Nadopiekuńczość

25.10.09, 15:44
Moje życie zawsze było szare i przepełnione bezradnością. Nigdy nie radziłem
sobie w szkołach, miałem problemy praktycznie ze wszystkiego. W tamtym okresie
byłem emocjonalnie zniszczony, wyczerpany, zniechęcony do siebie, nie
wierzyłem w siebie. Brak jakich sukcesów, wpoiło we mnie przekonanie że jestem
do niczego i do niczego się nie nadaję. Był taki okres że nienawidziłem nawet
wchodzić do budynku szkoły, od razu pociłem się, dostawałem ataków duszności,
biegałem często do toalety i czułem się fatalnie. Miałem uraz do nauki, nie
potrafiłem skoncentrować się nawet na najprostszych rzeczach, dominowało
ciągłe uczucie wstydu i bezradności wyjścia z tej sytuacji. W dodatku w domu
rodzinnym moje problemy były postrzegane jako wynik lenistwa za które byłem
katowany, emocjonalnie napadany, gnębiony, wyzywany. Dostawałem szereg kar,
ograniczano moje wyjścia, spotkania ze znajomymi, ciągle krytykowano i
poniżano. Ojciec odnosił się do mnie z niechęcią a matka z emocjonalną
agresją. Wszystko to trwało bardzo długo. Z czasem, po prostu przestałem
wytrzymywać ciągłego napięcia i oderwałem się od rzeczywistości. To był mój
odruch obronny. Przestałem się interesować czym kolwiek, odbiegałem
zaradnością od większości moich kolegów, nie rozwijałem się. Moja matka, ze
strachu przed kompromitacją wobec znajomych zapisywała mnie nie niezliczone
ilości korepetycji z których nic nie korzystałem, często tam też zostawałem
poniżany i wyśmiewany. Byłem smutny, skulony, potwornie zmęczony, pamiętam że
często po godzinie spędzonej w szkole musiałem wracać do domu i odrazu
zasypiałem. Wyłączyłem się z jakiejkolwiek aktywności, spędzałem czas na
oglądaniu filmów i słuchaniu muzyki. Ogrom cierpienia emocjonalnego i moje
rozpaczliwe próby wołania o pomoc nikogo wtedy nie interesowały. W domu byłem
nikim w szkole była kaszana. Zmieniałem szkoły, zapisywałem się do paru
prywatnych uczelni, oczywiście ciągle z bierną postawą. Ja po prostu wtedy
nawet nie wiem jak bym chciał nie potrafiłem nic zrobić ze swoim życiem.
Miałem takie chwile kiedy nie chciało mi się żyć. Po rozpadzie związku, nie
potrafiłem się już pozbierać, biernie leżałem w swoim łóżku, miałem problemy
żeby rano wstać i umyć zęby. W końcu znalazłem się u psychologa który mi
wyjaśnił że całe moje życie właściwie nie było moim życiem, tylko życiem mojej
matki. Jak się okazało ona przyjęła egoistyczną postawę nadopiekuńczą żeby
zaspokajać własne potrzeby, ponieważ nie otrzymywała ich od własnego męża.
Dopiero wtedy wszystko stało się dla mnie jasne. Moja matka: odrabiała za mnie
prace domowe, nie dała mnie do przedszkola żebym był przy niej, załatwiała mi
notatki w szkole podstawowej żebym ja się tym nie musiał przejmować, wymyślała
mi szkoły, załatwiała mi egzaminy, robiła pranie, pracowanie, gotowanie,
wtrącała się w moje życie intymne, odradzała mi związki z dziewczynami,
kontrolowała na każdym kroku, zabraniała spotkań z kolegami, ciągle
wydzwaniała i ściągała mnie do domu, załatwiała sprawy urzędowe, planowała
czym będę się zajmował w przyszłości, odbierała wszystkie moje obowiązki i
szantażem emocjonalnym, oraz kontrolą za pomocą pieniędzy domagała się ode
mnie szczegółowych informacji. I zgadnijcie co teraz mam 26 lat, jestem
wykończony, nienawidzę siebie, nie znam siebie, nie mam żadnych konkretnych
zainteresowań, nadal tkwię w przeszłości z którą nie potrafię sobie poradzić,
często wpadam w stany depresyjne, związki mi się rozpadają, ponieważ mam
postawę uzależniania się od dziewczyn i szukania w nich zastępczej matki, mam
zaburzenie odżywiania, zaburzenia nastroju, silne poczucie bezsilności. Bardzo
ciężko mi się zmobilizować do czegokolwiek. A moja matka nadal nie zmieniła
swojej postawy, teraz widzę ją już do normalnym świetle i jest nawet śmieszna
w swoim zachowaniu, zachłannie, władczo stara się upie...ć moją siostrę i
mnie. Często wpada w furie, nadal stara się mnie kontrolować na każdym kroku,
czeka aż coś mi się nie uda, żebym przybiegł w jej ramiona i sie wyżalił a ona
rozwiąże każdy mój problem. Teraz to widzę, nie chcę zmarnować całego mojego
życia, ale zdaje sobie sprawę że będzie mi teraz bardzo ciężko, chciałbym
znaleźć prace i wyprowadzić się z tego chorego domu. Najgorsze jest to że
ojciec widział co ona ze mną robi i nawet nie zareagował, kompletnie się
wycofał z opieki nade mną, poza tym matka mu na to nie pozwoliła. Ona
zagarnęła wszystko, wydziela mojemu ojcu kieszonkowe, tak samo jak mi, na nią
są wszystkie pieniądze mimo iż zarabia znacznie mniej od ojca czy dziadka.
Wszystkie decyzje odnośnie czegokolwiek w tej rodzinie są podejmowane przez
nią, to ona decyduje zawsze o wszystkim, mój ojciec przez nią stał się bierny
i zepchnięty na margines tej rodziny, woli nie pokazywać się w domu i
właściwie traktuje ten dom tylko jak sypialnie. Ja nadal nie potrafię się
otrząsnąć po rozstaniu z dziewczynka którą naprawdę kochałem. Cały obszar
mojego życia został zagarnięty przez moją matkę, mam silne przekonanie że bez
niej, nawet w najmniejszym stopniu sobie nie poradzę. Codziennie o tym myślę i
staram się sobie poukładać wszystko w głowie, świadomość którą dał mi
psycholog, który nadal nade mną pracuje jest bardzo obciążająca. Matka nigdy
nie pozwalała mi na bunt, mimo iż w dzieciństwie wiele razy walczyłem o własną
niezależność, ona na to mi nie pozwalała w najmniejszym nawet stopniu. Jestem
przerażony sposobem w jaki własna matka może niszczyć swoje dzieci. Może ktoś
z was miał podobne doświadczenia. Co ja mam robić w tej sytuacji?
    • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość 25.10.09, 16:46
      Słuchaj, to dobrze ze chodzisz na terapie, ale to nie "psycholog nad Tobą
      pracuje", tylko Ty pracujesz nad soba i swoimi relacjami z matką - a psycholog
      moze Ci w tym co najwyzej pomoc.
      Co jeszcze mozesz zrobic - ano rozstac sie z rodzicami.
      A co z siostrą? Czy rozmawiacie o tym co sie dzieje? Czy ona widzi to tak samo
      jak Ty? jesli tak, macie szanse wspierac sie nawzajem.
      • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 25.10.09, 18:00
        Wiesz jak to jest, człowiek cale życie patrzy na rodziców i myśli że oni wiedzą
        co robią. Ja pracuje nad tym i przyglądam się temu dopiero od jakiegoś czasu,
        jej postawa była tak silna i dominująca że ja po prostu zacząłem biernie to
        znosić. Oczywiście rozmawiam o tym z siostrą i z rodzicami, nikt wcześniej sobie
        tego nie uświadamiał. Ojciec przyznał mi racje sam mówił że całe życie musiał to
        znosić. Tylko że te nawyki są tak silne że wszyscy no może prócz nie zapominamy
        o tym po jakimś czasie i dalej wszystko jest tak samo.
        • to.niemozliwe Re: Nadopiekuńczość 24.11.09, 09:06
          Nie wiedzą co robią, a niewiedzę przykrywają udawaniem, czasem
          naprawdę naiwnym. Dobrze, ze wyzbyłeś sie złudzeń. NIE WIEDZĄ!
          Próbują, ale ani specjalnie nie słuchają innych, niewiel czytają i
          nie analizują faktów, a także nie zdaptują sie do sytuacji.
    • kol.3 Re: Nadopiekuńczość 25.10.09, 18:20
      Mam mieszane uczucia po przeczytaniu Twojego jękliwego postu.
      Rozumiem, że mogłeś mieć nadopiekuńczą upierdliwą matkę (sporo ludzi
      ma takich rodzicieli), ale czy to Ci się przeszkadzało uczyć?. Matka
      opłacała Ci dodatkowe lekcje (na złość Ci robiła ewidentnie)? Mogłeś
      skończyć naukę wyprowadzić się z domu, iść do pracy, usamodzielnić
      się.
      Po co się rozstałeś z dziewczyną którą ponoć naprawdę kochałeś?
      Matka przystawiała Ci pistolet do czoła? Puknij się człowieku.
      Przyjąłęś wygodną postawę biednego, uciśnionego przez matkę, która
      Cię zwalnia z myślenia i działania.
      • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość 25.10.09, 21:32
        Widzę, Kol, że nie masz pojecia jak silna moze byc kontrola nadopiekuńczej i
        nadmiernie kontrolujacej matki.
        To jest tak: nadmiar kontroli i opieki moze strasznie mocno nadszarpnąc wiarę we
        własne możliwosci, odebrac gotowosc podejmowania wyzwan a nawet prob.
        Mialam uczniow, z ktorymi do samej matury matki odrabialy lekcje, bo WIEDZIAŁY,
        ze syn (jakos dziwnie prawie zawsze chodzi o synow) sam sobie nie poradzi.
        Czlowiek nabiera zaufania do wlasnych mozliwości dzieki temu, ze w te mozliwosci
        wierzą osoby, ktore go wychowują. Jesli one nie wierzą, przeszkadzaja mu we
        wszystkim, czego sie podejmie.
        Pisząc, co mogl zrobic autor wątku zachowujesz sie jak ktoś, kto poganialby
        czlowieka, ktoremu odcieto nogi.
        • kol.3 Re: Nadopiekuńczość 25.10.09, 22:48
          Powiedziałabym, że mam trochę własnych doświadczeń w tym zakresie.
          Kontrola rodziców i ich postawa "My wiemy najlepiej co jest dla
          Ciebie dobre", zaplanowanie mi przez nich jedynie słusznej (niezbyt
          ambitnej) drogi życiowej, nie przeszkodziły mi w nauce, w skończeniu
          studiów, w dość wczesnym wypryśnięciu z domu, uwolnieniu się od
          dyktatu i usamodzielnieniu się mimo, że na początku było mi bardzo
          ciężko. A słaba kobieta jestem.
          A tu mamy przypadek ciągnięcia za uszy mężczyzny żeby się łaskawie
          zechciał uczyć, fundowanie mu korepetycji, itp. Ewidentnie go
          krzywdzili. Rodzice powinni wykopać go do roboty i przestać
          finansować. A panu przydałoby się mniej chlipania i użalania się nad
          sobą.
          • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość 25.10.09, 23:43
            Rodzice powinni wykopać go do roboty i przestać
            > finansować. A panu przydałoby się mniej chlipania i użalania się nad
            > sobą.


            Skoro ciągnięcie za uszy ewidentnie zaszkodzilo, to dokopanie z pewnoscią
            pomoże. Zwłaszcza komus, kto ma prawdopodobnie objawy depresji.
    • lejdi111 Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 08:51
      forum.gazeta.pl/forum/w,575,98777226,99816102,Re_Nadopiekunczosc_w_dzisiejszych_czasach_.html
      • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 09:59
        Zadaniem matki, ze zdrowym podejściem do dziecka jest pomaganie mu w staniu się
        niezależną osobą, czyli załatwianie za niego jego spraw ale tylko do momentu
        kiedy on jest w stanie sam to zrobić. Dawać mu wsparcie i ciepło emocjonalne i
        zachęcać go do podejmowania samodzielnych decyzji pozwalania mu nawet uczenia
        się na błędach. Teraz jak o tym myślę to widzę:
        - byłem przez nią kompany do 9 roku życia, albo dłużej
        - karmiony
        - uczyła mnie że jak idę do toalety to żebym ją wołał to ona się wszystkim
        zajmiewink, umyje mi ręce itp.
        - nigdy nie mogłem wybrać sam sobie ubrań
        - do 20 roku życia musiałem z nią robić zakupy bo inaczej nie da mi pieniędzy
        - odrabiała za mnie prace domowe, sama nieźle się przy tym bawiąc,
        przestała kiedy program ją przewyższył, w szkole średniej.
        - zawsze mnie rano budziła do szkoły i robiła śniadanie, pomimo
        iż sam chciałem to robić, ale skoro ona nalegała to była wygodniej, poza tym
        ona nalegała.
        - wybierała mi zeszyty, piórniki, jeżeli ja chciałem inny rodzaj to ona
        narzucała mi swój wybór.
        - pilnowała wszystkich spotkań i terminów
        - szantażem emocjonalnym, lub zależnością finansowa zmuszała mi do
        spowiadania się gdzie wychodzę i często było mi to uniemożliwiane, jest
        tak do tej pory
        - zawsze robiła mi obiady, mimo iż ja czasem chciałem sam coś ugotować,
        no ale jak to mówi taka jest rola matki
        - wybierała mi meble do pokoju, sprzątała w nim, układała w nim rzeczy,
        nadal tak jest
        - wymagała żebym pomagał jej w załatwianiu jej spraw, szantażem emocjonalnym
        domagała się posłuszeństwa.
        - jeżeli pojechałem odwiedzić dziewczynę to wydzwaniała i ściągała mnie do
        domu, ponieważ życie sobie zniszczę. I o dziwo sluchałem jej, sam tego nie
        potrafię teraz zrozumieć.
        - jak poznałem dziewczynę w której bardzo się zakochałem, to zawsze miałem
        wyuczoną postawę powrotu do domu, mimo iż mogłem u niej zostać, często ją tym
        raniłem.
        - z imprez często wychodziłem wcześniej, no bo muszę być w domu przy mamie
        - do domu jej nie przyprowadzę, no bo mama tego nie toleruje
        - czasem, robiła awantury i przynosiła mi wstyd, potrafiła przyjść na ognisko
        na którym byłem ze znajomymi i zmusić mnie żebym szedł do domu, ponieważ
        ja muszę uczyć się do matury.
        - wypożyczała mi książki
        - załatwiała wszystkie sprawy urzędowe
        - zawsze krytykowała i napadała emocjonalnie
        - używała zwrotów: ty popie...ny ...nazwisko...,
        albo spie...j, albo jesteś taki jak twój pojebany ojciec, albo
        przez ciebie nie mogę spać, niszczysz moje życie
        - zniechęcała mnie do związku z dziewczyną która kochałem i kocham nadal
        i o dziwo zerwałem z nią pewnego dnia i potem już nie mogłem
        jej odzyskać. Sam byłem sobie wtedy winny no ale miałem jakieś
        takie silne przekonanie że tak powinienem zrobić.
        - często krzykiem i przemocą zmuszała mnie do odrabiania lekcji, siedziała
        nade mną i wrzeszczała na mnie za najmniejszy błąd, a ja byłem coraz
        bardziej sparaliżowany, było tak bardzo często
        - zabraniała mi spotkań z kolegami, wydzwaniała i robiła awantury w domu,
        ponieważ oni za dużo pili i mogli mnie na złą drogę skierować
        - zmieniała mi pościel, kupowała poszewki, firanki, dywan
        - zabraniała mi robić przemeblowania w moim pokoju
        - nie miałem swoich rzeczy nigdy, jeżeli zepsułem jakąś zabawkę to mnie
        gnoiła
        - jeżeli chciałem kupić komputer, mimo iż ona sie kompletnie nie znała na tym
        musiałem ją zabrać do sklepu i to ona wybierała za mnie.
        - jeżeli chciałem kupić rower to ona musiała potwierdzić jaki wybrać.
        - za brak postępów w nauce, po wywiadówce potrafiła parę dni ścigać mnie po domu
        i wrzeszczeć i wyzywać mnie i poniżać
        - kiedy wróciłem trochę pijany do domu miałem tydzień z głowy, nerwy
        poniżanie, wyzywanie od pijaków.
        - każda próba mojego buntu była nie do przyjęcia przez nią, za bunt miałem
        kary emocjonalne, finansowe
        - jeżeli w końcu zostałem odrzucony przez grupę moich rówieśników, to matka
        miała pretensje że nie wychodzę z domu i jestem leniem, bo nawet
        do kolegów mi się nie chce wyjść
        - jeżeli był na przykład wyjazd klasowy, a ja nie chciałem jechać, bo
        ogólnie wtedy źle się czułem w każdej sytuacji, to miałem ochrzan
        - czasem z krzykiem i płaczem, zamykała mnie w pokoju i nie wolno
        było mi wyjść zanim się czegoś nie nauczę.
        - często zamykała mnie w ten sposób w pokoju i musiałem odrabiać lekcje
        za każdy błąd w pracy domowej otrzymywałam krzyk i złość.
        - często byłem przez nią bity i karany w ten sposób
        - jeżeli przyszli do mnie koledzy a ja na przykład musiałem się uczyć albo
        coś w tym stylu nie pamiętam, ona prosiła mnie do kuchni i z całej siły
        potrafiła bić po plecach tak że człowiek czasem tracił oddech, w końcu
        koledzy przestali przychodzić
        - opłacała moje rachunki
        - musiałem jej o wszystkim zawsze mówić ostatnio, chciałem wyjechać do
        dziewczyny do lublina ona zapytała gdzie jadę, to powiedziałem ze to moja sprawa
        i nie musi wiedzieć to powiedziała ze się zabije
        - musiała widzieć o każdej najmniejszej sprawie w moim życiu
        - dawała mi rady odnośnie dziewczyn
        mógłbym tak jeszcze długo pisać, to się ciągnęło, przez całe moje zycie, jak
        teraz myśle o moim dzieciństwie i młodzieńczości to mam czarną plamę
        i pamiętam tylko ból emocjonalny i uczucie nienawiści strachu i smutku.
        Ktoś może powiedzieć że mogłeś się uczyć u postawić matce. Teraz to robie,
        w tamtym okresie nauczyć się czegoś było dla mnie tak emocjonalnie wykańczające,
        po prostu nie potrafiłem tego zrobić. Matka wpoiła mi
        przekonanie że nauka jest dla niej, ja całe życie instynktownie uczyłem
        sie tylko po to żeby moja matka nie była zła, dla niej. Wymagała to ode mnie
        bardzo dużej ilości energii, uczyć się czegoś czego nie chcesz
        co cie nie interesuje, i czego ty nie chciałeś. W takim domu jak mój
        nie istniała nigdy termin, zainteresowanie, własne plany, własne cele,
        satysfakcja, praca nad sobą, poszerzanie wiedzy, ambicje, pozytywna
        motywacja itp. po prostu nie było tam na to miejsca. I tu nie chodzi
        o to żebym się użalał, osoby które tego nie przeszły nie są w stanie
        mnie zrozumieć. Po prostu zastanawiam się czy jest wyjście z tej sytuacji,
        czy uda mi się jeszcze kiedyś normalnie funkcjonować. Jedyne co ja zrobiłem
        w życiu to znajdywanie dziewczyn, czyli zastępczych matek żeby uciec przed
        strachem no i ten terapeuta. Teraz jestem sam, z własnego wyboru, wyprowadziłem
        się z domu i chcę być sam, żeby powoli zacząć budować swoje
        własne życie, możliwe że tylko postępując w ten sposób mam szanse na rozwój.
        Mógłbym znaleźć dziewczynę która by przejęła obowiązki mojej matki
        i w ten sposób bym była jakoś spełniony i oderwał bym się od niej
        no ale nie był bym nigdy szczęśliwy. Moja matka na wiadomość że
        zerwałem z moją ex powiedziała mi "no nareszcie jesteś tylko mój".

        -

        • aagnie.szkaa Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 11:34

          ojnienie napisał:

          > - zawsze krytykowała i napadała emocjonalnie
          > - używała zwrotów: ty popie...ny ...nazwisko...,
          > albo spie...j, albo jesteś taki jak twój pojebany ojciec, albo
          > przez ciebie nie mogę spać, niszczysz moje życie

          > - często krzykiem i przemocą zmuszała mnie do odrabiania lekcji,
          siedziała
          > nade mną i wrzeszczała na mnie za najmniejszy błąd, a ja byłem
          coraz
          > bardziej sparaliżowany, było tak bardzo często
          > - za brak postępów w nauce, po wywiadówce potrafiła parę dni
          ścigać mnie po dom
          > u
          > i wrzeszczeć i wyzywać mnie i poniżać
          > - kiedy wróciłem trochę pijany do domu miałem tydzień z głowy,
          nerwy
          > poniżanie, wyzywanie od pijaków.
          > - każda próba mojego buntu była nie do przyjęcia przez nią, za
          bunt miałem
          > kary emocjonalne, finansowe

          > - często zamykała mnie w ten sposób w pokoju i musiałem odrabiać
          lekcje
          > za każdy błąd w pracy domowej otrzymywałam krzyk i złość.
          > - często byłem przez nią bity i karany w ten sposób
          > - jeżeli przyszli do mnie koledzy a ja na przykład musiałem się
          uczyć albo
          > coś w tym stylu nie pamiętam, ona prosiła mnie do kuchni i z całej
          siły
          > potrafiła bić po plecach tak że człowiek czasem tracił oddech, w
          końcu
          > koledzy przestali przychodzić
          > - musiałem jej o wszystkim zawsze mówić ostatnio, chciałem
          wyjechać do
          > dziewczyny do lublina ona zapytała gdzie jadę, to powiedziałem ze
          to moja spraw
          > a
          > i nie musi wiedzieć to powiedziała ze się zabije

          Tu jest patologia.
          Znam kilka osob majacych nadopiekuncze matki, i radza sobie zupelnie
          fajnie w zyciu. Twoja mama to nie tyle nadopiekuncza, ale
          patologicznie dominujaca, agresywna, znecajaca sie psychicznie matka.
          Motywancja znanych mi nadopiekunczych matek jest milosc i troska, u
          twojej motywacja jest skrajna kontrola i podporzadkowanie dziecka
          sobie.

          Po co zalozyles juz drugi watek na ten sam temat?
          • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 21:31
            > Motywancja znanych mi nadopiekunczych matek jest milosc i troska,

            Żartujesz, prawda?
            Albo zwyklą troskliwosc nazywasz "nadopiekuńczością".
            • aagnie.szkaa Re: Nadopiekuńczość 27.10.09, 00:41

              nangaparbat3 napisała:

              > > Motywancja znanych mi nadopiekunczych matek jest milosc i troska,
              >
              > Żartujesz, prawda?
              > Albo zwyklą troskliwosc nazywasz "nadopiekuńczością".


              Nie zartuje.

              www.isnr.uksw.edu.pl/slownik/nadopiekun.htm
              ,,Nadopiekuńczość (albo nadopiekuńcza postawa rodziców wobec dzieci)
              charakteryzuje się uczuciową koncentracją na dziecku, roztaczaniem
              nad nim nadmiernej opieki („parasol ochronny”wink i częstym wyręczaniem
              dziecka w jego obowiązkach. Wyraża się ponadto okazywaniem dziecku
              przesadnej miłości i czułości z jednoczesnym pozostawianiem dużej
              swobody w zakresie dokonywania wyborów. Nadopiekuńczy rodzice
              pozwalają na wszystko, na co ono ma ochotę, ulegają jego najbardziej
              dziwnym żądaniom, rezygnując często ze swoich potrzeb. Tolerują
              niedopuszczalne czyny, jak bicie innych dzieci, pisanie po budynkach
              czy niszczenie przedmiotów. Rodzice nadopiekuńczy są słabi w
              ustalaniu zasad i ograniczeń postępowania, a jeżeli takie są od
              czasu do czasu ustalane, to rzadko egzekwowane. Konsekwencja w tym
              względzie nie jest mocną stroną rodziców nadopiekuńczych; przyjmują
              jako wystarczający każdy powód nierespektowania ustalonych
              ograniczeń podawany przez dziecko. Są bardzo wyrozumiali dla błędów
              popełnionych przez dziecko, zawsze znajdują dla nich
              usprawiedliwienie.,,
              • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość 27.10.09, 14:58
                Hmmm....
                Niby bardzo poważnie to brzmi - ale co to znaczy okazywanie PRZESADNEJ miłosci i
                czułosci?
                "Przesadnej" w stosunku do czego?

                I jakos trudno mi uwierzyc, ze niestawianie granic w przypadkach takich jak
                bicie innych dzieci moze byc powodowane miloscią. Jakaś ta milośc dla mnie
                podejrzana jest.

                W kazdym razie za link dziekuję smile
            • srebrnarybka Re: Nadopiekuńczość 27.10.09, 21:37
              Prawdziwą motywacją nadopiekuńczych matek jest miłość i troska ...
              do samych siebie i o same siebie. Bo ich zabiegi nie służą dobru
              dziecka, tyko zaspokojeniu własnych potrzeb. Ale te matki najpewniej
              głęboko okłamują siebie i wmawiają sobie, że robią to wszystko z
              miłości do dziecka. I w tym sensie Agnieszka ma rację.
      • aagnie.szkaa Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 11:16

        lejdi111 napisała:

        >
        forum.gazeta.pl/forum/w,575,98777226,99816102,Re_Nadopiekunczosc_w_dz
        isiejszych_czasach_.html

        Wlasnie, wlasnie smile, mialam wrazenie, ze skads juz ten ton
        znam smile
    • jotde2 Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 10:52
      ojnienie wina leży raczej po stronie ojca nie matki .to on głównie
      odpowiada za to jaki będzie jego syn a matka raczej za córke .twoja
      siostra po wyjściu z domu ,odcięciu pępowiny ,przyjmie jej role .
      • triss_merigold6 Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 15:17
        Przestan się mazać. Idx na psychoterapię, wyjedź do Tybetu, zrob coś
        ze soba.
      • pam_71 Re: Nadopiekuńczość 26.10.09, 15:21
        ojnienie wina leży raczej po stronie ojca nie matki .to on głównie
        odpowiada za to jaki będzie jego syn a matka raczej za córke .twoja
        siostra po wyjściu z domu ,odcięciu pępowiny ,przyjmie jej role .


        A to ja się pozwolę nie zgodzić z powyższy wink Dziecko kształtują oboje rodzice,
        niezależnie od płci. Dość ze stereotypami !
    • japaa Re: Nadopiekuńczość 28.10.09, 13:32
      Ojnienie, po lekturze Twoich postów dotyczących matki, dziewczyny i całej
      historii Twojego życia, dochodzę do wniosku, że trzeba Ci radykalnych cięć. Nie
      zmienisz matki, nie zmienisz historii z dziewczyną, nie zmienisz siebie nadal
      pozostając w tych samych warunkach, zależnościach, przyzwyczajeniach. Wyjedź
      choćby jako wolontariusz na rok do Afryki, czy w jakieś inne kosmiczne miejsce,
      na zachodzie to normalne. Popatrzysz z dystansem na swoje życie,
      przewartościujesz je, nauczysz się radzić sobie samemu, weźmiesz
      odpowiedzialność za siebie, zbudujesz swoją własną wartość, tożsamość. Dość
      epatowania swoim nieszczęściem, za dużo go było. Od zaraz: wyznaczyć cel,
      sporządzić plan działania, patrzeć przed siebie, realizować. Działać. Nie
      rozpamiętywać. Wierzyć w siebie. Twoje życie właśnie sie rozpoczęło!
      • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 29.10.09, 12:03
        Obowiązkiem zdrowej matki jest odpychać swoje dziecko i przygotować go do życia
        samodzielnego. Żeby w pewnym okresie swojego życia ono pomyślało ok, rodzice nie
        są mi już potrzebni mogę żyć bez nich (czego moja matka by nie zniosła ponieważ
        jestem jej całym życiem). Tak więc o nowo narodzone dziecko trzeba dbać i
        opiekować się nim, ale bardzo szybko takie dziecko będzie potrafiło robić coraz
        więcej rzeczy samodzielnie i na to matka powinna pozwolić. Jeżeli jest w stanie
        samodzielnie jeść to matka mu na to pozwala, jeżeli jest w stanie samodzielnie
        się ubrać, umyć, zasznurować buty itp. Większość matek o tym wie. I teraz to
        dobrze widzę, przechodziłem trening niezaradności od niemowlaka. To co robiła ze
        mną ta kobieta trudno nazwać wychowaniem, to był człowiek który po prostu robił
        wszystko za mnie. W końcu moje życie zostało zepchnięte do małego skrawka,
        powiedzmy życia towarzyskiego. Uczucie takiego przymulania i silne poczucie
        bezradności pamiętam że towarzyszyło mi od wczesnego dzieciństwa. I teraz wiem
        że ona to stworzyła. Nawet teraz kiedy ona ma już 50 lat, jej sposób podejścia
        do nas jest taki sam jak do małego dziecka. To znaczy dyryguje nami, mówi nam co
        robić w co sie ubrać, kiedy iść spać, żeby coś zjeść itp. To jest ku...ko
        silne, uzależnienie od kobiety która pracowała na to całe moje życie odbierając
        ci władzę nad własnym życiem, odcięła od poznania samego siebie, od uczucia
        satysfakcji ze zrobienia czegoś samodzielnie, od podejmowania wyborów i dążenia
        do celi, poczucia własnej wartości, optymizmu, poczucia siły, radości, wpajając
        przekonanie że bez niej sobie nie poradzę i że życie jest bardzo ciężkie bez
        niej. Teraz mam 26 lat i czuję się jak bezbronne dziecko które mimo iż ma
        świadomość codziennie stara się robić wszystko żeby jakoś się z tego wyrwać,
        stale dostaje po dupie od życia i będzie dostawać. Może jakoś uda mi się odciąć
        od tego koszmaru ale ran które ona i życie które miałem przez nią nie uda mi się
        wyleczyć i będą one pokutować na całym moim życiu. Nienawidzę tej baby, choć tak
        naprawdę często nie wiem co czuje. Nie trzeba zaraz wyjeżdżać do afryki żeby się
        od niej odciąć, ona już nie ma na mnie żadnego wpływu, nawet jeżeli próbuje to
        nie pozwalam jej na to i nigdy już nie pozwolę. Nie mam dostępu do mojego życia
        i nigdy więcej mieć nie będzie. Dostałem od życia bonus na starcie który nazywa
        się, kocham cię syneczku jesteś całym moim życiem, niewyobrażań sobie życia bez
        ciebie, masz być wdzięczny za to że 26 lat poświęciłam tylko tobie kosztem
        mojego życia, byleś dla mnie jak mąż z którym nigdy się nie dogadywałam, obetnę
        ci nogi, unieszczęśliwię cie, zabiorę ci dziewczynę, prace, karierę, rozwój,
        szczęście, poznanie siebie, wiarę we własne siły, motywacje, potem cie jeszcze
        zglebię żebyś był słabszy, jeżeli była by taka możliwość to bym cie tu
        przywiązała, ponieważ nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, bez ciebie mogę
        umrzeć, bo nie mam swojego życie, nie spełniam się w małżeństwie ani w zawodzie,
        nie mam koleżanek, nie mam nic poza unieszczęśliwianiem i kaleczeniem ciebie, co
        jest jedynym jasnym promyczkiem w moim życiu.
        • japaa Re: Nadopiekuńczość 29.10.09, 13:40
          Nie trzeba zaraz wyjeżdżać do afryki żeby się
          od niej odciąć, ona już nie ma na mnie żadnego wpływu, nawet jeżeli próbuje to
          nie pozwalam jej na to i nigdy już nie pozwolę.


          Robiąc wszystko na odwrót, niż tak jak dawniej bywało, kiedy byłeś we władzy
          matki, nadal tkwisz w tej władzy. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę. Dlatego
          moim zdaniem najlepszą rzeczą jest całkowita zmiana życia, warunków
          zewnętrznych, ludzi wokół, myślenia, codziennych problemów i decyzji,
          przynajmniej na jakiś czas.
          A tak na marginesie widzę, że lubisz pisać. Może zajmiesz się literaturą, żeby
          po części skanalizować emocje?
          • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 11.11.09, 12:37
          • camel_3d Re: Nadopiekuńczość 11.11.09, 12:49
            japaa napisała:

            > Nie trzeba zaraz wyjeżdżać do afryki żeby się

            ale jakby to pomoglo...

        • liwia_augusta Re: Nadopiekuńczość 24.11.09, 12:40
          Wiem, że jest Ci ciężko. Musisz jednak pamiętać, że masz dopiero 26
          lat, twoje życie dopiero się zaczyna. Miałeś nadopiekuńczą matkę -
          tego nie zmienisz, ale to już przeszłość. Wyjedź z domu rodzinnego,
          poszukaj pracy, steruj własnym życiem. To będzie strasznie trudne
          dla ciebie, ale przecież tego chcesz. Z matką możesz ograniczyć
          kontakty, jesteś dorosły i czas, żebyś o siebie zadbał.
    • camel_3d to zacznij sie komunikowac z ojcem... 11.11.09, 12:44
      moze dzeiki temu razem cos zadzialacie..wspolny wypad..czy nawet wyjscie na kawe
      (bo pewnie piwa wam nie wolno)..itd..

      a z tym przedszkolem to cie tu kilk mam zjedzie..
      • ojnienie Re: to zacznij sie komunikowac z ojcem... 11.11.09, 20:13
        Przeczytałem że w stanach zjednoczonych od razu rozpoznaje się dziecko z bierną
        postawą. W takich sytuacjach terapia koncentruje się głównie na rodzicu dziecka.
        Wtedy ono może uniknąć takiego losu. Niestety w naszym chorym systemie
        szkolnictwa a zwłaszcza w tamtym okresie kiedy ja chodziłem do szkoły
        podstawowej panowała wolna amerykanka i ciemnota, zwłaszcza jeśli chodzi o
        wiejskie szkoły. Zostałem pozostawiony samemu sobie. W okresie kiedy byłem
        najbardziej zależny od rodziców i bezbronny, oni dopuszczali się najgorszych
        nadużyć. Rzeczy które mi dla mnie są niepojęte, nie potrafił bym spojrzeć
        lustro, jeżeli w ten sam sposób potraktował bym własne dziecko. Mój ojciec teraz
        przypomina bezkształtną galaretowatą substancje, kompletnie bierną i niezdolną
        do komunikacji ze mną. Która ogranicza się do pouczania i strofowania, z tym że
        teraz to nawet tego nie ma bo już na to sobie nie pozwalam. Jest człowiekiem
        kompletnie odseparowanym od kontaktów z nami poza tym skoncentrowany jest
        głównie na sobie i własnych nieuświadomionych zaburzeniach emocjonalnych.
        Właściwie jedyne co potrafi to wykłócać się z własną żoną i oglądać telewizje.
        Nie mówię że nie próbowałem o tym z nim porozmawiać, ale kończyło się to tylko
        na powierzchownych rozmowach. Kiedyś mój ojciec był tyranem, wiecznie
        niezadowolonym ze mnie krytykiem wszystkiego co robiłem. Teraz od kiedy
        postawiłem na swoim, widzę jak się mnie boi i unika kontaktów ze mną. Zachowuje
        się jak małe dziecko które nadal jest pod spódnica swojej mamy. Także po latach
        doszedłem do tego że mój ojciec był tylko biernym obserwatorem życia rodzinnego,
        co jakiś czas ochoczo wspierając matkę w atakach na mnie zaś matka była tą
        niszczącą i władczą osobą która dobro własnych dzieci mała głęboko gdzieś. Teraz
        wygląda dla mnie wygląda jak mała dziewczynka która bawi się w dom z lalkami. To
        samo było w rodzinie mojego ojca, toksyczna, władcza, wtrącająca się w życie
        dzieci, kobieta i oderwany od rzeczywistości bierny ojciec. Dziadek notabene już
        tylko zajmuje się oglądaniem seriali w telewizji, na każde zdanie babci reaguje
        niesamowitym atakiem furii, tak samo jest odseparowany od własnych dzieci a
        nawet od własnej rodziny.
        • leli1 Re: daj namiary na psychologa 11.11.09, 20:29
          bo widze, że ostro i bardzo skutecznie z Tobą pracuje.
          Z totalnie bezwolnego faceta zrobił prawdziwego wojownika.....tylko, obyś nie
          przedobrzył.
          • ojnienie Re: daj namiary na psychologa 12.11.09, 17:12
            Pewnie tak, facet jest niesamowity, o wyglądzie robina williamsa, często
            przedłużamy spotkania bo nie mogę sie z nim nagadać. Mam punkt odniesienia,
            człowieka który od lat sie tym zajmuje i jako jedyny potrafi mnie zrozumieć i
            utwierdzić w słuszności tego co mówię. Pierwsze co od niego usłyszałem to, jak
            ty to wytrzymałeś przez tyle lat i uciekaj z domu jak najszybciej bo oni cie
            zniszczą. Bywają matki które zabijają swoje nowo narodzone dzieci oraz takie
            które je podtruwają, albo kaleczą, specjalnie wywołują chorobę itp. Najwyraźniej
            czerpią z tego jakąś korzyść. Moja matka jest dokładnie taka sama, tylko że ona
            wybrała najbardziej wyrafinowaną sztuczkę. Konfrontacja wiedzy jaka posiadam z
            zachowaniami mojej matki oraz odniesienie to do przeszłości sprawia że wszystko
            zaczyna mi się układać jak puzzle. Teraz wiem że nie mogę obwiniać siebie z
            porażki z przeszłości ponieważ nie miałem na to wpływu, zostałem obrabowany z
            własnej tożsamości oraz możliwości decydowania o sobie. I tutaj jest bardzo
            trudny moment, masz świadomość ogromu bólu, emocjonalnego z jakim musiałeś się
            zmierzać przez całe życie i rozumiesz winowajce tego wszystkiego. Tutaj często
            następuje zerwanie więzi dziecka z rodzicem, złość, agresja, w połączeniu z
            poczuciem bezradności, która to matka stara się ciągle wzmacniać, tworzy
            wybuchową mieszankę. Poza tym widzisz jej walkę o nadgryzanie koalicji z moim
            ojcem. Samo rozumowe objęcie patologii nie wystarcza, to trwało całe moje życie,
            zostałem obrabowany, odcięty od wiedzy na swój temat, tego w czym jestem dobry,
            co mnie interesuje, kim chciałbym być. Coś co ona utrwalała przez dwadzieścia
            sześć lat, czerpiąc, egoistyczne korzyści z przyjętej postawy. Czyli jestem
            potrzebna, beze mnie sobie nie poradzisz, jesteś tylko mój i żadna dziewczyna
            nie będzie ciebie miała. Wprowadzała zaburzenia w moim rozwoju od najmłodszych
            lat, teraz jak myślę to widzę że właściwie na wszystkich płaszczyznach. Starała
            się łapczywie przejąć kontrole nad każdym aspektem mojego życia. Zdradziła mnie
            i jednocześnie całkiem zawaliła najważniejszą misje życiową. O moim pseudo ojcu
            juz nawet nie wspomnę. Nagle odkryłem że jestem w totalnym szambie z którego
            może i jest wyjście ale będzie wymagało ogromu pracy nad sobą. Poza tym to i tak
            stawia mnie daleko w tyle za innymi, którzy nie musieli tracić energii na walkę
            z własnymi rodzicami tylko wykorzystali ją do własnych celów. Są różne struktury
            rodziny i różne patologie, zaniedbanie, przemoc itp. Moja okazuje się być jeną z
            najgorszych. Wielu facetów, w podobnej sytuacji nigdy do tego nie dojdzie. Do
            tego psychologa do którego ja chodzę trafiają 30, 40 letni synusiowie, który
            mają już głęboko posunięte stadium alkoholizmu, mieszkają razem z mamą z która
            się wiecznie wykłócają. Tak mi powiedział psycholog, mam matkę która tworzy
            alkoholika, która potem całe życie wyciąga go z problemów. Jak ci leli na tym
            zależy to prześlij mi adres.
            • milla007 Re: daj namiary na psychologa 15.11.09, 17:10
              Witam!

              Przeczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi i zorientowałam się, że być może
              ja jestem matką, która w podobny sposób(na pewno nie aż w takim stopniu)
              traktowała swoich starszych synów a dalszym ciągu traktuje najmłodszego.
              Najstarszy (22 lata) i najmłodszy(12 lat) są bierni a ja, wiem to dopiero
              od niedawna, wyręczam ich w wielu sprawach. Ostatnio koleżanka zwróciła mi
              uwagę,że robię zle odwożąc najmłodszego do szkoły i przywożąc go z niej. Od tego
              czasu zaczęłam myslec, ze może robię cos zle a dzis przeczytałam Twoje
              wypowiedzi. Średni syn się bardzo buntował i doprowadziło go to do więzienia.
              Konkretnie moja prośba dotyczy namiarów do tego psychologa, chodzi o tego syna,
              który jest w areszcie, może umiałby mu pomóc bo jest kompletnie pogubiony i
              prawdopodobnie uzależniony od alkoholu.

              pozdrawiam,

              Mika
              • insula.incognita Re: daj namiary na psychologa 15.11.09, 20:16
                milla007 napisała:
                >>wiem to dopiero od niedawna, wyręczam ich w wielu sprawach.

                I pewnie zaczyna sie od pomagania w sprawach najprostszych ?
                Zanm skądinąd klimat matki rujnująco nadopiekuńczej.
                To się nazywa toksyczność.
                A autorowi watku bardzo współczuję, choc zapewniam, że da się z tym skutecznie
                walczyć. Im wcześniej walke podejmiesz, tym szybciej z tego (spod tej
                nadopiekuńczości toksycznej) wyjdziesz.
              • ojnienie Re: daj namiary na psychologa 16.11.09, 01:11
                Jest pewnien typ matki które tworzą alkoholika. Mi sie wydaje że alkoholizm
                nigdy nie powstaje bez przyczyny. Tu chodzi o jak najszybszą zmianę postawy
                matki, która może sie przyczynić do lepszego funkcjonowania dzieci, zwłaszcza
                jeśli chodzi o młodszego syna, przed którym jeszcze wszystko. Matki
                nadopiekuńcze to są zawsze matki które wymagają terapii. Czytałem rozpaczliwe
                prośby o pomoc ojców którzy mają nadopiekuńcze żony które niszczą ich dzieci.
                Oni podsuwają artykuły tłumaczą i tłumaczą a jednak nic do nich nie dochodzi i
                tak robią to poza ich plecami. Widać że czerpią jednak z tego jakąś korzyść. Ja
                osobiście wierze że świadomość i komunikacja mogą wszystko zmienić i naprawić.
                Tylko że to jest coś nad czym trzeba codziennie pracować. Ja obecnie znajduje
                się w totalnym szambie i mimo iż słyszę pozytywne słowa to jakoś trudno mi na
                razie w to uwierzyć że mogę z tego całkiem wyjść. Jakby nie było mam dwadzieścia
                parę lat w plecy. Zostało mi odebrane coś co mi się należało. Nie mogę teraz
                oczekiwać cudów. Dla mnie najważniejsze jest teraz dobre samopoczucie,
                niezależność, życie własnym życiem. Resztę spycham na dalszy plan. Także
                potrafię zrozumieć ludzi którzy uciekają w alkohol. Bo jednak poczucie
                bezradności jest najgorsze. Świadomość że nie zależnie od tego jakby się chciało
                i tak niczego nie można zmienić w swoim życiu a świat wygląda przerażająco i nie
                wierzy się że mogło by się cokolwiek udać. Jeżeli jesteś świadoma tego że
                odebrałaś im własną tożsamość to już bardzo dużo. I mi się wydaje że ty powinnaś
                znaleźć psychologa na początek i on ci powie co masz z nimi zrobić i jak im
                pomóc. I nie musisz od razu wybierać się do mojego wink, oczywiście jak ci na tym
                zależy to podaj mi adres. Ja wybrałem drogę mówienia o swoich problemach
                (zwłaszcza zaufanym przyjaciołom) i nie ukrywania się z tym, myślę że oni
                powinni też to robić bo w końcu nic innego nie robi się u psychologa czy na
                grupach dda. Pozdrawiam
    • d.o.s.i.a Re: Nadopiekuńczość 16.11.09, 18:19
      Zrozumiales przyczyny, masz diagnoze. To normalne, ze teraz bedziesz
      z ta diagnoza na choragwi przez pewien czas sie obnosil. Pisal,
      dyskutowal, jakbys nagle odkryl Ameryke. Ale nie popadaj w obsesje.
      Starczy tego. Pora teraz przyjsc nad tym do porzadku dziennego i
      zaczac nowe zycie. Nic Ci nie przyjdzie z mielenia tego tematu w
      kolko. Miales matke toksyczna, OK. Nie zmienisz tego. Pora na
      dzialanie. Pytanie, co bedzie Twoim nastepnym krokiem.
      Rozpamietywanie, czy dzialanie?

      I jeszcze jedno Ci powiem. Bez wzgledu na to, jak teraz wyjatkowo
      sie czujesz - nie jestes ani pierwszy, ani ostatni smile

      Podoba mi sie pomysl z wyjazdem na wolontariat do Afryki. Nie tylko
      zerwiesz chora wspolzaleznosc od matki, ale zaczniesz metodycznie
      tworzyc wlasna rzeczywistosc. Ty na razie jestes na etapie
      rozczulania sie nad soba. Tylko, ze z tego nic Ci nie przyjdzie.
      • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 17.11.09, 07:10
        Moja matka zrobiła ze mnie biernego obserwatora mojego własnego życia który
        utożsamiał się z niepowodzeniami w robieniu tego czego nie chciał. Co się łączy
        z tysiącami różnych sytuacji które wyparłem ze świadomości a teraz potrafię na
        nie normalnie spojrzeć, po wielu latach obwiniania siebie za wszystkie błędy. To
        jest cos jak matrix, człowiek orientuje się że całe życie żył w kłamstwie.
        Ciężko jest tego nie mielić, ale rozumiem.
        • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 18.11.09, 11:25
          Może masz i racje że czuje się wyjątkowo. Wyjątkowo oszukany i zły.

    • sotto_voce Re: Nadopiekuńczość 21.11.09, 15:35
      Pamiętam, że kiedyś już pisałeś o tym pod innym nickiem. Przede
      wszystkim bardzo Ci współczuję - to co napisałeś brzmi zupełnie
      podręcznikowo, podręcznikowe jest też tkwienie przez Ciebie w takiej
      sytuacji. Taka uwaga ogólna - swoją złość koncentrujesz teraz na
      matce, ale pamiętaj też, że Twój ojciec na taką sytuację latami
      przyzwalał, wybrał swoją wygodę i ucieczkę niż obronę swojego syna.
      Pewnie wolałbyś mieć w nim sojusznika, ale nie będziesz miał, nie
      licz na to.
      Chyba sam wiesz, co powinieneś zrobić - wyprowadzić się i zacząć
      robić _wszystko_ na własny rachunek. To będzie bardzo trudne, efekty
      będą początkowo mizerne, przy ogromnym wysiłku. Będziesz musiał
      zrezygnować z oferty pomocy ze strony matki, bo takie osoby
      pomagając uważają, że wykupują sobie "abonament" na kontrolę. Ale
      jeśli tego dokonasz - bedziesz miał wielki powód do dumy. Powodzenia.
      • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 22.11.09, 11:32
        O żadnym sojuszniku nie ma nawet mowy w człowieku który jest kompletnym
        warzywem. Teraz sobie przypominam że właściwie całe moje życie instynktownie
        czytałem książki o tematyce pedagogicznej. Miałem jedno marzenie, żeby zacząć
        żyć jak normalny młody człowiek a mimo to nigdy nie potrafiłem się na to zdobyć.
        Od dawna przeczuwałem że coś jest nie tak, no ale jeżeli żyje się w środku
        gnijącej rodziny to naprawdę trudno jest to zauważyć. No i większości osób w
        mojej sytuacji nigdy się to nie udaje. Jak w końcu straciłem dziewczynę na
        której mi bardzo zależało i która dawała mi ucieczkę od matki no i po prostu
        ulgę i odpoczynek. Matka z uśmiechem na twarzy znowu się pojawiła ale to w tedy
        to już z pięciokrotnym natężeniem. Leżałem jak sparaliżowany w łóżku a ona
        ciągle nade mną donosząc mi herbatkę. Spędziłem rok, na rozmowach z moją matką i
        nawet wtedy nie domyśliłem się że może coś jest nie tak z nią. Dopiero pierwsze
        słowa psychologa o tym żebym uciekał z domu bo mnie zniszczą dały mi wreszcie
        ostry obraz całej sytuacji. I najdziwniejsze jest to że rozmawiałem o tym bardzo
        dużo z ojcem no i z matką a oni i tak w ogóle się nie zmieniają a matka nadal
        walczy i stara się mnie kontrolować. I pewnie zawsze już tak będzie.
        • to.niemozliwe Re: Nadopiekuńczość 24.11.09, 09:25
          Masz świetnego i mądrego psychologa. Po co się nas pytasz co masz
          robić? Czy zawsze musisz się kogoś pytać? smile Bardzo dobrze to
          wszystko opisałeś, włącznie ze swoją przemianą. Tak, słusznie -
          musisz być wojownikiem o mężnym sercu, bo to Twoja rola i sedno
          Twojej duszy. To jest kwintesencja męskości. Nie-bierność.
          Po pierwsze, to zdecydowanie KONIEC decydowania przez Twoją matkę o
          TWOIM życiu. Co nie oznacza ataku na nią. Nie wyprowadzaj się, nie
          emigruj - bo całe życie będziesz przed czymś uciekał. A jak dasz
          radę temu, to nic Cię już nie złamie.
          Pomóż ojcu, nie gardź nim, doprowadź do wspólnego sędzania czasu,
          radź się go z pominięciem matki i wbrew niej. Dlaczego? Bo nie
          chcesz w przyszłości taki być, ale też nie chcesz, żeby reszta jego
          życia tak wyglądała.
          Nie wolno Ci zostawić siostry samej! Bo będzie miała zniszczone
          życie! Ty jesteś silny, stosunkowo szybko, jak na swój wiek masz
          sensowne przemyślenia, niektórzy się budzą po 40-stce i drugim
          rozwodzie....Musisz być z siostrą i przeciwstawiać sie aktywnie (ale
          rozumnie, uczciwie i zdecydowanie) toksycznej dominacji matki.

          Pozycja matki w domu musi być drastycznie obniżona. Musisz sie
          przygotowac na walkę, będziesz prowokowany, krytykowany znienacka,
          obśmiewany, Twoje poczynania będą przy obcych rzedmiotem drwin z jej
          strony. Aż pokażesz, że samemu stać Cię na sukces poza domem i masz
          swoją własną miarę rozumu i pewności siebie.

          Matka chce władzy nad Tobą, bo to zapokaja jej potrzebę sensu życia.
          Ale przy okazji niejako niszczy Twoje. Ona musi sobie znaleźć swoje
          własne miejsce w swoim zyciu, ale jak się nie przeciwstawisz
          aktywnie, to sama tego nie zrobi, tylko będzie żerowac na was.
          Pamiętaj - to Ty jesteś tam najsilniejszy i Ty musisz bronić siostry
          i ojca. Wspieraj sie radami tego psychologa smile
          Pozdrawiam smile
          • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 24.11.09, 18:40
            Tak zostałem wychowany, nigdy nie mogłem decydować o swoim życiu w najmniejszym
            nawet stopniu. Przez to nigdy nic mi sie nie udawało i dlatego ciągle wierze że
            na nic mnie nie stać. Codziennie przez całe życie nasiąkałem, nakazami,
            zakazami. To są dziesiątki tysięcy pouczeń, odnośnie tego co mam jeść, jak mam
            się ubrać, co mam robić, kim mam być. Moja naturalna potrzeba niezależności była
            skrupulatnie tłumiona przez wiele lat. W końcu stałem się buntownikiem
            wszystkiego co było w moim życiu. Co w konsekwencji uratowało może część mojej
            wrażliwości ale wypchnęło mnie na margines życia społecznego. Człowiek
            dostosowuje się do struktury rodziny, wybiera wygodną bierną pozycje i wtedy
            czuje się najlepiej. Wydaje mi się że matki mogą wypracować w dziecku dwie
            postawy. Postawę naturalną czyli "ja sam", nikogo nie potrzebuje, jestem w
            stanie sam o siebie zadbać. Oraz, na nic cię nie stać, potrzebujesz mnie
            ponieważ sam sobie nie poradzisz. Co w rzeczywistości brzmi, że to ja sobie bez
            ciebie nie poradzę więc podświadomie chcę zrobić wszystko żebyś tak myślał. Tą
            postawę wybierają zalęknione i tak naprawdę słabe kobiety, niepewne swoich
            kompetencji wychowawczych. I tak było u mnie tutaj nigdy nie chodziło o
            wychowywanie tylko o przetrwanie. To zjawisko jest bardziej masowe niż się
            wszystkim może wydawać, pozostające poza świadomością, niszczące życie wielu
            ludzi. I rozumiem co znaczy, ciągle przed czymś uciekać, moja siostra tak robi.
            Moim zdaniem, trzeba przede wszystkim zrozumieć patologie, potem zepchnąć
            rodziców z piedestału. Zobaczyć ich takimi jakimi naprawdę są. Czyli smutnymi,
            słabymi, zagubionymi ludźmi, którzy gdzieś pogubili się po drodze i zamknęli w
            swoim małym pseudo życiu. Oni nie są i nigdy nie będą autorytetami, do których
            człowiek może się zwrócić o radę. Niektórzy mają szczęście mieć takich rodziców
            inni nie. I może rzeczywiście przestać od nich uciekać i nie budować życie na
            ucieczce od nich. Po prostu zrozumieć że są i zawsze byli nieistotni i
            toksyczni. I że tak naprawdę jest się samemu. I z tym teraz mam największy
            problem. Zrozumieć że jestem sam i nikt za mnie nie przeżyje mojego życia. I
            jeżeli niczego SAM, nie zrobię to nic eis nadal nie zmieni. A jednak ciągle
            łapie się na tym że podświadomie myślę, "a co by na to powiedziała moja matka".
            Wiem też że dopóki z tym nie wygram i nie zbuduje własnego życia, z własnymi
            planami i własną pracą. To nie mam szans na to żeby założyć zdrową rodzinę. Bo
            ja teraz instynktownie będę dążyło do fuzji z inną osobą, która pozwoli mi znowu
            być bierną osobą, taką jak zawsze. Wyplątać się z tego psychologicznego
            uzależnienia jest niezwykle ciężko. Z zewnątrz tacy ludzie wyglądają na
            maminsynkowatych leniów. Jest też sfera uzależnienia emocjonalnego. Często jest
            też tak że tacy ludzie często są grubo po 30 mają dobrą pracę a po pracy wracają
            do domu swoich rodziców i spędzają czas na wykłócaniu się z własnymi rodzicami.
            I takie osoby nie potrafią założyć własnej rodziny. One pewnie nawet o tym nie
            myślą, bo przecież ich zadaniem jest trwać przy matce. Ona nigdy im na to nie
            pozwoliła. To jest ten fenomen "złotej klatki", ludzie w około sobie go fundują.
            I ja jestem potencjalnym kandydatem do zamieszkania w takowej ponieważ tak
            zostałem wychowany. Mi się wydaje że związek dwojga niezależnych ludzi gdzie
            obydwoje realizują się w życiu, i każde ma swoje sprawy, w które nie jest
            zamieszany jego partner jest podłożem do zdrowego związku. I w takim związku
            dopiero można wychować zdrowe i szczęśliwe dziecko.
            • to.niemozliwe Re: Nadopiekuńczość 25.11.09, 09:40
              > Tak zostałem wychowany, nigdy nie mogłem decydować o swoim życiu w
              > najmniejszym nawet stopniu. Przez to nigdy nic mi sie nie udawało
              > i dlatego ciągle wierze że na nic mnie nie stać. Codziennie przez
              > całe życie nasiąkałem, nakazami, zakazami. To są dziesiątki
              > tysięcy pouczeń...

              Rozumiem, ale nie użalaj się nad sobą, skoro przybliżyłeś sie do
              zrozumienia. Nie rób kroku wstecz.

              > Postawę naturalną czyli "ja sam", nikogo nie potrzebuje, jestem w
              > stanie sam o siebie zadbać. Oraz, na nic cię nie stać,
              > potrzebujesz mnie ponieważ sam sobie nie poradzisz.

              Jest jeszcze trzecia, zdrowa możliwość oparta na wartościach i
              realizmie.

              > Oni nie są i nigdy nie będą autorytetami, do których
              > człowiek może się zwrócić o radę.

              Oczywiście, że rodzice zwykle sa złymi autorytetami, tzn.
              niewystarczającymi. W wieku ok. 16-20 lat następuje silna potrzeba
              odnalezienia się w świecie zewnętrznym - poszukiwanie autorytetu,
              lub wzorca dla roli, która odpowiada młodemu człowiekowi. Zwykle
              jest ona z opozycji do rodzica, przynajmniej powinna być.
              Dlatego rodzice są złymi nauczycielami dla dziecka.
              Gdyby Twoi rodzice od początku, a szczególnie jak miałeś 12-15 lat
              zachęcali Cię do własnego poszukiwania odpowiedzi na pytania, które
              rodzą sie w Twojej, do kreatywnego krytycyzmu wobec świata byłbys w
              innym miejscu. Ale to jest w gruncie rzeczy do nadrobienia o ile
              wypchniesz z siebie syndrom ofiary. Ktoś tu wspominał o wyjeździe -
              mężczyźni potrzebują wyraźnych punktów zwrotnych w rozwoju duchowym,
              poprzez dynamiczne wydarzenia w ich życiu. Wyjazd do innego kraju,
              próba zmierzenia się tam ze swoimi słabościami, okazja do
              spróbowania robienia przez rok tylko tego, co jest Twoim marzeniem -
              o tym warto teraz myśleć. smile

              > Po prostu zrozumieć że są i zawsze byli nieistotni i
              > toksyczni. I że tak naprawdę jest się samemu. I z tym teraz mam
              > największy problem.

              I tak i nie smile. Nie oni byli toksyczni i nieistotni (zresztą w tym
              jest sprzeczność - czujesz?), tylko postępowali toksycznie. Są
              ważni, chociażby dlatego, że ich nie zamienisz na innych. Samotność
              towarzyszy wszystkim ludziom i rozwiązaniem tego problemu jest
              staranne, przemyslane i uczciwe budowanie relacji intymności z
              innymi ludźmi (serdeczności, przyjaźni, również miłości). Samo się
              nie buduje, trzeba rozumnego wysiłku.

              > A jednak ciągle łapie się na tym że podświadomie myślę, "a co by
              > na to powiedziała moja matka".

              Opinia Twojej matki jest tylko jedną z wielu, które możesz brać pod
              uwagę. Skoro się myliła w istotnych dla Ciebie sprawach
              wielokrotnie, to jej pogląd trzeba traktować z rezerwą.

              > To jest ten fenomen "złotej klatki", ludzie w około sobie go
              > fundują. I ja jestem potencjalnym kandydatem do zamieszkania w
              > takowej ponieważ tak zostałem wychowany.

              Tak, jesteś potencjalnym kandydatem. Ale masz też wolną wolę, rozum,
              zdolność do działania i kontrolowania swoich poczynań, a także dość
              dobre rozumienie (co widać) złożoności relacji w ich dłuższej
              perspektywie. Uważam, że sobie spoko poradzisz. smile
              • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 25.11.09, 10:51
                Dzięki że mi to trochę lepiej naświetliłeś.
                Mi się wydaje że ludzie którzy tego nie są świadomi, wpadają
                w taki schematyczny styl życia. Czyli "nic mi się nie chce" czy "gdybym się nie
                zmuszał to bym nic nie robił". Czyli negują i spychają swoje własne uczucia i
                zaczynają żyć według cudzego wzorca. Ludzie którzy nie potrafią budować własnego
                życia, nie mają jasnych celi będą obiektem manipulowania przez środowisko. I
                będą całe życie odwracać wzrok od przeszłości, obwiniać siebie za kolejne
                porażki w życiu, tłumić w sobie dawne urazy. W tym co piszesz widzę bardzo dużo
                genialnego optymizmu i głębokie zrozumienie tematu. Większość osób podchodzi do
                tego powierzchownie.
                • to.niemozliwe :) 25.11.09, 13:10
                  "Navigare necesse est, vivere non est necesse" smile
              • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 25.11.09, 11:38
                Takie osoby będą też starały się uciekać w związki albo prace. Całe życie będą
                przed czymś uciekać.
                Matka wychowuje dziecko na niewolnika który wykonuje polecenia, tłumi w nim
                przejawy tego krytycznego i kreatywnego podejścia do życia o którym piszesz. Nie
                pozwala mu decydować o własnym życiu czyli tłumi rozwój, potrzebę rozumienia i
                poznania świata i samego siebie. Z tą postawą wszedłem w system szkolny i
                zacząłem uczyć się pamięciowo. System szkolny w polsce już taki jest. Polska
                szkoła lansuje takie płytkie i pamięciowe podejście do "rozwoju". I tutaj było
                moje drugie życie, które może nawet gorzej odbiło się na mojej psychice niż to
                pierwsze.
                • verdana Re: Nadopiekuńczość 25.11.09, 14:01
                  Obawiam się, ze z jednego kanału wpadasz w drugi.
                  Owszem, nadopiekunczy rodzice to powazny problem. Ale na pewno nie
                  jedyny, jest wielu takich rodzicow i sporo osób potrafi im sie
                  oprzeć. Ty nie potrafileś - rozumiem. Ale wydaje mi się, zę reszte
                  życia zamierzasz oprzeć na tym, ze miałeś trudne dziecinstwo. Na
                  razie jesteś tak samo zalezny od rodzicow, jak byleś, tylko w sensie
                  negatywnym. Wszystko to, co robisz, odnosisz do swoich doswiadczeń i
                  do tego, co oni robili xle. Wolny od rodziców będziesz dopiero
                  wtedy, gdy będziesz decydował o sobie nie zastanawiając się, jakie
                  na Twoje decyzje ma wplyw mamusia i dziecinstwo.
                  Obawiam się, ze z zaleznosci od matki popadles w zalezność od
                  terapeuty - tzn. wszystko tlumaczysz sobie jedną sprawą -
                  niewłasciwym wychowaniem. Terapeuta nie moze decydowac o tym, jak
                  siebie postrzegasz i co robisz, tak samo jak nie powinni o tym
                  decydowac rodzice.
                  • ojnienie Re: Nadopiekuńczość 25.11.09, 22:38
                    Rozumiem o co ci chodzi. Człowiek wpada w system wychowawczy (zakazów, nakazów,
                    kontroli, dawania i odbierania miłości), potem w kolejny, szkolny (presji i
                    bezmyślnego przymusu, oceniania), potem zawodowy. I gdzieś w tym wszystkim
                    zatraca samego siebie i zaczyna żyć tak jak mu każą, bez głębszej refleksji, czy
                    to jest dla mnie dobre, czy nie. Potem może się ograniczyć drugą osobą z którą
                    jest w związku. Czyli jest uwiązany (emocjonalnie zależny), nie potrafi
                    realizować samego siebie i jest wewnętrznie ograniczony. I gdzieś podświadomie
                    odnosi się do tego wszystkiego, czyli tego co ci narzuca wychowanie, albo presja
                    społeczeństwa. I zaczyna się dostosowywać. W konsekwencji nie jest wolnym
                    człowiekiem. Czyli nie czuje się wolny, nie rozumie że może robić wszystko co
                    tylko będzie chciał i że ma do tego prawo. I może żyć według własnego pomysłu,
                    nie musi się nikogo słuchać. Znałem kiedyś jedną osobę która właśnie w ten
                    sposób żyła. Ale wydaje mi się że większość nie jest tego świadoma. A nawet
                    jeżeli jest to, wiedzieć a rozumieć (czuć to) i realizować to w życiu, to są
                    dwie inne sprawy.
Pełna wersja