opieka w pojedynke nad bliźniakami.

11.04.07, 12:50
witam gorąco! kochane mamuśki męczy mnie pytanie- da rade opiekować się bliźniaczkami w pojedynke? tzn. wspólnie z mężem, tyle,że mąż dosyć dlugo pracuje, ale wieczory ma wolne. jestem taka troche zosia samosia, i chciałabym bardzo sama zajmować się maluszkami(bez teściowej,szwagierki,babci itd.) odwiedzinki ależ i owszem ale popatrzeć, pokiziać maleństwa i dziękuje. ale nie wiem czy przych dwóch szkrabach nie rzucam się od razu z motyką na słońce. tym bardziej,że jak na dzień dzisiejszy to nawet pierwszego karmienia się boje. jak to było u Was kochane dziewczyny? od samego początku ktoś Wam pomagał? jeśli tak to prez jaki czas? a najlepiej jakby dały znać mamcie, które same opiekują sie aniołakami i wcale nie narzekają. smile a jak za bardzo fruwam, to sprowadzcie mnie na ziemie. smile pozdrawiam. smile
    • gosiamazur1 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 13:01
      Ja od początku sama zajmowałam się moimi bliźniakami- ale wcale nie było lekko.
      Jeżeli masz kogoś kto mógłby Ci pomóc to nie odrzucaj tej pomocy.
      Mnie bardzo brakuje osoby która mogła by nam pomóc.
      całe szczęście mamy opiekunke która zajmuje się dziećmi jak jesteśmy w pracy-
      ale przydałoby się czasami wyrwać gdzies tylko we dwoje smile
      Goska


      kalomina85 napisała:

      > witam gorąco! kochane mamuśki męczy mnie pytanie- da rade opiekować się
      bliźnia
      > czkami w pojedynke? tzn. wspólnie z mężem, tyle,że mąż dosyć dlugo pracuje,
      ale
      > wieczory ma wolne. jestem taka troche zosia samosia, i chciałabym bardzo
      sama
      > zajmować się maluszkami(bez teściowej,szwagierki,babci itd.) odwiedzinki
      ależ
      > i owszem ale popatrzeć, pokiziać maleństwa i dziękuje. ale nie wiem czy
      przych
      > dwóch szkrabach nie rzucam się od razu z motyką na słońce. tym bardziej,że
      jak
      > na dzień dzisiejszy to nawet pierwszego karmienia się boje. jak to było u Was
      k
      > ochane dziewczyny? od samego początku ktoś Wam pomagał? jeśli tak to prez
      jaki
      > czas? a najlepiej jakby dały znać mamcie, które same opiekują sie aniołakami
      i
      > wcale nie narzekają. smile a jak za bardzo fruwam, to sprowadzcie mnie na
      ziemie.
      > smile pozdrawiam. smile
    • chrust5 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 14:16
      Dac sie da, bo - jak juz gdzies pisalam - czlowiek sobie jakos zawsze da rade,
      ale nie jest najlatwiej. Zwlaszcza na poczatku bardzo przydaje sie pomoc, ja
      mialam mame 5 tygodni. Potem bylo piec tygodni, kiedy bylam zdana tylko na
      siebie (maz pracujacy na okraglo, znikad pomocy i za granica), teraz przychodzi
      opiekunka na 3h - bierze na spacer albo sprzata. Bez niej by sie dalo i zjac
      sie maluchami, i ogarnac dom, ale nie daloby sie popracowac, a tak udaje sie
      wcisnac wszystko smile
    • aga_i_kropki Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 15:49
      moje bliźniaki mają 4 latka i z perspektywy tego czasu mogę powiedzieć, że
      dopóki nie zaczną chodzić można samodzielnie coś zdziałać. ale jak towarzystwo
      zrobi się ruchliwe to jest troche ciężej. druga osoba się przydaje, jedna
      patrzy na dzieci lub się z nimi bawi a druga może ugotować, sprzątnąć czy coś
      takiego. źle się działa w kuchni latając co chwila do pokoju, sprawdzając,
      czemu tam tak cichosmile jeszcze gorzej, jak obydwaj są ze mną w czasie gotowania,
      bo jedyne o czym myślę, to jak nie pozwolić im zrobić sobie krzywdy.
      no i spacery - najgorzej jest, jak się rozbiegają. nam się udało nauczyć
      chłopców, że jak się ich woła to wracają, ale też nie od razu. miałam sytuacje,
      że porzucałam zakupy na środku, żeby gonić jednego z drugim na ręce (od
      urodzenia dzieci doceniam i noszę tylko torebki z długim paskiem, które da się
      zawiesić na ukos przez szyję big_grin ). w bloku obok mieszkają bliźniaki
      nieposłuszne i najczęściej mama biega za jednym, babacia za drugim a na środku
      zostaje wózek z zakupami, torebkami, ubraniami itp. koszmar.
      staram się rozdzielać zakupy od spacerów, a tego bez pomocy nie da się zrobić.
      jest mniej stresująco, jak idę sama do sklepu, a z dziecmi tylko do piachu czy
      na boisko. oczywiście można nauczyć dzieci, że rzeczy na półkach sklepowych są
      święte ale, wiadomo, nie wszystko się tak układa, jak sobie zaplanujemy smile
      wyjście samodzielnie na spacer z bloku z wózkiem bliźniaczym jest trudne, jaki
      ten wózek by nie był cudny. a wrócic jeszcze gorzej (u mnie w klatce nie ma
      windy).
      czasem będziesz musiała wyjść z domu bez dzieci, żeby nie zwariować, o
      sytuacjach urzędowo - kryzysowych nie wspominając. człowiek musi wyjść z
      koleżanką na ploty, do kina z mężem czy po prostu na powietrze - babcie są
      nieocenione!!!
      już troszkę zapomniałam, jak to było z niemowlakami, ale na pewno przyda Ci sie
      kojec (na etap poruszania na czterech i nauki wstawania), może poduszka do
      karmienia i jeden leżaczek- bujaczek (dla niemowlaczków). mnie bardzo pomagał
      wózek, taka mała spacerówka pojedyńcza, z oparciem rozkładanym do leżenia, bo
      się mieścił do większości pomieszczeń w domu.
      wg mnie zestaw: bliźniaki + 2 osoby dorosłe to zestaw optymalny. choć są
      chwile, że i trzecia by miała co robić smile
      i jak ktoś napisał: jeśli ktoś oferuje Ci pomoc, nie odrzucaj jej. świadamość,
      że możesz na kogoś liczyć jest bardzo ważna, bo bycie mamą bliźniąt to nie
      lekkie zajęcie smile
      a według zasady "dla chcącego, nic trudnego" sama też sobie poradzisz smile
      chociaż dużo będzie zależało od tego, jak będą wyglądać noce. jeśli będziesz
      sypiać to dzień będzie znośny. u nas był układ, że w nocy mąż wstawał do
      dzieci, żebym mogła pare godzin odpocząć (chłopcy byli karmieni mieszanką więc
      spokojnie mógł mnie zastępować). i w zasadzie nie wiem, czy to zdanie nie
      powinno się znaleźć na początku mojego postu big_grin bo co z tego, że świetnie sobie
      wszystko zorganizujesz, jak po paru nocach bez snu (z różnych przyczyn: kolki,
      długiego karmnienia, choroby) jak tylko w dzień dzieci zasną Ty zalegniesz z
      nimi a Twoje plany trafismile
      chyba samo zajmowanie się dziećmi przez jedną osobę jest możliwe, ale jak tej
      osobie dołożyć inne obowiązki domowe to już mogą wystapić schody. nie tylko w
      kwestiach domowych (brak obiadu, brak zakupów, nie umyta mamasmile czy zalegające
      śmieci) ale róznież ogromne zmęczenie, które się nawarstwia i jest gorsze niż
      brud.
      pozdrawiam i życze powodzenia, aga smile
    • anna_sla Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 16:45
      Wiesz to wszystko zależy co stawiasz jako sprawę priorytetową. U mnie to był
      święty spokój, oszczędność i prywatność. Święty spokój zapewnia mi ograniczony
      kontakt z babciami a resztę brak opiekunki. W obecnej sytuacji nie zniosłabym we
      własnym domu nikogo obcego. Jestem sama, mąż w większości również w pracy, ale
      bez niego chyba nie dałabym sobie rady w takim stopniu w jakim daję. To on
      uspokaja mnie psychicznie i odciąża kiedy może.. a mam 8-mczne bliźniaki i
      prawie 3-letnią córę..

      Ja swoich chłopców nie reguluję w dzień. Reguluję tylko w nocy poprzez
      wyrównujące karmienie o północy, jeśli nie mogą dotrwać, dopajam herbatkami,
      soczkami). Potem kolejne wyrównujące karmienie gdy pierwszy obudzi się rano. Do
      tej pory budziłam drugiego, teraz odczekuję aż ten pierwszy sam obudzi swoim
      "śpiewaniem" drugiego smile))). I od tej pory jedzą i śpią jak chcą, bo mają
      zupełnie inne potrzeby, jeden więcej chce jeść, drugi więcej spać. I nie chcę im
      niczego narzucać, to w końcu dwójka zupełnie różnych dzieci i z tego co czytuję
      tu na forum to chyba jedyna dobrze się czuję z takim nieregularnym trybem smile i
      tylko taki tryb naprawdę daje mi czas na różne rzeczy. Obecnie chłopcy coraz
      bardziej sami się regulują, o mniej więcej równych porach idą spać, o tej samej
      porze jedzą, ale zawsze niemal jeden więcej drugi ciut mniej. Jeden szybciej
      zasypia, drugi ma z tym problem. Często było tak, że jednego kładłam spać
      zabierałam drugiego, który się obudził. Kładłam drugiego, zabierałam pierwszego
      i tak w kółko. Póki co, nie używam w domu kojców ani chodzików, bo
      najzwyczajniej w świecie nie mam gdzie ich postawić. Nie wiem co będzie dalej i
      czy nadal nie będę ich używać, bo chłopcy dopiero zaczynają się rozłazić po
      mieszkaniu. Na razie w obrębie jednego pokoju, bo jeszcze nie raczkują tylko
      pełzają. Nie ganiam za nimi non stop, daję im wolną rękę na eksperymenty,
      ewentualnie asekurując. Moja córa szybciej w ten sposób poznała smak wszystkiego
      i zrobiła się rozważna.

      Cały dobę rozplanowałam sobie tak by w dzień cały czas być z nimi z drobnymi
      tylko porządkami, a wolne momenty poświęcam np. na pisanie na forum wink.. ale to
      są naprawdę momenty, wpadam, kliknę i wypadam, ale dużo mi dają wytchnienia.
      Jeśli chcę się odstresować, wieczorem (do 20-20:30 dzieci zasypiają) zamiast
      sprzątać robię to na co mam ochotę. Wprawdzie na drugi dzień nie jest za czysto,
      ale małymi kroczkami z grubsza uprzątam w dzień, kończę wieczorem..

      Jeśli chcesz mogę Ci wysłać na priv link do mojego bloga, gdzie wszystko
      opisuję, a pod tym linkiem www.annas.photoblog.pl wstawiam zdjęcia tego
      co udało się mi lub komuś utrwalić ze sposobów mojego radzenia sobie z różnymi
      sytuacjami i oczywiście zdjęcia moich pociech smile))
    • ania61 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 17:10
      Ja podczas ciązy też starałam bronić sie przed "najazdem" teściów. A teraz,
      kiedy małe maja juz 3,5 miesiąca jestem wdzięczna za pomoc (codziennie
      wyprowadzaja mi małe na 3 godzinny spacer).Może to homony tak mnie zmieniły???
      Pamietaj,że to Ty narzucasz rytm dnia i Ty decydujesz jak należy postepować z
      maluszkami. Ja mam to szczescie,że dziadkowie stosują sie do moich próśb i uwag.
      Poza tym zarówno te male brzdące jak i dziadkowie potrzebują tego kontaktu. Po
      poodzie zmieni Ci sie nastawienie, zwłaszcza jak będziesz po kilku
      nieprzespanych nockach smile))
    • justinka2 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 18:48
      da się.
      od początku do 20 mcy byłam z moimi dziewczynami sama. mąż pomagał wieczorami
      po pracy i w nocy - ile zdołał.
      nie prosiłam o pomoc mamy, ani teściowej, bo nie zniosłabym nadliczbowej osoby
      w MOIM domu.

      na spacery wychodziłam i wracałam sama - IIpiętro bez windy,
      zakupy też robiłam sama z dziećmi.
      obiady gotowałam codziennie lub co drugi dzień. do tego pranie, prasowanie,
      sprzątnanie itp.
      wszystko się da - to kwestia organizacji czasu i przestrzeni.

      nie mówią, że jest łatwo, ale.... wszystko ma swoją cenę. zależy też, co jets
      dla ciebie najistotniejsze: prywatność i samodecydowanie o wszystkim, czy
      pomoc - choćby za cenę kompromisów.

      myślę, że idealnym wyjściem było by mieć jakąś dochodzącą pomoc -np. przy
      sprzątaniu, gotowaniu, czy spacerach...
      • keja34 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 20:28
        Jest jak najbardziej mozliwa. Wszystko to kwestia dobrej organizacji. Jestem
        zodiakalana panna wiec musze miec wszystko zapalowane,ulozone.Przy blizniakach
        sprawdza sie doskonale. Duzo zalezy od dzieci tzn.jakie beda( czy beda
        kolki,jak beda jesc etc). Ja przez pierwsze 3 tyg mialam moja mame przy
        sobie.Tesciowej z jej radami bym nie zniosla.Zreszta do dzis jest "gosciem" w
        naszym domu bo chyba wie,ze sobie radze no i moze to ja tak wkurza bo jej corka
        przy jednym dziecku wymiekla,a ja mam dwojke i nie prosze nikogo o pomoc.
        Mojego meza wiecznie nie ma wiec nie mam co na niego liczyc.Mam dziewczyne do
        pomocy 2x w tyg glownie prasowanie i sprzatanie (choc jak jej nie bylo to sama
        to robilam) no i czasem daje jej dzieci na spacer a ja ide do kosmetyczki. Do
        dzis jeszcze karmie piersia (skonczone 8 mcy) i jak tylko bedziesz mogla to
        karm jak najwiecej.To jest taka wygoda,ze nie wyobrazam sobie sierpnia
        ubieglego roku i latania z butelkami co 3 godz miedzy domem a parkiem.
        Oczywiscie pewnie sa mamy,ktore tak robia,ale ja bylam mega zmeczona i na
        spacerach po prostu odpoczywalam siedzac na lawce i czytajac. Czasem mozna
        znalezc oferte sprzedazy poduszki www.doubleblessings.com/Detail.bok?
        no=5 polecam ja goraco.Niestety moja juz odmawia posluszenstwa bo gdzies ma
        dziure...Dasz rade na pewno. Tylko na poczatku wszystko sobie zorganizuj.
        Powodzenia
    • mathiola Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 21:02
      Da się. Wiele mam tak robi i ja też i moge powiedzieć, że przy dobrej
      organizacji i energicznej mamie, to żaden szczególny wyczyn smile
    • wegen17 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 21:09
      Ja też w większości jestem sama,no jakoś się da.Czasami jest ciężko i mam
      wszystkiego dość ale generalnie zgadzam się z poprzedniczkami że dobra
      organizacja to połowa sukcesu.Najgorsze są chyba pierwsze 3 m-ce,potem wpada
      sie w rytm i myślę sobie że bliźniaki są super.
      U mnie pomogło:
      Nienoszenie na rękach,również nie pozwalanie na to gościom,a w tej chwili
      chłopcy wolą leżeć bawiąc sie ze mną
      Poducha do karmienia www.doubleblessings.com/Detail.bok? (właśnie taką
      sprzedaje na allegro)
      Dochodząca pomoc,u mnie teściowa 2 razy w tyg.-prasuje (częściej bym też nie
      zniosła)
      Nie odtrącaj pomocy,będziesz jeszcze jej wdzięczna.
      Dużo siły,wytrwałości,i dobrych chęci-jestem pewna że dasz radę.
      • agiq Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 11.04.07, 21:17
        To że ja daję radę sama to pryszcz. Daję bo muszę. Ale od października
        zamierzam wrócic do pracy i musze znależć nianię. Panny beda miały wtedy rok i
        raczej jeszce nie beda chodzic a juz na pewno nie po schodach (3p) i jak niania
        da rade?? I czy ja taką w ogóle znajdę???
    • luska1973 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 12.04.07, 08:48
      To ja się dorzucę z całkowicie inną opowieścią. Nie po to żeby Cię zniechęcać
      czy dołować, ale po to, żeby Ci uświadomić, że czasami nasze plany, a życie -
      to 2 zupełnie inne bajki.
      Chociaż mieszkam w jednym domu z rodzicami (osobne mieszkania), to też od
      początku planowałam zajmowanie się dziecmi sama tzn. wg własnych zasad. I przez
      pierwsze dni było OK. Radziłam sobie, bo dzieci nie budziły się jednoczesnie na
      karmienie i w miarę szybko się najadały, więc miałam czas żeby posprzątać,
      wyprasować itd. Wieczory jednak były bez szans dla 1 osoby. Po prostu czas
      kąpania i karmienia 1 dziecka był za długi, żeby to drugie wytrzymało i tak,
      gdybym była sam - byłby jeden wielki płacz.
      Po 2 tygodniach wprowadzilismy równoczesne karmienie na poduszce o której
      pisały dziewczyny. SUPER, pod warunkiem, że ktoś podał mi dzieci. Musiałabym
      mieć dużą kanapę żeby je sobie samodzielnie "wsadzić" na poduszkę, a ponieważ
      takiej nie posiadam - potrzebowałam pomocy (próbowałam na łóżku ale było mi
      strasznie niewygodnie). I może z czasem jakoś bym sobie to karmienie
      zorganizowała gdyby nie kolki, które "przybyły" do nas po 3 tygodniach i
      zostały do 4 miesiąca. Szlag trafił plany z poduszką, smaodzielność itd. Efekt
      był taki, że całe wieczory spędzała u mnie mama nosząc moją córkę, a mąż biegał
      ze szmatami i wycierał to co się ulało (a raczej wyleciało) z syna, którego
      usiłowałam nakarmić.
      Nie zmienia to faktu, ze w ciągu dnia dzieci były super, miałam posprzątane jak
      nigdy, ciuszki w kosteczkę, poczytałam, pooglądałam TV itd.
      Niestety musiałam zapomnieć o wyjściach bez dzieci, bo były karmione na żądanie
      a na dodatek nie tolerowały butelki (nawet z moim pokarmem). Jeśli musiałam
      wyjść - wyły jak wściekłe a nie chwyciły się smoczka.
      Do tego wszystkiego okazało się, ze i syn i córka mają przepuklinę pępkową
      (córka miała jeszcze podejrzenie pachwinowej, które się na szczęście nie
      potwierdziło) i główne zalecenie lekarza było takie, zeby robić wszystko, zeby
      dzieci jak najmniej płakały. Chyba nie muszę pisać, że sama nie byłabym w
      stanie tego przstrzegać.
      Dlatego dziękuję Bogu, że miałam cały czas rodziców piętro niżej smile
      Nie wyobrażam sobie jak by to wyglądało bez nich.
      Nie musze dodawać, że dzięki nim mogłam po 6 m-cach wrócić do pracy
      (dojeżdzałam na karmienie) i dzieki nim nie muszę posyłać dzieci do przedszkola.
      To tyle na temat mojej "samodzielności". Napisałam to po to, żebyś nie czuła
      się rozczarowana jesli Twoje plany się nie powiodą. Nie czuj się wtedy gorsza
      czy nieporadna. Po prostu czasami tak się układa, że dla dobra dzieci i siebie
      trzeba skorzystać z pomocy.
      Na koniec dodam jeszcze, ze te wszystkie kolki, nieprzespane noce i wszystko co
      związane z pierwszymi miesiącami życia to "pikuś" przy 2 dzieci raczkujących,
      zaczynających chodzić, ściagających wszystko co w zasięgu ręki z półek i
      stęsknionych za mamą, która padnięta wraca z pracy smile
      • anna_sla Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 12.04.07, 09:59
        Ja miałam taką samą sytuację jak Ty, z jedną różnicą tylko: jeden synuś miał
        przepuklinę, ale za to drugi ma stwierdzoną neurologicznie stwierdzoną
        nadpobudliwość i daję sobie radę sama, wszystkiego dopilnowałam, czasem
        porządków tylko nie. A na kolki dobre było kładzenie sobie ich w poprzek na moim
        brzuchu na leżąco i kołysanie na boki oraz twarda poduszka na kolanach i wtedy
        jednego na kolanach, drugiego w leżaczku (non stop bujany z drobnymi przerwami),
        a potem bujanie obu w leżaczkach i sporadycznie noszenie obu w nosidełkach na
        piersiach. Krzysio również ulewał, a raczej wymiotował, to był bieg ze szmatami,
        błyskawiczne przebieranie itd... Nie zrozum mnie źle, ale piszę to tylko po to
        by pokazać, że nawet w takiej sytuacji można sobie poradzić, co innego gdyby np.
        dzieci często chorowały, albo nie daj Boże gdyby dzieci lądowały w szpitalu z
        jakiegoś powodu.. To chyba byłaby dla mnie sytuacja, która by mnie przerosła.. a
        co do raczkowania i chodzenia to się okaże czy nadal tak sobie dam radę, hehe,
        ale skoro mój plan dnia przewiduje to, że jestem z nimi całymi dniami
        (sprzątanie i gotowanie wieczorami) to może nie będzie tak źle. Na razie pełzają
        sprawnie smile)
        • luska1973 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 12.04.07, 11:23
          W temacie kolek "przerobiłam" wszystkie możliwe sposoby włącznie z lekami,
          ciepłymi okładami brzuszka, różnymi pozycjami itd. Jedyne przy czym córka sie
          uspokajała to było noszenie jej na rękach w taki sposób, ze ona leżała na
          brzuszku (tzw. samolot). Nic innego nie działało, żadne kolana, bujanie w innej
          pozycji - po prostu nic. Oczywiście mogłabym sobie poradzić sama tzn. nosić
          córkę i zostawić syna żeby wył z głodu lub odwrotnie - karmić syna i zostawić
          córkę wyjącą z powodu kolki, ale najnormalniej w świecie - nie byłabym w
          stanie sad
          Tzn. oczywiście gdyby nie było rodziców - nie miałabym innego wyjścia, ale
          pewnie w takich chwilach wyłabym razem z dziećmi.
          Nigdy nie twierdziłam, że nie można sobie poradzić w takich a nawet gorszych
          sytuacjach (wszak człowiek znieść potrafi bardzo wiele).
          Chodzi mi tylko o to, że też nie chciałam nikogo angażować w pomoc przy
          dzieciach (na początku nie pozwalałam mamie wyjąc ubranek z pralki i ich
          powiesić nie mówiąc już o prasowaniu (bo to źle zrobi)), a później życie
          zweryfikowało moje poglądy i jeśli dziadkowie mieli radość z kontaktu z
          dziećmi, mi nie puchła głowa od płaczu, a dzieciom udało się wyjść z
          przepukliny pępkowej bez zabiegów, to nie widziałam powodów żeby nie skorzystać
          z pomocy.
          W moim przypadku samodzielność byłaby egoistyczną chęcią postawienia na swoim i
          pokazania "patrzcie poradziłam sobie z bliźniakami bez niczyjej pomocy". Nie
          mogłabym tego zrobić, bo byłoby to kosztem dzieci.
          Może ktoś stwierdzi, ze jestem wygodna lub niezorganizowana. Trudno, każdy ma
          swoje zdanie, a tylko ja wiem ile mnie kosztowało dojeżdżanie przez 3 m-ce w
          środku dnia pracy na karmienie, wykarmienie bliźniąt samą piersią do 8 m-ca
          życia ( a w ogóle do 1,5 roku, tylko, ze wtedy jadły już coś oprócz).
          Nie czuję się gorszą matką przez to, ze korzystałam i korzystam z pomocy
          rodziców i tylko to chciałam przekazać dziewczynom, które stoją przed takim
          dylematem - jeżeli macie mozliwość i nie wpływnie to negatywnie na wasze życie
          (bo stanie się tragedia, że ktoś Wam krzywo postawi wózek, albo ubierze dziecku
          nie to ubranko co trzeba) - korzystajcie z pomocy.
          • anna_sla Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 12.04.07, 14:58
            Ja tak jak już pisałam nie zarzucam Ci nieporadności absolutnie. Poza tym Ty
            mieszkasz z dziadkami w zasięgu ręki to robi ogromną różnicę. Moi rodzice
            mieszkają 12km ode mnie w innej miejscowości, a teście na drugim końcu miasta i
            dla mnie logicznym było, że nie będę starszej kobiety "gonić" przez miasto całe
            żeby mi pomagała (pomijając wszelkie inne powody) i u mnie dzieci nie płakały z
            zaniedbania, zrobienie mleka (niestety sztucznego) zajmuje mi 2-3 minuty, z
            dzieckiem na ręku 5 minut. Karmiąc piersią na ogół karmiłam jednocześnie obu,
            albo jednego przy piersi, a drugiego na poduszce obok butelką, sama sobie dzieci
            przystawiałam i podnosiłam, bo nikogo na ogół nie było. Poza tym mi pasuje
            układ, że dzieci nie robią zawsze tego samego i najczęściej gdy jedno
            "niańczyłam" drugie spało, kiedy jedno trzymałam na kolanach, drugie w tym
            czasie mogłam karmić dzięki temu ja miałam więcej siły i więcej uwagi wbrew
            pozorom mogłam poświęcić starszej córce. W tej chwili dzieci swoje potrzeby
            prawie same wyregulowały, że mają o podobnej porze, ale najczęściej z
            przesunięciem półgodzinnym i dzięki temu jest super, bo szczerze mówiąc jestem
            już zmęczona tą gimnastyką.. Wspominałam w swojej pierwszej wypowiedzi w tym
            poście, że wszystko zależy od sprawy priorytetowej co jest dla nas ważniejsze,
            dla mnie był święty spokój, bo nasze babcie nie tylko "źle prasowały i krzywo
            wózek stawiały", ale wywracały całe moje życie do góry nogami, podważały mój
            autorytet przed córką i łamały wszystkie idee wychowywania jakie ja obrałam..
            ale miałam ku temu możliwość by się odizolować...
            • luska1973 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 12.04.07, 15:42
              Nawiążę jeszcze to tego wywracania życia do góry nogami. U mnie tego nie było,
              nie ma i mam nadzieję, że nie będzie. Rodzice ściśle stosują się do tego, co
              mówię, zawsze przestrzegali diety dzieci i innych moich zaleceń, dlatego nie
              wiem jakbym się zachowała w sytuacji gdyby było inaczej.
              Wiele kwestii rozwiązało za mnie samo życie i w sumie to się ciesze, że tak się
              stało.
              Przed porodem zupełnie nie sądziłam, że uda mi sie wykarmić 2 dzieci piersią.
              Okazało się, że mogę, a później - muszę bo jak juz pisałam nie tknęli się
              niczego innego do skończenia 7 m-cy. Odciagane mleko wylewałam, bo nie było
              szans żeby wypili z butelki, a później łyżeczki czy kubeczka.
              W zwiazku z powyższym nie wyobrazałam sobie, ze będe mogła wrócić do pracy.
              Właściwie to od kiedy się dowiedziałam o bliźniakach zakładałam wychowawczy, a
              w obliczu karmienia nie widziałam innego wyjścia.
              I znowy życie zadecydowało za mnie - ultimatum ze strony pracodawcy - albo
              wracam po 6 m-cach macierzyńskiego i wychodzę karmić kiedy chcę i jak długo
              chcę, albo wychowawczy i żadnych gwarancji że będe miał dokąd wrócić.
              To są tylko przykłady na to, że nie zawsze się udaje to co sobie zaplanowaliśmy
              i po własnym przykładzie myslę, że czasami nie warto się ślepo upierać i na
              siłę realizować własne założenia. (to do autorki wątku, której życzę udanego
              porodu i mądrych wyborów później)
        • mathiola Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 27.04.07, 22:11
          to ja się dopspiszę, że częste (a nawet bardzo częste) choroby dzieci i
          lądowanie w szpitalu też da się oblecieć samodzielnie. Oczywiście z mężem
          dojeżdżającym z potrzebnym prowiantem, nawet jeśli pracujący smile
    • anita334 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 12.04.07, 12:19
      Nie chcę być złośliwa,ale..naprawdę łatwo jest teorytezować.Mam nadzieję,że
      niebawem pochwalisz się dzieciaczkami [urodzonymi w terminie}i zrozumiesz jak
      bardzo potrzebna jest pomoc.Taka choćby na dwie godzinki,co piątek...Zapewniam
      cię, sama nie dasz rady choćby psychicznie.Wiem co mówię,miałam przed
      bliźniakami dwójkę "pojedyńczą".Pozdrawiam i ciesz się ciążą.Uch..apropos-dały
      mi dzisiaj popalić...
      • justinka2 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 12.04.07, 15:26
        anita334 napisała:

        > Zapewniam
        > cię, sama nie dasz rady choćby psychicznie.Wiem co mówię,miałam przed
        > bliźniakami dwójkę "pojedyńczą".

        a ja zapewniam, ze można dać radę samemu i nie zwariować smile. może dlatego tak
        sądzę, bo nie miałam porównania jak to jest z jednym dzieckiem i podwójną
        robotę traktowałąm jako normę.
        • anita334 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 13.04.07, 09:09
          Dać się da,oczywiście.Nawet z czworaczkami pewnie też.Jesteśmy przecież różne i
          każdy ma inną wytrzymałość psychiczną.Miałam na myśli to,że co innego wydaje
          nam się jak jesteśmy w ciąży a życie to potem szybciutko weryfikuje.Myślę,ze
          dziewczyna powinna podejść do sprawy zdroworozsądkowo i nie odrzucać żadnej
          pomocy.
          • shemsi1 sama sie zajmuje trojaczkami 13.04.07, 21:01
            czasem mama wpada to wyrywam gdzies na 3 godz na zakupy. Najwazniejsze to by
            nie nauczyc je nosić. daje radę. Po 16.00 przychodzi mąz to gdzies jadę na
            godzinke
            pozdrwiam i powodzenia smile
            • cytrusowa Re: sama sie zajmuje trojaczkami 13.04.07, 21:39
              da sie tylko po co jesli masz pomoc???

              u mnie bylo tak,ze po wyjsciu ze szpitala nie bylam sama, bo maz byl przez mc -
              tylko ze male wrocily na 2 tyg do szpitala.

              potem zostalam sama - obolala po cieciu, strasnzie slaba po transfuzjach krwi i
              z duza anemia.

              nie maialm czasu na nic, bo male byly dosc absorbujace.
              polozna zmusila mnie bym wezwala mame - sciagnelam ja z Polski, dwa razy po dwa
              tyg - Boze, poczulam ze zyje, moglam nareszcie isc do kibla, zrobic cos przy
              sobie typu peeling pod prysznicem itp.
              o jedzeniu nie wspomne, bo mama mnie probowala odkarmic.
              no i brala male na spacery lub chodzilysmy razem - procz dzieci mam jeszcze
              duzego psa, ktory musi sie wybiegac

              nie mam kiedy sprzatac, bo inaczej wogole nie maialbym chwili na to by usiasc
              na kanapie i patrzec bezmyslnie przed siebie. dlatego przyhcodzi pani i
              sparzata.

              natomiast sama prasuje sterty ciuchow.

              i przyznaje bez bicia - jesli chcesz grac twardzielke, nie beirz nikogo,
              odrzucaj pomoc.
              ja tak na pocz myslalam, ze dam rade.
              teraz przyznaje ze nie daje, bo dlaczego mam sie zaorac na smierc? do tej pory
              juz pare razy prawie zemdlalam podnoszac male, przy okazli wyjscia na spacer
              itp.

              do tego mialam i mam depresje, teraz to pewnie resztki ale jest - moje
              malzenstwo sie wali, pewnie dlatego ze innego zachowania oczekiwalam od meza -
              nie wychodze z domu, siedze z dzieciakami, za\ero kosmetryczki, rozrywki - ale
              to efekt uboczny mieszkania w innym kraju.
              i jestme troche zla, ze nie ma mnie tam, gdzie sa rodzice
              • mamaigiiemilki Re: zgadzam sie z cytrusowa 13.04.07, 21:59
                owszem,mozna byc z blizniakami sam na sam, ale...wydaje mi sie ze pomocy nie
                powinnismy odrzucac; ja tez czasem zgrywalam bohaterke, robilam rozne rzeczy
                sama, czasem tylko po to zeby pokazac ze dam rade; ale nie uwierze ze kobieta
                ktora jest 24h sama z dziecmi po jakims czasie nie bedzie miala tego dosyc! bo
                przeciez tego ze jest sie pol dnia z nimi a potem przychodzi maz to juz nie
                mozna zaliczyc do samodzielnej opieki, oderwanie sie od typowo domowych spraw
                nawet na godzine daje b.wiele!ja naprawde lubilam byc z moimi malymi sama ale
                pomocy rodzicow nie odrzucilam.I tobie tez tak radzesmile
              • mathiola Re: sama sie zajmuje trojaczkami 13.04.07, 22:04
                A ja myślę, że sprawa rozbija się przede wszystkim o typ dzieci. Są takie,
                które i w pojedynkę potrafią dać rodzicom w kość. W liczbie mnogiej pewnie mogą
                zabijać smile) I są takie, których nie ma prawie w ogóle, tak mało są
                absorbujące. Ja miałam w jednym (pojedynczym) i drugim (podwójnym) przypadku
                takie właśnie mało absorbujące pędraki.
                Pewnie, miałam z Twixami mnóstwo kłopotów - wcześniaki, z problemami
                neurologicznymi, masą specjalistów, rehabilitacji, w dodatku alergicy chorujący
                potwornie wręcz... Ale z drugiej strony - zupełnie nie rozdarte, spokojne,
                takie, które trzeba nakarmić i położyć spać smile Fakt, trochę pracy kosztowało
                mnie nauczenie ich samodzielnego zasypiania - z tego jestem dumna najbardziej,
                że wytrwałam i nauczyłam ich, chociaż początki były takie, że kładłam je do
                łóżeczek i córcia owszem, zasypiała grzecznie, a synek darł się... a ja gryzłam
                ściany... Potem role się odwróciły - synek zasypiał grzecznie, córcia się
                darła, a ja gryzłam ściany smile Teraz od długiego czasu kładę, wychodzę, one
                zasypiają same smile
                Były też problemy z karmieniem - najpierw obydwojgu ściągałam pokarm - bo jako
                wcześniaki nie umiały ssać piersi, a potem już tylko córci - przez 7 miesięcy!
                Bo nie chciała ssać i kropka. To było mocno wyczerpujące i dobrze że się
                skończyło, no, ale nie umiałam inaczej smile
                Poza tym - to co już podkreślalo parę dziewczyn - najważniejsze to nie nauczyć
                noszenia na rękach!!
                A resztę... Matko, można sobie spokojnie odpuścić. Prasowanie, jakie
                prasowanie, może przez pierwszy miesiąc prasowałam, od długiego czasu zdejmuję
                ze sznurka i składam, prasuje się samo, w szafce smile Obiad jest albo nie jest
                jak mam ochotę odpocząć (i np. posiedzieć na forum) - najczęściej jest, ale
                nikt mi nie zrzędzi jak nie ma. Sprzątanie? Najważniejsze teraz są podłogi, bo
                małe raczkują, reszta jako tako, żeby wyglądało w miarę, bez przesady. To moje
                życie i ja zamierzam przeżyć je spokojnie - bez tłumów okupujących moje własne
                mieszkanie, bez zarzynania się, żeby w mieszkaniu błyszczało i lśniło, bez
                przejmowania się drobnostkami, ale za to z wielką ilością radości z powodu tej
                trójeczki którą mnie los obdarzył smile)
                I cały czas byłam z nimi sama, mój mąż pracuje właściwie od rana do nocy...
                Mało tego. Jak miały 5 tygodni ja też wzięłam pracę zleconą i tyrałam przy
                dużym projekcie przez 2 miesiące. Nikt mi nie pomagał, na koniec dopiero
                poprosiłam mamę o pomoc, bo małe podrosły, stały się ciekawsze życia i wymagały
                więcej uwagi.
                Więc myślę, że naprawdę się da. Trzeba tylko trafić na dobre dzieci smile No i
                samemu być obrotnym smile
                • anna_sla Re: sama sie zajmuje trojaczkami 13.04.07, 23:18
                  Nie do końca akurat z tym bym się zgodziła. To nie tylko zależy od typu dziecka,
                  ale również od naszej inwencji twórczej.. Moim chłopcom włączyło się
                  absorbowanie jak skończyli 3 m-ce. Przez półtora miesiąca prawie nie robiłam
                  niczego innego jak nie spali oprócz uczenia ich zabawy zabawkami. Kombinowałam
                  jak tzw. "koń pod górkę" i nauczyłam ich.. szkoda, że nie byłam taka mądra przy
                  swojej pierworodnej i zamęczyłam się spełniając jej potrzeby. Uczestniczyła we
                  wszystkich moich czynnościach, nawet jak się załatwiałam w toalecie to leżała
                  obok w leżaczku.. drugi raz nie pozwoliłam sobie do tego dopuścić..
                  • mathiola Re: sama sie zajmuje trojaczkami 14.04.07, 14:26
                    No wiesz, umiejętności, obrotność, energiczność i pomysłowość mam to sprawa tak
                    nadrzędna, że nie ma co o tym pisać. Oczywiście że bez tego ani rusz i jeśli
                    babka nie ma tzw. "jaj" i głowy na karku, to nie poradzi sobie sama ani z
                    dwójką dzieci ani z jednym nawet.
                    Ale z drugiej strony kiedyś doszłam do wniosku, że łatwo mi się mądrzyć na
                    temat samodzielnej opieki nad trójką maluchów, bo moje dzieci są po prostu
                    grzeczne, mało wymagające. Nigdy nie miały kolek, nigdy nie miały
                    niezidentyfikowanych napadów ryku... Nie wiem, może to wynika z tego, że
                    podchodzę do sprawy pielęgnacji ze spokojem i bez stresu, dzieci ponoć to
                    wyczuwają. Ale gdybym jednak miała moją dwójkę taką, jak moja koleżanka jedną
                    córeczkę, prawdopodobnie bym się musiała obwiesić smile) Koszmar nie dziecko,
                    pierwsze pół roku wyjęte z życiorysu. Ryk bez końca, kolki bez końca i rzyganie
                    po każdym jedzeniu - do 6 m-ca życia.
                    • shemsi1 kiedy jestem sama wyglada to tak: 14.04.07, 16:17
                      na łózku rozkladam "plac zabaw" mate edukac. i stojak i sie bawią. Jak Ania
                      sla, nauczylam je bawic sie zabawkami, lezaczek z wibratorkiem stoi obok i je
                      tylko wymianiam jak sie znudzą. Oprocz teko karuzela nad łózeczkiem, bo tez
                      maja 3 mies. i są absorbujace i podobnie jak ania, przy pierwszym dziecku nie
                      umialam nawet do kibla isc!
                      I bylam głupia, bo SAMA sie chcialam nim zajmować. Teraz jak babcie przychodzą
                      wyrywam po prostu z domu, maja tylko zakaz noszenia dziewczynek.
                      A reszty nie widzę.
                      Teraz dzieci spia obok w wozkach. Tez super sprawa.
                      NIE ODRZUCAJ POMOCY!!!!
                      tylko wyrywaj z domu kiedy sie da, czase warto po prostu zatesknic do dzieci...
                      w domu nie odpoczniesz...
                      • shemsi1 a karmic przestalam po 1,5 mies 14.04.07, 16:21
                        i nie czuje sie gorsza przez to. Nie wyrabiałam po prostu. Jedza nan1 i sa
                        zdrowe, silne i doskonale przybieraja na wadze.
                        Syna karmilam 1,5 roku i co??
                        Nie chciał wcale smoczka z butli i byłam NIEWOLNIKIEM cyca.
                        Nie ruszalam sie NIGDZIE bez niego, i jak Cytrusowa miałam deprechę.
                        Teraz juz jest inaczej. Nie ma sie co trząść nad dziecmi jak wszystko jest
                        dobrze smile
                        Syn ma 6 lat i pyskuje smile taka wdzieczność za moje niewolnictwo cycowe tongue_out
                        • blizniaki14 u nas podobnie ... 14.04.07, 19:32
                          Shemsi ja podobnie jak ty karmiłam starszego synka 1,5 roku, a teraz Jasia
                          przestałam, tzn. karmię tylko czasem ale najczęsciej jest butla, też nan1,
                          Martusia jest tylko na cycu ale już też się cycuś zrobiła coraz większy i chyba
                          włączę karmienie mieszane, bo nie wyrobię. Źle mi z tym, ale co mam zrobić.
                          Moje dopiero zaczynają się interesować karuzelkami i leżaczkami, niedługo dam im
                          matę,ale do kojca, o na podłodze czy łóżku dla nich niebezpieczne ich 23 m-czny
                          brat bywa nieobliczalnywink
                          ja mam do pomocy tylko męża, bo cała rodzinka, wszyscy znajomi mieszkają 500km
                          od nas...
                          Starszego nie chciałam zostawić nawet na 5 minut, (do WC też wyjść nie mogłam),
                          a teraz z chęcią bym bliźniaki wyprawiła z kimś na spacer czasem, by mieć
                          chwilkę dla siebie wink hehehe
                          ale żartuję nie jest źle smilesmilesmilesmilesmile
                    • anna_sla Re: sama sie zajmuje trojaczkami 14.04.07, 21:04
                      no tak prawdę powiedziawszy to zauważyłam, że stonowałaś hehe, już jakiś czas
                      temu mnie to zaciekawiło, bo zawsze buńczuczna byłaś ;P
                      • shemsi1 kto ja?? nt 14.04.07, 21:52

                        • anna_sla Re: kto ja?? nt 14.04.07, 23:26
                          nie, mathiola
                      • mathiola pewnie ja? :-) 14.04.07, 23:29
                        Stonować nie stonowałam, bo nadal uważam, że tylko kaleka nie potrafi zająć się
                        swoimi - w miarę spokojnymi, grzecznymi, normalnymi dziećmi. Ale jednak biorę
                        od jakiegoś czasu poprawkę na to, że mogą być dzieci tak potworne jak właśnie
                        ta dajmy na to córeczka mojej koleżanki. W liczbie mnogiej nie wiem jak by
                        sobie z takimi dziećmi można było poradzić. Chyba tylko umrzeć i mieć spokój :-
                        ))
                        Ale rozmemłana, załamana, nieporadna matka co nie potrafi wykąpać i nakarmić
                        swojego własnego dziecka/dzieci, nadal doprowadza mnie do szału i zdania nie
                        zmienię żeby nie wiem co (i nie piszę o depresji leczonej farmakologicznie,
                        żeby nie było napaści znowu na mniesmile)
                        • anna_sla Re: pewnie ja? :-) 15.04.07, 08:11
                          ale dobrze, że coraz rzadziej o tym głośno mówisz..
                        • shemsi1 myzesmy ostatnio z takim 15.04.07, 13:12
                          tatą trojaczkowywym sie nie umieli nadziwic, jak ktos nad jednym nie umie
                          zapanowac... a spotykam takie osoby!!Czasem sa dzieci, ktore w liczbie mnogiej-
                          no tragedia!!
                          mysle ze zalezy jak kto z malym postepuje.
                          na szczescie to nie pierwsze moje dzieci, wiec mm dystans, jakiego nie mialam
                          kiedys. Choc na adsasia nie moge narzekac, wstydu nigdzie za niego nie mogłam
                          jesc.
    • aniulka-c Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 14.04.07, 19:29
      Ja oprócz bliźniaczek mam jeszcze 2-letniego synka, nikt nam nie pomaga-radzimy
      sobie z mężem sami ( choć w większości jestem sama z dziećmi w domu), od czasu
      do czasu przychodzi niania do synka gdy muszę coś załatwić, poza tym jesteśmy
      pod względem opieki "samowystarczalni".
    • justinka2 wyjaśnienie.... 14.04.07, 22:02
      ...
      pytanie autorki wątku było: czy możliwa jest samodzielna opieka nad bliźniakami?
      więc ja odpowiadam, że tak, jak najbardziej!

      nikogo natomiast nie namawiam do odrzuczania pomocy! jeśli takowej potrzebuje...
      ja nie miałam pomocy na stałe w postaci mamy, teściowej, czy niani, bo tego po
      prostu bym nie zniosła i rezygnacja z takowej pomocy była moją świadomą
      decyzją, której nigdy nie żałowałam i nie żałuję.
      co innego natomiast, jak pisałam, pomoc raz na jakiś czas - po to,żeby wyjść z
      domu na godziną czy dwie - do kina, kosmetyczki, na zakupy, czy po porstu Z
      DOMU. polecam!
      • shemsi1 ja sie z tobą zgadzam calkowicie 14.04.07, 22:12
        2 pokolenia w jednym pomieszczeniu???????????
        DZIEKI, jade na zakupki wink
        • justinka2 Re: ja sie z tobą zgadzam calkowicie 14.04.07, 22:19
          shemsi1 napisała:

          > 2 pokolenia w jednym pomieszczeniu???????????


          smile
          • mamaigiiemilki Re: no tak 14.04.07, 23:11
            mi tez chodzilo o taka pomoc z doskoku, a nie o to aby cale dnie ktos byl...to
            by mozna bylo zglupiec; i na pewno pojawilyby sie roznice zdan w wychowaniu
            itp. a przeciez rodzice powinni spedzac sporo czasu sami ze swoimi dziecmi, tak
            jest zdecydowanie lepiej dla zdrowia psychicznego rodzinysmile
    • jakalina Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 14.04.07, 22:23
      witam.
      własnie przeczytałam ten niezwykle interesujący mnie wątek. jeszcze tydzień i
      zostanę sama ze swoimi bliźniaczkami Zosią i Julką smile mąż wraca do pracy po 8
      tygodniowej przerwie... no własnie... teściowa juz zapowiedziała pomoc (będzie
      przyjeżdzać juz od poniedziałku żeby się wdrożyć) a ja po prostu nie chcę.
      powiecie, że życie zweryfikuje moje poglądy ale ja mam wrażenie,że jak one są
      tylko ze mną są spokojniejsze, grzeczniejsze itd. nie mówię, że nie chcę widzieć
      nikogo. chciałabym, żeby przyjechała ze 2 razy w tygodniu i pomogła mężowi ich
      pilnować cobym mogła się gdzieś wybrać, odreagować bo już widzę, że siedzenie z
      dziećmi 24 godz na dobę powoduje u mnie deprechę i brak dystansu (zaczynam się
      panicznie bać sama nie wiem czego)ale na codzień chyba wolę być sama.
      czy dam radę nie wiem. karmię Małe butelką, na cycu były tylko 2 tygodnie ale
      lekarka kazała je dokarmiać i już piersi nie chciały co oczywiście wywołało u
      mnie mega wyrzuty sumienia, załamkę itd. pokarm prawie zaniknął ale nie dawałam
      za wygraną. zaczęłam odciągać i tak je karmić. niedawno jednak i tego musiałam
      zaprzestać bo byłam juz cieniem...niedojedzona, niedospana i przybita....
      ale nie o tym chciałam....
      dziewczyny. dajcie parę dobrych rad. piszecie, że nauczyłyście wasze dzieci
      zasypiać w łóżeczkach i bawić się samodzielnie więc napiszcie jak się wam to udało.
      • shemsi1 jakalina 14.04.07, 22:47
        niepotrzebnie sie martwisz ze karmisz sztucznie. W naszym przypadku to nic
        złego!!
        ile dzieci mają?
        moje w zasadzie od poczatku nie są noszone, juz w szpitalu tak było, wiec nie
        musialam uczyc.
        Co do pomocy... hm, moja mama nie mieszka ze mna dochodzi do dzieci z moją
        babcią.
        Ale ja muszę albo znikać albo spac z poduszką na głowie. Teraz są spacery. Nie
        mamy po prostu wspólnych tematów, nienawidze zajmowac sie plotami a one to
        nawidzą smile
        ja wymykam z chaty jak przychodzą smile
        • mamaigiiemilki Re: jakalina 14.04.07, 23:23
          ja radzilabym nie przyzwyczajac do noszenia(zwlaszcz jak nie marudza, nawet
          kosztem obrazenia sie chetnych osob,ale potem one wyjda a ty zostaniesz, mysl o
          sobie); ja pokazywalam malym zabawki, machalam grzechotkami, puszczalam
          karuzele, czytalam ksiazeczki; czesto klasc na brzuszku i naokolo porozrzucac
          zabawki; ja tez mowiac szczerze nie znioslabym tesciowej nonstop(innej osoby
          tez nie), wiec po prostu powiedz jej zeby przyjezdzala dwa razy w tyg.; ja
          mysle ze jak dzieci nie beda miec kolek to spokojnie taki uklad
          wystarczy;przyda sie pomoc ew.do kapania ale to tez mozna zrobic samemu;
          pozdrawiam i zycze samych spokojnych dni!
      • wegen17 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 14.04.07, 23:16
        Droga JAKALINO,mam kilka sposobów które jeśli chcesz to wypróbuj,może się uda
        Jeśli chodzi o mleczko,to trudno- mama karmiąca sztucznym nie oznacza złej
        mamy,nie zadręczaj się.Dawałam prawie od początku Humanę 1 PLUS na
        noc,rewelacja-bardziej kaloryczne,lekkostrawne,sycące,skończyły 4 m-ce i śpią
        od 21 do 8 rano.Przed snem karmione 2 razy,tj przed kąpielą i po kąpieli.
        Zasypiaja same,sposób "Uśnij wreszcie"polecam,mam wersję elektroniczną,mogę Ci
        przesłać.Metoda skuteczna.Pozatym juz odzwyczajone od smoków.Naprawdę uważam że
        do wszystkiego potrzebna jest nasza konsekwencja i upór,a dziecko szybko się do
        dobrego przyzwyczaja więc trzeba uważać.Jeśli masz ochotę to pisz na priva.A
        teściowej poprostu delikatnie powiec co czujesz,bo potem będzie ciężko to
        odkręcić.Masz prawo robić tak jak chcesz i uwierz mi warto walczyć o
        swoje.WEGEN17@WP.PL
      • anna_sla Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 14.04.07, 23:51
        Uczenie spania: Ja najpierw zaczęłam delikatnie. Lulać w leżaczku i do łóżeczka
        jak zasną, więć nauczyli się, że budzą się w łóżeczku. A potem odkładać do
        łóżeczka, dać popłakać, pogłaskać (ja ich nauczyłam smoczków niestety, o niebo
        lepiej), pomasować plecki czy pogłaskać brzuszek. Przytulałam na leżąco w
        łóżeczkach. Mruczałam aaa aaa aaa lub śpiewałam kołysanki. Znikałam na parę
        minut, wracałam do silnej histerii, przytuliłam, pocałowałam, pobujałam,
        odłożyłam.. A kilka razy, bo z nerwów człowiek grzmi i robi się niebezpiecznie,
        zostawiałam aż wypłaczą się i zasną, bo bałam się, że wybuchnę z nerwów. Zajęło
        to kilka dni ok. 3-4.

        Nie nosiłam na rękach, tuliłam niemal wyłącznie na leżąco, np. jak leżeli na
        podłodze, pochylałam się nad nimi i tuliłam, wtedy nawet można obu na raz smile)

        Nauka zabawy to siedzieć i się z nimi bawić, turlać, pokazywać zabawki, różne,
        pluszaki, dźwiękowe, grzechotki, gryzaki. Nie wszystkie na raz, ale po kilka, a
        po paru dniach wymieniać zestaw. Ważnym (jak dla mnie) było zostawianie ich
        samych z tymi zabawkami by również nauczyli się, że mama nie zawsze jest i że
        będzie znikać, by nie kojarzyli mamy też jako nieodzowny element zabawy.
        Wracałam np. by podać im zabawkę, którą upuścili, spadła im z brzuszków, ale i
        nie wracałam, by wiedzieli, że mama nie zawsze poda. Tak, że ważne by zmieniać
        co jakiś czas zabawki i nie pokazywać wszystkich na raz. Ja np. mam 3 różne
        zestawy karuzel i trzy pozytywki do nich. Zmieniałam je dopiero jak im się
        znudziły.. Podaję Ci tu linki do fotek z naszych zabaw:

        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200610/1576189
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200611/1885960
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200611/1894164
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/1900003
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/1907321
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/1914359
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/1922956
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/1931577
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/1940086
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/1952822
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/200612/2127485
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/20071/2201260
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/20071/2246041
        www.photoblog.pl/annas/miesiac/20073/3146237
        Powodzenia i nie łam się, wszystko będzie dobrze smile)
        • blizniaki14 anna_ 15.04.07, 19:23

          • blizniaki14 Re: anna_sla (ale i do reszty) ;) 15.04.07, 19:34
            (sorki enter mi się wcisnął)
            chciałam napisać że cię podziwiam, jesteś niesamowita smile dajesz wiarę że
            rzeczywiście można poradzić sobie z trójka maluchów!! a te twoje pomysły zabaw,
            super , pamiętam jak zimą sama sanki połączyłaś,żeby maluchy na śnieg zabrać.
            Brawo dla ciebie!!! dzielna z ciebie dziewczyna.
            Ja mam 2 m-czne bliźniaki i 23 m-cznego synka i z każdym dniem jest lepiej,
            jakoś dajemy radę a rodzina jak pisałam w mailu wyżej jest bardzo daleko i
            znajomych tez nadal tu nioe mamy.
            Karuzelki mam dwie, już planuję kupic drugą matę edukacyjną, mam sporo zabawek
            po starszym synku i książeczek, ale jeszcze coś dokupię, już niedługo zacznie je
            cos interesować. MAm też dwa różne leżaczki bujaczki, no jakoś te dzieci
            faktycznie zająć trzeba. najlepszy jest spacer, po nim śpią od 2-4 godzin wink ale
            z moją trójką nie łatwo się samej wybrać, bo Tonio nie chce za bardzo za rączkę
            chodzić, na szczęście mam ogródek, więc teraz jak jest ciepło, tam spędzamy
            kilka godzin dziennie, starszak ma piaskownicę, zjeżdżalnię, chuśtawkę itp i
            jakoś dzień leci.
            Domowe obowiązki zostawiam na wieczór, w domu nawet w miarę czysto i obiad
            prawie zawsze ugotowany, pomaga mi mąż - który na szczęscie "żadnej PRACY SIę
            NIE BOI" A DZIECI TAK SZYBKO UROSNą i pójdą swoją drogą wink hehehehe

            BUZIAKI PZDR
    • shemsi1 zabawki :) 15.04.07, 21:31
      www.allegro.pl/item181819641_chicco_pozytywka_kolysanka_nagrywa_glos_mamy_.html

      www.allegro.pl/item184590227_chicco_play_gym_duo_zestaw_gimnastyczny_nowy_.html

      to sa rewelacyjne sprawy!!
      pozytywka ma taka opcje ze załączaja sie kołysanki jak małe zaczyna marudzic, a
      koziczki uwielbiaja te melodie smile mozna tez siebie nagrac(b dobra jakosc) i
      jest druga opcja, ze jak marudzi, to sie wlacza moj głos smile
      a stojak tez ma sliczne melodie, mozna go włozyc do lozeczka, pedały piszczą,
      grzechotki grzechocza, oprocz tego sa pozytywki jak sie je porusza.

      mam tez lezaczek z wibratorkiem, tez dzieci lubia tam siedziec
      i mate edukacyjną
      jak sie rano budzą rozkładam to na łózku duzym i robie plac zabaw smile

      i karuzelę tez maja nad łózeczkiem smile
      nie musze ich nosic
    • anuszkak26 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 24.04.07, 17:16
      Ja podziwiam mamy które nie korzystają z żadnej pomocy przy bliźniakach.Ale nie
      wierze że nie cierpią na tym dzieci.Przy moich nie dała bym sobie rady sama
      chyba że pozwoliła bym aby ciągle płakały.Mój synek to nerwus straszny i chwile
      sam nie poleży.Wyje jak karmie córcie.Nie zaśnie bez noszenia na rękach.
      Może gdybym miała dwójke tak spokojną jak córcia to mogłabym zostać
      sama.Niestety ale musze wołać męża i mame do pomocy.Co 2 tyg przyjeżdża
      teściowa i szwagierka.Może czasem działają mi na nerwy ale mogę wtedy wyjść z
      mężem do kina,do znajomych,wyspać sie.Korzystaj z pomocy jeśli tylko możesz.
      • anna_sla Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 24.04.07, 21:47
        Moje nie cierpią, a nawet mogłabym rzec, że wypogodniały. Ja nie nosiłam i dużo
        czasu im poświęcam i naprawdę funkcjonujemy, obejrzyj nasze zdjęcia, dzieci
        radosne. No fakt bywam tak zjechana na maxa, że np. tego dnia tylko wegetuję,
        wtedy kładę się obok nich na podłodze, oni na mnie włażą, ciągną za włosy i też
        jest wesoło. Wystawiam ich na balkon i nie martwię się brakiem spaceru.
        Wcześniej nie mogłam sobie na to pozwolić, jak byli mniejsi (do 5-go m-ca),
        musiałam być cały czas na pełnych obrotach i byłam i to z uśmiechem jeszcze.
        Dopiero jak mi kręgosłup siadł inaczej na to spojrzałam i teraz boję się znowu
        tak zasuwać jak maszyna, ale ja ich nie nosiłam, a też mam syna nerwusa z
        neurologicznie stwierdzoną nadpobudliwością. Właśnie w czwartek jadę do
        neurologa i trochę się denerwuję.. Chcę schudnąć, więc jak pobiegam to dobrze ;P
    • anuszkak26 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 25.04.07, 09:50
      Mojej córci nie muszę nosić bo zsypia sama i nie ma takiej potrzeby ale synek
      bez noszenia nie zaśnie i dopiero jak zapadnie w głęboki sen to mogę go odłożyć
      do łóżeczka.Nie wiem jak mogłabym "starać" sie nie nosić jak wyje w łóżeczku
      albo na rękach.Jest tak absorbujący że nie mam czasu na nic.Gdyby nie mąż i
      mama to chyba nie miała bym kiedy wyjść do WC.Dużo zależy od dzieci.A moja
      inwencja twórcza tutaj nic nie pomoże.
      • anita334 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 25.04.07, 14:46
        anuszkak26 napisała:

        > Mojej córci nie muszę nosić bo zsypia sama i nie ma takiej potrzeby ale synek
        > bez noszenia nie zaśnie i dopiero jak zapadnie w głęboki sen to mogę go
        odłożyć
        >
        > do łóżeczka.Nie wiem jak mogłabym "starać" sie nie nosić jak wyje w łóżeczku
        > albo na rękach.Jest tak absorbujący że nie mam czasu na nic.Gdyby nie mąż i
        > mama to chyba nie miała bym kiedy wyjść do WC.Dużo zależy od dzieci.A moja
        > inwencja twórcza tutaj nic nie pomoże.
        Popieram w całej rozciagłości.Do mnie równiez nie przemawia gadka o "inwencji
        twórczej, odpowiednim podejściu itp.Dzieci są różne i tak jak my dorośli mają
        różne temperamenty.Powiem wprost,gdybym została sama z moimi narwańcami {etap
        biegania,wspinania na co się da i oczekiwania zainteresowania non stop}to bym
        się chyba poszła utopić.Serio mówię,nie jestem histeryczką.No nie wiem może to
        kwestia wieku.Mam 36 lat i zauważyłam,że przy poprzednich dzieciach
        {pojedynczych wprawdzie} kilkanaście lat temu, nie narzekałam zostajac sama
        całymi dniami.
    • anuszkak26 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 25.04.07, 20:44
      Ja rozumiem że czasem się nie ma wyjścia i trzeba zostać samemu z
      bliźniakami.Ale jeśli się ma możliwość korzystania z pomocy to warto naprawde,
      a nie zgrywać "super matke" która żeby wszystkim pokazać jak świetnie daje
      sobie radę sama pozwala żeby dzieci wyły i sie wypłakiwały.A i siebie
      doprowadzać do wycieńczenia naprawde nie warto.Wypoczęta mama to bardziej
      szczęśliwe dzieci smile
      • cytrusowa Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 25.04.07, 21:04
        wiecie co?
        jestem prawie miesiac u rodzicow, zostalam po chrzinach i powiem wam ze to byl
        pomysl jak sie patrzy.
        dzieki mojej kochanej mamie moglam wreszcie pospac dluzej niz 6 godzin, gdy
        przespalam 8, rano bylam nieprzytomna, hihih

        lekarz stwierdzil u mnie pernamentne przemeczenie iz alecil dogadac sie z mezem
        lub rodzina, by wstawali w nocy do dzieci, mama tak robi i nareszcie czuje ze
        zyke i moge robic cos innego niz tylko siedzenie w domu i nianczenie dzieci.
        to naprawde pomagasmile

        i jest mi na tyle dobrze, ze wroce tu niedlugo - moi rodzic echętnie pomagają i
        chwala im za to!

        polecam dziewcyzny, jesli macie pomoc, proscie lub po prostu jak ktos
        proponuje, nie odmawiajcie
        • aglange Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 25.04.07, 22:59
          fajnie jak proponuje - ja niestety z mężem opiekujemy się sami. Do 7 miesięcy
          dzieci siedzialam sama - mąż pracował.Mama starała się mi pomóc w pierwszych
          tygodniach ale nie wypaliło- miałam swoją wizję opieki nad dwójką dzieci i się
          udało. Dużo zależy od dzieci na ile są absorbujące. Wróciłam do pracy i w tej
          chwili większość dnia jest niania - super jest.
          Nie żałuję, że nie ma nam kto pomóc choc tak jak każdy chciałabym mieć chwilę
          na spokoje gotowanie nie ciągle w biegu, zrobienie porządków itd.
          Ale najważniejsze, że maluszki sa zdrowe !!!! już mija nam szczęsliwie prawie
          14 miesięc smile
          trzymajcie się
        • anuszkak26 Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 26.04.07, 08:59
          Ja miałam tak jak zostałam po Świętach tydzień u teściów.Teściowa ze szwagierką
          zajmowały sie maluchami a mi dawały sie wyspać,odpoczywać.Mogłam iśc na
          zakupy,do kina itd.Jak przespałam 8 godz (pierwszy raz od 3 mies) to obudziłam
          sie otumaniona taka ilością snu smile
          Też zamierzam jeździć do teściów chociaż raz w miesiącu na tydzień żeby
          odpocząć.A teściowa i szwagierka są w siódmym niebie że mogą zajmować się
          maluchami.
          • cytrusowa Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 27.04.07, 15:39
            hehe, jakbym czytala o osbie.

            od początku maluchy byly tylko na mojej glowie, bo maz w pracy a mieszkamy
            ponad 100km od moijej rodizny.

            dopiero teraz na powaznie dalam moejj mamie pomagac - jakos nie klocimy sie czy
            spieramy, ot drobne roznice zdan sie zdarzają ale szanujemy sie wzajemnie.
            dzieki mamie przespalam noc po raz pierwszy od kilku mcy, bo pod koniec ciazy
            tez nie spalam, hehe

            no i tez po tych 8h obudzialm sie otumaniona, wrecz nieprzytomna i nie
            wiedzialam co sie wokolo dzieje.

            teraz znow wracam do siebie, i znow bede 12h sama z malymi, i znow bede
            niewolnica w 4 scianach, bo prawie nigdzie z maymi wyjsc sie nie da.

            ale zacisne zeby i troche wytrzymam po to, by zno za mc, poltora przyjechac do
            rodzicowsmile i polaczyc przyjemne z pozytecznym
    • krynicka Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 27.04.07, 16:43
      Myślę że nie ma jednej recepty czy też odpowiedzi na powyższy problem. Wszystko
      zależy od tego jakie są dzieci i jakie my jesteśmy a także jakie mamy warunki
      etc. Każdy jest inny. Ja zajmuję sie sama dziećmi mąż w pracy całymi dniami a
      obie rodziny daleko w innych miastach ( chociaż tećiowa od dnia narodziń
      dzieciaków jest spakowana i tylko czeka na sygnał ha ha ha )
      Daje sobie radę z dziećmi sama ale wiem że to tylko dlatego ze dzieciaki mi w
      tym pomagają , sa grzeczne nie chorują ładnie jedzą i sa pogodne, nie było
      kolek czy gorączek jak skończyły 3 miesiące ( teraz mają 6 ) przesypiają całe
      noce. Ja sie wysypiam i mam siłe aby sie nimi zajmować. Nie weim jak by było
      gdyby były problemy ( np, kolki zarwane noce ) - pewnie prosiłabym o pomoc aby
      trochę odpocząć i zdysnasować sie. Nie wiem też jak to bedzie dalej. Ciesze sie
      ze póki co daje sobie rade sama nie uważam sie za bohaterkę tylko tak sie
      złożyło ale wiem ze sie da z pomoca dzieci oraz męża
      pozdrawiam
      A.K
      • cytrusowa Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 27.04.07, 21:53
        no no, to calkiem jak moja - tylko czeka na telefonwink

        ale sie wygadala, ze gdyby zostala sama z ryczącą dwojką, usiadlaby razem z
        nimi i plakala - bidna, wydala na siebie wyrok, hihihihi
    • ikiwiki Re: opieka w pojedynke nad bliźniakami. 02.05.07, 13:17
      dam ci dobra rade. nigdy nie odrzucaj pomocy nad dziecmi. moje blizniaczki maja
      rok i 8 miesiecy. z mezem wyszlismy raz na piwo z wymierzona godzina powrotu po
      2 godzinach. ciagle siedze w domu, nie mam prawie z nikim kontaktu, kolezanki
      maja wazniejsze sprawy, a ja sie sama zacharowuje w domu. marze zeby ktos wzial
      mi dzieci chocby na godzinke, zeby pobyc troche sama, ale kazdy mi odmawia bo
      ma zawsze cos innego do roboty. juz nie daje rady. a ty jezeli teraz bedziesz
      odrzucala wszystkich pomoc to pozniej bedziesz miala tak jak ja.
Pełna wersja