ja1974
25.01.06, 12:10
Gdy teraz patrzę na moich znajomych, którzy mają maleńkie dzieci lub ich się
spodziewają, robi mi się przykro. Że nie dałam moim dzieciom tego
wszystkiego, co chciałam... Ale nie mogłam. Gdy Maluszki, tak bardzo
upragnione i wyczekane, pojawiły się na świecie, ja już byłam bez pracy, a
mąż był jeszcze na studiach. Nie mieliśmy właściwie stałego źródła
utrzymania. Trudny zimowy początek przeżyliśmy dzięki pieniążkom od teściów,
z ubepieczenia i zasiłkowi z pomocy społecznej (!). Dziękuję też rodzicom, że
wtedy przejęli całkowicie obowiązki opłacania rachunków. Ciuszki dla
maluszków miałam po moim rodzeństwie i dostaliśmy też trochę od rodziny.
Kołyskę i łóżeczka mieliśmy pożyczone, a wózek kupiliśmy używany. Było nam
ciężko, ale kupowaliśmy to, co było konieczne. Jeździliśmy wtedy maluchem,
który zresztą niedługo później odmówił współpracy. Pieniążki, które mieliśmy
starczały na nasze jedzenie i maluszków mleko i to, co było naprawdę
niezbędne. Nie mogliśmy sobie pozwolić na super zabawki, super ubranka, super
wyjazdy, czy chociażby pampersy (długo używałam tetry, a później dużo
tańszych, ale wg mnie dobrych, pieluch z makro). Gdy mąż zaczął pracować,
zrobiło się troszkę lżej, ale też nie starczało na nowe ciuszki i inne super
rzeczy. Moje dzieci pewnie w ogóle nie odczuły tych braków, mimo wszystko
miały dużo zabawek, bo wolałam kupić tańsze pieluchy i ciuszki w lumpeksie i
mieć na fajną zabawkę dla dzieci. Zawsze, nawet gdy było ciężko, znalazły się
pieniążki na książki. Gdy teraz słyszę o becikowym, to strasznie zazdroszczę
tym mamom. Te pieniążki pozwoliłyby mi optymistyczniej patrzeć w przyszłość,
bez takich obaw. Bardziej radośnie przeżywać macierzyństwo. Choć też na
początku nie starczało mi czasu na nadmierne martwienie się, dopiero teraz
sobie to wszystko uświadamiam. Gdy rozmawiałam o tym wszytkim z mężem,
powiedział mi, żebym spojrzała na to z zupełnie innej strony. To dzięki temu,
że nie miałam pracy, mogłam przez 2,5 roku być z maluszkami, sama decydować,
jak będą wychowywane. Byłam w tym najważniejszym okresie z nimi, byłam
wyrozumiałą, oddaną i kochającą mamą. Byłam cierpliwa, razem się bawiliśmy,
kleiliśmy, czytaliśmy... Teraz maluszki kończą 4 lata, chodzą do przedszkola,
a ja pracuję. Teraz też jestem spokojna o jutro. Mimo wszystko gdzieś we
mnie "siedzi" poczucie, że dałam im za mało.