mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzieci

26.01.08, 08:55
Wiecie co... Czytam sobie czasem forum Niemowlę (jest trochę bardziej aktywne
- więcej mam). Czytając niektóre wypowiedzi mam pojedynczych dzieci taka
refleksja przychodzi mi na myśl. My jako mamy wieloraczków na więcej pozwalamy
naszym pociechom (przynajmniej ja). Większości mam z tamtego forum nie
spuszcza dziecia z oka. Ja osobiście sobie tego nie wyobrażam. Nie wyobrażam
sobie położyć dzieci na podłodze w jednym miejscu i stać nad nimi. Muszę
czasem iść do kuchni (co prawda jest w tym samym pokoju, ale od dzieci jednak
trzeba odejść), do łazienki, coś zrobić. Pozwalam moim 8-miesięczniakom ganiać
po całym mieszkaniu i odkrywać świat.

Jak to jest u was? Może to jest jedynie moje podejście do dzieci a nie ogólnie
mam wieloraczków?
    • lilka.k Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 09:21
      Dokładnie mam takie samo zdanie jak czytam fora.
      Moje dzieci potrafią się obudzić o 6 i bawią się same do 8, podczas gdy ja śpię
      i nic nie słyszę smile. Nauczone są samodzielności i niesłychanie się cieszą jak
      się bawimy z nimi, bo nie jestem non stop z nimi.
      • pizmak31 Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 10:35
        mysle, ze brak skoncentrowanej uwagi na dziecciach wynika z tego, ze fizycznie
        czlowiek by nie dal rady. stad blizniaki sa mniej "wyogladane" i "wyobserwowane"
        niz pojedyncze. czasami, jak czytam posta, w ktorych mamy pisza, ze o jakims
        szczegole u swojego dziecka, na ktory ja bym nigdy nie zwrocila uwagi, to
        pocieszam sie, ze one po prostu maja wicej czasu...
        • trojakowamama Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 11:40
          Ja różnice widzę np na placu zabaw, pojedyncze mamy wchodzą ze
          swoimi dziećmi na ślizgawkę, albo czekają pod nią, biegają za
          dziećmi krok w krok...ja za to stoję niekoniecznie blisko dzieci,
          ale za to w takim miejscu placu zabaw, żeby wzrokiem objąć całą
          trójkę i być mniej wiecej w takiej samej odległości od każdego
          dzieckasmile
        • anna_sla pizmak 26.01.08, 21:10
          a wiesz co? Ja mam trójkę (w tym bliźniaki) i wyłapuję takie drobiazgi i
          szczegóły u każdego, że łatwiej mi reagować w porę kiedy pojawia się jakiś
          problem. Wiele osób mi się dziwi jak ja to robię i skąd wiem/jak dostrzegam, bo
          przecież jestem z nimi praktycznie sama. Dlatego to może też kwestia charakteru??
      • domininja Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 16:28
        powiedz jak to robisz ze śpisz kiedy oni się bawią smile ja tak nie potrafię sad jak
        już się rano zbudzę na ich karmienie, to nie potrafię potem zasnąć. słyszę jak
        pełzają po łózeczkach, gadają, krzyczą do siebie, no i nici ze snu wink
    • anna_sla Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 11:59
      w pewnym stopniu masz rację, bo istotnie trudno jest stać nad dwójką dzieci i na
      nic im nie pozwalać zwłaszcza gdy już się przemieszczają. Wielokrotnie było tak,
      że ja biegłam ratować jednego z opresji a w tym czasie drugi przycisnął sobie
      paluszki albo spadł z ławy, na którą zdążył już wejść itd..

      ale jako mama najpierw pojedynczego dziecka a dopiero potem bliźniaków powiem
      Ci, że to też kwestia podejścia do dziecka, bo swoją córkę wychowywałam
      dokładnie tak samo. Nie raz plątała się pod stołami między nogami krzeseł. Moja
      mama już biegła ją wyciągać a ja siedziałam i patrzyłam jak sobie radzi i
      reagowałam tylko gdy faktycznie tego potrzebowała..
    • agnieszka_i_dzieci Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 13:15
      To kwestia podejścia rodziców. Myślę,że jakbym miała jedno dziecko to też nie
      biegała bym za nim ciągle. Niech się uczy samodzielności. Ale na pewno u mam
      więcej niż jednego dziecka jest to częstsze niż u pojedynczych- ze względów
      praktycznych po prostu. Jakby tak biegać za dwójką to zwariowanie murowane.
    • mamakubusia9 Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 13:53
      Myślę, że to zależy indywidualnie od każdej mamy. ja jestem póki co
      mamą pojedynczego dziecka i nigdy nad nim nie siedziałam.
      Zostawiałam go samego w łóżeczku czy potem w kojcu, umiał sie sobą
      zająć, a ja mogłam robic inne ważne rzeczy. Zawsze śmieszyły mnie
      matki, które wiecznie z dzieckiem na ręku wszystko robiły albo nic
      nie umiały zrobić bo maja dziecko. Bez sensu. Jak się dziecko od
      samego początku wychowuje tak, że mu się daje pewną swobodę to nie
      ma problemu. Mój Kuba ma teraz prawie 3lata i świetnie potrafi sie
      sam bawić w swoim pokoju godzine, a nawet dłużej. Czasem zaglądam
      jak za długo jest cicho smile ale nie przeszkadzam mu w jego rozwoju,
      poznawaniu świata. Przy bliźniakach tez tak będę robić.
      • domininja Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 16:14
        No widzisz, jednak zdarzają się wyjątki wink szczerze gratuluję zdrowego
        podejścia. Jak czytam po raz n-ty wypowiedź mamy która praktycznie wyzywa inną
        od głupich i nieodpowiedzialnych, bo ta zostawiła malca na chwilę samego (i coś
        tam się stało), to mnie krew zalewa. Ja rozumiem, że nie należy utrzymywać
        bezpieczny dom, myśleć co się robi, ale żeby od razu z takim jadem ganić drugą
        osobę, to naprawdę dla mnie przesada. Dziecko też musi się nauczyć co to upadek,
        JAK upadać, jak NIE upadać. Przecież tego wszystkiego dziecię uczy się
        doświadczeniem.
        Może za bardzo emocjonalnie do tematu podchodzę...
        • prolens Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 17:06
          domininja, takie podejscie o jakim piszesz maja młode nawiedzone
          mamy wink Żadna mama która ma zdrowy rozsadek nie lata ciagle za
          dzieckiem a w przypadku gdy ma sie więcej niz jedno dziecko jest to
          fizycznie niemożliwe bo pączkować nie umiemy.
          Ja np zostawiam bliźniaki spiące w domu na parę minut gdy musze iść
          po starszą do p-la. Bardzo czesto bawią się sami w pokoju. Nigdy się
          nic nie stało ale w sumie stac sie moze. Wystarczy ak jedno zepchnie
          drugie z werrsalki. I trzeba to również brać pod uwagę w luzie
          swobodnego wychowywania dzieci. Ja wierze i mam nadzieje że będzie
          dobrze. Na place zabaw chodze z trójka sama, chociaż był czas że był
          to dl mnie ogromny sters bo córka starsza wsponala się na liny,
          jedno leciało do hustawki a drugie na zjeżdżalnie. A dziecko w wieku
          1,5 roku nie mysli za bardzo o niebezpieczeństwie. I pare razy
          z "góry" zjeżdżalni spadli sad

          lilka, mi się wydaje że umiejetność bycia samemu to trochę jednak
          temperament a nie wychowanie. Nawiasem mówiąc nie wyobrażam sobie
          dzieci poniżej roku które SAME bez żadnej ingerencji bawia sie 2
          godziny. A w sumie skąd wiesz co robią jak spisz?? wink I nie sa rano
          glodni, nie przeszkadzaja im mokre pieluchy? Nie przewrócą się, nie
          chca czegos od Ciebie??
          Masz bardzo fajnego bloga, BTW.
          • lilka.k do prolens 26.01.08, 17:25
            No ale mam ustawiać budzik co 15 minut i chodzić od 3 rano sprawdzac czy śpią?
            Nie rozumiem. Budzą się, nie są jeszcze głodne, nawet im dzisiaj rano kupa w
            pieluchach nie przeszkadzała o dziwo.otworzą oczy i leżą i gadają sobie do siebie.
            A co do zabawy...oczywiście, że ich samych nie zostawiam, mam otwarte drzwi do
            ich pokoju i co chwilę zaglądam.
            Co do bloga..dzięki wink
          • grzalka Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 19:38
            też jestem zdania, że to kwestia rodzica bardziej niż ilości dzieci,
            w końcu przez przwie trzy lata byłam mamą pojedynczego dziecka i
            myślę, że ona miała nawet więcej swobody niż tych dwóch agentów- bo
            to było inne dziecko po prostu
          • anna_sla do prolens 26.01.08, 21:18
            ja też przysypiam przy dzieciach i nie w nocy ale rano, przez moją chorobę mam
            kiepskie samopoczucie od dłuższego czasu.. ale.. moje wychodzą z łóżek już. Na
            ogół jest tak, że wstaję razem z nimi, przebieram, dostają kaszkę w dziobki
            (śniadanie jadają razem ze starszą córą), włączam bajki i kładę się. Śpię bardzo
            czujnie, ale nie obawiam się o dzieci, mieszkanie mam zabezpieczone, a oni i tak
            co jakiś czas podchodzą przytulają się do mnie, głaszczą mnie bądź domagają się
            głaskania ich. Wykonuje to wszystko ledwo widząc na oczy i reaguję na każdy
            pisk, wrzask, płacz czyli to jest tak, jakbym wyłączała się na 5-20 minut. O
            innych niebezpiecznych akcjach informuje mnie córcia bądź sama interweniuje..
    • hannamay Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 26.01.08, 19:46

      ja tam jestem i mama blizniat i mam tez ju zprawie 3 letnia
      coreczke. i szczerze powiem zal mi troche dzieci ktorych mamy ucza
      takiej nadmiernej samodzielnosci od poczatku. nikt mi nigdy nie
      mowil ze bedzie latwo i gdybym takie rozwiazanie przyjela pewno nie
      zdecydowalabyms ie na dziecko. ja staram sie spedzac kazda chwile z
      dziecmi i jak najwiecej z nimi bawic sie, tulic, rozmawiac i
      uczyc .. wiem ze to fantastycznei procentuje w poznioejszym wieku a p
      [rzede wszystkim spraia mi to radosc! nie wyobrazam sobie zas
      zostawic spiace dzieci i jechac odebrac corke do przedszkola ktore
      jest 5 min samochodem jak niektore mamy to robia, nie wyobrazam
      sobie zostawic na 2 godz same dzieci i bawcie sie, nie wyobrazam
      sobie zostaawic krzyczace dziecko bo wlasnei ma samo zasnac .. wiem
      ze jest to krotkotrwaly sukces nawet jesli zasnie. wiem ze im
      batrdziej sa do mnei przywiazane, tym bardziej wbrew pozorom
      pewniejsze sie czuja kiedy mnie nie ma ( szczegolnei w pozniejszym
      wieku), wiem ze latwiej je uspokoic ze mniej tantrum pozniej jest i
      duzo sie o swiecie ucza bedac obok mnie, kiedy zawsze mnei widza i
      kiedy opowiadam mi o swiecie ..
      • anna_sla hannamay 26.01.08, 21:23
        ale uczenie dzieci większej samodzielności wcale nie oznacza, że ma się gorszy
        kontakt z dziećmi niż Ty masz ze swoimi. Jest czas na pieszczenie i czas na
        samodzielność.
        • sula_i_komary Re: hannamay 26.01.08, 21:45
          Zgadzam się w 100% z anna_sla smile).
        • hannamay Re: hannamay 26.01.08, 22:11
          wiesz jesli potrafisz zbalansowac chwile spedzone z toba i chwile
          bez, z przewaga tych wraz z mama, bo niby co ma dziecko male
          potrzebowac wiecej niz bliskosci mamy (?!) to idealnie ... to jest
          wlasnie moej podejscie i tak wlasnie sie staram .. nie jestem non
          stop przywiazana do dzieci ale wcia zmam je w zasiegu wzroku i
          rozmawiam z nimi i mnie slysza i widza. ja tez mam tez starsza corke
          i dom wielki i tysiac innych spraw, chodzi mi o to ze jestem
          zupelnei przeciwna traktowaniu dzieci podmiotowo - ty sobie lez i
          baw sie i najlepeij jak sam sobie trzymac mleko w lapce bedziesz i
          balaganu nei narobisz, a ja mam wolny czas .. i tak leza te dzieci
          non stop z chwila na przebranie i kapiel i w miedzy czasie
          oczywiscie musza sie nauczyc ( czesto w poczuciu terroru i
          zapomnienia) w placzu jak zasypiac .. a takei traktowanie dzieci dla
          swojej wygody uwazam za niewlasciwe jak dla mnie .. co nei znaczy ze
          wszyscy musza sie zgadzac ze mna smile
          • shemsi1 niemowlak to specyficzne forum :) 27.01.08, 02:51
            tam wszyscy sa jacys wystraszeni i przewrazliwieni.
            Jestem na forum od czasu ciazy, to juz prawie 2 lata, z mamami pojedynczymi
            ktore raczej takie nie są.
            w koncu to dziewczyny wygodne winkale zaznaczam ze nie wyrodne wink

            mysle jednak ze jest róznica w wychowaniu 1 a wiecej. Sama najpierw
            wychowywalam synka i w nocy swieciłam mała lampke by go widziec big_grinbig_grinbig_grin
            a teraz sie ciesze ze jest SPOKÓJ, moge zgasic swiatło i w koncu smacznie SPAC smile
            jest inaczej smile

            małe same zasypiaja w swoich łozeczkach, one by mi nawet w duzym łozku nie usneły!
            adas dłuuuuuuuuugo spał z nami...
            pija kazda sama z podpartej butli od czasu narodzin
            adas miał cyca i był ciagle do mnie przylepiony
            wbrew temu co sie mówi o butelkowych dzieciach, bliskosc tez miedzy nami jest,
            bo sie duzo tulimy, same mi przychodzą smile to takie cudowne...
            • grzalka a ja myślę 27.01.08, 09:07
              że dziecko to element zespołu, jakim jest rodzina, a nie centrum
              tegoż i nie jest dobrze, kiedy potrzeby dziecka wysuwają się na plan
              pierwszy i spychają potrzeby innych

              oczywiście nie mam na mysli niemowląt, bo to jakby inna sprawa, są
              od nas całkowicie zależne

              no i jeszcze co do tego zostawienia dzieci samych w domu- to jest
              karalne, dziecko nie może zostać samo w domu, podczas gdy rodzic
              idzie do przedszkola po drugie, gdyby, odpukać, coś się stało to
              jest odpowiedzialnośc karna
          • anna_sla Re: hannamay 27.01.08, 13:16
            ale przecież żadna z nas tutaj na forum nie traktuje tak dzieci i dzieci są jak
            widzę mocno z nami związane a to znaczy, że umiemy pośrodkować wszystko co
            robimy z dziećmi i obok nich..
          • 100ania Re: hannamay 27.01.08, 17:28
            hannamay napisała:

            chodzi mi o to ze jestem
            > zupelnei przeciwna traktowaniu dzieci podmiotowo - ty sobie lez i
            > baw sie i najlepeij jak sam sobie trzymac mleko w lapce bedziesz i
            > balaganu nei narobisz, a ja mam wolny czas .. i tak leza te dzieci
            > non stop z chwila na przebranie i kapiel i w miedzy czasie
            > oczywiscie musza sie nauczyc ( czesto w poczuciu terroru i
            > zapomnienia) w placzu jak zasypiac ..

            a ty zawsze widzisz tylko czarne i białe?
            jak matka pozwala dziecku na samodzielną zabawę, to od razu jest tą złą macochą co dziecka przytulać nie lubi i cały sens macierzyństwa jej umyka;
            jak nie nosiła dziecka na rączkach, kiedy ryczało, to też jest zła, bo dziecku poczucie bezpieczeństwa odebrała;
            jak chciała, żeby dzieci same zasypiały, to im pewnie miłości i czułości poskąpiła

            a może dopuść do siebie myśl, że każda normalna matka posiadająca więcej niż jedno dziecko, która w dodatku ma inne obowiązki domowe, musi sobie czas tak zorganizować, żeby ze wszystkim zdążyć, czasami kosztem siedzenia z dziećmi na dywaniku i patrzenia przez 3 godziny jak pięknie się bawią, albo usypiania ich przez półtorej godziny na kolejne półtorej godziny
            i przestań tym oburzonym tonem krytykować zdroworozsądkowe podejście do życia i wmawiać wszystkim naokoło, że dziecko uczone samodzielności jest nieszczęśliwe lub nawet pozostawione na trochę samo sobie, czuje się skrzywdzone i opuszczone i w dodatku sądzi, że mama go nie kocha



            ja nie mam swoich dzieci wciąż w zasięgu wzroku; niestety układ mieszkania mi na to nie pozwala i w chwilach, kiedy muszę zrobić coś w kuchni priorytetem jest dla mnie zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa. Oznacza to, że kilka chwil muszą spędzić w kojcach. Alternatywa jest pozostawienie ich na podłodze i zaryzykowanie, że wlezą na kanapę i zleca na głowy. Nie zawsze im się to podoba. Czasami protestują. Ale czy przez ich krzyk starszy brat ma nie dostać śniadania? Albo czy z powodu chwili ryku ja mam nie iść do kibelka? I co? Pampersa sobie założyć?
            Należy rozróżnić, kiedy bliskość mamy jest rzeczywiście konieczna i dziecku jest źle, chce być przytulone, pogłaskane, a kiedy jego płacz to próba pewnego "wymuszenia" na nas określonego sposobu zachowania się, czyli np. wzięcia na ręce, zostania w pokoju itp.

            A co do różnic między mamą dziecka pojedynczego i wieloraczków, to chyba rzeczywiście kwestia podejścia mamy do życia i wychowania dzieci, ale tez temperamentu dziecka.
            Kubuś był bardzo żywy, kiedy był młodszy i na chwilę nie można go było spuścić z oka, żeby czegoś nie zbroił. Teraz jest już dużo lepiej, bo potrafi się bawić w swoim pokoju, czasami tak cichutko, że aż zaglądam co się dzieje smile I jakoś specjalnie nie martwi mnie to, że moje dziecko potrafi się samo sobą zająć.
            • hannamay Re: hannamay 27.01.08, 20:55

              100ania --

              a dlaczego ty sie tak oburzylas? jestes przekonana ze zapewniasz
              najlepsza z mozliwych opieke i wychowanie swoim dzieciatkom, wiec w
              czym problem? jesli uwazasz swoje podejscie za zdroworozsadkowe to
              po co ta burza?

              ja studiujac rozwoj dziecka teoretycznie i majac jduza praktyke w
              wychowaniu dzieci i swoje ma juz 3 lata i male maja prawie 9 mcy,
              nei wuwazam ze takie podejscie w przypadku moich dzieci byloby na
              miejscu. wrecz przeciwnie.. osobiscie nei czulabym sie dobrze
              wiedzac ze moje dziecko placze dlugie chwile, ze jest samo na siebie
              zdane przy zabawie dlugie godziny itd .. ja tez mam dom, mam starsza
              corke wiec wiem doskonale jak to jest .. tuatj traktujesz mnie jak
              gdybym miala sto sluzacych i nic wiecej jak tylko zabawe z dziecmi,
              tez wiem co to obowiazki, jednaka dzieci to nie szczenieta ktore
              poddaj esie tresurze i stad moj poglad na wychowanie podkreslam
              MOICH dzieci i stad moje zdanie i wypowiedziana opinia .. czy inne
              mamy moga wychowywac w inny sposob? pewno i chwala im niech
              bedzie !!!!

              to raczej ty mowisz innym co wolno a co nioe wolno ( przestan to i
              tamto ... haha) czy krytykuje twoim zdaniem "zdroworozsadkowe"
              podejscie do zycia .. i owszem mam inne zdanie na temat wychowania,
              krytykuje zawsze podejscie a nie osobe zauwaz to prosze, czy czy
              dziecko czuje sie nieszczesliwe, skrzywdzone i opuszczone? moje
              dziecko placzace w nieboglosy przy zasypianiu az zasnie tak wlasnie
              czuloby sie ..

              zawsze i wszedzie mowie o swoich dzieciach, i na ich podstawie
              wnioski wyciagam .. naprawde nei ma sie o co burzyc to ze ja mam
              inne podejscie a ty inne - oby wszystkie prowadzily do wychowania
              szczesliwego dziecka i tyle!
              • anna_sla Re: hannamay 27.01.08, 21:04
                bardzo niefortunnie dobierasz słowa, bo ja również odniosłam takie samo wrażenie
                z Twojej wypowiedzi jak 100ania i również poczułam się dotknięta i niesłusznie o
                coś posądzona..
              • 100ania Re: hannamay 27.01.08, 21:40
                > ja studiujac rozwoj dziecka teoretycznie

                to wiele by wyjaśniało w kwestii różnic w naszych poglądach, bo ja opieram się wyłącznie na praktyce, a wszelkie teorie wszyscy naokoło mogą sobie w buty schować

                jednaka dzieci to nie szczenieta ktore
                > poddaj esie tresurze i stad moj poglad na wychowanie

                inna postawa niż wzorzec jaki wypracowałaś jest według twojej oceny tresowaniem dziecka? Szczenięta się tresuje, dzieci sie uczy i wychowuje. Dziecko, które potrafi bawić się samodzielnie przez jakis czas, to dziecko, które ma rozwinietą fantazję, wyobraźnię, które nie nudzi się we własnym towarzystwie.

                > to raczej ty mowisz innym co wolno a co nioe wolno ( przestan to i
                > tamto ... haha)

                to nie jest pierwszy wątek, w którym oceniasz postawy innych i na podstawie jednego postu wyciągasz wnioski zbyt daleko idące (zdania typu "po coz byc mama jesli dzieci od narodzenia
                staramy sie przyzwyczaic do samodzielnosci i nietykalnosci?" itp.)


                naprawde nei ma sie o co burzyc to ze ja mam
                > inne podejscie a ty inne

                to nie jest burzenie się, tylko ja po prostu piszę to, co myślę, bez głaskania po główce i owijania w kilogramy bawełny.

                tu cytat z wcześniejszej wypowiedzi:
                "chodzi mi o to ze jestem
                zupelnei przeciwna traktowaniu dzieci podmiotowo - ty sobie lez i
                baw sie i najlepeij jak sam sobie trzymac mleko w lapce bedziesz i
                balaganu nei narobisz, a ja mam wolny czas .. i tak leza te dzieci
                non stop z chwila na przebranie i kapiel i w miedzy czasie
                oczywiscie musza sie nauczyc ( czesto w poczuciu terroru i
                zapomnienia) w placzu jak zasypiac .. a takei traktowanie dzieci dla
                swojej wygody uwazam za niewlasciwe jak dla mnie"

                z twojej wypowiedzi wynika jak dla mnie, że matka zostawia dziecko samo, bo musi sobie odpocząć, powylegiwać się, mieć wolny czas. Nie uwzględniasz sytuacji, gdzie matka musi zostawić dziecko samo na chwilę dłuższą lub krótszą, bo się nie rozpączkuje i nie sklonuje.

                Jak tak wnikliwie studiowałaś teorię wychowania dziecka, to pewnie znane ci są metody uczenia dzieci samodzielnego zasypiania? Więc proszę bardzo napisz, jak nauczyć dziecko zasypiać SAMO bez jego płaczu.
                Bo ja znam metody, które mówią o tym, że rodzic zostawia dziecko i wchodzi, kiedy ono PŁACZE, ale nie natychmiast, tylko po pewnym, ściśle określonym czasie.
                Czy to już kwalifikuje sie według ciebie do kategorii "terror"?
                Bo wydaje mi się, że ty nie uznajesz stadium pośredniego między wyciem i spazmami, a płaczem, na który rodzic reaguje w odpowiedni sposób, niekoniecznie przybiegając natychmiast do dziecka i biorąc na ręce.
                Nie wiem jak tobie, ale akurat mi bardzo ułatwia życie fakt, że moje dzieci zasypiają same. Nauczyłam ich tego dla własnej wygody i jest mi z tym dobrze. Bo jak oni zasypiają, to ja wykańczam obiad i mam chwilę dla starszego. A jak zasypiają wieczorem, to sobie mogę poforumować i wtedy to juz mi jest super dobrze.
                • hannamay Re: 100ania 28.01.08, 00:00
                  widzisz ja teraz tez rozumiem dlaczego sie roznimy w pogladach,
                  wlasnei z tego samego powodu ty tylko na praktyce, ja nim za
                  praktyke sie zbaralam troche poczytalam, postudiowalam i czuje sie w
                  ten sposob lepiej. ty twierdzisz ze teorie do butow moga sobie
                  wszuyscy schowac .. i obys z takim podejsciem jak najdalej zaszla..
                  zycze ci tego!

                  gdybys czytala uwaznie moj post kolejny po tym ktory cytujesz
                  zrozumialabys ze ja nad dziecmi swoimi nei stoje non stop,
                  jest to wrecz niewykonalne i kazde dziecko potrzebuje swojej
                  przestrzeni i chwili dla siebie. nei jestem jednak zwolenniczka jak
                  juz pisalam zostawiania dziecka na 2 godz samego bo mama ma
                  waznioejsze sprawy do zalatwienia.

                  ja daje swoim dzieciom duzo swobody, bardzo duzo ale kiedy mam
                  dziecko placzace czy dziecko nieszczesliwe wiem ze wszystko malo sie
                  liczy - wazne jest aby zapewnic komfort dziecku. co wbrew pozosrom
                  wcale nei utrudnia mi zycia - moje dzieci wiedza ze moga na mnie
                  liczyc, ze jestem kiedy potrzebuja mnie i tyle. ja uwazam ze dziecko
                  w pierwszej kolejnosci musi zaspokoic swoje podstawowe potrzeby -
                  mwie tutaj o dziecku do jednego roku zycia - potrzebe bliskosci,
                  bezpiecznosci i pewnosci w danej sytuacji. pozniej mozna mowic o
                  wyobrazni, fantazji i kolejnych potrzebach dziecka ..

                  raz jeszcze oceniam postawe nei osobe .. nei mowei ze pani XY
                  zachowuje sie krytycznie bo to czy tamto .. uwazam raz jeszcze ze
                  dlatego zdecydowalam sie na porzucenie kariery, pracy, innych
                  ciekawych jakze rzeczy aby w sposob totalny zajac sie dziecmi - byl
                  to swiadomy wybor.

                  widzisz tutaj tez sie zgadzamy - ja tez mowie co mysle i kieruje to
                  tylko i wylacznie do siebie i bazuje wylacznie na swoim
                  doswiadczeniu oraz wiedzy poznanej.


                  jeszce raz, nei pisze o totalnym przywiazaniu fizycznym do dziecka -
                  juz sto razy chyba to deklarowalam, takie traktowanie jak napisalam
                  w cytowanym juz 3 raz poscie - uwazma za niestosowne i to bez
                  owijania w kilogramy bawelny smile jesli wcia zchcesz mi przypisywac
                  cos co nie twierdze, nie uwazam to juz to twoja sprawa.

                  studiujac rozwuj dzieck tutaj w usa, moglam poznac inne metody
                  usypianai dziecka nie bazujace na cry-it-out technice, swoja droga
                  coraz bardziej krytykowanej. jednym z powodow dla ktorego wciaz
                  mamy wybieraja ta nestety metode to fakt ze dziecko przelamuje si
                  enajszybsciej i w koncu zasypia .. inne metody wymagaja czasu,
                  poznania potrzeb dziecka, zrozumienai samego fakty zasypianai
                  dziecka i pozniejszych faz snu, poznania temperametu dziecka i
                  czesto takze medycznych powodow zlego spania dziecka ..mowi sie
                  jednak coraz bardziuej otwarcie - tutaj zacytuje - niestety po ang

                  With most of these baby-training regimens you run the risk of
                  becoming desensitized to the cues of your infant, especially when it
                  comes to letting baby cry it out. Instead of helping you to figure
                  out what baby's signals mean, these training methods tell you to
                  ignore them. Neither you nor your baby learn anything good from
                  this.

                  baby training sounds so liberating, but it's a short-term gain for a
                  long-term loss. You lose the opportunity to know and become an
                  expert in your baby. Baby loses the opportunity to build trust in
                  his caregiving environment. You cease to value your own biological
                  cues and judgment and follow the advice of someone who has no
                  biological attachment, nor investment, in your infant.

                  W. Sears, M.D

                  widzisz ja nie patrze na to co mi sprawia wygode, pewno wowczas
                  dzieci nie mialabym, patrze na to co dziecku sprawia bol, dyskomfort
                  i wiem ze to jest faza przejsciowa ktora trwac nie bedzie wiecznie.
                  jesli cos moge w sposob lepszy dla dziecka zrobic to tak wlasnie
                  reaguje.

                  to juz chyba tyle i tak pewno mnie opacznie zrozumiesz.

                  • 100ania Re: 100ania 28.01.08, 11:18
                    szczerze mówiąc to ja już wcale nie rozumiem o czym ty piszesz, bo zaczynam się czuć, jakbym czytała wypowiedzi dwóch różnych osób piszących pod tym samym nickiem

                    > ja daje swoim dzieciom duzo swobody, bardzo duzo ale kiedy mam
                    > dziecko placzace czy dziecko nieszczesliwe wiem ze wszystko malo sie
                    > liczy - wazne jest aby zapewnic komfort dziecku. co wbrew pozosrom
                    > wcale nei utrudnia mi zycia

                    a gdzie wyczytałaś, że mamom z innym podejściem utulenie płaczącego i nieszczęśliwego dziecka utrudnia życie?
                    no dogadać i zrozumieć się to my na pewno nie damy rady
                    • cytrusowa sluchajcie 28.01.08, 12:16
                      co do podejscia mam piszacyhc na niemowlaku i innych mam pojedynczych
                      cackajacych sie z dzieckim, to ja sobiscie zauwazam pewna reugle: teraz jest
                      moda na posiadnie dziecka i bycie na jego zadanie. stad sie biora takie postawy,
                      kotrych ja osobiscie nie rozumiem.

                      nie wyobrazam sobie trzasc sie nad dzieckiem 24h na dobe - to strasznie meczace
                      musi byc.

                      a tak mamy ten komfort, ze nasze dzieci potrafia sie soba zajac, sa w poblizu
                      ale nie wisza u naszych spodni.
                      robie im zupe, placza mi sie w kuchni.
                      jem sniadanie, oblepiaja krzeslo a zaraz potem sie ganiaja.

                      o wlazeniu pod stol i pzehcodzeniu po krzeslach - jak u ani-sla - nie wspomne,
                      bo dla moich to najlepsza zabawa.

                      ja nie mam porownania jak to jest z pojedynczym dzieckim ale nie raz sie
                      zastanawialam jak by to bylo z jednym. i stwirdzilam ze nudno, bo caly czas
                      gapilabym sie i wyszukiwala rozne rzeczy u dziecka.

                      zdarzylo mi sie byc z jednym dzieckiem w szpitalu, jak bylysmy w Pl. druga
                      zostala w domu pod czula opieka dziadkow.
                      no i corka, z ktora bylma w szpitalu potrafila zajac sie soba ale bylo dziwnie.
                      i dla niej i dla mnie. ja z nudow zaczelam wyptarywac a to jakis krostek na
                      ciele, a to krzywego zabka...same wiecie o co chodzi

                      takze wracajac do meritum sprawy uwazam, ze takie panny sa po protu
                      nieszkodliwe, hehe. choc nie ukrywam, ze jak dla mnie meczace i mam nadzieje, ze
                      duzo takich an swojej drodze nie spotkamsmile
                      • 100ania odnośnie "niemowlaka" 28.01.08, 13:56
                        jak czasami tam wejdę (z nudów, albo ktoś podlinkuje wątek do pośmiania) to rzuca mi się w oczy taka tendencja do używania słów "dzieciątko, dziecię, dziecinka, skarbeczek, niunia, niunio, niuniuś" itd. Wiecie o co chodzi. Takie typowo słodko-pierdzące ciumkanie zamiast normalnego "dziecko" "synek" "Kuba".

                        na innych forach chyba nie ma tego w takim natężeniu?

                        a u was jakie funkcjonują "domowe" określenia?
                        bo u mnie to są: chłopaki, chłopaczyska, smyki, urwisy, brzdące, małolactwo, wstręciulizny (okreslenie na specjalne okazje smile))), a kiedy dadzą mi w kość to tatuś dowiaduje się, że ma w domu bachorstwo smile))
                        • lilka.k Re: odnośnie "niemowlaka" 28.01.08, 14:10
                          Normalnie, po imieniu. Żadne niuńki ani nic takiego smile
                        • chrust5 Re: odnośnie "niemowlaka" 28.01.08, 15:39
                          Szeroko pojete 'niunie' to ja slysze od roznych pojedynczych mam na
                          placu zabaw smile U nas sa rozne warianty imion (zwlaszcza Krystyna
                          jest do tego dobra), lobuziaki, dranie, prosiaczki i grubaski -
                          ironicznie, bo petaja sie w okolicy 10 centylu -, wszystko
                          oczywiscie z czulym usmiechem na ustach smile
                        • prolens Re: odnośnie "niemowlaka" 28.01.08, 15:41
                          Ja mówię po imieniu, przerabiam imiona a jak jestem zła to brzydko
                          ich nazywam. Nie napisze jak ;-PPPP
                          W kazdym bądź razie mąz jest oburzony jak mogę tak na własne dzieci
                          mówic wink)
                    • hannamay Re: 100ania 28.01.08, 17:00

                      gdybys uwaznie czytala moje wszystkie posty a nie cytowac jeden
                      fragment bez czytania nastepnego i bazowanie na nim bezspodstawnie.

                      po drugie ja pisze o jedno a ty albo negujesz i na tej podstwie
                      podnosisz pytanie tak jak tutaj - ja pisalam ze moja pozycja nie
                      utrudnia mi zycia - a ty od razy negujaco pytasz - "a gdzie
                      wyczytalas że mamom z innym podejściem utulenie płaczącego i
                      nieszczęś liwego dziecka utrudnia życie?". irytujace to bardzo bo
                      nigdzie nie wyczytalam i wcale nie mowie ze utrudnia - mowie tylko
                      ze moja postawa nie utrudnia mi zycia i tyle ... naprawde
                      nielogiczne troche jest twoje rozumowanie bez owijania w bawelne ..
                      czy ty tak zzawsze innych slowa kierujesz do siebie i na tej
                      podstawie sie oburzasz?
                      • 100ania Re: 100ania 28.01.08, 17:22
                        nie, nie zawsze. Zaczęłam po twojej odpowiedzi na mój post w innym wątku.
                        • hannamay Re: 100ania 28.01.08, 17:53
                          sama napisalas "nie dałam się sterroryzować" i ze twoje dzieci
                          traktuja "twoje towarzystwo traktują jako nagrodę, bonus, dodatkową
                          atrakcję", i ze "sami zasypiają (od zawsze, zero kołysania,
                          głaskania, noszenia" ...

                          nie jest to zdecydowanie moje podejscie do wychowania i probowalam
                          sie ustosunkowac do tego .. i moje przemysleni
                          • 100ania Re: 100ania 28.01.08, 22:15
                            nie dałam się sterroryzować = nie brałam na ręce za każdym razem, kiedy dziecko tylko piśnie (a widzę, że krzywda się nie stała) zamiast próbować na ewidentne marudzenie zaradzić w inny sposób (pogłaskać, pokazać inną zabawkę, odwrócic uwagę), nie nosiłam w kółko na rękach raz jednego, raz drugiego, nie szłam do kuchni czy kibelka z dzieckiem na ręku albo plecach

                            są zabawy do których absolutnie nie jestem im potrzebna (przełażenie między krzesłami pod stołem, klepanie łapkami w lustro, zabawa brzęczącą lokomotywą itp.) i w te zajęcia, przy których świetnie bawią się sami lub ze starszym bratem ja nie ingeruję, ale kiedy widzę, że się znudzili, to siadam na podłodze i chłopcy wiedzą, że będziemy turlać do siebie piłkę, wrzucać klocki do żyrafy i rybki (chociaż z tym akurat też zaczęli sobie świetnie radzić sami), bawić się fontanną z piłkami, albo chować i szukać. Dlatego moje towarzystwo traktują jak dodatkową atrakcję, bo robimy coś innego, niż mogą robić sami.

                            sami zasypiają. Od zawsze. Tak, to prawda. Taki nawyk po 5 i pół tygodniach pobytu w szpitalu im został. Nie widzę żadnego powodu przyzwyczajania dziecka do kołysania, czy usypiania na rękach, jeżeli dziecko po jedzeniu odłożone do łóżeczka natychmiast zasypia. Kiedy się przebudzali, czy mieli problemy z zaśnięciem, to reagowałam, ale tez nie noszeniem, tylko głaskanie, nuceniem kołysanek.

                            Nie zgadzasz się z moim podejściem do wychowania, ok. Ale ty, nie wnikając w szczegóły, nie pytając nawet, czy to co napisałam oznacza, że w ogóle dzieci nie przytulam, że nie znają bliskości mamy, oceniłaś moją wypowiedź i mój sposób wychowywania dzieci jednym zdaniem, cytuję "po coz byc mama jesli dzieci od narodzenia staramy sie przyzwyczaic do samodzielnosci i nietykalnosci?"

                            A według mnie mamą jest się między innymi po to, żeby nauczyć dziecko samodzielności, oczywiście w stopniu adekwatnym do wieku dziecka i jego umiejętności, po to żeby później radziło sobie w życiu, wśród rówieśników, żeby wiedziało, że może w pewnych sytuacjach poradzić sobie samo bez oglądanie się na mamę, której akurat może nie być w pobliżu.
                            I jeżeli nie zaczynamy uczyć naszych dzieci samodzielności dostatecznie wcześnie, to może sie okazać, że w momencie, kiedy wypuszczamy je spod naszych skrzydeł (przedszkole, szkoła), to dziecko bez nas nie potrafi podjąć najprostszej decyzji, nie poradzi sobie w sytuacji konfliktowej (rówieśnicy) i nie będzie radziło sobie ze swoimi emocjami, bo zawsze mama tuliła w ramionach jak się rozpłakało, a teraz nie ma tych ramion w pobliżu, więc jak inaczej sie uspokoić?
                  • trojakowamama Re: 100ania 28.01.08, 20:47
                    hannamay napisała:

                    > widzisz ja nie patrze na to co mi sprawia wygode, pewno wowczas
                    > dzieci nie mialabym, patrze na to co dziecku sprawia bol,
                    dyskomfort
                    > i wiem ze to jest faza przejsciowa ktora trwac nie bedzie
                    wiecznie.
                    > jesli cos moge w sposob lepszy dla dziecka zrobic to tak wlasnie
                    > reaguje.


                    A moim zdaniem dziecko musi w końcu kiedyś odczuć dyskomfort choćby
                    po to, aby nauczyło się sygnalizować o tym rodzicom, aby nauczyło
                    sie kontrolować swoje emocje, aby nauczyło się opanowywać
                    frustrację, aby uczyć się pokonywać przeszkody itp.
                    • 100ania trojakowamamo 28.01.08, 22:16
                      trojakowamama napisała:

                      > A moim zdaniem dziecko musi w końcu kiedyś odczuć dyskomfort choćby
                      > po to, aby nauczyło się sygnalizować o tym rodzicom, aby nauczyło
                      > sie kontrolować swoje emocje, aby nauczyło się opanowywać
                      > frustrację, aby uczyć się pokonywać przeszkody itp.

                      z klawiatury mi to wyjęłaś smile))
                    • hannamay Re: 100ania 28.01.08, 23:12

                      trojakowamama --

                      nie trzeba dlugo czekac az dziecko odczuje dyskomfort ( "musi w
                      końcu kiedyś odczuć dyskomfort" ) juz w trakcie opuszczanai lona
                      matki wlasnei taki dyskomfort czuje i po narodzeniu kazde jedno
                      dziecko w chwili kiedy czuje sie zagrozone, wystraszone, przerazone
                      to sygnalizuje swoim placzem. placz to forma komunikacji i kazde
                      jedno dzieckow ten sposob wlasnie komunikuje swoje potrzeby. dziecko
                      nie moze racjonalnie poczekac, nie moze zaspokoic swoich potrzeb
                      samodzielnie. to co pragnie i to co potrzebuje to jedno i to samo w
                      pierwszych miesiacach zycia dziecka. chce teraz i tutaj i juz i
                      jezeli saspokoi sie te potrzeby, dziecko rozwija sie w sposob pelny
                      w przekonaniu ze jest slyszane, ze jest wartosciowe, ze jest
                      kochane. dziecko tylko i wylacznie potrafi plakac sygnalizujac swoje
                      potrzeby i jesli sa rodzice ktorzy maja podejscie - placz sobie
                      placz az zasniesz, czy placz sobie placz nie pora na twoje karmienie
                      to dziecko odbiera to jako sytuacje stresowa i tak tez jego organizm
                      reaguje, cisnienie we krwi sie podnosi, puls zwieksza, wydzielina
                      hormonu stresu ( cortisol) takze. dzieci ktore placza czesto bardzo,
                      dlugie chwile, kazdej nocy, kazdy wieczor maja 10 razy wieksze
                      szansse na ADHD, maja czesciej obserwowane zaburzenia w rozwoju
                      motorycznym i emocjonalnym. nie chodzi tutaj raz jesszce podkreslam
                      o placz sporadyczny na ktory rodzic reaguje. i jeszcz eraz nie sa to
                      moje wymysly o tym sie mowi i mowi coraz glosniej. tutaj mozna sie
                      zapoznac z badaniami ktore to potwierdzaja i dowiedziec sie jeszcze
                      wiecej:

                      www.askdrsears.com/html/10/handout2.asp
                      tryumf samodzielnego zasypiania okupiony placzem dziecka nie jest
                      zadnym tryumfem. jak juz wczesniej cytowany dr sears zaznaczyl jest
                      to strata i dla dziecka i rodzica na dluzsza mete.

                      aby dziecko nauczylo sie opanowywac frustracje tylko milosc i
                      cierpliwosci i zrozumienie rodzicow moze pomoc. zasypianie w placzu
                      jest zmuszaniem a nie uczeniem. nie reagowanie na placz dziecka w
                      imie nauki pokonywania przeszkod jest nieludzki.

                      ja zadko jestem chora i przykluta do lozka, ale chwile porodu
                      wlasnie sa takie, kiedy czuje sie jak bezbronny maly czlowiek, kiedy
                      nie moge ruszyc sie i nie moge sama o sioebie zadbac i wowczas
                      jedyne co przychodzi to wolanie o pomoc, o to aby ktos mi podal
                      kubek z woda, ktos przytulil bo sil juz mi brak ( wszystkie dzieci
                      rodzilam naturalnie i to dodawalo mi przede wszystkim sily -
                      bliskosc i milosc) i gdyby ktos mi wowcza spowiedzial - nie pora
                      jeszce, krzycz sobie krzycz az zasniesz, - moje serce pewno by
                      peklo!!!

                      nie bede juz kontynuowac tej dyskusji bo nie widze wiekszego sensu,
                      i tak moje slowa zostana zle zrozumiane i moje przemyslenia
                      zanegowane i w spob negujacy zostanie postawione kolejne absurdalne
                      moim zdaniem pytanie.
                      • trojakowamama Re: 100ania 30.01.08, 08:33
                        Nie będę polemizowała z żadną z metod wychowania, bo byłabym
                        szalona. Każda mama w odpowiedni dla dziecka sposób troszczty się o
                        nie i ma do tego prawo. Mogę mieć jednak swoje zdanie na pewne
                        kwestie...i mamsmile
                        Ja nie wstaję zawsze do moich płaczących w nocy dzieci i nie czuję
                        się wyrodną matką z tego powodu i już na pewno nie zaniedbuję ich
                        potrzeb. Ja zwyczajnie wiem co jaki płacz mojego dziecka oznacza,
                        nie muszę czynnie reagować na każdy z ich komunikatów, przybiegać do
                        pokoju. Poznaję płacz, który jest płaczem przez sen (i dziecko nie
                        jest świadome wydobywanych przez siebie dżwięków - jak mówienie
                        przez sen) albo płacz, który mówi, że synek zgubił auto, które wziął
                        ze sobą do łóżka (zaraz je znajdzie i położy się dalej spać), to są
                        sytuacje kiedy ich płacz nie wymaga ode mnie absolutnie żadnej
                        interwencji, bo po co? A dyskomfort...ja jednak zostanę przy swoim -
                        dziecko musi go odczuć, żeby prawidłowo się rozwijać. Wiesz, jak
                        moje dzieci wydzierały się kiedy jako kilkumiesięczne niemowlaki
                        położono je na podłodze w większej odległośi od ich zabawek?
                        Płakaly, złościły się, wyciągały łapki po zabawki. Co by sie stało
                        gdybym "skruszyła się" ich płaczem i walcząc z ich dyskomfortem dała
                        im te zabawki, gdybym natychmiast zaspokoiła ich
                        potrzebę?...prawdopodobnie długo czekałabym aż motywowane chęcią
                        samodzielnego pokonania tegoż dyskomfortu zaczną pełzać! Gdybyś
                        widziała ich błysk w oczach...odniosły sukces, dokonały czegoś same,
                        choć było ciężko. Po co odbierać im to?
    • shemsi1 ja mysle ze my mamy tez inaczej 27.01.08, 15:52
      nie wiem jak to jest u was, ale moje dzieci bardzo lubia sie bawic ze soba,
      łazic jedna za druga i czasem mam wrazenie ze mnie nie widzą smile
      a jedno dziecko?? wisie na mamie. a dzieci z ciaż mnogich maja przeciez równiez
      siebie...
      a my mamy mniej czasu niz mamy pojedyncze, i moze mniej sił by latac za dzieckiem??
      jakbym miała za kazdą z trójki tak ciagle latac to fizycznie bym rady nie dała.
      a tak, to z daleka obserwuje co robia. Choc małe cienie ostatnio wszedzie za mna
      łazą smile i przekomicznie to wyglada smile 3 takie małe krasnale na kolanach sie
      scigaja kto pierwszy smile
      • traganek Re: ja mysle ze my mamy tez inaczej 27.01.08, 17:27
        Tylko trzeba też umieć odróżnić uczenia samodzielności od
        wygodnictwa mamy. Puszczanie bajek bo mama musi się wyspać
        nazwałabym wygodnictwem a nie żadną nauką... Też nie wyobrażam sobie
        zostawiania dzieci samych w domu, zwłaszcza tak małych dzieci...
        Moje dzieci mają dużo swobody w domu. Bawią się same jak chcą a jak
        nie chcą przynoszą mi książeczki i im czytam. Nie biegam za nimi
        krok w krok. Też mam zabezpieczony dom ale moje dzieci (21 mcy) są
        tak pomysłowe, że zabezpieczenia na nic się zdają. Wolę je mieć
        raczej na oku. Teraz są na etapie wspinania na różne meble i gdyby
        mnie nie było w pobliżu nieraz zdarzałyby się upadki. Jestem za
        swobodą ale są pewne granice...
    • mama_miko Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 28.01.08, 15:11
      Dziewczyny, pozwolę sobie wkleić, Akurat dzisiaj wpadło w moje oczy.

      Twoje ubrania:

      Pierwsze dziecko: Zaczynasz nosić ciążowe ciuchy jak tylko
      ginekolog potwierdzi ciążę.
      Drugie dziecko: Nosisz normalne ciuchy jak najdłużej się da.
      Trzecie dziecko: Twoje ciuchy ciążowe STAJĄ się Twoimi normalnymi ciuchami.

      Przygotowanie do porodu:

      Pierwsze dziecko: Z namaszczeniem ćwiczysz oddechy.
      Drugie dziecko: olewasz oddechy, bo ostatnim razem nie
      przyniosły żadnego skutku.
      Trzecie dziecko: Prosisz o znieczulenie w 8. miesiącu ciąży.

      Ciuszki dziecięce:

      Pierwsze dziecko: Pierzesz nawet nowe ciuszki w Cypisku w 90
      stopniach, koordynujesz je kolorystycznie i składasz równiutko w
      kosteczkę.
      Drugie dziecko: Wyrzucasz tylko te najbardziej ubrudzone i pierzesz
      ze swoimi ubraniami.
      Trzecie dziecko: A niby czemu chłopcy nie mogą nosić różowego?

      Płacz:

      Pierwsze dziecko: Wyciągasz dziecko z łóżeczka jak tylko piśnie.
      Drugie dziecko: Wyciągasz dziecko tylko wtedy, kiedy istnieje
      niebezpieczeństwo, że jego wrzask obudzi starsze dziecko.
      Trzecie dziecko: Uczysz swoje pierwsze dziecko jak nakręcać
      grające zabawki w łóżeczku.

      Gdy upadnie smoczek:

      Pierwsze dziecko: Wygotowujesz po powrocie do domu.
      Drugie dziecko: Polewasz sokiem z butelki i wsadzasz mu do buzi.
      Trzecie dziecko: Wycierasz w swoje spodnie i wsadzasz mu do buzi.

      Przewijanie:

      Pierwsze dziecko: Zmieniasz pieluchę co godzinę, niezależnie czy
      brudna czy czysta.
      Drugie dziecko: Zmieniasz pieluchę co 2-3 godziny, w zależności od
      potrzeby.
      Trzecie dziecko: Starasz się zmieniać pieluchę zanim otoczenie
      poskarży się na smród, bądź pielucha zwisa dziecku poniżej kolan.

      Zajęcia:

      Pierwsze dziecko: Bierzesz dziecko na basen, plac zabaw, spacerek,
      do zoo, do teatrzyku itp.
      Drugie dziecko: Bierzesz dziecko na spacer.
      Trzecie dziecko: Bierzesz dziecko do supermarketu i pralni
      chemicznej.

      Twoje wyjścia:

      Pierwsze dziecko: Zanim wsiądziesz do samochodu, trzy razy
      dzwonisz do opiekunki.
      Drugie dziecko: W drzwiach podajesz opiekunce numer swojej komórki.
      Trzecie dziecko: Mówisz opiekunce, że ma dzwonić tylko jeśli
      pojawi się krew.

      W domu:

      Pierwsze dziecko: Godzinami gapisz się na swoje dzieciątko.
      Drugie dziecko: Spoglądasz na swoje dziecko, aby upewnić się, że
      starsze go nie dusi i nie wkłada mu palca do oka.
      Trzecie dziecko: Kryjesz się przed własnymi dziećmi.

      Połknięcie monety:

      Pierwsze dziecko: Wzywasz pogotowie i domagasz się prześwietlenia.
      Drugie dziecko: Czekasz aż zrobi kupę.
      Trzecie dziecko: Odejmujesz mu z kieszonkowego.

      Prześlij to wszystkim, którzy mają dzieci lub znają kogoś, kto ma
      dzieci lub sami byli dziećmi!

      WNUKI: Nagroda od Pana Boga za nie zamordowanie własnych dzieci.

      Taki ot łańcuszek, ale prawdziwywink A blizniaki to dwójeczka od razusmile
      • shemsi1 mama miko to jest PIEKNE!!!!!!!!!! 28.01.08, 21:21
        wklejam to na mojego forumawink super!!!!!!!!
      • chrust5 Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 30.01.08, 09:32
        To jest kapitalne. Juz to kiedys widzialam, nadal wydaje mi sie, ze
        jestem gdzies w pol drogi miedzy pierwszym a drugim. I nadal
        najlepszy wydaje mi sie numer z moneta!
      • anuszkak26 Re: mamy wieloraczków vs. mamy "pojedynczych" dzi 31.01.08, 11:03
        Mama-miko
        Popłakałam się ze śmiechu!Genialne posumowanie tego wątku!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja