ewa_gdn
14.09.10, 14:08
Nie wiem jak mam sobie poradzić z moimi dziewczynami ( 20 m-cy) na podwórku. Mam plac zabaw pod domem więc wychodzimy ostatnio bez wózka bezpośrednio tam. Zazdroszczę rodzicom tórych dzieci bawią się grzecznie w piaskownicy i ani im w głowie żeby uciekać poza plac. Moje dziewczyny nie spędziły nigdy w piaskownicy więcej czasu niż 2 minuty, zupełnie ich to nie rajcuje no i wcale bym się tym aż tak nie przejmowała ( bo jest jeszcze zjeżdżalnia, huśtawki i zabawki z domu wzięte) gdyby nie to że ostatnio namiętnie mi uciekają śmiejąc się w głos. Oczywiście biegnę za nimi więc staje się to jeszcze zabawniejsze. Nie zauważyłam żeby inne dzieci w ich wieku zachowywały się tak samo. Tłumaczę to tym że w związku że są 2 i trudniej je upilnować to generalnie z nimi nie spaceruje tylko idę w jedno miejsce tak żebym miała je na widoku i przez to mają większą potrzebę poznawania otoczenia a jedynym sposobem jest uciekanie a do tego śmieszne. Do nie dawna jak się oddalały i je zawołałm to słuchały a teraz mają mnie w poszanowaniu, kompletnie się mnie nie słuchają. To samo jest w domu, o sprzątaniu zabawek mogę zpomnieć, najpierw ostentacyjnie sie odwracają i zajmują czym innym a jak nie ustępuję to wpadają w jakąś histerię jakbym im conajmniej kazała okna myć a nie pozbierać klocki !!! Oczywiście stosuję różne metody poczynając od łagodnych kończąc na krzyku i groźnbach ,np. że wrócą do domu - wcale się tym nie przejmują tylko biegną do domu i tyle mam z "kary".
Jak sobie radzicie z Waszymi pociechami na spacerach, czy to taki wiek czy stosowanie jakiś kar ma sens, jak tak to co sie u Was sprawdza? Czy to im minie, czy jak teraz nad tym nie zapanuję to potem mi na głowę wejdą. A może ja za dużo chcę ( a chcę żeby wracały jak je wołam)?