Dodaj do ulubionych

jak radzicie sobie z frustracją?

08.06.06, 13:13
Prosze, nie krytykujcie mnie, byc moze tylko ja cos takiego przezywam, ale
byc moze nie i moze ktos podpowiedzie mi swoje sposoby na radzenie sobie z tą
sprawą. Otóz czasem, jak mój synek tak wrzeszczy, ze pekają mi bębenki,
zaczynam byc na niego zła (bo nie wiem, jak mu pomóc, bo boli mnie głowa, bo
nie mogę go odłożyć i odetchnąć, bo muszę być na każde żądanie...). Nie
traktuję go w zadnym wypadku zle, ale wysycha mi morze cierpliwości, które
generalnie mam i zamiast przemawiać czule, milczę i przezywam frustracje.
Nocki juz chyba opanowałam, wstaję grzecznie co dwie godziny, karmię,
przewijam, ale jeśli wrzeszczy tak jak dziś całe rano między karmieniami i
krótkimi drzemkami, po prostu wymiękam... to mój pierwszy tydzień sam na sam
z synkiem, mąż poszedł w poniedziałek do pracy. Trudno mi złapac dystans.
Help.
Obserwuj wątek
    • aniatomek3 Re: jak radzicie sobie z frustracją? 08.06.06, 13:41
      Uszy do góry , myślę że każdy to przeżywa.... częściej lub rzadziej... (chyba
      że ktoś ma super spokojne dziecko - ale bez problemów się nie wychowa dziecka
      kiedyś nadejdą) a jak chcesz odejść na chwilę by odetchnąć to zrób to i tak
      będzie płąkać, a Ty weź odejdź na chwilę i zrób kilka głębokich oddechów. A na
      pocieszenie: z czasem jest lepiej... problemów się nigdy nie pozbędziemy ale z
      dzieckiem lepszy kontakt będzie i można będzie wszystkiemu podołać. Czasem
      zostaw dziecko partnerowi i wyjdź choć na pół godziny na pewno dobrze Ci zrobi.
      Powodzenia!
    • gosik_26 Re: jak radzicie sobie z frustracją? 08.06.06, 16:40
      Oj, skąd ja to znam... Czasami też chce mi się płakać z bezsilności, zmęczenia,
      niewyspania, itd. Nieoceniona jest w takich chwilach pomoc kogoś bliskiego -
      męża, mamy, teściowej, kogokolwiek. Ja już się nauczyłam, że to nie wstyd
      prosić o pomoc i - kiedy mam kryzys, a męża nie ma w domu - wołam teściową (
      mieszka w tym samym domu, co my, piętro niżej ). Ona bierze Małego do siebie,
      albo na spacer, a ja mam chwilę, żeby odsapnąć i zregenerowac siły smile
      Oczywiście staram się nie nadużywać jej uprzejmości i proszę ją o pomoc tylko w
      sytuacjach kryzysowych, ale ona i tak zazwyczaj sama do nas przychodzi i pyta,
      czy w czymś nam nie pomóc smile
      Na pewno masz kogoś zaufanego - mamę, siostrę, przyjaciółkę - kto mógłby co
      jakiś czas Cię wspomóc w opiece nad Maluszkiem. To naturalne, że czasami musisz
      odpocząć, zregenerować siły smile Nikt nie będzie miał Ci za złe, jeśli poprosisz
      o godzinkę, dwie wolnego smile
      Trzymaj się smile)))
      Gosia
    • mysza_33 Nie jesteś sama... 08.06.06, 17:50
      Mam ogrom cierpliwości, jestem spokojna, kocham malca ponad życie i czasem
      zaściskałabym go na zabój z tej miłości. A dokładnie tak samo jak Ty miewam
      momenty, kiedy noszę go sfrustrowana,w pełnym milczeniu, by po prostu nie
      bluzgać, hamując słowa, typu: niedobry, nieznośnik... cholero, itp. Bo to, że go
      boli i płacze to nie jego wina. Również nie nasza, jeżeli nie potrafimy mu pomóc
      od razu, bo albo nie wiesz co to jest lub najzwyklej na ś wiecie się nie da. I
      kropka.
      Dobrze zrobić sobie takie przerwy i się kimś na moment wyręczyć.
      Zgadzam się z dziewczynami. Nawet pół godzinki, wyjście do sklepu pomaga
      odreagować.

      Mysza
        • mysza_33 Re: Nie jesteś sama... 08.06.06, 23:17
          He, he, u mnie to samo - przychodzi Bartek (mąż) z pracy i mały cały w
          skowronkach, uśmiecha się, gada... i jest straaasznie szczęśliwy. Po prostu
          poznaje już i tęskni. Nas ma cały czas smile i ma dosyć, jak i my czasem mamy.
          Mała odmiana obojgu robi dobrze. Wykorzystuj tą przerwę, kiedy maluch z mężem na
          maksa. Mówię Ci...

          Mysza
    • iza_iza_102 witaj w klubie 08.06.06, 22:09
      Podobnie jak napisały inne dziewczyny, przezywam podobne emocje.
      Krzyczące i marudzące dziecko świętego potrafi wyprowadzić z równowagi. Pomimo,
      że nasze dzieci są całym naszym światem, kochamy je najbardziej jak tylko się
      da to jesteśmy tylko ludźmi.
      Też miałam wyrzuty sumienia, że czasami po kilku godzinach wrzasku marzyłam o
      tym, żeby Tosia się po prostu zamkęła. Po takim wielogodzinnym ataku działałm
      jak automat do nokarmienia, przewijania i noszenia, robot, któremu uszkodział
      się funkcja mówienia. Zazdrościłam mojemu męzowi, który przemawiał do niej jak
      do księżniczki, a ja tylko potrafiłam milczeć, bo słowa, które się cisnęły nie
      powinny być nigdy wypowiedziane.
      Więc naprawdę nie jesteś sama.
      Jedyny ratunek to odreagowanie, sposób dowolny- byleby działał.

      Pozdrawiam i życzę wytrwałości
      Iza

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka