Dodaj do ulubionych

WIELE DZIECI I INNI

    • barbamama Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 11:17
      To i ja, przed wyjściem do pracy smile Maciej jescze spi- zasnął wczorak ok 24 i
      śpi jak suseł, zdążyłam troche poczytać, popisać, wyprasować, wziac prysnic-
      jestem w trakcie robienia obiadu.smile
      Agnieszko z wyspy- myslelismy wiele razy o wakacjach na wyspie- ponoć sa tam
      najpiekniejsze plaze na Bałtyku a znajoma jakies 6 lat temu z całą rodzinką
      objechała Bornholm na rowerze(kazdy na swoim wink )suuper. Trochę czytałam o
      fenylo.... trudna choroba, ale jak widac doskonale dajecie sobieradę , zycze
      urzeczywistniena marzen z dziecmismile Jak mozna zostawic na pastwe losu chore
      dziecko: brat mojego meza mial dziewczynę z rozszczepem wargi i podniebienia-
      była po operacji..... Teściowa wiel razy suszyła Oldkowi głowę ze ma rozmawiac
      z bratem o zerwaniu bo jakie wnuki beda ..... brrrr, wrrr
      Jolu jak fajnie że napisałas cos o dzieciach- biedne te drugie dzieci , każde
      nastepne i przeodstatnie- nigdy nie maja Rodziców tylko dla siebie, uczone
      dzielenia się od początku- może i dobrze ale włąsnie takie momenty- wyżalanie
      się na balkonie albo rysunek : Ja i rodzice )reszta w brzuchacach mówia nam
      wiele.....Jak tam Michałek- ma nowe umiejetnosci typu wspinanie się na regał-
      Maciej osoaga druga półke- trzeba mocno pilnowac smile
      Jola (Kraków) lae miałas w sobie siłę ducha że nic nie szepnęłas o chrzcinach-
      przeciez nic bysmy nie zapeszyły wink) Mnie to czeka: zuzia i Maciej jeszcze nie
      ochrzczeni- rodzinka naciska, moja mama się modli ehh, daliby nam spokój
      Viola ja się pisze !!!!!!!!!!!!!! Na neutralnym gruncie ??? Mam nadzieję że
      dokulacie się dziewczynki z brzuszkami ????? jak Bartek ??? Kiedy macie wizytę
      u psychologa ?
      Magda ja mam ten problem z tesciową , nić nie moge powiedziec ze boli, jakiś
      problkem bo zaraz mam referat nt choroby, jej konsekwencji, historie zachorowań
      w rodzinie i takie tam. acha no i oczywiscie ze może pomóc- poczarowac wink
      W ogóle witajsmile aaaaaa musze do pracy, agnieszko ciazowa trzymaj dietke ,
      kurcze nigdy nie mam czasu żebgy do Was na spokojnie popisać albo praca, albo
      spanie , albo dzieci (hihihi znacie to ??)Ale czytam zawsze na dzień dobry- ten
      watek ze swoimi zmartwieniami i bez to miód na moje serce
      Kasiu przesyłam zdrowe myssli do męża
      .....i pozostałych chorych wszystkich
      papatki...lece do pracki.... do "moich dzieci" smile)))
      • eury1 Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 13:57
        Zinko zamknij oczy i nie czytaj:
        KURDE JEST ZLE !!!! I NIGDY NIE BEDZIE DOBRZE !!!!
        JAK WAM COS NIE WYJDZIE - TO MACIE PEWNIK,ZE TO MOJA WINA.....BO WIECIE JESTEM
        WINNA NAWET TEMU ZE NIE SPADŁ ŚNIEG W TATRACH
          • jol5.po Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 14:47
            CZASAMI JEST ŹLE, A CZASAMI DOBRZE. VIOLA, urodziłas się jak każdy z nas, idzesz przez zycie jak każdy, nie jesteś winna, bardziej niż inni. Jesteś skazana na swój charakter, jesteś odpowiedzialna za 4 synów, córkę i męża. W srodku jest dzidziuś, któremu płynie szybciej krew w żyłkach, kiedy sie denerwujesz, dzidziuś dla którego jesteś całym światem i dla którego jesteś królową bez skazy. A zaraz przyjdzie ze szkoły Daria i bedzie smutna.
            Połóż się na chwilę, połóz rękę na brzuchu i poczekaj, aż zacznie kopać. Dużo siły będziesz potrzebować, żeby urodzić maluszka, więc nie trwoń jej teraz. Jest smutno, smętno i ciemno za oknem, trudno, nowe zycie jest warte tego, by się mimo to uśmiechnąć. Pozdrawiam Cie gorąco - Jola
          • eury1 Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 14:58
            Ada,nie odnosisz czasami takiego wrazenia że im bardziej się starasz tym jest
            gorzej?
            Ja poprostu wypaliłam się.
            Jak to ktos ładnie poiwedział - brakuje mi wiary....
            Bo w chwilach takich jak ta nie wierzę już w nic i boję się wszystkiego.
            A muszę robić dobrą minę do złej gry,bo kto jak kto,ale dzieci bać się nie
            mogą.Więc mam kilka godzin na pozbieranie się na tyle aby nie krzyczec jak
            którekolwiek będzie chciało się do mnie przytulić.
            Kiedyś bardzo wierzyłam w ludzi,w Boga...Wychowałam się we wspaniałej parafii
            we Wrzeszczu.Na Słowaciego przeżyłam prawie całe swoje dzieciństwo.Proboszcz
            był srogi i to bardzo-jego Boga nalezalo się bać.Ale był tam tez wikary -
            ksiądz Lachowski.Najwspanialszy człowiek pod słońcem.Uczył nas że dobro jest
            wszędzie,a gdzie dobro i piękno,tam i Bog.A On daje nam łaskę i siłę w każdej
            chwili naszego życia.Ze jeśeli jestesmy w stanie zobaczyć przez łzy promienie
            słońca przedzierające się przez liście,to znaczy że doznaliśmy Jego
            wsparcia...Kościól był wszędzie...nawet w zagrzybionym mieszkaniu parbabci.Nie
            było ludzi złych,głupich i bezdusznych-byli tylko zagubieni...w sobie,bo Bog
            nich nigdy nie zapomniał.
            Jak miałam 12lat przenieślismy się za Zaspę.Była tam jedna
            parafia...bogata...potem rok 81....parafia polityczna...Zamiast miłości do boga
            nauka przmycania sztandarów,ulotki,dyżury w wielodzietnej rodzinie pewnego
            wąsatego pana-zakonnice nie radziły sobie same ze sprzątaniem jego mieszkań.Ja
            w okresie buntu.Ksiadz Lachowski został gdzies przeniesiony.....a ja wpadłam w
            starszny bunt....bo nie tego byłam uczona,nie taka miała byc rola kościoła,Pokł
            óciłam się strasznie z księdzem.Fakt,z matury dostałam 5,ale usłyszałam na
            odchodne "że dla kościoła katolickiego jestem stracona".Ksiadz po kolędzie do
            moich rodziców nie przychodził jeszcze przez kilka lat.
            Ja wyrobiłam sobie wiarę że owszem Bóg ten cały bałagan stworzył...bo zbyt
            wiele w nim piękna...ale szybko znudził mu się ten eksperyment.zostawił nas
            samych sobie...
            Nie dzielę się swoimi opniami z dzićmi.Uważam że oni sami muszą odnalezć swoja
            drogę.Marek jest całkowitym ateistą.Święta traktuje jako tradycję-na szczęście
            ta opinię tez zachowuje samemu sobie.
            Macie rację - brakuje mi wiary - brakuje mi jakiegokolwiek pewnika

            Cieszę się tylko ze jeszcze wzbudza mój zachwyt tęcza na niebie,wyścigi kropli
            wody na szybie,spokojny oddech dziecka-nie ma piekniejszego dzwięku pod
            słońcem....

            Nie radzę sobie ze sobą.Wszyscy zawsze byli przyzwyczajeni ze ja jestem tym
            pewnikiem.Ale ja już nie mam siły aby udawać że tak jest...Bartek to widzi.Nie
            czuje akceptacji ze strony męża...jest tak samo zagubiony jak ja.A mnie jest
            bardzo z tym zle że nie moge mu pomóc....

            nie moge pomóc samej sobie
            nie dzisiaj
              • eury1 Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 15:21
                Ogólnie jest zle.....czasami lepiej....ale jest zle.
                Generalnie mielismy się już rozstać....ale po wielu "..."zadecydowalismy że dla
                dzieci jesteśmy razem...i trochę dla siebie...ale to nie na forum
              • jol5.po Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 15:22
                wielu ludzi żyje bez szukania głębszego sensu zycia, nie zadaja sobie pytań, co potem, a co wczesniej było.
                Nie przeszkad im to.
                Odczuwasz potrzebę sensu tego wszystkiego, to moze teraz właśnie jest dobry moment, by zacząć od nowa. Jeśli jest teraz dno, to wiadomo na czy stoisz przynajmniej.
                Usiądź i zaneguj wszystko. Jest nic, pustka, powoli pomyśl teraz co jest dla Ciebie ważne. Niech zostanie tylko to co najbardziej cię rusza, tak szczerze, nie deklaratywnie.
                Jeszcze malucha nie ma na zewnątrz, a w środku można go wszędzie zabrać. Jeśli poczebujesz szukać wśród książek, szukaj teraz. Jeśli lepiej by był to żywy człowiek, to jest jeszcze trochę czasu przed porodem, kiedy można się pokręcić
                , wsiąść w samochów, pojechać do W-y.
                Ja katolik, więc z tego punktu widzenia poradzę. Czytałam bodaj u Wiecznej-Gosi (to moderatorka na emamie, ma 5 dzieci i siedzi juz długo na tym forum, dlatego ogólnie jest rozpoznawalna, sama niewierząca, ale ma wierzącego męża), ze chodzą do warszawskiego kościoła prowadzonego przez Jezuitów. Opinia o księdzu jest tym cenniejsza, że właśnie wyrażona przez osobę niewierzącą. Pisała, że jest to ogroooomnie mądry człowiek, że ona słucha kazania z zachwytem nad mądrością tego człowieka, mąż słucha ze wzgledu na wiarę. Może takiego kogoś Ci potrzeba. To jakis charakterystyczny kościół warszawski, na skraju lasu, gdzie księża pieką sami chleb i bułki i mozna sobie nabyć po mszy (to nic, że w niedzielę - znaczy się stosunek do ortodoksji też odpowiednismile



                • eury1 Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 15:44
                  ...i tak mi pomagacie...i to bardzo....
                  Sam fakt że mogę się wykrzyczeć to dużo.

                  To wszystko jest takie pokręcone.Wydawało mi się że już spadłam na samo dno-a
                  okazuje sie że można spadać dalej.
                  Zanjomi mnie nie poznają.Pozrywałam prawie wszystkie kontakty.Drzwi w moim domu
                  nie zamykały się-teraz nie wolno ich otwierać.
                  Pisałam Wam że prowadzę hodowlę kotów...moja pasja obrociła się też przeciwko
                  mnie.
                  Jak widać bez ludzi ja zyc nie potrafię,stąd znalazłam się na forum.Ale tu
                  prościej....komputer nie puka "włacz mnie!".A fantastcznie z Wami się
                  rozmawia.Nie dziwicie się nie ochacie.Stad mój pomysł na warszawskie spotkanie.
                  • agnjan Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 16:21
                    ja się moge spotkać w jakiś dzień tygodnia rano, mogę nawet zostawić szymka i
                    przyjechać gdzieś sama na ploty, w razie czego piszcie na priv:
                    agnjan@poczta.onet.pl

                    i trzymaj się viola, ślę ciepłe myśli... i nie wolno Ci się tak martwić, bo
                    Wojtek czuje, staraj się wbrew sobie...

                    mnie też brakuje sił często, teraz bardzo pomaga mi to, że jest niania do
                    Szymkowych spacerów...

                    acha - chciałam jeszcze (to znaczy "nie chcę, ale muszę") nawiązać do
                    pozostawiania dzieci - chorych, zdrowych... jak zapewne przypuszczacie
                    mieliśmy okazję nasłuchać się wiele takich historii z okazji czekania na
                    Szymka; jest jedna, jedyna chyba moim zdaniem pozytywna sprawa: na takie
                    porzucone dzieci czekają ich adopcyjni albo zastępczy rodzice - czekają z
                    ogromną niecierpliwością, wielką miłością, szalonym potencjałem; liczą
                    tygodnie, dni, godziny do tego wymarzonego telefonu "jest dziecko, chcielibyśmy
                    Państwu przedstawić, chłopiec, pięć miesięcy, taka i taka choroba
                    (albo "zasadniczo zdrowy")"

                    i ja wierzę, że te dzieci mają po prostu taką drogę do swojego, szczęśliwego
                    dzieciństwa; często niestety przez durnowatych biologicznych przedłużoną,
                    przez nieudolnych urzędasów trudną, beznadziejne prawo kolczastą, ale....
                    ogromna większość z nich się odnajduje;

                    jak nasz Szymek; NASZ choć przez innych porzucony, zostawiony, przez nas
                    upragniony i oczekiwany
                  • joanka741 Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 17:08
                    eury widzisz napisałam ze przeczytałam wszystko a uciekły mi twoje kolejne
                    watki.Naprawde wiele z nas ma różnie w domu.My tez kiedys stalismy na takiej
                    krawedzi przed 3 mozliwosciami.
                    przyjechali do nas wtedy nasi przyjaciele -małzenstwo i uświadomili nas .
                    1 mozliwosc rozwód z wszelkimi konsekwencjami
                    2 mozliwosc zostawienie tego wszystkiego tak jak jest czyli beznadziejnie i
                    wegetacja do konca zycia w takim stanie
                    3 .zmienic wszystko na dobre ,walczyc ,modlic sie trwac
                    Wybralismuy jak widac 3 wyjscie ,a było naprawde zle.
                    Oczywiscie pomogł nam Jezus,wiara w niego wspolna modlitwa.Ale również
                    rozmowy,przebaczanie ,starania.
                    Teraz jest dobrze ,czasem wiadomo sa konflikt ale ogólnie idziemy razem i
                    wspieramy sie.
                    Uczymy sie tego, bo to jest nauka jak budowac nie niszczac .Pozdrawiam i
                    zapraszam na gg lub priv
                      • joannajagiello Re: WIELE DZIECI I INNI 09.11.04, 22:46
                        Bardzo fajne forum - weszłam i czytam z przyjemnościa. Ja mam dwie córki -
                        jedna dziesięcioletnią - Julkę, a drugą dwumiesięczną - Basię. Czy ktoś ma
                        dzieci z podobna różnicą wieku? Moja starsza córka bardzo chciała miec
                        rodzeństwo - choc to rodzeństwo przyrodnie. Ale czasami widzę, że jest jednak
                        troche zazdrosna, chociaz staram sie poswiecac jej dużo czasu i na ten temat
                        rozmawiać. Czy ktoś ma podobne doświadczenia?
                        • akve Re: wklejam jeszcze raz ,bo mnie nie przeczytacie 09.11.04, 23:25
                          bornholmka,
                          nasi przyjaciele maja dwoje dzieci z PKU.
                          Nastarsze i najmłodsze ,a w srodku chłopca bez PKU.
                          Stad duzo wiem o chorobie, o dzieciach , o diecie i problemach z tym związanych.
                          Trzecie ich dziecko to moja chrzesnica, Maja smileWięc tez mam dziecko z PKU.
                          Dzieci rozwijaja się swietnie,ale znajomi b. pilnuja diety.
                          Ten starszy 10-letni chłopiec jest b. uzdolniony muzycznie, gra na skrzypcach i
                          pieknie spiewa.Majeczka tez niczego sobie, jest sliczna i b. rezolutną 5-latką.
                          Dzieci zaakceptowały rygorystyczna dietę.
                          Chłopiec jeżdzi na kolonie "masowe", wozi ze soba jedzenie i da się.Wiem ,bo
                          byli w tym roku z moim Jedrusiem i wszystko było dobrze.
                          Chociaż musze przyznać ,ze rodzice bardziej przeżyli narodziny córki z PKU niz
                          pierwszego syna.Bo była tak upragniona i wyczekiwana,a przyszło po raz drugi
                          zmagać się z chorobą.

                          Co do Bornholmu- ogladałam ostatnio zdjecia u znajomu=ych ,którzy byli na
                          wakacjach w tamtym roku i b. się zachęciłam.Przepiekne ,pustawe miejsce na ziemi.

                          jola.wie gratulacje dla nowej chrzescijanki smile

                          eury smile)))))) mysle ,ze Wojtuś da Ci dużo radości i zapomnienia o
                          problemach.Swoja drogą WOJCIECH- przepiekne imię- u nas odpadalo ze względu na
                          inicjały WC smilehehe

                          Magda, ja tez mam syna jędrzeja 10-latka i Julisza,który ma 3 lata.

                          Wszystkie Was pozdrawiam -te zapracowane i chore szczególnie.
                          Pa

                          Napisałam i wysłałam,ale wyszło wyżej to wkleiłam jeszcxze raz ,bo mnie byście
                          mnie nie przeczytały sad
                          • jol5.po już jutro ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 00:39
                            Witaj Joasiu, zostań z nami, gadamy sobie tak o wszystkim, radościach smutkach. Faktycznie duzy rozrzut wiekowy Twoich dziewczynek. Właściwie dwa światy, dużej dziewczynki, powoli nastolatki - i takich nastolatkowych problemów to mamy trochę, rzuć okiem na listę kilka postów wyżej, tam są lata urodzenia dzieci, no i maluszków też troche jest, tylko ciut starsze, wiec w kwestii dwumiesięczniaków będziesz ekspertemsmile) dziewczynki mają piękne imiona. Wiesz, że chyba z tą zazdrością to tak dziwnie, że im dziecko strasze tym sobie wiecej w głowie klaruje, my myslimy - takie duże, nie będzie problemu, a tu okazuje sie, że jednak. Powoli sie pewnie ułozy, ale wszyscy musicie mieć na to troche czasu, ja zauwazyłam, ze znalezienie sobie miejsca w domu po urodzeniu maluszka potrzebowaliśmy w domu około 6-8 tygodni, wszyscy i dorośli i dzieci.

                            Dziwaczny był dzisiaj dzień, Małgosia dostała znów z jakiegoś błahego powodu histerii, a Jaś zaraz jak ona skończyła załamał sie, bo miał kłopoty z nauczeniem się wiersza.
                            Im przeszło, Viola, mam nadzieję, że już lepiej u Ciebie. Taka samotność bije z tego wszystkiego co piszesz i Ciebie i każdego w Waszej rodzince. Życzę by sie poukładało i to już teraz zanim mały chłopczyk sie urodzi. Wiesz może jednak fachowa pomoc by sie przydała, tak trudno ocenić w ciąży, czy problem błahy czy wręcz przeciwnie, bo charakter rozchwiany, może za trudno poradzić sobie z tym wszystkim samemu. Wysyłam dużo ciepła, tak bym chciała żeby doszło i pomodlę się jak najlepiej potrafię.
                            Joanko,takie przerażajace rzeczy piszesz, oby wiele dzieci z tych porzuconych znajdowało sobie kochające domy, masz rację Agnieszko, że różnymi drogami chodzi miłość.
                            Ja też oglądnęłam sobie zdjęcia z Bornholmu, krajobrazy faktycznie takie bałtyckie, a jak doda się Twój opis Agnieszko, że cisza, spokój, nie ma kradzieży i i podobnych przyjemności, to hmm, fajnie tam. Czego się Agnieszko uczysz w szkole?? Też jak Ada słówek angielskich - tylko już nawet to porównanie - jedna z Was w uczy się w Polsce, a więc już o 7 ma być zwarta i gotowa, a druga w Dani, więc nie tak ekstremalnie i nie musi jeszcze za to płacićsmile))
                            Dorotko, dopiero teraz zobaczyłam, że Twój synek chodzi do szkoły prowadzonej przez siostry zak., moje dzieci też, u nas prowadzą s. Salezjanki, a najstarsza Ola chodzi do zwyczajnej publicznej, bo ta prowadzona przez siostry to całkie świeża i Ola się nie załapała. Mogę więc obserwować i przeprowadzać różnego rodzaju porównania. A jak Twój pierwszaczek sobie radzi??
                            Beatko, jak patrze sie na Maciusia na zdjęciach mam wrażenie, że widzę mojego małego. Mają takie same pucołowate buźki i oczka - mój też ma dokładnie tak osadzone oczy, niesamowitesmile) Więc z postępami u niego jest tak: chodzi coraz bardziej pewnie, na czworakach już z rzadka, chodzi bardzo śmiesznie, bo tułów ma nieruchomo w pionie, a przebiera tylko nogami. Nosi ze sobą ten rozbrajający uśmiech, co nie przeszkadza Agnieszce traktować go jak dorosłego (równego jej wiekem znaczy) faceta. Ale na sczebelki to jeszcze nie wchodzi, ale założę się, że Zuzia Dorotki to pewnie tak - jak ruszyła w 6 miesiącu. Dziewczyny pochwalcie się i Wy maluszkamismile))
                            Ewuniu, wkleiłaś się 2 razy, to Ciebie pozdrawiam podwójniesmile) Niech wszelkie choroby tak duszy, jak i ciała pójdą sobie.
                            Wiele ciepła i miłych snów Jola
                            • barbamama Re:Ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 08:57
                              aaaa po pracy jedziemy do dziewczynek które od 2 siedza u dziadków, bardzo się
                              za nimi steskniłam- zaraz biore się za pakowanie. Olo przyjedzie po Maćka,
                              torby, po mnie i prosto z pracy ....jedziemy do ALi i Zuzismile

                              VIOLU czy dziś lepiej sie czujesz??? Moze hormony dodatkowo szaleją? Kochana
                              zycze ci duzo wewnętrznej siły, znajdż ją w marzeniach, myślach o Wojtusiu,
                              patrząc na starszaki. Jak chcesz pisz na priv- włącz "caps lock`a" i się
                              wykrzycz !!!!- pomaga, słowo!
                              Dziewczyny lece się zbierać- hcę jeszcze posciel uprać przed wyjściem do pracy
                              aby wywiesic na te kilka dni- to wyschnie- miłego długiego weekendusmile
                              pappa
                                • ada16 Re:Ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 09:10
                                  Gdy słyszę o idealnych małżeństwach ( ostatnio o Jubilatach -50 lecie ślubu),
                                  które NIGDY sie nie kłocą, to nie wierzę.
                                  Myślę , że u każdego jest raz lepiej raz gorzej, chodzi o to, by tych lepiej
                                  było więcej.
                                  A mój Kubuś o piątej rano stwierdził, że już dość spania, i hop do naszego
                                  łóżka.
                                  O siódmej zmienił zdanie , poszedł spac, a matka do pracy .
                                  Spałam od 0.30 , no to się wyspałam.
                                  Aga dziś wyrusza na RŚPG- ładny skrót, prawda?
                                  ( Rajd Śladami Przeszłości Gdańska).
                                  Wróci w sobotę.
                                  Uwielbiam pranie suszyć na świeżym powietrzu i mimo ,ze widok
                                  dydnających "gaci" przed domami jest okropny, to rozumiem właścicieli .
                                  • ada16 Re:Ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 10:35
                                    A jeszcze o pracy:
                                    Dziś u mnie zabawa , pewnie znacie, w komówki do wynajęcia, czyli zamiana
                                    miejsc.
                                    Hasło rzucone, wszystkie zabawki w garść i maszeruj do nowego biurka.
                                    Jego właściciel maszeruje do swojego nowego itd.
                                    Zabawa trwa...
                                    ZApytacie , czemu to ma służyc?
                                    Oczywiście może byc tylko lepiej.
                                    • eury1 Re:Ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 12:21
                                      Witajcie kochaniutkiesad(
                                      Czy dzisiaj lepiej? NIE.....
                                      Powiedzaiłamżeby wyprowadził się - albo rodzina albo jego romans stulecia.
                                      Teraz boje się jak dam sobie radę jak faktycznie sobie pojdzie.Ale nie mogę juz
                                      tak dalej.Poprostu nie mogę...
                                      Końcówka naszej "dyskusji" odbyła się jak Mały Marek wrócił ze szkoły.Teraz
                                      strasznie wyciszony właczył sobie bajkę.
                                      Ja patrzę na was przez mokry monitorek....W głowie mam wojnę swiatów i
                                      świadomość że nie mogę teraz wejść na psychotropy.Wojtkowi nie posłuzyłoby to.
                                      Jestem przezrazona
                                      • jola.wie Re:Ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 13:22
                                        O rany boskie, Viola! Musisz mieć jakieś wsparcie, musisz na czymś stać
                                        składając takie propozycje! Pal sześć dzieci (przepraszam za takie podejście,
                                        na swoje usprawiedliwienie mam, że sama jestem z rozbitej rodziny i mówię
                                        poniekąd z perspektywy dziecka), teraz musisz zachowywać się egoistycznie,
                                        tylko tak przetrwasz. A musisz przetrwać, żebyś mogła być oparciem dla dzieci.
                                        Tym bardziej, ze teraz nie wolno ci iśc w farmakologię.
                                        Przepraszam Cię za te słowa, być może zachowuję się jak słoń w składzie
                                        porcelany sad(((
                                        Trzymam kciuki, żeby się wszystko pomyślnie rozwiązało. Najlepiej jak się da w
                                        takiej sytuacji.
                                        Trzymaj sie dziewczyno!
                                        • jol5.po Re:Ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 13:38
                                          Viola, toż to nie żadne rozterki duchowe, to konkret. Boże, Ty jesteś jak najbardziej w porzadku psychicznie, to nie doły, depresje, to cios poniżej pasa ze strony twojego mężą, nikt by spokojnie nie wytrzymał takiej sytuacji.
                                          Violu, jak Ci pomóc, gdzieś tam z daleka?? Violu mimo wszystko trzymaj się dla malucha i reszty dzieci. To nie Ty wybrałaś, Marek za Ciebie podjął decyzję, częśc dzieci jest duża, pomoże, dacie sobie radę, trzymaj się mimo wszystko, całego smutku, z nimi.
                                          Violu trzymaj sie!!!!!!!!!!
                                          popieram Jolę żadnych prochów, proszę!!!
                                          zaraz wkleję jeszcze raz adresy, jakbyś chciała do kogos napisać, pogadać
                                          • jol5.po adresy 10.11.04, 13:53
                                            Barba 5442090
                                            ewa057 1095010
                                            jola.wie 938935
                                            zinka 2986595
                                            kasia maruda gg 1962742
                                            joanka 1148671
                                            jol5.po 8347085


                                            jola.wie
                                            jola.wietecha@wp.pl
                                            barba
                                            ta_ra@wp.pl
                                            ada16
                                            ada1661@wp.pl
                                            akve
                                            ewka34@o2.pl
                                            ewa057
                                            ewa057@wp.pl
                                            jol5.po
                                            j.popinska@op.pl
                                            olioliwa
                                            olioliwa@yahoo.com
                                            angjan
                                            agnjan@poczta.onet.pl
                                            mama.razy.cztery
                                            mamarazycztery@poczta.onet.pl
                                            maruda13
                                            rymunia@poczta.onet.pl
                                            eury1
                                            plenty51166@yahoo.co.uk
                                            zinka
                                            zinka@wp.pl - zinka
                                            joanka741
                                            joanna7411@poczta.onet.pl
                                            dwoda
                                            dawoda@wp.pl.
                                            mamapa
                                            salitra@vebso.pl
                                            mamapa@gazeta.pl

                                            ja niestety muszę wyjśćsad(, bo moja najstarsza, najbardziej odpowiedzialna córka wyrzuciła kluczyk od szfki w szkole do kosza na śmieci (tak twierdzi, ale klucza nie ma) i nie moze go znaleźć. W szfce zamkniety jest strój na basen jej i koleżanki, kurtki, czapki, i buty na dwór. Druga gwiazda zgubiła własnie swój kluczyk i siedzą tak dwie sieroty i czekaja na pomoc, a zapasowy klucz u mnie, to znaczy dokładnie w drugiej stronie miasta, skąd muszę dojechać do szkoły z dwoma maluchami. Szkoła oczywiście nie zabezpieczyła się na takie okazje i zapasowych kluczy nie przechowujesad( Szlag by to trafił
                                            • jol5.po Re: adresy 10.11.04, 13:55
                                              acha, Viola - TO NIE JEST TWOJA WINA, przyjaciel tak nie robi, przyjaciel nie zdradza, w ciężkich chwilach nie zostawia, przyjaciel nie zostawia żony w ciąży po tylu latach razem. Jak on może??????? TO NIE TWOJA WINA
                                      • joanka741 Re:Ostatni dzień pracy!! 10.11.04, 20:05
                                        eury ,prosze nie poddawaj sie w tym wszystkim!!!
                                        Różnie to bywa w życiu , szkoda że akurat tak i akurat teraz.
                                        Ja powiem z doświadczenia dziecka,którego tez ojciec zostawił i znikł miałam
                                        wtedy 14 lat ,odszedł do innej kobiety
                                        Miałam żal ale przede wszystkim widziałam moja mame ,która cierpiała ale
                                        rownoczesnie żyła dalej, najlepiej jak mogła, i za to ja podziwiam.
                                        Ojciec wrócił po ok 2 latach,troszke sie zdziwił bo w tym czasie moja siostra
                                        wyszła za mąż i spodziewała sie dziecka ,jeszcze potrwało to troche ale teraz
                                        sa razem .
                                        Moge jednak powiedziec ze wolałam zeby byli osobno niz patrzec jak sie kloca.
                                        Jak bedzie dalej zobaczysz ,ale pomyśl że masz przeciez wspaniałe dzieci i z
                                        nimi możesz pięknie sobie zycie ułożyc .
                                        Nie wiem czy to moze Cie pocieszyc ale....,mam nadzieje ze chociaz nie
                                        zaszkodzisad
                                        prosze trzymaj sie i myśl o Wojtusiu , bo tak jak chyba Jola napisała jestes
                                        dla niego całym swiatem,najwspanialsza istota na swiecie mama!
                                          • zinka3 Re: VIOLU TRZYMAJ SIĘ!!! 10.11.04, 21:50
                                            Dasz rade!!!Masz dzieci które rozumieją już wiele.A jeśli to nie jest pierwszy
                                            raz , to uważam ,że nie ma sensu. Mam koleżanke, która trzy miesiące temu miała
                                            podobną sytuacje.Właśnie dziś rozmawiałam z nią i uwierz mi to nie ta sama
                                            kobieta z którą prowadziłam długie rozmowy trzy miesiące temu.Facetowi odbiło
                                            po czterdziestce to jakiś magiczny wiek u męższczyzn. Najpierw chodził na basen
                                            potem do sauny, grał w koszykówke, druga młodość.Ona z trójką drobiazgów w
                                            domku.I stało się dowiedziała się naocznie.Cały świat jej się zawalił.Mineły
                                            jednak 3 miesiące i odżyła poukładała sobie życie sama jest jej ciężko ale do
                                            wszystkiego się można przyzwyczaić Kobiety są nie do zdarcia .Uwierz mi.
                                            BĘDZIE DOBRZE!!!! jak masz gdzieś dostęp do filmu "Lepiej być nie może" to
                                            sobie go obejrzyj.Nawet kilka razy. Pomaga !!!
                                              • dwoda Viola , walcz o siebie! 10.11.04, 23:08
                                                Pewnie łatwo powiedzieć , bo tak naprawdę słowa grzęzną mi w gardle i nie znam
                                                złotego środka na sytuacje w jakiej sie znalazłaś. Wcześniej pisałas , że to
                                                właśnie Wojtuś postawił Cię na nogi , proszę Cię nie zawiedź tego okruszka .
                                                Ale przecież nie jemu jednemu jestes teraz potrzebna , bo na pewno niezdrowa
                                                atmosfera udzieliła się także ,,średniaczkom'' i tym najstarszym. Nie mam słów
                                                dla określenia tego typu mężczyzn , takie postępowanie jest dla mnie niepojęte
                                                i chyba szkoda poswięcać naszego czasu na forum dla kogos takiego. Gorąco Cię
                                                przytulam i modlę się w Twojej intencji. Dorota
                                                • eury1 Re: Viola , walcz o siebie! 11.11.04, 03:25
                                                  Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa.Bardzo dziękuję za wsparcie.
                                                  Tylko Was mam.
                                                  Mąż nie wrócił na noc.Pojechał tam.Co mam do stracenia....?
                                                  Jutro TAM jadę.Nie wiem jeszcze czy nie odwiedzę ich tam wszystkich?Łącznie z
                                                  jej mężem.
                                                  Szkoda że teraz nie mam samochodu....bo juz bym pojechała...
                                                  Jak kończyć to z wielkim hukiem sad(
                                                  • joanka741 Re: Viola , walcz o siebie! 11.11.04, 07:05
                                                    Viola,ja Cie prosze Ty spij w nocy,jak zobaczyłam godzine wpisu to mi sie od
                                                    razu spać zachciało.
                                                    Przecież pewnie o 7 najdalej zedra cie z łóżka,no i malutki Wojtuś musi spać smile
                                                    Co do tej sytuacji calej,to mojej koleżanki maż (3 małych dzieci),poznał sobie
                                                    nowa miłość przez internet i .........znikł.
                                                    Co dziwnego po jakis 8 miesiacch pojawił sie znowu,nie wiem czy ze wzgledu na
                                                    dzieci tam przesiaduje,czy wrócił na dobre i ona mu przebaczyła zdrade (nie
                                                    jestem z nia na tyle blisko zeby pytac).
                                                    Jaki morał?
                                                    Wielu "Panów" ,budzi sie po kilku miesiacach z reka w nocniku, bo okazuje sie
                                                    że ta nowa flama nie jest taka cudowna jak ta zwykła, nudna, małżonka w
                                                    dresie smile)
                                                    Co najlepsze to to cudo (które sie łapie zonatych,bo samotni sie nia nie
                                                    interesujasmile) ,też ma wymagania i pretensje (dziwne a miała byc robotem).
                                                    Dodatkowo jak rano wstaje to jakoś dziwnie wyglada (bez tego makijazu),
                                                    ooo nie potrafi gotować??
                                                    I jakas niezorganizowana kobieta.
                                                    DADATKOWO NIE MÓWI JUZ ZE JESTEM TAKI WSPANIAŁY A WYMAGAsmile
                                                    Mam nadzieje że oczka sie szybko otworza Markowi .
                                                    A co zrobisz Ty ....to juz musi byc tylko twoja decyzja, przemyślana i dla
                                                    siebie , nie tylko dla dzieci.
                                                    Bardzo goraco Cie pozdrawiam ,mysle cały czas i modle sie za Ciebie i Wojtusia
                                                    bo teraz jestescie 2 w 1 smile),i za starszaki .
                                                  • jola.wie Re: Viola , walcz o siebie! 11.11.04, 09:07
                                                    Violu, po co chcesz tam jechać?! Dałaś mu już wybór. Zresztą, ludzie są rózni,
                                                    ja bym w każdym razie nie jechała. Marek to nie rzecz którą można sobie
                                                    wydzierac z rąk. Nie bronię go w ten sposób. Po prostu nie uważam,żebys mu
                                                    miała w ten sposób ułatwiać (tak, tak, ułatwiać, tamten mąż może będzie miał
                                                    siłę przebicia, zrobi awanturę i wybije go żonie z głowy, ale chcesz w ten
                                                    sposób "odzyskac" Marka? przecież przy następnej okazji....a Ty? swoim stanem
                                                    wzbudzisz litość, a przecież chyba wszyscy "zainteresowani" wiedzą, że jesteś w
                                                    ciązy, w każdym razie ten "najważniejszy" wie...) Ze względu zresztą na Twój
                                                    stan odradzam Ci takie akcje, musisz chronić siebie i Wojtusia przed tak silnym
                                                    stresem. To jest potężny problem, ale będę ci uporczywie radzić, abyś ODSUNĘŁA
                                                    go teraz od siebie. Przełóż go na potem. Może zaproponuj to Markowi. On będzie
                                                    miał więcej czasu i podejmie decyzję "na zimno". Może się okaże że ta decyzja
                                                    będzie dla niego samego zaskakująca...
                                                    Niech Pan Bóg (niezaleznie od tego jaki masz do Niego stosunek) da ci dużo,
                                                    dużo siły!
                                                  • jola.wie Re: Viola , walcz o siebie! 11.11.04, 09:18
                                                    Acha, no i na Twoim miejscu rozmawiałabym już z dziećmi. Zwłaszcza starszym
                                                    trzeba uświadomić, że są Ci potrzebni. Dzieci potrafią okazać się bardziej
                                                    dorosłe, niż metryka wskazuje.
                                                • zinka3 Re: Chodzi o tytuł filmu!!! 11.11.04, 10:21
                                                  Tak oczywiście to super film. Tylko akurat chodziło mi o ten drugi czyli" Nigdy
                                                  w życiu". Bardzo poprawia samopoczucie opuszczonych kobiet. Moja koleżanka
                                                  ta "opuszczona" twierdzi że ten film pomógł jej przetrwać trudne chwile.
    • bietka2 Re: WIELE DZIECI I INNI 11.11.04, 09:56
      Pewnie mnie juz nie pamietacie, bo zdazylam sie wpisac kilka razy i zniknelam,
      ale niestety cos sie powalilo w naszym internecie, potem mialam koszmarny
      egzamin, a potem bylismy na wakacjach.
      Zaczelam nadrabiac zaleglosci i czytac wasze posty, ale jest ich tyle, ze
      trudno dac rade.

      Jestem mama 2 lobuziakow: Zosi (4 l i 9 m) i Ludwika (2 l) oraz jak sie okazalo
      Janka (Tymona) - 25 tc.

      Pozdrawiam was mocno, Ania
      • jol5.po Re: WIELE DZIECI I INNI 11.11.04, 23:37
        Aniu, oczywiście, że pamiętamy, oprócz Janka (Tymona) jeszcze Agniszka będzie miała tak około I Martę, a Viola Wojtusia, też około I. To już 3 dzidziusie z 2005smile) Zastanawiałam się nawet co tak cicho u Ciebie, ale różnie się układa, czasami człowiek sobie zamilkniesmile) Fajnie, że już jesteśsmile))

        Kiedy wszyscy w domu, mało czasu, zeby usiąść do komp. i się odezwać. Dziewczyny, wiecie co, ten wpis Violi o 3... to krzyk
        nic nie można zrobić, bo ktoś inny zadecydował, więc nawet chyba nie chodzi o wyrywanie sobie M. tylko o jakiś ruch, żeby przerwać już ten stan zawieszenia.
        Ta czterdziestka u facetów to jakaś paranoja, jak nie chorują, to im odbija, jak można...
        Westchnicie sobie tam do góry za Violą, kto ma dobre układy...
        Viola trzymaj się
        Jola
          • eury1 Re: Dziękuję WAM 13.11.04, 16:54
            Jol ma rację Jolu...
            On musi wybrać...i co?"....."!!!!?????
            Niestety nocy nie udało mi sie przespać.Pojechałam rano.
            Wiecie ze był zaskoczony że jestem....a przecież w nocy uprzedzałam go.
            Po dwóch godzinach krzyku,kiedy dotarło do niego że mówię poważnie,straszeniem
            mnie że nie dostanę ani grosza itd. nie pozwolił mi samej wrócić do domu.do tej
            całej "dyskusji" w pewnym momencie dołączyła ona.Wtedy wogóle mnie
            poniosło...Do Marka dotarło że mnie jest już wszystko jedno.Ze chocbym miała
            jeść przysłowiowy chleb z wodą to nie ustapię.Dogonił mnie w połowie drogi na
            dworzec.Poniewaz przez dłuższy czas naszego wzjaemnego krzyku trzymał mnie
            skurcz...co tak naprawdę poczułam jak oddaliłam się od nich...wróciliśmy razem.
            Wojtek na szczęscie i to przetrwał.
            W domu dalej była "jazda".M. milczał a jak juz pzremówił to nie był miły.W
            pewnym momencie zaczął ubierać się.Wygłosił do dzieciaków przemowę że wyrzucam
            go z domu.Zaskoczony był zupełnie,bo raz dzieciaki nie rzuciły mu się do
            nog "tato zastań",dwa mnie już spokojnie udało się powiedzieć że nigdzie go nie
            wyrzucam,jak odejdzie od nas to tylko dlatego ze taki bedzie jego wybór.Sprawa
            czysta i jasna.Efekt,w swetrze uwalił się na łózko w pokoju-jakoś odechciało mi
            się wychodzić...
            Czy to koniec juz tej pieśni - nie wiem.Wątpię,bo ona ma na niego bardzo duży
            wpływ.
            Ja dziękuję losowi że Wojtek nie zapłacił za to.
            Wam,bardzo mądre i ciepłe Dziewczyny za wsparcie....faktycznie mam tylko WAS.
            Jeszcze raz bardzo ale to bardzo dziekuję...
            • dwoda Wojtuś teraz przetrwał 14.11.04, 00:11
              Violu ale czy bedzie miał dalej siłę aby brać czynny udział w tej walce? Twój
              skurcz świadczy o tym ,że jest w samym środku tej zawieruchy. Odniosłam
              wrażenie ,że masz do czynienia z duzym dzieciakiem , co to zaraz obraża się jak
              ktos pomiesza mu w klockach. Chyba nie warto cenić wyżej jego samopoczucia nad
              życie dzieciątka , które nosisz pod sercem. Powiedziałaś już wszystko co
              mogłaś , jeśli posiada jeszcze resztki rozumu to wystarczy , jeśli nie nie
              skupiaj się na nim lecz na Wojtusiu i pozostałej gromadce , nie zapomnij o
              Bartku w tej całej zawierusze może się jeszcze bardziej pogubić.Dzieciaki nie
              rzuciły się na ojca by go zatrzymywać ale to może świadczyc o ich całkowitym
              zagubieniu i niewiedzy jak właściwie mają się zachować i w takim razie
              wybieraja wariant nie opowiadania sie za żadną ze stron . Zreszta chyba w
              niewielu przypadkach małe dziecko by to potrafiło . Nie wiem czy dobrze
              pamiętam ale wspomniałaś też coś o mężu tej kobiety. A on co na tą sytuację ,
              czy jest świadom co się dzieje?????? . Violu , wiem , że w tym stresie to
              trudne ale nie zarywaj nocy , Wojtus musi mieć czas na odpoczynek .Może
              odbierzesz to jako nadmiar troski o niego ale przeciez to biała , niezapisana
              karteczka . Dorota
              • eury1 Re: Wojtuś teraz przetrwał 14.11.04, 01:06
                Dorota masz rację - wszystko już zostało powiedziane....teraz moge tylko czekac
                co z tego wyniknie.
                W zamieszaniu udało mi się zapomnieć o badaniach kontrolnych,teraz będę gnała
                na wariata,bo wyniki musze mieć na środę.
                Chłopcy są zagubieni,to fakt.Bartek obawia się że jak Tato sobie pojdzie precz
                to spadnie na jego głowę więcej obowiązków.Oni,jak prawie każdy młody człowiek
                patrzą na to inaczej...ale i tak dziwią się że tak długo starałam się
                bagatelizować tą sprawę.Ja z nimi naprawdę duzo rozmawiam.
                Jutro a właściwie dzisiaj jest już nowy dzień.Z duszą na ramieniu czekam co mi
                on przyniesie.
                Ciężko jest m i teraz walczyć również z własna fizjologią.Rozsądek nakazuje iśc
                do łóżka...oczy nie chca spać sad(
                Jakoś to będzie.Grunt że to co zjadłam zostało we właściwym miejscu.to już
                jakiś postęp smile)
                Tak ciężko jest mi "nie myśleć"
                Jakoś będzie
                • jol5.po Re: Wojtuś teraz przetrwał 14.11.04, 13:33
                  uff, Viola, myślałam kiedy się odezwiesz i co przyniesie kolejny dzień. Dobrze, że juz jesteś w domu. Co do starszaków wazne, że one mogą mieć poczucie winny tego wszystkiego. Koniecznie im to mów, że nie one tu zawiniły, nie od nich zależy ciąg dalszy.
                  Lece robić dalej obiad
                  uff, kończy się wolne, to znaczy niewolne, w czasie którego na nic nie ma czasu, chetnych do rozmowy i kuomputera też zatrzęsienie
                  pozdrawiam wszystkich Jola
                  • jola.wie Re: Wojtuś teraz przetrwał 14.11.04, 19:05
                    "uff, kończy się wolne, to znaczy niewolne, w czasie którego na nic nie ma
                    czasu, chetnych do rozmowy i kuomputera
                    też zatrzęsienie" - taaak, ja już też mam dośc tego długiego weekendu: kuchnia
                    na pełnych obrotach, sprzątnąć się nie da skutecznie w żadnym kącie, jedyne co
                    że nie trzeba się było rano zrywac i nerwowo wyprawiac do szkół...
                    I tak narażając się na wymówki nie omieszkałam codziennie zajrzeć tu i cieszę
                    się, że Viola przełamała pełne napięcia oczekiwanie...
                    No i dobrze,wrócił do domu, ale jeszcze nie wybrał, jego więc problem, lepiej
                    dla ciebie ,ze dzieci były świadkami ostatecznej rozgrywki, niż żeby im potem
                    powiedział, ze to ty go wyrzuciłaś, tak przynajmniej same były świadkami, że
                    nie. Albo są zdezorientowane i to paraliżuje ich reakcję, albo dobrze wiedzą co
                    jest grane. Teraz zmusisz zadbać o siebie (czyli Wojtusia), staraj się dużo
                    spać, wypoczywać, zrób badania, należ się i nadopieszczaj na zapas, nie wiadomo
                    jakie stresy cię czekają i kiedy, tak więc wykorzystaj każdą spokojną chwilę.

                    Przychylam sie do wyrazonego poglądu, że takie najpierw "nie" potem z toba
                    jedzie, bo się boi, potem znów się obraża, jak się przekonał, że ci lepiej,
                    próbuje znów "dowalić", jest tak strasznie niepoważne i nieodpowiedzialne, ze
                    aż się niedobrze robi, coż, tak się czasem dzieje, tacy się ci "wspaniali"
                    partnerzy potrafią okazać i wtedy wiemy już, co to za skarb musi być, taki
                    partner odpowiedzialny i "dorosły", choć ta "grubsza" odpowiedzialność moze
                    niezbyt często się w życiu przydaje, za to jej brak może mieć katastrofalne
                    skutki...
                    Trzymaj się, dzielna jesteś i tak!
                      • jol5.po Uwaga nowy tydzień 15.11.04, 07:47
                        Uwaga, ogłaszam koniec wolnego. Zaczyna się nowy tydzień z wszelkiimi problemami typowymi dla nowego tygodnia. A wiec do obgadania tych problemów przystąpwink))))
                        Acha, u nas szaro i zimno - wcale nie czuję się jak na Dolnym Śląsku, gdzie zawsze najcieplej, tylko jak w Suwałkach - ładnie się zaczyna ten tydzień!!!
                        Jola
                        • ada16 Re: Uwaga nowy tydzień 15.11.04, 09:15
                          Myślę , że wszystkie żyjemy problemami Eury.
                          Wiem, ze są kobiety, które myślą, że skoro był ślub, to do grobowej deski, ja
                          niestety z tych, co bardziej sceptycznie, choć takie rzeczy nie powinny się
                          zdarzać, to życie niestety pisze takie scenariusze.
                          Eury, za Ciebie trzymam kciuki.
                          Oby los podesłał Ci najlepsze -dla wszystkich- rozwiązanie.
                          • zinka3 Re: Uwaga nowy tydzień 15.11.04, 21:48
                            Violu!!! Trzymaj się mocno jesteś bardzo dzielna!!! Spróbuj popatrzeć na swoją
                            sytuacje tak jakby to nie było twoje życie. Co poradziłabyś koleżance
                            która,znalazłaby się w takiej sytuacji. To czasem pomaga rozwiązać trudne
                            problemy. Jestem z Tobą i myślę o tobie bardzo często.

                            Już się głupio tak wciąż chwalić, ale w sobotę dziewczynki przywiozły z Zabrza
                            drużynowe złoto w kl II. Klasa I i Mistrzowska również po złocie.
                            W sklepiku jako tako. W domu też się poukładało nawet mój ślubny wieczorkiem
                            gotuje obiadki na następny dzień. Całuski Grażyna
                            • eury1 Re: Uwaga nowy tydzień 16.11.04, 11:10
                              Zinka - wcale nie jest głupio się chwalić...Chwal się i to na całego smile)
                              Wycałuj swoja córcię i powiedz że wirtualne ciotki trzymają za nią kciuki.Jest
                              wspaniała smile)))
                              Patrząc na to wszystko z boku,najlepiej jakbym ustawiła się jako "biorca".Moja
                              lekarka oprócz ukierunkowania na wiare,powiedziała kiedyś coś takiego : "do
                              domu wraca? - prazenciki kupuje? - dla dzieci jest w pożądku?.....Jak tak,to
                              niech pani bierze,dużo i jeszcze więcej,i patrzy na niego jak na dojna krowę i
                              bierze tyle ile unieść potrafi-bez skrupułów.O tym co on robi pozniej nie
                              myśli.Tylko skupi się na braniu i zagospodarowaniu tego co Pani wezmie.Czas
                              patrzeć na siebie!"
                              Ale jak ja mam zmienić swój cholerny chrakterek Matki Teresy z Kalkuty?
                              Jak mam pozbyc się emocji i uczuć?Jak znieczulić siebie?Jak tego durnia
                              przestac kochać? - przecież ja powinnam go znienawidzeć....a kurde nie
                              potrafię....I tak mam z całym podejściem do ludzi.
                              Kiedyś wymysliłam sobie że nikogo nie mozna skreślać,bo my jesteśmy tylko
                              ludzmi,którzy sie mylą i często działają po omacku.Trzeba wybaczaczać i dawać
                              szansę.Bo jak ten ktoś zrozumie już na czym polegał jego błąd,ale naprawdę
                              zrozumie,to nigdy ponownie świadomie go nie popełni.I czasami największą karą
                              dla niego jest właśnie to "zrozumienie".

                              Pięknie jest dzisiaj.Nie wiem jak naprawdę,bo Bartek odprowadził dzisiaj
                              maluchy do szkoły,ale promyczki bardzo ambitnie stukaja mi tu w szybę.
                              Dopiję swoją herbatkę (jabłkowo cynamonowa Herbapolu) coś fantastycznego i
                              biorę się za zdjęcia kociaków.Czas najwyzszy umieścić je wreszcie na stronie
                              internetowej.
                              Są śliczniutkie.Nie przypominaja juz szczurków tylko rozkoszne puchate
                              kociaczki.Daria jest cała szczęśliwa,bo wreszcie może je głaskać.A matkuje im
                              bardzo.
                              Wczoraj Bartek przyniósł do domu reklamówkę carrrffura.Oczywiście same zabawki-
                              sklepy szykuja się do świat pełną parą.Dzieciaki z usmiechem poinformowałay
                              mnie że mają juz ściągę,moga zacząć pisać list do mikołaja.
                              Mikołaje czas sie łapać za kieszeńsmile)
                              Kochane wszystkie jesteście smile)
                              • agnjan Re: Uwaga nowy tydzień 16.11.04, 13:51
                                wyjuechaliśmy na te 4 dni, więc dzisiaj zawaliłam, co tylko się dało, czytałam
                                i płakałam z wściekłości (eury)... violu, trzymaj się mocno i każdy na to
                                sposób jest dobry na teraz - albo "branie" albo filmy, książki, zdjęcia
                                kociaków, dzieciaki (wywiadówki, prace domowe etc.) żeby zająć mózg, żeby
                                dociągnąć Wojtusia;

                                i nie miej żadnych wyrzutów sumienia - silny chłop z niego (Wojktusia
                                oczywiście, Marek niestety jakiś "zgłupły"), a i wiele dzieci tych porzuconych
                                to z ciąż wielce zestresowanych i "niezdrowych" i proszę, jak pięknie się
                                rozwijają! co nie znaczy, że masz nie odpoczywać i nie dogadzać sobie, ile się
                                da!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                u nas niezły bajzel, nie radzę sobie niestety z dopilnowywaniem starszaków w
                                szkole, łapią gorsze stopnie, bo zapominają, Małgosia ochrzany od Pani od
                                pianina, a Szymek przeziębiony; Martusia wczoraj na usg spała i musiał ją
                                doktor szturchać strasznie mocno (!!!) i długo, żeby otworzyła buzię, poruszyła
                                się, ale wygląda na to, że wszystko OK; niestety duża jest "cukrzycowo" chyba,
                                prawie 2 kilo, muszę znowu przystopować z jedzeniem no i polegiwać (kiedy?!)

                                viola, modlę się za Waszą rodzinę i wierzę, że będzie dobrze, czy z Markiem,
                                czy bez; będzie, zobaczysz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                • jol5.po środek tygodnia 17.11.04, 09:07
                                  Zinko GRATULACJE DlA OLGII, naprawde niesamowite, sukces za sukcese, jestem pełna podziwu dla jej talentu, ale przede wszystkim dla pracowitoścismile))
                                  Agnieszko, też mam problemy ze szkołą, Małgosia tak długo odrabia lekcje, że dzisiaj zrezygnowałam w ogóle z puszczenia jej do szkoły, kładzie się spać ok 23, lub 23.30 (wczoraj) zasypia na lekcji, pracuje baaaardzo wolno, staram się zachowywać spokój, ale sama nie wiem, czy to wszystko jest aby w porządku.
                                  Jasiu zgubił rzeczy na basen, Ola zgubiła flet - o czym powiadomiła rano (a muzyka na pierwszej lekcji). Wczoraj mąż skasował połowę mojej dzienniej pracy wyłączając nieopacznie komputer - a ja z takim trudem zabieram się za to pisanie, tak mi się nie chce i idzie mi tak wolno..., oj nie mam najlepszego nastroju.
                                  Viola, w sumie rady lekarki całkiem trafione. W całej historii myślę sobie, że jednak jest jedno poważne "ale" - dlaczego te depresje? jakby łatwo było przejść do porządku dziennego nad zdażeniem i po prostu brać, to byłoby łatwiej, a tak organizm reaguje, psychika jakąś podświadomą robotę wykonuje i nie wiem, czy da się łatwo "zaczarować", ale też nie wiem jak zaradzić na to wszystko - żeby tak nie dotykało. Teraz i tak najważniejsza jesteś Ty i Wojtuś i tego się trzeba trzymać przede wszystkim.
                                  Też chcę zobaczyć małe kotki jak się da (jakieś foto plizzz) może mi to pomoże na dobry humor, a na pewno mojej Małgosi, bo ona odkąd zaczęła mówić prosi o kota, taka ich miłośniczka od urodzenia, w przeciwieństwie do Oli, która raczej za psami (bo podobno ludzie dzielą się na kotolubnychy i psolubnych)
                                  MIłego dnia życzę wszystkim Jola
                                  • jola.wie Re: środek tygodnia 17.11.04, 09:58
                                    > a psami (bo podobno ludzie dzielą się na kotolubnychy i psolubnych)
                                    Ja też się dzieliłam na pso- i kotolubnych smile))) Mianowicie zawsze chciałam
                                    mieć psa (i trzy nawet miałam), ale pewnego dnia stałam się posiadaczką kota (a
                                    raczej kici) która stała się pośrednikiem do miłości mojego życia: jej dzieci:
                                    Kaśki, Tigera i MALUTKIEGO. Malutki napisany kapslokiem, bo ostał się jako ten
                                    ostatni i skupił w sobie wspomnienie o rodzeństwie i naszą (moją i dzieci)
                                    miłość. Najpierw we mnie coś umarło, kiedy oddaliśmy Kaśkę w tzw. "dobre
                                    ręce" , które najpierw kota "zwariowały" wskutek czego kot dał nogę i się
                                    więcej nie odnalazł. Po raz drugi umarło, kiedy Tiger nie wrócił, a potem
                                    znaleźliśmy go.... pod drzewem... Malutkiemu dwa razy ratowaliśmy zycie...udało
                                    się. Zaginął w zeszłym roku na wakacjach. U mnie serce rozdarło się na pół i
                                    ataki astmy ustały. W te wakacje okazało się, ze Malutki nie zaginął tylko...
                                    zginął. Teraz się już nie dzielę na pso- i kotolubną. Psów już nie lubię, a
                                    kotów nigdy nie lubiłam, kochałam tylko te, które mieszkały ze mną.
                                    Wiecie co, nie potrafię mieć do zwierzęcia stosunku takiego jak do "bydlęcia",
                                    na punkcie moich zwierząt miałam zawsze kompletną korbę wink)
                                    • jola.wie fajny przepis 17.11.04, 18:37
                                      Czytajcie i róbcie, podobno nie moze się nie udać, podobno, bo sama jeszcze nie
                                      robiłam, ale wygląda mi na świetny przepis na szybki obiad: nazywa się lazania
                                      ciabata (dlatego tak dziwnie, bo płaty lazanii zastępuje w tym chleb ciabata) i
                                      robi sie tak: chleb ciabata (ale myślę, że tzw "baton"/"wek"/"weka", jakkolwiek
                                      się to u was nazywa, świetnie go zastąpi) kroimy na cienkie kromeczki, których
                                      połową wykładamy formę żaroodporną, na to kładziemy pokrojone w plastry
                                      pomidory, na pomidorach plastry szynki, na szynce plastry sera zółtego,
                                      czynności powtórzyć, to znaczy na pierwszej ułożyć druga warstwę. Zmiksować 100
                                      ml mleka, 100 ml kremówki, 3 jajka, tzw. pół pęczka bazylii (smile)ciekawe ile to
                                      jest?), posolić porządnie i popieprzyć i wylać na tą lazanię. Do piekarnika!
                                      (na jakieś 30 min), aż się ser na górze ładnie nie zapiecze. Jutro to na bank
                                      wypróbuję!
                                      • zinka3 Violu mam problem! Pomocy! 17.11.04, 21:31
                                        Mamy kota 10 lat . Jest mieszańcem dachowca z persem.Kastrowany.
                                        Czasami potrafi podrapać, ale tydzień temu rzucił się na mojego męża i go
                                        pogryzł.
                                        Paweł pogonił go nieźle. Wybuchła z tego niezła draka.Dzieci w płacz oczywiście
                                        za kotem.I mam problem bo się martwie czy to się nie powtórzy. Słyszałam o
                                        takich przypadkach, że wtedy trzeba kota uśpić bo się nic nie da z tym zrobić.
                                        Bardzo się boje o dzieci, a z drugiej strony gdy pomyśle o uśpieniu kota który
                                        stał się członkiem.Może umiesz mi jakoś pomóc? Nie wiem co robić?
                                        Od tego zdarzenia Nestor na widok mojego męża chowa się za wypoczynek i
                                        wychodzi dopiero jak Paweł kładzie się sprać. Proszę poradź mi coś?
            • mamapa Re: do eury 17.11.04, 23:44
              nie jestem Tobą i nie mam prawa mówić wiem jak sie czujesz i co czujesz ale
              chciałam tylko powiedziec że w każdej złej sytuacji jest zalążek czegoś
              dobrego, coś co wcale nie jest widoczne ani na początku ani poźniej...to coś
              przychodzi w niespodziewanym mmencie, uwierz że trudno mi było sądzić że czemuś
              służyło to co spotykało mnie w odstepach 2miesięcznych :pożar wynajmowanego
              mieszkania(na szczęscie dziecko się nie spaliło),wypadek komunikacyjny
              (przeżyłam),poronienie ciązy po wypadku i wyrzucenie z pracy....byłam zdołowana
              i pytałam dlaczego ja??ale te złe rzeczy w końcu obróciły się na cos
              dobrego:dostalismy nowiutkie mieszkanie, urodziłam dwoje dzieci i po jedynej
              aplikacji jaką wysłalam znalazłam pracę...nabrałam więcej pokory i przestałam
              sądzić że od życia to mi się należy....trudno poradzic sobie z ambiwalentnymi
              uczuciami jakie Tobą targają, pozwól im płynąć nie zgniataj ich, bo stłamszone
              wracają w dwójnasób...pomodle się za Waszą Całą rodzinę,dobranoc
              • eury1 Re: do eury 18.11.04, 14:39
                Mamapa,w tym co piszesz jest sporo racji.Tylko zastanawiam się ile jeszcze
                mozna...?
                Ja wiem,nic się nie dzieje bez celu i bez powodu...Tylko kurczę,niech to
                wreszcie w jakis sposob rozwiąże się.
                Zinko-musisz sprawdzić czy Twoj kotek jest zdrowy.Koty bardzo często reaguja
                tak na strach lub chrobę.Jeżeli Twoj mąż jest "niewinny",czyli niczym nie
                sprowokował kocurka,to byc może "oberwało" mu się na zasadzie "zwrocie na mnie
                uwagę bo mnie boli".Poobserwuj kota,czy nie ma problemow z nerkami,jak jest z
                apetytem...bez powodu tak się nie zadziało.
                Dostałam przepis na pierniczki.Dzisiaj wyrabiam ciasto - jutro pieczemy.Jak
                wyjdą "sprzedam" Wam przepis smile)
                Byłam wczoraj na kontroli z Wojtkiem.Jest SUPER.Mogę wcinać słodycze i ukochane
                winogronka,test wypadł dobrze.I co najważniejsze - morfologię mam
                rewelacyjną.Na dzień dzisiejszy koniec z anemią smile)
                • joanka741 Re: do eury 18.11.04, 17:55
                  jestem i czytam tylko rak i czasu brakuje,poluje na prezenty na allegro,to moja
                  ulubiona rozrywka ostatniosmile,
                  Violu bardzo serdecznie szczegolnie Was pozdrawiam, mysle i modle
                  sie ,dziewczyny tak madrze radza ze mi tylko milczenie zostajesmile.
                  Przepis na drobne pierniczki na choinke- sprawdzony potrzebuje!!!!
                  taki zeby ciasto nie deformowało sie w piekarniku ,zeby serduszka były
                  serduszkamismile.
                  Pa
                  • ada16 koniec tygodnia 19.11.04, 11:51
                    A my dziś jedziemy do Poznania do niedzieli wieczór( rozwiązywać problemy
                    zdrowotne Kuby).
                    Na tę okazję obcięłam Kubusiowi włosy ( do tej pory tylko grzywka), wygląda jak
                    poważny facet ( jakie to było wyzwanie, pewnie sobie wyobrażacie -15
                    miesięczniak na krzesełku,ja wokół, a najbardziej interesowały go błyszczące
                    nożyczki, za którymi bez oprzerwy się oglądał.
                    Pierniczki to nie jest mój ulubiony wypiek, może to brak dobrego/łatwego
                    przepisu, ale jak taki się znajdzie, to kto wie...
                    Wczoraj zaliczyliśmy dwie wywiadówki, oceny - w granicach przyzwoitości,
                    niestety mamy problem z ogólniakiem, Michał ma beznadziejną polonistkę(
                    przepraszam wszystkie obecne tu belfrzyce) , młoda , drugi rok w szkole, a
                    pracuje jakby za karę ,tak prowadzi lekcje ( co druga to lekcja organizacyjna)
                    i tak traktuje uczniów( po co pamiętać Wasze imiona?).Problem poważny , bo za
                    rok matura a oni z materiałem w I klasie.
                    Uwaga : obecna cena korepetycji przedmaturalnych u nauczyciela po kursach w
                    temacie nowych matur -100 zł za godzinę!!!
                    Dobrze że przestało trochę wiać.
                    • agnjan Re: koniec tygodnia 19.11.04, 13:17
                      100 zł??!! o rety, to nieźle sobie liczą sad

                      co do postrzyżyn to my też obcinaliśmy raz Szymkowi grzywkę i też przydałoby mu
                      się ogólne cięcie, może jakoś przed Świętami, ale aż drżę, bo jak to zrobić,
                      jak będzie się tak kręcił? telewizji nie chce oglądać, więc nic go nie
                      hipnotyzuje... może jak cała rodzina na raz odegra cyrk, a mi ręce z drżenia
                      nie odpadną to trochę skrócimy... boję się, że jak nie wyjdzie to na Święta
                      będzie głupio wyglądał smile))

                      Wojtek eurowy - gratulacje, siłaczu smile Marta prawie dwukilowa, więc ja znowu
                      się dręczę, choć nieco mniej, po prostu nie mogę się powstrzymać przed
                      słodyczem, choć jednym w ciągu dnia - grzecznie badam się przedtem i jak cukier
                      jest w okolicach 100 - zjadam, jak większy nić 120 czekam pół godzinki smile))
                      grzecznie domawiam sobie bananów i winogron, wcinam za to ogórki kiszone w
                      każdej ilości smile))

                      A U NAS BIAŁO!!!!! ślicznie wprost! niestety nie odważyłam się jeszcze dzisiaj
                      z Szymkiem wyjść i pokazać mu śniegu z bliska - ciągle kaszle i leci mu z
                      noska... pewnie jutro trzeba będzie wyjść i pojutrze, może śniego do jutra
                      choć przetrzyma, jestem taka ciekawa reakcji na pierwszy śnieg!!!
                      • zinka3 Re: koniec tygodnia 19.11.04, 21:32
                        U nas też biało.Paweł wracał z Krosna 15 km/h. W sklepie jak na taką pogodę
                        niezły utarg.Chociaż i tak się martwie, że tak mało tych klientów.Chociaż jak
                        na początek to może nie jest źle? Agnieszka /wspólniczka i fundatorka/ ma
                        zamiar oplakatować całe miasto smile
                        Co do nauczycieli j.polskiego to też mam przykre doświadczenia. Nauczycielka
                        Kamili z podstawówki stawiała jej bez przerwy złe stopnie za ortografie.
                        Chociaż Kamila miała zaświadczenie od psychologa.Na koniec roku miała 3 z
                        polskiego. Teraz chodzi do gimnazjium i ma świetną panią, kocha j.polski i ma
                        same 4 i 5. Prowadzi zeszyt dyslektyczny i nie jest oceniana z dyktand.
                        Pozdrawiam i życze miłego wypoczynku. Ja niestety jutro do pracy!
                        • eury1 Re: koniec tygodnia 19.11.04, 22:04
                          Co do dysleksji,mam ten sam problem...a właściwie już nie.Bo wszystko zalezy od
                          nauczycielki.U mnie 100% dzieci są dyslektykami,wiadomo też dlaczego - zostało
                          im to przekazane genetycznie od tatusia smile)
                          Mały Marek dodatkowo jest jeszcze dysgrafem.Mówię Wam koszmar w ciapki.Bardzo
                          bałam się tej jego czwartej klasy,a tu zupełne pozytywne zaskoczenie.Oceny ma
                          czwórkowe.Polonistkę kochaną,ma do niego rewelacyjne podejście i bardzo
                          sprawiedliwie go ocenia.Z drugiej strony,Marek jest bardzo pracowitym
                          dzieckiem...i bezstresowym.Nie ważne że ledwo go rozumieją...i tak się zgłasza
                          na lekcjach.Swoją drogą chodzi na reedukację w podobnym systemie jak chodził
                          Jarek,a to daje fantastyczne rezultaty.
                          Jarek w technikum tez ma lepsze oceny niz w Gimnazjum.W środę dotarłam wreszcie
                          do jego wychowawcy,na wywiadówkę ani ja ani mąż dotrzeć nie mogliśmy,i z
                          przyjemnością stwierdziłam że Jarek jest w czołówce klasy.
                          Ciekawe czy Wojtek uchroni się od dysleksji.Darii nie udało się.Jesteśmy
                          umówieni już na testy....hehehe...jakoś wiem już co znajdę w opisie po badaniu.

                          Niestety,wysiadł mi komputer.Pisze z komputerka chłopaków.Mężowi udało się
                          spalić płytę główną.Tak że zdjęcia kotów i nie tylko,będę mogła wysłać dopiero
                          jak postawi nasz na nogi.

                          Bardzo mi się podoba widok za oknem.Jest bajkowo ślicznie.
                          Pewnie zmieniłabym zdanie jakbym musiała teraz wyjść na dwór,bo wieje aż miło.
                          Jutro czeka mnie spacer z Darią po kozaki.Jak zima to zima...

                          Skąd moje "miło" że wieje..?Ja kocham wiatr...Jest taki...wolny.Jest wszędzie i
                          nigdzie,nieuchwytny...
                          Spokojnej nocy dziewczyny
                          • barbamama Re: Sobota - spanie :-)) 20.11.04, 10:52
                            Violu kochana podczytuję cały tydzien odkąd przyjechałam z długiego weekendu :
                            ((.Bardzo przepraszam że nie napisałam Ci kilka ciepłych lub madrych słów,
                            ale.... na szybko nie potrafię . Chce jednak zebyś wiedziała ze cały czas
                            trzymam kciuki za Wasza rodzinkę!!! CAŁĄ !!! Wiem ze mężulo zachowuje sie jak
                            ostatni drań, ale mam nadzieję że kiedys mu klapki spadną z oczu, zobaczy jak
                            bardzo krzywdzi Ciebie i Dzieci. Zycze ci aby nastał jeszcze taki czas kiedy
                            będziecie szcześliwi a Ty i Dzieci poczujecie się bezpiecznie. Wojtuś- rosnie w
                            Tobie siła mężczyzny która jest bardzo potrzebna Mamie, trzymaj się
                            chłopaku !!smile

                            Własnie spanie: ten tydzień jeżdżę na 7 więc , wstaje o 5:30, 6 budze
                            dziewczynki, 6:30 wychodzimy, na szczęście nie jest daleko do pracy. Atmosfera
                            jednak jest gesta i cięzka od "tajemnic poliszynela" więc mocno zastanawiam się
                            nad wychowawczym. Ale wracając do spania. W środe kładziemy się ok 22 Olo:
                            zobacz kochanie jak dziś szybko idziemy spać: ja: no tak ale dlaczego zlew
                            pełen garów( coś za coś), wczoraj mąż wpada ok 19 z pracy z usmiechem i
                            krzykiem huuraaa jutro sobota śpimy do 7 smile

                            MAciek od trzech (już ponad) tygodni leczony jest na zapalenie ucha
                            środkowego, prawego- leki przeciw zapalne , potem antybiotyk (zalecony przez
                            laryngologa)- byłam na kontroli u naszej dr pediatry, popatrzyła i zaleciła
                            zmianę laryngologa bo ucho bez zmian. Dała namiary , zapisałam dziecko
                            na......10 maja- najbliższy termin sad Poszukałam w necie na forum Wawa i
                            wypatrzyłam dr Ciurzyńską z Niekłańskiej. Wprzychodni przyszpitalnej oczywiscie
                            zero miejsc w tym roku, pozostała fundacja. Wizyta 70 zł (..-wa !!! sorki)
                            Bylismy w środę Maciek ma obustronne wysiękowe zapalenie uszu, antybiotyk był
                            nie potrzebny....teraz leczymy się bactrimem +loratan+ muscosolvan+ kropelki do
                            uszu, potym mamy mieć uodparnianie homeopatyczne. Pierwsze wrażenie super ,
                            P.dr sympatyczna, na luzie, żadne tam "ciumciu lumciu", nawet narysowała mi
                            uszko Macka, pokazała cos się dzieje...zobaczymy! Dziewczynki zdrowe UFFF!
                            właśnie bawią sie w szkołę- tuz kolo mnie za fotelem Zuzia ma dom, co chwlia
                            zakłada czapke i plecaczek biegnie do "szkoły" czyli pokoju dziecięcego gdzie
                            czeka ALa- jej nauczycielka.
                            Polonistki- temat rzeka- ups nie uraziłam nikogo????wink)) W podstawówce uczyła
                            mnie dziewczyna po "licku", rewelacja, dodziś pamiętam jej lekcje oraz terminy
                            jakie mi przyswoiła, nigdy wczesnie ani później nie miałam tak cudownego
                            nauczyciela. Wszczepiła jeszcze nam ambicje smile W LO uuu cięzli kaliber:
                            zapalone swiatło aby nas oswiecic , wyrzucanie z klasy bo zanieczyszczałysmy
                            powietrze itp- dziś wspominam z rozrzewnieniem i usmiechem na ustach.
                            Zinko gratuluje Oldze sukcesów, Tobie zycze jeszcze więcej klientów- jak
                            znosisz podróże meza??? Ja funkcjonuje od smsu do smsu. Olo zwykle mi wysyła
                            gdzie jest: nazywamy to "serwisem esemesowym", długo mu tłumaczyłam ze nie
                            chodzi o sprawdzanie, nie musi mi pisac pokolei: Płońsk , Drobin, Sierpc itp
                            moze tylko co godzinkę : jeszcze jadę smile Bardzi przezywam jego wyjazdy- gdzie
                            we mnie siedzi ogromny lek którego nie moge się pozbyć..... Ada jedźcie
                            powoli !!!
                            Agnieszka i Viola trzymam kciki za wasze "brzuszki", zaczyna byc ślisko-
                            dziewczynki uważajcie na siebie !!!
                            Kończe pozdraiam Was wszystkie gorąco i bialutko, w Wawie chyba pięknie- ja ze
                            swej norki świata nie widze oprócz okna sąsiada, zeby niebo zobaczyc musze się
                            nagimnastykować smile
                            Joanko w następnym poście przepis na pierniczki od silije, pojawiłaise rok lub
                            dwa lata temu na foru- rewelacja, jeszcze spokojnie mozna zagnieśc ciasto smile
                            • barbamama Re: Pierniczki przepis 20.11.04, 10:56
                              Składniki:
                              1 kg mąki
                              1/2 litra miodu
                              2 szklanki cukru
                              1 kostka smalcu
                              1/2 szklanki mleka
                              3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
                              3 jajka
                              szczypta soli
                              1 torebka gotowej przyprawy do pierników, ale to nie wystarczy, do tego osobno:
                              imbir
                              cynamon
                              gałka muszkatałowa
                              kardamon (czasem trudno kupić, więc można opuścić)
                              mielone goździki

                              W dużym rondlu na małym ogniu rozpuszczamy miód, smalec i cukier na jednolitą
                              masę i czekamy.
                              Kiedy ostygnie dodajemy mieszając i ugniatając rękami mąkę, jajka, sodę
                              rozpuszczoną w chłodnym mleku, szczyptę soli oraz
                              przyprawy - do gotowej mieszanki dodajemy oryginalnych przypraw, tak by
                              wszystkich było pół szklanki (jak ktoś nie lubi
                              aromatycznie to można wziąć troszkę mniej, ale ja polecam tą pełnię korzennych
                              aromatów).
                              Zagniatamy na jednolitą masę, odklejamy ręce (i oblizujemy mniam mniam) po czym
                              miskę okrywamy ręcznikiem i folią, ale nie całkiem
                              szczelnie i stawiamy w chłodnym miejscu (balkon, lodówka) na 4-5 tygodni.
                              Tak więc mam przed sobą 5 tygodni walki ze sobą by nie wyjeść pysznego surowego
                              ciasta


                              Przed świętami wałkujemy ciasto, niezbyt cienko, bo będzie twarde i wycinamy
                              fantazyjne wzory (ale radość dla dzieci, obowiązkowo
                              bałwanki, choinki i aniołki!) lub korzystamy z foremek. Jak sobie przypomnę to
                              napiszę do ilu stopni nagrzewamy piekarnik.
                              Pieczemy 10-15 minut do zarumienienia, czas zależy od grubości i wielkości
                              pierniczka, wyjmujemy i jak ostygną bierzemy się za
                              artystyczną robotę (koniecznie z dziećmi!)
                              Przygotowujemy lukier z cukru pudru i białka, pisaki tortowe, którymi też
                              możemy zabarwić go na różne delikatne kolory, polewę
                              czekoladową, wiórki kokosowe, rozdrobnione orzeszki, płatki migdałów, kolorową
                              cukrową posypkę i mamy cudnie pachnącą zabawę na
                              cały wieczór.
                              Potem układamy w kartonie, leciusieńko kropimy wodą i przykrywamy folią, by na
                              Wigilię były miękkie. Aha - twarde też są pycha.


                              SAMCZNEGO, MIŁEGO GNIECENIA, PODJADANIA, STROJENIAsmile
                              • joanka741 Re: Pierniczki przepis 20.11.04, 11:21
                                Bardzo dziekuje za ten przepissmile) a jak zapakowac zeby nie przeszło ciasto
                                zapachami z lodówki? Oto jest pytanie smile)
                                Ja jestem na etapie masy solnej mam juz stado :
                                aniołków,bałwanków,mikołajów ,gwiazdek,księzyców i serduszek,dzieciaki maja
                                radoche i ja tezsmile) ,nawet im to dość ładnie wychodzi a przy mojej pomocy po
                                prostu piekniesmile)-jestem z siebie dumna!!!!!!!!!!!wink
                                Pierniczki w tym roku zrobimy i własne kartki swiatecznesmile) ,o moze macie
                                sprawdzony brokat czy jakieś inne metody zdobienia figurek z masy solnej???
                                Ja robie 3 kolorowe figurki,z ctnamonem sa brazowe i pachnace,a z papryka taki
                                fajny rudy kolor wychodzismile.
                                Juz mam kawałek prezentów kupiony,w tajemnicy wielkiej przed mężemsmile) wiec on
                                kupi 2 razsmile)-strasznie lubie robic prezentysmile),lubie choinke i zeby tam lezała
                                tona pakunków,kazdy prezent owijam w osobny papier wiec wydaje sie ze tego
                                jest strasznie dużosmile),i uwielbiam patrzec na miny dzieci ,nagrywam na kamere
                                i mozna potem zrywac boki smile) ze smiechu i...wzruszeniasmile).
                                Pozdrawiam Was serdecznie i zmykam ostatnio mam problemy z błednikiem chyba mam
                                straszne zawroty głowy do tego stopnia że nie moge patrzec w monitor i czasem
                                pionu utrzymac-lekarz sie kłania.
                                Troszke sie boje...... czy to nie coś powaznego,przedwczoraj nie byłam w stanie
                                wstac z łożka,szłam na czworakach do łazienkisad-naprawde! .
                                Mąz mnie zbierał z podłogi i mówił ze mi oczy latałysad (jestem na
                                odstrzałsmile),już miał dzwonic po pogotowie ale nie pozwoliłam,teraz tez czuje
                                zawroty bo siedze przed ekranem ,wiec juz koncze papapa
                                • eury1 Re: Pierniczki przepis 20.11.04, 13:28
                                  Dziewczynki kochane,dziękaję Wam bardzo za wszystkie mądre i ciepłe słowa.
                                  Ja staram się nie mysleć.W domu powstał temat tabu.Kilka dni temu dzwonił do
                                  mnie mąż tej kobiety z informacją że on o wszystkim wie i że to skończone i
                                  takie tam...Ja mam inne zdanie na ten temat znając treść ich korespondencji.Ona
                                  zamilkła-nie odzywa się.Mój M. też.Trochę ciężko z tym wszystkim
                                  żyć...szczególnie że on ma taką pracę że często wyjeżdża.A ja już chyba popadam
                                  w jakąś paranoję-ciężko mi wierzyć w to co mówi!!!A ja się zaparłam w
                                  sobie.Jest to straszne,oszukiwanie samej siebie że stanowimy rodzinę.
                                  Jedna dobra rzecz wynikająca z nie poruszania tematu tabu,polega na tym że
                                  dzieciaki wyluzaowały (wiem durne określenie).Znowu dom jest pełen gwaru i
                                  śmiechu...One potrzebują nas oboje - ta świadomość tak dobija...wiąrze ręce...
                                  Ech,jakoś będzie...
                                  Joanko,proszę nie zgrywaj nam tu bohaterki i nie powstrzymuj męża przed
                                  zawołaniem wsparcia w postaci lekarza,albo przynajmniej obiecaj nam szybciutko,
                                  że w poniedziałek odwiedzisz swojego lekarza.Nie możesz tego bagarelizoawć.A te
                                  problemy nie wynikają z siedzenia przed komputerkiem.
                                  Barba,tego ciasta na balkonie szlag nie trafi? 5 tyg. to strasznie długo
                                  czasu...i co masz na myśli pisząc ze ciasto nie może być zbyt cienkie-to na
                                  jaką grubość je rozwałkować?
                                  Biedny ten twój Maciuś.Zapalenie ucha jest tak bardzo bolesne...i tak bardzo
                                  trzeba uwazać.Jarkowi powstały zrosty w jednym uchu.Bardzo długo walczyłam z
                                  jego infekcją...Teraz ma lekki niedosłuch w jednym uchu...i nie moge nic
                                  zrobić,bo w czasie uelastyczninia błony,laryngolog wprowadził mu infekcję do
                                  zatok która nie daje się zwalczyć już 2 lata.A bez wyleczenia ich nie mozna
                                  pojść na zabieg....ech,zaklete koło...
                                  Agnieszko,co ty robisz że Twoja córeczka jest taka duża?Jak tak dalej pojdzie
                                  urodzisz olbrzymkę...hihihi...tylko jak Ty ją urodzisz?Wybrałaś sobie już jakiś
                                  szpital?Chciałabym żeby już był styczeń i to jego koniec...jestem taka
                                  niezgraba że aż strach.Smieje się już sama z siebie,bo jedyne stabilne skórzane
                                  kozaki jakie posiadam,to glany sznurowane,wysokie...Dzisiaj oczami wyobrażni
                                  sznurowałam je....i płakałam ze śmiechu - bo sznurowanie ich chyba pozostanie
                                  tylko w wyobrazni...Drugie kozaki są na wysokim obcasie.Hmmm,przy
                                  mojej "zabawie w mdlejącą królewnę" może być ciekawie...Podziwiam Ciebie z tą
                                  dietą.Mam nadzieję że jak troszkę stanę na nogi to faktycznie spotkamy
                                  się...jeszcze jako brzuchatki,bo potem może byc trudniej.
                                  Zinko,masz już jakieś zdjęcia waszego sklepiku i tych wszystkich cudeniek?
                                  Ozdoby choinkowe muszą być przecudne...Jak kocisko?Skończyło się na jednym
                                  incydencie?
                                  Ada,szkoda że tak daleko mieszkasz.Ja tu mam fryzjera który fantastycznie daje
                                  sobie radę z takimi brzdącami.Widziałam go w akcji i szczerze
                                  podziwiałam...dziecko miało super fryzurkę z fryzjerem było gorzej,mokry był
                                  cały...i bardzo szczęśliwy jak następnym klientem nie było juz dziecko smile)
                                  Zmykam,chłopcy pucują dom...i coś się cicho zrobiło...muszę sprawdzić skąd ten
                                  przestój.Następny punkt programu to olbrzymia blacha drożdżaka z kruszonką smile)
                                  Miłego dnia moje DOBRE DUSZKI
                                  • barbamama Re: Pierniczki przepis 20.11.04, 13:39
                                    Pierniczki mozna piec od razu, przetrzymanie cista do 5 tygodni sprawia ze
                                    staje się ono intensywnie pachnącę, folia spozywcza skutecznie ochroni przed
                                    zapachami, na balkon tylkow dodatniej temp, trzeba uważac bo na słońcu na
                                    balkonie moze byc dla ciasta za ciepło, grubość ciasta ok 1 cm w zupełności
                                    wystarczy smile mniam, dzisiaj tez gniotesmile
                                    • jola.wie Re: Pierniczki przepis 20.11.04, 17:17
                                      Dzięki za przepis, jak was tyle robi, to i ja spróbuję, choć z mojej jednej
                                      jedynej piernikowej próby w życiu mam nieciekawe wspomnienia....wink

                                      Wprawdzie nie mam pełnomocnictwa, ale jestem w posiadaniu wiadomości, którą się
                                      z wami dzielę: jol5.po odcięta od świata (czyli od nas) z powodu braku prądu
                                      wskutek śnieżyc we Wrocławiu.

                                      Mam zalełosci w czytaniu postów (znowu, choinka!) ale za to podgoniłam trochę
                                      prasę smile)) (jakieś dwa artykuły w gazecie smile))

                                      Zaszaleliśmy trochę dzisiaj w "przebieranki", no i efekty pojawią się lada
                                      godzina na naszym wątku na "zobaczcie", spodziewam się komentarzy typu "matka,
                                      co ty temu dziecku robisz?!" smile)))), ale wesoło było i modelka też nie miała
                                      nic przeciwko temu, co na zdjęciach widać.
                                      • olioliwa witam was ponownie 20.11.04, 22:28
                                        cześc kochane kobietki, odpadłam na długo, ale działo się wiele, nie nadazam,
                                        niestety do połowy października jeszcze Was poczytywałam regularnie, teraz już
                                        nawet na to nie było czasu, a w międzyczasie skrótowo
                                        Kuba mój pierworodny stał się nie w pełni sprawnym nastolatkiem - aseptyczna
                                        martwica guzowatości piszczeli, strasznie brzmi ale się z tego wyrasta, póki co
                                        zakaz wfu, skakania, biegania i wielu innych rzeczy które chłopajk w tym wieku
                                        jak nie robi to ma doła poprostu, ale już sytuacja opanowana, zbliżyło to nas -
                                        jeden z plusów - grunt to optymizm
                                        Mieszko miał dziś urodzinki - też skorpionik, jak ja, przyszły dzieci z
                                        przedszkola i inne znajome urwisy, torty jeszcze stoją , może ktoś ma ochotę bo
                                        tego nie przerobimy
                                        Matis nadrabia "zaległości" hokejowe, w końcu jako jedyny nie był w zerówce
                                        sportowej, ale już sie czuje pewnie, jest zacięty i to podstawa
                                        Jaśmina ma stały aparat od czwartku, mimo wcześniejszych oporów, ze będą kpić
                                        koleżanki a zwłaszcza koleżkowie, nie jest źle, ponoć psiapsiółka oceniła to
                                        jako modne
                                        Mamy od listopada nową opiekunkę, juz mnie korci aby dać jej jakąś porządną
                                        lekturę ( wychowanie bez porazek, czy coś w tym stylu0
                                        cieszę sie bo wprowadziła świat origami do naszego domu, dzieciaki sa pod
                                        wrazeniem , Mati przy niej też do przodu z czytaniem idzie, a starszym imponuje
                                        swoim obyciem z kompem,
                                        Jaśmina gada sobie z nią na gadu-gadu
                                        Nasza Kitka ma 5dniowe kociaki są 4- 2 czarnobiałe i 2 szarobyre, tylko 1
                                        kocurek
                                        urodziła po terminie i na dodatek po dobie trzeba jej było cesarkę zrobić bo 1
                                        kcio został w brzuszku- martwy niestety, ale kotka uratowana
                                        teraz biedactwo musi z tą raną dawać sobie rade, szwy zdejmą za 10 dni, ale
                                        jest dzielna
                                        Wywiadówki u nas w zeszłym tygodniu, Mati ma super panią w tej 1 klasie, jest
                                        zaangażowana w edukowanie rodziców, co wielu z nich kwituje kpiącymi minami,
                                        ale ja przyznam że wróciłam do lektury Gordona - wspomniane wych. bez porazek,
                                        opuściłam się w osttnich latach , ale podstawy są i chęci, teraz tylko praktyka
                                        jeszcze, jestem dobrej myśli
                                        Mój związek przechodzi wieczne wzloty i upadki, od wakacji już ze 3 razy się
                                        opuszczaliśmy - słowami oczywiście, ale nie jest ciekawie, stąd też popadłam w
                                        lekturę i kontakt z dzieciami większy i stroniłam od wynurzeń i wogóle od netu
                                        Znalazłam też sposób na medytację- zaczęłam robić biżuterię z koralików,
                                        zaraziłam tym dzieciaki i tworzymy kolorowe bransoletki , pierscionki i
                                        naszyjniki, już się tak obkupiłam w te koraliki, że wszystkich najblioższych
                                        mogę obdarować , a są już zamówienia
                                        Kuba zrobił sobie stronkę internetową- bloga, może mi też zrobi, to wtedy
                                        zobaczycie moje dziełka
                                        Zajrzałam na listę adresów ostatnią ze stworzonych i pomyślałam, że skoro mnie
                                        stamtąd nie wyrzuciłyście to jeszcze się co jakiś czas wproszę,
                                        sorki, że nie nawiązuję do Waszych postów, ale jak je czytam jestem z każdą z
                                        Was z osobna i mam przemyślenia, a później wszystko ucieka, siąde kiedyś i
                                        poczytam wszystko, pozdrawiam ,
                                        apropos świąt to pani Matiego wymyśliła aniołki z makaronów różnokształtnych
                                        klejone i malowane na złoto sprejem lub farbą, ma książkę z konkretnymi wzorami
                                        i chcę ją zeskanować , strasznie mi się spodobały, a nasza opiekunka Ola chce
                                        robić z dziecmi lampiony niebawem, ale nie wiem jak je oświetlimy w środku, bo
                                        w elektycznym nie ma u nas żadnych maleńkich latareczek
                                        Ola
                                        • jola.wie Re: witam was ponownie 21.11.04, 10:09
                                          Olu, cześć, pozwól, ze jako pierwsza cię powitam z powrotem (nareszcie uda mi
                                          sie nie być w ogonie!) smile)))
                                          Rzeczywiście, dużo różnorodnych przejść, ale miałaś dużo czasu, żeby je
                                          zaliczyć wink
                                          Kubie życzę dużo zdrowia, oby wyrósł z tego szybciej, niż literatura
                                          przewiduje, życzonka dla Mieszka, torcik chętnie smile), ale wczoraj podjęłam
                                          nierówną walkę z moim piekarnikiem i zrobiłam pyyyyszną babkę (przewidując
                                          problemy ze strony piekarnika nażarliśmy się surowego ciasta, bo było
                                          rewelacyjne, no i piekarnik zrobił nam niespodziankę i po trzech godzinach /!/
                                          wyjęliśmy upieczoną babeczkę, a ponieważ proporcje okazały się na chyba ze dwa
                                          razy większą formę, dużo babki "wykipiało", co skrzętnie zeskrobywaliśmy i
                                          pożerali /na szczęście nie musieliśmy się dzielić z dziećmi, bo już spałysmile))/,
                                          skutkiem powyższego mam w brzuchu dziwne uczucie /a mąż ciągle jeszcze śpi,
                                          czyżby to wina babki???/, więc jak pochłonęłabym torcika, to trzustka by się na
                                          mnie już chyba obraziła!).
                                          Co do aparatu, to rzeczywiście to jest modne, siostrzenica mojego męża ma
                                          wstawione na tę metalową drabinkę maleńki różowy sztras, kiedy się uśmiecha,
                                          zęby rozbłyskują różowym "diamentowym" blaskiem, interpretuję, ze to musi być
                                          modne, bo obiektywnie rzecz biorąc jako ozdoba jest wątpliwe smile))),
                                          cóż, "degustibus...etc.". Ale "aparatek" chodzi po świecie coraz więcej i to w
                                          różnym "nieaparatowym" wieku (via Kazimiera Szczuka wink, to nie ma się czym
                                          stresować.
                                          Kociaczki maleńkie w domu, jak słodko!!!!!!!!! Czyżby mamą okazała się ta
                                          śliczna szarutka pręgowana Kicia, która wystęuje z twoim synem na zdjęciu
                                          (przepięknym zresztą)? Nasza Kicia, o "jesiennym" ubarwieniu (od spodu biała, a
                                          na grzbiet narzucone futerko łaciate szaro-rudo-brązowe, jakby spadły na nią
                                          październikowe liście), powiła swego czasu jedno kicię czarno-białe i dwa
                                          identyczne pręgowane "bliźniaki", gdybym nie odbierała tego porodu, to raczej
                                          nie skojarzyłabym tej czwórki jako rodziny smile))

                                          Olu, odnośnie tzw. "wzlotów i upadków" to coś za wiele ich ostatnio w naszej
                                          rzeczywistości, jak poczytasz posty, zobaczysz, że zaliczyliśmy tu na wątku
                                          poważny "upadek"...sad(( smutne to, ale cóż, żyć dalej trzeba, a jak wiadomo,
                                          jest dla kogo....

                                          Oświetlenie lampioników: a gdyby tak do każdego bateryjkę, kawałek drucika i
                                          zaróweczkę z latareczki??? Syn kombinuje ostatnio takie oświetlenie do szopki,
                                          którą robi w szkole, wszystkie składniki można kupić w jednym sklepie i jeszcze
                                          pan doradzi.... (to nie jest reklama, ale chodzi o obismile)) choć myślę, że każdy
                                          inny elektryczny sklep się z tego wywiąże...)

                                          Grunt to optymizm! smile
                                          pozdrawiam
                                          jola
                                            • jola.wie Re: witam was ponownie 21.11.04, 10:30
                                              Madzia juz jest na zobaczcie! Ubolewam nad kiepską jakością zdjęć, ale i tak
                                              można się uśmiechnąć... Może św.Mikołaj przyniesie nam normalny aparat cyfrowy?
                                              Marzeeeenie....
                                              Chciałam zwrócić wasza uwage na zdjecie "przyjaciółka harrego pottera", otóż ta
                                              plamka koło ust Madzi po prawe stronie to nie skaza na zdjęciu, tylko Madzi
                                              dołeczek, a własciwie dziurka, bo jest taka jak "wykłuta widelcem", jak to
                                              okresliła jedna moja koleżanka....smile))))
                                              • magduniar3 Re: witam was ponownie 21.11.04, 13:42
                                                Ale ta moja imienniczka jest cudna. Szczególnie słodki z niej reniferek.

                                                Te wszystkie cudne maluchy na zdjęciach i w waszych opowieściach oraz w
                                                najbliższym otoczeniu sprawiają, że serce mi się rwie, w brzuchu czuję pustkę i
                                                po głowie ciągle chodzi myśl o jeszcze jednym małym szkrabie. A odkąd moja
                                                koleżanka powiła bliźniaki to całkiem oszalałam. A przecież mój najmłodszy
                                                Juliś nie ma jeszcze dwóch lat. Jest jeszcze całkiem maleńki. A tak w ogóle to
                                                często złoszczę się na dzieci więc nie powinnam unieszczęśliwiać kolejnych.

                                                Violu - od prawie dwóch tygodni czytam o twoich kłopotach i nie znajduję słów
                                                pocieszenia. Wiedz tylko że ja również jestem myślami z tobą.
                                                Mijejmy nadzieję, że Jola z Wrocławia radzi sobie. A to zawsze u nas w
                                                Suwałkach zima przychodziła na początku. Śnieżek wprawdzie jest ale tylko
                                                cieniutką warstwą przykrywa ziemię.
                                                Z tymi chorobami to najgorszy problem. Tylko co Mateusz poszedł do szkoły po
                                                zapaleniu płuc, Julek zaczął chorować i musiałam odwołać badanie - ECHO serca,
                                                a następne terminy dopiero w styczniu. Wiem, że to lepiej niż w maju tak jak w
                                                przypadku laryngologa, ale chyba również będę musiała pójść prywatnie do
                                                kardiologa, tylko niestety Suwałki nie słyną ze specjalistów.
                                                Pozdrawiam was wszystkie
                                                Magda
                                                • olioliwa sanki po kinderbalu 21.11.04, 20:27
                                                  przeczytałam wczoraj tylko jedną stronę szóstą setke postów, dużosie działo w
                                                  tym październiku, jeszcze kilka dni i będę z Wami na bieżąco,
                                                  w sprawie specjalistów- u nas Kuba do połowy stycznia musi czekać na wizytę u
                                                  p. rehabilitantki , później pewnie terminy pola magnetycznego i jonoforezy będą
                                                  równie odległe, więc nie pozostaje nic innego tylko skorzystać ze znajomości w
                                                  prywatnej lecznicy
                                                  byliśmy dziś na saneczkach z Mieszkiem, starsze dzieciaki u taty bo niedziela
                                                  świetnie sie zjeżdzało, prześwity liści tylko gdzieniegdzie ( razem czy osobno?)
                                                  Mieszko dostał wczoraj na urodzinki od swojego noiwego kumpla Jacka fasolki,
                                                  nie jestem mamą na czasie i nie wiedziałam z czym to się je, ale weszliśmy
                                                  przed chwilą na stronkę fasolkową i widać że to hit na całego, na pierwszy rzut
                                                  oka to milej wyglądają niż poke i didżimony i wszelkie kapsle z płatków
                                                  ale pożyjemy, zobaczymy
                                                  wspomniany Jacuś jest postacią pojawiającą sie często w opowieściach z
                                                  przedszkola, więc jak zadzwoniła mama w sprawie urodzin pogadałyśmy sobie, jest
                                                  jedną z nas - ma szóstkę pociech , najmłodsza Zosia ma 2 miesiące
                                                  urodzinki były wykwintne, urządziłam z Jaśminą i Kubą przedstawienie " Na
                                                  straganie" z prawedziwymi warzywami w roli aktorów (biedactwa paradowały na
                                                  widelcach), mieliśmy problem jedynie z kalarepką, której na ryneczku o tej
                                                  porze nie dało się znaleźć , fasola i groch były tak niewielkie, ze dziciaczki
                                                  chyba nie umiały by odróżnić gdyby nie to że narrator nazwał je po imieniu
                                                  potem jeszcze kilka scenek zagadkowych z bajek - też teatrzykowo, maluchy były
                                                  uśmiane jak maleńka calineczka z kartonu odkleiła się od plasteliny i spadła na
                                                  ziemię, w górze została tylko wykałaczka
                                                  mimo,że na pytanie przed jakie bajki znają, głównie padały tytuły takie jak
                                                  shrek, żółwie ninja itp , to dzieciaki wykazały sie świetną znajomością kanonu
                                                  tradycyjnego
                                                  Dla większzości z 4 latków był to pierwszy kinderbal w życiu, czułam na sobie
                                                  miły ciężar kształtowania ich wyobrażeń o takich zabawach
                                                  a przyznam, że zawsze urodzinki u nas były domowe i tradycyjne
                                                  zabawą najciekawsza tym razem okazało się zimno-ciepło
                                                  Pozdrawiam Was ciepło, Madzię w Suwałkach , gdzie byłam raz w życiu, kiedy
                                                  jechaliśmy do Smolników
                                                  Madzia na Zobaczcie jest upiornie zabawna, zwłaszcza w wersji przyjaciółki
                                                  harrego Pottera, a jakość zdjęć cyfrówki jest ok
                                                  Dzięki za zdjęcia które dostawałam na mój priv w międzyczasie
                                                  Ola
                                                  • agnjan Re: sanki po kinderbalu 21.11.04, 21:57
                                                    ola, ale fajnie z tym kinderbalem, na prawdę, szczerze podziwiam, ja po takich
                                                    imprezach długo dochodze do siebie smile))) ostatnio u Małgosi urządziliśmy na
                                                    półó godzinki "dyskotekę" ale było śmiechu! smile

                                                    a gdzie ta strona z fasolkami, bo moje starszaki też chorują na to?
                                                  • jol5.po Re: sanki po kinderbalu 22.11.04, 01:15
                                                    jestem, żyję, miałam tylko lekcję poglądową pt. - do czego to nam potrzebny jest prąd - u mnie w domu potrzebny jest do ogrzewania, ciepłej wody, światła i kilku jeszcze rzeczy. Jakos poszło, ale czas mi sie przez to tak skurczył, że nie zdążyłam wskoczyć nawet na wątek, mjimo, że mi ten oprąd jednak raczyli włączyć dziś (wa właściwie wczoraj, po po północy już) nad ranem.
                                                    Ola - kopa lat - ale się cieszę że jesteśsmile)))))))))))))
                                                    Magda, toż całkiem z drugiej strony Polski jesteś, ale daleko ode mnie, rany Julek
                                                    Joanko - co to z tym błędnikiem, chyba musisz zobaczyć się z lekarzem, dziwna sprawa
                                                    Ada, mały ogladał się za nożyczkami - może to i uciążliwe, ale radość z tego wielkasmile)
                                                    kochane dziewczyny ciężarówki trzymajcie się
                                                    Jola, coś Ty dziecku zrobiła - trwała ondulacja, farbowanie i przedłużanie bardzo niszczy włosy!!
                                                    Beatko świetny przepis, jutro wrzucę do reszty przepisów. Wklepujcie dziewczyny ciekawe świąteczne przepisy
                                                    resztę dopiszę (i doczytam) jutro - zdrowia życzę na uszka i inne przypadłości bolące
                                                    dobrej nocy Jola
                                                  • bornholmka dol.... 22.11.04, 09:09
                                                    Czesc dziewczyny!
                                                    Troche mnie nie bylo bo...mam dosc swojego malzenstwa, meza tego beznadziejnego
                                                    zycia.Mam dola giganta.Czytalam o "waszych wzlotach i upadkach w malzenstwie" i
                                                    u mnie sa chyba same upadki.Juz nie mam sily a nawet ochoty odbudowywac ten
                                                    zwiazek.Myslalam o kolejnym dziecku ale to bez sensu...
                                                    Tlumacze sobie ze "powinnam" trwac w tym zwiazku dla dzieci ale juz brakuje mi
                                                    sil...Zastanawiam sie czy nie spakowac walizek, zabrac dzieci i wyjechac na
                                                    troche do Polski,odpoczac, spojrzec na te sprawe z dystansu...tylko ze damian
                                                    chodzi do szkoly..wiec jak???Jest mi zle...sad
                                                  • jola.wie Re: dol.... 22.11.04, 13:36
                                                    "mam dosc swojego malzenstwa, meza tego beznadziejnego
                                                    zycia"- bornholmka..... nie prowokuj!!!!bo się sypną relacje wink
                                                    A tak serio: wyobraź sobie, ze pakujesz walizki, rzeczywiście wyjeżdżasz i...?
                                                    Z jakimi przemyśleniami sie borykasz? Jakie zmiany zachodzą pod twoją
                                                    nieobecność? Czy będzie się je dało odwrócić, czy faktycznie nie masz już nic
                                                    do stracenia? A jak się okaże, że nie masz po co wracać? Co z dziećmi?
                                                    Trzymaj sie! Kobieta potrafi czerpac siły nie wiadomo skąd, ma własny awaryjny
                                                    generator mocy. Wyjdź szybko z doła.
                                                  • ada16 Re: dol.... 22.11.04, 14:04
                                                    A ja mam tak:
                                                    Jak już mam kompletnie dość zrzędliwego , czepliwego ( moznaby tak długo albo
                                                    rozmaicie) i tak mnie kompletnie zniechęca, to mimo że sobie mówię, "pójdę
                                                    sobie", albo "niechby sobie poszedł", w końcu nachodzą mnie myśli , że plusy
                                                    też są, i że razem raźniej i może jeszcze trochę się da.
                                                    Najważniejsza zaletą ( a może jedyną) mojego męża jest to, że jest dla mnie
                                                    ogromną podporą)
                                                    Ale jak dzieci dorosną i będę bardziej samodzielna to napewno! ( tak sobie
                                                    myślę!)A póki co, to połowa kłopotów na jego głowie, więc niech będzie, jakoś
                                                    to zniosę!
                                                    Myślę, że małżeństw idealnych , takich niekłócących się zawsze zgodnych jest
                                                    bardzo mało, i w moim odczuciu muszą byc zimnawe,bez emocji.
                                                    Głowy do góry!
                                                    Wróciłam z Poznania i tam usłyszałam piękną opinię o Kubusiu, i jego patrzeniu
                                                    i nie zważając na stan konta nawybierałam pomocy naukowych na kilkaset zł , bo
                                                    to jest moja zyciowa inwestycja.
                                                    A płaszcz na zimę kupię sobie najwyżej w przyszłym roku.
                                                  • jol5.po Re: dol.... 22.11.04, 17:36
                                                    a nich tam płaszcz - w przyszłym roku byłby już nie modny i trzeba by było znów kupować, a tak będziesz na bieżącowink
                                                    Ada, ależ to musi być radość, matka patrzy oczami innymi i czasami zastanawiać się może, czy to ja tak widze moje dziecko, czy to prawdą, ale tak naprawdę - a tu potwierdzają, obiektywnie (wiadomo jacy lekarze, jak nie zobaczą przez swoje szkiełko i oko, to nie potwierdzą) - po prostu rewelacjasmile))))
                                                    Wiecie co dziewczyny, czyżby nasi panowie jakąś tajemniczą epidemię przechodzili - moze to matereopaci, albo inne jakieś niewiadomo_co ich zatakowało. Agnieszko, tam Wam pewnie bardzo wieje, smaga deszczem i wiatrem na tym Bałtyku, może przejdzie??? Agnieszko słoneczka Ci dużo życzę, już niedługo święta. A jak obchodzicie w Dani święta? Jedziesz wtedy do domu??? To już za miesiąc, akurat tyle ile te pierniczki Barby mają leżakować. Dużo siły Agnieszko!!!!
                                                  • jol5.po Re: dol.... 22.11.04, 18:29
                                                    Kasiu - mamapo doczytałam teraz dopiero o Twoich przejściach: pożar wypadek i jeszcze inne atrakcje - czyli jednak: co nie zabije to wzmocnijsmile
                                                    Grazynko wrzućcie na plakaty sklepikowe cos o prezentach dla: teściowej, mamy, siostry, brata, córki, szfagierki - niech ludziska walą po te prezenty - czego bardzo zyczęsmile).
                                                    Beatko - Barbo, my właśnie tak wstajemy jak opisałaś, tylko, że z dziećmi wychodzi mąż, a ja zostaję, ale co się nasłucham tej gęstniejącej atmosfery od 6 do 7 (kiedy juz sa za drzwiami) to moje i wystarczyłoby na cały dzień, ale na szczęście jestem z urodzenia optymista i mam krótką pamięć. Dobrze, że uszko małego zdiagnozowane, w końcu lepiej zapłacić za dobrego lekarz, niz za niepotrzebne antybiotyki. Swego czasu moja Ola miała problemy z uszami i wyobraźciwe sobie przechodziła zapalenia, jedno za drugim bezbólowo, ale zaczynała mieć niedosłuch. Na szczęście dziś już wszystko zaleczone, ale ostatecznie okazało się, że dużą rolę odgrywały w całej historii zatoki.
                                                    Ola, wiadomość o chorobie Kuby naprawde brzmi groźnie, ale dobrze, że już dobrze. Ola, moja córka robi bransoletki z muliny, to też bardzo uspakajające
                                                    www.pimex.pl/ensi/ramki.html
                                                    bardzo się cieszę, że znowu jesteś, bardzosmile) - no i jeszcze oprócz wszystkich innych ciekawych informacji dbałaś na watku o kulturę, a to ważna dziedzinawink)))
                                                    wklejam przepisy zebrane - uaktualnione
                                                    Jola
                                                  • jol5.po przepisy zebrane - uaktualnione 22.11.04, 18:34
                                                    NA SŁODKO (Agnieszko zamknj oczy, poczytasz po porodzie)

                                                    PIERNIK (eury1)
                                                    1i1/2 szkl cukru
                                                    3 szkl mąki
                                                    4i1/2 łyżeczki sody
                                                    przyprawa do pierników
                                                    1 słoik dżemu
                                                    5 jajek
                                                    1 szkl.oleju
                                                    1 szkl mleka
                                                    3-4 jabłka (ewen. ananas,brzoskwinie)pokrojone w kostkę lub starte na tarce
                                                    Wszystko wymieszać.Piec ok 50 min w temp 180.
                                                    Przepis na największą blachę!!
                                                    Smacznego

                                                    PLACEK ZE ŚLIWKAMI (jol5.po)
                                                    3 szklanki mąki krupczatki
                                                    2 łyzeczki proszku do pieczenia, płaskie
                                                    5 jajek
                                                    1/2 szklanki cukru
                                                    1 szklanka cukru do białek
                                                    1 margaryna (może być "Kasia")
                                                    1 kg owoców - dobre sa śliwki, moga byc też inne
                                                    mąka+ proszek + cukier + margaryna - posiekać
                                                    dodać żółtka, zagnieść
                                                    niewielki kawałek, około 1/4 lub mniej ciasta wsadzić do lodówki
                                                    resztą wyłożyć blachę (na pergaminie - nie będzie przylegało, bo owoce puszczą sok)
                                                    na ciasto owoce - wydrylowane
                                                    białko ubijamy na sztywno, dodajemy szklanę cukru
                                                    wykładamy warstwą na owoce
                                                    ścieramy pozostałą część ciasta z lodówki tarka na wierzch
                                                    wkladamy do pieca - 180 st., 90 min
                                                    smacznego

                                                    ZŁOTA ROSA (ada16)
                                                    Ciasto:
                                                    3 szklanki mąki
                                                    3 żółtka
                                                    1 szklanka cukru
                                                    1 cukier waniliowy
                                                    3 łyżeczki proszku do pieczenia
                                                    1 margaryna np. Kasia, rozpuszczona

                                                    Masa serowa
                                                    70 dag lub więcej sera białego najlepiej zmielony
                                                    1/2 szklanki cukru, chyba że ktos woli słodsze to więcej
                                                    2 szklanki mleka
                                                    1 cytryna
                                                    1 cukier waniliowy
                                                    1/2 szklanki oleju
                                                    1 budyń śmietankowy
                                                    3 jajka

                                                    Pianka
                                                    Białka po tzrech żółtkach
                                                    1/2 szklanki cukru
                                                    1. Zagnieść ciasto i wyłożyć na blachę
                                                    2. Ser zmiksować z cukrem dodać resztę składników
                                                    3. Masę wylać na ciasto piec 45 min. wtemp. 165-170 st.
                                                    4. Z białek ubić pianę z cukrem na sztywno
                                                    5. Po 45 min wyjąć sernik nałożyć na całośc pianę.
                                                    6. Piec jeszcze 15 - 20 min.
                                                    7. Wyjąć z piekarnika, rosa pojawi się w trakcie stygnięcia

                                                    CZEKOLADA (jola.wie)
                                                    gotuje się z kostką margaryny i pół szklanką śmietany półtorej szklanki cukru i
                                                    cukier waniliowy - na małym ogniu (bardzo małym) z 15-20 minut. W misce mieć
                                                    przygotwane pół kilo mleka w proszku (ale w proszku, a nie żadne instant czy
                                                    granulki), wymieszane z 1-5 łyżek dobrego kakao (ja idę na maksa i daję 5) i po
                                                    zestawieniu toffi z ognia szybko acz delikatnie (mikserem, pałką) połączyć
                                                    jedno z drugim wsypując mleko do tofii, nie na odwrót. Mozna dać balkalie wg
                                                    uznania. Ta czekolada w magiczny sposób przenosi nas (a wszystkieśmy
                                                    wystarczająco stare) w stare dobre czasy kryzysu i kombinowania (kakao było z
                                                    paczki, z darów albo z peweksu, z resztą nie było problemów). Oczywiście ten
                                                    specyfik w naszym domu najbardziej smakuje mnie! Prawdopodobnie z sentymentu.
                                                    Aha, no i się tą czekoladę wylewa do zasygnięcia do jakiejś płaskiej formy,
                                                    najlepiej na pergamin, można w stanie lekkiego stężenia pokroić ją na
                                                    kwadraciki, wtedy jak stężeje - czekoladki gotowe!

                                                    STRUDEL JABŁKOWY PODAWANY NA GORĄCO (jola.wie)
                                                    Kruche ciasto na dwie części: jedna na spód, druga na wierzch, a
                                                    pomiędzy kilo jabłek posiekanych na kawałeczki (nie strate!), z dodatkiem
                                                    rodzynek, moreli suszonych, skórki pomarańczowej, posypane cukrem, cukrem
                                                    pudrem, z cynamonem, goździkami, imbirem (mozna dostac gotową mieszankę
                                                    przypraw), i jeszcze ze dwie łyżki tartej bułki, żeby wchłonęła wilgoć podczas
                                                    pieczenia. Wierzchnią warstwe nakłuc widelcem, po upieczeniu koniecznie gorące
                                                    posypać cukrem pudrem z cukrem waniliowym (był kiedyś taki cukier z prawdziwą
                                                    wanilią). Zjedzenie tego wywołuje jęk rozkoszy i działa jak grzane wino
                                                    (podobnie w każdym razie smakuje wink)

                                                    MAŁE CONIECO (barbamama)
                                                    1/3 szkl wody
                                                    kostka Kasi
                                                    1 szkl cukru
                                                    zagotowac dodac 3-4 łyzki kakao
                                                    odstawić do ostygnięcia
                                                    wymieszac z paczką mleka w proszku, dodać bakalie albo pokruszone biszkopty,
                                                    herbatniki, odstawić w formie do lodówkina 2 godz.- mniam......

                                                    NA NIESŁODKO (Agnieszko możesz czytać)

                                                    PASTA Z MAKRELI (jol5.po)
                                                    makrela wedzona, jajko (może 2, albo 3 według gustu) na twardo
                                                    drobno pokoroić
                                                    majonez
                                                    z przypraw może być ząbek czosnku, trochę musztardy, też według gustu
                                                    zmieszać
                                                    gotowe

                                                    PASTA JAJECZNA (jola.wie)
                                                    jaja,
                                                    odrobinka masła, sól, pieprz, ew. wegeta i majonez (plus bardzo delikatnie
                                                    zieleninka)

                                                    KROKIETY (jola.wie)
                                                    niby nic oryginalnego, ale nadzienie do
                                                    krokietów eksperymentalne: wieprzowinki kawałek (niestety im bardziej się idzie
                                                    w "łopatkę" tym lepiej smile), ja dałam kawałek tzw. "od szynki" - pokroić
                                                    cebulę, zrumienić, przesmażyć zmielone mięso, a potem dodać do tego (oprócz
                                                    soli, pieprzu i wegety) taki kawałek pasztetu (! takiego zwykłego, na wagę) jak
                                                    mięsa, może byc mniej, też zmielić i wymieszać z mięsem i cebulą - no,
                                                    rewelacja i pycha! A do naleśników nie wolno dawać mleka i ciasto ma być
                                                    rzadsze niż na słodkie naleśniki - placki będa cieńsze, no i się nie przypalą.
                                                    można je zresztą robic na raty: nadzienie - do lodówki, naleśniki - do
                                                    lodówki (mogą tam być nawet trzy dni) - a na ostatek zostawić sobie tylko
                                                    turlanie w jajku i bułce i smażenie (a potem koniecznie niech poleżą na bibułce
                                                    i oddadzą nadmiar tłuszczu!). I żeby smakowało trzeba to wszystko robic z
                                                    zamiłowaniem i przyjemnością, więc niewskazane jest się spieszyć wink))
                                                    aha, barszczu tez nie wolno dosmaczać na chybcika, trzeba mieć czas i
                                                    ciszę na skupienie, i nie wolno też po lampce wina wink - to znaczy ostatecznie
                                                    można i można nawet oszukac gości, ale samej siebie już nie...)

                                                    PYSZNY BARSZCZYK CZERWONY (zinka3)
                                                    niestety raczej nie nadaje się
                                                    do krokiecików podaje się go z ziemniaczkami.
                                                    Do wywaru mięsno warzywnego wlewamy żurek lub barszczyk biały taki od baby z
                                                    placu lub sklepowy ale musi byc kwasny. W osobnym garnuszku gotujemy buraki
                                                    czerwone w całości, najlepiej jak są małe.Raz że lepsze dwa że mieszczą się w
                                                    garnku ok 0,5 kg. Gdy buraczki są miękkie i wystudzone obieramy ze skórki i
                                                    kroimy w kostkę. Ugotowany żurek podbijamy śmietaną /bez mąki/ i
                                                    wyłanczamy.Następnie wrzucamy pokrojone buraczki i czekamy aż nabierze koloru.
                                                    Podajemy z ziemniaczkami pychotka! Najlepszy na drugi dzien .Oczywiście jak
                                                    zostanie. Ma zalete nie brązowieje i zawsze ma przepiękny kolor.

                                                    SAŁATKA (ZDROWOTNAwink (mamapa)
                                                    gotowane
                                                    ziemniaki + jajka szt2 + ogóry kiszone ok3-4 szt+szczypior+majonez+czosnek
                                                    zgnieciony nawet 10 ząbków=wymieszać najlepiej zrobic dzień przed podaniem to
                                                    nabierze poweru...ha ha najlepiej jak zjedzą ją wszyscy bo rozmowa po niej
                                                    odstraszy nawet wampiry..

                                                    ROSÓŁ OZDROWIEŃCZY (wg starego przepisu z książki kuch. jola.wie)
                                                    do sałatki owocowej z ananasa,
                                                    kiwi, mango, pomarańczy i mandarynek dodać kleiku ryżowego, zalać gorącym
                                                    rosołem. Wsypać posiekaną łyżkę mięty, starty imbir, doprawić czosnkiem,
                                                    pieprzem cayenne i sosem tobasco. Podawać letnie lub gorące. Popijać sokiem z
                                                    marchwi lub naparem z szałwii, lapacho i yerba mate, osłodzonym miodem. Miód wg
                                                    upodobania można dodać do dania podstawowego. Jak wam się podoba? smile)))))
                                                    Radzę NIE STOSOWAĆ w długie jesienne i zimowe wieczory.....

                                                    no i była jeszcze SAŁATKA JAJECZNA
                                                    niestety nie moge znaleźć odnosnego przepisu, ani, co za tym idzie sznownej autorki, ale, że ją zrobiłam (sałatkę), to podaję. Autorko sprostuj jakby co
                                                    jajko gotowane na twardo drobno pokrojone, majonez

                                                    LAZANIA CIABATA a'la Jola.wie
                                                    (dlatego tak dziwnie, bo płaty lazanii zastępuje w tym chleb ciabata) i
                                                    robi sie tak: chleb ciabata (ale myślę, że tzw "baton"/"wek"/"weka", jakkolwiek
                                                    się to u was nazywa, świetnie go zastąpi) kroimy na cienkie kromeczki, których
                                                    połową wykładamy formę żaroodporną, na to kładziemy pokrojone w plastry
                                                    pomidory, na pomidorach plastry szynki, na szynce plastry sera zółtego,
                                                    czynności powtórzyć, to znaczy na pierwszej ułożyć druga warstwę. Zmiksować 100
                                                    ml mleka, 100 ml kremówki, 3 jajka, tzw. pół pęczka bazylii (smile)ciekawe ile to
                                                    jest?), posolić porządnie i popieprzyć i wylać na tą lazanię. Do piekarnika!
                                                    (na jakieś 30 min), aż się ser na górze ładnie nie zapiecze.

                                                    JUŻ ŚWIĄTECZNIE

                                                    PIERNICZKI LEŻAKUJACE
                                                  • jol5.po Re: przepisy zebrane - uaktualnione cd 22.11.04, 18:37
                                                    PIERNICZKI LEŻAKUJACE a'la Barba
                                                    Składniki:
                                                    1 kg mąki
                                                    1/2 litra miodu
                                                    2 szklanki cukru
                                                    1 kostka smalcu
                                                    1/2 szklanki mleka
                                                    3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
                                                    3 jajka
                                                    szczypta soli
                                                    1 torebka gotowej przyprawy do pierników, ale to nie wystarczy, do tego osobno:
                                                    imbir
                                                    cynamon
                                                    gałka muszkatałowa
                                                    kardamon (czasem trudno kupić, więc można opuścić)
                                                    mielone goździki

                                                    W dużym rondlu na małym ogniu rozpuszczamy miód, smalec i cukier na jednolitą
                                                    masę i czekamy.
                                                    Kiedy ostygnie dodajemy mieszając i ugniatając rękami mąkę, jajka, sodę
                                                    rozpuszczoną w chłodnym mleku, szczyptę soli oraz
                                                    przyprawy - do gotowej mieszanki dodajemy oryginalnych przypraw, tak by
                                                    wszystkich było pół szklanki (jak ktoś nie lubi
                                                    aromatycznie to można wziąć troszkę mniej, ale ja polecam tą pełnię korzennych
                                                    aromatów).
                                                    Zagniatamy na jednolitą masę, odklejamy ręce (i oblizujemy mniam mniam) po czym
                                                    miskę okrywamy ręcznikiem i folią, ale nie całkiem
                                                    szczelnie i stawiamy w chłodnym miejscu (balkon, lodówka) na 4-5 tygodni.
                                                    Tak więc mam przed sobą 5 tygodni walki ze sobą by nie wyjeść pysznego surowego
                                                    ciasta


                                                    Przed świętami wałkujemy ciasto, niezbyt cienko, bo będzie twarde i wycinamy
                                                    fantazyjne wzory (ale radość dla dzieci, obowiązkowo
                                                    bałwanki, choinki i aniołki!) lub korzystamy z foremek. Jak sobie przypomnę to
                                                    napiszę do ilu stopni nagrzewamy piekarnik.
                                                    Pieczemy 10-15 minut do zarumienienia, czas zależy od grubości i wielkości
                                                    pierniczka, wyjmujemy i jak ostygną bierzemy się za
                                                    artystyczną robotę (koniecznie z dziećmi!)
                                                    Przygotowujemy lukier z cukru pudru i białka, pisaki tortowe, którymi też
                                                    możemy zabarwić go na różne delikatne kolory, polewę
                                                    czekoladową, wiórki kokosowe, rozdrobnione orzeszki, płatki migdałów, kolorową
                                                    cukrową posypkę i mamy cudnie pachnącą zabawę na
                                                    cały wieczór.
                                                    Potem układamy w kartonie, leciusieńko kropimy wodą i przykrywamy folią, by na
                                                    Wigilię były miękkie. Aha - twarde też są pycha.
                                                    Pierniczki mozna piec od razu, przetrzymanie cista do 5 tygodni sprawia ze
                                                    staje się ono intensywnie pachnącę, folia spozywcza skutecznie ochroni przed
                                                    zapachami, na balkon tylkow dodatniej temp, trzeba uważac bo na słońcu na
                                                    balkonie moze byc dla ciasta za ciepło, grubość ciasta ok 1 cm w zupełności
                                                    wystarczy smile
                                                  • agnjan dołki 22.11.04, 22:06
                                                    Bornholmka nie dawaj się! wogóle sie nie dawajcie!

                                                    ja to tak sobie myślę obserwując moje doły, że nawet pokłócona na smierć i
                                                    życie z MM to sobie nie wyobrażam, żeby go nie było... jakoś się tak teraz
                                                    czuję, jak połowa, a połowa sama żyć nie może choćby ją ta druga uwierała i
                                                    gniotła... pomyślcie, nie jest tak? no jasne, że bywa różnie, że jakby było
                                                    trzeba to każda z nas sobie poradzi, nawet Wojtek, siłacz radzi sobie ze
                                                    stresem lepiej teraz niż pewnie za kilkadziesiąt lat (kiedy to zacznie swojej
                                                    żonie brykać, facecik jeden no...) smile)))

                                                    ale po co... nie lepiej ich (znaczy facetów) jakoś urobić, ugłaskać, pogadać,
                                                    posłuchać, czego tak naprawdę chcą? co ich boli, co uwiera?

                                                    wiem po sobie, że dopóki nie powiem prosto z mostu to jestem gotowa życie całe
                                                    przeczekać, aż mój kochany sie domysli, czego chcę, co znaczy moja mina, czy
                                                    chrząknięcie, a ON NIGDY NIE ZROZUMIE bo to prostu facet jest, a nie
                                                    skomplikowana natura kobieca.... (wink )

                                                    głowy do góry, ściskam w pasie, już za dwa miesiące sobie przepisy poczytam,
                                                    tylko, jak będę karmić, to znowu sobie nie pojem, ech...

                                                    pół Warszawy nie miała dzisiaj przez kilka godzin światła, a ja jechałam na
                                                    letnich oponach przez całe miasto do ośrodka adopcyjnego na spotkanie, ależ
                                                    stresu Marcie dostarczyłam, teraz ma czkawke biedaczka i tańczy, aż mnie to
                                                    zaczyna boleć...
                                                  • magduniar3 Re: dołki 23.11.04, 00:37
                                                    Faceci to rzeczywiście zupełnie inny gatunek. Kiedy jestem na swoich 4 całkiem
                                                    wkurzona mówię nawet że to podgatunek. Mój mąż już nawet nie przestaje udawać,
                                                    że próbuje zrozumieć o co mi chodzi, a zaczyna wmawiać, że ja sama nie wiem
                                                    czego chcę od życia, a raczej od siebie w tym życiu. I chociaż wkurza mnie
                                                    strasznie i kłócimy się b. często to trwam przy nim. I często zadaje sobie
                                                    pytanie, a raczej przypominam sobie jedyną prawdziwą odpowiedź: Dlaczego z nim
                                                    jestem, dlaczego wyszłam za niego za mąż? Bo go kochałam i kocham. Jeśli taka
                                                    odpowiedź nasuwa się wam - to proszę walczcie o tę miłość, nie poddawajcie się.
                                                    Tak łatwo jest zaprzypaścić to co się osiągnęło, tak łatwo zniszczyć życie
                                                    sobie i innym (dzieciom).
                                                    Przepraszam za takie teksty, ale ostatnio coraz więcej wokół mnie kobiet
                                                    rozżalonych na cały świat, szukających wrażeń, coraz więcej rozpadających się
                                                    małżeństw, coraz więcej chorych żon lub mężów pozostawianych przez swoich
                                                    współmałżonków. Ten świat mnie przeraża i boję się że wyczerpałam już limit
                                                    szczęścia i mnie spotka coś niemiłego. A tfu, bo zapeszę.
                                                    Powiedzcie mi, czy to tylko ja jestem taka niewydarzona, czy wasze dzieci
                                                    również sprawiają wam problemy - wychowawcze lub zdrowotne. Mój najstarszy jest
                                                    nadpobudliwy, średni - sepleniący dyslektyk, który pół dzieciństwa spędził w
                                                    gabinetach lekarskich. Ale najmłodszy bije wszelkie rekordy. Nie dość że
                                                    alergik, z podejrzeniem wady serca, to jeszcze z wzmożonym napięciem mięśni i
                                                    jakimiś tam problemami w odczuwaniu w obrębie twarzy. Od przyszłego
                                                    poniedziałku będziemy przechodzić kolejną rehabilitację = tym razem będę
                                                    musiała nauczyć się masować mu jamę ustną. Z jednej strony po dziesiejszej
                                                    wizycie u psychologa wiem, że nie muszę się nadmiernie martwić, ale z drugiej
                                                    strony...
                                                    Jolu - Suwałki to tylko drugi koniec Polski, a nie drugi koniec świata.
                                                    Pozdrawiam was wszystkie, a szczególnie "ciężarówki". Jak ja wam zazdroszczę.
                                                    Magda
                                                  • bornholmka Re: dołki 23.11.04, 08:51
                                                    Dobrze kochane ze jestescie...Dziekuje za mile slowa.W domu troszeczke lepiej
                                                    ale...to nie to.Zastanawialam sie czy ten dol nie wiaze sie z tym ze Wigilie
                                                    spedze tu w Danii.Myslalam o wyjezdzie do Polski ale :
                                                    1) Tom (maz) nie moze jechac bo ma prace zlecona pomiedzy wigilia a nowym rokiem
                                                    2)sama z dziecmi nie pojade bo ...wigilie "powinno" sie spedzac cala rodzina
                                                    3)kupilismy dzieciom tak duze(objetosciowo)prezenty ze zabraknie mi bagaznika a
                                                    mam kombi
                                                    4)myslalam zeby prezenty dac dzieciom przed wyjazdem ale to glupie, powinny je
                                                    dostac w Wigilie Bozego Narodzenia.
                                                    Tak sobie po cichu mysle ze pojade 27 grudnia i zostane troche w Polsce.Tom
                                                    bedzie wtedy duzo pracowal to i tak bede siedziala sama.Wszystkie psiapsiolki
                                                    beda wtedy w Polsce a ja zalapie wtedy chyba dola giganta.

                                                    Jak obchodzi sie Wigilie w Danii?
                                                    Przygotowuje sie uroczysta kolacje.Podaje kilka rodzaji miesa, np. pieczona
                                                    kaczke z jablkami i suszonymi sliwkami,do tego brazowe kartofle(czytaj male
                                                    kartofelki obtoczone w roztopionym cukrze)czerwona kapuste na slodko,poledwice
                                                    wolowa a zreszta to zalezy od upodoban rodziny.
                                                    Po kolacji podaje sie deser.Takim tradycyjnym deserem jest podany na zimno ryz
                                                    ze smietana i drobno posiekanymi migdalami,osobno podaje sie na goraco
                                                    konfiture z wisni do polania.Wazne jest aby ten ryz podac w jednej wielkiej
                                                    misie gdzie kazdy nalozy sobie porcyjke dlatego ze do srodka wrzucony jest
                                                    jeden caly migdal.Ta osoba ktora znajdzie ten migdal jest to wrozba dla niego
                                                    ze przyszly rok bedzie dla niego pomyslny i spotka go w nim wiele szczescia.Ta
                                                    osoba otrzymuje prezent przygotowany wczesniej przez gospodarzy.
                                                    Gdy wszyscy sie juz najedza,choinke stawia sie na srodku pokoju, zapala na niej
                                                    prawdziwe swieczki(nigdy elektryczne) wszyscy biora spiewniki, spiewaja i
                                                    tancza wkolo choinki.
                                                    Po tym przychodzi czas na rozdawanie prezentow.Przychodzi Mikolaj i wrecza
                                                    prezenty najmlodszym.Gdy juz wszyscy obejrza co dostali to tak min. godzine
                                                    trwa)smilesiadamy do stolu i podawana jest kawa i ciasta.Wtedy tez zaczyna sie
                                                    zabawa"losuj prezent"
                                                    Jak to wyglada napisze w nastepnym poscie bo ten jest za dlugi winkDodam tylko ze
                                                    ta zabawa "zarazilam" sporo przyjaciol z Polski.
                                                    Tom ma liczna rodzine i na Wigilili jest zawsze min.30 osob
                                                    Narazie dziewczyny poudaje ze sie ucze bo siedze w szkole.
                                                    buziaki
                                                  • ada16 Re: dołki 23.11.04, 12:09
                                                    U mnie bardzo długo trwało, aż zrozumiałam, że facet mało czego jest w stanie
                                                    się domyślić.
                                                    Trzeba mu kawę na ławę, kup mi coś, chodźmy gdzieś, zrób...
                                                    Mój mąż zawsze mówi, że skoro jest, skoro mam nieograniczony dostęp do jego
                                                    konta , zrobi wszystko co w jego mniemaniu jest potrzebne mnie i
                                                    dzieciom,pilnuje, żeby nie lubi wychodzić sam, to znaczy że kocha.
                                                    A kwiatki , prezenty, to on nie jest w stanie wymyślić sam.
                                                    I trudno.
                                                  • eury1 Re: dołki 23.11.04, 12:39
                                                    Pewnych tematów się nie przeskoczy...a nasi mężowie,jak któraś z Was
                                                    zauważyła,zbiesili się w jednym czasie? ,meteopaci,klimaks?Już sama nie wiem...
                                                    Czasami to juz mi się myśleć nie chce....
                                                    Ja wczoraj znowu miałam jazdę - tym razem w innym temacie:kasa....Bo o co
                                                    najczęsciej powstaja kłotnie-o pieniądze,dzieci i naszych rodziców.
                                                    Obiektywnie patrząc,to ja rozumię w jakim stresie żyje mój mąż.Ma na swojej
                                                    głowie utrzymanie całej naszej,licznej rodziny.Pracuje tylko on - wydaję
                                                    przeważnie ja....ale do licha na nas wszystkich.
                                                    Na rynku pracy wiadomo jak jest.U niego w firmie coraz więcej ludzi
                                                    zwalniają.Nikt nie może być pewnien że jutro ma pracę.To dodatkowy stres...
                                                    Jego romans stulecia,problemy wynikajace z niego,brak kasy,strach przed utratą
                                                    pracy,lęk o mnie i dzieci i poczucie winy dają efekt bomby z opoznionym
                                                    zapłonem.
                                                    Wczoarj był wybuch!!!Usłyszałam,ale z jakim żalem w głosie,że jest
                                                    sam,opuszczony,nieszczęliwy,nikt o niego nie dba i nkit mu nie pomaga.
                                                    Fakt-nie pomagam mu w utrzymaniu domu.Ale do licha co ja moge zrobić?!Kto
                                                    zatrudni babę w ciąży??!!On niby to rozumie....i to logiczne...i sam taki model
                                                    rodziny wymyślił - "złapałem się w swoje własne sidła - przeliczyłem się ze
                                                    swoimi możliwościami".Ok,ale mnie jest coraz ciężej wiecznie rozumieć...nie
                                                    jestem dziewczynką do bicia!!I jeszcze moje poczucie winy we mnie rośnie - bo
                                                    może jednak mogłam coś zrobić.
                                                    Dobra,pokrzyczał,chciał byc sam....przesiedział cały film na brzegu
                                                    łóżka,zgasił telewizor,rzucił się na swoją stronę łóżka,zawinął szczelnie
                                                    kołrą...ok,może potrzebuje wyciszyć się...A że we mnie się gotowało,to ubrałam
                                                    ciepły szlafroczek,zrobiłam sobie gniazdko w kuchni na krzesłach,książkę w
                                                    dłoń - poczytam sobie...zmęczę się i pojdę spać.On niech się wyciszy.
                                                    Bum - wejście - "ty to wiesz jak mi dołożyć - zamiast pomóc to jeszcze robisz
                                                    sceny..."
                                                    Dobra,kto? - no,niby ja.Bo okazuje się że trzeba było siłą wedrzeć mu się pod
                                                    kołdrę i utulić do snu.Cholera!wróżką nie jestem!!!

                                                    Do czego zmierzam,ano do tego,że w tym wszystkim zapomnieliśmy chyba jak się ze
                                                    sobą rozmawia - ROZMAWIA - a nie robi wymówki,czy prosi,czy rozpamietuje
                                                    problemy.

                                                    Im nawet do głowy nie przychodzi ile tak naprawdę dzwigamy na barkach.Jaki to
                                                    stres z naszej strony latać "po lekarzach" z naszymi dziećmi,praca z
                                                    nieszczęsnymi dyslektykami i umacnianie ich w przekonaniu że nie są dziećmi
                                                    gorszymi,co czasami czujemy po konfrontacji lodówki z naszym portfelem,jaka
                                                    radość ze znalezienia 5zł na dnie torebki,że w dołku nas boli że znowu kogoś
                                                    zwolnili i co będzie jak następnym razem padnie na nas....

                                                    Fakt kobieta dużo może - bo musi.
                                                    Musimy być oparciem dla dzieci,dla męża,dla wszystkich....czasami musimy
                                                    zapomnieć o samych sobie...

                                                    Kochane dziewczyny,poradzimy sobie!!!
                                                    Jakoś...bo musimy.
                                                    Dobrze że możemy sobie pokrzyczeć,tutaj!!!
                                                    Cieszmy się z tego co możemy...przytulmy nasze dzieciaczki...wyszykujmy super
                                                    święta...włączmy Stalowe magnolie i wbijmy sobie bo głowy: CO NAS NIE ZABIJE TO
                                                    NAS WZMOCNI.
                                                    a ja potem napiszę super przepis na olbrzymią blachę drożdżaka.
                                                    Buziaki
                                                  • bornholmka Re: dołki 23.11.04, 12:49
                                                    Poudawalam i napisze wam jak wyglada ta zabawa.
                                                    Przed Wigilia wszyscy kupujemy po malym prezencie , za symboliczna kwote np.5
                                                    zl,moza tez taki prezent zrobic samemu, czesto sa to zarty.Np.stringi wielkosc
                                                    xxxlsmileDzieci tez kupuja, no takie dzieci powyzej 3 lat.Wszystkie prezenty
                                                    pakujemy i nie podpisujemy.
                                                    Po Wigili siadamy wszyscy przy stole,kladziemy prezenty na srodku stolu.Mamy
                                                    kubek i dwie kostki.Po koleji wszyscy potrzasaja i rzucaja kostkami.Jezeli
                                                    wypadna dwie takie same liczby oczek np. dwie dwojki, dwie jedynki itd ten
                                                    gracz wybiera sobie jeden prezent ale go nie rozpakowuje.Rzucamy tak dlugo az
                                                    wszystkie prezenty beda rozdane.UWAGA! Jezeli po jednym przejsciu wokolo stolu
                                                    delikwent nie wygral sobie prezentu rzuca dwa razy(ma wiecej szansy).
                                                    Wszyscy rozpakowuja prezenty i klada kolo siebie zeby byly widoczne.
                                                    Gospodarz nastawia minutnik( taki do jajek) na np.5 minut ale nie moze nikomu
                                                    powiedziec na jak dlugo nastawil i chowa go np. pod stolem.
                                                    Rzucanie zaczyna sie od nowa i jezeli gracz wyrzuci znowu podwojne takie same
                                                    liczby moze wziasc sobie prezent jaki mu sie podoba np. od tesciowejsmile lub od
                                                    innego "normalnego " graczawinkJezeli nie ma juz zadnych prezentow, wszystkie mu
                                                    zabrano rzuca podwojnie.
                                                    Gra trwa i zabieranie sobie prezentow do alarmu minutnika.
                                                    Mowie wam zabawa super a emocje...mnie rzuca na kolana jak widze moja
                                                    tesciowa "pedzaca "wkolo stolu bo na drugim koncu stolu ktos ma jej ulubione
                                                    czekoladki.Liczy sie tam szybkosc.Radosci jest co niemiara.Sprobujciewink
                                                  • eury1 Re: drożdżak 23.11.04, 16:28
                                                    PLACEK DROŻDŻOWY KTÓRY ZAWSZE WYCHODZI
                                                    1. 1 kg mąki
                                                    2. 25 dkg cukru (ok 2 szkl.jak kto lubi)
                                                    3. 25 dka masła (wystarcza margaryna) stopionego
                                                    4. 5 jajek (białka ubite)
                                                    5. 1/2 l mleka (ciepłego)
                                                    6. 10 dkg drożdży
                                                    7. odrobina soli
                                                    8. 1 olejek cytrynowy
                                                    9. 1 paczka cukru waniliwego
                                                    10.rodzynki....duuużo rodzynek

                                                    Rozczyn robię w ten sposób:drożdże,trochę mleka i cukru mieszam w
                                                    miseczce.Zostawiam na kuchence obok włączonego palnika do wyrośnięcia.Rośnie
                                                    bardzo szybko.
                                                    Wszystkie składniki wymieszać.Wyłożyć na blachę posmarowaną
                                                    tłuszczem.Posmarować jajkiem ( szóste jajko) jeżeli robicie kruszonkę.Zostawić
                                                    przy ciepłej kuchence do wyrośnięcia.W tym czasie robicie kruszonkę
                                                    KRUSZONKA: równa ilość margaryny,mąki i cukru pudru.Wymieszać i wysypac na
                                                    blachę.
                                                    PIEC w 175 C przez ok.40 min

                                                    Na bazie tego ciasta mozna dodać owoce.Pyszne ze sliwkami.
                                                    Smacznego.

                                                    NAJLEPSZE JESZCZE CIEPŁE ..... I WCALE PO TYM BRZUCH NIE BOLI....TO MIT KTÓRY
                                                    WYMYŚLIŁY NASZE BABCIE ŻEBY UCHRONIĆ PRZED NAMI CIASTO smile)))
                                                  • jol5.po środa 24.11.04, 10:24
                                                    nigdy mi nie wyszło nic drożdzowego, dlatego po kilku próbach zaniechałam i robie takie z proszku z chemią, a może przerzucić sie jednak na drożdże, hmm, po takim przepisie - i mówisz Viola, że z tym ciepłym ciastem to mit?? Ja właśnie jadam ciepłe i zyje, no ale co sie wtedy nagadam do dzieci, że to tylko na spróbowanie czy wyszło itd, że tak nie można - a one patrzą się i widzą, że jednak nic mi nie jest i też wcinają. Ale do tej pory nie podwarzyłam wielopokoleniowej tradycji ustnej, że jednak to niezdrowe, a tu takie rewolucyjne zdanie!!!smile)
                                                    Agnieszko, może właśnie trochę wspomnień, coś przedświątecznego zrobić w domu, trochę myśli takich spod choinki, jakis mały plan na kilka dni w domu, pomysł z wyjazdem miedzy Bozym Narodzeniem a Nowym Rokiem chyba całkiem fajny, choć przemieszczać się z dziećmi trudno jeszcze do tego w zimie, ale moze warto mimo wszystko spróbowac - dla siebie i załadowania akumulatorów na resztę zimowych miesięcy. Trochę inna duńska wigilia od naszej, ale bardzo fajnasmile)) A pomysł na grę w prezenty super - szczególnie wizja teściowej goniącej wokół stołu mnie urzekłasmile
                                                    Magda - masz rację, ie na końcu świata sa Suwałki, a właściwei kto powiedziała, że Suwałki są daleko, moze to Wrocław jest daleko od Suwałk - ale własnie dlatego, że to tak po przekontnej na mapie, to kojarza mi się Suwałki z ogromną dalą, no i ten biegun zimna, którym straszy pan w pogodzie.. Dla mnie w ogóle wschód Polskim jest daleko, bo nie byłam tam jeszcze - bardzo bym chciała zobaczyć kiedyś Lublin, Zamość i miasta bardziej na północ.
                                                    A jeśli chodzi o problemy z dziećmi - proszę bardzo: cała starsza trójka chodziła do logopedy - lekarka pierwszego kontaktu wypisując skierowania zapytała sie mnie raz, czy ja z dziećmi nie rozmawiam? fajnie no nie - a i czytanie było i rozmowy. Wszystkie dzieci starsze mają krzywe zęby i kwalifikuja sie do aparatów - czekamy aż powypadają niektóre stałe zęby. małgosia się szykuje chyba na dyslektyka - myli cały czas litery, ma problemy z czytanie, nie wyrabiamy sie czasowo z lekcjami - wczoraj znowy nie udało nam się skończyć zadań domowych, a wolałam posłać ja o 22.30 spać, niz stac nad nią i robić jeszcze jedną stronę ćwiczeń - cały czas nie mam pewnosci, czy aby ona się nadaje do 1 klasy, może ona sie nie nadaje do nauki w grupie - w pierwszej kolejności poprawiam z nią zadania robione na lekcjach, które ma źle (!!), to z reguły duży procent zadań.
                                                    Z lepszych informacji - któryś z nastolatków tez zakładał sobie bloga, moja Ola też - obserwuję ten proces: najpierw miała problemy, żeby go załozyć, potem jak sie udało zaraz jej na 10 dni zginął, szukała biedaczka w sieci, kiedy znalazła zapomniała loginu, jak juz doszła jaki logio okazało się , ze jest w nim błąd ort. teraz sie głowi jak to poprawić - wiem, ze głupio się tak wyśmiewać, ale patrzę sobie na to z dystansem i myslę, brał sobie kiedyś człowiek pamiętniczek i pisał, a teraz...smile
                                                    Miłego dnia Jola
                                                  • bornholmka Re: środa 24.11.04, 12:28
                                                    Z dziecmi jezdze non stop, sa stworzone do podrozywinkWyplywamy z domu o 11.00o
                                                    12.10 jestesmy w Ystad(Szwecja) przesiadamy sie na prom Ystad-Swinoujscie o
                                                    13.00 a o 20.00 jestesmy w Swinoujsciu, pozniej juz tylko 200km i u mamciwink
                                                    Zabawa z losowaniem prezentow jest naprawde super.Moja tesciowa chyba w tym
                                                    roku nie pobiega bo bidula od wakacji ma ogromne problemy z nogami.Dodam ze te
                                                    problemy zaczely sie po ukaszeniu kleszcza.Nigdy jej nie lubilam ale teraz mi
                                                    jej szkoda...
                                                    Dzisiaj rano bylo mi bardzo bardzo smutno bo niunia nie chciala zostac u
                                                    niani,plakala i trzymala mnie za kurtke,az mi samej lza sie zakrecila.Chodzila
                                                    juz z checia,robila papa i usmiechnieta biegla do dzieci a od wczoraj zmiana.
                                                    Dodam ze u nas nazywa sie to niania ale to tak szybciej mozna okreslic jako
                                                    prywatny zlobek.Prowadzi go meza brat z zona.Jest tam 8 dzieci.Meza brat ma na
                                                    imie Alf, jego zona Lone i Claudia ich zna od urodzenia, bardzo ich lubi,
                                                    zreszta czesto sie spotykamy bo to nasi sasiedzi.Jak jutro bedzie plakala to
                                                    sie rozrycze razem z niasad((

                                                    Patrze na wsze przepisy i was dziewczyny podziwiam.U mnie gotuje glownie maz ja
                                                    nie palam checia do kuchni.Piecze tez on, ja od wielkiego dzwonu cos ugotuje
                                                    jak ona dluzej pracuje.
                                                  • agnjan Re: środa 25.11.04, 00:11
                                                    bornholmka, spoko, ja teznie jestem kuchmaniaczką smile ciasta pyszne są z
                                                    cukierni, a mięsa piecze mąż, ja czasem cośtam od wielkiego dzwonu...

                                                    pobolewa mnie brzuch, co mnie martwi - kiedy wstaję (grzecznie, bokiem) z
                                                    leżenia to się "prostuję kilkanaście sekund, bo "ciągnie"; a jeszcze tak
                                                    półtora miesiąca...

                                                    szafa Martusi własnie osiągnęła masę krytyczną - więcej ubranek się nie
                                                    zmieści, to co jest wystarczyłoby z pewnością na bliźniaczki smile myślę, że
                                                    ubrałaby się i trójka - dzisiaj dostałam kolejne pudło po, tym razem,
                                                    chrześniaczce dzisiaj półrocznej... a wiem, że jedno pudło czeka też po mojej
                                                    drugiej chrześniaczce, półtorarocznej... do ciucholandu chyba już nie będę
                                                    wchodzić smile (to mocne postanowienie... na Adwent smile)))))) dzisiaj kupiłam
                                                    tylko sodnie dla Małgosi za 2 zł świetne dżinsy smile

                                                    jak dobrze, że mam usprawiedliwienie - wszystkie niewykotrzystane ciuszki
                                                    przekażemy do IPO w Otwocku, gdzie czekał na nas Szymek smile chyba pisałam?
                                                    www.adopcja.org.pl

                                                    to idę spać chyba... pa!
                                                  • jol5.po czwartek 25.11.04, 08:32
                                                    Agnieszko, a bolą po prostu mięśnie brzucha, czy to gdzies w środku?? Bo oczywiście lepiej jak to pierwsze. Pamietam, ze ja czasami miałam uczucie jakby mi sie rozchodziły kości, bo dziecko wkładało gdzieś nogę czy rękę, jak to jakiś ból w środku, lepiej powiedzieć lekarzowi, ale też dzidzius już jest taki duży, ze to chyba jego rozmiary powodują trakie odczucia. Dużo siły Agnieszko, już niedługo zleci szybko, bo Święta po drodze i Nowy Rok, nie będzie czasu się nudzićsmile)
                                                    Agnieszko - bornholmko, toż Ty szybciej z dalekiego kraju przyjedziesz do domu, niz ja, gdybym chciała pojechać na wycieczkę do Suwałkwink. A swoją drogą jechałam samochodem nad morze z dziećmi - długa podróż, było fatalnie, choroba lokomocyjna, marudzenie itd., ale o wiele lepiej dzieci zniosły podróż pociągiem, więc może podróż statkiem to całkiem fajna rzecz, tylko znowóż choroba morska...
                                                    Wiesz, około 8-9 miesiąca maluchy mają w rozwoju moment, gdy zaczynajuą podejrzliwie patrzyć sie na nieznane osoby, a czasami każdy oprócz mamy wydaje im sie nieznany. Hmm, ciekawe, ze zna swojego wójka i ciocię, a płakała wczoraj. Ale znowu dzieci mają różne dni, też reagują na pogodę, na wiele innych rzeczy, czasami mają oproblemy z samym momentem rozstania -i może Claudia doszła w swoim zyciu właśnie do momentu, w którym zaczyna sobie zdawać sprawę, że mama wychodzi i jej z tym ciężko - tylko, ze jak zna wójka i ciocię, dzieci innych az tak strasznie dużo nie jest, to może to być tylko moment rozpaczy, potem, po Twoim wyjściu szybko sie uspokaja. Pewnie tak było i wczoraj. Ale takie momenty nie są lekkie dla mamy, która słyszy rozdzierający płacz, ech takie życie.
                                                    Życzę Wam dziewczyny samych miłych rzeczy dzisiaj
                                                    jola
                                                  • jol5.po Re: czwartek 25.11.04, 08:36
                                                    rany, przepraszam za "wujka" konsekwentnie pisanego przez "ó". Nadal podtrzymuje, że jest duża szansa, na to, żeby wszystko dzisiaj poszło dobrze
                                                    Jola
                                                  • jol5.po Re: czwartek 25.11.04, 08:40
                                                    przepraszam za wujka pisanego konsekwentnie przez "ó", naddal uważam, że wszystko ma jeszcze szansę dobrze się dzisiaj ułożyć Jola
                                                  • jol5.po Re: czwartek 25.11.04, 09:00
                                                    no i muszę sprostować, że za pierwszysm razem, komp zachowywał się jakbym nic nie napisała, a potem wyskoczyły dwa posty,
                                                    no wygląda to dziwnie, 2 posty o tej samej treści, ale jeszcze czuję się dobrze, a w rodzinie wszyscy zdrowi i to już chyba wszystko na to rano, jeśli wgra się dobrze, na co mam nadzieję
                                                    Po pa jola
                                                  • akve Re: 25.11.04, 09:44
                                                    Podczytuję Was od paru dni...
                                                    Mój Juluś coś się zakatarzył i rozkaszlał,ale obywa się na razie bez wzmacniaczy
                                                    chemicznych winkA Zosieńka ma taki zmieniony głos...jakby miała chrypkę...Chyba
                                                    nic z tym nie będe robić .Jak myślicie?
                                                    Swoją droga jak ja sie ciesze tą moją córką.Bo jest ...no wiecie...
                                                    bornholmka- SUPER ta zabawa z prezentami! Może uda mi sie wszystkich namówić .
                                                    joanka- ja tez robię ( od września !) zakupy prezentowe pod choinkę.Bo święty
                                                    Mikołaj radzi sobie sam wink)))
                                                    eury- Ty jesteś silna kobietą i zdecydowaną , to mi się podoba !tak trzynmać
                                                    pogłaszcz Wojtusia ode mnie. a Agnieszka (wa-wa) niech pogłaszcze Martusię.
                                                    Zapomniałam o jakiś dzidziusiu ? Głaszczcie brzuszki smile
                                                    jol.5po- czy we Wrocławiu tez jest zima?Był tydzień temu u nas kuzyn z Wroławia
                                                    i zachęcił mnie do odwiedzin .B. lubię to miasto, ale chyba dopiero na wiosne
                                                    zrobię wypad.
                                                    jola.wie- czy Ty możesz mi na priva napisac co jejuz Madzia ? Nie jestem mocna
                                                    w kuchni i zawsze mam z tym problemy.A Madzia jako Boże dziecię CUDOWNA.
                                                    Obiecałam sobie ,ze założe watek na Zobaczcie i tak sie zbieram...
                                                    olioliwa- fajnie ze wrócłaś.Czy możesz podać tą stronke z fasolkami?
                                                    Wszystkim pracującym w domu i poza przesyłam pozdrowionka.
                                                  • jol5.po Re: 25.11.04, 10:25
                                                    Ewa, co Ty o tej porze robisz przy kompie??? Mąż nie w pracy, czy on w pracy a jego narzędzie pracy w domu, czy może to już nie jego narzedzie pracy, a Twoje własne urządzenie?? - ale skomplikowane pytanie wyszło, całkowiecie nie na poranną kawę.
                                                    We Wrocławiu zimno, ale chyba nie zimniej niż gdzie indziej, a dzisiaj nawet fajne słońce świeci. A miasto warto zobaczyć. Już czekam na Twoje odwiedziny, może być nawet na wiosnęsmile) Wrocław jest bardzo piekny, ale mam wrażenie, że całkiem inny od polskich miast (no, może z wyjątkiem tych poniemieckich jak Szczecinwink Bardziej tu jak w Berlinie (chodzi o sposób budowania domów, a nie rozmach) niż w Krakowie - ale przez to chyba jeszcze bardziej warto go odwiedzićsmile))
                                                    Wiesz, ja takie małe infekcje przetrzymuję, jeśli nie przejdzie i robi sie coś poważniejszego dopiero reaguję. Masz rację, małe dziewczynki sa takie cudowne - te dołeczki, uśmieszki, a potem kucyki (u Joli.wie to już przedtemwink spineczki, a ja się rozkoszuję teraz małym wojownikiem, o rany zapomniałam już jacy mali chłopcy potrafią być rozkosznismile))
                                                    życzę zdrówka dzieciom i Tobie Jola
                                                  • agnjan Re: dobry czwartek x 4 :-) 25.11.04, 15:30
                                                    Jola, tak mi się miło czytało te zapewnienia, że w rodzinie wszyscy zdrowi i że
                                                    to będzie dobry dzień i rzeczywiście póki co leniwy, ale dobry smile Szymek
                                                    ładnie śpi, był godzinkę z nianią na spacerku, a teraz idzie do mnie
                                                    przyjaciółka na plotki smile
                                                  • magduniar3 Re: choroby 25.11.04, 15:53
                                                    Ja muszę reagować natychmiastowo a i tak często to niewiele pomaga. Poleciałam
                                                    z Julusiem do lekarza przy pierwszych oznakach choroby, ale pomimo podawania
                                                    leków kaszedl nie ustępował. We wtorek okazało się, że to jest zapalenie płuc.
                                                    To było do przewidzenia, bo wcześniej zapalenie płuc miał Mateusz. Ledwo
                                                    wróciałam z nim od lekarza okazało się, że mój średniak Jędrek ma b. wysoką
                                                    gorączkę i boli go głowa. Profilaktycznie również dostał antybiotyk. Niestety
                                                    na razie gorączka nie ustępuje.
                                                    Jutro idę na kontrolę. Juliś nie ma gorączki ale nie maa też poprawy - kaszel
                                                    wciąż jest wredny i rzezi przez cały czas. A do tego jakiś pobudzony lata po
                                                    schodach bez opamiętania.
                                                    Akve - może warto posmarowac dzieciom na noc nóżki i klatki piersiowe maścią
                                                    rozgrzewającą - to ponoc pomaga. Ja niestety często o tym zapominam.
                                                    Na początku tygodnia mój mężuś również się rozłożył. Ale w jego przypadku
                                                    najlepszym lekarstwem jest firma - braciszek radził sobie z prowadzeniem
                                                    interesu az 1 dzień, następnego dnia mój mąż musiał z gorączką latać, bo tamten
                                                    nie potrafił czegoś tam załatwić. Niezły wspólnik, prawda?
                                                    Z tego wszystkiego nie mogę sobie pochorować. Jestem na zwolnieniu, w domu
                                                    rośnie brud, a ja ze swoją robotą w tyle, bo tylko biegam z termometrem i
                                                    lekami od jednego do drugiego. I walczę z własnym bólem głowy.
                                                    U nas święta jeszcze daleko. Nie wyobrażam sobie takiej zabawy w mojej
                                                    rodzince. W tym roku po raz drugi będę organizowac Wigilie u siebie i już
                                                    ciarki mnie przechodzą z powodu drętwej atmosfery jak będzie panować. zupełnie
                                                    nie wiem co robić. Niektórych ludzi nie da się zmienić, ale mi bardzo doskwiera
                                                    brak serdecznych, rodzinnych kontaktów.
                                                    Przepraszam, że piszę tylko o sobie, to dla mnie taka psychoterapia. Ale cały
                                                    czas myślę o Was. I pozdrawiam serdecznie.
                                                    Magda
    • akve Re;Re:kum ,kum 26.11.04, 00:53
      Mimo listopadowej pory tak mi jakos wesoło i taki mi tytuł wyszedł smile
      jola -Wrocław trochę znam ,bo byłam pare razy u rodzinki.I bardzo mi sie podoba.
      Masz rację z tym rozmachem.Byłam zaskoczona po naszym ciasnym Krakowie ,ze mozna
      mieć takie szeroookie ulice.I duże kamienice, i tyle zieleni( piękne parki !),i
      woda( Odra + kanały).Lubie to miasto , ma klimat.A blisko Rynku jest taka urocza
      knajpka meksykańska, chciałabym tam pójść jeszcze raz.
      A jak przyjade na wiosne to Cię odwiedzę , a jak smile
      A pytanie co robię przy kompu o porannej porze było b.dobre:mąż pojechał na
      przegląd z samochodem , a ja - na forum , do Was !
      Magduniar- oj, masz Ty chyba masz nie najlepszy czas.Choroba Was dopadła i to
      nie przeziebienie a zapalenie płuc.Wionie z postu zmęczeniem i zniechęceniem.Jak
      Cie pocieszyć?
      Rodziny nie zmienisz to fakt,ale swięta i tak BĘDĄ ,a dzieci wnosza tyle radości.
      I niedługo przyjdzie św.Mikołaj...
      Byłaś grzeczna?!
      Na pewno wink
      • agnjan Re;Re:kum ,kum 26.11.04, 08:25
        bardzo mi się podoba dzisiejszy tytuł smile akve smile

        poza tym ja bardzo lubię piątki - pełne planów na weekend, oczekiwania... potem
        nie wszystko się udaje, ale to czekanie jest taaaakie obiecujące smile

        pozdrawiam Was hipopotamowo (już nawet przekręcenie się w nocy z boku na bok
        sprawia mi kłopot sad(( )
      • magduniar3 Re;Re:kum ,kum 26.11.04, 08:40
        Dziękuję Ci Ewo za miłe słowa. Niestety nic mnie chyba nie pocieszy. Po prostu
        od pewnego czasu życie mnie przerasta. Kilka lat temu nie wiedziałam, że może
        być takie trudne. Owszem starsi chłopcy chorowali, tłukli się itp., ale cały
        czas niańczył mnie mąż. Nigdy nie musiałam się martwić tak naprawdę o kasę,
        pracowałam dla przyjemności. Nie były to luksusy, żadne tam wczasy zagraniczne,
        drogie ciuchy i kosmetyki, ale mnie wystarczało. Nie musiałam głowić się co tu
        do gara włożyć i jak naprawić po raz enty porwane spodnie.
        Niestety od pewnego czasu mojemu mążowi idzie coraz gorzej. Ja muszę pracować
        chociaż wolałabym wychowywać dzieci. A moja zaradność życiowa i organizacja
        pozostawiają wiele do życzenia. Poza tym choroby w naszej rodzinie - rodzice i
        teściowie to codzienność.
        Gdzieś straciłam po drodzę tę radość życia i coraz częściej myśle "mieć"
        zamiast "być".
        Jaka ja byłam zawsze naiwna. I nie wiedziałam jak naprawdę wygląda świat.
        Chociaż moi rodzice nigdy nie zarabiali kokosów, nigdy nie czułam się gorsza bo
        nie miałam jakiś tam ubrań lub cudeniek. Ale teraz kasa to podstawa.
        Czym dzieci są starsze tym mają więcej wymagań, albo ich koledzy.
        Niedawno mój średniak zapytał czy dużo jest tak biednych ludzi jak my? Paradoks
        tej sytuacji to to że mieszkamy we własnym duzym domu (niewykończonym
        wprawdzie. Ale z nas biedaki.
        I znowu przynudzam.
        Magda
        • jol5.po a może być odwrotnie: kum, re, re??? 26.11.04, 09:28
          Ewuniu, to już jesteśmy umówione, a wszystkie forumowiczki, które będą przejeżdżać gdzieś w pobliżu takze serdecznie zapraszamsmile)
          Magda, pieniądze to oczywiście ważna rzecz i zejście poniżej pewnego poziomu przynosi ogromną frustrację. U mnie akurat było na odwrót, ciężkie czasy były kiedy dzieci były małe, teraz powoli idzie ku lepszemu. Ale wiesz, nie mów głośno, nie mów przy dzieciach - one porównują w szkole, ale też doskonale odbierają sygnały, od rodzica. Jeśli będziesz z uporem powtarzała, że jest dobrze, też w to uwierzą. Posiadanie domu może być powodem do dumy, dla dzieci również.
          Moi rodzice (a szczególnie mama) potrafili doskonale przekazać mi, ze bieda u nas piszczy - mimo, że tata wylądawał za czasów komuny w USA, to i tak cały czas czułam się gorsza, potem mieliśmy samochód, a i tak cały czas czułam, że nie dorastam do reszty klasy - to był fakt, bo cały czas mieliśmy bardzo małe mieszkanie, ale wiem dziś, że odczucie mojej mamy też miały na to duzy wpływ. Więc ja teraz przy dzieciach stosuję inną metodę, mimo, że nie mamy samochodu, mimo, że dzieciaków kupa, mimo, że wszystkie mieszkają w jednym pokoju - nie usłyszą ode mnie, ze jesteśmy biedni. Mam cały czas poczucie, że wszytko się zmienia, co będzie za rok, samam nie wiem, a nuż będziemy bogaci i trzeba by było uczyc dzieci innego podejścia, więc na wszystki wypadek już teraz próbuję. Mogą negocjować rzeczy, które by chciały mieć, mogą o tym mówić, a niech tam najwyżej dostaną trochę opóźniej. Chyba udało się i z poczuciem własnej wartosci u nich w porządku. Magda, już nawet taki internet mieć w domu to jest coś, założę się, że nie każde dziecko w klasie dzieci posiada, nie mówiąc już o domu, nawet niewykończonym.
          Wiem, ze odpowiedzialność, którą niesie się na grzbiecie, gdy to od Ciebie zależy utrzymanie rodziny jest przytłaczająca, dlatego wylewaj żale tutaj, zawsze pisz o sobie - niech to bedzie miejsce, gdzie każdemu według potrzeb i każdemu tak, by jak najlepiej mu pomagało. Wygadac się jest konieczne, do zachowania równowagi w czasie codziennej walki. Pisz Magda o sobie tyle ile potrzebujesz. Ty masz zdolność nawywania wszystkich problemów po imieniu, mówisz o niech wprost. Lepiej nie trzymać tego wszystkiego we własnej głowie, bo rozsadzi.
          Ja też wigilię będę organizowała u siebie i też drugi raz. Ciesze się z tego, bo bylismy dwczesniej trochę zakładnikami wybierania się raz do jednej rodziny raz do drugiej na wigilię. W pewnym momencie poczułam, ze coś nie tak - że nie mogę ciągać 7 osobowej rodziny do dwojga 60. latków, tylko dlatego, że taki był zwyczaj. Moja mama bardzo oponowała, ale dała się namówić, moi teściowie tradycyjnie widzą w nas jesdzcze dzieci, ale to już inna, długa historia, grunt, że wigili będzie znowu u nas - trochę się boję, ale sie też bardzo cieszę.
          Magda zycze dużo zdrowia dla dzieciaków, a dla Ciebie duuuuzo siły, a żale oczywiście wylewaj tutaj wszystkie, najwyżej pogłowimy się grupowo, jak Cię pocieszyćsmile)))
          Kochane wielorybkismile) Agnieszko, Violu, no i Bietko, wytrzymajcie jeszcze trochę i pozdrówcie maluchy
          wszystkiego dobrego Jola
          • joanka741 Re: a może być odwrotnie: kum, re, re??? 28.11.04, 21:18
            Cześć DZIEWCZYNY!!!! Długo długo nie pisałam az tydziensmile))).Ale niestety net
            mi padł .Administrator sieci 3 dni nie reagował wiec wypowiedzielismy umowe (po
            3 latach).Jutro zakładam inna sieć,a teraz pisze z laptopa którego podebrałam
            mężowismile).Nie wiem jak ta sztuka sie mi udała.
            Mam mały problem bo przez ten czas tak dużo zdazyłyście napisac ze sie gubie!!!!
            Jutro ide na badania,i mam skierowanie do neurologasad,mam nadzieje ze bedzie
            wszystko ok.Ale niestety w głowie maci sie mi nadal.Byłam dzisiaj w TESCO
            masakra.A miałam nadzieje ze w niedziele bedzie pusto i chyba wszyscy tak
            myslelismile),był taki tłok ze do stoisk z zabawkami nie mozna było wjechac
            wozkiem.Ale bohatersko zdobyłam kilka barykadsmile),wyszłam trzymajac w garsci
            kolejke dla Szczepka i gry dla Oliwki.Ufffffffffffff.W TESCO naprawde dobre
            ceny zabawek sa!!!! Jeszcze bym chetnie zaszalała ale to chyba napad na
            banksmile).Jola.wie u nas tez jest manai masy solnej juz 2 reklamówki zanisłam na
            grupy przedszkolne moich pociechsmile) a 1 reklamowke mam w domu,sama namiętnie
            lepie aniołki,mikołaje,choinki,bałwanki z wykałaczkowymi miotłamismile).Jeszcze
            musze uszczęsliwić babciesmile).Uwielbiam ozdoby choinkowe,jeszcze chce zrobic
            kule z bibuły i łancuch,może macie jeszcze jakies pomysły na choinkowe
            zabawki???Takie koszyczki sie kiedys robiło ale nie Pamietam jak???wiecie
            moze???Zmykam juz ale wiedzcie ze jestem soebie gdzies tu i pamietam o Was
            wszystkichsmile)).Chociaż ostatnio sie mi juz miesza to i owosmile)).papapap
      • magduniar3 Re;Re:kum ,kum 26.11.04, 08:51
        Idę za chwilę z dziećmi do lekarza. Mam nadzieję, że według niego jest lepiej.
        Jestem jak energetyczny wampirek. Z tego forum i waszych wypowiedzi staram się
        czerpac energię, aby trochę podnieść sie na duchu. Muszę spadać.
        magda
        • agnjan bateria :-) 26.11.04, 11:07
          Jola, jesteś jak bateria i to duracell smile skąd w Tobie tyle optymizmu,
          energii, dobrego słowa? zawsze jak piszę to mam wyrzuty sumienia, że wciąż o
          sobie, o swoich radościach, o swoich problemach, jak niewiele w moich postach
          jest wsparcia dla innych, bo potrafię tylko o Was ciepło myśleć (Magdunia,
          Viola, bornholmka), jak Wam źle...

          Dziękuję Ci!

          No i wracając do własnego ego smile)): ja też staram się wpajać w dzieci poczucie
          własnej wartości, na przekór schematycznemu myśleniu - czwórka dzieci=biedna
          rodzina patologiczna. Staram się ich ładnie ubierać (choć Małgosia mnie
          ostatnio podsumowała "ooo ta nowa bluzka też z ciucholandu, jak większość moich
          rzeczy...") i posyłać na wszelkie zajęcia i imprezy nie pokazując, że im
          tańsze, albo jeśli bezpłatne tym lepiej - zuchy, duszpasterstwo dominikańskie,
          kiermasze, imprezy weekendowe promocyjne etc.

          Z drugiej strony mówimy przy nich o pieniądzach, a akcja "zbieranie makulatury"
          bardzo uczy ich wartości pieniądza - zawsze na wycie "kuuuup miiiii"
          odpowiadamy przeliczając, ile to kilogramów malkulatury trzebaby zebrać, żeby
          to kupić i jakie to naprawdę jest drogie...

          Liczę dni, odcinam i skreślam, jak więzień, albo żołnierz przed powrotem do
          domu: do Nowego Roku 35 dni, właściwie 36 - wtedy będę mogła wypuścić Martę :-
          )))
          • dwoda Re: bateria :-) 26.11.04, 14:47
            Agnieszko po prostu ,, wyjęłaś mi to z ust''. też mam wrażenie , że Jola to
            nasz wątkowy psychoterapeuta i podobnie jak ty podziwiam ją za to ,że w każdym
            poście umie się odniesć do problemów każdej z nas. Ja po prostu gdy po jakiejs
            przerwie siadam i czytam hurtowo , to gdy mam juz odpisac to po prostu się
            gubię i najczęściej , znów jest najwięcej o sobie.Jola jestes wielka , dzięki
            za rady w kwestii budowania u dzieciaków poczucia ich własnej
            wartościAgnieszko , gdy czytam Twoje doznania ciążowe to mi tak błogo. Dwóch
            synów mam z 10 stycznia i ciągle mam w pamięci te ciąże przypadające na
            przełomach roku. A już najbardziej tę z Jasiem (2002) kiedy mąż musiał spędzić
            Sylwestra w pracy ( właśnie montował na żywo relacje z zabawy na krakowskim
            rynku ) a ja w domu z trójką całą noc wsłuchiwałam się w siebie , czy to aby
            nie już . A żeby było smieszniej , to rano okazało się , że osiedle tak
            zasypało ( oczywiście sniegiem ) ,że gdyby rzeczywiście trzeba było jechać w
            nocy to chyba tylko helikopter. Kończe bo właśnie wpadła babcia. Pa.
            • olioliwa kotki, fasolki i inne maskotki 26.11.04, 22:19
              pisałam wczoraj długi post ali mi go wcięło, więc pomyślałam że napiszę w
              pracy dziś, przerzucę na dyskietkę a później wkleję w domu na forum i :
              strona fasolek www.mightybeanz.pl
              kotki ślipka już zaczynają otwierać, słodkości, takie maleństwa w domu zmiękcza
              atmosferę, jak już nie ma niemowlaczka to bardzo tego brakuje
              za dużo ubranek dla dzidziusia to nie było mi obce jak byłam obdarowywana
              zewsząd, później wszystko zostało wysłane w góry do przyjaciół, bo tam wiele
              rodzin w potrzebie, teraz został mi tylko śpiworek do wózka i dwa kocyki
              flanelowe a... nasza poprzednia niania Lila jest w potrzebie teraz i nie ma
              rodziny ani znajomych z maluszkami
              wybieram sie z nią do hurtowni dziecięcej bo jest zakłopotana, co , ile i gdzie
              nie pamiętam już tych minimalnych ilości kaftaników, koszulek, pajacyków,
              pieluch tetrowych
              czy jeszcze się pieluszkuje w tetrę, bo moje wszystkie dzieci przynajmniej 3
              miesiące były tak pieluszkowane, ale może czasy sie zmieniły, chyba tak, co ja
              plotę, napewno, teraz już nikt nie ma czasu na pranie a i pralki chyba płatków
              mydlanych nie tolerują
              słucham Lili i odpowiadam jej na wszystkie pytania, jest głodna wiedzy a
              niestety nie ma jej kto tego przekazać, niesamowite ile my mamy doświadczeń,
              spisać można kilka podreczników, a nam się często wydaje to takie oczywiste,
              naturalne
              z drugiej strony jak obserwowałam rodzącą Kitkę to byłam pełna zachwytu jak
              wszystko wie, nikt jej tego nie uczył, rozrywa pęcherz płodowy, odgryza
              pępowinę, wylizuje kociaka, zjada łożysko, sorry za takie wstawki, obrzydziłam?
              to nie ładnie
              ciesze się że pochłonęłam Sheilę Kitzinger i kilka innych lektur przed
              rodzeniem, nauka dmuchania jak trzepot skrzydeł motyla itd
              Jolu, o jakiej kulturze pisałaś???
              a guzowatość Kuby jest pod kontrolą, mimo że ogranicza swobodę to na codzień
              nie daje się we znaki, nie boli,tylko jak się dotyka, uciska, więc ma coś w
              rodzaju ochraniacza na to kolano, na wypadek wszelki
              prezentowo to ja jestem w tym roku do tyłu, kilka drobiazgów, min. zabawki
              edukacyjne firmy Jak (dostępne tylko na południu Polski, więc musiałam zamówić
              kilka zestawów ze znajomą żeby mi przysłali pocztą) polecam, łamigówki
              drewniana dla dorosłych też sie nadają, i niestety czeka nas niechybnie zamęt
              bo rozterka czy komp dla wszystkich dzieciów, czy maluchom to by była
              niesprawiedliwość, w końcu wierzą w Mikołaja i każdy mały prezencik jest dużo
              bardziej wart niż wspólny komputer???
              fajne zabawki sa w Sopocie w hurtowni Domino na Parkowej, nie wiem czy już tam
              trafiłaś Ada? kiedyś jak miałam ognisko przedszkolne to zrobiłam tam duuuuże
              zakupy, później moje dzieci odziedziczyły
              ta duńska loteria z prezentami bardzo żywiołowa, może spolszczymy ją troszkę i
              wprowadzimy jako ciekawostkę w naszym domu, jakieś innowacje w regułach
              dzieciaki napewno będą chciały wprowadzić, żeby było prościej, bo narazie się
              trochę pogubiliśmy ile razy i kto może sobie wymieniać rozpakowany prezencik i
              w zależności od jakich konstelacji kostek?
              ostatni tydzień szkolne dzieciaki miały labę, tylko Jaśmina testy próbne, a
              reszta po kinach, kręglarniach i innych teatrzykach się prowadzała, jedynie u
              Kuby terenowe wypady po Oliwie, ale był zachorowany ( w slangu Mieszka) i
              byczył sie w domu udoskonalając swojego bloga, następnym razem napisze Wam
              stronki moich dzieci, one mają , ja jeszcze nie, cóż za czasy
              to było wczoraj myślane pisane i zjadane przez komp, a dzisiaj napisze zapewne
              bliżej północy, póki co Krecika maluchom przeczytałam i uciekam do moich
              nastolatków, pa
              Ola






              • bornholmka Re: kotki, fasolki i inne maskotki 28.11.04, 13:13
                Oliooliwa jak juz wszystkie prezenciki sa rozpakowane, to kazdy kto wyrzuci
                dwie takie same ilosci oczek moze zabrac komus innemu prezent nie dajac nic w
                zamian.Np. ja wyrzucilam dwie jedynki i zobaczylam ze ty masz fajny swiecznik
                to ci go zabieramwinkjak ty pozniej wyrzucisz np. dwie trojki i nadal ci sie ten
                swiecznik podoba ktory ci zabralam , mozesz zabrac miwinkJa wiem ze to troche
                skomplikowane tlumaczyc tak na sucho ale jest to naprawde bardzo prosta, gra a
                ile emocji..wink

                U nas dzisiaj pada,jest szaro , ponuro.Wzielo mnie dzisiaj na generalne
                porzadki.Teraz czekam az mi podlogi wyschna to odpoczywam przy kompiewink
                Kochanie nie uwierzycie ale zaprosilam dzis na obiad tesciowa.Sama bez
                przymusuwink
                Narazie uciekam papaptki
    • maruda13 Re: WIELE DZIECI I INNI 26.11.04, 22:54
      wpadam tylko na chwilę żeby się pochwalić -Mam pracę!!!!!!!! i bardzo się z tego
      cieszę...... (nic się nie odzywałam gdyż po 8 godzinach siedzenia przed kompem w
      domu już nie mogę na niego patrzeć) muszę poodrabiać troche zaleglosci w
      czytaniu watku..... trzymajcie sie dziewczyny, pozdrawiam was bardzo serdecznie
      i niedlugo sie odezwe na dluzszy post
      • barbamama Re: WIELE DZIECI I INNI 27.11.04, 11:25
        Kasiu super, SUPER!!!! Dobrej atmosfery w pracy zyczę smile
        Jolu wigila też odbywa się u nas smile Co drugi rok jeździmy do moich Rodziców,
        ale wole te u siebie w domu - wstretna jestem sad Zaprosiłam w tym roku i moich
        starszych- tato jednak pracuje i niewiadomo jak bedzie. Tesciowa jest
        obowiazkowo, niestety brat meza nie jest w ogóle zainteresowany spotkaniami w
        gronie rodziny. Zawsze dzwonimy, prosimy, zachęcamy, ale zwykle nie maja czasu
        aby w Boze Narodzenienie nas odwiedzić, tesciowej też sad Smutne sad Olo troche
        to przeżywa......
        Magda my tez z chorób nie możemy wyjsc... Ala od poniedziałku na antybiotyku-
        angina, Zuzię rozłozyło wczoraj, Maciek z uszkami lepiej ale jeszcze nie
        wyleczone, za to dostał jakiegoś uczulenia i leczymy mu skórę na buziaku-
        stosujemy trzy maści, okropnośc ma jakby wielie czerwone liszaje brrrr.
        Lece bo jestem sama z dziećmi, Olo pojechał na Ślask - słuzbowo- serwis
        esemesowy trwał dziś od 6 rano smile Jest juz na miejscu cały i zdrowy ufffff
        • jola.wie Re: WIELE DZIECI I INNI 28.11.04, 09:17
          Zanim nadrobię zalełości w czytaniu wątku (Boże, skąd u mnie znowu tyle
          zalełości????!!!!!!), chciałam sie wam pochwalić, ze tez zagniotłam piernikowe
          ciasto, a co! i w ogóle dzięki za przepis, choć zobaczymy, co nam finalnie z
          tego wyjdzie. Viola, dzięki za przpis na drożdżaka, co to zawsze wychodzi,
          faktycznie, wyszedł mi wczoraj smile)) (ach, ten mój piekarnik czasem nie
          zadziwia) i tak się złożyło, ze GOŚCIE stękali z ukontentowania, a przed chwilą
          skończyłam zjadac śniadanko złożone z onej drożdżówki maczanej w kawie z dużą
          ilością mleka, posłodzonej miodem (te z was, które ze słodyczy najbardziej
          lubią boczek, zaraz po śledziu, nie zrozumieją mojego zachwytu smile)) - na drugi
          raz dam o wiele więcej rodzynek, choć już teraz wydawało mi się, że hojnie
          sypnęłam...
          O zjadaniu ciasta: zjadam nie tylko ciepłe (to obowoązkowo, zebym wiedziąła, co
          ludziom podaję!), ale również surowe (!) i jakoś z tego powodu nie cierpię
          nadmiernie, jednak zauważyłam, ze Anka zaczyna podzielac moją fascynację
          próbowania ciasta i chyba będę musiała nieco przystopować....
          U nas w ogóle ciastowo ostatnio: ponieważ dzieci złosiły chęć lepienia z
          ciastoliny (i ponieważ tej ciastoliny zawsze jest za mało), to zrobiłam im masę
          z kilograma mąki i pół soli! I to było za dużo! Na trzeci dzień sama osobiście
          (zaniedbując najmłodsze dziecię) wycinałam serduszka, ptaszki i gwiazdki z
          ciasta, wstawiałam do piekarnika, "bo szkoda przecież wyrzucić" - to fatalne
          myślenie! no i wczoraj na szczęście czy nieszczęście przyszła do Anki z
          odsieczą koleżanka która z entuzjazmem już w progu powitała wiadomość o dużej
          ilości ciasta, a jakby nie chciały lepić, to miały malować to, co już było
          ususzone, i kiedy po godzinie dotarli do nas rodzice Julki, jej fioletowy dres
          pokryty był czerwonymi plamami i miał białe mączne odbite łapki (Anka
          przezornie z rana ubrała się w brudne ubranie, tak że jej wygląd mnie nie
          ruszał). Nie miałam świadomości przez parę ładnych godzin, w jakim stanie jest
          Anki pokój, i tak do końca się nie dowiedziałam, bo dziewczyny zmieniły zabawę
          na "sprzątamy", ale fotel od biurka nadaje się do prania niestety smile))) BRUDNE
          DZIECI TO SZCZĘŚLIWE DZIECI.
          Bornholmka dzięi za fajny pomysł na losowanie prezentów i w ogóle jest to
          świetna zabawa na okoliczność jaka nas w tym roku czeka: wigilia u szwagrostwa.
          Potrzeba nam będzie dużo "niespecyficznych" prezentów i odpada problem decyzji
          co komu "zaadresować", żeby się pod stołem nie wymieniali. Tak będą się mogli
          wymieniać nad stołem smile))
          Wiecie, Marek się uwziął na "uświadamianie" siostry: "a widziałaś kiedyś Św.
          Mikołaja?!", więc ona co chwila jest u mnie "Maaa-maa, a Marek mówi, ze
          Mikołaja nie ma!" i zadaje podchwytliwe pytania "a ile Mikołaj ma
          pieniędzy?", "jak przeczyta mój list?", "czy kupuje prezenty w sklepie?".
          Tłumaczę karkołomnie dla mnie i tak prosto jak się da, dla dzieci, ale
          postanowiłam w tym roku przełamać tabu dotyczące prezentów i ustaliliśmy, że
          primo: św. Mikołaj JEST i tu już nie polemizujemy, secundo: o dorosłych się już
          specjalnie nie troszczy, więc trzeba się samemu wziąć za robienie prezentów i
          można też, oczywiście można, zrobić paczki mikołajowe dla biednych dzieci, o co
          proszą w kościele (tylko "czemu św. o te własnie dzieci się nie troszczy?" - to
          tytuł następnej serii kłopotliwych pytań)smile)))
          A teraz z innej beczki: kupiłam czasopismo ergo. Już jakiś czas się nosiłam z
          tym zamiarem, ale ergo dopiero jako trzeci numer rzuciło się na mnie z
          kioskowej półki smile). Barba ty pewnie znasz to, zawodowo, a może tylko ze
          słyszenia. W każdym razie mam zamiar je regularnie kupować, uważam, ze wszyscy
          rodzice nastolatków (czyli dzieci w wieku od 10 lat wzwyż smile)) powinni się
          czymś takim dokształcać. Z trzeciego numeru dowiedziałam się, jak dzieci są
          uzależnione od alkoholu, co to jest ADHD, dlaczego i jak, co znajdują nasze
          pociechy w tzw. prasie młodzieżowej i że segregacja w szkołach jak najbardziej
          istnieje (mówiłyśmy o tym). Ogólnie rzecz biorąc doznałam szoku i czytałam z
          wypiekami na twarzy, a ponieważ jak jest problem, nie lubię stac na uboczu,
          tylko sie z nim zmierzyć (zmierzyć to dobre słowo, chce poznać jego rozmiar),
          zaczęłam pod wpływem impulsu wyobrażac sobie że znowu pracuję w szkole wink Może
          mi przejdzie wink. Będę je kupować regularnie, czas zacząć się przygotowywać do
          tematu, w każdym razie lekturę polecam szczerze.
          A teraz poczytam zaległości.
          Ach, ważne! : BARDZO DZIĘKUJĘ W IMIENIU MOJEJ KOLEŻANKI ANKI ZA UDZIAŁ W
          PROJEKCIE! REFERAT WYPADŁ FANTASTYCZNIE, ZAINTERESOWANIE BYŁO OGROMNE, PADLY
          STEREOTYPY NA TEMAT ŻYCIA POLEK W POLSCE. Sama Anka użyła takiego
          sformułowania: "nie miałam pojęcia, że one wiedzą na temat życia w Polsce mniej
          więcej tyle, co ja na tamat życia w Panamie" (czyli nic), ja dysponuje
          referatem (20 stron w jęz. niemieckim), zainteresowanym mogę przesłać smile, jest
          naprawdę ciekawy smile)!
          Pozdrawiam póki co!
          • magduniar3 Re: WIELE DZIECI I INNI 29.11.04, 18:59
            Jolu z Wrocławia - jeśli kiedyś będziesz chciała odwiedzić piękne okolice
            Suwałk, serdecznie zapraszam. Jak ty to robisz, że zawsze z twoich postów bije
            tyle ciepła. W twoim domu musi panować taka prawdziwa rodzinna, domowa
            atmosfera. Ja bardzo bym chciała umieć stworzyć taki dom. Dziękuję, że mogę
            ogrzać sie przy twoim ciepełku.
            Kasiu - gratuluję pracy.
            Agnieszko - ja mojego Julisia urodziłam 28 grudnia i naprawdę miło wspominam
            ciążę. Zwykle latem było mi ciężej, ponieważ nie znoszę upałów. Niedogodnością
            jest to że nie zawsze można wyjść na spacer.
            co do Ergo - to myślałam, że to gazeta dla młodzieży. Jestem nauczycielem i
            codziennie dochodzę do wniosku, że ciężko mi zrozumieć młodzież (choć sama nie
            jestem taka stara) i ciężko mi też zrozumieć moich starszych chłopców i
            zaakceptować, więc może powinnam zacząć to czytać.

            Co do pieniędzy - staram się wpoić moim dzieciom, że pieniądze nie rosną na
            drzewie, że trzeba na nie zapracować. Ostatnio niestety często gdy proszą mnie
            o pieniądze odpowiadam, że nie mam. Czasami rzeczywiście ich nie mam na to o co
            oni proszą. Szczególnie Jędrzej ciągle czegoś się domaga i to on zazdrośnie
            patrzy na kolegów. Dla niego się nie liczy, że koledzy mieszkają w ciasnych
            mieszkankach a nie w dużym domu jak on, ale to że koledzy mają jakieś tam
            kolorowe gadżety (typu komórka u 9-latka, markowy plecaczek itp.. Z drugiej
            strony Mateusz cieszy się z tego co ma i nawet gdy dostał 50 zł na imieniny to
            je odłożył i zupełnie o nich zapomniał na kilka miesięcy.
            Moja mama i teściowa wcale nie palą sie do pomocy w sprzątaniu, nieszczędzą mi
            tylko uwaga, że jak można mieć taki bałagan - szczególnie mama. Choć chyba w
            końcu zauważyła, że to nic nie da. Próbują pomagać chłopcom w sprzątaniu ich
            pokoju, ale gonie je ponieważ uważam, że skoro chłopacy sami nabałaganili sami
            powinni sprzątać. Niestety idą w ślady mamusi i tak samo najlepiej umieją
            organizować bałagan.

            Nie mogę odpędzić się od chorób. Jędrzej od piątku leży w szpitalu - trafił tam
            z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych. Na szczęście po punkcji okazało się,
            że to nie to a zapalenie zatok. Czyli też niezbyt dobrze.
            Martwię się też o Julka i mam nawet skierowanie do szpitala. Ale kiedy
            przyjechałam do domu, ochłonęłam to myślę, że stan nie jest taki poważny i
            postanowiłam zobaczyć co przyniesie noc. Przez to zapalenie płuc (szmery ponoć
            zmalały) nasiliła się alergia i refluks i ostatnie dwie noce dziecko mi
            wymiotowało i ksztusiło się flegmą.

            Jolu.wie - ponoć masę solna można przetrzymywać w lodówce zapakowaną w folię
            aluminiową. Ja niestety nie mam zacięcia artystycznego, więc rzadko robimy
            ozdoby. W tym roku miałam wielkie postanowienie poprawy, ale wyszło jak wyszło.

            Czy to normalne, że 10 i 9 latek wciąż wierzą w Mikołaja? Oni naprawdę wierzą,
            aż strach pomyśleć, co będzie się działo, kiedy okaże się że to my kupujemy im
            prezenty.
            Violu - nie zdążyłam w weekend zrobić drożdżaka a obiecałam sobie, że w
            Adwencie nie będę jadła słodyczy, więc przepis będzie musiał poczekać do Świąt.
            Trzymajcie się ciepło.
            Pozdrawiam gorąco
            Magda
            • jol5.po Re: WIELE DZIECI I INNI 30.11.04, 14:03
              Moje dzieci wierzą, choć powoli zaczynają przechodzić na drugą stronę barykady, bo np. u Oli sa w tym roku mikołajki w klasie, każdy robi paczkę dla wylosowanej osoby. Gdzieś w rozmowach, albo gdzieś w szkole pojawiaja się głosy, ze Mikołaj ma pomocników, że nie wszyscy sa prawdziwi, np. ci na ulicy, albo w centrach handlowych. Cos sie u nich zmienia, przynajmniej u starszych, ale oficjalnie na razie wierzą. Znaja opowieść o biskupie, który obdarowywał potrzebujących, tak delikatnie mówię czasami, że to na pamiątkę, ale nie mówię wprost, narazie.
              Wiesz Magda, podpytuj chłopaków o gadżety, może czasami samo opowiadanie wystarczy, Jędrek sie wygada, jak to chłopaki graja w metalowe kóleczka (nie pamiętam jak to się nazywało, ale Jasiu zbierał), jakie to komórki mają. U mnie chyba Małgosia na razie najbardziej podatna na gadżety, wyłapuje co to powinno się mieć - ale u niej to karteczki w segregatorze, jak najwięcej breloczków na kluczu od szafki w szkole i niedawno dostała fajne dżinsy rozszerzane z kwiatkami naszytymi szt.2 za 6 i 8 zł (lumpex, ale ona o tym nie wiewink. No i chodzenie z Małgosia (ale inni tez oczywiście dokładają swoje) po jakimkolwiek sklepie przerywane jest ciągłymi pytaniami, a to mogę, a to?. Więc staram się wtedy krótko i zwięźle, samo: nie. Chociaż po raz 15 mam problem z zachowaniem spokoju.
              Atmosfera oczywiście raz zwyszkuje w domu, raz zniżkuje. Czesto gęsto różnie jest, ale fakt, jak sobie popuszczę i się denerwuję, zaraz inni się dołączają.Genetycznie mam dość spokojny charakter i to pomaga, ale to co szczególnie lubie, to poczucier humoru - problem z nim tylko taki, że nie zawsze otoczenie rozumie z czego sie śmieję, a patrzeniu na mnie karcącym wzrokiem celuje moja młodsza siostra, no i powoli Ola. Ale oczywiście za duzo spraw w dużej rodzinie, by wszystko spokojnie znosić i często, bardzo częto jestem na granicy. Często mam stany ogromnego napięcia w środku, staram się, zeby nie wylewać złości, ale pewnie i tak widac.
              Ale wiesz, tak powoli z obserwacji, doszłam do wniosku, ze przy ogromnym natłoku spraw, nie wszystkim trzeba się przejmować. Zamykam się po prostu czasami na martwienie się na zaś. I raz po raz przekonuję się, że częśc spraw rozwiąże się sama, część zrobie później niż trzeba, ale nic się z tego powodu nie stanie, a częśc zawalę, ale będzie to niewielka część i jakoś da się z tym przeżyć. Inaczej, przyjmując wszystkie należne zmartwienia na siebie - wariatkowowink)
              Ależ jak najbardziej dopada mnie stan zamartwiania się. I nie jest on dobry, ani dla mnie ani dla rodziny. - ach, no i mam w domu permamentny bałagan. Bo zaletą mojego charakteru jest duże nastawienie na ludzi, ale wadą, że mam kłopoty z systematycznmą pracą, którą nalezy wykonać samemu i byc przy tym zorganizowanym. Mam z tym kłopoty i mój dom wygląda okropnie (i nie jest to problem z kategorii, tych które rozwiążą się samewink.
              Magda - dużo, dużo zdrowia dla chłopaków, dzielne sa w tej chorobie. Dużo siły dla Ciebie. Pozdrawiam Jola
              Ach, podaj Magda i Agnieszko-bornholmko jakieś adresy niegazetowe, to bedą krążyły także między Wami zdjęciasmile))
    • mamapa już po niedzieli 28.11.04, 22:22
      witajcie , częściej Was podczytuję niż piszę ale ostatnio jakoś czasu jakby
      mniej albo to że robię 3-4 rzeczy naraz i nie widzę że coś naprawdę jest od
      początku do końca...jejku mały płacze , no to do jutra
      • agnjan Re: już po niedzieli 28.11.04, 23:33
        dwoda - takiej "zimy stulecia" to ja się boję najbardziej jeśli chodzi o poród -
        nie mam doświadczenia, bo dzieci są "letnie" a teraz środek zimy... może
        jednak będzie sucho i bezśnieżnie...

        ola - dzięki za stronę fasolkową - zapisałam w ulubionych, ale będą dzieciaki
        miały niespodziankę smile a propos - nie lubię tego internetu naszego domowego,
        wciąż odszczurzamy komputer i wciąż co trzecia strona wyskakuje z
        obrzydlistwami, bleee..., więc nie pozwalam im samym siedzieć w internecie
        tylko stoję "na czatach" a to uciążliwe... ostatnio mamy jakąś blokadę i te
        inne strony się nie otwierają "bez pytania", więc zawsze odpowiadamy "nie
        zmieniaj" to się nie otwierają - niestety dzisiaj mąż mi zeznał, że znowu
        jakieś hard porno było mądrzejsze niż ta blokada i mu się otworzyło sad((( jak
        mnie to okropnie wkurza!!!!!

        wczoraj byliśmy na Targach książki a dzisiaj na giełdzie "najlepsze dla
        dziecka" - puściliśmy sporo kasy na książki, a jeszcze nie kupiliśmy kilku
        książek, które bym chciała, bo już się portfel wyczyścił, ale mamy nowego Pana
        Kuleczkę i kalendarz "pankuleczkowy" na 2005 rok i inne super bajki i wierszyki
        wydawnictwa "media rodzina"; nie starczyło na "opowieści z Narnii" (?) i bajkę
        O małym Andersenie i... na wiele innych smile sad
        dzisiaj na giełdzie pobuszowałam sobie w ubrankach, mebelkach, pościelach i
        zabawkach tzw. (przeze mnie) "bogato-jedynackich" ale miło pooglądać i
        podotykać smile a dodatkowo nasz tłum dziecięcych konsumentów został obdarowany
        tyloma próbkami (witamin, mleka, maskotek, kredek, znaczków, spineczek,
        książeczek etc.) że od razu mi to po niemożności nabywania towarów "bogato-
        jedynackich" humor poprawiło smile)))))))))))))))))

        jutro idziemy z Szymkiem na szczepienie i z Martą na badania laboratoryjne, a
        starszaki mają Andrzejki smile
        • ada16 Re: już po niedzieli 29.11.04, 10:10
          Przeczytałam wszystkie zaległości, uff.
          W temacie świąt i zabawek:
          Dlaczego w sklepach nie ma zwykłych zabawek?
          Nie tylko cenowo ale i funkcjonalnie?
          Ostatnie dwa dni spędziłam na poszukiwaniu klocków dla Kuby, takich zwykłych
          szescianów, z których można budowac wieżę?
          (Są - w cenie ok 30 zł za 6 sztuk ).
          Hurtowni na Parkowej nie znam, ale poznam, dzięki smile
          Wigilia: my od kilku lat spędzamy Wigilię albo u mnie albo u mojej siostry ,
          niestety grono się wykrusza, zawsze zapraszamy kogoś jeszcze, wujków, kuzynów,
          żeby było nas dużo.Skoro warunki mieszkaniowe pozwalają... A prace dzielimy,
          każda gospodyni ( o ile na siłach) przynosi ustalone potrawy.. Bo najważniejsze
          by nikt nie był samotny...
          Młodzież:
          Ja, wychowana w czasach komuny w bardzo skromnym domu, w którym bardzo
          szanowano pieniądze, i zawsze były potrzeby,chcąc uwolnić moje dzieci od
          takiego dziedzictwa ( mnie sie zawsze wydaje, że powinnam skromniej, taniej ,
          niezależnie od aktualnego stanu finansów domowych),chyba za bardzo uwolniłam
          ich od trosk finansowych i mają wrażenie , że wszystko łatwo przychoddzi.
          Dodatkowo sytuację utrudnia fakt, że mieszkam w dzielnicy ludzi w większości
          zamożnych, gdzie nie widać biedy, większość mieszka w domach , drogie
          samochody, wyjazdy to codzienność.Dzieci nie dysponują pieniędzmi , wszelkie
          większe prezenty przejmuję na "duże " zakupy, ale mimo wszystko, chyba gdzieś
          popełniłam bład.
          Św. Mikołaj:
          Bardzo lubię i bardzo wzrusza mnie ten czas u dzieci, kiedy wierzą, przejmują
          się i starają być grzeczne.
          Testy próbne u nas też, moja gimnazjalistka póki co nie bardzo się przykłada,
          może wyniki testów próbnych nią wstrząsną.
          A teraz o mnie:
          W ubiegłuym tygodniu byliśmy z Kubusiem w Warszawie i tam uslyszałam , że
          Kubuś zrobił ogromne postępy w patrzeniu + zaopatrzenie w nauki na najbliższy
          kwartał + ogromna porcję optymizmu .Oczywiście mój pesymizm zaraz się odrodził,
          bo może jest nieźle, ale tylko w stosunku do dzieci całkowicie niewidzących, a
          do widzenia pełnego może jeszcze daleko?
          Specjaliści mówią, że zrobiliśmy ile można było, a mnie wciąż mało, tak bardzo
          chciałabym więcej.
          Tak czy owak, z Warszawy pojechaliśmy na Jasną Górę, dziękować za to , co udało
          się osiągnąć ( to wypełnienie takiego mojego postanowienia sprzed roku, że
          jeżeli choć trochę będzie lepiej..).
          Pogoda fatalna kilka samochodow w rowie albo na dachu, tiry w poprzek drogi..
          My szczęśliwie wróciliśmy do domu.
          W temacie teściowych/mam ?
          Czy u Was też tak jest jak u mnie, że teściowa przychodzi i np. pasjami szoruje
          moje stalowe garnki druciakiem? ( w czasie naszego wyjazdu Teściowa przychodzi
          być z dziećmi, bo mimo, że duże , to jednak dzieci)
          Albo wykonuje inne prace domowe mimo całkowitego zakazu ( wyrażonego oczywiście
          w sposób cywilizowany?)
        • jol5.po Re: już po niedzieli 29.11.04, 10:48
          Agnieszko, rodzić w zimie nie jest źle. Sam przejazd do szpitala może być w śniegu, ale potem juz ciepło. Za oknem szaro i zimno, a obok Ciebie malutkie słoneczko. Podrośnie akurat kiedy będzie cieplej, raczkować będzie w lecie. Fajnie będziesmile))
          U nas uff, po wielkich urodzinach. Chciałam to mam - i Michałek świetował (9.XII) i Agnieszka(19.X) i Ola (5.XI). A ile to chrzestnych (z żonami, ewentualnie mężami i dziećmi). Uff, ale poszło, tym razem bez szkolnych przyjaciół,zawęziło się do rodziny. Świeczek się zebrało 15 - ładny nastoletni wiek.
          Jola, też zauważyłam "Ergo" w kioskach - chyba też zacznę się dokształcać, na razie wrzuciłam ich stronę do ulubionych, ale tam za dużo informacji na razie nie ma. Trzeba będzie kupować, bo okres dojrzewania to nie przelewki, a lepiej żeby nie nic w tym temacie nie zaskocztyło nieświadomego rodzica.
          Ach, no i popieram pogląd, że dzieci dzielą sie na szczęśliwe i czyste - gdzieś słyszałam to powiedzenie i bardzo mi przypadło do gustusmile)))
          Kasiu - marudo, spadła Ci jeszcze na barki praca (oprócz wczesniejszych ciężarów), a od Ciebie szczęscie bije - fajnie. Trzymaj się dzielnie, wypoczywaj czasami, bo dużo dźwigasz. POWODZENIA!!!
          Agnieszko - bornholmko i co udał się obiad????
          Beatko - zdrowia, zdrowia, zdrowia. A dżin - przecudowny. Wiesz, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Maciuś strasznie podobny do mojego Michałka. I mój mały też ma okres wchodzenia do wszelkich misek - jak tylko widzi coś do czego można wejść już siedzi w środku. Rozkoszne, no nie??
          Kasia - zaświeciło słońce we Wrocławiu. Widać dokładnie, że liście opadły i już zima, ale co słońce to słońcesmile)).
          Ola - o kulturę oczywiście chodzi wysoką. A kto pisał o teatrach ulicznych, o Watrze łemkowskiej, kto podsyłał zdjęcia Oliwy o poranku i zmierzchu. Czekamy na następne piękne ujęcia i kulturalne wiadomoścismile)))
          Agnieszko i Dorotko - fajnie, że fajnie Wam sie czyta, co piszę. To chyba sprawa charakteru. Lubię w taki sposób rozmawiać, a jako wsparcia potrzebuję właśnie dialogu, czyli potrzebuję przyjazdnych dusz z którymi można podialogować. I za to, że jesteście bardzo Wam wszystkim dziękuję. A i w Waszych postach tak dużo jest dobrego i mądrego wsparcia, że często się ogrzewam. Ale jak najbardziej piszcie o sobie, bo kiedy ciężko, to najlepsza terapia pogadać o problemach.
          Miłego dnia Jola
          • bornholmka Re: już po niedzieli 29.11.04, 11:26
            Obiadek sie udal,moze dlatego ze przygotowal go mazwinkTesciowa byla znosna...
            Jol5 piszesz o urodzinkach i wlasnie do mnie dotarlo ze 26 stycznia moje
            najmlodsze szczescie skonczy dwa latka.Jesssoo jak ten czas leci.

            Agnieszko ja swoja starsza dwojke rodzilam w lipcu i sierpniu a Claudunie
            wlasnie w styczniu(mialam termin na marzec ale sie pospieszyla).Ta zima jak sie
            mala urodzila zleciala mi bardzo szybko.Nim sie obejrzalam byla juz piekna
            wiosna.Na kiedy masz termin?

            U nas juz wszedzie swiatecznie i kolorowo.W domach i ogrodach przystrojone
            choinki, w oknach mnostwo swiatelek,skrzatow swiatecznych, lubie ten czas...
            Wczoraj byla pierwsza niedziela adwentowa wiec po obiedzie powyciagalam pudla z
            ozdobami i dzieciaki piszczaly z radosci dekorujac dom.Troche sie przy tym
            pobily klocac sie o grajacego Mikolaja.

            Lece zrobic sobie kawki.
            Buziaki
          • jol5.po Re: już po niedzieli 29.11.04, 11:31
            Ada, pesymizm jeśli działa stymulująco, nich będzie. Ale skala roku to okres akurat do podsumowań, co mówią lekarze to mówia i nawet konstruktywny pesymizm matczyny tego nie zagłuszy. Gratuluję Ci Ada ogromnej pracy jaką włożyłaś. Gratuluję postępów Kubusia.
            Ależ ogromna drogę przejechałaś z Kubusiem, toz zjechaliście całą Polskę. A pogoda jest jaka jest. Ale cóż, zimasad(
            Ja też nie cierpię robienia różnych różności przez mamę i teściową - u mnie to akurat problem niereformowalny, ale też i ja jestem niereformowalna - nie cierpię i już
            pozdrawiam Jola