Koszmarne karmienie-chyba diabeł w nie wstąpił

20.11.10, 19:45
Dziewczyny,czuję się,jakby czołg po mnie przejechał.To,co bliźniaki ostawiły podczas wieczornego karmienia to się w pale nie mieści.Hanka wygięła się w łuk i miotała głową po całej poduszce,Adaś prychał,parskał i co chwilę pluł mi prosto w oczy porcją mleka.Jednocześnie się krztusiły,wiec nie wiedziałam już kogo mam ratować.Brałam do odbicia Adasia-to Hanka się darła,brałam Hankę-Adaś płakal.Pot spływał mi ciurkiem po plecach w wiadome miejsce.W dzien zjadały bardzo ładnie i szybko.Nie wiem,co im się stało.Cały rytuał wieczorny odbył się tak,jak co dzień,w kąpieli były grzeczne-tylko to karmienie masakryczne,40 minut mi zajęlo.Zaraz odpalam moją poduszke elektryczną i wygrzeję swoje umęczone plecy.Pozdrowienia dla bliźniaczych mam.
    • nochalopagus82 Re: Koszmarne karmienie-chyba diabeł w nie wstąpi 20.11.10, 21:55
      Może jakoś wyjątkowo zmęczeni byli?

      Czasem o jeden bodziec za dużo może rozwalić cały wieczorny rytuał- wiem z autopsji wink
    • pola1232 Re: Koszmarne karmienie-chyba diabeł w nie wstąpi 21.11.10, 21:55
      hej.mam dokładnie to samo.moje dziewczynki w ciagu dnia piją mleko bez problemu,a wieczorem
      jest jazda.nie wiem w czym rzecz, czy one wszystkie tak mają?
    • bluemka78 Re: Koszmarne karmienie-chyba diabeł w nie wstąpi 22.11.10, 13:08
      Ciesz sie, ze tylko wieczorem, moje ostatnio tak maja caly czas. Jedynym sposobem jest lazenie podczas karmienia po mieszkaniu, zeby moglo ogladac. A jedna dziewczynka zanim sie zdecyduje to mleko potrafi wystygnac i jedna karmie co najmniej pol godziny, w sumie jak sie uda w godzinie wyrobic to jest dobrze wink
      Czekam cierpliwie, az same beda wyciagac z jedzenie lodowki smile
      • tansavea Re: Koszmarne karmienie-chyba diabeł w nie wstąpi 23.11.10, 20:51
        Heh widze ze nie tylko ja tak mam, moja Milenka czasem takie cyrki odstawia ze szok, w szal wpada i nie je, musi sie przespac z godz i dopiero na pol siaco je, taki chyba urok malych dzieci
Inne wątki na temat:
Pełna wersja