Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym...

02.10.09, 20:16
Moja cora ma 4.5roku... Martwię się, bo po prostu non stop udaje bezradną istotkę, domaga się pomocy ze wszystkim, uwielbia być traktowana jak krucha, delikatna laleczka... Tak naprawdę świetnie sobie ze wszystkim radzi, wszystko potrafi zrobić, ale caly czas udaje przed nami i samą sobą, że tego nie umie. Zmuszona okolicznosciami - robi wszystko, ale jednak dąży do tego, by to za nią było zrobione. Chodzi o zwyczajne rzeczy - zakładanie butow ("nie poradzę sobie, pomóż mi"), zakładanie kurtki... Lubi udawać dzidziusia, nawet, gdy coś już robi sama, to wydaje odgłosy bobasa, który sobie z trudem radzi. Ciągle narzeka, że pasek u spodni czy rzepy na butach są za mocno śiągnięte i najbardziej lubi gdy są w ogóle niedopięte... A niestety normalnie (podkreślam: normalnie, bo nie zaciągnięte na maksa) muszą być, bo nosi buty ortopedyczne... Dla mnie to wszystko łączy się w całość i niepokoi mnie to tym dłużej, im dłużej to trwa, a trwa już z rok... Jednocześnie, wraz z udawaną bezradnością i z demonstrowaniem swojej kruchości i delikatności, jest jeszcze wieczne niedopieszczenie: chęć siedzenia non stop na kolanach, miziania się, mała mogłaby tak siedzieć, głaskać mnie po szyi, mogłaby się wcale nie bawić. Najlepiej jeszcze, żeby ją nosić na rękach i spać razem - taka nierozłączność 24h...
Powiedzcie mi: skąd u niej takie potrzeby? Gdy była malutka, gdy nie miała jeszcze 2 lat, była strasznie niezależna, samodzielna, wręcz zuchwała i nadmiernie odważna smile I nagle to prysło... Nadal jest śmiała, łatwo nawiązuje kontakty z dziecmi i z drosolymi, ale jesli jestem w poblizu, to zaniecha zabawy, wsiądzie mi na kolana, zawiśnie na szyi i już mogłaby tak zostać...
Przechodziliśmy już z mężem różne fazy: nie godziliśmy się na to i kazalismy jej samej zakladac ciuchy, po pol roku zaczelismy sie godzic i pomagalismy jej z tymi bluzami, kurtkami, butami itp... Od niedawna znow sie nie godzimy, teraz staramy sie tlumaczyc jej, ze jest juz duza dziewczynka, ale ona... nie chce byc duza? Jednak nic się nie zmienia, mala probuje naciagac na pomoc panie w przedszkolu... Wisiec na szyi wisi dalej...
Jej przytulanie sie do mnie bywa wrecz krepujace... Dziwnie sie czuje, gdy w autobusie caluje mnie po szyi albo wklada reke pod bluzke, bo "chce poszukac pepuszka" lub "sprawdzic gdzie mam cycusia"... No kurcze, drazni mnie to i odrzucam to, bo wydaje mi sie nie na miejscu... Ona nie jest juz malenkim dzieckiem...
Dodam, ze nie urodzilo jej sie rodzenstwo, jest jedynaczka i poki co nia zostanie...
Oprocz tego chcialaby wszystko miec takie malutkie-malutenienkie: ona ma nóżeczki, rączusie i główeczkę...
Sama o sobie tak mowi, my uzywamy normalnych form i nie jestesmy jacys ociekający słodkosciami, owszem, traktjemy ją jak dziecko, nie wymagamy, by byla dorosla damą, ma ręce lub rączki, ale czemu na litość rączusie itp? Dziwi mnie, skąd u niej takie zachowania, okreslenia, potrzeby?
Kiedys powiedziała, że chcialaby na zawsze pozostac dzidziusiem...
Pomozcie...
    • mruwa9 Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 02.10.09, 20:31
      Jakbym czytala o mojej 4.5-latce. Moze to taka faza rozwojowa? Ja
      olewam, bo wiem, ze jesli umiala w wieku 2 lat sama sie ubrac,
      rozebrac czy zrobic sobie kanapke, to teraz tych umiejetnosci nagle
      nie stracila. Traktuje to jako wyglupy i wchodze w role mamy
      dzidziusia, ktorego trzeba wlozyc do lozka, bo sam nie potrafi ( a
      lozko ma postac materaca lezacego na podlodze big_grin ) choc wiem,, ze
      gdy musi, jest wystarczajaco samodzielna (np. w przedszkolu). Nic
      nie robie, nie sztorcuje, ale czasem depcze po ambicji, nie
      uzywajac argumentow, ze jest przeciez taka duza i ze dzieci jej
      wieku.. tylko raczej w stylu: dasz sobie rade, jestes taka dzielna!
      Mysle, ze minie jej samo z czasem.
      • nangaparbat3 Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 11:09
        Za takim zachowanie coreczki kryje sie jakas autentyczna potrzeba - im bardziej
        sie opieracie, tym bardziej ta potrzeba się wzmacnia (czy raczej wzmacnia sie
        frustracja wywołana niezaspokojenien jej),, tym bardziej narastają objawy, ktore
        chcielibyscie wyeliminowac.
        Małe dzieci wymyslają dokladnie takie zabawy, ktore w danym momencie rozwoju są
        im potrzebne - i trzeba za tym podążac, dokladnie tak jak robi Mruwa. Mła chce
        sie bawic w dzidziusia - bawimy sie w dzidziusia. To nic zlego, na odwrót,
        pomoze jej dorosnąc.
        Powodzenia, i bawcie sie dobrze smile
    • inguszetia_2006 Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 11:19
      Witam,
      Współczuję ci, że masz taką pijawkę;-D
      Myślę,że dziewczyny dobrze radzą; trzeba przeczekać,ale ja bym nie
      zachęcała do zabaw w stylu "sprawdzam, gdzie masz cycusia". Twoje
      odczucia w tej materii też trzeba wziąć pod uwagę. Krępuje cię to,
      nie masz na to ochoty, to powiedz dziecku; nie podoba mi się takie
      zachowanie, taka zabawa nie jest mi miła itp. Masz uczestniczyć w
      zabawie pt; "dzidziuś i mamusia", to określ dopuszczalne granice
      takiej zabawy. W końcu też uczestniczysz w grze i jako gracz masz
      wpływ na jej przebieg. I jak już coś ustalicie, to koniec. Żadnych
      odstępstw, albo koniec gry. To jest uczciwe postawienie sprawy.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • aszpr Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 11:36
        Dzisiaj mnie zadziwiła... indifferent
        Nie mogla otworzyc szuflady z zabawkami - takiej lekkiej, plastikowej, nie pomyslcie, ze jakiejs siermiężnej... Cos sie tam zaklinowalo, a ona stekajac "oj, oj, oj" (jak zwykle) szarpala za szuflade jak niemowlak (jak zwykle) nie probujac nawet zaglebic sie w istote problemu (jak zwykle wink wink Przed podejsciem z pomoca powstrzymalo mnie na chwile to jej zachowanie i mowie "spokojnie, na pewno sobie poradzisz.. popatrz tylko, co blokuje ta szuflade...". Ona szarpac nie przestala, zaczela krzyczec, ze sobie nie poradzi, "oj, oj, oj" i chcac mi zademonstrowac, ze nie da rady wsadzila jakos reke od gory, akurat tracila to, co blokowalo szuflade i szuflada sie otworzylo... Mloda zamarla, ja mowie "wow, udalo Ci sie" I teraz to, co mnie zadziwilo...: mala sie wsciekla, ze jej sie udalo... Cisnela cala szuflada o podloge, wywalila jeszcze jedna z jeszcze wiekszym hukiem po czym sie rozplakala i uciekla schowac sie do kuchni... Nie poszlam za nia, bo wydalo mi sie, ze chce byc sama, po czym ona przyszla, spokojniejsza, ale nawrzeszczala na mnie, ze nie lubi, jak ją chwalę... Nie chciała, zeby się udało...? Czyli chodziło tylko o uzyskanie mojej pomocy... ?
        • nangaparbat3 Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 11:42
          Tak, chodzilo o to, zebys jej pomogla.
          Im bardziej bedziesz jej tego odmawiac, tym bardziej ona bedzie sie starala to
          uzyskac, jeśli nic sie nie zmieni, to naprawdę moze miec powazne problemy.
          Zacznij wreszcie robic to, o co Cie prosi. To jedno z najważniejszych
          doswiadczeń w zyciu dziecka - ze jego prosby zostają wysluchane. Że zaspokajasz
          JEJ potrzeby, a nie WŁASNE wyobrazenia na ich temat.
        • srebrnarybka Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 12:34
          W sprawie szuflady, jeśli widziałaś, że ma szansę sobie poradzić i
          nie chciałaś jej pomagać, myślę, że lepiej było nie komentować. Po
          prostu zwyczajnie udać, że nie słyszysz stękania i zajmować się tym,
          czym się zajmowałaś, a po otwarciu szuflady nie komentować tego, że
          się udało, tylko przyjąć to jak rzecz naturalną. Bo oczywiście ona
          chciała wymusić na Tobie wykonanie tej czynności i Twoja
          zwerablizowana odmowa i moralizowanie zwiększyło pole konfrontacji.
          No, a poza tym zawalił jej się świat, który w konforntacji z Tobą
          budowała - przecież ona jest malutka i nie umie otworzyć szuflady, a
          tymczasem szuflada się otworzyła. Po prostu wtedy, gdy nie chcesz
          czegoś za nią robić, nie wdawałabym się w dyskusje i moralizowanie,
          że taka duża dziewczynka etc. tylko nie robisz i już, a jak jej się
          uda zrobić, to też nie komentujesz. W ten sposób zwężasz pole
          konfrontacji (ona i tak będzie zła, że jej nie pomagasz, ale tego
          nie będzie się podkreślało) i nie zwracasz uwagi na te sprawy.
          Oczywiście 4,5 letnie dziecko powinno też wiedzieć, że i Ty masz
          swoje potrzeby i np. Twoją potrzebą jest to, by w uatobusie nie
          szukała Ci cycusia.
          Natomiast zachowanie młodej rzeczywiście może dowodzić jakichś jej
          braków emocjonalnych i warto pomyśleć, jak je zaspokoić.
      • nangaparbat3 Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 11:39
        inguszetia_2006 napisała:

        > ja bym nie
        > zachęcała do zabaw w stylu "sprawdzam, gdzie masz cycusia". Twoje
        > odczucia w tej materii też trzeba wziąć pod uwagę.

        jasne, jakos mi to umknelo.
        U nas bardzo skuteczne okazalo sie mowienie: jest taki zwyczaj, że...
        Zamiast mowic, ze robi cos zlego.
        Stosowalam gdzies od trzeciego roku zycia, nie za często, ale w nagłych
        wypadkach sprawdzalo sie rewelacyjnie.
        • aszpr Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 12:14
          Wiesz, ja spelniam jej prosby i staram sie zaspakajac jej potrzeby - "staram sie", a nie "zaspakajam", bo rozmach jej potrzeb oznaczalby po prostu bycie z nia caly czas i robienie wszystkiego z nią i za nia... Zawsze mi sie wydawalo, ze gdzies trzeba postawic granice... Teraz jest to dla mnie trudne... I dalego ten watek: gdzie taka granica ma przebiegac...? I co, gdy ona tak naprawde nie prosi, tylko wlasnie "stęka"? Czy od dziecka w tym wieku powinnam oczekiwac juz werbalizowania swoich potrzeb i oczekiwan, czy wciaz jednak mam reagowac na jej sygnaly jak wtedy, gdy byla mala?
          • nangaparbat3 Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 20:51
            Cos się u Was poplatalo.
            Ja mialam nadopiekuńczych rodzicow. I pierwsze - podobno - slowa, jakich
            zaczęlam uzywac, brzmialy: ja siama.
            Oczywiscie to jest jakas rodzinna legenda, ale z pewnoscią tkwi w niej ziarno
            prawdy.
            Moim zdaniem w wychowaniu nie nalezy za wiele myslec ani zwlaszcza kombinowac.
            Gdzie granice? Tam, gdzie instynktownie je widzisz: zawsze kiedy może kogos
            skrzywdzic, zawsze kiedy groziloby jej ewidentne niebezpieczeństwo. Prawie
            zawsze kiedy moze cos zniszczyc. I wtedy, kiedy przekracza Twoje granice - jak
            na przyklad w tramwaju.
            I ja rozumiem odpowiedź "zrob to teraz sama, zmeczona jestem i chce odpocząc",
            albo "zajeta jestem, poradzisz sobie, zobaczysz" - ale odmowa pomocy czy
            "podzidziusiowania" dla jakiejs idei budowania samodzielnosci, dla zasady, z
            rozmyslu - to dla mnie wjeżdżanie w ślepy zaulek.
            Pamietaj, ze dzieci maja rozne fazy, a rozwój nie przebiega po prostej - i przed
            kazdym skokiem do przodu jest zahamowanie, a nawet regres. Ten regres trzeba
            zaakceptowac, zeby mogl nastąpic skok.

            ----
            "Mrówki są tak liczne, że swoją wagą dorównują wadze całej populacji ludzi."
    • agazuchwa Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 03.10.09, 21:10
      zanim przeczytałam akcje z szufladą pomyślałam weź ją
      na "zmordowanie" rób na nią wszyyyściuteńko wolaj córeczko nie
      schodź po schodach zniosę cię, nie bierz widelca do ręki, nie bierz
      kredki mama za ciebie narysuje...moze się zdenerwuje tą
      bezczynnością?
      ale zastanawiam się ( a ty pewnie tym bardziej co ona chce tą
      bezradnością osiągnąć? i czego się boi się kiedy staje się zaradna...
      a opowiadacie sobie czasem bajki? takie zmyślane...wiesz że no np
      wieczorem bajka gdzie bohaterowie przeżywają przygody podobne do
      waszego dnia....może niech ona czasem opowie o małej dziewczynce
      która własnie ktora...cos robi albo czegoś nie robi i niech ona
      powie dlaczego ta dziewczynka np nie chce sama ubrać
      butka...wiesz...kurka nic mądrzejszego nie potrafię poradzić
    • efidorek Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 05.10.09, 12:32
      nie jestem przekonana, czy dawanie jej tego, czego teoretycznie
      oczekuje, rzeczywiście pomoże, jak sugerują niektóre dziewczyny.
      Mała broni sie przed dorośnięciem. Może wynika to z lęku, ze jeśli
      będzie duża i samodzielna straci zainteresowanie i uczucia mamy?
      Podobny problem widzę u córki mojej siostry, problem pojawił się w
      wieku około 3 lat i trwa do tej pory, choć mała ma już 8 lat,
      dziecko broni się przed dorastaniem i ciągle "mizia się" z mamusią -
      u nich moim zdaniem przyczna tkwi w braku konsekwencji ze strony
      mojej siosty, która kiedy ma dobry nastrój pielęgnuje infantylność w
      swoim dziecku, wyręczając dziecko we wszystkim, a gdy ma zły dzień
      potwornie krytykuje za brak samodzielności.
      A u was jakby podobny brak konsekwencji:

      > Przechodziliśmy już z mężem różne fazy: nie godziliśmy się na to i
      kazalismy je
      > j samej zakladac ciuchy, po pol roku zaczelismy sie godzic i
      pomagalismy jej z
      > tymi bluzami, kurtkami, butami itp... Od niedawna znow sie nie
      godzimy, teraz s
      > taramy sie tlumaczyc jej, ze jest juz duza dziewczynka, ale ona...
      nie chce byc
      > duza?

      Moim zdaniem dziecko potrzebuje jasnych i niezmiennych zasad: jeśli
      jest duża i potrafi ubierać się sama, to ma ubierać się sama,
      rodzice ignorują, gdy jęczy jak niemowlę, reagują tylko, gdy
      konkretnie i rzeczowo prosi o pomoc, ale wtedy też nie wyręczają,
      ale podpowiadają rozwiązanie. Przykładowa sytuacja u mojej siostry:
      ośmiolatka woła słowo "pić", siostra wstaje i robi jej picie, a
      potem zdziwienie, że dziecko nie potrafi sobie samo zrobić, przecież
      ono nawet nie musi prosić o pomoc, ono rzuca polecenie jak do psa wink

      a odnośnie opisanego niedopieszczenia:
      > Najlepiej jeszcze, żeby ją nosić na rękac
      > h i spać razem - taka nierozłączność 24h...

      kiedy przestaliście nosić ją na rękach i spać razem z nią?

      > Dziwnie sie czuje, gdy w au
      > tobusie caluje mnie po szyi albo wklada reke pod bluzke, bo "chce
      poszukac pepu
      > szka" lub "sprawdzic gdzie mam cycusia"...

      Kiedy dziecko dowiedziało się, ze nie wkłada się mamie rąk pod
      bluzkę w publicznych miejscach?

    • iwonka_h Re: Ciagla przylepnosc i bezradnosc w jednym... 06.10.09, 11:15
      nie wiem czy te rady coś zdziałają, bo być może tak robisz
      ale spróbuj może tak: postaraj się skłonić córkę do samodzielności, tzn trochę
      jej pomagaj ale trochę niech zrobi sama, np. powiedz "włóż buciki (a nie buty) a
      ja pomogę ci je zapiąć. Mam potrzebę zdrabniania to zdrabniaj (choć w granicach
      rozsądku) znajdź taki czas dla was kiedy będziecie bawić się w mamę i dzidziusia
      i wtedy zdrabniaj, tul, miziaj na całego oczywiście nie zmuszając się do tego co
      ciebie krępuje. Spróbuj czasem odwrócić role, ty badź córeczką a córeczka mamą -
      jak w lustrze zobaczysz jej potrzeby.
      być może po okresie samodzielności, to taka faza rozwoju którą należy przeczekać
Pełna wersja