ojnienie
25.10.09, 15:44
Moje życie zawsze było szare i przepełnione bezradnością. Nigdy nie radziłem
sobie w szkołach, miałem problemy praktycznie ze wszystkiego. W tamtym okresie
byłem emocjonalnie zniszczony, wyczerpany, zniechęcony do siebie, nie
wierzyłem w siebie. Brak jakich sukcesów, wpoiło we mnie przekonanie że jestem
do niczego i do niczego się nie nadaję. Był taki okres że nienawidziłem nawet
wchodzić do budynku szkoły, od razu pociłem się, dostawałem ataków duszności,
biegałem często do toalety i czułem się fatalnie. Miałem uraz do nauki, nie
potrafiłem skoncentrować się nawet na najprostszych rzeczach, dominowało
ciągłe uczucie wstydu i bezradności wyjścia z tej sytuacji. W dodatku w domu
rodzinnym moje problemy były postrzegane jako wynik lenistwa za które byłem
katowany, emocjonalnie napadany, gnębiony, wyzywany. Dostawałem szereg kar,
ograniczano moje wyjścia, spotkania ze znajomymi, ciągle krytykowano i
poniżano. Ojciec odnosił się do mnie z niechęcią a matka z emocjonalną
agresją. Wszystko to trwało bardzo długo. Z czasem, po prostu przestałem
wytrzymywać ciągłego napięcia i oderwałem się od rzeczywistości. To był mój
odruch obronny. Przestałem się interesować czym kolwiek, odbiegałem
zaradnością od większości moich kolegów, nie rozwijałem się. Moja matka, ze
strachu przed kompromitacją wobec znajomych zapisywała mnie nie niezliczone
ilości korepetycji z których nic nie korzystałem, często tam też zostawałem
poniżany i wyśmiewany. Byłem smutny, skulony, potwornie zmęczony, pamiętam że
często po godzinie spędzonej w szkole musiałem wracać do domu i odrazu
zasypiałem. Wyłączyłem się z jakiejkolwiek aktywności, spędzałem czas na
oglądaniu filmów i słuchaniu muzyki. Ogrom cierpienia emocjonalnego i moje
rozpaczliwe próby wołania o pomoc nikogo wtedy nie interesowały. W domu byłem
nikim w szkole była kaszana. Zmieniałem szkoły, zapisywałem się do paru
prywatnych uczelni, oczywiście ciągle z bierną postawą. Ja po prostu wtedy
nawet nie wiem jak bym chciał nie potrafiłem nic zrobić ze swoim życiem.
Miałem takie chwile kiedy nie chciało mi się żyć. Po rozpadzie związku, nie
potrafiłem się już pozbierać, biernie leżałem w swoim łóżku, miałem problemy
żeby rano wstać i umyć zęby. W końcu znalazłem się u psychologa który mi
wyjaśnił że całe moje życie właściwie nie było moim życiem, tylko życiem mojej
matki. Jak się okazało ona przyjęła egoistyczną postawę nadopiekuńczą żeby
zaspokajać własne potrzeby, ponieważ nie otrzymywała ich od własnego męża.
Dopiero wtedy wszystko stało się dla mnie jasne. Moja matka: odrabiała za mnie
prace domowe, nie dała mnie do przedszkola żebym był przy niej, załatwiała mi
notatki w szkole podstawowej żebym ja się tym nie musiał przejmować, wymyślała
mi szkoły, załatwiała mi egzaminy, robiła pranie, pracowanie, gotowanie,
wtrącała się w moje życie intymne, odradzała mi związki z dziewczynami,
kontrolowała na każdym kroku, zabraniała spotkań z kolegami, ciągle
wydzwaniała i ściągała mnie do domu, załatwiała sprawy urzędowe, planowała
czym będę się zajmował w przyszłości, odbierała wszystkie moje obowiązki i
szantażem emocjonalnym, oraz kontrolą za pomocą pieniędzy domagała się ode
mnie szczegółowych informacji. I zgadnijcie co teraz mam 26 lat, jestem
wykończony, nienawidzę siebie, nie znam siebie, nie mam żadnych konkretnych
zainteresowań, nadal tkwię w przeszłości z którą nie potrafię sobie poradzić,
często wpadam w stany depresyjne, związki mi się rozpadają, ponieważ mam
postawę uzależniania się od dziewczyn i szukania w nich zastępczej matki, mam
zaburzenie odżywiania, zaburzenia nastroju, silne poczucie bezsilności. Bardzo
ciężko mi się zmobilizować do czegokolwiek. A moja matka nadal nie zmieniła
swojej postawy, teraz widzę ją już do normalnym świetle i jest nawet śmieszna
w swoim zachowaniu, zachłannie, władczo stara się upie...ć moją siostrę i
mnie. Często wpada w furie, nadal stara się mnie kontrolować na każdym kroku,
czeka aż coś mi się nie uda, żebym przybiegł w jej ramiona i sie wyżalił a ona
rozwiąże każdy mój problem. Teraz to widzę, nie chcę zmarnować całego mojego
życia, ale zdaje sobie sprawę że będzie mi teraz bardzo ciężko, chciałbym
znaleźć prace i wyprowadzić się z tego chorego domu. Najgorsze jest to że
ojciec widział co ona ze mną robi i nawet nie zareagował, kompletnie się
wycofał z opieki nade mną, poza tym matka mu na to nie pozwoliła. Ona
zagarnęła wszystko, wydziela mojemu ojcu kieszonkowe, tak samo jak mi, na nią
są wszystkie pieniądze mimo iż zarabia znacznie mniej od ojca czy dziadka.
Wszystkie decyzje odnośnie czegokolwiek w tej rodzinie są podejmowane przez
nią, to ona decyduje zawsze o wszystkim, mój ojciec przez nią stał się bierny
i zepchnięty na margines tej rodziny, woli nie pokazywać się w domu i
właściwie traktuje ten dom tylko jak sypialnie. Ja nadal nie potrafię się
otrząsnąć po rozstaniu z dziewczynka którą naprawdę kochałem. Cały obszar
mojego życia został zagarnięty przez moją matkę, mam silne przekonanie że bez
niej, nawet w najmniejszym stopniu sobie nie poradzę. Codziennie o tym myślę i
staram się sobie poukładać wszystko w głowie, świadomość którą dał mi
psycholog, który nadal nade mną pracuje jest bardzo obciążająca. Matka nigdy
nie pozwalała mi na bunt, mimo iż w dzieciństwie wiele razy walczyłem o własną
niezależność, ona na to mi nie pozwalała w najmniejszym nawet stopniu. Jestem
przerażony sposobem w jaki własna matka może niszczyć swoje dzieci. Może ktoś
z was miał podobne doświadczenia. Co ja mam robić w tej sytuacji?