100ania
16.09.08, 11:49
Trasę przezornie wybrałam krótką i blisko domku, żeby w razie "kryzysu
posłuszeństwa" złapać rozwrzeszczane maluchy pod pachy i zataszczyć do drzwi.
Na szczęście nie okazało się to potrzebne. Poszliśmy do osiedlowego sklepiku
po malutkie zakupy (wybrałam sklep, gdzie właścicielka sama obsługuje i bardzo
dobrze nas zna i nawet najbardziej niesforne zachowanie moich maluchów nie
wyprowadzi jej z równowagi), zakupy zapakowałam starszemu synkowi do plecaczka
i potem chwilkę pospacerowaliśmy.
Ku mojemu zdziwieniu chłopcy szli grzecznie ze mną za ręce, nawet specjalnie
nie wyrywali się, wystarczyło tylko delikatne upominanie i szli obaj w jednym
kierunku. Kiedy lekko się zniechęcili brakiem pełnej swobody, urwałam po
gałązce jarzębiny dla wszystkich i spokojnie mogliśmy jeszcze pospacerować.
Zapłonęło dzisiaj światełko nadziei, że rozstanie z wózkiem na codzienne
spacery jest w ogóle możliwe

))