Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków?

25.03.06, 18:04
Bliźnięta są dla nas wielkim zaskoczeniem choć w sumie to nie powinny.
Wprawdzie jestem jeszcze w ciąży, termin porodu mam na 11 września (ale już
wiem, że na 80% urodzę wcześniej) i wszystko może się jeszcze wydarzyć.. By
miec dziecko musiałam brać leki hormonalne a wiadomo jakie to
prawdopodobieństwo ciąży mnogiej. Sęk w tym, że jest to moja druga ciąża. W
domu mam już prawie dwulatkę. Za pierwszym razem udało się i urodziło się
jedno dziecko, więc przy drugim dziecku po prostu nie myśleliśmy.. skoro raz
się udało, czemu nie i drugi??.. No i proszę takie zaskoczenie.. Najpierw
swoje odpłakałam, teraz już się z tym pogodziłam. Lubię mieć jakieś plany,
jakiś zarys, co i jak sobie radzić, na przyszłość bliską oraz daleką. Lubię
mieć myśl przewodnią, tak planowałam sobie również zarysy opieki, wychowania
przy pierwszej ciąży.. Tym razem długo miałam pustkę w głowie. Jak wygląda
opieka? Jak sobie poradzę? Jak wygląda dzień powszedni mamy bliźniaków (i
jeszcze starszego, ale wciąż małego dziecka)? Czym to wszystko "pachnie",
oprócz podwójnej ilości kupek i siuśków?? Jak sobie radzić kiedy jestem
niemal zupełnie sama? Nie bardzo jest komu mi pomóc, jedynie teściowa zaciera
rączki iczeka aż przyjdę do niej w łaski (jedyna osoba, wolna i do dyspozycji
24 godziny na dobę), ale tego nie zrobię, bo nie po to walczyłam o święty
spokój.. Powiedzcie mi, jak wygląda pierwszy rok, jak sobie radziłyście, co
wiąże się z matkowaniem bliźniakom?? Chwilami myślę, że dam radę (chyba będąc
nieświadoma wszystkiego), a innym razem wpadam w panikę. Jak nie stracić tej
więzi ze starszą córeczką, którą tak pielęgnowałam przez te dwa lata?
Ostatnio jestem za nerwowa, wybuchowa, mam mniej cierpliwości.. Wszystko
zwalam na ciążę, która do najłatwiejszych nie należy, ale co winna jest ciąża
rozwalonej w furii szafce? Co będzie potem? Jak poradzę sobie z nerwami??
Chwilami wydaje mi się, że postapiliśmy nieodpowiedzialnie, bo przecież już
przy pierwszym dziecku miałam depresję (przez prawie 9m-cy), a co dopiero
teraz??
    • mroz.magda Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 25.03.06, 22:30
      Witam!

      Ma Pani mnóstwo pytań, więc warto zajrzeć na www.blizniaki.pl Są tam wszystkie
      odpowiedzi na Pani pytania, bo o wychowaniu bliźniąt to można napisać książkęwink
      Napewno da sobie Pani radę, ale szczerze mówiąc to dwa pierwsze lata są bardzo
      ciężkie, nawet gdy ma się kogoś do pomocy.
      Pozdrawiam

      Magda mama Hani i Marcinka (15.07.2003)
    • p_anna3 Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 26.03.06, 23:55
      Oj nie wolno się tak zamartwiać bo nic dobrego z tego nie wyniknie.
      Jestem mamą 6 miesięcznych bliźniaków (chłopcy) i niespełna 3 letniej córeczki.
      Radzimy sobie sami z mężem bo rodzina daleko i o dziwo nie jest tak strasznie.
      Jest jednak kilka ważnych rzeczy które należy zrobić kilka miesięcy przed
      porodem (co najmniej dwa miesiące). Napisze jak to bylo u nas.
      Córka od urodzenia spała w łóżeczku w tym samym pokoju co my. Przenieśliśmy ją
      do jej pokoju jakieś dwa może trzy miesiące przed urodzeniem maluchów. Łóżeczko
      złożyliśmy i schowaliśmy żeby o nim zapomniała (mieli je przejąć bracia). Przez
      te miesiące w jej pokoju spędzaliśmy najwięcej czasu. Tam teraz się bawiłyśmy,
      oglądałyśmy bajki. Usypialiśmy ją z mężem na zmianę. Jednego dnia on drugiego
      ja. Dzięki temu nie pojawia się później problem, że uśnie tylko przy mamie gdy
      do nakarmienia jest jeszcze dwójka maluszków. Gdy chłopcy pojawili się w domu
      nie miała żalu, że śpią w jej łóżeczku bo zdążyła już zapomnieć, że było jej.
      Kolejną sprawą jest odzwyczjenie dziecka od smoczka (jeżeli w ogóle go używa).
      Jeżeli nie zrobi się tego przed pojawieniem się mniejszych dzieci to niestety
      pewnie nie uda się tego zrobić przez dłuższy czas. Bo niby dlaczego im wolno
      mieć smoczki a mi nie? Warto też nauczyć córeczkę siusiania do nocniczka. Na to
      póżniej może nie być czasu a trójka dzieci w pieluchach... to sporo.
      To tyle co trzeba wg mnie zrobić przed porodem.
      A co później? Na to też jest kilka rad smile
      Najważniejsze to nie zamartwiać się, wszystko będzie dobrze.
      • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 28.03.06, 11:16
        W zasadzie problem łóżeczkowy mamy z głowy, mamy już dwa łóżeczka i kojec (z
        otwieranym bokiem), do któego Magdulka została przeniesiona jakiś czas temu
        już, ponieważ zastraszajaco powiększajacy się brzuch i nieciekawie rozpoczęta
        ciąża, nie pozwalały mi na noszenie dziecka. Dlatego Magda sama wchodzi do
        owego kojca przez otwór i nawet sama układa się na podusi, na pleckach i prosi
        o kaszkę.. Generalnie zasypiała sama w pokoju, ale odkąd zaszłam w tą drugą
        ciążę, sama chodzę jak neptyk i kiedy ona kładła się spać ja razem z nią (obok
        na łóżku), by wykorzystać każdą chwilę na zregenerowanie sił.. Po dwóch
        miesiącach dziecko przyzwyczaiło się do mojej obecności i nie chce sama w
        pokoju zasypiać.. W dzień jeszcze jako tako, ale w nocy wydziera się jakby ją
        ze skóry obdzierano.. Staram się ją odzwyczaić, ale idzie mi to opornie..

        Smoczek.. odzwyczaiłam ją jak miała pół roku, bo bałam się późniejszych
        konsekwencji.. Dużo mam żaliło się z problemów jakie niosą za sobą
        odzwyczajanie dwu-trzylatka od smoczka, więc starałam się by zapobiegliwa..

        Z nocnikiem przywitała się już odkąd zaczęła siedzieć samodzielnie (czyli ma
        debiut ponad roczny już), ale nigdy za mocno ją nie naciskałam i traktowałam
        nocnik jak dobrą zabawę od czasu do czasu.. Intensywniejszą naukę zaczęłam
        jeszcze w zeszłym roku, ale z naciskiem dopiero gdy dowiedziałam się o ciąży
        bliźniaczej.. Efekt jest taki, że często już woła, ale jeszcze nie zawsze..

        Zobaczymy co los nam da.. Teraz chyba bardziej jednak obawiam się tej ciąży pod
        kątem czy wszystko powiedzie się dobrze, czy urodzę zdrową dwójkę i kiedy. Boję
        się zbyt wielkich problemów po porodzie (wczesnym) jakich się tu na forach
        naczytałam...
    • janowa Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 28.03.06, 16:37
      Mialam podobnie, z tym ze jak blizniaki sie urodzily to starszy synek mial
      dopiero rok. Nie poradzilabym sobie bez niani. Jak mielismy klopoty z nianka (a
      przez rok zmienilismy 5 razy!) to przyjezdzala moja mama.
      Przede wszystkim dobra organizacja, karmienia i drzemki o ustalonych porach,
      zebys nigdy nie byla zaskoczona, ze glodne albo zbyt zmeczone.

      ---
      "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
      fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
      kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
    • karolcia65 Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 28.03.06, 21:12
      Dobry wieczor,

      Jestem mama polrocznych trojaczkow, trzech dziewczynek, Krysi, Zosi i Natalki.

      Powiem szczerze, ze ja bardzo chcialam blizniaki. Moj maz, "pan wygodnicki",
      hi, hi, chcial jedno dziecko i kropka. A tu taka niespodzianka, najpierw
      dowiedzielismy sie o ciazy, potem o blizniakach, a potem o ... trojaczkach. Na
      ulamek sekundy zapomnialam, jak sie mysli, normalnie mnie zatkalo. A potem
      zaczelam sie grubo zastanawiac, jak sobie poradze. Rozumiem Twoje obawy, tez je
      mialam, przyznam jednak, ze dosc krotko.
      Zobacz, nie jestes przeciez jakas pokrecona, czy z dwiema lewymi rekoma, a i w
      glowie tez pusto nie masz. Potrzeba jest matka wynalazku, wiec jak sie musi, to
      sie poradzi. Nie ma wyjscia i juz.

      Co konkretnie masz na mysli mowiac, ze nie poradzisz?
      Zalamiesz sie nerwowo i uciekniesz, zostawiajac wszystko? Na pewno nie.
      Zdemolujesz mieszkanie? Na pewno nie.
      Pozabijasz dzieci? Na pewno nie.
      Najwyzej poplaczesz mezowi w rekaw (ja wylam), albo pojdziesz gdzies sie
      wykrzyczec (ja schodzilam do piwnicy, pomagalo wprost modelowo smile
      Strach ma wielkie oczy.

      Przygotuj sie tylko na ciezki poczatek. Postaraj sie tez znalezc cos, co Cie
      wyluzuje nerwowo w momencie najwiekszego napiecia. Ja sie glosno smieje, choc
      czasem strasznie ciezko zaczac, za to potem super pomaga.

      Z Twoja coreczka tylko troche ciezka sprawa, moze byc zazdrosna. Brak mi tu
      doswiadczenia ale tak na nosa to bym ja juz przygotowywala na przyjscie
      rodzenstwa. Moze niech stanie sie Twoja najlepsza przyjaciolka, ktora Ci czasem
      pomoze, a Ty czasem pomozesz w czyms jej? Nie jak dziecku, jak doroslej osobie.
      Tak sobie mysle, ze to moze pomoc. Choc na pewno troche czasu tylko dla niej
      bedziesz musiala wyskrobac. To kwestia organizacji, dasz rade. Juz ja widze,
      jak bedzie lezec na Twoim brzuchu i czekac, az dzieci sie porusza.

      Oj, no to sie rozpisalam. Pisz, jak sie czujesz, jak przebiega ciaza, jak
      reaguje Twoja pociecha. Kiedy poznacie plec, a moze nie chcecie wiedziec?
      I pisz zawsze, gdy dopada sie dolina.

      Pa, pozdrawiam,

      Karolcia z Natalka, Krysia i Zosia
      ur. 10.10.2005.
      • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 28.03.06, 23:26
        Rajuśku trojaczki.. chyba bym się nie pozbierała.. normalnie szok.. miałaś
        kogoś do pomocy oprócz męża?? czy radziłaś sobie sama?

        Ja za bardzo nie będę miała kogo prosić, mam tylko dyspozycyjną teściową do
        której nigdy nie pójdę (nie po jej słowach "przyjdzie koza do woza", które do
        dziś mnie bolą).. Poza tym jestem trochę takim typem co woli sam układać sobie
        zycie bez wtrącania się innych, dodając do tego nadgorliwość babć moich dzieci,
        upewniam się w tym przekonaniu.. Babcie koszmarnie zepsuły mi pierwsze miesiące
        życia mojej córeczki, może to był też silny bodziec mojej depresji.. Moja
        pierwsza ciąża była koszmarna, ja taki "dorodny" okaz zdrowia rozłożyłam się w
        ciąży na przysłowiowe "łopatki". Oprócz świadomości, że urodzę swoje upragnione
        dziecko, ciąża nie przynosiła mi takiej radości jak wielu matkom. Kojarzy mi
        się ona z bólem, dusznościami, omdleniami, łóżkiem, muszlą klozetową, lodówką i
        balkonem, na którym przeleżałam trochę tygodni (okno na świat).. Potem wszystko
        potoczyło się nie tak.. Urodziłam za wcześnie, a pojechałam do szpitala
        tylko "kontrolnie", po powrocie miałam wyszykować sobie wyprawkę dla dziecka,
        uwić gniazdko.. Wróciłam już z dzieckiem, wszystko miałam zrobione, "podane",
        łóżeczko, ciuszki, butelki, wózek.. Zrobił się taki szum wokół mojej i mojej
        córeczki szum, że nie mogłam wyrobić. Teściowa mi się panoszyła, córeczka
        zaczęła się robić zbyt problemowa, moja psychika poupadała, zaczęły się
        konflikty z mężem, który zaczął mi "uciekać" z domu, itd. Nie radziłam sobie z
        obowiązkami, rehabilitacją córki i samą córeczką.. Po pół roku wybuchłam co
        najbardziej odbiło się na mojej teściowej, która do dziś do nas nie przychodzi
        (z czym wcale nie jest mi źle), po czym kamień spadł mi z serca.. Jeszcze kilka
        miesięcy ze mnie to wszystko wychodziło, ostatecznie zaczęło się wyciszać
        jakieś 9m-cy po urodzeniu się mojej Madzi..

        Zawsze marzyłam o dziecku.. Jeszcze jako nastolatka w marzeniach zawsze
        widziałam siebie z dzieckiem, ale nigdy z mężem ;P zawsze garnęłam się tam
        gdzie były dzieci, z niemowlakami miałam do czynienia od 10 roku życia, a mimo
        to nie umiem powiedzieć dlaczego mnie to wszystko przerosło.. Teraz wiedząc co
        mnie czeka jestem przerażona. Z drugiej strony jestem przynajmniej przygotowana
        na wcześniejszy poród, na tą cesarkę (na którą za pierwszym razem nie byłam).
        Już teraz mam prawie gotowe wyprawki dla dwójki na conajmniej rok, mam
        łóżeczka, mam kupiony już wózek (wprawdzie używany, ale taki jaki chciałam),
        pampersy, do szpitala brakuje mi tylko zestawu kosmetyczno-medycznego dla
        maluchów, butelek i torby, w którą to zapakować.. Mąż puka się w czoło, a ja
        mam przynajmniej satysfakcję, że jestem przygotowana.. Chociaż tyle..
      • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 28.03.06, 23:45
        a czego boję się najbardziej?? (oprócz porodu, powikłań, stanu zdrowia dzieci)
        to swojej psychiki, swojej wybuchowości.. czy to wszystko wytrzymam.. Będąc
        samej z dziećmi nie wybiegnę przecież do piwnicy pokrzyczeć.. to samo z resztą
        miałam przy Magdzie. Nie mogłam jej zostawić, kiedy poza tym dom był pusty..
        rzucałam więc zabawkami, krzyczałam, płakałam, klnęłam i niestety nie raz
        uderzyłam swoje niewinne dziecko (ale nie katowałam, co byście złych domysłów
        nie robili).. a potem wyłam z wyrzutów sumienia w jej ramię.. albo zostawiałam
        ją samą w łóżeczku wydzierającą się w niebogłosy i uciekałam gdzieś w kąt byle
        dalej od niej.. sad(((
        • karolcia65 Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 29.03.06, 11:04
          Czesc Kochana,

          No niezle mialas w tej pierwszej ciazy i zaraz po niej. Nie bede klamac, nie
          zazdroszcze. A to wtracanie sie... Boze, nienawidze tego.

          Z drugiej strony wyznaje zasade, ze co nas nie zabije to nas wzmocni. Bylo
          okrutnie, za to teraz bedzie Ci latwiej, masz po prostu wiecej doswiadczen.

          Mi od poczatku pomaga tylko maz. Po powrocie ze szpitala byl miesiac na
          urlopie. Byl to cholernie ciezki miesiac. Cieszylam sie, gdy poszedl do pracy,
          choc pierwszych dnie samej z dziecmi balam sie bardziej niz najciezszych
          egzaminow.Teraz jestem z coreczkami sama, maz wraca do domu o 17.30 i chwale
          sobie to ponad wszystko. Myslalam o zatrudnieniu pomocy, ale zrezygnowalam z
          tego pomyslu. Dzieci wychowalam, czy tez wycwiczylam tak, ze mam troche
          spokoju. W nocy budza sie tylko na jedzonko, potem spia do ok. 8.00. Kolo 11
          robia sobie drzemke, o 13-14 idziemy na spacer po powrocie bawimy sie, potem
          kapiel i spanko. Staram sie za nic nie odstepowac od regul, dlatego tak irytuje
          mnie zmiana czasu. Wyglada sielankowo, no nie? A wiesz ile to kosztowalo?
          Boze...
          Jestem dosc cierpliwa, jednak wszystko do czasu. Gdy darly mi sie wnieboglosy
          wszystkie trzy na raz, tez tracilam nerwy, klnelam pod nosem. Raz krzyknelam.
          Efekt byl koszmarny, bo darly sie dwa razy glosniej. Nigdy wiecej tego nie
          zrobilam. Okrutne doswiadczenie. Czasem az mnie nosilo, zeby dac klapsa, ale
          przeciez to nic nie da, tylko pogorszy sprawe, a i popsuje nasza calkiem
          przyjemna wiez, wiec zawsze sie opanowalam. A do piwnicy latalam nawet gdy sie
          darly. Przeciez czy przy nich bylam, czy nie i tak plakaly, wiec bylo mi
          wszystko jedno. Za to gdy wracalam po 5 minutach bez bagazu zlych emocji bylo
          mi latwiej opanowac sytuacje. A i dziewczyny sie nauczyly, ze nie sa pepkami
          swiata i poza nimi tez toczy sie jakies zycie w naszym domu.

          Jak o mnie chodzi przygotowuj sie psychicznie juz teraz, wyobrazaj sobie, co
          sie tylko da i jak postapisz. Masz juz calkiem duza corcie, ktora zarejestruje
          o wiele latwiej i szybciej Twoje bledy i brak opanowania. Kurcze, wiem jakie to
          trudne, zawsze jednak mowie sobie ze to ja rzadze emocjami, a nie one mna. Musi
          byc po mojemu.

          I smiej sie ile wlezie, to pomoglo mi juz chyba setki razy. Pomoze i Tobie.

          Jak sie czujesz w tej ciazy, mam nadzieje, ze lepiej niz w poprzedniej.

          Pa, pozdrawiam,

          Karolcia z Krysia, Natalka i Zosia
          ur. 10.10.2005
          • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 29.03.06, 12:08
            Podziwiam Cię, naprawdę.. ale widzę, że jesteś silniejsza ode mnie
            psychicznie.. wiesz może jak się ma tyle "ryczusiów" to się już nie wie,
            któremu chciałoby się przylać i się tego nie robi, hehe.. to był niesmaczny
            żart smile)

            Swoją drugą ciążę zaczęłam koszmarnie. Jak zaczęłam liczyć, okazało się, że
            objawy miałam niemal od poczęcia (tylko wcześniej jakoś się o tym nie myślało),
            ale pewności nabrałam na kilka dni przed skończeniem pierwszego miesiąca. Potem
            test to potwierdził, potwierdzająca wizyta u ginekologa w 6-tym tygodniu.. I
            prawdę powiedziawszy właśnie wtedy coraz gorzej zaczęłam się czuć, coraz
            częściej musiałam rozpinać guzik w spodniach co już w ogóle było dziwne.. Pod
            koniec miesiąca stycznia już leżałam jak kłoda w łóżku. Znów te bóle koszmarne
            żołądka, aż mnie skręcało, wiecznie nie dobrze, i znowu problemy z sercem. Za
            wysokie tętno, ból w klatce, lekki ruch zwiększał je.. Załamałam się trochę,
            zaczęły mnie nerwy brać, bo druga ciąża powinna być lżejsza, wszyscy tak mówią.
            A ja zaczęłam nie dość, że wcześniej jak przy pierwszej to wydawało mi się, że
            nawet bardziej, a mam jeszcze małe dziecko w domu. Była dość wyrozumiała i
            troskliwa, głaskała mnie, tuliła, dawała buziaki i sama sobą się zajmowała.. A
            jadłam jak smok i prawie nie ruszajac się spadałam na wadze. Chwilami miewałam
            takie bóle, że autentycznie bałam się o swoją ciążę.. To trwało jakieś 2
            miesiące z groszem i jak minęły mdłości, wszystko niemal zniknęło.. Traktowałam
            to jak ciszę przed burzą (z pierwszą ciążą takową miałam). Wtedy dowiedziałam
            sie, że to bliźniaki i ciąża podwyższonego ryzyka. Tętno wciąż mam podwyższone,
            ale nie ryzykowne, ale nie powiem, żeby nigdy takie nie było, czasem się
            zdarza. Jednego dnia wstaję jak fryga i nawet nie czuję, że jestem w ciąży i
            nie przeszkadza mi sterczący brzuch (chyba, że przy pochylaniu), a innego dnia
            wstaję jak niegramotna beczka, co ma problem się ruszyć. Innego znowusz ciąży
            mi brzuch, mam żółwie tempo i co jakiś czas przysiadam sapiąc jak parowóz, a
            innego jest tak pomiędzy tego wszystkiego.. Lekarz dawno chciał mnie już do
            szpitala położyć na kontrolne badania, ale wzbraniam się bo i tak wiem, że
            żadnych leków na serce nie dostanę, bo nie przeszkadza mi to aż tak w "życiu"
            (przy pierwszej ciąży tak już mi powiedziano i wtedy były potrzebne).. Nie wiem
            jak to dalej się ułoży, póki co już drugi miesiąc leci jak czuję się znośnie i
            o niebgo lepiej jak na samym początku.. Mogę chodzic i w sumie to jest dla mnie
            ważne w mojej codzienności..
            • karolcia65 Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 22:01
              Czesc Kochana,

              Kurcze, wyslalam dzis do Ciebie posta ale widze, ze gdzies zginal. Szkoda, bo
              dlugi byl. Brzdace spaly, a mi sie tak dobrze pisalo. Postaram sie odtworzyc.

              Twoja corenka jest niesamowita. To przytulanie i glaskanie Cie, opieka nad zle
              czujaca sie mama, po prostu az mi sie serce scisnelo. Masz moze jakies zdjecia,
              bardzo chcialabym zobaczyc Twoja maluszke.

              Mam nadzieje, ze juz wkrotce poczujesz sie lepiej. Ja na poczatku ciazy tez
              czulam sie fatalnie. Ciagle mi bylo slabo, sapalam, dyszalam, mialam zawroty
              glowy, mdlosci. Duzo lezalam, duzo jadlam a i tak schudlam 4 kg. Po trzecim
              miesiacu zmienilo sie o 180 stopni, niestety tylko do szostego, bo potem nie
              moglam sie uwlec z tym moim wielkim bebnem, nogi nie chcialy mnie nosic i juz.

              A Twoje nerwy, sila charakteru, hmmm, no nie chce sie wymadrzac i wyglaszac
              wykladow, bo w koncu sie wsciekniesz, ze Ci sie narzucam. Raz sobie jeszcze
              pozwole.
              Zobacz sama, uderzysz dziecko i co? Bedzie plakac glosniej i dluzej, Ty
              bedziesz miala moralniaka, a do tego jeszcze Twoja coreczka bedzie Cie
              obserwowac. Nie oplaca sie.
              Rozwalisz cos, szafke, talerz i co? Na chwile Ci ulzy, a potem sie wsciekniesz,
              bo trzeba bedzie posprzatac, naprawic. Nie oplaca sie.
              Walniesz piescia w stol i z gory Ci powiem, ze tez sie nie oplaca. Ulga
              przychodzi na ulamek sekundy, a potem reka boli, oj boli. Przecwiczylam to
              jeszcze przed ciaza. Nie polecam.
              Za to wysmiac sie albo wykrzyczec nic nie kosztuje, nic nie boli, nie ma
              moralniaka, a smiac mozesz sie razem z corcia. Pomaga jak balsam dla duszy. Z
              wrzaskiem gorzej, najtrudniej zaczac, ja sie wstydzilam. Za to teraz nie mam
              zadnych oporow, bo mi pomaga, hi, hi. Zreszta juz tak czesto sie nie dre w tej
              piwnicy, duzo sie smieje, przynajmniej jestem z dziecmi.
              Ania, trzymam mocno za Ciebie kciuki. Dasz rade, masz jeszcze czas, zeby sie
              przygotowac. A my bedziemy pomagac, jak sie tylko da.

              Macie jakies plany na lato, jakies wakacje tylko we troje, po raz ostatni, hi,
              hi. A moze odpuszczacie ze wzgledu na ciaze?
              My jeszcze rozwazamy rozne opcje.

              Koncze powoli i udam sie chyba do Krainy Snow.

              Pa, pozdrawiam,

              Karolcia z Natalka, Zosia i Krysia
              ur. 10.10.2005.

              A tu mozesz zobaczyc moje trzy Brzdace

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=34599210&a=34599210
    • matkatrojgadzieci Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 29.03.06, 12:05
      Jestem matką 15 letnich bliźniaków ( chłopaki) i tegorocznej maturzystki.
      Jak widzisz da się przeżyć. Też nie miałam do pomocy armii ludzi.
      Proponuję nie zamartwiać się na zapas, tylko prrzygotować zawczasu podwójną
      wyprawkę, proszek do prania, pampersy.
      Niech dzieci śpią z Tobą w łóżku - będzie mniej wstawania ( niewykluczone, że
      łóżko będzie przypominało Biskupin, bo dołączy dwulatka).
      W domu może być bałagan - niech sprząta mąż.
      Staraj się jak najdłużej i najwięcej karmić piersią. Karmiąć rozmawiaj ze
      starszą.
      Jeśli jesteś pomysłowa znajdziesz pozycję, w której możesz karmić oboje (
      obu,obie) naraz - zyskujesz czas.
      Pierwsze 4 lata najtrudniejsze - musisz mieć oczy dookoła głowy, żeby nie
      zrobili sobie krzywdy ( na pomoc starszej nie licz).
      Później zaczną się inne problemy - zwłaszcza jesli będą to bliżnięta
      jednojajowe, a więc identyczne. Ten uczy się tylko polskiego, a tamten
      wyłącznie historii.
      • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 29.03.06, 12:13
        Prawdę powiedziawszy mam marne szanse na karmienie piersią.. przy pierwszym
        dziecku nie nazwałabym tego karmieniem bo jej nie wykarmiałam i tak musiała być
        na mleku modyfikowanym.. swoja drogą moja mama miała ten sam problem przy całej
        naszej trójce, więc nie liczę na nagły cud.. Poza tym podglądałam jedną znajomą
        w szpitalu jak karmiła swoje córeczki smile)) tak, że coś tam widziałam i może coś
        wiem??
        • matkatrojgadzieci Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 29.03.06, 13:38
          Bardzo rzadko nie można karmić, bo ma się zbyt nmało pokarmu. Najczęściej
          problem leży po stronie psychicznej.
          Karmienie piersią, zwłaszcza w poczatkowym okresie, to olbrzymia oszczędność
          czasu. Szczególnie przy bliźniakach. Karmić i tak musisz, a nie siedzisz w
          kuchni, nie przygotowujesz, nie podgrzewasz, nie mieszasz, nie przypala Ci się
          ( bo dzieci płaczą itp).
          Ja bardzo sobie chwalę ( do dziś).
      • karolcia65 Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 22:05
        Hej,

        Jestem mama trojaczkow, trzech dziewczynek, z ktorych dwie to blizniaczki
        jednojajowe. Slyszalam juz historie o szkole i specjalizowaniu sie z
        okreslonych przedmiotach. Jak to jest u Was, rozumiem, ze specjalizacja
        kwitnie. Czy tylko Wy o tym wiecie, czy nauczyciele tez sie juz domyslili?

        Pozdrawiam,

        Karolcia z Krysia, Natalka i Zosia
        ur. 10.10.2005.
    • anula8011 Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 29.03.06, 18:03
      Witam anna_sla i wszystkie już obecne mamy.
      Mam 26 lat, też leczyliśmy się z mężem i obecnie jestem w 31 tyg. ciąży
      blizniczej, mają być dwie dziewczynki. Na zwolnieniu jestem od początku, ciąża
      przebiega bez zastrzeżeń, więc za niedługo będę miała okazję sama przekonać się
      jak smakuje takie macierzyństwo. Mieszkamy z babcią na ok.45m2, do dyspozycji
      mamy większy pokój z balkonem, w sumie musimy naszą czwórkę pomieścić w jednym
      pokoju plus królik miniaturowy w klatce, więc też wielkich perspektyw nie mamy.
      Z mojej strony wszyscy w rodzinie pracują, więc pomoc będzie znikoma, przyjście
      na 1-2 godz. rodzice mężą są ok.15 km od nas i jak do tej pory sami nie
      proponowali większej pomocy. Psychicznie wydaje mi się, że jestem przygotowana,
      wiedzieliśmy o naszym szczęściu od początku, ale jak będzie z moją organizacją
      tego nie wiem, choć nie dopuszczam myśli, że mogę się załamać. Mąż w
      najbliższych tygodniach zmienia pracę, niestety tak się ułożyło, i raczej nie
      ma co liczyć na dłuższy urlop, oprócz 2 dni mu przysługujących. Cieszę się, że
      chociaż będzie już ciepło i większość czasu spędzę na spacerach, gdzie malutkie
      będą spały.
      Pozdrawiam
      Anna
      • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 29.03.06, 21:37
        Jejku ile w Tobie ciepłego optymizmu.. tak trzymaj.. a możesz mnie nim
        zaszczepić?? smile)) Trzymam za Was kciuki. Jeden pokój dla czwórki to jakoś
        mało.. My mamy do dyspozycji 49m2 w tym dwa pokoje na naszą piąteczkę (mnie,
        męża i nasze dzieci), na szczęście nie mieszkamy z nikim poza tym..

        Pozdrawiam serdecznie
        • prolens Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 10:56
          anna_sla

          ja mam dwuletnia coreczke i dwumiesieczne blizniaki (chlopiec i dziewczynka).
          Ciaza druga zaplanowana ale nie co do ilosci dzieci wink
          W ciazy snulam mnostwo planow co do spania maluchow, ustawienia starszej
          coreczki.. A zycie pokazalo ze wszystko samo najlepiej sie pouklada.. Coreczka
          od urodzenia usypiala przy mniue i tak jest do dzis, w niczym to nie
          przeszkadza a ona ma poczucie3 ze sa chwile gdy jestem tylko dla niej. Usypiam
          ja rowniez w dzien i jakos da sie to pogodzic z posiadaniem blizniakow (maja
          drzemki o podobnych porach). Na nocnik zaczela sama siusiac miesiac po
          urodzeniu sie dzieci, zaskoczyla nas tym bardzo.
          Jesli chodzi o spanie w dzien dzieci spia w wozku a noca ja spie w sypialni z
          synkiem i starsza coreczka a maz w pokoju dziennym z druga cora. Synka karmie
          piersia coreczke butla bo nie chciala ssac - wiec w nocy karmi ja maz. A takie
          mialam plany co do karmienia dwojki na raz, nawet poduche kupilam i lezy
          niepotrzebna w pawlaczu..
          Sa chwile gdy trafia mnie szlag, zwlaszcza ze nie codziennie jest ktos do
          pomocy.. Z pomocy warto korzystac, jakiejkolwiek, niech ktos wezmie Ci starsza
          coreczke na spacer - juz odetchniesz..

          Wszystko rozwiaze i pouklada sie po porodzie, nie martw sie na zapas bo zycie i
          tak zweryfikuje wszystkie Twoje plany..

          Dodam tylko ze ja na szczescie mialam ciaze bezproblemowa urodzilam naturalnie
          4 dni przed terminem a dzieci sa zdrowe. Mamy 3 pokoje prawie 60 metrow

          Ania
          • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 15:08
            Świetnie, że się odezwałaś, chciałam poznać Twój punkt widzenia, bo słyszałam,
            że sytuację masz podobną.. A powiedz mi czy jest coś prawdy w tym, że bliźniaki
            potrafią się same sobą trochę zająć? Wprawdzie Twoje są jeszcze malusie, ale
            czy jest w tym jakieś ziarno prawdy? Majac bliźnięta różnej płci pewnie są to
            dwujajowe, u mnie może być podobnie i ponoć te dwujajowe aż takiej więzi ze
            sobą nie mają jak te jednojajowe..
            • malata Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 22:47
              Witam!
              Moje maluchy mają już 10 m-cy i szczeże mówiąc nie bardzo jeszcze zajmują się
              sobą. Za to ich 3 lata starszy brat jest ich idolem wink Na szczęście lubi się z
              nimi bawić, często ich przytula chociaż potrafi krzyknąć "nie ruszaj, to moje"
              (bardzo zdrowy ponoć objaw). Dziećmi zajmuję się z reguły sama, bo mąż jest poza
              domem jakieś 11 godzin, jak robi większe zakupy to dłużej. Pomaga w domu
              (pranie, zmywanie itp. ) Bywa ciężko, ale nie jest dużo gorzej niż przy starszym
              synu. Bagaż doświadczeń robi swoje. A przede wszystkim trzeba wierzyć, że będzie
              dobrze, będzie i już...
              Pozdrawiam Marzena
    • unijulia Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 15:33
      Cześć,
      mam na imię Julia i jestem mamą już prawie 5 letnich (16 kwietnia) chlopaków,
      Franka i Felka. Nie mam starszych dzieci, wiec nie umiem dokładnie wczuć się w
      twoją sytuację. Mieszkam w Niemczech, cala moja rodzina została w Polsce. Po
      urodzeniu Frafli (tak o nich mówimy) na 6 tygodni przyjechała moja siostra, ale
      potem zostałam sama, tzn. mój mąż wychodzi do pracy o 7 rano i wraca o 18. Tak
      wiec bez babci siostry, czy przyjaciółki zostałam z dwoma maleństwami i nie
      bardzo wiedzialam co robić. Z założenia nie karmiłam piersią, bo trzeba mieć
      dużo samozaparcia i cierpliwości żeby karmić blizniaki. Przez pierwszy miesiac
      odciagałam pokarm a potem przeszłam na gotowce. Zainwestowałam w sterylizator,
      bo ilość butelek była ogromna (polecam Avent).Kolejną rzecza bez której bym
      sobie nie poradziła, to leżaczki (bujaki). Kładłam Frafle do leżaczków i mogłam
      ich bujać nogami równocześnie. Poza tym karmiłam ich razem, tzn. najpierw
      jednego a zaraz potem drugiego. Jak byli troche wieksi to siadałam na podłodze
      między leżaczkami i karmiłam równocześnie. Kolejną rzeczą ktorą sobie bardzo
      chwalę to kółka które przykręciliśmy do nóg łóżeczek. Dzieki temu jak jeden był
      chory, to mogłam po prostu przejechać łóżeczkiem do nas do sypialni i wtedy nie
      przeszkadzał spać temu drugiemu. Poza tym jak mieli ok. 11 miesiecy to budzili
      się co noc i wtedy stawałam między łóżeczkami i jeździłam nimi troche jak
      wózkiem i tak ich usypiałam. Te wszystkie ułatwienia były mi bardzo potrzebne,
      bo inaczej kregosłup by mi pękł od dźwigania ich. Muszę powiedzieć, że zawsze
      byłam mobilna, jezdziłam z dziecmi tu i tam. Mieszkałam na pierwszym piętrze,
      więc najpierw znosiłam ich w tych małych fotelikach samochodowych, a potem
      kupilismy nosidełka na plecy i jednego miałam na plecach a drugiego na rękach.
      Jeżeli nie masz nikogo do pomocy tak jak ja, to radzę ci z całego serca,
      postaraj się od samego początku przyzwyczajać dzieci do wspólnego rytmu, tzn.
      równocześnie idą spać, razem jedza, bo inaczej będziesz miała non stop albo
      usypianie albo karmienie. Wiem, że to łatwo powiedzieć, ale warto spróbować, bo
      znam matki bliźniaków, które nie miały czasu na nic bo jak jeden spał to drugi
      jadł i tak w kółko.
      To idzie zrobić, jak mówi młodzież, według mnie jednak schody zaczynają się
      dopiero jak maleństwa kończą 2 lata i zaczynają się o wszystko kłócić, bić i
      gryść.
      Pozdrawiam Cię serdecznie jak masz jakies pytania to pisz.
      Julia
      • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 18:51
        Dobrze, że jesteś.. Ja myślałam bardziej o biegunach do łóżeczka (choćby
        jednego), wtedy nawet obydwoje będę mogła do jednego łózia włożyć i bujać
        jednym machnięciem smile)).. A powiedz mi jak wygląda kąpiel? Kąpałaś je sama czy
        już raczej z mężem (w sumie jak pracuje do 18-stej to chyba zdążył wrócić)?
        Wiesz ja niejednokrotnie zostane z tą czynnością sama ze względu na
        trójzmianowy system pracy męża (6-14, 14-22, 22-6). Zastanawiam się jak to
        usprawnić.. Póki co wstawiamy wannę i jak pamiętam Magda strasznie wydzierała
        się po kąpieli za jedzeniem, tak, że wyrobic nie można było. Tu będę miała
        dwa "ryczusie". Tak myślałam, że wsadzę trójeczkę do tej wanny i będę myć
        równocześnie, potem jedno wyciągnę to może to drugie chwilę zainteresuje się
        Magdą i nawzajem.. wtedy to pierwsze naoliwkuję, ubiorę i chwilę poczeka (bądź
        butla w dziób od razu (jeśli aż na tyle się wyrobię) i wtedy zajmę się drugim..
        tylko brakuje mi wtedy czasu na trzecie ;P .. no jeszcze poza tym nie wiem czy
        Magda nie będzie zbytnio szaleć w tej wannie, żeby maluchom nie szkodziła, choć
        z natury jest bardzo spokojna, ale z dziećmi nigdy nic nie wiadomo.. Miałaś
        jakiś własny system?? Czy ktokolwiek miał??
        • prolens Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 31.03.06, 21:10
          Jesli chodzi o bujanie to moim zdaniem najlepiej bujac w wozku, po co w
          lezaczkach. My tak usypiamy w dzien i na noc dzieci, jest to bardzo wygodne i
          mniej meczace od bujania w lezaczkach. No i dzieci leza a nie sa w pozycji
          polezacej.
          a odnosnie kapieli to ja czasem kapie sama trojke dzieci. Najpierw blizniaki
          potem core. Zeby sie nie darly po kapieli kapie pomiedzy karmieniami (a nawet
          niedlugo po karmieniu) a nie tuz przed. I sie nie dra. Corke kapiemy po
          maluchach, mysle ze na kapanie trojki zdieci w jednej wannie trzeba jeszcze
          sporo poczekac.
          A czy umieja sie same soba zajac - roznie z tym bywa - coreczka potrafi lezec
          40 min i sluchac karuzelki, syn woli byc na rekach.. To zalezy jaki maja dzien,
          jesli sa wyspane najedzone i bez brzusznych bolesci - potrafia nie wymagac
          zainteresowania spokojnie przez ok pol godziny.
          • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 01.04.06, 15:59
            Ja raczej do bujania wózkiem nie piszę się.. mieszkam na 3-cim piętrze i za nic
            nie wciągnę go do mieszkania, nie dość, że ciężki to jeszcze po cesarce to
            długo szarpać się nie można.. Ledwo wnosiłam wózek pierwszej córeczki.. ten co
            mam waży prawie dwa razy tyle i jest szerszy o półtora raza (z dwoma
            gondolkami).. zajechałabym się ;P
        • iwoku Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 03.04.06, 06:45
          Witaj,
          Ja też mam starszą córeczkę, różnica wieku u mnie jest większa, co jednak wcale
          nie uprościło mi sytuacji. Pewnie wszystko zależy od osobowości dziecka. W
          wolnej chwili postaram się napisać więcej, teraz tylko w kwestii kąpieli.
          Przez pierwsze miesiące każdego maluszka terzeba niestety kąpać osobno- ruchowo
          tak niewiele jeszcze potrafią. Kąpielowy rytuał będzie rzeczywiście zabierać
          sporo czasu...
          A jak to wygląda u nas: Odkąd dzieci siedzą stabilnie, kąpiemy je razem- ale
          zawsze sa wtedy w łazience dwie osoby, każda asekuruje w razie potrzeby jednego
          człowieczka. I to jest naprawde duża oszczędność czasu i uproszczenie sytuacji .
          Trójkę razem zdarzyło mi sie kąpać zaledwie kilka razy- za mało miejsca w
          wannie, no i trudno je zdyscyplinować. Czasem zostawałam wieczorami sama, ale
          wtedy rezygnowalam z kąpieli, ewentualnie zmienialiśmy jej porę. Znam mamy
          bliźniaków, które kąpały maluchy na przemian co drugi dzień, przemyśl ten
          pomysł. Mam nadzieję, że nie zinterpretujesz tego jako herezji- w przypadku
          bliźniaków wielokrotnie trzeba rezygnować z kardynalnych zasad higieny, w
          praktyce zwykle bez szkody dla zdrowia (np.osobne smoczki- na pewnym etapie
          dzieci same się nimi wymieniają)
          Pozdrawiam Cię cieplutko
          Iśka
          • iwoku Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 03.04.06, 07:20
            Jeszcze cosik:
            Co do zmiany godziny kąpieli- tego nie można robić często, żeby nie zburzyć
            zbudowango z trudem rytmu dnia.
            A jeśli jednak kąpać razem:
            - to rzeczywiście raczej po karmieniu, a nie na głodno-będą spokojniejsze
            - drugiego blizniaka warto miec obok, w foteliku, łóżeczku, leżaczku, wtedy
            mozna go równocześnie jakoś zabawić (jeśli łazienka za mała, można kąpać w
            pokoju czy kuchni)
            - trzecie dziecko- albo wciągnąć do prostej pomocy (podawanie oliwki, ubranek
            itp.) lub zająć czymś tak, by nie przeszkadzało ( w zależności od temperamentu)-
            Pewnie jeszcze nie umie bawić się dłużej sama? Ewentualnie pora kąpieli maluchów
            mogłaby być dla niej czasem oglądania bajek w TV, na video
            W praktyce po porodzie pewnie życie samo podpowie Ci najlepsze rozwiązanie.
            Wszystkiego niestety nie da się przewidzieć...
            • anna_sla Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 03.04.06, 11:19
              Zastanawiałam się nad tym i chyba faktycznie trójki na raz się nie da wykąpać..
              Nie bardzo będę mogła zrezygnować z kąpieli na np. system co drugi dzień z tego
              względu, że by mieć kogoś do pomocy (czyli męża) musiałabym co półtora tygodnia
              robić przerwę 3-dniową (mąż pracuje w systemie 3x zmiana, 1 dzień wolny), a
              przestawianie na kąpiel albo do godziny 14-stej albo po 22 jest za dużym
              wybiciem z rytmu..

              Co do wypośrodkowania między porami karmienia.. to zależy jak będzie. Moja
              Magda przez pierwsze 3 m-ce jadła co 1-1,5 godziny, a jak z piersi to częściej.
              Odradzano mi kąpiel do minimum godziny po jedzeniu, z resztą taka też
              wychodziłą konieczność ze wzgledów takich, że Magda nie mogąc sie
              zaklimatyzować przez pierwszy miesiąc wymiotowała po godzinie po jedzeniu..
      • malata Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 30.03.06, 23:07
        Nie zawsze da się "ustawić" maluchy do wspólnego rytmu. Każdy z moich chłopaków
        to zupełnie inna osobowość i inne potrzeby. Przede wszystkim potrzebują różnej
        ilośći snu. Julek może pospać i 3 godziny w ciągu dnia, a wieczorem koło 19
        (teraz 20) grzecznie idzie spać. Jędrek po takiej ilościu snu w dzień zasypia
        najwcześniej kolo 22. I żadne przestawianie nic nie da, starszy sypiał w dzień
        jek inne dzieci, a wieczorem szedł spać po 23. Te typy tak mają wink

        Pozdrawiam Marzena
    • anula8011 Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 01.04.06, 22:27
      Hej
      My już od ok.m-ca mamy kupiony wózek, wypadło na Mikado, jak na razie jest
      przechowywany u teściów (ku przesądom). Drzwi jak to w bloku prawie wszystkie
      80 cm, może na styk przejadę, ale z wejściowych do pokoju i tak makabra, bo po
      drodze przedpokój i szafki, których nie sposób się pozbyć. W sumie to chyba
      będzie wyglądać tak, że wózek po wejściu na wąską klatkę trzeba będzie składać
      (może wygodniej będzie wnieść na Ip.) i dopiero w pokoju rozkładać w razie
      potrzeby. Cudowna perspektywa sad A Wy już macie wózki, te szerokie czy po
      długości? Dałyście się oszukać dzisiaj? smile
      • mamamilka Re: Jak sobie radzić z wychowaniem bliźniaków? 07.04.06, 00:41
        Podziwiam te mamy, które radzą sobie same. ja bym chyba nie dała rady. Mam
        starszego synka, ma 4i pól latka jest niepełnosprawny ruchowo jeździ na
        wózeczku sam - on to aniol przy moich wiercipietach jak mówią "żywych
        sreberkach" blixniakach chłopcach dla obcych identycznych...a i dla nas
        niekiedy też hi hi. Kończa 8 miesiąc, soba zajmuja sie o tyle, że zabiora
        nawzajem smoki, pociagaja się za włosy i coś w swoim jezyku przemawiaja do
        siebie. Dużo bardziej ich ciekawi starszy brat, potrafią nawet się uspokoic i
        skupic na pewien czas, aby przyjrzec się temu, co on porabia, co do nich mówi.
        A jesli chodzi o jednakowy rytm dnia; u nas to jest tak że są dni kiedy robia
        jaby wszystko jednakowej porze - spia, jedzą ...a czasami nawet kupki. Ale sa
        także i takie dni, gdy jest wszystko na odwrót , pomimo że są bardzo podobni
        nie da się tego tak do końca uregulować.Pomaga mi do czasu aż mąz nie wróci z
        pracy czyli do 16 tej moja mama. Ja z maluchami jestem non -stop wymienia się
        tylko mąz z babcią. No i ta chwila upragniona, gdy zabierze maluchy z domu, np.
        na spacer. Dlatego nie mogę doczekac sie lepszej cieplejszej pogody. Ciesze się
        tez gdy czasami ktoś zajmie sie starszym - ciocia pogości u siebie itp. Jak
        zareagował na maluchy i ich pryzwyczajenia - na poczatku chciał tak samo -
        rożek , smok , kołysanie do snu. jednocześnie pokazywaliśmy mu zdjecia że gdy
        on był mały to byl traktowany tak samo jak teraz maluchy. Pomogło: szybko
        wrócił do "normalnych" zachowań.
Pełna wersja