anna_sla
22.01.08, 13:59
Wszyscy powtarzają, że mamy za dużo zabawek (to fakt, mam ich ogrom), że oni
swoim dzieciom tyle nie sprawiali, że przesadzam itd.. Mąż też narzeka, że za
dużo zabawek. Ostatni problem z biciem nas przez Krzysia prawie zażegnany,
dzieci nauczone już, że bić się nie wolno i nie było o co, bo zawsze zabawek
full więc mieli inne zainteresowania (kuksańce do dziś się zdarzają, ale
kontrolujemy to), nawet wręcz Krzysio zaczął pocieszać rodzeństwo gdy coś im
nie po nosie jest głaszcząc ich (Magda robi to od ich urodzenia), Bartusiowi
też się zdarza.. więc stwierdziłam, że może faktycznie czas ograniczyć ilość
zabawek.. Pozamykałam w pojemnikach ciężko-otwieralnych zostawiając tylko
kilkanaście zabawek dyżurnych w jednym pokoju i jeden otwarty pojemnik w
drugim pokoju i tylko od czasu do czasu na ich prośbę otwieram któryś pojemnik
i składam jak chcą drugi. Bałagan wcale nie zniknął, bo okazuje się, że
ilekolwiek zostawię to i tak rozwalą je tak po podłodze, że będzie się
wydawało, że wciąż jest bałagan... ale..
no właśnie, ograniczenie ilości zabawek wzbudza w nich niedosyt, więc szukają
innych wrażeń. W ten sposób zaczęły mi jeździć po mieszkaniu pufy, stołki i
krzesełka po to aby przystawić do mebli i wdrapywać się wyżej i ściągać
cokolwiek tam jest i grają na kaloryferze (co pewnie doprowadza do szału
sąsiadów - wiem jak mnie to denerwuje jak ktoś stuka). Już powyciągali stos
płyt CD z bajkami, drobne i niebezpieczne zabawki i książeczki (farby
akwarele) Madzi, które wyciągam kiedy chłopcy śpią i zaczynają wchodzić coraz
wyżej przy pełnym zaangażowaniu obojga. Stwierdzam, że jednak duża ilość
porozwalanych zabawek jest zdecydowanie lepsza niż to co robią teraz i chyba
jednak pootwieram te pojemniki..