domi654
13.10.10, 15:13
ok, znalazlam watek zarchiwizowany o tym, ze nie ja jedna mam nieustajacy balagan w domu. Uffff

Niestety nie moge juz tam akurat nic dopisac.
Wiec chcialam napisac, ze ciesz sie, ze nie jestem sama.
Ciesze sie, ze inni tez zauwazyli , ze sprzatanie przy 1,5 blizniakach i starszym 3,5 letnim dziecku to praca syzyfowa.
Zastanawiam sie jednak czy to oby nie moja zla organizacja mimo wszystko gdyz meczy mnie nieustajacy balagan. W tygodniu pracuje, caly etat + dojazd do domu, odebranie dzici itd.
kiedy mam np. zmyc podlogi? posprzatac solidnie w kuchni, lazience? poscierac kurze w duzym pokoju, u dzieci. Poscierac kurze wszedzie, znaczy sie na gorze szafy tez (raz na jakis czas trzeba, co nie?) Nie mowiac juz o oknach, drzwiach, scianach w lazience, ktore zasadniczo raz na milion lat tez domagaja sie umycia.
Powiedzialby ktos, ze niech ktos inny sie zajmie dziecmi, ale ja zazwyczaj w takiej chwili mam mase bierzacego sprzatania do zrobienia i juz czasu mi nie starcza na ogarniecie tej pozostalej czesci. W weekend zazwyczaj wstajemy, jemy wspolnie sniadanie i potem wybywamy na spacer, plac zabaw, zoo itd, jak wracamy to jest pora obiadu lub kolacji.
Moze i bym wykradla godzine czy dwie ale ja tez potrzebuje w tygodniu czasu dla siebie, umyc sie porzadnie

, wykremowac, paznokcie obciac itd lub poprostu odetchnac.
Kiedy wy sprzatacie?
Bo ja codzinnie odkurzam - mam psy. Robie pranie, skladam pranie. Zbieram brudne ubrania i wynosze. Sprzatam zabawki. Szykuje jedzenie, odnosimy talerze do kuchni. Jeszcze kapiel i szykowanie dzieci spac i PADAM, godzina 21 a ja padam.
Jak to u was wyglada? A gotoujecie raz na kilka dni?