Skąd bierzecie cierpliwość??

03.04.07, 13:57
Gdy czasem (albo bardzo często) wasze dzieci doprowadzają Was do szału, to co
robicie, co daje Wam siłe aby nie krzyczeć, nie drzeć się, albo jeszcze
gorzej - nie dać klapsa.
Pomyślałam że może znacie jakieś dobre rady które pomogą przetrwać albo
przeżyć dzień bez krzyków, a potem bez okroooopnych wyrzutów sumienia. Co
robicie by dzieci w miare słuchały.
Ja już nie wiem co zrobić np. m.in. z tym by nie wywalały mi ziemi z kwiatków
na cały pokój, nic sie zdaje nie pomaga. A ja kurcze gdzie mam dać tą wielką
dracene i juke-przeciez nie wyrzuce,ani nie wyłoże wysoko bo sie nie da...
ehh macie jakieś rady
Tylko mi nie mówcie że Wy nie krzyczycie na dzieci, bo sie załamię psychicznie

pozdrawiam
    • grzalka Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 03.04.07, 14:17
      Moje sposoby:
      1. policzyć do tysiąca starając się oddychać przeponą
      2. wyjśc do innego pomieszczenia i zamknąc za sobą drzwi
      3. wynieść dzieci do innego pomieszczenia i zamknąc za nimi drzwi
      to są doraźne sposoby na opanowanie ataku furii

      a teraz inne pomagające sztuczki:
      1. nigdy nie sprzatam zanim dzieci nie pójdą spać- bo to syzyfowa praca i
      przyprawia mnie jedynie o frustrację
      2. mam blokady na wszystkie mozliwe szuflady i szafki
      3. częśc rzeczy (np. doniczki właśnie) jest poza zasięgiem ich sprawnych łapek
      4. o ile pogoda pozwala wyprowadzam dzieci z domu

      co do sposobu, żeby bardziej słuchały, to nie mam- córka przy identycznych
      metodach wychowawczych słuchała (a była żywym dzieckiem), chłopaki, szczególnie
      jeden, mają w nosie

      powodzenia
      • anna_sla Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 03.04.07, 20:51
        grzalka napisała:

        > Moje sposoby:
        > 1. policzyć do tysiąca starając się oddychać przeponą

        U mnie liczenie nie działa, mam problem zliczyć do 10 jak jestem wkurzona ;P

        > 2. wyjśc do innego pomieszczenia i zamknąc za sobą drzwi
        > 3. wynieść dzieci do innego pomieszczenia i zamknąc za nimi drzwi
        > to są doraźne sposoby na opanowanie ataku furii

        Święta racja!! To pomaga by ochłonąć i nie wybuchnąć..

        Ja mam jeszcze małe bliźniaki, ale do tego jeszcze córcię czyli tylko pół
        problemu jak do tej pory, hehe. Niemniej zabawek nie sprzątam prawie wcale
        dopóki nie pójdzie spać, zbieram tylko zbędne i niebezpieczne w zasięgu rączek
        chłopców i te co stoją w przejściu.. Nie krzyczę?? Krzyczę, ale staram się jak
        najmniej, albo wydobywam z siebie krótki krzykliwy dźwięk, a potem zwalniam i
        przechodzę do tłumaczenia przez zęby smile)))

        Moja juka stoi w rogu gdzie kończą się segmenty (po prawej) a przed nią stoi
        szafka z telewizorem (znacznie odsunięta od ściany, prostopadle do segmentów)
        przylegająca do segmentów, a dalej na lewo zaryglowane fotelem i pufami.. W ten
        sposób mam skuteczny sposób na zaciekawione ziemią dzieci, bo nijak nie da się
        tam wejść i by podlać ją muszę się nakombinować, ale tylko w ten sposób juka
        jeszcze żyje.. tyle że jest kiepskie dojście do ostatniego segmentu (ale
        nawrzucałam tam rzeczy, do których prawie nigdy nie zaglądam) no i generalnie
        mało ciekawie z powodu tego nagromadzenia mebli w kupie wygląda pokój, ale cóż..
        to tylko tymczasowe smile)..
    • grzalka Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 13:41
      Cała reszta jak widać nie ma tego problemu wink
      • madzonga00 Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 14:05
        Ja mam i czasami ku..ca mnie bierze (szczególnie na tego starszego). Ja wtedy
        muszę w coś walnąć, żeby się rozładować, bo liczenie do 10 jeszcze gorzej na
        mnie działa niestety. Staram się wyjś z pokoju i jak kopnę coś albo rzucę to
        trochę mi przechodzi. Do furii mnie doprowadzało, kiedy dopiero co uspiłam
        dziewczynki a Gutek wpadał do pokoju i je specjalnie budził- myślałam, że mnie
        rozerwie. Na szczęście ostatnio kończy mu się bunt dwulatka i zaczyna jojczenie
        (które jest o tyle łatwiejsze, że zawsze można oddzielić to jojoczące dziecko
        od siebie i przenieść się (albo je) do innego pomieszczenia
        smile
    • asja2 Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 14:19
      Hej Ramonka
      wiesz, po Twoim poście zrobiło mi się lepie, bo wielokrotnie na forum czytałam
      o samych cierpliwych mamach blixniąt, które nie krzyczą, nie mówiąc juz o
      klapsach; poza tym podziwiam wszystkie mamy nie tylko blixniąt, ja mam "tylko"
      dwóch trzylatków i nie wiem co by było jakby było ich więcej; otóz brak mi
      cierpliwości, staram się, obiecuję sobie, ze nie dam się wyprowadzic z
      równowagi, ale nie daję rady, jeden z synków przezywa jakis bunt, na kótry nie
      mam juz sposobu, wiecznie sie obraża, krzyczy, zachowuje się jak mały łobuz;
      potrafi urządzic scenę na ulicy zupelnie bez powodu; do tego te ich wieczne
      kłótnie, przedrzeźniania, wyrywanie zabawek, albo wspólne psoty i wariactwa;
      generalnie dopóki nie pójda spac dom huczy i trzeszczy w posadach;
      zauwazylam, ze oni potem nasladuja mój krzyk w rozmowach między sobą albo do
      mnie, mąz też się łatwo wkurza; ja niestey doprowadzona do ostatecznosci po
      prostu się drę .... i kółko się zamyka
      pozostaje mieć nadzieję,że to minie.....
      trzymaj się ciepło
      pozdr.
    • anula9910 Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 14:21
      Ja klnę jak przysłowiowy szewc, naprawdę, nie przesadzam. Zwłaszcza przed
      okresem mam wtedy nikłą cierpliwość i jestem na wszystko wściekła. Ciekawa
      jestem, kiedy moje niespełna, dwuletnie dzieci zaczną przemawiać tym "cudnym"
      językiem, którego ja osobiście nauczyłam się na studiach. W czasie sesji,
      wszyscy rzucali mięsem jak należy, co by emocje rozładować. Niestety, wstyd mi
      za to, bo chciałam mieć takie kulturalne dzieci, ale nie wyrabiam niekiedy, może
      jak wrócę do pracy i nie będę musiała spędzać z nimi całych dni będzie lepiej.
      Pozdrawiam
      • prolens Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 15:52
        Ja codziennie trace cierpliwosc, krzycze coraz mniej bo niestety krzyki zaczyna
        nasladowac trzylatka i drze sie na blizniaki potem z byle powodu.

        Generalnie staram sie minimalizowac sobie stresy:
        - pewne rzeczy mam pochowane i wara dzieciom od tego
        - to co nie pochowane i w zasiegu reki - coz, nalezy brac i biore pod uwage ze
        beda zrzucac z polek, nosic po calym domu.. Maja 14 miesiecy i nie zrozumieja,
        czy moze nie usluchaja zakazow. Wiec tym przestalam sie przejmowac, sprzatam
        wieczorem i tyle. W dzien zmiatam na kupki by nmie walalo sie posrodku pokojow.
        - nie przejmuje sie ze chodza brudni, ze lepia lapami co popadnie (tzn jakis
        tam bulgot we mnie powstaje, ale nie na tyle by mnie to stresowalo).

        Mnie stresuja najbardziej dwie rzeczy: jak sie dra bo koniecznie teraz musze
        przytulic, wziac na race (przoduje to córka) i jak sie szarpia o zabawki (to
        syn zabiera obu dziewczynom - i bliźniaczce i starszej wszystko co może).
        Na te dwa powodu do stresu nie mam innej metody jak byc przy nich i reagowac i
        ingerowac.

        Duzo chodze na spacery, wypuszczam trojke na placu zabaw i spokoj - wole byc
        czasem z nimi na dworzu niz w domu.
        Czytam jak tylko mam chwile.

        pzdr
        • prolens Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 15:58
          Aaaa no i tez przeklinam, ale też przez trzylatkę coraz cześciej szeptem uncertain
          Ale pomaga i to bardzo.

          Kwiatki bym schowala, wywiozla, zamelinowala - skoro do nich nie dociera, ze
          nie wolno ruszac, po co codziennie sie szarpac.
    • gocha129 Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 16:24
      Moje dziewczyny ostatnio dość często doprowadzają mnie do szału.Jak poskładam
      zabawki to one już lecą żeby je powywalać.W domu wszystko(książki i różne
      pierdoły) są już na wyższych półkach bo wszystko ściągały.Szafki są
      zabezpieczone gumkami listewkami.
      Staram się nie krzyczeć, ale często mi nie wychodzi.
      Ja włśnie dzisiaj mam jakiś zły dzień i zero cierpliwości.Dziewczyny 12 mieś.
      dziś dostały jakiegoś szaleju, chodzą za mną krok w krok i ryczą. Dotego
      starsza córka ma noge w gipsie i też jest dzisiaj "upierdliwa".
      Pocieszające jest troszke to że nie tylko mi brak cierpliwości do dzieci.
    • mathiola Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 16:33
      To co napiszę, będzie może dość niepopularne i lekko dołujące... ale nauczyłam
      się cierpliwości w stosunku do moich dzieci w następujący sposób: kiedy ją
      traciłam i myślałam, że któreś ubiję, przychodziła mi do głowy straszna myśl: o
      mały włos mogłoby ich nie być... I wszysko mi przechodzi, cała złość.
    • jawn7 Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 04.04.07, 23:53
      Moje dziewczyny(3latka i 4mce)ostatnio coraz bardziej wyprowadzają mnie z
      równowagi.Krzyczę bo powtarzanie po kilka razy nic nie daje.Co wieczór gdy już
      śpią obiecuję sobie że jutro będzie spokojnie i bez nerwów,ale nie zawsze się
      to udaje.Jak napisała jedna z mam:dom drży w posadach,a ja też jestem tylko
      człowiekiem.Ale ostatnio gdy bawiły się obie w dom,stanęłam jak wryta.Lalki
      były ich dziecmi,a one krzyczały na nie;że nabałaganiły,że coś rozlały,że znów
      były nieposłuszne.Usłyszałam własne słowa,zobaczyłam własne zachowania w
      zabawie moich córeczek.I wiecie,że to był kubeł zimnej wody na moja głowę!
      Zrobiło mi się strasznie wstyd,że nie potrafię zapanować nad emocjami,a dzieci
      chłoną to jak gąbka.Teraz jest lepiej,mówię o sobie bo dzieciaki jak rozrabiały
      tak rozrabiają.Nie mówię że nie krzyczę,ale juz nie tak często,bo cały czas mam
      w pamięci ich zabawę.I one zauważyły tę zmianę,bo pytają:Mamusiu a ty nie
      krzyczysz,nie denerwujesz się?Ja mówię że nie i wtedy one się przytulają i
      całują mnie.Wtedy to już cała złość znika.Życzę wam drogie mamy i sobie duuuużo
      cierpliwości.
      • anna_sla Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 05.04.07, 10:20
        jawn7 napisała:

        > I one zauważyły tę zmianę,bo pytają:Mamusiu a ty nie
        > krzyczysz,nie denerwujesz się?Ja mówię że nie i wtedy one się przytulają i
        > całują mnie.

        To jest piękne, co napisałaś.. Ja staram się jak najmniej krzyczeć, ale często w
        złości furczę pod nosem tak charakterystycznie, żeby jak najszybciej się
        rozładować choć trochę i teraz moja córa robi dokładnie to samo i to głównie
        wtedy kiedy coś do niej mówię, co nie jest po jej myśli. A mnie aż nosi.. Poza
        tym ja również obserwując jej zabawy jest mi wstyd, chociaż u niej to jest
        głównie dialog, np.:
        lala 1 - "zjedz śniadanko"
        lala 2 - "nie ciem"
        1 - "to nie dośtanieś ciukielećków i nie bedzie bajećki"
        2 - "ale ja nie ciem jeść"
        1 - "jak nie zjeś to nie pójdziemy na śpacielek, bo bedzieś głodna"

        albo:

        1 - "idź sie połóś, bo juś źmenciona jeśteś"
        2 - "nie ciem śpać, nie bede śpać"

        itd... Niby nic, a i tak jest mi wstyd. Ale to już tak chyba jest, że dzieci
        zawsze będą naśladować cokolwiek robimy..
    • justinka2 Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 05.04.07, 17:11
      z p[racy.

      odkąd zaczęłam pracować zawodowo mam dwa-trzy razy więcej cierpliwości do moich
      skarbków, choć one do aniołków nie należą smile.

      nie biję dzieci, raczej nie krzyczę - z prostej przyczyny: to nie działa!

      do ww sytuacji doszłam jednak po wielu ciężkich próbach, wrzaskach,klapsach,
      łzach i wyrzutach sumienia.
      twoje maluch są jeszcze z jednej strony malutkie, a z drugiej już na tyle duże
      by sporo napsocić. im będą starsze tym będzie lepiej. pod warunkiem, ze
      wprowadzisz pewne zasady i będziesz się ich trzymać.

      u nas najbardziej chyba zaprocentoała stanowczość i konsekwencja. moje dzieci
      wiedzą, że jeśli ja lub mąż coś mówimy to jest to nieodwołalne i żadne wrzaski,
      histerie nie zmienią naszych decyzji - dlatego nie musimy krzyczeć.

      po drugie dzieci zawsze mają wybór, np."albo posprzątasz zabawki i będziesz
      oglądać ulubioną bajkę, albo nie - i wtedy jesz kolację sama w kuchni" i
      ponoszą konsekwencje swoich wyborów - mimo początkowych płaczów i zawodzeń.

      jeśli któraś z moich potworków wpada w obrzydliwie wkurzający nastrój to ląduje
      w koncie na 1-3 min, gdzie się uspokaja (ja w mniędzyczasie też), a potem już
      bez emocji szczegółowo "omawiamy" to czego dotyczył problem.
    • aga_i_kropki Re: Skąd bierzecie cierpliwość?? 11.04.07, 20:56
      oj, ja też krzyczałam, darłam się że aż mnie samą to dziwiło. jestem kłębkiem
      nerwów juz od dawna, zawsze byłam nerwowa. klnę w myślach, na głos przy
      dzieciach nigdy, odkąd jeden z moich aniołków będąc u siostry na wsi podsłuchał
      jakis łobuziaków, scena rozbrajająca:
      Adaś, ledwo chodzący, mówiący (rok i 3m-ce) usłyszał jak chłopaki przez płot
      drą się do ujadającego psa "spier...laj", podszedł do babci, która siedziała
      przy szafce z koszem i zagradzała mu drogę, słodkim głosikiem (wiecie, takim
      aniołkowym) powiedział "Babciu, spier..laj" tonem prosząco- ugrzecznionym.
      Babcia dosatała wytrzeszczu oczu wraz z atakiem kaszlu maskującym smiech i
      mówi, że nie rozumie, że ona nie zna tego słowa, na co mój synek "no, przesuń
      sięsmile" pamietem tę scenę i nie klę przy nich nigdy. ale czasem ciężko się jest
      opanować, zwłaszcza w samochodzie, więc moje dzieci maja bogaty repertuar
      zwrotów "szybciej, osiłoku", "jedź, gamoniu" "dawaj, chłopie/babo, dawaj" itpsmile
      a moje krzyki znacznie łagodzi mój małżonek, który za każdym moim atakiem furii
      powtarza "patrz, jacy śliczni są, pamietasz jak ich nie było i jeździliśmy po
      lekarzach?" działa, bo leczylismy się 8 lat, zanim zaszłam w ciążę.
      oczywiście, jak pisały dziewczyny wcześniej, moi chłopcy również małpują każde
      nasze zachowanie, więc widok 4latków wydziarających się na siebie o każdą
      błahostkę (równiez publicznie) działa studząco na moje emocje.
      ale gdzieś muszę odreagować, więc drżą nieuczciwi klienci i jęczący dostawcy smile
      na razie jestem sobie sama szefową, więc mogę sobie pozwolić, ale jak pójdę
      gdzieś do pracy to mogę mieć z tego powodu problemy smile
      wprowadziliśmy również metodę kija i marchewki, na początku szło strasznie duzo
      chrupek i żelków smile (zęby myjemy !big_grin) ale teraz jest zdecydowanie lepiej. to
      naprawdę działa! kijem na bałagan jest u nas worek śmieciowy, zwłaszcza po
      programie na Disc. "jak to się robi" gdzie pokazali jak przerabiają plastikowe
      odpady na skrzyneczki. chłopcy widzieli, a ja im przypominam, na co pójda ich
      nieposprzątane zabawki. no, potrzebna jest żelazna konsewkencja i 2 razy
      wyrzuciłam po worku śmieci, ale starałam się zebrać z podłogi zabawki
      uszkodzone, które i tak bym wkrótce wywaliłasmile to metoda na strasze dzieci, ale
      wcześnie wprowadzona musi dawać świetne rezultaty, skoro nawet na moje aniołki
      działa smile
      a kwiatki wszystkie wydałam z domu jak tylko dzieci zaczeły pełzać, część na
      stałe, część do przechowania a wielką jukkę do kościoła. przynajmniej ją widuję
      i wiem, że żyjesmile trzeba się przyzwyczaić , że to co w zasięgu ręki to wróg.
      półek brakuje, owszem, ale ciąglę mam nadzieję, że jak jeszcze trochę podrosną
      i sięgna wyżej to jednocześnie zmądrzeją smile)
      życząc spokoju wszystkim nerwowym Mamom (w tym oczywiscie sobie) pozdrawiam
      ciepło smile
Pełna wersja