Nie wiem co robić...

28.04.09, 21:23
Mam problem. Może nie jakiś straszny, ale dla mnie bardzo ważny.
Chcieliśmy w tym roku posłać naszych chłopców do przedszkola. Mają w tej chwili 2 lata i 5 miesięcy i wydawało mi się, że to już dobry moment by od września wstąpili w szeregi przedszkolaków. Zaznaczę od razu, że nie mam jakiegoś strasznego parcia- nie muszę iść do pracy, nie brakuje nam póki co pieniędzy ani żadne inne takie. Obserwuję chłopców już od dawna i naprawdę myślałam, że to dobry pomysł. Mają mnóstwo energii i są strasznie ciekawi świata- bardzo lubią się wspólnie bawić, mają dużo fajnych pomysłów i jak tylko mają zorganizowany czas są fantastyczni! Niestety- mam na głowie cały dom- przez 7 godzin jestem z nimi zupełnie sama i w tym czasie zaliczam spacer, zakupy, gotowanie dwóch obiadów, sprzątanie... no i wiadomo, że nie za wiele czasu zostaje na zabawy z dzieciakami. A jak się nudzą, to wiadomo... wszystko fruwa i ogólna destrukcja.
Nie ukrywam też, że z dnia na dzień mam już coraz mniej energii no i co najgorsze cierpliwości do chłopaków. Teraz kiedy jest ciepło- dużo wychodzimy i jakoś tak fajniej mijają dni, ale jak tylko sobie pomyślę o kolejnej jesieni i zimie spędzonej w domu...
Problem polega na tym, że od jakiegoś czasu chodzimy z chłopcami popołudniami do przedszkola, żeby mogli się pomału oswoić. I o ile jeden chodzi chętnie i nie ma z nim większych problemów, o tyle drugi... Tragedia. Płacz, histeria, "do mamusi" i koniec. Umarł w butach. No i nie wiem co robić. Czy próbować jakoś przeforsować ten temat, czy może lepiej poczekać jeszcze rok i spróbować jeszcze raz.
Sama nie wiem. Nie chce robić nic na siłę. Tym bardziej, że teoretycznie jeszcze nie muszę. Nie ukrywam, że chciałabym już pójść do pracy, między ludzi... ale nie kosztem chłopców! Póki nie będę miała 100 % pewności, że są w przedszkolu szczęśliwi to nie będę w stanie skupić się na sobie.

Dziewczyny- doradźcie- co robić?! Napierać czy odpuścić?!
Jak to jest u Was? Jak długo jesteście z dziećmi w domu? Czy jakoś ich nie wypaczę "przetrzymując" ich jeszcze jakiś czas w domu? Nie chcę ich izolować od innych, ale też nie chce robić nic na siłę. A mam wrażenie, że dla mojego Mateuszka jest jeszcze troszeczkę za wcześnie. A może ja panikuje?! Pomocy...
    • hannamay Re: Nie wiem co robić... 28.04.09, 23:27
      wiesz zycie jest naprawde kruche i dzieci tak szybko rozna i tak szybko nas juz
      potrzeboiwac w takim stopniu jak teraz nie beda - daj sobie troche czasu i
      maluszkom tez. sama zobaczysz niby bedziesz chodzic do pracy i chlopcy do
      przedszkola ale codzienne zmagania z placzem dziecka ktore potrzebuje mamy i nei
      chce byc samo w przedszkolu - nie dadza ci zadnego komfortu. daj mu jeszcze
      czasu troche - moja starsza miala faze ( zaczela przedszkole w wieku 21 mcy)
      najpierw lubila chodzic pozniej ja z nia chodzilam przez miesiac bo nie chciala
      sama zostac potem miala faze placzu i az serce bolalo kieyd przyszlo mi jej
      powiedziec ze pora do przedszkola - fakt jak zamknelam drzwi przedszkola ona w
      miagiczny sposob przestawala plakac i bawila sie swietnie z dziecmi - ale
      widoczni trudna to byla rozlaka dla niej) potem dluga przerwa bez przedszkoala i
      kiedy miala 3 i pol zaczel ana nowo w nowym przedszkolu - REWELACJA! ani raz nie
      plakala chce chodzic najchetneij kazdego dnia, marzy aby bawic sie z
      kolezankami, zyje przedszkolem - wynika to z tego ze dorosla do tej fazy zycia i
      jets samodzielna, czuje sie bezpieczna ma ten komfort ktore kazde dziecko musi
      miec.

      jesli musisz wrocic do pracy - wiadomo koniecznosc. jelsi nie, daj sobei czasu
      trodszke, dzieci tak szybko sie zmieniaja z beksy zrobi sie niezalezny,
      samodzielny czlowiek w ciagu 6 mcy.

      pomysl ze ten czas juz nigdy nei wroci, ze tylko raz sa maluchami zaleznymi od
      ciebie i z miesiaca na miesiac beda coraz bardziej samodzielni az bedziesz
      marzyc aby nastala taka chwila jak kiedys kiedy przyjda sie przytulic i polezec
      na twoim brzuszku lub obok ciebie ..
      • cytrusowa Re: Nie wiem co robić... 29.04.09, 09:20
        wiezs, to zalezy jak bardzo Tobie zalezy na tym, by chlopcy chodzili juz teraz
        lub w najblizszej przyszlosci do przedszkola.

        my nasze dziewczynki poslalismy jak skonczyly dwa lata-decyzja podyktowana byla
        podobnymi przemysleniami, widzialam jak mlode lakna dzieciakow, nowe zabawy
        itp., poza tym ja mialam juz dosyc, nie ukrywam ze bylam baaardzo zmeczona.
        a chcialam im dac radosc, nie zlosc i krzyki.

        zaczelysmy chodzic od razu na normalne zajecia, tyle ze tu daja ok. dwoch
        tygodni na zaaklimatyzowanie sie dzieci.

        to przedszkola dla dzieci do lat 4.

        wygladalo to tak, ze szlam z mlodymi tylko do godziny 11-12 pomimo, ze ogolnie
        grupa dziala do 15.

        siedzialam na krzeselku, czytalam sobie nie reagujac abosutnie na mlode. a mlode
        byly do mnie przyklejone - oswajaly sie. tez bylo MAMA, MAMA ale coraz chetniej
        odchodzily chocby na minutke, dwie...

        z dwoch tygodni zrobily sie ponad trzy, bo w miedzyczasie od razu podlapaly
        (Kala) jakiegos rota chyba, potem jakies paskudne przeziebienie i polecialysmy
        do Polski an tydzien, podleczyc siesmile

        po powrocie aktywnosc w przedszkolu zaczela sie zwiekszac ale nadal pilnowaly mnie.
        mam dzieci z mocnymi charakterkami,w przedszkolu pewnego rodzaju sensacje
        wywolaly, bo lubily obic sceny, a tu widac dzieciom na wszystko wolno i malo
        ktore to robia...ale panie sobie poradzilysmile

        potem zaczelam wychodzic na godzinke - dwie, az razu pewnego rano odporwadzilam
        i panie kazaly wrocic na 12.
        bylam pod telefonem.
        bylo super, a ja sie nudzilöam, z wrazenia nie wiedzaialm ie isc i sco robic,
        hehehehe

        a po kilku dniach zostaly od 8.30 do 15 z drzemka posrodku.

        od tej pory jest bosko, mlode tak lakna przedszkola, ze przez sen gadajasmile
        ucza sie wiele, baaardzo wiele, z uwzglednieniem jezyka niemieckiegosmile

        nadal bywaja rozne dni, lepsze czy gorsze ale jestemsy wszyscy zadowoleni, bo
        dziewczynki bardzo sierozwinely maualnie, samodzielne juz byly wczesniej, wiec
        to tylko zaleta bylo

        niestety wielkim minusem przedszkola jest chorowanie Kali, ponoc sa dzieci,
        ktore dlugo zdobywaja odpornosc. powoli sie uspokaja ale nie jest idealnie

        dodam, ze male mimo rpzezieien chodza do przedszkola
        • ma2ma Re: Nie wiem co robić... 29.04.09, 11:16
          witaj, ja mam dokaldnei taka sama sytuacje jak ty, ale moi chlocpy
          sa mldosi o rok od twoich

          tez nei musz eisc do pracy, ale chce aby oni poszli w przyszlym roku
          do przedszkola...mysle ze to i dla nich i dla mnie zdrowe
          rozwiazanie, tak ajk ty siedze z nimi sama w domu, zajmuje sie domem
          i chlopcami caly dizen, po poludniu maz przyjezdzai wychodizmy na
          plac zabaw, a tam raj dla smykow, uwielbiaja inne idzieci i zabawy z
          nimi, nie boja sie innych, daj asobie siwetnie rade, choc 1 ciagle
          tez mamuje, czyli chodzi po placu zabaw i jak mnie nie wodizto wola
          mama mama i moj maz sie juz smieje,z e to bedize rozpacz gdy pojdize
          do przedszkola...moze i bedzei alee wole, aby poplakal pare dni czy
          tygodni w przdszkolu terez niz miala bym go "nianczyc" jeszcze roka
          a potem jeszcze gorzej moze byc a do tego u nas jest problem bo nie
          chca przyjmowac 4 latkow do grup...wiec it ak mam troche nacisk z
          tej strony\
          nie mneij ejdnak uwazam, ze 3 latka to juz duze dzieci i
          samodzielne...a poza tym slyszalm od znajomych, ktrozy maja
          blizniaki, ze dopoki ni eposzli do przedszkola to owszem bawili si
          erazem, ale krotko a w przedszkolu ta wiez blizniacza sie u nich
          rozwinela i od tamtej pory bracia jak 1...wszystko razem, zabawy
          super, razem wszedzie ida itd...oni tez mieli ten problem, lecz zona
          postanowila, z maluchy ida i koniec..i moim zdaniem dobrze zrobila i
          jak tez tak zrobie...mysle ze wy macie jeszcze cczas, aby maluchy
          sie przyzywczaily...probuj i nie poddawaj sie...z czasem maly sie
          oswoi i chetnie bedzie zostawal z dzicmi..a moz ezrob tak jak
          dziewczyny pisaly..zostaw (mimo pekajacego serca), zamknij drzwi a
          pani przedszkolanka go czms zajmnie i tak zeby nie widzail, ze
          wychodzisz...probujcie trzymam za was kciuki!!!
    • nochalopagus82 Re: Nie wiem co robić... 29.04.09, 14:34
      Wielkie dzięki za Wasze odpowiedzi!
      Mój problem jest tym większy, że ja sama jestem "dzieckiem przedszkola", tzn. od maleńkości tułałam się po różnych placówkach- najpierw żłobek (w wieku 2 lata i 3 m-ce) później przedszkole, a nawet jak byłam już w szkole to swoje w świetlicy też musiałam odsiedzieć. Jest z tego powodu we mnie ogromny uraz- do dziś pamiętam co czułam, gdy mama zostawiała mnie na 8 godzin z dala od domu i rodziców. Wiem, że może to głupie, ale ja nie chciałabym by to samo przechodziły moje smyki. Tym bardziej, że teoretycznie nie muszę iść do pracy. Ale to tylko teoretycznie, bo praktycznie to coraz częściej dopadają mnie jakieś kryzysy dnia codziennego. Coraz częściej mam wrażenie, że już dłużej nie dam rady, że ciągnę ten cały majdan resztką sił (psychicznych- ma się rozumieć). Mam ogromne wsparcie w mężu, ale i między nami ostatnio układa się różnie. Nie ukrywam, że strasznie mu zazdroszczę tego, że ma prace, że codziennie MUSI wyjść z domu na tych kilka godzin, że w pracy spotyka się z ludźmi, no i że nieustannie się rozwija i uczy nowych rzeczy. A ja? ciągle tylko w domu z dziećmi. Pranie, sprzątanie i takie tam różne- zresztą- same wiecie najlepiej. A poza tym trochę się martwię o swoją- nazwijmy to- karierę zawodową. Zaszłam w ciąże 4 miesiące przed obroną pracy magisterskiej- od tamtej pory jestem zupełnie wyłączona z "normalnego życia". Nigdy nie pracowałam zawodowo (trochę dorywczo na studiach- jako opiekunka do dzieci big_grin ) i obawiam się jak to będzie jak w końcu będę musiała pójść do pracy. Z zawodowego punktu widzenia mój życiorys to istna tabula rasa- zero doświadczenia, zero praktyki. W dzisiejszym świecie osoby takie jak ja mają straszny problem na rynku pracy. Robię co mogę by trochę podnieść swoje kwalifikacje (chodzę na kurs niemieckiego i chcę zdawać w czerwcu certyfikat), ale dopóki będę uziemiona w domu z dziećmi wiele nie zwalczę.
      Nie jestem typem karierowiczki- praca to w moim przekonaniu ma byś odskocznia- takie moje małe miejsce tylko dla mnie gdzie wreszcie będę mogła pomyśleć tylko o sobie. Dlatego z jednej strony marzę o tym by chłopcami zajął się wreszcie ktoś inny, bym w końcu mogła zacząć żyć swoim życiem. Wiadomo, że nie dosłownie, ale po prostu coraz częściej zaczynają się we mnie odzywać jakieś moje niezrealizowane marzenia i niezaspokojone potrzeby. Czuję, że nie ma teraz w tym wszystkim równowagi i że przez moje jakieś frustracje cierpią chłopcy. Zrobiłam się nie do wytrzymania- bywają momenty, że mam ochotę rzucić to wszystko w diabły i uciec na koniec świata. Na razie to tylko momenty, ale co będzie jak jeszcze trochę posiedzę z nimi w domu... naprawdę nie wiem. I tylko ciągle dręczą mnie wyrzuty sumienia, że znów nakrzyczałam, że dałam klapsa, albo że zwyczajnie znowu sobie coś tam odpuszczam, z braku sił i chęci.
      Naprawdę nie wiem co z tym dalej zrobić. Ciągle się miotam. Nie chcę, żeby przez mój egoizm i egocentryzm cierpiały dzieci...
      • doti_2 Re: Nie wiem co robić... 29.04.09, 22:42
        chłopców poślij do przedszkola a ty poszukaj pracy na pół etatu (bo mogą
        chorować i przyda się więcej wolnego czasu). Lepsza mama zadowolona przez 3h niż
        krzycząca przez 10h.

        Ja wróciłam do pracy jak moje miały 7 m-cy (nie ukrywam z powodów finansowych)
        ale od tego czasu psychicznie czuję się dużo lepiej, bo zasuwałam w domu jak
        robocik na taśmie i rutyna mnie dobijała. Teraz maluchy mają przez 8 h nianię, a
        potem ja albo mąż, albo oboje mamy dla nich czas i cierpliwość.

      • hannamay Re: Nie wiem co robić... 29.04.09, 23:08
        widzisz, samo pojscie do pracy nie zmieni twojej sytuacji - to tak z boku fajnie
        wyglada mama idzie do pracy a po pracy tryska energia i ma anielska cierpliwosc
        .. po pracy czekac cie beda dzieci stesknione i potrzebujace kazdej sekundy
        uwagi, dom ktory trzeba ogarnac, pranie i sprzatanie i gotowanie a w dodatku
        relacje z pracownikami, sprawy firmowe, klopoty i caly tamten bajzel
        organizacyjny i zadaniowy .. ja nie wierze w takie diametralne zmiany kiedy
        idzie sie do pracy .. plus dzieci chore, placzace bo nie chca tam isc .. troche
        moj obraz jest inny i obym sie mylila .. moim zdaniem wypalilas sie, zagubilas
        sie w tej amtni mechanicznych obowaizakow i brakuje ci spojrzenia na zycie takie
        jakie masz z innej perspektywy - gdzie masz entuzjazm, zajmujesz sie poza
        dziecmi czyms co kochasz, brakuje ci kontaktu z doroslymi i innymi rozmowami niz
        o kupkach i o zupkach, ..

        otworz oczy i rozejrzyj sie - nei mozna miec ciastka i je zjesc - ale mozna miec
        dzieci szczesliwe i radosne i mame zadowolona i usmiechnieta .. pomysl zeby
        zapisac sie na jakis kurs, czy na areobik czy ustwaic sobie plan dnia aby
        spotkac sie z kolezankami na kawe czy na spacer samej .. czy nawet 5 min aby
        posluchac jednej piosenki ulubionej kiedy masz zamkniete oczy .. to doda ci
        skrzydel!
        • cytrusowa Re: Nie wiem co robić... 30.04.09, 10:33
          ot co, hanamay pisze podobnie jak ja myslesmile

          a sumujac, to nie tlumacz sie sama przed soba, potrzebujesz odpoczynku a nie
          pojscia do pracy. i oddanie dzieci do przedszkola nie wiaze sie z pojsciem mamy
          do przedszkola.
          nie musi.

          i nie musisz oddawac dzieci od razu na 8 godzin 5 dni w tygodniu, mozerz na
          krocej lub mniej dni w tygodniu.
          i zobaczysz jak to Tobie pomoze, na poczatek to potzrebujesz odpoczynku,
          wylaczenia sie na chwile od dzieci. po to, by z checia je witac, spedzac z nimi
          reszte dnia.
          to pomaga - uwierz.
          potem bedziesz mogla sie zastanwoic co dalej - nie ma sensu od razu rzucac sie
          na gleboka wode: 8 godzin dziennie w przedszkolu i twoj caly etat.
          takie wyjscie NIC nie zmieni a nawet moze pogorszyc

          na marginesie dodac ci, ze ja tez zaczelam chodzic do przedszkola, potem
          zerowka, swietlica,s zkola,s wietlica...
    • nemezja1 Re: Nie wiem co robić... 30.04.09, 14:01
      Witaj, bardzo dobrze Ciebie rozumiem. Ja czekam z niecierpliwością
      na wrzesień, kiedy poślę dzieciaki do przedszkola. Nie mam żadnych
      wyrzutów sumienia z tego powodu. Potrzebuję na parę godzin dziennie
      odciąc się od spraw domowych, zając głowę zupełnie czymś innym -
      praca się tu sprawdza. Mi osobiście 5 min, czy 1 h na aerobicu nie
      wystarcza. Nie dramatyzuję z tego powodu, że siedzę z dzecmi już
      kolejny rok, ale bardzo brakuje mi cierpliwości i pewnego
      entuzjazmu, który zdobędę kiedy będę miała jakieś tylko swoje życie.
      Mnie mama oddała do specjalnego żlobka dla bardzo małych dzieci jak
      miałam 9 m-cy, potem drugi żłobek dla starszych dzieci, potem
      przedszkole, szkoła i siedzenie w świetlicy do końca. Często byłam
      ostatnim dzieckiem, które wychodziło z przedszkola. Pamiętam trochę
      pierwszy okres aklimatyzacji w przedszkolu, że płakałam, a
      przedszkolanka brała mnie na ręce. A potem przyzwyczaiłam się i
      uwielbiałam i przedszkole i szkołe i świetlicę. Nie mam absolutnie
      żadnego urazu, nie mam i nigdy nie miałam, żadnego żalu do mamy.
      Wydaje mi się, że dzieci mogą wyczuwac podejście swoich rodziców -
      jeżeli Ty jesteś niepewna czy postępujesz słusznie, masz wyrzuty
      sumienia to dzieci będą to wyczuwały podświadomie i dostosują sie do
      tego - mogą miec np. żal. Moja mama wiedziała, że musi mnie oddac,
      bo w tamtych czasach była bardzo biedna, musiała iśc do pracy, żeby
      utrzymac rodzinę i pewnie ta jej pewnośc przelała się na mnie.
      Poza tym ze wszystkich znanych mi kobiet - w rodzinie i wśród
      znajomych - WSZYSTKIE odżywały po powrocie do pracy, szczególnie zaś
      te, które długo siedziały w domu.
      Także podsumowując, wg mnie najważniejsze, żebyś Ty była pewna tego
      co robisz. bo spokój w każdej sytuacji udzieli się także Twoim
      dzieciom.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie
Pełna wersja