dobre rady o które nie prosimy

16.12.08, 13:24
być może ten wątek już się gdzieś przewinął ale co tam Nawet jeśli był to
dajmy jeszcze raz upust swoim emocjom Bo ja muszę !
Otóż dobre rady płynące od babć, ciotek, matek które wychowywały dzieci ze 20
lat temu, sąsiadek, a nawet obcych osób doprowadzają mnie wręcz do szaleństwa
Zwłaszcza, że żadna z nich nie miała bliźniaków, a nawet nie widziała ich z
odległości bliższej niż ta, z której zaglądała do obcego wózka
Na spacerach obce kobiety mówią mi, że dziecko ma odkryte ucho choć 20 stopni
i zero wiatru Zadają pytania czy dzieciom nie za zimno Gdy odpowiadam, że
gdyby było to chyba by tak ładnie nie spały, a one na to, że dzieciom przecież
zawsze jest zimno i one nie potrafią tego sygnalizować Moje codzienne spacery
nawet gdy mrozik obsypują komentarzami, że z takimi maleństwami to one by się
bały wychodzić, że one nie chodziły, bo wiaterek i mrozik Boże! Ja wychodzę na
wyrodną matkę
Za to żadnych komentarzy od mężczyzn Czy to młody czy starszy dziadziuś mówią
jak one ślicznie śpią, że taka ładna pogoda więc dzieci powinny spacerować.
Oczywiście nie wdaje się z nimi w żadne dyskusje, bo one przecież wiedzą lepiej
Ale radzą nie tylko obce osoby. Bo mój sposób wychowywania dzieci rozumie i
popiera tylko moja rodzina. To moja mama gdy chłopców jeszcze nie było na
świecie protestowała przed kupowaniem wózka. Kupione było wszystko oprócz
niego, a gdy chłopcy się urodzili (14 sierpień) to już w szpitalu ponaglała
mojego męża żeby szybko zamawiał wózek, bo przecież taki cudny był ten
sierpień, że żal dzieci w domu trzymać. A gdy wózek przybył, a chłopcy mieli
tydzień to już całymi dniami na tarasie w cieniu brzozy leżakowali. I cała
moja rodzina chwali, jacy oni zdrowi, że nie boję się ich wizyt chroniąc
dzieci przed zarazkami, że pięknie, rosną, że apetyty mają. Żadnych rad,
komentarzy, krzywienia się.
Co innego zaś rodzina męża, która wszystkie dzieci chowa w temperaturze 27
stopni w domu (!!!), na spacery wychodzi gdy na dworze stopni minimum 25.
Teściowa już nic nie mówi, bo wie, że i tak nic nie zdziała. Ale co innego
ciotki.
Miarka się przebrała podczas ostatniej wizyty u teściowej,zjazd rodzinki na
pierwszych urodzinach jej wnuczki (córa córki, siostra mojego męża) W domu 27
stopni, duchota, nie wietrzone chyba od lata. Chłopcy leżeli w body z krótkim
rękawkiem, rozpaleni na buzi, mokre plecki A cioteczki zakładają im mimo
mojego wyraźnego sprzeciwu skarpetki, bo "te nóżki i rączki chłodne" Nie da
się wytłumaczyć, że temperatury się sprawdza się na podstawie rączek. Zmieniam
im pieluszki nie częściej niż co 4 godziny. Są już na pampersach 4, w których
przecież przesypiają całe noce, nic nie dzieje się ze skórą, więc nie ma
potrzeby częstszego przewijania. Ale nie! One wołają mnie, żebym zmieniała te
pieluchy co 2 godziny, jak tyko dziecko kwilnie, bo pewnie mu mokro. Więc
tłumaczę, że nie ma takiej potrzeby, a one swoje... Chłopcy marudzili, bo
głośno, telewizor non stop włączony, bo gorąco, a ciotki wszystko wiedzące
stwierdzają, że na pewno głodni. Więc tłumaczę, że jedli 1,5 godziny temu i
następna flacha za 2,5 godziny. Ciotki: Boże! Dzieci zagłodzi! Na nic
tłumaczenia, że dzieciom dolega co innego niż głód, że nie mogą jeść częściej.
Mało tego. Wszelkie problemy zgłaszane były do mnie. Nie mogłam spokojnie
napić się herbaty. Z reszta sama uciekałam od tego stołu przed zasypem mądrych
rad: nie wychodź z nimi na dwór po pokasłują (pediatra tak jak myślałam mówił,
że to nadmiar śliny, z którą sobie jeszcze nie radzą), nie karm ich tak na
rękach, bo będą mieli krzywe kręgosłupy, zmieniaj pieluchy, bo będą odparzenia
itd.itp.
Traktują mnie jak dziecko, które samo ma dzieci. Nie jestem wszystko wiedząca,
ale wiem to, co jest mi niezbędne odo wychowania i pielęgnacji chłopaków.
Sporo czytałam, mam dobrego pediatrę, mamę i własny rozum i intuicję.
Gdy wychodziliśmy zaczęły ich ubierać nawet w ubranka, które wzięłam dla nich
na zmianę. Oburzone, że dzieci w samych kapturkach z polarków które miały na
sobie bez czapek i szalików przywiozłam! Na sam koniec gdy poupychały im te
kaptury jak najściślej do głowy, żeby uszu nie zawiało i poprzykrywały
kocykami, zaczęły koce na buzie naciągać, bo mrozik (-2 stopnie) i buzie się
odmrożą. A gdy mówię, że nie ma takiej potrzeby, bo dzieci są przyzwyczajone,
że spacerowaliśmy już w najchłodniejszy dzień tej zimy gdy było - 7 to one
swoje. Po to, bym na przestrzeni 20 metrów, które mieliśmy do samochodu
musiała to wszystko odkrywać.
Strasznie się rozpisałam, ale troszkę mi lepiej.
Piszcie, że nie tylko ja jestem taką wyrodną matką
    • only.cirka Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 14:16
      Nie jesteś, nie jesteś wyrodną matka.Chyba większość z nas ma ten
      problem z rodziną i obcymi(gdy bylam na wakacjach u moich rodziców w
      małej miejscowości to nie moglam się opędzić od uwag na temat
      ubierania moich dzieci-ciągle zaczepiali i zwracali uwagę, ze
      dzieciom należy zakladać czapkę i skarpety).Nasza rodzinka tez
      komentowała i krytykowala sposób opieki i pięlegnacji naszych
      dziewczynek.Teraz po 11 miesiącach krytyki zdecydowanie mniej-
      widzą, ze dziewczyny nie chorują i taki sposób wychowywania przynosi
      efekty.
      • tremollo Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 15:30

        Mi teściowa po prawie roku od urodzenia dzieci przestała pierdaczyć takie
        farmazony i przyznała, że to ja miałam rację smile A ja twarda byłam i od razu
        przegoniłam chmarę doradców tak skutecznie,że bali się z czymś
        wyskoczyć.Przecież żadna matka nie działa na szkodę swojego dziecka, tak jak to
        oni widzieli. I od razu sytuacja w rodzinie stała się zdrowsza.
        • pancwynar Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 11:45
          tremollo napisała:

          > Przecież żadna matka nie działa na szkodę swojego dziecka [...]
          trochę się zapędziłaś w tym stwierdzeniu;
          nietrudno znaleźć 'szurnięte' mamusie;
          ale to tak off-topic
      • arius5 A o czerwonych kokardkach nie wspominaly ? 22.12.08, 17:14
        Bo dwie moje znajome nakrzyczaly kiedys na mnie, ze nie ma czerwonej kokardki w
        wozku ani przy lozeczku.
        A jak sie zapytalem, na co te kokardki, to wybuchly "To TY takich podstawowych
        rzeczy nie znasz ???!!!"
        Jak nie wiesz, o co chodzi to tlumacze: czerwone kokardki zawiesza sie od uroku,
        zeby jakas baba uroku na dziecko nie rzucila, bo kiedys jakas taka stara baba
        wsadzila znajomej glowe do wozka, na dziecko urok rzucila i maly plakal przez
        pol roku.

        To tak zebys sie posmiala, a poza tym, coz, staraj sie jak najmniej spotykac z
        tym towarzystwem i bron boze nie ulegaj, rob swoje i miej wszystko gdzies.
    • badziul Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 15:30
      ja największy horror dobro-radowo-krytykancki przeżyłam kiedy odpieluchowywałam
      dzieci. Pewnego dnia tak mi puściły nerwy, że płakałam pół dnia, bo wg obu mam
      wszystko robiłam źle. Człowiek ma pewien próg wytrzymałości - a ja krytykę jawną
      bądź zawoalowaną słyszałam prawie codziennie. Na pewien czas zerwałam rodzinne
      kontakty. I jakoś doszłam do siebie - że o bezproblemowym pożegnaniu pieluszek
      nie wspomnę.
      teraz się już uodporniłam na rodzinną krytykę, ale jakiś zalążek żalu do obu
      babć pozostał...

      Na dworze się nie patyczkuję i z grubej rury walę jak trzeba. Do jednej mamuśki
      to prawie z pięściami wyskoczyłam jak patrząc na moją córeczkę (drobniejszą i
      mniejszą od brata) powiedziała: "czemu TOTO takie małe"

      ogólnie jednak to ja zadowolona i szczęśliwa mama jestem i krytykę mam w .... nosie
      czego i Tobie życzę dla lepszej higieny psychiczno-emocjonalnej
      pozdrawiam
    • tscina Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 17:09
      w rodzinie męża zawsze uznawana byłam za osobę dziwną i do męża nie pasującą
      Dotąd więc starałam się jakoś polubownie rozwiązywać takie sprawy Ale jeśli moje
      wyraźne, racjonalne tłumaczenia nie skutkują to chyba rzeczywiście trzeba tę
      sprawę rozegrać dosadniej. Wkrótce Święta, więc największy sprawdzian przede mną
      Moja elegancja chyba zaniknie smile
      • bweiher Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 19:02
        O tak... A najlepsze są rady od kogoś kto dzieci nie ma tongue_out
        Mimo że mamy już jedno dziecko,to po urodzeniu bliźniaków moja mama mnie
        pouczała co i jak.Jak mam trzymać,jak kąpać,jak karmić,jak ubierać.
        Wyszczerzyłam zęby w nieszczerym uśmiechu i powiedziałam :"mamo,to nie jest moje
        pierwsze dziecko".
        I odpuściła.A teraz niedawno nawet mnie pochwaliła przy ciotce,że sama sobie
        radzę,że nikt mi nie pomagasmile
        Co innego teściowa.Ma 5 dzieci ale tylko u nas są wnuki(mój mąz to jej
        najstarszy syn). I tu dopiero się zaczyna....
        "a czemu im nie dajesz tego?Magda swojej córce już dawała" (Magda to sąsiadka
        teściów i ma córkę 6 miesięcy starszą). "a czemu oni jeszcze nie raczkują?Magdy
        mała już w tym wieku ganiała"(tyle że Magdy młoda nie jest wcześniakiem), "a
        czemu ubierasz im rajstopki?Magda ubierała śpiochy", "a Magda mówiła żebyś
        kupiła im witaminy skoro nie karmisz piersią"(nie karmię,owszem ale w mleku mod.
        są witaminy a więc według pediatry dodatkowo dawać nie trzeba), "a Magda to,a
        Magda tamto..." I "czemu nie robisz tego tak,tylko inaczej"....
        Wwrrrr...wrrrr.wrrr.wrrr
        Jak młodzi mieli 2 miesiące to chciała im dać Grześka w czekoladzie do ręki. I
        jeszcze zdziwiona że rączek po jedzenie nie wyciagali.
        Teraz nasza parka ma 10 miesięcy(starszak 5 lat) i jesteśmy u teściów naprawdę
        baaardzo rzadko.Właśnie przez te uwagi.Ale nie myślcie sobie że siedzę cicho i
        się nie odezwę,nie,nie.to mąż nie chce tam jeździć,bo wie że jakbym się wdała w
        dyskusję to ktoś by się na pewno obraził-i to nie byłabym ja.To wolimy jeździć
        tam sporadycznie,na urodziny lub Święta.Żebym miała jak najmniej okazji do
        nerwów i zeby nie dało obrazy po moich "wypowiedziach".
        • tscina Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 20:07
          o podłe dzieci, babcia takie pyszności daje a one nie chcą wink śmiać mi się chce
          jak czytam takie rzeczy lub sama piszę, choć to jest w rzeczywistości smutne
          nie my jedne które to przeżywamy
          • kas2ia Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 21:29
            jak czytam wasze opowiadania to normalnie wydaje mi sie , jakbym je
            sama pisala,..... co prawda mam 2 letniego synka i nie mam jeszcze
            blizniakow na swiecie (date mam za 3 msce) ale juz i tak slyszalam
            duzzzzzzzo... i to jak zwykle od tesciowej i jej rodziny....tesciowa
            od urodzenia siedziala z dzieckiem siostry mojego meza (pol roku
            starszym niz moj syn) i non stop porownywala bo on juz to je albo to
            robi a twoje dziecko jeszcze nie.. zreszta wiecie o czym pisze nie
            bede sie powtarzac... niedawno mialam z tesciowa sprzeczke... jak
            zwylke poszlo o dzieci... moja mama jeszcze nie widziala "na zywo"
            mojego synka wiec teraz kiedy blizniaki maja sie urodzic chcialabym
            zeby przyjechala...no i oczywiscie pierwsze slowa jakie padla z ust
            mojej tesciowej to: po co bedziesz mame sprowadzac skoro bedziesz
            miala tylko 3 dzieci... ja mialam 6 i sama sobie radzilam....
            normalnie chcialam do niej szklanka rzucic.... czy tylko ja mam taka
            typowa tesciowa z opowiesci? czy mam ktos podobny problem...?
            • tscina Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 22:38
              moja chyba nie jest najgorsza Już nie udziela mi mądrych rad bo chyba
              zrozumiała, że i tak wiem swoje Ale podczas każdej wizyty przejmuje wręcz moje
              dzieci w swoje ręce traktuje ich jakby byli ze szkła, nadal podtrzymuje im
              główki gdy ich podnosi, pieluchy zmienia jakby miała przed sobą nie
              4-miesięcznych wielkich chłopów tylko szwajcarską porcelanę Patrzeć na to nie
              mogę A ona ma strach w oczach i omal nie mdleje gdy widzi jak ich podnoszę
              trzymając pod paszki albo noszę dwójkę na raz Wszystko byłoby dobrze bo skoro ma
              ochotę się nimi zajmować to ja niby mogę spokojnie siedzieć i pić herbatkę. Ale
              nie! Ciągle się pyta czy nie czas przewinąć, czy nie są głodni, a może pić im
              się chce, a gdzie śliniak bo się ulało, czy im nie za zimno Milion pytań na
              minutę Wszelkie problemy zgłasza tylko do mnie, jakby jej syn w ogóle nie
              zajmował się dziećmi. W rezultacie z każdej wizyty wracam umęczona, choć po
              całym dniu w swoim domu gdy siedzę z chłopcami sama nie mam takiego problemu.
              Ale skoro moje spokojne tłumaczenia nie starczają to chyba trzeba uzyć
              dosadniejszych argumentów.
              Już nie mogę się wprost doczekać świątecznej wizyty
              • pszczolaasia Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 22:54
                oooo jakbym o swojej czytala...i ktoras z was pisala, ze Magda to magda tamto..u
                nas jest Luiza. bo Luiza powiedziala...wrr!!!
              • lucusia3 Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 16:45
                To nie daj sie wysyłac do dzieci - wysyłaj męza! Ja mam dzieci juz stanowczo starsze, ale przechodziłam to samo. Właziłam więc na tych urodzinach czy świętach w sam kąt - najlepiej za ciocie zmartwione bobasem i parę razy zmuszałam je do wstania czy chocby przesunięcia się (może się lekko przy tym coś zaciapać majonezem na przykład) a potem zmartwiona, zawsze jak sie ciocia zatroszczyła o dziecko to wysyłałam kogos bliżej: żeby cioci juz nie ubrudzić/przeganiać/kłopotać, najlepiej teściową w pobliżu no i męża. W końcu jak wieszająna tobie psy, to jeden więcej nicnie zmieni. No i jeden warunek - absolutnie nie zmieniac miejsca, bogdzie indziej jest na przykład przeciąg, a nie możesz się rozchorować bo dzieci zarazisz, a one takie malutkie. No i konieczne jest wprowadzenie terroru dla "dobra dzieci". Najpierw zanim wniesiesz dzieci do pokoju - wywietrzyć, bomoże byc nięswieże powietrze, a one jak jest za mało (za dużo)wilgoci to kaszlą. Absolutnie żadnych papierosów w mieszkaniu, bo im oczka łazwia. lepiej, żeby nikt nie dotykał, bo one takie wrażliwe: "a ciocia ma chyba chrypkę, więc wole ni emyśleć, co by sie stało, gdyby obaj się zarazili..." Bezwzględnie walczyc o prawa świetaj matki polki, skoro masz juz mieć jej obowiązki ;D
                • tscina Re: dobre rady o które nie prosimy 24.12.08, 09:00
                  dobre! koniecznie muszę przetestować
                  świetna metoda, gratuluję pomysłu
            • ewato75 Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 12:26
              nie, nie tylko kobieto ty tak masz, ja mam identycznie! A myślałam, że jestem
              sama na świecie z taką teściową!
        • chrust5 Re: dobre rady o które nie prosimy 17.12.08, 12:48
          A tak, ja szczegolnie lubie rady mojej bratowej, ktora ma jedno (a
          my trojke) i przestrogi, ze nie da sie przy trojce pracowac. Jak sie
          okazalo, ze sie da, to z kolei "phi, niania, obca kobieta...".
          Pewnie, jak sie ma babcie na kazde gwizdniecie, to sie nie ma
          niani... No i fuj, uzywane ubranka, jak mozna!
          • rikol Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 11:36
            Kiedys wiekszosc dzieci nosila uzywane ubranka - po rodzenstwu, dzieciach
            sasiadow, kolezanek czy po dalszej rodzinie. Jakos nic sie nikomu nie stalo - a
            przeciez te ubranka sa uzywane przez jedno dziecko tylko przez kilka miesiecy,
            czyli praktycznie sa nowe.
    • krolowanocy Re: dobre rady o które nie prosimy 16.12.08, 22:46
      Tyrmand kiedyś napisał: "Polska to kraj przegrzanych bachorów" i
      niestety, choć minęło ponad pół wieku od momentu kiedy napisał te
      słowa, to jest to wciąż aktualne. A potem się ludzi dziwią że dzieci
      w przedszkolach ciągle chorują, jak są tak przegrzewane i kiszone w
      domach.

      Też ciągle słyszę że pewnie za chłodno, jak latem były upały i
      półroczna Majka leżała w głębokim cieniu bez czapeczki to słyszałam
      teksty "tak bez czapeczki, takie maleństwo? przewieje ją, zobaczy
      pani"
      taaaa
      (bo ja nie mama bliźniaków, ale tak przypadkiem weszłam)

      nie przejmuj się, dużo jeszcze takich głupich uwag usłyszysz.
      niestety w Polsce jest normą, że jak dziecko płacze to "niech pani
      uciszy tego bachora", a jak nie płacze to żeby coś przygadać matce
      to się mówi że "pewnie mu/jej za zimno" wink
      trzeba nauczyć się totalnie ignorować to gadanie. pozdrawiam
      • zupa_serowa_z_grzankami Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 15:11
        a propo przegrzewania, moja sąsiadka w największy upał wystawiała córeczkę
        malutką na słońce mocno ubraną i z odkrytym wózkiem. Stopni było z 35 w cieniu...
    • anna_sla Re: dobre rady o które nie prosimy 17.12.08, 09:02
      a ja zazdroszczę, że umiecie je tak hartować. Moje ciągle zmarźluchami byli.
      Chłopcy może krócej niż Madzia, bo Madzia to uciążliwa była do ok. 6-8 m-ca a
      zmarźluch ogólnie jest do dziś i za nic nie mogłam jej zahartować.. a może po
      prostu za bardzo panikuję. Hartowanie już dwulatków zaś skończyło się chorobą i
      dziękuję, spasowałam..

      A co do rad, ja to wałkowałam przy pierwszym dziecku i wtedy to po pół roku
      wybuchła wojna, tak, że jak przyszli chłopcy na świat to już odpowiednio
      nastawione podłoże mieli wink aczkolwiek dobre rady się jeszcze nie skończyły,
      sporadycznie się zdarzają i oczywiście ze strony teściowej. Kiedyś wypaliłam
      (jak chłopcy byli mali), że żadna z nich (z mam) nie miała bliźniaków i ich
      dobre rady zgubiłyby je.. ale oczywiście moja teściowa ma synów z różnicą 14
      m-cy i uważa, że to prawie tak samo jak bliźniaki.. taa, tyle, że jak jedno na
      cycu to drugie nie, jak jedno miało kolki to drugie nie, jak jedno raczkowało to
      drugie już biegało, jak jedno stawiało pierwsze kroczki to drugie piło już samo
      z kubka itd..

      Niedawno moja Magda miała anginę ropną, nie wiedziałam o tym dopóki nie
      zachrypła, wcześniej nic nie meldowała, że ją boli, żadnych objawów, a miała
      dość zaawansowaną. Wiedziałam, że muszę iść z nią do lekarza tego dnia (po
      południu), ale przyszła moja teściowa i zrobiła odkrycie roku i jeszcze się
      popłakała, bo dziecko zaniedbane.
      • gosiapal Re: dobre rady o które nie prosimy 17.12.08, 17:39
        to ja sie wyłamuję z klubu smile
        moja teściow NIGDY nie wyskoczyła z jakąkolwiek radą.
        nawet gdy ją o coś zapytałam to móiła "dziecko przeciez to bylo tyle
        lat temu, nie pamiętam. sama wiesz lepiej"

        moja mama tez nie specjalnie wyskakuje z pomysłami na moje dzieci.
        chociaz nie powiem ,ze sie nie zdarza.
        najcześciej opowiada mi, ze dziecko np Ani to juz pięknie mówi, inne
        pisze a jeszcze inne cos tam.
        wtedy z wrednym uśmiechem odpowiadam, ze niestety nasze dzieci
        jeszcze w tyle za Murzynami i nie będzie miała czym sie chwalić smile
        pomaga.

        a obcym bez skrępowania odpowiadam, ze nie ich dzieci i nie ich
        sprawa.
    • bambussi niby racja ale.. 22.12.08, 13:56
      tscina napisała:

      > Zmieniam
      > im pieluszki nie częściej niż co 4 godziny.

      > Więc tłumaczę, że jedli 1,5 godziny temu i
      > następna flacha za 2,5 godziny.

      > bo mrozik (-2 stopnie) i buzie się
      > odmrożą. A gdy mówię, że nie ma takiej potrzeby, bo dzieci są
      > przyzwyczajone, że spacerowaliśmy już w najchłodniejszy dzień
      > tej zimy gdy było - 7

      czy czasami nie przesadzasz jednak w drugą stronę? z jednej strony
      przekarmianie, przewijanie co godzina czy przegrzewanie malucha nie
      jest dobre ale z drugiej strony robienie wszyskiego zaplanowanego co
      do minuty a nie wtedy kiedy byłaby taka potrzeba też jest trochę
      przegięciem...

      nie lepiej żeby dziecko jadło wtedy kiedy jest GŁODNE i było
      przewijane wtedy kiedy faktycznie ma MOKRO (a nie wtedy kiedy minie
      dany okres czasu od poprzedniej czynności, bez względu na to czy to
      będzie ciocine 1,5 h czy Twoje 4 h)...

      odrzucanie wszystkich rad "bo ja wiem najlepiej" też nie wydaje mi
      się najrozsądniesze - można przegapić tę jedna wartościową. zresztą
      nikt nie jest nieomylny...
      • lia.13 Re: niby racja ale.. 22.12.08, 22:39
        po to wprowadzono pieluchy jednorazowe w miejsce tetrowych, żeby nie trzeba było
        przewijać dziecka za każdym razem, jak ma mokro.
        A co do pór jedzenia, to jak dziecko nie melduje matce, że jest głodne to znaczy
        że nie jest. Dorośli zresztą też jedzą o stałych porach a nie podjadają
        pomiędzy. Dziecko powinno oczywiście jeść częściej niż dorosły, ale jednak też o
        stałych porach.
        • anna_sla Re: niby racja ale.. 23.12.08, 20:16
          a Ty wiesz, że bywają osoby niezreformowane i nie wiedzą, że pampersów nie
          trzeba przebierać po jednym siknięciu?? Wyobraź sobie, że ja mam taką teściową,
          której pojęcie zasady działania pampersa zajęło prawie 2 lata kiedy to sama
          została nianią rocznego chłopca. Dla mnie to był szok choć sądziłam, że niczym
          już mnie nie zadziwi ;P domniemam, że takich osób niestety jest więcej na tej
          ziemi big_grin
      • tscina Re: niby racja ale.. 23.12.08, 14:00
        fakt, zapomniałam napisać, że zmieniam co 4 godziny, chyba, ze jest pilniejsza
        potrzeba typu kupka, ale wydawało mi się to tak oczywiste uncertain
        U mnie nie ma i szybko nie będzie karmienia na żądanie, bo nie robiłabym nic
        innego tylko karmiła. Wedle ochoty będą jeść gdy zaczną się sami obsługiwać.
        Mam stały rozkład dnia do którego chłopcy są przyzwyczajeni. Oni nie mają czegoś
        takiego jak mokro w pieluszce, nagła potrzeba picia czy jedzenia. Jedzą zawsze o
        stałych porach, śpią także, wiedzą, kiedy czas spaceru i gdy go nie ma o
        awantura na całego. Nie trzymam ich z kupą bo do zmiany pieluchy jeszcze 3
        godziny. Źle mnie zrozumiałaś. Wiem, kiedy moje dzieci czegoś potrzebują. A
        ciotki każde ich jęknięcie interpretują według siebie.
        A co do rad, to jeśli ich potrzebuję to proszę. Nie, nie twierdzę, że jestem
        wszystkowiedząca, choć uważam się za osobę wykształconą i oczytaną. Wiem to, co
        jest mi potrzebne do wychowania moich dzieci. Ale na pewno nachalne rady owych
        ciotek nie są mi w najmniejszym stopniu potrzebne.
        Mało tego, ja w zasadzie nie nazwałabym tego radami: to są po prostu
        stwierdzenia i rozkazy.
        Jeśli usłyszę coś wartościowego to z pewnością się pochwalę
        • bambussi Re: niby racja ale.. 23.12.08, 15:17
          tscina napisała:

          > Mam stały rozkład dnia do którego chłopcy są przyzwyczajeni. Oni
          > nie mają czegoś
          > takiego jak mokro w pieluszce, nagła potrzeba picia czy jedzenia.
          > Jedzą zawsze o
          > stałych porach, śpią także, wiedzą, kiedy czas spaceru

          dzizas... chyba pomyliłaś macierzyństwo z wojskiem albo zakładem
          karnym

          to, że tobie sie wydaje ze nie mają nagłej potrzeby tego czy tamtego
          to nie znaczy że każdy jest robotem jak ty... a jak nie lubisz
          karmić wtedy kiedy dziecko jest głodne (a póki co to ty jesteś
          odpowiedzialna za swojego maluszka i to twój psi obowiązek dbac o to
          żeby dziecko nie było głodne) to było sobie nomen omen pieska kupić
          a nie decydować się na dzieci bo wydaje się że jesteś na nie zbyt
          wielką egoistką

          chyba zaczynam rozumieć dlaczego się skarżysz że ciągle ktoś cię
          poucza - ja też bym chyba nie wytrzymał
          • tscina Re: niby racja ale.. 23.12.08, 16:54
            pieski mam 2 więcej nie potrzebuję
            o jakim robocie Ty piszesz? jeśli lubisz skakać wokół dzieci non stop proszę
            bardzo, karm je tylko wtedy kiedy Ty masz ochotę i przewijaj jak tylko zabraknie
            Ci zajęcia Bo to chodzi o Twoją ochotę Tylko i wyłącznie! Może do edukuj się
            troszkę Zdaje się, że w każdym poradniku jest napisane o regulowaniu rytmu dnia
            dziecka I powie Ci to każda rozsądna, doświadczona matka
            podstawą wychowywania dziecka jest właśnie wyregulowany rytm dnia
            Skąd Ty możesz wiedzieć kiedy moje dzieci są głodne
            Nie masz najmniejszego prawa nazywać ani mnie ani żadnej inne matki podchodzącej
            do wychowywania dzieci z rozsądkiem egoistką
            A tak zupełnie na marginesie to chyba zboczyłaś delikatnie z głównego wątku
            Pytałam o dobre rady a nie o to kiedy mam karmić dzieci
            nie mamy o czym rozmawiać
          • tscina Re: niby racja ale.. 23.12.08, 17:02
            tłumaczę sobie jeszcze Twoje dziwne podejście tym, że może karmisz piersią, a co
            za tym idzie na żądanie
            moje jedzą butle, więc wiedz, że istnieje coś takiego jak schemat żywienia
            dziecka Może dla Ciebie zbyt skomplikowany, więc wyjaśnię w skrócie, że dziecko
            je określoną ilość posiłków
            jeśli twoje jedzą gdy tylko mają na to ochotę to może porozmawiaj z dobrym
            pediatrą który powie Ci jak rytm dziecka wyregulować
          • juliza do bambussi 26.12.08, 10:26
            Ile lat mają Twoje bliźniaki, że masz odwagę dawać nomen omen RADY mamie dwójki
            dzieci? Jestem ciekawa, jak wygląda (wyglądał) twój rozkład dnia przy ich
            wychowywaniu i jak spełniałaś/łeś (??) się w MACIERZYŃSTWIE...
    • sofisti Co się dziwisz 22.12.08, 14:12
      im macierzyństwo też zabrały ciotki, matki, babcie i sąsiadki więc tobie nie
      może być lepiej.
      Ja miałem jeszcze gorzej, bo nie dość, że tego typu dobre rady, to jeszcze jak
      takie panie widziały faceta z dzieckiem to już w ogóle, niemal z rąk by wyrwały,
      bo facet wiadomo, upuści jeszcze, albo inną krzywdę zrobi.
      Ale najlepszy numer (trochę nie na temat może, ale też o wtrącaniu się) miałem
      kiedyś będąc z córką na wakacjach. Miała z 3 lata, siedzimy w restauracji, ja,
      córka i znajoma żony, żona skorzystała z okazji i wyszła zrobić zakupy. Dla
      osoby z boku ja i ta znajoma żony mogliśmy wyglądać jak małżeństwo z dzieckiem.
      No więc karmię córkę, potem idę z nią do toalety, raz, drugi itp i pod moją nie
      obecność jakaś wścibska baba siedząca stolik obok zwróciła się do znajomej "ale
      z pani wyrodna matka, nic pani nie robi, nawet nie przytuli pani dziecka".
    • jacksparrow1 Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 14:22
      tscina - wyluzowac trzeba.Mnie tez dobre rady ciotek klotek
      doprowadzaly do szalu, tesciowa nie byla nahalna, ale tez cos
      probowala - nawet stwierdzila ze jej wnuczka to ma zimny chow.Mi
      lekarz powiedzial ze dziecko tak samo czuje goraco i chlod jak
      my.Jak ty sie ubierasz w krotki rekawek to dziecko tez ubierz tak
      samo z dodatkowa warstewka np body( to sie tyczylo malutkiego
      dziecka, bo potem juz szlam na wyczucie)W koncu jak twesciowa mi
      zaczela macic kolo ucha troche wyrazniej , poskarzylam sie mezowi a
      ten jej "wygarnal" jak mu strzelila ze wychowala dwoch synow, ze on
      tego zbytnio negowac nie bedzie, ale z dziewczynkami to zupelnie
      jest inaczej.Wtedy odpuscila a ja jak cos sie chcialam dowiedziec to
      sie pytalam, nawet Babci czasami i musze przyznac ze Babcine metody
      mi sie nie raz nie dwa przydaly i byly bardziej przydatne niz
      porady ciotka klotka.
      Na tego typu teksty ze pampera musisz zmieniac co 2 godziny, ze
      trzeba dzieci poprzykrywac 3 warstwami kocykow a spiworek to tez by
      sie przydal itp itd to ze stoickim spokojem powiedz ze Ty to wiesz,
      ze nawet NAUKA zna takie przypadki.... ale je olewa.I juz.A jak
      jestes z wizyta u tesciowej i ciotki klotki atakuja ze pampera trza
      zmienic to powiedz prosze bardzo zmieniaj ile chcesz nawet co godzine
      ( tylko swoj zestaw do pielegnacji dzieci schowaj).Niech kupia
      paczke pamerow i niech zmieniaja jak im sie podoba.
      Z pewnoscia popelnilas jakies bledy i nie ma sie co oszukiwac
      zrobisz niejeden.Jak kazda z nas.Ale wszystkie ksiazki o
      macierzynstwie, o pielegnacji sa dobre tylko tych wszystkich porad
      nie mozna zastosowac do kazdego dziecka.
      Napisze Ci jeszcze tak - kiedy corka miala jakies 2 lata zarazila
      sie wiatrowka od swojego wujka do ktorego sie przykleila ( sam nie
      wiedzial ze za dwa dni go wysypie) no i oczywiscie dziecko moje tez
      wysypalo z opoznieniem, ale jednak.Bratowa dala mi dobra rade zeby
      szybciej te krostki wyszly to trzeba przegrzac dziecko - ubrac je
      cieplej zeby sie troche wygrzala.No i nie moglam - poprosilam mame
      zeby to zrobila, bo ja ne moglam zalozyc na nia kilku dodatkowych
      warstw.Rada byla dobra bo wiatrowke skonczylismy w terminie krotszym
      niz tydzien.
    • lavinka Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 14:35
      O, współczuję. Mam wrażenie,że zawsze jest w społęczństwie gatunek
      starych bab,któe wszędzie ściubiają nos.
      Moja mać się często z tym spotykała, ale on ana szczęście umiała
      odpysknąć na tyle,że dziunie zamykały paszczę.
      Pamiętam jej odzywki z czasów niemowlęctwa mojego brata i to zawsze
      brzmiało w stylu - "hartuję je-dzięki temu w ogóle nie chorują"(co
      było prawdą). Czasem też wyzywała je od wieśniar wink
    • quasi.modo Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 17:52
      Ja tam nie mam jeszcze dzieci, ale podzielę się swoimi obserwacjami.
      Mieszkam na południu USA i jak to na południu - raczej jest tu ciepło. Zdarzają
      się jednak momenty, na przykład dzisiaj (-5C), ze jest naprawdę chłodno. Mimo
      to, nikt tu nie posiada zimowych kurtek, czapek itp. Malo tego, nawet w tej
      temperaturze uświadczyć można przechodnia w krótkich spodenkach! Pewnie, ze to
      nie na długie spacery się tak wybierają, tylko na przejście z budynku do
      budynku. Ale mimo to jakoś nie zauważyłam, żeby się kulili z zimna. Podobnie
      zresztą w lecie - klima idzie na maksa, w domach po 18C (na dworze 35C), ja mam
      wiecznie gęsia skórkę, a tu wszyscy zadowoleni. Długo mi zajęło zastanawianie
      się, jak to możliwe. Objawienie przyszło dopiero jak zobaczyłam, jak się tu
      wychowuje dzieci. Przez większą część roku, biegają bez skarpetek, po deszczu
      biegają w japonkach, przy 15C w krótkich gaciach i podkoszulkach. Każdy, kto
      przyjedzie z Europy (zwłaszcza z Polski) nadziwić się nie może. Po prostu ludzie
      maja tu inny próg zimna. Kwestia przyzwyczajenia od maleńkości. I żyją, a jeśli
      chorują, to nie od zimna, tylko od alergii.
      Także nie daj się ciotkom - zmarzluchom. Dzieci przyzwyczajaj do faktycznych
      warunków pogodowych, jakie panują w ich kraju smile
    • braksodont Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 20:14
      Nie jesteś wyrodna, wręcz przeciwnie. Muszę zauważyć, że w odróżnieniu od
      jednego z kolegów miałem szczęście, bo nikt mnie nie próbował pouczać na ulicy
      (to było już 23 lata temu). Na rodzinę nie ma innego lekarstwa niż pędzić,
      zażądaj również wsparcia męża. Im szybciej rozstrzygnie się sytuacja, że to wy
      decydujecie, tym lepiej. Nie będzie miło, stopień eskalacji chamstwa zależy od
      sytuacji, ale lepiej zrobić to teraz. Małe dzieci są na szczęście dość odporne
      na nasze głupstwa, tak że mały błąd im nie zaszkodzi. Później możesz mieć
      problemy z zalewem zabawek, cukiereczkami, pączkami, egzekwowaniem dyscypliny,
      czasem dla siebie (kochamy dzieci, ale nie musimy być do nich przyspawani.
      Pozdrawiam i powodzenia.
      P.S. Swoją drogą nie przypuszczałem, że tak archaiczne podejście (przekarmianie,
      przegrzewanie) jeszcze pokutuje. A wydawało się, że można zajrzeć do poradnika,
      bo poglądy jednak się zmieniają i nie jest to tylko moda.
    • 0-gramma Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 22:40
      Zagłaskać kotka skąd ja to znam smile
      U mnie pomomogła odpowiedź że jeżeli wiedzą lepiej
      to możemy zostawić dziecko na 2 tyg. u nich smile
    • kara_b Re: dobre rady o które nie prosimy 22.12.08, 23:16

      a ja nie mam blizników,tylko jednego 6-mc szkraba i teściów. moja
      teściowa ciągle przywozi mi wywiady róznych pań znanych z tivi
      żebym poczytała jak to one spełniają się w macierzyństwie .oprócz
      tego bardzo ale to bardzo chce pomóc i doradzić i cokolwiek powiem
      to już wie co powinnam zrobić.na nasze prośby o przystopowanie to
      rzuca słuchawką z hasłem radzcie sobie sami... a teść
      stwierdził,że głupio robi ten,kto słucha rad bratowej ,która ma
      dwójkę małych dzieci a nie jego i jego żony ,bo tamte dzieci są
      małe a oni wychowali dwóch dorosłych synów i oni wiedzą więcej.
      już panikuję na ich wizytę w święta sad

      pozdr k
      • netty5 Re: dobre rady o które nie prosimy 28.12.08, 00:17
        No chyba nikt nie lubi jak ktos sie zachowuje jakby znal nasze
        dzieci lepiej niz my.Ja tez tego nie lubie.ALe czytajac twoj post
        troszke mi sie wlos postawil.Moze masz mega odporne dzieci -jesli
        tak to zazdroszcze.Ja jakbym wyszla z moimi na chlod w samych
        kapturkach znowu wyladowalabym w szpitalu z ostrym zapaleniem ucha u
        ktoregos.Probowalam nie cackac sie z nimi ale niestety niektore
        rady -szczegolnie mojej mamy okazaly sie bezcenne-musialam
        wprowadzic w zycie.Mimo ze na poczatku staralam sie dzieci nie
        przegrzewac itd to coraz wiecej chorowaly,mizernialy i wpadlu mi w
        straszna anemie z ktora teraz walczymy i wisi nad nami grozba
        przetaczania krwi u synka(mam parke).
        Jeszcze jedno odczucie po przeczytaniu twojego posta: w moich oczach
        tez narysowal mi sie obraz chlodnej musztry.Przepraszam jesli zle
        odebralam ale pisze szczerze.Moje dzieci np. nie poddaly sie planowi
        dnia.Kazde i tak jadlo wo takiej poze jakiej chcialo i spalao jak
        chcialo.Pampers u mojej corci starcza na gora 1,5 godz bo siusia o
        wiele wiecej od synka.Pytalam dobrego pediatry i
        neonatologa ,rehabilitantke tez i wszystcy trwierdza to samo -
        dziecko samo ustala sobie rytm dnia i sygnalizuje swoje potrzeby a
        tlumiac je tlumimy jego indywidualnosc i niezaleznosc.Nie mozemy
        dzieci wytresowac i nie mowie tego zlosliwi bo moze twoje dzieci maj
        akurat takie potrzeby ale mowie ze nie mozemy tego odnosic do
        wszystkich dzieci.Co do schematu zywienia.....no coz w mojej
        rodzinie bierze w leb na calej dlugosci.Moje dzieci nie toleruja
        absolutnie jakiegokolwiek mleka modyfikowanego.Nie lubia i juz od
        okolo pol roku(maja rok i tydzien) jestem zmuszona podawac im mleko
        krowie i danonki.Lekarze kazali nam wybrac mniejsze zlo.A wszytskiem
        produkty wprowadzalam do diety moich maluchow o miesiac wczesniej i
        dobrze tolerowaly.Moim zdaniem nie mozemy trzymac sie sztywno
        twardych zasad .Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia i zdrowia
        dla maluszkow.
        • bweiher netty 28.12.08, 17:15
          Mam pytanko do ciebie.Mój starszak też nie tolerował mleka modyfik i jak
          skończył 6 miesięcy przeszliśmy na krowie.Ale danonków tez nie mógł
          jeść.Pediatra powiedziała ze Danonki to samo zło.Dostawał strasznej wysypki na
          całym ciele.Teraz to samo mam z jednym z bliźniaków.Nie toleruje mleka m i
          zastanawiam się czy też mu nie wprowadzić krowiego(pediatra twierdzi że to
          uczulenie na jakiś składnik mleka ale nie zaleciła zadnej mieszanki zastępczej
          mówiąc ze mam zmieniać mleka różnych firm i próbować.
          No i teraz chciałam sie ciebie zapytać jakie dajesz mleko.Masz jakiegoś
          gospodarza co ma krowy?czy dajesz takie z butelki pasteryzowane(nie mylić z
          uUHT).Bo my wyprowadziliśmy się i teraz nie mam dojscia do prawdziwego krowiego
          mleka.
          • netty5 bweiher 28.12.08, 22:03
            No niestety nie mam zaprzyjaznionego gospodarza.Robie mleko w
            proszku.Danonki......no coz nie sa idealne dla tak malych dzieci ale
            jak juz pisalam lekarze kazali nam wybrac mniejsze zlo.Przeszlismy
            przez twarozki,jogurciki NESTLE specjane dla malych dzieci ,bakusie
            i rozne inne.Niestety danonki tez juz ida w odstawke po malu.
            Probowalam przemycac mleko modyfikowane w potrawach, nalesnikach,
            placuszkach ,koktajlach .....nic nie przechodzi.One wyczuwaja smak
            mleka i koniec,dziubki na klodke.A wczesniej jadly kaszki nestle i
            bobovity.Teraz zero nabialu ,nawet jajeczkiem pluja.Najlepiej im
            wchodzi kanapka z maselkiem i kawalek mieska ale tylko w raczke do
            dziubania.Czasem udaje mi sie dac im budyn na mleku w proszku albo
            zwykla manne ale tylko z jakims dzemem mocno owocowym albo
            zmiksowanymi truskawkami.ALe tylko na mleku w proszku bo na
            modyfikowanym nie da rady.
            Moja rada dla ciebie: duuuuzo cierpliwosci i probuj ,probuj i
            jeszcze raz probuj.ALe pamietaj nic na sile bo zniechecisz malucha
            na dobre.Powodzenia.
        • tscina Re: dobre rady o które nie prosimy 02.01.09, 11:33
          no ja chyba rzeczywiście mam złote dzieci
          Rozbawiłyście mnie tą musztrą smile
          No ale nic na to nie poradzę, że oni mają swój stały rytm, że każdy dzień jest
          taki sam i że wszystko robią razem
          Wiem, że to zabrzmi śmiesznie, ale większy filip nawet kupki robi codziennie o
          mniej więcej stałych godzinach ( plus-minus pół godziny)smile
          Muszę jeszcze tylko pomyśleć jakby to zrobić, żeby Miłek robił razem z nim smile
Pełna wersja