"uciekające" bliźniaki

14.09.10, 14:08
Nie wiem jak mam sobie poradzić z moimi dziewczynami ( 20 m-cy) na podwórku. Mam plac zabaw pod domem więc wychodzimy ostatnio bez wózka bezpośrednio tam. Zazdroszczę rodzicom tórych dzieci bawią się grzecznie w piaskownicy i ani im w głowie żeby uciekać poza plac. Moje dziewczyny nie spędziły nigdy w piaskownicy więcej czasu niż 2 minuty, zupełnie ich to nie rajcuje no i wcale bym się tym aż tak nie przejmowała ( bo jest jeszcze zjeżdżalnia, huśtawki i zabawki z domu wzięte) gdyby nie to że ostatnio namiętnie mi uciekają śmiejąc się w głos. Oczywiście biegnę za nimi więc staje się to jeszcze zabawniejsze. Nie zauważyłam żeby inne dzieci w ich wieku zachowywały się tak samo. Tłumaczę to tym że w związku że są 2 i trudniej je upilnować to generalnie z nimi nie spaceruje tylko idę w jedno miejsce tak żebym miała je na widoku i przez to mają większą potrzebę poznawania otoczenia a jedynym sposobem jest uciekanie a do tego śmieszne. Do nie dawna jak się oddalały i je zawołałm to słuchały a teraz mają mnie w poszanowaniu, kompletnie się mnie nie słuchają. To samo jest w domu, o sprzątaniu zabawek mogę zpomnieć, najpierw ostentacyjnie sie odwracają i zajmują czym innym a jak nie ustępuję to wpadają w jakąś histerię jakbym im conajmniej kazała okna myć a nie pozbierać klocki !!! Oczywiście stosuję różne metody poczynając od łagodnych kończąc na krzyku i groźnbach ,np. że wrócą do domu - wcale się tym nie przejmują tylko biegną do domu i tyle mam z "kary".
Jak sobie radzicie z Waszymi pociechami na spacerach, czy to taki wiek czy stosowanie jakiś kar ma sens, jak tak to co sie u Was sprawdza? Czy to im minie, czy jak teraz nad tym nie zapanuję to potem mi na głowę wejdą. A może ja za dużo chcę ( a chcę żeby wracały jak je wołam)?
    • zdunia1979 Re: "uciekające" bliźniaki 14.09.10, 14:52
      Nie martw się Ewa,chyba każa z nas zn takie sytuacje doskonale. Mam chłopców w wieku 21 miesięcy udało mi się opanować towarzystwo. nie wiem czy spodobają cie się moje sposoby, ale warto spróbować.

      Kupiłam w sklepie takie specjalne smyczki dla dzieci (dzieco ma na ręku pętelkę i ty, łączy was kawałek kolorowej gumy). Stosowałam je tylko wtedy, gdy maluchy bardzo szalały a ja byłam sama, bez wózka np. blisko ulicy. Jednego miałam z prawej, drugiego z lewej i sprawdzało się to zawsze super. Warto jest mieć takie coś pod ręką. Oczywiście ludzie patrzą na to z politowaniem, ale jakie to ma znaczenie. Bezpieczeństwo ponad wszystko.
      A z uciekaniem na dworze zrobiliśmy tak: bardzo kosekwentnie w sytuacji kiedy uciekali mówiłam im, że jak jeszcze raz to zrobią to pójdziemy do domu. Oczywiście uciekali. Ja zabierałam ich do domu. Darli się obaj strasznie,wyrywali itp. Było tak z 5 razu i w końcu zrozumieli, że jak mówię to tak będzie. Problem zniknął.
      A w domu jak chłopcy się biją albo rozrabiają wysyłam ich do konta. Działa idealnie. jak pobije brata, żeby wyjść z konta musi go przeprosić, zabawki trzeba posprzątać itp. Tylko trzeba wytrwałośći. Na początku pójście do konta to był płacz (darcie ) nawet godzinę. Próba sił. Ale teraz już uznali moją i mężą wyższość. Z dziadkami już tak nie jest. Wiedzą, żę mogą zrobić więcej i wcale ich nie słuchają.



      Powodzenia i nie daj się tym najukochańszym i najsłodszym łobuziakom smile
      • ewa_gdn Re: "uciekające" bliźniaki 14.09.10, 15:32
        Dziękuję za te wszystkie rady. Mam tylko wątpliwość jak postępować w przypadku kiedy tylko jedna z nich zawini, zabierać obydwie do domu? Ja tak robię ale czasem jest tak że muszę tą grzeczną oderwać od zabawy no i też ukarać sad Poza tym mam wrażenie że one się wcale nie przejmują tym że idą do domu, więc co to za kara?
        Jak Ty to zrobiłaś że w ogóle udało Ci się postawić winowajcę do konta ? U mnie to by przerodziło albo w super zabawę ( uciekanie z konta) albo właśnie w histerię bez końca. Kiedyś u mnie "karnym jeżem" był kojec, który na początku zdawał egzamin ale potem zaczęłam mieć straszne problemy z córą ( większe problemy mam z jedną z nich), dało to odwrotny skutek. Starałam się krótko trzymać w takim kojcu potem był przeprosinowy całus i tyle, ale później córcia za nic nie chciała przeprosić no nciężko było bo przecież nie mogłam trzymać jej tam bez końca. Jak to jest u Ciebie, stawiasz do konta i synek sam przychodzi po chwili przeprosić, czy to Ty ustalasz kiedy może wyjść?
        I ostatnie pytanie, gdzie kupiłaś takie smyczki ja widziałam tylko takie szelki no nauki chodzenia.
        • piegoosek Re: "uciekające" bliźniaki 14.09.10, 18:12
          doskonale pamietam te chwile! u mnie wlasnie ten wiek u moich dzieci przyprawil mnie chyba o najwieksza ilosc siwych wlosow wink wspominam ten dosc w sumie krotki epizod (kilka m-cy) jako KOSZMAR! i u mnie akurat nic nie pomagalo! dzieciaki swietnie bawily sie uciekajac mi! a jak je ganialam, to w ogole ubaw po pachy! to zdarzalo sie wszedzie! w sklepie, w parku, na wszystkich placach zabaw... no i nigdy nie chcialy wracac do domu! mysl o wyjsciu na spacer przyprawial mnie o gesia skorke... ale coz, w domu bylo jeszcze gorzej!! do dzis mojemu synkowi zostalo, ze ucieka przede mna, gdy tylko chce zeby zrobil siusiu, bo np. wychdzoimy, czy kiedy ma sie ubierac! kongo... do tego napedzaja sie wzajemnie...
          ale nie martw sie, dzieciom to "niesluchanie" dosc szybko przechodzi, tak mnie wszyscy pocieszali i kazali byc cierpliwa! wkladac do glowy pewne zasady na spacerach, lapac za reke przed przejsciem dla pieszych, mowic glosno co wolno, a czego nie, dzieci w koncu robia sie grzeczniejsze smile teraz niesubordynacja na spacerze konczy sie kara - nie dostaja czegos co wlasnie chcialy lub po prostu katem w domu i powazna rozmowa z tata smile
        • zdunia1979 Re: "uciekające" bliźniaki 14.09.10, 21:25
          Smyczki kupiłam oczywiście przez internet. W sklepach nic takiego nie ma. O ile nie przekręciłam adresu to :www.bezpiecznydzieciak.pl. A z zabieraniem niegrzecznego do domu i karaniem grzecznego to jest pewna trudność jak się jest samemu. Pewnie lepiej byłoby zabrać jedną, niegrzeczną sztukę, ale zabieranie obydojga też przynosi efekty.
          A z kątem to robimy tak: jak maluch tam idzie to wolno mu odejść jak przeprosi i się uspokoi. Więc siedzenie trwa ok 5 sekund. Ale jak mały wstaje biorę go za rękę i idziemy na miejsce zbrodni smile. Jeżeli nie przeprosi brata, nie posprząta itp to wracamy do kąta. Bywało, że takich rundek była kilka.
          • piegoosek Re: "uciekające" bliźniaki 14.09.10, 21:45
            u nas z katem podobnie...
            a co do smyczy, ja mialam takie do nauki chodzenia dla maluchow, dostepne w kazdym sklepie z akcesiorami dla dzieci, jednak moje super dzieci, ubrane w szelki, polozyly sie w blocie, pod moimi nogami i udawaly, ze sa samolotami! mialy niezly ubaw... gorzej ze mna...
            to byl jedyny raz, kiedy wyszlismy w szelkach smile
            • ewa_gdn Re: "uciekające" bliźniaki 16.09.10, 21:57
              Niezłe, naprawdę niezłe smile !!! Uśmiałam się po pachy. Pocieszające jest to co piszesz, może faktycznie to taki okres przejściowy i trzeba przeczekać, oczywiście w między czasie tłuc do tych małych głów co wolno a co nie smile
              Jedyne co to boję się zabrać za wdrożenie "karnego jeża". Jedna córcia, ta z kórą mamy większe problemy, jest chlernie dumna i wiem że jak się "obrazi" to za nic nie przeprosi a nie mogę jej tam cały dzień trzymać... No i takie właśnie mamy życie, mamy bliźniaków, usłane problemami smile
    • agulle Re: "uciekające" bliźniaki 15.09.10, 21:23
      My 18 m-cy: w razie ucieczek w miejscach tłumnych, blisko ulicy zakładamy szelki - smycze, teraz wystarczy powiedzieć "chcesz założyć szelki?" "Nie" "to nie uciekaj". Na placu zabaw mamy na szczecie daleko do ulicy więc jak maluch się oddala po prostu go obserwuję i przywołuję, jak goniłam - uciekali.
      Jak już za bardzo mi się rozłażą, to biorę ich na spacer po osiedlu. Zwykle mają ze sobą kosiarki do pchania to nie interesują się różnymi zakamarkami.
      Ale prawdą jest, ze długo w jednym miejscu nie usiedzą, robi się nudno. No, chyba, że jest dużo dzieci.
    • aga-g76 Re: "uciekające" bliźniaki 15.09.10, 21:37
      Nie przejmuj się to minie. U mnie też tak było. Chwała Bogu, że mamy pod blokiem ogrodzony spory plac, więc nawet jeżeli rozpierzchły się po przeciwlwgłych zakamarkach to zawsze miałam pewnośc, że nic im nie grozi.
      Posprawdzali sobie jak to wygląda kiedy uciekają mamie i zorientowały się, że to w sumie żadna frajda. Teraz mają 2,5latka i można im wszystko przetłumaczyć. Jest dużo łatwiej. Czasami kiedy się zapętlą w jakimś swoim pragnieniu np koniecznie chcą "iść tam" a mnie nie po drodze to staram się im wytłumaczyć głośno i dobitnie dlaczego tam nie idziemy. U mnie pomogło ciągłe do nich gadanie. I to na ich poziomie tzn zawsze kucam i patrzę im w oczy i tłumaczę jak "krowie na rowie".
      Co do powrotów ze spaceru - też to opatentowałam np mówiąc im, że w domu dostaną coś dobrego i będą oglądać bajkę.(oczywiście zawsze dotrzymywałam obietnicy). Do tego śpiewałam im piosenkę przewodnią z bajki np "Tomek i przyjaciele" i zawsze skutkowało.

      Co prawda sąsiedzi patrzyli się na mnie jak na świra, ale mam to w nosie.

      A i co najważniejsze - ZERO NERWÓW. Moje są jak detektory poddenerwowania matki - od razu zaczynają się histerie.
      Na wszystko potrzeba czasu. Myślę, że i Twoim pannicom znudzi się uciekanie smile
      Powodzenia!
    • anna_sla Re: "uciekające" bliźniaki 17.09.10, 14:16
      moje też ok. tego wieku uciekały (znaczy chyba jakoś między 17 a 21 m-cy), uczyłam je skrupulatnie chodzenia w jednym kierunku. Szelki na plecy i jak się oddalali powrót do wózka, też biegali śmiejąc się big_grin Miesiąc nauki i było lepiej na spacerach, zdarzały się oczywiście sporadycznie sceny z leżeniem na chodniku (a niech leży!!). A z placu zabaw uciekali wciąż wink Wtedy zrobiliśmy im piaskownicę na terenie ogrodzonym naszej wspólnoty, bo miałam dość ganiania. Byłam mokra jak.. uciekali mi na ulicę, a jak wzięłam jeszcze jeździki to ziuu tymi jeździkami na z górki na ulicę. Ach i zawsze uciekali każdy w innym kierunku. Jak zrobiliśmy tą piaskownicę to miałam już spokój z ucieczkami. Przynajmniej byłam pewna, że jak nawet za późno zareaguję to i tak na ulicę nie wybiegną, zwłaszcza, że te zapadki w bramkach zbyt ciężko chodziły.

      Pocieszę Cię. Nim skończyli 2 lata przeszło im to uciekanie.. A Tobie co radzę? Konsekwentnie powtarzać
      1) uciekasz, za karę posiedzisz 5 minut na ławeczce (i niestety tak wielokrotnie)
      2) uciekacie? Wracamy do domu. To co, że chętnie biegną, w końcu zacznie im brakować "podwórka". I niech nie biegną samopas, za rączki, albo szelki dopóki nie zaczną się bardziej kontrolować.

      Moi obecnie lat 4, też bywa, że biegają, oddalają się, ale już teraz wreszcie jestem pewna na 90%, że na ulicę nie wybiegną. Wydłużyłam dystans, ale jak go przekroczą mają wrócić. Mają większe poczucie konsekwencji jakie to ze sobą niesie.
Pełna wersja