mamy mieszkające w bloku.....

07.06.08, 16:54
lub w domu wielorodzinnym (na n-tym piętrze) i będące równocześnie w domu z
dziećmi (na bezrobociu/wychowawczym itp.). Powiedzcie mi moje drogie czy
codziennie macie siłę wychodzić ze swoimi dziećmi na dwór?? Ja nie mam i nie
wiem czy dlatego, że tak szybko się "rozładowuję" czy dlatego, że trójka
dzieci poniżej 5-ciu lat potrafi tak człowieka wykończyć. Po kilku dniach
wychodzenia na dwór po dwa razy, raz na spacer, raz na plac zabaw, raz na
zakupy, raz na podwórko i padam. Codziennie lub co drugi dzień wyciągam
dzieciom wielkie torby zabawek na zamknięte podwórko przed naszym blokiem,
rozkładam to wszystko od nowa, domki, 10 minut dmuchania zamku (pół godziny
spuszczania), rowerki, jakieś wózki dla lalek, czasem traktor, a czasem
wszystko na raz i tak rozkładam a potem składam i znoszę i te moje dziabągi do
tego. Moja 4-latka ostatnio wszystko na nie (czyżby spóźniony bunt dwulatka,
którego wcześniej nie miała??), zawsze do jedzenia jest nie to co chciała,
codziennie za każdym razem idziemy tam gdzie ona nie chciała i nawet jak
kolejnym razem idziemy tam gdzie ostatnio wyraziła wolę to i tak nie tam
chciała, bo "dziś" chce gdzie indziej itd... A bliźniaki po schodach idąc
powłóczą nogami w tempie żółwim lub robią 2 kroki w przód a potem jeden w tył
a wszystko przy akompaniamencie radosnych wrzasków (a czasem i nie radosnych),
nawoływań mamy, taty, cioci, wujka, babci.. i piosenek (w tym arii
wysokotonowej najstarszej).. To wszystko jest słodkie i na pewno jakbym
widziała taką scenke z boku ubawiłabym się po pachy i rozkmiliła serdecznie,
ale takie scenki codziennie z moim udziałem wygląda jednak trochę mniej
słodko.. dlatego wieczorami najczęściej jestem już dętka i nie zawsze mam
ochotę i siłę posprzątać, bo w dzień przecież nie ma kiedy, bo ciągle
wychodzimy i wegetuję w te wieczory. I tak po kilku dniach kiedy budzę się już
wreszcie niedospana, widząc stos naczyń i jeden czysty kubek, a w pokojach
hałdy ciuchów albo do składania albo do prania dostaję spazmów i napada mnie
chandra.. I nie mam ochoty nigdzie wychodzić i przemęczać się jakkolwiek
choćby w drobnym stopniu. I tak wegetuję tego dnia, może i znajdę wenę do
mycia albo i nie i tak ładuję akumulatory aby od następnego dnia znów znaleźć
siły na kolejne słodkie scenki mojego drobiazgu i to składanie i rozkładanie..
A córka staje nade mną i pyta "pójdziemy na spacerek??" i mam wielkie wyrzuty
sumienia, bo mamie się nie chce.. Macie tak?? Pocieszcie, że mam do tego
prawo, co?? wink))
annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,80728
    • grzalka Re: mamy mieszkające w bloku..... 07.06.08, 19:59
      pewnie Cię to nie pocieszy- ale ja tak nie miałam
      co prawda wychowawczy miałam jedynie do 11 m-ca życia bliźniaków,
      ale i tak na dworze byli dwa razy dziennie zawsze- akurat podwórko
      to jest coś, czego sobie nigdy nie odpuszczam (co innego takie
      sprzątanie i gotowanie)

      a odkąd poszłam do pracy nie odpuszczam sobie nigdy wyjścia z
      dziećmi po pracy, bez względu na porę roku- zatrzymuje nas tylko
      burza, huragan i mróz poniżej - 20
      • cytrusowa Ania 07.06.08, 20:46
        masz prawo do tego jak najbardziej.
        ja mieszkam w wielorodzinnym ale jest winda, wiec no problem. mimo to mam czasem
        serdecznie dosc tym barzdije, ze moje mlode a szczegolnie jedna to ostra
        zawodniczka i daj epopalic wrzaskami, marudzeniem itp.

        jak ide z nimi to nie wypuszczam obu z wozka chyba ze na placu zabaw czy w
        miejscu zamknietym, bo inaczej ucieklaby mi Kalinka. pojedynczo owszem.
        ale i tak sie naganiam. na placu zabaw juz nie biegam, siadam w piaskownicy
        razem z nimi. ale i tak sie stresuje ze ktoras stanie na bujawce /te na
        sprezyny) zamiast kleczec czy siedziec, ze pusci sie - bo sie przeciez popisuje.
        no i ze jedna pojdzie do drugiej i wtedy mam gwarantowane bicie i histerie, bo
        jakos razem nie moga sie bawic i dzielic jedna zabawke - nie da rady.

        jak male byly mlodsze, rok temu, to chodzilam dwa razy dziennie. i non stop
        chodzilam, bo lawek nie bylo.
        teraz doceniam to ze male same chodza i biegaja - wpyuszczam je w na placyku i
        na chwile moge przycupnac.
        ale nadal dwa ray dziennie, bo ja mam jeszcze psa, ktory MUSI wyjsc.

        natomast zdarzylo mi sie pare razy, ostatnio nie dalej jak w czwartek, ze rano
        walczylam ze soba czy wyjsc - mialam tak okrutny atak migreny, ze marzylam o
        tym, by wzsyscy mi znikneli.

        to jest normlane ze masz dosyc.nieogarniete miezskanie.
        ja sie nie chce na ten temat wypowiadac, bo jak sobie mysle o naszych dwoch
        pokjach, porozwalanych zabawkach, syfie....to mnie nosi.
        ale ja jestme pedantka i co drugi dzien myje podlogi a zamiatam codziennie
        hcocby sie walilo i palilo.
        ale to wzsystko ze wzgl na psie wlosy.
        a rezsta...moj wieczor to tez wegetacja.
        teraz zajrzalam na forum ale zaraz ide sie myc, bo nie daje rady.

        Ania, masz trojke dzieci w roznym wieku a to inazcej niz dwojka w tym samym -
        nie jestes robotem. odpusc sobie czasem a Madzi powiedz ze mama jest zmeczona i
        spacerek bedzie jutro i Madzia musi mamie pomoc w tym i w tym. dziewczynka mimo
        buntu na pewno jest chetna do pomocy. do pilowania chlopakow na przyklad, by nie
        ociagali sie idac po schodach.

        potrzebujesz regeneracji sil - a w weekendy maz sie dziecmi zajmuje? niehc on je
        wezmie na spacerki a ty odsapnij
        • grzalka Re: Ania 08.06.08, 09:55
          pozwolę sobie się nie zgodzić co do tego engażowania córki w
          pilnowanie maluchów- to jest też małe dziecko i zupełnie nie jest
          winna sytuacji

          ja mam podobny układ (starsza córka 3 lata starsza od bliźniaków) i
          owszem, bardzo się cieszyłam i doceniałam wszelkie przejawy pomocy z
          jej strony, ale to była jej własna inicjatywa- nigdy od niej tego
          nie wymagałam
          • cytrusowa Re: Ania 08.06.08, 10:33
            grzalka ale nikt nie mowi o przejmowaniu przez mala roli doroslego.

            to jest tylko dziecko ale starsza siostra.
          • anna_sla Re: Ania 08.06.08, 10:41
            Mów co chcesz, ale jednak ten dodatkowy rok różnicy między starszym dzieckiem a
            bliźniakami to dużo, w tej chwili Madzia miałaby 5 lat a nie 4 a jako bardzo
            bystra i kumata osóbka to za rok już sobie wyobrażam jak będzie błyskać swoim
            powiększonym urokiem i mądrością.. Ja podobnie jak Ty nie "gonię" córki do
            pomocy, tylko naprawdę w sporadycznych sytuacjach i to najczęściej aby
            zakomunikowała mi np., że któryś gdzieś wszedł gdzie mu nie wolno kiedy ja np. w
            toalecie jestem. A tak to ona sama się garnie do opieki/pomocy nad bliźniakami.
            • prolens Re: ja chodze.. 08.06.08, 11:54
              Aniu, no ja tez Ci e nie pociesze bo chodze codziennie (2 lub 3
              razy), chyba że dzieci sa chore, ale na szczęście rzadko to sie
              zdarza.
              Przyszło mi do głowy - ze może mniej by meczyły Cie wyjścia, gdybys
              sie mniej w nie angażowała. Ja biore na spacery zawsze zabawki do
              piasku a poza tym: albo wózeczki, albo rowery (jeźdza juz wszyscy
              sami), albo ciężarówki na sznurkach. Jedna zabawkę na dziecko, nic
              wiecej.
              Nie uatrakcyjniam im każdego pobytu na dworzu domkami, namiotami.
              Oni i tak zawsze maja coś do roboty, bawia się patykami, obserwuja
              owady, biegaja z piłkami, sa hustawki, piasek.
              Dla mnie spacer to, owszem, nie bycie w domu i zaległe roboty - ale
              przede wszystkim relaks bo na dworzu się super sami bawią - lepiej
              niz w domu.
              Jakbym miała taszczyc im mnóstwo zabawek.. Oj nie, zrezygnowalabym.
              Raz na tydzień można zrobić piknik rodzinny, wziąć graty, namioty,
              tunele i wyjść na pół dnia. Ale codziennie - nie dalabym rady.
              Zresztą dzieciom to naprawde nie jest potrzebne. Na dworzu jest tyle
              bodźców..
              • anna_sla Re: ja chodze.. 08.06.08, 17:24
                to ile im wynoszę zabawek zależy od dnia i tylko czasem wynoszę im wszystko na
                raz. Sam fakt, że trzeba zabrać 3 wiaderka, 3 łopatki (grabek i tak nie
                preferują więc odpadają), co najmniej 3 foremki to się zbiera. Do tego kupiłam
                im po traktorku z przyczepami (2 sztuki), bo zabierali innym dzieciom na placach
                zabaw. Dla odmiany czasem jakąś piłkę itd.. w sumie i tak jak dla mnie
                najtrudniejsze jest nie to dźwiganie i rozkładanie (większość zabawek wynoszę z
                piwnicy a nie z piętra, więc pestka) tylko same dzieci. Czasem spacer zwykły
                (bez zabawek) jest dla mnie bardziej męczący niż "rozkładanie" się na podwórku z
                namiotami..

                U nas na podwórku niestety dzieci bardzo się nudzą, bo nie ma patyków
                (systematycznie podwórko sprzątane jest) i jedyne to te zerwane haniebnie z
                wypielęgnowanych drzewek. Jak nic nie mają (jeszcze wtedy piaskownicy nie mieli
                nawet) to chodzili smętni w kąta w kąt albo rzucali kamieniami i marudzili, że
                chcą na plac zabaw.. A czasem bywają dni, że wystarcza im sama piaskownica,
                wysiedzą w niej kilka godzin i wracamy do domu..
                • blizniaki14 Re: ja chodze.. 08.06.08, 17:37
                  a moje dzieci zwykle mają tak,że jak są w domu to chciałyby iść do ogródka, a
                  jak już są w ogródku, to chcą wracać do domu wink hehehe

                  nie ważne skąd wynosisz zabawki,ale jednak musisz też dzieci pilnować wtedy! a
                  jednak to trójka smile
            • grzalka Re: Ania 08.06.08, 12:50
              anna_sla napisała:

              > Mów co chcesz, ale jednak ten dodatkowy rok różnicy między
              starszym dzieckiem a
              > bliźniakami to dużo,

              to zależy jak do tego podejść, znam mamę trojaczków, które mają
              starszą o 1,5 roku siostrę- i ona tez wychodziła codziennie

              znam też mamę bliźniąt (tylko) ktora wychodziła na dwór tylko w
              wekkendy, jak mógł jej pomóc mąż

              kwestia wyboru co sobie odpuszczasz- bo odpuścić sobie coś musisz,
              nie da rady w naszej sytuacji nie "wuluzować" w pewnych kwestiach-
              ja uważam, że akurat z wyjścia na dwór rezygnować się nie powinno

              moje dzieci poza tym jeśli są przwietrzone to są dużo łatwiejsze do
              opanowania, więc to jest działanie korzystne obustronnie
              • blizniaki14 Re: Ania 08.06.08, 15:16
                Dziewczyny, sorki, ale co za problem czy się wychodzi codziennie czy nie smile
                wiadomo,że dobrze jest wychodzić, dla zdrówka,ale bez przesadysmile

                ja cię Aniu w takim razie pocieszę, bo nie wychodzę codziennie, tzn. zwykle
                tak,ale jak się źle czuję, to wolę zostać w domu, jak jestem bardzo zmęczona to
                też, w końcu robotem nie jestem wink
                Teraz jest ciepło, więc wychodzę, bo lubię słonko,ale kręgosłup mnie bardzo boli
                i najchętniej przeleżałabym cały dzień na podłodze, niedługo idę chyba na
                rehabilitacje, zresztą.
                Dodam,że mam ten plus owszem, mam ogródek ale czy to znaczy że muszą tam być
                codziennie wink
                a spacerki tylko z mężem ostatnio, bo już na placu zabaw czuję sie lepiej gdy są
                dwie osoby do pilnowania naszej trójki bąbli smile


                przestań mieć wyrzuty sumienia, jesteś super matka i ja cię zawsze podziwiam,a
                teraz jeszcze,że cały ten sprzęt znosisz sama na podwórko smile
                u mnie rano wszystko z garażu mąż wyciąga do ogródka, wieczorem chowa, jedynie
                piaskownice mam na stałe w ogródku
                poza tym mąż sam wyznacza sobie godziny pracy, więc nie mam tak źle

                głowa do góry!!!
    • oyate Re: mamy mieszkające w bloku..... 18.06.08, 22:39
      Masz do tego całkowite prawo. Ja też odkąd jest ładna pogoda to ja
      padam na twarz. Dziewczynki jak dziewczynki, od tego roku puszczam
      je same na dwór (plac zabaw mam pod blokiem) ale mały chce całe dnie
      spędzać na placu zabaw czy na dworze. Dziewczynki niby bardziej
      samodzielne ate tak jak u Ciebie, latam po rowerki, manioty, picia i
      inne pierdoły. Jestem wykończona po takim popołudniu (do 14 córki są
      w przedszkolu).
      Sprzątam w p[okoju synka juz chyba 3 dzień bo nie mam dosłownie
      kiedy, bo mały ciągle mi ryczy, że chce papa!! Normalnie tak
      ostatnio zapowiadali deszcze, ja sie cieszyłam jak głupia że w końcu
      odpocznę w domu, posprzątam....a tu zero deszczu.. porqe??smile)

      Mąż pracuje całymi dniami (grafik komputerowy) i dosłownie nie mam
      chwili dla siebie. babcie pracuja albo robia inne rzeczy. Ach...
    • lilka.k Re: mamy mieszkające w bloku..... 19.06.08, 07:08
      A ja się juz dawno wyleczyłam z wychodzenia codziennego na spacer.
      Od kiedy się urodzily i zaczelismy wychodzic, to codziennie spacer musił byc, bo przecież tzreba dotlenić dzeiciaki..potem opowiaqdałam koleżance, że męczy mnie to ubieranie kombinezonów, potem siebie, potem ich znoszenie , znoszenie wózka i tak dalej, i tak dalej...a ona mi na to: a co sie stanie jak raz nie wyjdziesz? Ano nic sie nie stało i jak mam lenia i nie chce mi sie malować, ani ubierac ani nic, to siedizmy w domu a chłopcy i tak są szczęśliwi, bo nie muszą siedziec w tym okropnym wózku...do piasku tez chodzimy i ladnie sia bawią, ale tez przeciez nie bede ich ciągać codziennie..

      Odpuść sobie, ja odpusciłam i jest super. Tylko sąsiadka się pyta: a co się stało, ze nie wyszłaś? Nic, lenia miałam..smile

      Szczęśliwa mama, to szczesliwe dzieci!
      • anna_sla lilka.k 19.06.08, 08:39
        wiesz ja Ci powiem, że w tamtym okresie też tak miałam i wówczas czułam się
        usprawiedliwiona z niewychodzenia, bo człowiek to nie robot. Małe dzieci, wózek,
        albo i zimą kombinezony, brrr.. big_grin ale teraz to my na piechotkę się
        przemieszczamy, więc niby sprawa prosta, naciągnąć majty, buty i wio ;P ale jak
        mam dość i cała trójka wisi nade mną, że chcą wyjść to masakra. Jedno mówi,
        drugie przynosi buty, trzecie ciągnie za palca w kierunku drzwi wyjściowych i ma
        się meeeega wyrzuty, że mama nie ma siły wyjść z domu smile)
        • lilka.k Re: lilka.k 19.06.08, 09:20
          No tak, w lato jest fajniej...jak ubierzesz rano tak latają cały dzien, no, czasem trzeba przebrac...
          Ni mniej i tak mi sie czesto nie chce, bo w południe przeciez nie wyjde: za duze slonce...popołudniu jak się ładnie bawią: a niech się bawic, co im będe przerywac, a ja z resztą muszę obiad ugotować i takie tam...w domu tez mozna fajnie spędza czas!
    • 100ania Re: mamy mieszkające w bloku..... 19.06.08, 07:54
      Ania, głowa do góry. Masz prawo czuć się zmęczona i niebo się nie zawali, jak
      raz na jakiś czas dzieci zostaną w domu.

      Ja czasami szukam po prostu dobrego pretekstu, żeby sie przed sobą
      usprawiedliwić z pozostania w domu. Są dni, że wystarczy mi mocno zachmurzone
      niebo i się rozgrzeszam, "bo przecież i tak zaraz będzie padało".
      I nie ma tu znaczenia, że mieszkam na parterze. Jak przychodzi do ogarnięcia
      trójki dzieci (a mój pięciolatek potrafi ubierać się w tempie "1 skarpetka na
      godzinę"), to są takie dni, że mam trudności organizacyjne. Rzadko, ale jednak
      zdarza się, że czekamy na powrót taty i dopiero wyłazimy z norki smile))
      • anna_sla Aniu, ale się ubawiłam :D 19.06.08, 08:36
        jakbym o sobie czytała, hehe..
        • agiq Re: Aniu, ale się ubawiłam :D 19.06.08, 13:40
          Ja mam teraz opiekunke bo pracuję więc ona załatwia obowiązkowy
          codzienny spacer, na szczeście jest to pani mocno "ekologiczna" i
          chodzi zpannami na 3h dziennie. Jak wracam z pracy między 15 a 16 to
          staram się szybko cos zjeść, dać drugie danie pannom i wychodzimy na
          drugi spacer (tak od 17 do 19) i mimo że często nie mam siły to w
          naszym przypadku opanowanie dziewczyn na spacerze jest duzo
          latwiejsze niż w domu (40m2), no i zawsze wtedy lepiej spią wink
          Mieszkamy na 3 pietrze i schodzenie i wychodzenie też trwa dlugo
          (jak się wkurzam to biorę obie pod pachy nie bacząc na protesty i
          tak idziemy), zabawki podwórkowe trzymamy w wózku ktory stoi na
          dole, wozek sluzy właśnie do wożenia zabawek bo dziewczyny go
          bojkotują, jak musze je wsadzić do wózka bo idziemy gdzieś dalej to
          niestety mam sposób tylko na przekupstwo czyli ciastko albo żelek.
Pełna wersja