaniu ze sprawy powiedziała "wnioskodawcy posiadają
                              orzeczenie lekarskie, iż więcej biologicznych dzieci mieć nie mogą" -
                              faktycznie takie zaświadczenia posiadamy - hehehehehe) smile

                              całuję wszystkie chorowitki mocno, mocno - cmoooook; my jutro jedziemy
                              podglądać nasze najmłodsze dziecko, może nawet okaże się, czy to facecik tam
                              pływa czy kobietka smile
                              • jol5.po Re: uwaga - poprawiam humory :-) 13.09.04, 23:18
                                o rany, jak faaaaaaajnie. Gratuluję Mamo Agnieszko i Tato ze wszystkimi prawami do swojego Synka Szymusia, z wszelkimi prawami do rodzeństwa, którym jest Jaś i Małgosia, no i Maluszka, ale jestem ciekawa, co Ty tam masz Agnieszka pod sercem smile)).
                                Hmmm, chorób więc na watku ci u nas dostatek, no, no. Co to się dzieje. Do nas jeszcze nie dotarło - choć podejrzana sprawa, wszystko poniżej 11 roku życia leżało w łóżkach około 21.30, nie normalna to ci u nas w domu sprawa. Chorzy jacyś czy co. Wszystko starsze od mnie (znaczy się mąż) wyjechało i sama jak palec siedzę sobie, cisza, spokój. Tylko ja i bałagan.
                                Tylko, że ja sama oznacza też, że sama musze zawieść dzieci do szkoły na 8.15 z maluchami, chyba więc czas spać - juz się boję tego jutra.
                                Joanko - gdzieś chyba na 1 stronie jest LISTA - taki post, gdzie wszystkie adresy, ale zaraz niżej i nr. gg są. Zestawię jej jeszcze raz w najbliższym czasie.
                                Jola, Ty mocna babko, nie daj się, no co Ty
                                Dobrej nocy, zdrowia
                                Jolasmile
                                (gg 8347085)
                        • maruda13 Re: dzieci chorują 14.09.04, 07:31
                          Dziś u mnie wszyscy Panowie w łóżku sad przywlekli jakieś choróbsko z
                          przedszkola, zaczęło się niewinnie a dziś wszyscy leżą. Najbardziej mi Misia
                          szkoda - najbardziej sie męczy, każda próba śmiechu kończy się atakiem kaszlu,
                          pomijając karmienie jak nos cały zapchany sad Musi leżeć na poduszce żeby ten
                          katar tak nie dokuczał a pilnować go trzeba - zaraz po położeniu przewraca się
                          na brzuch i może się udusić w poduszce. Strach go gdziekolwiek samego zostawić
                          zaraz "łazi".
                          Gratuluję Agnieszce i cieszę się razem z Wami.
                          • barbamama Re: dzieci chorują 14.09.04, 08:35
                            Chciałoby sie napisac buuuuuuuu bo moje też chore ale po przeczytaniu postu
                            Agnieszki ze Szymek ich i tylko ich nie moge sie smucicsmile

                            Maciej dzis już nie idzie do żłoba bo 38,3 + megakatar, dziewczynki poszły
                            jeszcze do przedszkola ale tez juz kataralnesad dzis ok 18 bedziemy w
                            przychodni, a jutro w przedszkolu impreza z okazji powitania po wakacjach i
                            przedstawienie sad
                            Moje Maluchy super- fantastyczna grupa, chodzi ich 17- ścioro, juz nie płaczą,
                            sporadycznie, mam czwórkę takich przytulanek 2,5-letnich- przyjete warunkowo
                            przez szefową- całkiem nieźle sobie radzą.
                            Mam bardzo duży problem z Zunią, ma nadwrażliwośc dotykowa i mamy wrażenie że
                            wszystko sie nasila: kapcie ma dwa nr za duże jeszcze jej ciasno, włosy obciete
                            bo gumki tez uciskały, spodnie tylko w gumke i to takie co pod brzuch zjeżdzją,
                            podkoszulki uwieraja, wszedzie metki poobcinanne a i tak jest codziennie
                            awantura o ubieranie się zarówno w domu jak i w przedszkolu. Ehh słyszałam o
                            terapii szczotkowania wiecie cos nt???

                            Ewunia jak tam Zosieńka i chłopcy,napisz jeszcze bo codzień w domu myslimy o
                            Was i o tym żeby zdrówko biegiem wróciło!!!!

                            Pozdrawiamw Was jęcząc bo Maciej gryzie mnie po rakach- dodatkowo mamy
                            ząbkowanie - górne czwórki

                            Jolu dzieki wielkie za zdjęcia, nareszcie mołam popatrzeć na cała piateczkę,
                            małe dziewczyneczki jak moja Zuzieńka - słodkie takie, starzaki niech przynosza
                            tylko szóstki, buziaczki dla Michałkasmile
                          • ada16 Chorujemy... 14.09.04, 08:49
                            U nas wszyscy przeziębieni, dodatkowo Kubę straszliwie wysypała alergia nie
                            wiem po czym.
                            A teraz o mądrości starszych dzieci:
                            Mały ( 1 rok)został pod opieką Dużego ( lat 17). Duży od godz. 16 do 21 nie
                            pomyślał, że trzeba Małemu dać jeść ( mimo przygotowanej butelki,
                            telefonicznego kontaktu itp). Położył go na głodniaka.
                            My wyszliśmy na godzinkę z domu , a wróciliśmy po 4. Nasz samochód....
                            • jola.wie Re: Chorujemy... 14.09.04, 09:45
                              Agnieszko, tak się cieszę, dołaczam się do gratulacji! Tak sobie o Was myślałam
                              wczoraj, czy się wszystko udało i czy nikt się nie czepiał twojej, hm smile))
                              otyłości!
                              Nadwrażliwość dotykowa: co to jest ta metoda szczotkowania? Jakies masaże? U
                              nas (Anka) od zawsze był ten problem, bo jest dotknięta atopią skórną, to
                              znaczy jest uczulona na nie wiadomo co i ma permanentny tzw.wyprysk atopowy w
                              charakterystycznych miejscach, na który działają skutecznie jedynie silne
                              sterydy. Czasem po nie sięgamy, bo ten wyprysk to nieustający świąd, chcemy
                              Ankę choć na chwilę od tego uwolnić. Zawsze myślałam, że jej niechęć do
                              skarpetek, majtek, czapek, fryzur, metki zawsze wycinam, ale ją drażniły nawet
                              szwy w odzieży - to z powodu tego świądu! Tymczasem miała może oprócz świądu
                              jakąś ogólną nadwrażliwość? Teraz jest w dużej mierze lepiej, choć jak jej coś
                              nie pasuje, to zdziera to z siebie i za nic nie założy! Ale nie ma mowy o
                              żadnym szczotkowaniu, ze skórą atopową trzeba się obchodzić bardzo delikatnie -
                              nie powinno się jej nawet pocierać ręcznikiem. Oto jakie genowe mutacje
                              zgotowała nam cywilizacja - a dziecka tak żal!!!
                              Tak, chorujemy dalej. W nocy Madzia dostała wstrętnego kataru, jak jej zejdzie
                              niżej pewnie zacznie kaszleć. Takie dziecko od razu wpada w panikę, nie może
                              oddychac noskiem, a nie ma innego pomysłu na oddychanie... Zdecydowałam się
                              ściągać gruchą o 4.00 ryzykując dziki wrzask, dało to niewielką ulgę i na
                              chwilę, więc zakropliłam krople w nosek i przespała 3 godz. Druga nocka z rzędu
                              na nogach...sad((
                              Ada16 smile)), czy Mały się nie upominał? Był już tak słaby, że się dał położyć
                              na głodniaka?
                              Joanka, był wczoraj program z Pospieszalskim o podziałach w szkole. Widziałaś
                              może? Ja obejrzałam pierwszą część, ale argumenty były tak różne, ze nie
                              zdążyłam wyrobić sobie poglądu. Nadal nie wiem, co bym zrobiła jako rodzic.
                              Zaczęłam się tylko zastanawiać, czy skoro Anka chodzi do klasy "B", to może to
                              jest ta "gorsza" klasa? Bo w klasie "A" znalazła się jej koleżanka z zerówki,
                              córeczka znanego lekarza... Nasz tata niby też jest medykiem, ale nie tak
                              znanym, za to zna się z dyrektorką szkoły - chybaby nie zrobiła mu "świństwa"?
                              Ale Ala jest jedynaczką, a u nas troje dzieci....smile)) Wpadam w błędne koło,
                              ale właśnie sobie uświadomiłam, ze do tej klasy chodzi mało rozgarnięta Natalia
                              i Dżastin (tak ma na imię) - ten to już drugi rok do pierwszej klasy... W
                              dodatku w tej klasie jest więcej dzieci niż w klasie "A"... (wszystko powyższe
                              to takie prowokacyjne brednie smile))
                              pozdrawiam serdecznie!
                              pa
                                • jola.wie Re: Chorujemy... 14.09.04, 11:34
                                  Wiesz, ada, oni w tym wieku nie myślą, to czysty instynkt. Mój syn do obiadu
                                  bierze widelec tylko dla siebie, zamiast podać wszystkim. Co chwilę cos z
                                  lodówki wymiata, wiecznie głodny, a jak ma się z kimś podzielić to widze w jego
                                  oczach pytajniki głodu, więc nie narażamy go na takie stresy smile))(jakimś cudem
                                  pozostaje wciąż chudy), chociaz z kolei Anka ma taką manierę, ze cokolwiek
                                  zobaczy, że Marek je, ona zaraz chce to samo (a najpierw chce spróbować, on jej
                                  nie chce dac spróbować, wariactwo). Tak, że w powyższym kontekście zdziwiłabym
                                  się bardzo, gdyby mój syn w kwestii nakarmienia pomyślał o kimś innym...
                                  Poradziłabym nam jakieś zwierzątko do opieki, ale przecież własnie małe dzieci
                                  są świetnymi egzemplarzami treningowymi w tym zakresie (zdawać by się mogło). U
                                  nas zresztą zwierzątka wykluczone - alergie.
                                  Ech, życie...smile)
                                  Ja tam chyba tracę kontakt z dziećmi: Anka posżła do swojego pokoju i zamknęła
                                  drzwi, no więc ja za nią "czemu zamykasz drzwi, przeciez jesteśmy tylko we
                                  dwie, nikt ci nie będzie przeszkadzał", a ona "ja się bawię", "no to możemy się
                                  pobawić razem", a ona "ale to są brutalne zabawy" (!?), jeszcze z niej nie
                                  wydusiłam na czym polegają te "brutalne zabawy", ale nie popuszczę, na razie
                                  dowiedziałam się tylko, że "razem to my możemy najwyżej porysować". No i masz
                                  babo placek! Co ja teraz mam zrobić?!
                                  • agnjan jeszcze jedna dobra wiadomość :-) 14.09.04, 22:41
                                    w moim brzuszku pływa sobie........






                                    Martusia smile

                                    także dla nas to tydzień BARDZO DOBRYCH wiadomości - w poniedziałek, że mamy
                                    juz na pewno i legalnie synka, we wtorek, że mamy (prawdopodobnie, kto by tam
                                    wierzył temu szaremu filmowi z zarysami krągłości i wybrzuszeń - hihihihihi)
                                    córeczkę smile

                                    równowaga zatem w rodzinie zachowana 3+3 smile

                                    acha - zdrowa pozostaje Martusia i nasz tatuś, reszta okropnie katarzy i spać
                                    nie może sad(( z zapchanymi nosami...