dorotaa3
08.11.03, 15:04
Witamy serdecznie.
Moja żona urodziła 01.10.2003 w 33/34 tygodniu. W nocy poszło trochę wód i
lekarze postanowili dłużej nie czekać. Dzieci przyszły na świat o 14.15
ważyły 1,7 , 1,8 , 1,9 kg dostały 8-10 punktów. Trzeba przyznać że szpital
mieliśmy super, naprawdę opieka na najwyższym poziomie, po 24 godzinach po
operacji żona mogła już iść do dzieci. Po 3 tygodniach była już rodzina w
domu, w komplecie. Szczerze mówiąc na razie jest wszystko dobrze, nie jest
tak źle jak nam wszyscy mówili, praktycznie podczas przyjmowania gratulacji z
narodzin każdy nam współczuł i mówił że nie damy sobie rady. Dzieci są bardzo
grzeczne praktycznie nie płaczą, no może jak się obudzą w porze jedzenia, ale
zaraz idą butelki w ruch i jest spokój. Po godzinie praktycznie powoli
zasypiają i nie wymagają noszenia. Kąpać postanowiliśmy na tak zwanego kotka
pod bieżącą wodą, żona kąpie ja w tym czasie kolejno karmię. Praktycznie
zajmuje nam to około godzinę uporanie się z całą trójcą. Staramy się karmić z
butelki ponieważ idzie to dużo szybciej i wiadomo ile dzieciaczek zjadł, bo
przy piersi to zasypiają i za godzinę znowu ryk bo głodne. Żona co trzy
godziny ściąga pokarm za pomocą elektrycznego laktatora ściągającego z
obydwóch piersi. Zajmuje to 22 minuty. Na razie pokarmu starcza dla
wszystkich, raz lub dwa razy dziennie dokarmiane są pokarmem sztucznym.
Jedynym naszym problemem jest to że dzieci domagają się co trzy godziny, a
nie raz nawet częściej jedzenia. Słyszeliśmy że powinniśmy im powoli wydłużać
pory karmienia, no tak jak tu wydłużyć jak jedzą już prawie po 100 ml i po
trzech godzinach już szukają co by tu przegryźć. Martwi nas również
charczenie dwójki dzieciaczków, oraz częste stękanie wydaje nam się że to
wina nadmiernej ilości gazów. Pozdrawiamy wszystkich rodziców. Tomek tata
Róży, Piotra i Pawła.