Bliźniaki w wieku szkolnym

07.02.10, 12:23
część,
jestem mamą blixniaków w wieku szkolnym - konkretnie
pierwszoklasitów.
Jak czytam to forum, to aż łezka się w oku kręci, że jeszcze tak
niedawno były takie malutkie....
Teraz chodzą do szkoły, wydają się już takie samodzielne. Wogóle to
już takie duże dzieci....
Ciekawe czy jest na tym forum mama która ma bliźniaki w podobnym
wieku.?????
    • dorek3 Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 08.02.10, 10:24
      Moi obecnie są w zerówce (6,5 roku)
      • ipks Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 08.02.10, 20:17
        Ciekawa jestem czy siedza razem w ławce? mimo to że mam chłopca i
        dziewczynkę i zawsze mi się wydawało że będą chcieli siedzieć osobno
        to niewiedzieć czemu ciągnie ich do siebie. mówią że fajnie
        posiedzieć z koleżanką/kolegą 1 lub 2 lekcje, ale później dobrze
        wrócić do brata/siostry.


        Pozdrawiam
        Mama, Klaudia i Sebastian
        • migune Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 10.02.10, 09:38
          Dziewczyny, czyli wasze dzieci poszły do jednej klasy?
          Moje idą od września do pierwszej klasy i spotkałam się z sugestią, żeby je
          posłac do dwóch oddzielnych. Jak dla mnie pomysł jest okrutny, ale bardzo jestem
          ciekawa co o tym myślicie?
          • aggy80 Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 10.02.10, 10:31
            moje dzieci sa rozdzielone w przedszkolu i nie ma zadnego problemu!
            wrecz widze same plusy. co prawda nie jest tak ze sie nie widza cale
            dnie, bo jest swobodny przeplyw miedzy dwiema salami i moga sie
            razem bawic, ale kazda przypisana jest do innej pani. jedna jest w
            zabkach druga w rybkach, co najwazniejsze moga juz pracowac od
            malego nad tym bagazem blizniaczym: zawsze razem wink kazda z
            dziewczynek ma swoja ulubiona kolezanke i jest ok. polecam smile
            • migune Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 10.02.10, 11:38
              No właśnie właśnie, wiem o tym, bo moje dzieci teraz też nie są nierozłączne i
              cenimy sobie tą samodzielność. Ale jednak szkoła i osobne klasy wydają mi się
              bardzo radykalnym pomysłem.
              Poza oczywistą oczywistością, że jest to wyzwanie logistyczne dla rodziców;/
              • aggy80 Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 10.02.10, 11:51
                dlaczego uwazasz ze to radykalny pomysl?
                nikt ze znanych mi zagranicznych blizniat nie chodzil do jednej
                klasy ze swoim blizniakiem, i zyja, ba i w wieku 50lat relacje maja
                bliskie i szczegolne smile
                a wyzwania dla rodzicow to niejako nasza specjalnosc wink
                moze pogadaj z kims od rozwoju dzieci, pedagogiem czy psychologiem.
              • pajesia Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 10.02.10, 23:54
                migune napisała:

                >Ale jednak szkoła i osobne klasy wydają mi się bardzo radykalnym
                pomysłem.
                > Poza oczywistą oczywistością, że jest to wyzwanie logistyczne dla
                rodziców;/

                nie zgadzam się z Tobą - to nie jest wyzwanie logistyczne, ale
                normalka - odprowadzić dzieci do tego samego budynku szkoły, tej
                samej szatni - no, może w różnych boksach, bo w mieście jednak
                większe są szkoły - dzieci przebierają się same ! chyba im
                własnoręcznie nie bedziesz robić obciachu zdejmując im buciki? a
                potem, nie wiem jak się to odbywa - z asystą lub bez - marsz do
                klasy!

                logistyczny problem widzę tylko w przypadku gdy posyłasz małe
                bliźnięta do dwóch różnych podstawówek. Wtedy to kłopot,
                rzeczywiście.

                mnie np. bardzo dotyka fakt, że koledzy i koleżanki w grupie widzą
                moje dzieci jako jedność, nawet nie próbują nauczyć się ich
                odróżniać - może sa sa wyjątki wśród najlepszych kolegów, ale o nich
                wiem, że ich rodzice dbaja o to, by nauczyli sie odróżniać Tomka od
                Mateusza.
                Dlatego uważam, że rozsądnym rozwiązaniem jest posłanie bliźniąt
                bardzo podobnych do siebie do równoległych klas.
                dodam, że moim dzieciom nie jest niezbędne towarzystwo brata.
                W p-kolu niestety nie było możliwości posłania dzieci do
                równoległych grup.
                • ipks Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 13.02.10, 12:25
                  Ja osobiście nie wyobrażam sobie żeby moje dzieci chodziły do dwóch
                  różnych klas, myślę że one również. Siedzą razem bo tego
                  chcą.Rozmawiałam z Panią na ten temat, powiedziała że to dzieci
                  powinny dokonać wyboru. Dzieci chcą siedzieć razem, chociaż czasmi
                  dla odmiany z własnej woli siadają z inna koleżanka lub kolegą. Jak
                  już pisałam moje bliźniaki to chłopczyk i dziewczynka więc napewno
                  jest troche inaczej niż wtedy jak bliźnięta są jednej płci. Moja
                  córka ma swoje koleżanki z którymi bawi się na przerwach i na
                  świetlicy, syn również ma swoich kolegów, oprócz tego bawią się też
                  razem. Po szkole chodza na różne zajęcia.
                  A sama logistyka jest również bardzo ważna u nas w szkole dzieci
                  mają zajęcia w różnych godzinach, nie wyobrażam sobie jednego
                  dziecka odprowadzać rano do szkoły na 8, drugiego do np. babci,
                  później zmiana ...
                  Myslę że inaczej jest kiedy bliźniętami to dwie dziewczynki albo
                  dwóch chłopców, być może wtedy najlepiej się czują we własnym
                  towarzystwie i czasami nie dopuszczają rówieśników do wspólnych
                  zabaw...
                  U mnie naszczęście tak nie jest.......
                  • migune Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 15.02.10, 09:50
                    No właśnie ipks, dokładnie o takie problemy logistyczne mi chodzi, ubieranie
                    bucików to małe miki w porównaniu z różnymi godzinami zajęć, wycieczki czy inne
                    wyjścia w różnych dniach i godzinach - strzał w kolano.
                    Te różne godziny porannych zajęć, to jeszcze jedna sprawa poza organizacją, bo
                    jak na dłuższą metę wyjaśnić dziecku taką niesprawiedliwość, że jedno zasuwa na
                    8, a drugie może się nie spieszyć?? To nie jest kwestia kilku dni, tylko całego
                    jednego semestru lub więcej.
                    I inne takie.
                    W każdym razie, jeśli dzieci się wspierają i nie manipulują sobą, to jestem za
                    tym, żeby ich nie rozdzielać.

                    • nochalopagus82 Pytenie z nieco innej beczki :) 15.02.10, 20:30
                      Dziewczyny- moi chłopcy mają co prawda dopiero 3 latka, ale już widzę między nimi dość spore różnice jeśli chodzi o- nazwijmy to- intelekt. Jeden z nich to taki trochę Dyzio Marzyciel- głowa w chmurach, totalne roztrzepanie i ogólnie takie lajtowe podejście do życia. Widać, że zagadki logiczne to nie jest jego mocna strona wink Drugi zaś, to taki mały mądrala- niesamowity bystrzak- logiczne myślenie (oczywiście takie "trzylatkowe") i ogólne zamiłowanie do wszelkich zagadek i wysiłków umysłowych.

                      I tak się właśnie zastanawiamy z mężem jak to będzie w szkole. Czy np nie będą od siebie ściągać zadań domowych i ogólnie czy będą sobie jakoś pomagać.

                      Macie już może jakieś doświadczenie w tej kwestii? Czy bliźniaki kombinują jakoś przy pracach domowych- wyręczają się, pomagają sobie? A czy na sprawdzianach dają sobie na wzajem ściągać czy może nauczyciele na czas klasówek profilaktycznie ich rozsadzają?

                      Pytam z czystej ciekawości smile
                      • migune Re: Pytenie z nieco innej beczki :) 18.02.10, 11:10
                        Dobre:] też jestem ciekawawink
                        • ipks Re: Pytenie z nieco innej beczki :) 13.03.10, 20:04
                          U nas wygląda to tak,
                          Klaudia uczennica przygotowana do lekcji chętnie się uczy, pamięta o
                          pracach domowych, Sebek stosunek do szkoły ma raczej luzacki. Kiedy
                          wracają do domu na pytanie co jest zadane? Sebek twierdzi że nic,
                          na to Klaudia wyciąga zeszyty i pokazuje to co trzeba w domu
                          zrobić......
                          Z jedenj strony czasami szkoda Sebka, bo niestety nic się nie
                          ukryje, ale z drugiej strony prace domowe mają odrobione w terminie.
                          Na lekcjach z tego co mówi Pani, Klaudia pomaga i powtarza Sebkowi
                          co mówiła Pani gdy ten akurat zapatrzy się np. na dzieci na placu
                          zabaw...
                          Co jakiś czas pytam się czy może chcieli by usiąść osobno, jednak
                          narazie nie chcą żeby ich rozsadzać.
                          Jeżeli chodzi o ściąganie to nie bardzo mają jak, podobno na
                          sprawdzianach Pani prosi o położenie jednego plecaka między dziećmi
                          na ławce......
                          Myślę że przez to że są razem w klasie, wiem dwa razy więcej co się
                          w szkole dzieje, i czasami mogę odpowiednio podpytać i pomóc
                          jedenmu, jeżeli wiem od drugiego że coś niedobrego się dzieje....
                      • chrust5 Re: Pytenie z nieco innej beczki :) 15.03.10, 12:45
                        Nasi sa dopiero poczatkujacymi przedszkolakami, ale pamietam, gdy
                        wracalismy z 2-miesiecznymi do Polski, stewardessa zareagowala: "O
                        jak fajnie, blizniaki, tak jak moje! Beda lekcje za siebie
                        odrabiac smile, u nas tak jest stale"
                • anna_sla Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 13.03.10, 21:37
                  po 1) nie rozumiem i chyba nie zrozumiem nigdy co jest złego w postrzeganiu
                  bliźniąt jako jedność. To, że nie są zrośnięte ze sobą żadną częścią ciała to
                  widzi każdy, a komu zależeć będzie to będzie ich rozpoznawał nie tylko po
                  wyglądzie ale i po charakterze. Reszta skoro nie przykłada się do tego to
                  znaczy, że im nie zależy i niekoniecznie musimy się tymi osobami/dziećmi
                  przejmować. Między bliźniętami jest przecież TYLKO (a nie AŻ jak wiele z Was
                  uważa) silna więź emocjonalna i patrząc na rozwój innych bliźniąt na przełomie
                  wielu pokoleń z nikogo nie uczyniło to człowieka bez charakteru, własnego zdania
                  czy ułomnego. Więc nie rozumiem tej szopki.

                  po 2) nie sądzicie, że dla nich to ciut większy bagaż emocjonalny, bo nie dość,
                  że nowa szkoła to jeszcze rozdzielenie z bratem/siostrą, z którą wiąże go tak
                  silna więź? Nie znaczy, że sobie z tym nie poradzą, tylko po co?

                  po 3) Macie jakieś takie dziwne parcie na to rozdzielanie bliźniąt. A np.
                  normalne rodzeństwo, takie rok po roku urodzone, gdzie starsze nie przeszło do
                  kolejnej klasy i teraz kolejne lata szkoły "odbywa" w asyście swojego rodzeństwa
                  to jakoś tego nikt nie rozważa czy rozdzielić. A najczęściej właśnie bywa tak,
                  że ta dwójka mimo, że rok różnicy, właśnie razem siedzą przy jednej ławce, razem
                  spędzają wszystkie przerwy (bo i tak bywa), mają wspólnych znajomych i
                  generalnie razem się bawią i odrabiają lekcje. Widziałam już kilkoro par
                  rodzeństwa takich i właśnie oni są ciągle razem! I nikt ich nie rozdziela, a
                  bliźnięta to psychologowie radzą rozdzielać? A może to tylko taka moda?


                  po 4) ja obserwuję swoich chłopców. Jak byli niemowlętami to bywały chwile kiedy
                  i ja miałam problem ich rozróżnić (mimo, że dwujajowi), ale po płaczu to już
                  wiedziałam który jest który. Z wiekiem coraz bardziej zaczynali się różnić. Żyją
                  wciąż w jednym środowisku i ciągle razem. Mają tych samych znajomych, razem są
                  zabierani w inne miejsca, w odwiedziny itd. itp. Mimo tego wszystkiego oni coraz
                  bardziej się różnią. Żadnemu z nich nie zaciera się osobowość, nikt nie ma
                  problemów z własnym zdaniem, po prostu rozwijają się tak jak każde inne
                  rodzeństwo mimo tego samego otoczenia, miejsc i ludzi. Czy to nie świadczy o
                  tym, że rozdzielanie ich jest bezcelowe? Potrafią "funkcjonować" bez siebie
                  (choć może nie 24 godziny), ale nigdy rozdzielenie ich nie okazało się dobre
                  tylko zawsze było niesprawiedliwe. Np. kiedyś moja teściowa z racji, że nie umie
                  poradzić sobie z całą trójką nie była w stanie wziąć do siebie wszystkich. Brała
                  samą Madzię, ale chłopcy też chcieli. Początkowo więc spróbowaliśmy wysyłać
                  Madzię z jednym z chłopców (w tym układzie dawała sobie radę teściowa z nimi),
                  ale wtedy ten drugi mimo urozmaicania mu czasu jakkolwiek inaczej czuł dużą
                  krzywdę. I to nie chodzi tylko o brata bliźniaka, ale i o starszą siostrę. Cała
                  moja trójka jest tak silnie ze sobą związana, choć może starsza łatwiej wychodzi
                  gdzieś bez nich, bo w końcu o 2 lata dłużej to robiła od nich, ale zawsze
                  tęskniła bardzo i przez to nie bardzo jej się tam podobało. Zabierając np.
                  jednego ze sobą do sklepu nie da się kupić jakieś super batonika tylko jemu, bo
                  mu nie smakuje jeśli jego rodzeństwo takiego samego nie dostanie! Idąc z jednym
                  z bliźniąt do lekarza i pani doktor rozdaje naklejki "dzielny pacjent" oni mnie
                  potem pytają dlaczego pani nie dała też dla innych. Jak idę z samą Madzią to ona
                  mimo, że się tym cieszy jak ho ho, przychodzi do domu i dzieli się łupami z
                  braćmi, bo nie wyobraża sobie tego inaczej. Nie uczyliśmy ich i nie wpajaliśmy
                  im tych rzeczy, oni sami czują tą potrzebę. W tej chwili żadne z nich nie
                  pójdzie bez reszty rodzeństwa na salę zabaw, bo wiedzą, że to niesprawiedliwe w
                  stosunku do nich.

                  Jestem przekonana, że w przedszkolu jak już "oswoją" się będą bawić się osobno,
                  bo tak samo jest i teraz. Ja od półtora roku opiekuję się dodatkowo innymi
                  dziećmi. W tej chwili mam dodatkowo pięcioro podopiecznych ale młodszych od nich
                  i niekoniecznie się z nimi bawią, ale kiedy miałam podopiecznych w podobnym lub
                  tym samym wieku co oni to oni raczej rzadko bawili się ze sobą. Każdy miał
                  jakiegoś faworyta w grupie i z nim spędzał czas. Bartuś najczęściej bawił się z
                  Jasiem np. torami i pociągami, a Krzyś z Hubertem drogą i autami. Dlatego z
                  obserwacji własnych dzieci jak i koleżanek bliźniaczek (dwujajowych) ze
                  szkolnego podwórka uważam te wszystkie argumenty "za" rozdzielaniem bliźniąt za
                  totalnie bzdurne. W przypadku tych koleżanek dodam, że mimo iż chodziły do
                  jednej klasy przez 8 lat każda z nich miała właściwie zupełnie inne grono
                  koleżanek, z którymi spędzały wolny czas, kolegów i adoratorów big_grin i tylko
                  kilkoro wspólnych..

                  Nieco inaczej może to wyglądać w sytuacji bliźniąt jednojajowych. One czują
                  chyba silniejszą więź. Niemniej z obserwacji trzech takich par również nie
                  wywnioskowałam by "rozdzielanie" ich w przeszłości miało jakiekolwiek znaczenie.
                  Nie znalazłam w nich potwierdzenia tych Waszych argumentów. Jedna para to
                  kobiety już dziś po 50-tce. Jedna została polonistką i historyczką, a druga
                  bibliotekarką. Nie dość, że razem ukończyły te same szkoły to w dodatku pracują
                  do dzisiaj w tej samej szkole.. ale każda ma innego męża i własne dzieci, osobno
                  mieszkają, więc jedna drugiej "do łóżka nie włazi", mają podobny gust co do
                  fryzur, ale jedna ciut dostojniejsze ubrania lubi i buty na obcasie. Skoro
                  potrafią funkcjonować w innych domach to znaczy, że wszystko z nimi w porządku,
                  no nie? Co jest złego w tym, że lubią ze sobą przebywać? Druga para to kobiety
                  dziś już po 40-stce. Zawsze razem wychodziły nawet na imprezy, ale każda miała
                  innego faceta. Jedna lubi mini spódniczki, druga uwielbia spodnie! Razem się z
                  domu wyprowadziły, ale założyły własne gniazdka.. Trzecią parą są mężczyźni
                  najpierw jako dzieci a potem nastolatkowie (dziś mają 32 lata). Zawsze mówiliśmy
                  na nich "bomble", uwielbiali być razem, robić wszystkich w balona, zamieniali
                  się rolami, nie sposób było ich odróżnić, zwłaszcza, że sami tego nie chcieli,
                  bo nawet jak próbowaliśmy potem oni nas wybijali z tego. Nie dali nam się
                  rozpoznać big_grin Mają podobny gust muzyczny, tak samo się ubierali, czesali itd. Oni
                  sami nie widzieli w tym nic złego, nie było im z tym źle, ale wiem, że z
                  własnego wyboru każdy zaczął inny kierunek studiów. Skoro sami zadecydowali, że
                  chcą się rozdzielić, że tego potrzebują to chyba to ich sprawa, nie? W żadnym z
                  wymienionych przypadków nie było mowy o tym, że przez to są mniej zaradni w
                  życiu, bo nie byli rozdzielani. Każdy z nich ma inną osobowość mimo wielu
                  podobieństw. Tak im po prostu dobrze. Fakt, że tamte pary wychowały się w
                  okresie komunizmu kiedy trudniej było kupić dwie różne bluzki w tym samym
                  rozmiarze, dlatego byli długo ubierani tak samo, bo i wygodniej rodzicom było.
                  Niemniej kiedy oni sami mieli już wpływ na to co ubierają sami zadecydowali co
                  kto lubi nosić. I oprócz tych dwóch facetów to żadna z par tak długo nie
                  ubierała się identycznie.. Dodam, że moi chłopcy lubią ubierać się tak samo, ale
                  nie robią scen gdy ubieram ich inaczej (niewiele mam podwójnych par ubrań
                  dokładnie takich samych, trudno dostać nawet!).

                  Moim zdaniem to rozdzielanie bliźniąt to chyba przewrażliwienie
                  rodziców/psychologów, takie szukanie dziury w całym. Mnie uczono zawsze, że
                  problemy należy rozwiązywać a nie stwarzać je. Skoro dzieci ewidentnie nie chcą
                  być razem w jednej klasie to jest to dla nas sygnał, że jeśli jest możliwość to
                  należy ich rozdzielić, ale po co z góry zarzucać, że to dla nich złe przebywanie
                  w tej samej grupie? Dziś rodzice są dużo bardziej uwrażliwieni na potrzeby
                  swoich dzieci i od najmłodszych lat jesteśmy w stanie właściwie odebrać sygnały
                  wysyłane nam przez dzieci czy są za rozdzielaniem czy nie, czy chcą takie same
                  ubrania w tym samym kolorze czy nie. Chyba dziś nikt nie narzuca specjalnie na
                  siłę własnego zdania co do ubioru dzieci mimo ich sprzeciwów, a to chyba o czymś
                  świadczy.
                  • grzalka Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 14.03.10, 09:34
                    www.babyboom.pl/dzieci_6_9/szkola/bliznieta_w_szkole_razem_czy_osobno.html
                    całkiem fajny artykuł

                    ja moich chłopców w szkole rozdzielam, jest to dla mnie tak oczywiste jak
                    nierozdzielanie dla anny-sla

                    szczerze? ja bym zwariowała, gdybym miała ciągle tę samą osobę obok siebie
        • dorek3 Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 27.03.10, 22:12
          Chłopcy sa w zerówce przedszkolnej w jednej grupie i pójda do jednej klasy. Nie musze ich na siłe rozdzielać bo sami to zrobią. Bez problemu funkcjonuja w pojedynkę choc twierdzą że razem fajniej (za to w domu kłótnie non stop). Decyzję czy razem czy osobno w ławce zostawiam im i wychowawczyni.
          Moje dzieci są różne kompletnie, nie tylko fizycznie ale i osobowościowo.
    • kristel09 Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 30.03.10, 00:17
      Witam ja jestem mamą 6 letnich bliźniaczek Mają na imię ELA i OLA
      obecnie chodzą do 0 i świetnie sobie radzą a mi trochę żal tych dni kiedy były non stop przy mnie>>> Ale z drugiej strony cieszę się że są już takie samodzielne POZDRAWIAM
      • oyate Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 05.04.10, 10:17
        Rozdzielenie dzieci jesli ma juz nastapic to powinno we wczesnym
        przedszkolu, to jest zdanie wielu psychologow. Skoro jest u Was tak
        wielki nacisk na fakt rozdzielenia to dlaczego ma on nastapic dopiero
        w szkole??

        Dla mnie rozdzielenie moich corek bylo by nie do zaakceptowania. Sa
        jednojajowe, bardzo do siebie podobne. Ale moja w tym glowa aby
        inaczej wygladaly a ich w tym glowa zeby inaczej sie zachowywaly. Kto
        chce zrozumiec i poznac moje corki to niech sie wysili. Moim corkom
        to roznicy nie robi. Zwlaszcza ze w klasie sa jeszcze chlopcy
        bliznieta.

        Odnosnie szkoly to siedzialy razem przez moze.... 2 dni. Potem pani
        je rozsadzila, bo zyc ze soba nie moga ale bez siebie tez nie. Pasuje
        mi ze chodza raze do szkoly, bo w razie nieobecnosci jednej nie musze
        biegac po lekcje dla drugiej, moga razem odrabiac te same lekcje cz
        tez uczyc sie tego samego. A jesli by chcialy zyc oddzielnie to
        przeciez w szkole przywiazane do siebie nie sa. Pozdrawiam!
    • softy11 Re: Bliźniaki w wieku szkolnym 17.05.10, 14:49
      mam 13 letnie blizniaczki. w Polsce chodzily do jednej kasy,dzieci ich nie
      rozroznialy, nauczycielka rownierz.... na poczatku siedzialy razem w lawce , po
      pewnym czasie same sie poprzesiadaly i pani wiedziala ,ze z przodu siedzi Martna
      a z tylu Patrycja- choc do konca pewna nie byla bo potrafily dla zartu sie
      zamienic... od kilku lat mieszkamy w UK- tu biznieta nie moga chdzic do tej
      samej klasy, dla moich corek szkola zrobila wyjatek poniewaz sam wyjazd do
      innego kraju byl dla nich wystarczajacym stresem, ale w High school chodza do
      oddzielnych klas.
Pełna wersja