bicie przez inne dzieci-jak reagowac?

28.10.09, 20:42
pisze bo chce sie wyzalic, szukam tez pomocy, wiec zaczne od poczatku.moja 5
letnia corka zawsze chowana byla tak, ze nie wolno bic dzieci, wyzywac, a
jezeli ktos ja uderzy np w przedszkolu nie ma oddawac, tylko isc do pani i
powiedzic.Nie chcialam zeby sie tlukla, zeby wzbudzala w sobie jakby agresje.
Jest bardzo grzecznym dzieckiem, poslusznym, potrafi godzinami sama soba sie
zajmowac i mi nie przeszkadza gdy jestem zajeta, potrafi skupic sie na swojej
zabawie, nie mam z nia zadnych problemow.Duzo rozumie, jest ogolnie bardziej
emocjonalnie rozwinieta od rowiesnikow.Ale..problem zaczal sie w
wakacje.Zaczelismy wyjezdzac na dzialke, gdzie corka poznala o rok mlodsza
kolezanke.Z racji tego ze wiek zblizony razem sie bawily.Nie bardzo mi sie
podobalo, z kim zadaje sie moje dzicko, ale trudno.dziewczynka o ktorej pisze
pochodzi z patologicznego domu, w sumie nie jej wina, ale rodzice wogole sie
nia nie zajmuja, biega (4latka!!) do 23;00 po dworzu, zywi sie i pije u
sasiadow.Na poczatku myslalam szko0da dziecka..po kilku dniach szkoda mi sie
zrobilo, ale mojej corki.Ta mala ja bila, a corka nie potrafila jej
oddac.potrafila ja udezyc z piesci w twarz, kopnac, szturchnac, wylac na nia
goraca herbate,celowo.Mialam dosc bo powtarzalo sie to codziennie,kilka razy
w ciagu dnia.Zaczelam tlumaczyc corce, ze musi sie bronic, zeby
oddala-niestety, moja mala tylko potrafila ewentualnie zaplakana powiedziec
"zaraz ja cie uderze" ale tego nie robila, mimo ze tamta jest mlodsza i
mniejsza (jedno udezenie przez moje dziecko rownaloby sie ze tamta juz b chyba
tak czasto reki na nia nie podnosila).zastanawiam sie co dalej robic w takich
sytuacjach.Corka chce sie z nia bawic, jak zlosc jej na kolezanke
przejdzie,zreszta nie bardzo ma z kim.Zauwazylam ze tamta mala jest agresywna
i do starszych dzieci,potrafila zaczepiac dzieci kilka lat starsze, szturchac,
popychac-wtedy tamte na skarge przychodzily do mnie-myslaly ze skoro ta mala
ciagle jest u nas, bo sie bawi na naszej posesji ja jestem jej matka sad
Nigdy bym tak dziecka nie wychowala, ale zastanawiam sie jak reagowac-nie moge
tego dziecka uderzyc, mam zamykac furtke aby nie wchodzila do nas?co robic jak
moje dziecko, z nudow, po paru godzinach jednak chce sie bawic(nie bardzo mamz
kim w okolicy nie ma wielu dzieci)?Dodam ze tlumaczenia nic nie daja
    • marzeka1 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 28.10.09, 21:10
      "mam zamykac furtke aby nie wchodzila do nas?"- tak bym zrobiła, nie chciałabym,
      aby moje dziecko bawiło się z dzieckiem, które krzywdzi moje własne dziecko, nie
      rozumie tłumaczenia, a na dodatek jest z patologii (wiem, nie jej wina, ale moje
      dziecko nie musi się spotykać od małego z takimi wzorcami).
      • easy321 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 28.10.09, 21:13
        tez wlasnie tego nie chce, zwlaszcza ze moja mala nie przeklina,nawet jezeli ja
        przeklne czy maz ona wie ze jej nie wolno.tamta z kolei potrafi powiedziec
        "ch...owa jestes" ...eh szkoda slow...
    • morelee Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 29.10.09, 15:50
      easy321 napisała:
      ale rodzice wogole sie
      > nia nie zajmuja, biega (4latka!!) do 23;00 po dworzu, zywi sie i pije u
      > sasiadow.

      to raczej sprawa dla prokuratora, zamiast zamykać furtkę zgłoś policji że 4
      letnie dziecko pozostaje bez opieki, bez posiłków itd.

      dziwi mnie bardzo inne Twoje zdanie: "Nie bardzo mi sie
      > podobalo, z kim zadaje sie moje dzicko, ale trudno.dziewczynka o ktorej pisze
      > pochodzi z patologicznego domu,"
      czyli co - z braku laku, nie umiejąc zorganizować córce zabawy w odpowiednim
      towarzystwie, pozwalasz na kontakty rujnujące dotychczasowe podstawy wychowania
      Twojego dziecka? Gdzie sens, gdzie logika??

      easy321 napisała:
      moja 5
      > letnia corka zawsze chowana byla tak, ze nie wolno bic dzieci, wyzywac,

      a potem piszesz:

      easy321 napisała:
      Zaczelam tlumaczyc corce, ze musi sie bronic, zeby
      > oddala-niestety, moja mala tylko potrafila ewentualnie zaplakana powiedziec
      > "zaraz ja cie uderze" ale tego nie robila, mimo ze tamta jest mlodsza i
      > mniejsza (jedno udezenie przez moje dziecko rownaloby sie ze tamta juz b chyba
      > tak czasto reki na nia nie podnosila).


      Czyli co, dopóki inni nie bija to nie można bić, a teraz już można?

      easy321 napisała:
      co robic jak
      > moje dziecko, z nudow, po paru godzinach jednak chce sie bawic(nie bardzo mamz
      > kim w okolicy nie ma wielu dzieci)?Dodam ze tlumaczenia nic nie daja
      Sama zorganizuj dziecku ciekawe zajęcie, czemu tak wspaniale rozwinięte
      emocjonalnie dziecko nudzi się w towarzystwie mamy?

      • easy321 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 29.10.09, 21:05
        eh..morelee wyglada to tak, ze jezeli masz dziecko powinnas wiedzic, ze dzieci
        ciagna do dzieci i nawet te rozwiniete, i te mniej , wszystkie ogolnie.Nie
        znajde jej zajecia na 12 goodzin, bo dzieci sie nudza, a to jest wies, nie
        bardzo jest co tam robic; dam jej zabawke-znudzi sie po 15 min, pobawi sie w
        piachu-po dwoch godzinach ma dosc, dam gre na laptopie-tez sie po czasie znudzi.
        Nie bede zglaszala ze rodzice sie dzieckiem nie zajmuja, bo to nie moja
        sprawa,nie chce byc wrogo odbierana przez sasiadow, tu dom stoi obok domu
        wszyscy to widza,nikt nie reaguje, powiedz mi czemu ja mam sie wychylac i sobie
        robic problemy?Jezeli zobacze ze ja bija,znecaja sie-co innego.
        Ale tego nie widze, rodzice sa bardziej zajeci domem niz dzieckiem.
        Co do bicia-tak, tlumaczylam ze nie wolno bic innych dzieci, w takiej sytuacji
        uwazasz ze mam patrzec jak tamta ja bije,czy tez bys swojemu dziecku powiedziala
        zeby jednak oddalo po kolejnym razie?Bo jak nie dzialaly tlumaczenia to w koncu
        wzialam mala na strone i wytlumaczylam jej, zeby sobie nie dawala, ot tyle.Nie
        chce patrzec jak jest poszkodowana...
        • lila1974 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 08:53
          Do pasji doprowadza mnie takie podejście "dlaczego mam się wychylać"!

          Ano dlatego, że widzisz, że coś jest nie tak i sumienie powinno Ci
          nie dać koło tego przejść obok.

          Daleka jestem od zawiadamiania policji, bo to w sumie
          najłątwiejsze ... napuścić służby i mieć błogie przeświadczenie, że
          się sprawę załatwiło.

          Rozmowa z rodzicami ... być może, zależy czy uznałabym ich za
          partnerów do rozmowy.

          Raczej zajęłabym się dzieckiem i wytłumaczyła, że w naszym domu nikt
          nikogo nie wyzywa i nie bije, więc jeśli chce do was przychodzić, to
          taka reguła ją również obowiązuje.

          Poza tym - córka postępuje tak, jak ją tego nauczyłaś ... zatem o co
          żal?
    • jotde2 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 29.10.09, 16:15
      trzeba uczyć dzieci prawdy( z umiarem oczywiście wink a nie pierd w
      stylu " nieoddawaj tylko naskarż " masz teraz dowód dokąd prowadzi
      twój idealizm.pamietaj że te wzorce są tworzona dla całego
      społeczeństwa a jednostke trzeba kształtować odpowiedni by sobie
      dawały najlepiej rade w życiu i dlatego np. zbyt krewkich dobrze
      jest stonować a strachliwych czy niemających wzorca bicia wesprzeć
      w walce o swoje .reasumując skarżenie jest oki ale w dzioba też musi
      umieć oddać winkzależy od sytuacji.
      • easy321 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 29.10.09, 21:07
        tak, wlasnie o to tu chodzi smile
        • matijas77 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 00:42
          Ja swoją córkę będę raczej nastawiać na "oddaj, jak cię ktoś bije" czy krzywdzi
          w inny sposób. Mnie wychowywano w taki sposób, że się nie bije, nie skarży, no i
          mam kłopoty po dziś dzień z asertywnością. Może spróbuj się na to przestawić, no
          i raczej córkę sąsiadów skrzyczeć, skarcić, ewentualnie zagrozić szlabanem na
          wizyty u was.
          • lila1974 skrzyczeć? 12.11.09, 08:56
            Czyli co zastraszyć? I jak sądzisz do czego to doprowadzi?

            A nie lepiej po prostu tłumaczyć, że tak się zachowywać nie należy?
            Że z ludźmi się można dogadać i nie trzeba od razu rzucać się z
            pięściami?

            Więcej temu dziecku da życzliwe zainteresowanie niż krzyk - to
            pewnie zna z domu i powiela.
            • jotde3 Re: skrzyczeć? 13.11.09, 19:06
              ja bym w życiu tego drugiego dziecka nieopieprzył bo to rola jego
              rodziców .jeśli tylko "pyskuje" do mojego to zwracać uwage i
              łagodzić .jak niepomaga to za drzwi .
              jak bije moje a ta moja "c..." wink sie nie broni to od razu za drzwi.
              jak sie broni to oki bo w życiu trzeba walczyć a czasem i oberwać .
              niemożna dogadać sie z każdym .jesteś dorosła to to powinnaś
              rozumieć . nieda rady wychować cudzych dzieci . albo inaczej -
              wychowasz je ale przez swoją asertywność a nie bycie d... wink
    • morekac Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 07:53
      Może w sytuacji, kiedy sąsiadka bije,powiedz po prostu :"O nie, nie
      będziesz tu nikogo biła" i odprowadź ją do rodziców?
    • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 08:23
      jezeli ktos ja uderzy np w przedszkolu nie ma oddawac, tylko isc do
      pani i
      > powiedzic.

      Moim zdaniem skarżypyctwo jest dużo gorszą wadą, niż ODDAĆ agrerowi.
      To nie Twoja córka jest agresorem, tylko jakieś inne dziecko, które
      ją bije. Oczywiście Twoja córka i inne dzieci powinny wiedzieć, że
      nie wolno innego dziecka ZAATAKOWAĆ. Ale jest różnica atakiem a
      obroną.
      I moim zdaniem lepiej, by dzieci drobne sprzeczki załatwiały między
      sobą, zamiast ze wszystkim latać do pani. To uczy samodzielnego
      rozwiązywania kontaktów w grupie, która przecież nie składa się z
      aniołów. Inaczej może być tak, że córka w dorosłym życiu też będzie
      donosiła np. na kolegów z pracy, zamiast sprawę rozwiązać we własnym
      zakresie. Pamiętam, jak kiedyś na wycieczce studenckiej, którą
      kierowałam jako wykładowca, jeden ze studentów upił się w drobny
      mak, pomylił pokoje i zaczął rozbierać się w pokoju dziewczyn, bo
      nie wiedział, gdzie śpi. I te dziewczyny, zamiast pójść po swoich
      kolegów, żeby wyprowadzili pijaczynę i położyli go spać, poszły na
      skargę do mnie. Dorosłe dziewczyny nie umiały takiej rzeczy
      rozwiązać. A ja zrobiłam to, co one powinny tzn. poprosiłam innych,
      trzeźwych studentów, zeby zajęli się kolegą. Ale gdyby te dziewczyny
      były dojrzałe, to ja nie powinnam byla dowiedzieć się o sprawie. Ale
      może one były chowane w myśl zasady: nie oddawaj, tylko naskarż
      pani, i dlatego nie umiały zareagować na niewłaściwe zachowanie
      kolegi?
      • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 10:29
        Ech... i właśnie dlatego jest tyle ofiar przemocy domowej ... bo pierwsze
        przykazanie "nie skarż"/"nie donoś" wink
        • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 10:52
          I tyle wypadków nieudzielenia pomocy napadniętej ofierze, bo
          przecież nie wolno bić, nawet, jak 3 drabów publicznie w biały dzień
          rzuci się na licealistkę i ją zgwałci. Był taki wypadek parę lat
          temu we Wrocławiu, zgwałcono nastolatkę na przystanku pełnym ludzi
          wracających z pracy. Pewnie wszyscy wiedzieli, że nie wolno bić.

          Między poszturchiwaniem się 4 latków w przedszkolu, a przemocą
          domową jest różnica ogromna.
          Cóż, ja jestem wprawdzie przeciwna lustracji, ale wychowałam się w
          takim świecie, w którym donosicielstwo było hańbą, a koleżeństwo i
          solidarność wartością. Dzieci, które nie umieją między sobą załatwić
          drobnych sprzeczek, nie zaznają smaku koleżeństwa, jeżeli wszystkie
          problemy między sobą będą rozwiązywać za pomocą pani.
          • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 11:43
            I tyle wypadków nieudzielenia pomocy napadniętej ofierze, bo
            przecież nie wolno bić, nawet, jak 3 drabów publicznie w biały dzień
            rzuci się na licealistkę i ją zgwałci. Był taki wypadek parę lat
            temu we Wrocławiu, zgwałcono nastolatkę na przystanku pełnym ludzi
            wracających z pracy. Pewnie wszyscy wiedzieli, że nie wolno bić.


            I nikt nie wyciągnął komórki i nie zadzwonił po policję ???
            Powiem szczerze, że gdybym ja zobaczyła w parku szarpaninę w stylu trzech drabów
            na jednego to zamiast udawać bohatera - pobiegłabym/zadzwoniła po pomoc. Sama
            mogłabym stać się tylko kolejną ofiarą, a nie pomóc poszkodowanej osobie ...
            Czysto hipotetycznie, bo w podobnej sytuacji nie byłam.

            Cóż, ja jestem wprawdzie przeciwna lustracji, ale wychowałam się w
            > takim świecie, w którym donosicielstwo było hańbą, a koleżeństwo i
            > solidarność wartością

            To były zupełnie inne czasy i inne realia. Dzisiaj to pokutuje - właśnie w
            postawie, że "własne brudy to się w domu pierze" i "sąsiadom nic do tego" ... a
            to nie jest dobre. Ja jako "słaba kobietka" nie pójdę uspokajać podpitego
            sąsiada 190/120 (bo mi jeszcze przysoli wink) tylko zadzwonię na 997 ... tak - w
            tym wypadku jestem donosicielką wink
            • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 12:06
              I tyle wypadków nieudzielenia pomocy napadniętej ofierze, bo
              > przecież nie wolno bić, nawet, jak 3 drabów publicznie w biały
              dzień
              > rzuci się na licealistkę i ją zgwałci. Był taki wypadek parę lat
              > temu we Wrocławiu, zgwałcono nastolatkę na przystanku pełnym ludzi
              > wracających z pracy. Pewnie wszyscy wiedzieli, że nie wolno bić.
              [/i]
              >
              > I nikt nie wyciągnął komórki i nie zadzwonił po policję ???
              > Powiem szczerze, że gdybym ja zobaczyła w parku szarpaninę w stylu
              trzech drabó
              > w
              > na jednego to zamiast udawać bohatera - pobiegłabym/zadzwoniła po
              pomoc. Sama
              > mogłabym stać się tylko kolejną ofiarą, a nie pomóc poszkodowanej
              osobie ...
              > Czysto hipotetycznie, bo w podobnej sytuacji nie byłam.

              Na przystanku pełnym ludzi wracających z pracy z pewnością była
              dostateczna liczba mężczyzn, bo obronić dziewczynę. Było to kilka
              lat temu, gdy komórki były mniej rozpowszechnione. Poza tym w
              wypadku gwałtu wezwana z komórki policja może nie zdążyć. Pamiętaj,
              że Ty, albo Twoja córka, jeśli ją masz, możecie także znaleźć się w
              podobnej sytuacji i myślę, że będziecie wolały, by świadek-mężczyzna
              zwyczajnie dła w łeb gwałcicielowi niż dzwonił po policję, która
              przyjedzie, albo nie przyjedzie.
              Sama dzwoniłam kiedyś na policję, gdy słyszałam późnym wieczorem
              wołanie o pomoc w parku pod moim oknem. To oczywiste i za
              donosiciela się nie uważam.
              Ale zarazem mam żal do sąsiada piętro niżej, że gdy zaczęło mu coś
              ciec w łazience z sufitu, zresztą, jak się okazało, nie ode mnie, to
              zamiast przyjść i zapytać, czy u mnie nie ma jakiejś awarii,
              poleciał z donosem do administracji. Zawsze uważam, że kiedy nie ma
              mowy o przestępstwie, należy sprawy międzyludzkie załatwiać między
              sobą, a dopiero wtedy, kiedy to niemożliwe, odwoływać się
              do "władz".
              W wypadku 4 latków te sprawy międzyludzkie to poszturchiwania i
              jeśli nie przekraczają one jakiś ekstremalnych granic, to dzieci z
              tego wyrosną, gdy nauczą się w inny sposób wyrażać swoje uczucia.
              Poza tym oczywiście dzieci muszą być uczono, ze nie wolno bić, tzn.
              atakować, ale mylenie ataku z obroną jest nonsensem.
              To, co proponujecie, to w imię jakiegoś idealizmu budowa kompletnie
              zatomizowanego społeczeństwa, gdzie nie ma żadnej solidarności i
              nikt niczego nie załatwia samodzielnie, tylko ze wszystkim biega się
              do pani. No cóż, jak Wasze dzieci dorosną, będę się zbliżała do
              emerytury i nie będę musiała długo żyć w świecie, w którym, jeśli
              np. będzie u mnie za głośno grało radio, to sąsiad zamiast zapukać i
              poprosić, żebym sciszyła, wezwie policję.
              Co do reakcji na przemoc domową: zgoda, że często tej reakcji
              brakuje. Ale też nie wylewajmy dziecka z kąpielą (dosłownie):
              przypadki zakatowanych na śmierć dzieci nagłaśniane przez media
              robią wrażenie, ale to jest promil i na ogół na dodatek w rodzinach,
              które na ogół jadą patologią. A większość dzieci ma rodziców
              normalnych, chociaż oczywiście nikt nie jest bez wad. I oto większą
              krzywdę można wyrządzić dziecku zabierając je rodzicom, niż
              zostawiając u rodziców, którzy czasem dadzą klapsa. Do zabierania
              dzieci sądy bywają pochopne: pamiętacie wypadek ludzi, którym
              zabrano dzieci, bo są zabiedni, albo Róży z Błot?
              • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 15:09
                W wypadku 4 latków te sprawy międzyludzkie to poszturchiwania i
                jeśli nie przekraczają one jakiś ekstremalnych granic, to dzieci z
                tego wyrosną, gdy nauczą się w inny sposób wyrażać swoje uczucia.
                Poza tym oczywiście dzieci muszą być uczono, ze nie wolno bić, tzn.
                atakować, ale mylenie ataku z obroną jest nonsensem.


                Problem w tym, że Nauczyciele najczęściej dostrzegają i karzą tego który uderzył
                ostatni ... bez dochodzenia do sedna konfliktu.

                To, co proponujecie, to w imię jakiegoś idealizmu budowa kompletnie
                > zatomizowanego społeczeństwa, gdzie nie ma żadnej solidarności i
                > nikt niczego nie załatwia samodzielnie, tylko ze wszystkim biega się
                > do pani. No cóż, jak Wasze dzieci dorosną, będę się zbliżała do
                > emerytury i nie będę musiała długo żyć w świecie, w którym, jeśli
                > np. będzie u mnie za głośno grało radio, to sąsiad zamiast zapukać i
                > poprosić, żebym sciszyła, wezwie policję.


                Ja akurat niczego nie proponuję wink Po prostu podaję przykładowe zachowanie w
                przykładowych sytuacjach ... Mój mąż nie raz interweniował u "wesołych
                studentów" gdy Młodzi z powodu hałasu nie mogli zasną ... jednak gdy po raz
                trzeci nie mógł wyjechać z garażu, bo ktoś zaparkował "tylko na chwilę"
                zadzwonił po straż miejską ...

                • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 20:38
                  Problem w tym, że Nauczyciele najczęściej dostrzegają i karzą tego
                  który uderzy
                  > ł
                  > ostatni ... bez dochodzenia do sedna konfliktu.

                  I w tej sprawie poskarżyłabym się, najpierw nauczycielom, a
                  potem "do władz". Cały czas twierdzę, że zrównywanie ataku i obrony
                  i traktowanie ich jednakowo jako agresji wypacza porządek moralny.
                  To nie jest to samo. Natomiast dla mnie istnieje problem
                  solidarności, której nie powinno się łamać przez skarżypyctwo.
      • camel_3d Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 10:45
        >
        > Moim zdaniem skarżypyctwo jest dużo gorszą wadą,


        a jak ciebie ktos pobije to co? opddasz? czy moze zglosisz na policje?
        w PL jest problem z zaufanie do "sil wyzszych"..pewnie skads to sie bierze. Dla
        mnie skazrypyta jest dziecko, ktore idzie nakablowac na "zosie" bo ta zapomniala
        zeszytu. Ale jezeli ktos dziecko uderzy to ma obowiazek o tym doniesc do
        nauczycielki, a ta ma obowiazek porozmawiac z dzieckiem (ew z rodzicami) i
        wyciagnac konsekwencje.

        • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 11:45
          Akurat tu się z Camelkiem zgadzam wink Czyzby to kolejna nasza postkomunistyczna
          wada narodowa ?
          • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 12:08
            Postkomunistyczna polegałaby właśnie na donosicielstwie i braku
            więzi społecznych. A ja namawiam do uczenia dzieci solidarności i
            budowania wiezi środowiskowych. Tego komuniści nie lubili, żyłam
            wtedy, przysięgam.
            • camel_3d Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 12:38
              donosicielstwo to jedno..wlasnie zosia i zeszyt...
              obawiam sie, ze polska wersja solidaryzowania sie polega na tym, ze ktos cos
              "kumbinuje"..a reszta przyglada sie temu. lub rodzicie sie bija + bija dziecko,
              a sasiedzi..nic nie widza i nic nie slysza...

              zglosznie "przemocy" w zydnym przypdku nie jest donosicielstwem
              • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 13:28
                zgłoszenie przemocy z pewnością nie, ale zgłoszenie "przemocy" -
                tak. Sam chyba czujesz, że coś nie tak, jeśli bierzesz tę przemoc w
                cudzysłów. Chodzi o te skarżenia: ploszę pani, a Jaio mnie pociągnął
                za włosy, a Jasio mnie kopnął etc. Oczywiście Jasio w domu powinien
                być uczony, że nie ciąga się dziewczynek za włosy, ale Kasia powinna
                wiedzieć, że się o takie głupstwo nie skarży na Jasia. Moim zdaniem
                danie Jasiowi pstryczka jest w takiej sytuacji bardziej moralne i
                wychowawcze, niż skarżenie do pani.
                • camel_3d Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 14:51
                  no nie wiem..plose pani jasio mnie kopnal..hmnm..a co bedzie jak potem jasio
                  walnie kamieniem w glowe? zgadzam sie w 100% jasio powinen w domu sie nauczyc,
                  ze innych dzieci sie nie kopie.. problem w tym, ze w niektorych domak..kopanie
                  sie to norma,... i tu szkola musi zadzialac.
                  Jezeli przyjdzie jedno dzeicko...no to kurcze moze przesada, ale jezeli jasio
                  kopnal juz 10 to bym sie zastanowil..
                  dla mnie kopanie.. jest wstepem do przemocy...
                  i gdyby moj maluch kopnal kogos w przedszkolu (czy w szkole)...to chcialbym o
                  tym wiedziec..szczegolnie jezeli byloby to notoryczne kopanie.
                  jakos mysle, ze z pociagniecia za wlosy nie robil bym ceregieli...
                  • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 20:41
                    przepraszam, a co robi w tej szkole nauczyciel? On bez skarżenia
                    powinien wiedzieć, że Jasio kopnął już dziesiąte dziecko. Zresztą
                    Jasio kopiący wszystkich rzuca się w oczy generalnie i nauczyciele i
                    tak to wiedzą.
                    • camel_3d Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 21:19
                      srebrnarybka napisała:

                      > przepraszam, a co robi w tej szkole nauczyciel? On bez skarżenia
                      > powinien wiedzieć, że Jasio kopnął już dziesiąte dziecko.

                      a niby skad?? myslisz, ze jasio specjalnie kopie dzeici tylk kiedy nauczyciel
                      patrzy???
                • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 15:17
                  A jak dla mnie problematyczne i płynne jest samo określenie granicy kiedy to
                  tylko "przemoc", a kiedy już przemoc.
                  Jeżeli delikatnie kopnie w kostkę to ok, a przemyślany kop w krocze to u .... wink
                  Myślę, że pozostawienie dzieciom owej oceny sytuacji może doprowadzić w
                  konsekwencji do nieszczęścia.

                  Moim zdaniem danie Jasiowi pstryczka jest w takiej sytuacji bardziej moralne
                  i wychowawcze, niż skarżenie do pani.


                  Do momentu Srebrnarybko bardziej moralne ... ?! ... aż Kasia stwierdzi, że
                  zamiast pstryczka właściwsze byłoby np. wbicie nożyczek w kolano wink
                  • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 15:18
                    Miało być: "Do jakiego momentu będzie bardziej moralne ... " wink
                  • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 20:46
                    dzieci poszturchiwały się bijały, jak świat światem, i z tego
                    tragedii bym nie robiła. Nie widzę continuum między pociągnięciem za
                    włosy i kopem w krocze. To pierwsz zdarza się każdemu chłopakowi, to
                    drugie - tylko chuliganom.
                    Jaka granica: zwyczajna. Wtedy, kiedy jest duże poczucie krzywdy.
                    Cóż, myślę, że wystarczy dzieci chować tak, by wiedziały, że nie
                    wolno nikogo krzywdzić. Biciem, ani w inny sposób. Że kolega to
                    bliźni (takie wyświechtane słowo, mnie tego kiedyś uczono i
                    zapamiętałam na całe życie). Myślę, że w ogóle byłoby mniej
                    przemocy, gdyby dzieci chowano ze świadomością, że nie są pępkiem
                    świata, że nie są najważniejsze i że mają troszczyć się najpierw o
                    dobro bliźnich, a potem swoje własne. Ktoś w ten sposób chowany nie
                    bije innych tak, by ich skrzywdzić, może poszturchnąć dla żartu. Nie
                    mówiac o tym, że dzieci żyjące w rodzinach, gdzie sie rozmawia, a
                    nie bije, nauczą się, że konflikty można rozwiązywać inaczej niż
                    biciem.
    • camel_3d a jakbys tak.. 12.11.09, 09:11
      poszla do tej dziewczynki i powiedzial, ze jezeli jeszcze raz uderzy twoja corke
      to nie pozwolisz jej sie z nia bawic?
      moze warto zaryzykowac i zaprosic ta mala do siebie i pobawic sie z nimi dwoma
      razem..tak, zeby tamta widziala, ze mozna spokojnie, bez agresji spedzic czas.
      Moze ona nie ma przykladu w domu..i agresja to jedyne co widzi. Penwie nie uda
      sie to po 2-3 dniach..ale pogadaj z jej rodzicami czy moze czasme wieczorem
      przyjsc do was..moze na weekend..zobacz, przetestuj... 5latki juz duzo rozumieja.
      ale to tylko teoria z mojej strny, bo na razie mam 12 miesieczniaka smile))
      • lila1974 Re: a jakbys tak.. 12.11.09, 10:01
        Jak dla mnie teoria słuszna smile
        Tylko, że nasza autorka "nie chce się wychylać".
        • japaa Re: a jakbys tak.. 12.11.09, 10:58
          A córki raczej nie ucz bicia, czuję, że koleżanka nie pofolguje, tylko nasili
          agresywne zachowania. Za to narysuj na wielkiej kartce ludzika z podniesioną
          ręką i przekreśl na czerwono po czym przylep do ściany w widocznym miejscu i
          powiedz drapieżnemu gościowi dużymi literami patrząc mu życzliwie w oczy: NIE
          WOLNO BIĆ, BICIE BOLI. KTO BIJE, TEN PRZERYWA ZABAWĘ I IDZIE DO DOMU.
          Żeby młoda załapała i nie wyruszała z powrotem zaraz po przekroczeniu progu
          Waszego domu, możesz ewentualnie dać jej prawo do ostatniego ostrzeżenia.

          Skarżenie brzydka rzecz, ale telefon do opieki społecznej byłby wskazany. Kto
          bardziej potrzebuje opieki, jak nie agresywna 4- latka biegająca do nocy sama
          po wsi i żywiąca się u sąsiadów? No szkoda dziecka. Jaką ono ma przyszłość?
          Możesz zadzwonić anonimowo. W końcu możesz być listonoszem albo obwoźnym
          sprzedawcą mydła i powidła.
          Zachowanie dziecka możesz modyfikować we własnym domu, ale patologii w jego
          własnym nie wyplenisz. Ciężko będzie walczyć z czyms takim tylko na jednym froncie
          • camel_3d Re: a jakbys tak.. 12.11.09, 11:06
            mysle, ze kazde dzeicko ma szanse na przyszlosc... rodzice to jedno,..otoczenie
            to drugie, ono ma tez ogromny wplyw na rozwoj dzeicka. Jezeli ta mala bedzie si
            eu autroki lepiej czula, bedzie widziala, ze ktos ja szanuje, z nia rozmawia
            itd..to moze gdzie w niej cos zablysnie i zacznie sama o tym myslec. dzieci
            wcale nie sa takei glupie, brakuje im tylko przykladow do nasladowania..
    • kobraluca Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 13:57
      sprobowalabym nauczyc corke,zeby odeszla ze slowami "nie pozwole Ci
      na bicie, ide do domu"; nie uczylabym oddawania, udalo Ci sie
      wychowac dziecko, ktore wie,ze odpowiadanie przemoca na przemoc nie
      jest rozwiazaniem, nie niszcz tego, no i gratuluje, bo uwazam to za
      sukces smile

      rozmowa z kolezanka corki tez by sie przydala, camel proponowal
      wspolna zabawe, mysle ze to swietny pomysl
      • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 14:12
        udało Ci się wychować córkę, która:
        1. gdy napadnie ją jakiś drab w ciemnej ulicy, nie odpowie przemocą
        na przemoc, tylko powie: "kochany gwałcielu, proszę cię, nie gwałć
        mnie, bo to nieładnie" i gwałciciel z pewnością posłucha i odejdzie
        zawstydzony.
        2. która nie odda Jasiowi ciągnącemu za włosy, tylko lata z jęzorem
        do pani.
        Jest czego gratulować.
        • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 15:20
          Srebrnarybko ... nie przesadzaj wink
          To co piszesz to wywracanie kota ogonem wink

          • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 20:49
            Srebrnarybko ... nie przesadzaj wink
            > To co piszesz to wywracanie kota ogonem wink

            Nie. Skoro wg Ciebie nie ma różnicy między daniem w ucho koledze,
            który pociągnął za włosy, a wbiciem nozyczek w kolano takiemu, który
            kopnął w krocze, to w takim razie niemoralne jest też uderzenie w
            rękę, albo np. kopnięcie w krocze gwalciciela. Bo jeśli użycie siły
            przez broniacą się ofiarę jest agresją, to jest nią zawsze.
            • kobraluca Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 04:13
              zlota rybko,alez Ty lubisz wyolbrzymiac
              to jest 5-letnie dziecko, jeszcze bedzie miala czas aby nauczyc sie
              co to jest samoobrona, na razie nie potrafi odroznic jej od
              przemocy,ale bedzie w stanie to zrobic jak bedzie starsza

              uwazam za bezsens wyciagnie przykladow z gwalcicielami, rozmawiamy
              tu o potyczkach pieciolatkow
              • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 08:42
                zlota rybko,alez Ty lubisz wyolbrzymiac
                > to jest 5-letnie dziecko, jeszcze bedzie miala czas aby nauczyc
                sie
                > co to jest samoobrona, na razie nie potrafi odroznic jej od
                > przemocy,ale bedzie w stanie to zrobic jak bedzie starsza

                Na razie to jej matka nie potrafi odróżnić samoobrony od przemocy,
                skoro twierdzi, że zaatakowanemu dziecku każe skarżyć pani zamiast
                oddać, bo bić nie wolno. Czyli uczy dziecko, że OBRONA jest takim
                samym biciem, jak ATAK. Podejrzewam, że 5letnie dziecko doskonale
                takie rzeczy rozróżnia, bo dzieci nie są takie głupie, jak nam się
                wydaje. Natomiast matka uczy dziecko, że DONOSICIELSTWO jest czymś
                lepszym niż OBRONA.
                I poza tym mówimy o utarczkach 5latkow w przedszkolu. W przedszkolu,
                gdzie i tak dzieci są pod obserwcją pań i pani bez skarżenia wie,
                kto jest agreorem, a kto ofiarą.
                Dzieci będą miały czas nauczyć się rozwiązywać konflikty bez
                poszturchiwania się. Chociażby dlatego, że nauczą się wyrażać je
                słownie, tak, jak my to robimy. Gdybyśmy miały po 5 lat, pewnie
                byśmy się pobiły.
        • morekac Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 12.11.09, 22:34
          1. gdy napadnie ją jakiś drab w ciemnej ulicy, nie odpowie przemocą
          > na przemoc, tylko powie: "kochany gwałcielu, proszę cię, nie gwałć
          > mnie, bo to nieładnie" i gwałciciel z pewnością posłucha i
          odejdzie
          > zawstydzony.

          A oto zalecenia policji:
          Natomiast w przypadku zaistnienia napadu:

          1. w miarę możliwości oceń sytuację:

          czy warte jest narażanie życia i zdrowia dla rzeczy, które chcą
          zabarć Ci napastnicy,
          czy wzywanie pomocy będzie skuteczne? (w przypadku gdy z góry
          wiadomo, że wezwanie nic nie da, bo np. brak jest osób mogących jej
          udzielić, nie powinno się tego robić - może to spotęgować agresję);
          czy są możliwości obrony przed napastnikami, czy sobie z nimi
          poradzisz. Jesli jest ich kilku to wygranie z nimi starcia nie jest
          realne;
          czy można uciec - ucieczka przy przewadze przeciwnika nie jest
          tchórzostwem lecz podstawowym element samoobrony, zwłaszcza przy
          zagrożeniu życia i zdrowia.

          2. podejmując jednak obronę pamiętaj, aby:

          równocześnie z obroną wzywać pomocy,
          przede wszystkim dążyć do utorowania sobie drogi ucieczki,
          stosując znane sposoby samoobrony nie przekraczać ich granic (obrona
          musi być współmierna do zagrożenia),

          3. po napadzie:

          powiadom najbliższe osoby z otoczenia, może widziały kierunek
          oddalenia się sprawców lub udzielą ci innej pomocy,
          powiadom Policję dzwoniąc na numer 997 lub 112, jeśli przy napadzie
          zostałeś pobity powiedz o tym policjantowi,
          jeśli to możliwe nie oddalaj się z miejsca zdarzenia, postępuj
          zgodnie z poleceniami policjanta.

          • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 00:40
            nie bardzo wiem, jak można pogodzić zalecenie ucieczki i
            jednocześnie nieoddalania się z miejsca zdarzenia. Co do wzywania
            pomocy: dwa razy w życiu zdarzyło mi się spotkać draba(ów) w ciemnej
            ulicy i oba razy darłam się wniebogłosy. I jestem przekonana, że mój
            wrzask wystraszył napastników. Wprawdzie nikt nie raczył się
            wychylić z okna ani nawet zadzwonić po policję, ale MÓGŁ to zrobić i
            napastnicy mogli się tego obawiać. Dlatego woleli nie ryzykować i
            zwiali. Podobno większość zgwałconych kobiet nie krzyczy, bo
            zamurowuje je strach. Mnie się szczęśliwie udało.
            Oczywiście na namawiam do tego, by karać gwałciciela. Ale np. na to,
            by uciec, może trzeba się wyrwać i uderzyć w rękę. No, a przecież
            bić nie wolno, bo mamusia uczyła, że to agresja i wobec tego nawet
            gwaciciela nie można uderzyć w rękę.
            Nawiasem mówiąc instrukcja jest kompletnie oderwana od
            rzeczywistości.
            • morekac Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 01:05
              Tak się bodaj Słubice produkują. Podobnież krzyczeć należy: Pali
              się! albo Luudzie! Samochody kradną!
              Z kolei zalecenia dla pracowników ochrony są typu: nie jęczeć, nie
              marudzić, spokojnie i grzecznie wypełniać żądania
              napastników.Niezwłocznie poinformować policję (jak tylko się da).
              BTW: przy nagminnych biciu dziecka wzięłabym ową sąsiadkę i
              odprowadziła do jej domku.
              • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 08:36
                BTW: przy nagminnych biciu dziecka wzięłabym ową sąsiadkę i
                > odprowadziła do jej domku.

                To zupełnie inna sprawa. Przyznaję, że wtrąciłam się w dyskusję
                trochę obocznie, bo zirytował mnie pogląd, że naskarżenie pani jest
                czymś gorszym niż oddanie dziecku W OBRONIE podczas sprzeczki. Stałe
                na tym forum mylenie OBRONY z ATAKIEM. I przyzwolenie dla
                donosicielttwa. Dla mnie to horror moralny.
                • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 09:42
                  To zupełnie inna sprawa. Przyznaję, że wtrąciłam się w dyskusję
                  trochę obocznie, bo zirytował mnie pogląd, że naskarżenie pani jest
                  czymś gorszym niż oddanie dziecku W OBRONIE podczas sprzeczki. Stałe
                  na tym forum mylenie OBRONY z ATAKIEM. I przyzwolenie dla
                  donosicielttwa. Dla mnie to horror moralny.


                  Sprawa jest taka sama wink Tylko każdy z nas interpretuje słowo pisane inaczej wink
                  Dla mnie np. powiedzenie Pani, że "Jasio znowu mnie uderzył" donosicielstwem nie
                  jest. Jest też bezpieczniejsze dla samego Jasia niż wymierzenie mu "fangi w nos" wink
                  • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 10:01
                    Dla mnie np. powiedzenie Pani, że "Jasio znowu mnie uderzył"
                    donosicielstwem ni
                    > e
                    > jest.

                    Dla mnie jest.
                    Nie mowiąc o tym, że dyskutujemy o dzieciach przedszkolnych, ktore
                    są pod stałą obserwacją pań. Więc pani bez skarżenia powinna
                    wiedzieć, że Jasio bije inne dzieci i dyscyplinować Jasia w
                    porozumieniu z jego rodzicami.

                    Wtrąciłam się, bo autorka wątku poruszyła konkretnę sprawę
                    działkową, a tam akurat sprawa donosicielstwa jest nieaktualna.
                    Oczywiście, jeżeli ta sąsiadka jest bardzo zdecydowanie
                    nieodpowiednim towarzystwem, tzn. jeśli jej zachowanie rażąco
                    odbiega od norm przyjętych w domu autorki wątku, to jednak
                    zabroniłabym się dziewczynkom bawić. Natomiast powstaje inny,
                    poważny problem: trzeba pamiętać, że dzieciom jest potrzebne
                    towarzystwo rówieśników i starać się je zorganizować. Rodzice,
                    bombardowani informacjami, że dziecku potrzebna jest ich uwaga,
                    czas, miłość etc. i wpędzani w poczucie winy, że za mało tego dają
                    dzieciom, w ogóle zapominają, że oprócz uwagi, czasu i miłości
                    rodzciów dzieci miewają też inne potrzeby, które kochający rodzice
                    także powinni zaspokoić. Czyli umożliwienia dziecku zabawy na
                    podwórku z rówieśnikami, a bez rodziców, jest też wyrazem miłości do
                    dziecka.
                    • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 11:08
                      Dla mnie np. powiedzenie Pani, że "Jasio znowu mnie uderzył"
                      donosicielstwem ni
                      > e
                      > jest.

                      Dla mnie jest.


                      No widzisz wink I tu się różnimy ...

                      Nie mowiąc o tym, że dyskutujemy o dzieciach przedszkolnych, ktore
                      są pod stałą obserwacją pań. Więc pani bez skarżenia powinna
                      wiedzieć, że Jasio bije inne dzieci i dyscyplinować Jasia w
                      porozumieniu z jego rodzicami.


                      Tak ... tak powinno wyglądać w przedszkolu/szkole. Niestety nasze polskie realia
                      (25 i więcej dzieciaczków w grupie i 1-2 Panie) mocno odbiegają od ideału. Do
                      tego Nauczyciele są różni ... i jeden pedagog wyłapie dzieci potrzebujące pomocy
                      psychologa już po miesiącu, a drugiemu "łobuzy" będą rozsadzać lekcje przez całe
                      trzy lata ... Moje dzieciaki niedawno skończyły przedszkole. To i owo jeszcze
                      pamiętam wink
                      • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 12:27
                        Czyli na jedną panię wypada 12,5 dzieciaczka, z którymi spędza wiele
                        godzin dziennie. Pani musiałaby być upośledzona umysłowo, zeby nie
                        zauważyć, jakie charaktery mają dzieci i jak się zachowują.
                        Oczywiście może nie zauważyć konkretnego pociągnięcia Kasi przez
                        Jasia za włosy, ale niemożliwe, by nie zauważyła, że Jasio ciąga za
                        włosy koleżanki.
                        Swoja drogą jest jeszcze kwestia zachowania grupy. Opowieść z mojego
                        najwczeńsniejszego dzieciństwa: jako nieukończona dwulatka byłam na
                        wakacjach u krewnych na wsi, gdzie był wielki najazd różnych
                        krewnych i znajomych królika z dzieciarnią. Ja byłam gapą i
                        jedynaczką, budowałam sobie coś z piasku w piaskownicy, a był tam
                        chłopiec, który był na wakacjach z babcią, zbyt "miękką" i ów
                        chlopiec, też pewnie dwulatek, ciągle burzył mi moje zamki z piasku,
                        czy też może bił łopatką, a ja płakałam. Za któryms razem
                        zainterweniowała moja kuzynka i rówieśnica, też dwulatka, ale
                        bardziej ode mnie rezolutna, której żal się mnie zrobiło. Moja
                        kuzynka miała (i ma) piękne bujne, czarne loki i ciemne, płonące
                        oczy. I taka właśnie, z rozwianymi lokami, rzuciła się w mojej
                        obronie na tego łobuziaka, gdy znowu coś mi zrobił, przewróciła go w
                        piasku i bodaj usiadła na nim. Chłopczyk wystraszył się czarownicy i
                        rozwianych czarnych loków i dał mi spokój. Rozumiem, że Twoim
                        zdaniem należałoby ukarać kuzynkę. A ja jestem jej wdzięczna.
                        Kuzynka dziś jest dorosła, wychowała 5 dzieci i nikogo nie bije,
                        jest bardzo dobrym człowiekiem. Agresji nie przejawia, spory potrafi
                        rozwiązać przy pomocy dyskusji. Tyle, że dyskusja w wykonaniu
                        dwulatków, które często dobrze nie mowią, odbywa się przy pomocy
                        szturchańców. Trzeba ich tego oduczać i uczyć innych form dyskusji,
                        ale traktowanie jednakowo ATAKU i OBRONY, i traktowanie OBRONY jako
                        czegoś gorszego do DONOSICIELSTWA jest mieszaniem dzieciom w głowach.
                      • jotde3 do pam 71 13.11.09, 19:19
                        smile zgadza sie skarżenie jest oki ale mądre .
                        jak dziecko będzie starsze a slniejszy bedzie chciał characz to
                        trzeba ocenić czy dać mu w dzioba czy pójśc do pani czy od razu na
                        policje .a jak bedzie jeszcze starsze to może trzeba ze skargą pójść
                        do gazety bo policja może być umoczona? a może trzeba odpuścić ?
                        generalnie nigdy niemożna zostać zbyt długo w sytuacji zbyt
                        upierdliwej zależności( bo normalna zależność jest oki np. praca) bo
                        jest zbyt duże ryzyko że nasze postawa przeniesie sie na nasze
                        dziedzi ?
                    • lila1974 Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 13.11.09, 12:24
                      W takiej gromadce może jej umknąć konkretne zachowanie jakiegoś
                      dziecka, wszak nie ogarnie wszystkich na raz. Czasami musi
                      zainteresować się którymś z maluchów indywidualnie, prawda?

                      A uderzenie - to cięki kaliber i jak najbardziej dziecko pani
                      powiedzieć powinno bez obawy, ż edostanie łątkę skarżypyty.
                      • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 13.11.09, 12:31
                        Coś może umknąć, ale chodzi nie o poejdyncze coś, ale o całość
                        zachowania. Jeżeli pani przebywajaca wiele godzin dziennie z 12,5
                        dziecka nie wie, które jest agresywne, to znaczy, że jest
                        upośledzona umysłowo.
                        Uderzenie może być cięzkim kalibrem, ale zależy jakie. Ja przecież
                        nie zachęcam do uczenia dzieci bicia, wręcz odwrotnie, do oducznia.
                        Ale nie uważam, że to, że dzieci się biją, jest jakąś tragedią.
                        Donosicielstwo jest dla mnie dużo gorszą wadą. Ale czytając wpisy na
                        forum coraz bardziej utwierdzam się w jednym wniosku: pora umierać.
                        Zwłaszcza po to, bym nie musiala zyć w swiecie, w którym będą
                        dominowały zachowania wpojone dzieciom przez większość uczestniczek
                        forum.
                        • pam_71 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 13.11.09, 21:04
                          wink
                          Zamiast umierać lepiej daj nam prawo do podobnego wartościowania. Ty
                          stopniujesz poszturchiwanie --> małe bicie --> bicie --> zabicie wink
                          A My interwencję u dorosłego --> skarżypuctwo --> donosicilstwo dla
                          własnego zysku wink
                          Bo nic w zyciu nie jest czarno-białe ... Warto spojrzeć na różne
                          odcienie szarości ..... ech
                          To chyba zdrowsze podejście niż rejtanowskie darcie szat na
                          forum .. wink
                          • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 14.11.09, 10:59
                            Zamiast umierać lepiej daj nam prawo do podobnego wartościowania.

                            Przecież nikomu żadnych praw nie ograniczam, a jak umrę, to tym
                            bardziej nie będę miała takich możliwości. Przysięgam, że nie będę
                            Waa straszyć, jak będziecie uczyły dzieci skarżypyctwa.

                            Bo nic w zyciu nie jest czarno-białe ... Warto spojrzeć na różne
                            > odcienie szarości

                            właśnie to robię, tłumacząc cierpliwie, że użycie siły w ATAKU i w
                            OBRONIE to nie to samo, chociaż generalnie należy nauczyć dzieci
                            rozwiązywania konfliktów bez użycia siły.
                            Ale co dla mnie ważne - należy nauczyć dzieci rozwiązywana
                            konfliktów samodzielnie, a bez interweniowania u pani, bo to zawsze
                            jest złem. Jak ten mój sąsiad, który zamiast przyjść i zapytać, czy
                            u mnie coś nie cieknie, poleciał od razu z jęzorem do administracji.
                            Takim zachowaniem sąsiad pokazał mi coś ważnego: nie zależało mu na
                            dobrych, czy jakichkolwiek układach ze mną, mnie potraktował jak
                            przedmiot, a wszelkie sprawy załatwił od razu z adminitracją. Coś
                            jest w tym smutnego, że ludziom nie zależy na podtrzymywaniu
                            naturalnej więzi sąsiedzkiej. Podobnie dzieci, które zamiast same
                            rozwiązać między sobą problem, kto teraz bawi się samochodzikiem,
                            latają z tym do pani, demonstrują sobie wzajemnie, że nie zależy im
                            na zbudowaniu więzi koleżeńskiej między sobą, tylko na
                            wyegzekwowaniu prawa zabawy samochodzikiem. Co więcej - jak wskazuje
                            opisany przez założycielkę wątku przykład - dzieciom na tych
                            więziach zależy. Jej córka chce się bawić z agresywną dziewczynką,
                            bo potrzebuje towarzystwa rówieśników (może warto pomyśleć, by jej
                            zapewnić towarzystwo innych rówieśników?). To rodzice, podpowiadając
                            dzieciom niekoleżeńskie zachowania, utrudniają nawiązywanie więzi
                            koleżeńskich. No, ale dzisiejszym rodzicom w zasadzie na tym nie
                            zależy, bo dzisiejsi rodzice są bombardowani tym, że mają za małą
                            więż ze swymi dziećmi, i wpędzani w nieustanne poczucie winy, więc
                            troszczą się wyłącznie o własne relacje z dziećmi, nie myśląc o tym,
                            by dzieciom ułatwić relacjie z rówieśnikami.
                            • pam_71 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 10:50
                              To ja tak na koniec wink bo zdecydowanie odbiegłyśmy od tematu ....

                              właśnie to robię, tłumacząc cierpliwie, że użycie siły w ATAKU i w
                              > OBRONIE to nie to samo, chociaż generalnie należy nauczyć dzieci
                              > rozwiązywania konfliktów bez użycia siły.

                              Tak - Ty stopniujesz, ale już Nas wrzucasz do jednego worka, bo skarżypyctwo
                              jest "be" niezależnie od okoliczności. Dlaczego w obu sytuacjach nie spojrzeć na
                              problem szerzej ?!?

                              Jak ten mój sąsiad, który zamiast przyjść i zapytać, czy
                              > u mnie coś nie cieknie, poleciał od razu z jęzorem do administracji.
                              > Takim zachowaniem sąsiad pokazał mi coś ważnego: nie zależało mu na
                              > dobrych, czy jakichkolwiek układach ze mną, mnie potraktował jak
                              > przedmiot, a wszelkie sprawy załatwił od razu z adminitracją. Coś
                              > jest w tym smutnego, że ludziom nie zależy na podtrzymywaniu
                              > naturalnej więzi sąsiedzkiej.

                              No cóż ... dobrze, że my mamy innego sąsiada - bo przyszedł do nas sprawdzać czy
                              coś nie cieknie wink Tak więc nie każdy sąsiad jest "be" wink A że mój chłop z
                              sąsiedzkiej uprzejmości płytki spod wanny skuwał ... wrrr... to już inna para
                              kaloszy ;-p Ale plusa zapewne u sąsiada mamy.
                              Czasy się zmieniły. Realia mamy inne. Dzisiaj już nikt nie przychodzi pożyczyć
                              200g mąki czy jajko do naleśników. Czy to dobrze czy źle ?! Po prostu - inaczej.
                              • lila1974 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 12:42
                                Nawet okiem nie mrugnęłam, że sąsiad dał znać administracji, że mu na nos kapie.

                                Mogła to być nasza wina, ale nie musiała - każdego sąsiada po kolei miał
                                obskakiwać? Przez 10 pięter?

                                Dał znać administracji i poszło. Donosicielstwo? W moim przekonaniu żadne.
                                • pam_71 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 13:52
                                  Mogła to być nasza wina, ale nie musiała - każdego sąsiada po kolei miał
                                  obskakiwać? Przez 10 pięter?


                                  U nas o tyle łatwiej, że jesteśmy my a potem dach ... hihi wink
                                • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 13:58
                                  każdego sąsiada po kolei miał
                                  > obskakiwać? Przez 10 pięter?

                                  ja tak właśnie robię. Nad sobą mam 8 pięter. Jakoś nigdy tak nie
                                  było, żeby lało mi się z tego ostatniego z pominięciem niższych.
                                  Wolę to, niż nasłać na sąsiada inspektora z administracji lub
                                  dozorcę, który wkroczy, tak, jak do mnie, i nie sprawdzając faktów,
                                  oskarżycielskim tonem zawoła: leje się u pani!!!!
                                  • lila1974 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 14:28
                                    Może ty po prostu za delikatna jesteś na życie w wieżowcu?

                                    Do mnie nikt nie wkraczał.
                                    Pan wszedł obejrzeć łazienkę, sprawdził, gdzie ewentualnie może być usterka.
                                    Poleciał szukać dalej.

                                    Raz okazało się, że to nikt z sąsiadów, tylko rura w pionie.
                                    Drugi raz - sąsiedzi gdzieś wyżej, ale że nie było wiadomo, kto dokładnie, to
                                    trzeba było zakręcić wodę w pionie.

                                    Kompletnie nietrafiony przykład z tą administracją.
                                  • pam_71 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 14:33
                                    No i ?!
                                    Ja bym tam Gości (jeżeli rzeczywiście z Admi byli ... )wpuściła i zapytał "Leje
                                    się ? Jak się leje - jak się nie leje wink W łazience sucho."
                                    Chyba nawet nie wpadłabym na pomysł coby się na sąsiada obrazić. Nie warto się
                                    tak bardzo przejmować duperelami, bo potem to już tylko żal i frustracja nam
                                    zostanie wink Życie za krótkie jest ...
                                    • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 15:15
                                      problemy sąsiedzkie typu leje się albo radio za głośno najczęściej
                                      są duperelami. Robienie z nich afery z donosami do administracji,
                                      zamiast po ludzku przyjść i powiedzieć w czym problem jest właśnie
                                      robieniem z igieł wideł.
                                      Może jestem za wrażliwa w ogóle, ale raczej odczuwam z tego powodu
                                      satysfakcję życiową. Wolę być zbyt wrażliwa niż zbyt gruboskórna i
                                      staram się jednak zawsze wczuć w myślenie sąsiada. Np. nie proszę
                                      ludzi o pomoc bez potrzeby, żeby nie stawiać ich niezręcznej
                                      sytuacji, kiedy odmawiają. Dla mnie jest niezręczne odmawiać komuś
                                      pomocy i dlatego staram się nie stawiać innych w takiej sytuacji.
                                      Myślę, że tym sąsiadom i innym ludziom jest ze mną lepiej, niż
                                      gdybym nie miałą takich skrupułów.
                                      Czy nadaję się do mieszkania w wieżowcu - nie wiem. Wiem, że z
                                      pewnością nie mogłabym mieszkać w domu jednorodzinnym. Oszalałabym,
                                      nie słysząc odgłosów sąsiadów za ścianą. Jestem jak labrador -
                                      potrzbuję ludzi.
                                      • lila1974 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 17.11.09, 09:10
                                        Rybko, ale Ty lubisz do jednego wora wkładac.
                                        Na prawdę nie widzisz różnicy między "leje się" a "gra za głosno", "pies wyje"?

                                        Jak się leje to sama wizyta u sąsiada może nie wystarczyć.
                                        Natomiast jak jest za głośno, czy pies ujada ... to i owszem, administracja nie
                                        musi być do tego, pierwsze kroki do sąsiada z prośbą. Logiczne to jest.
                              • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 12:45
                                No cóż ... dobrze, że my mamy innego sąsiada - bo przyszedł do nas
                                sprawdzać cz
                                > y
                                > coś nie cieknie wink Tak więc nie każdy sąsiad jest "be" wink

                                zaiste, nie każdy. Ja mam 419 sąsiadów, mieszkam w bloku, w którym
                                jest 420 mieszkań i sąsiedzi są różni. Ale zachowanie tego sąsiada
                                jest jakimś symptomem.

                                Czasy się zmieniły. Realia mamy inne. Dzisiaj już nikt nie
                                przychodzi pożyczyć
                                > 200g mąki czy jajko do naleśników. Czy to dobrze czy źle ?! Po
                                prostu - inaczej

                                Moim zdaniem jednoznacznie źle.

                                Jako osoba starsza od większości foremek i zawodowy historyk mam do
                                tych zmian pewien dystans, zauważam je. I co więcej - uważam, że
                                należy rozumieć teraźniejszość, ale nie znaczy to, że wszystko
                                należy akceptować (tak samo, jak nie wszystko w przeszłości, nawet
                                tej za mojej pamięci, mi się podobało, ale tego już zmienić
                                wstecznie nie sposób) i zwalać na to, że "czasy mamy takie". To,
                                jakie mamy czasy, zależy także od nas samych, od tego, jak będziemy
                                postępować i jak wychowujemy dzieci. Cóż, za "moich czasów" ceniło
                                się u młodych ludzi chęć zmiany i poprawiania rzeczywistości.
                                Dzisiaj przeraża mnie wszechotaczający konformizm, z którego robi
                                się cnotę. I co więcej - świadomy dążenie do osłabiania wszelkich
                                więzi międzyludzkich, koleżeńskich, środowiskowych etc. Symptomem
                                tego jest Wasza reakcja w sprawie skarżenia. Istotą skarżenie jest
                                to, że narusza więź koleżeńską, że w to, co powinno być załatwione
                                między kolegami, miesza się panią. Zatem utrudnia się powstanie
                                solidarności koleżeńskiej, a wzmacnia więzi każdego dziecka z panią
                                pojedynczo. Dla mnie to niepojęte. Powiecie, że dlatego, że
                                donoszenie w komunie było złe, a teraz jest dobre. Ja odpowiem
                                odwrotnie: dla mnie komuna byłą zła, bo zachęcała ludzi do
                                donoszenia, a nie donoszenie było złe, bo służyło komunistom.
                                Donoszenie jest dla mnie złe zawsze.
                                Co do atrofii więzi międzyludzkich - bardzo ładnie to widać np. przy
                                zawieraniu umów telefonicznych. Za komuny, jak wiadomo (mnie, czy
                                Wam, nie wiem) poważną dolegliwością była niedostateczna liczba
                                telefonów stacjonarnych spowodowana brakiem nrów (no i niechęcią
                                państwa, by obywatele się zbyt nie integrowali) Na instalację
                                telefonu stacjonarnego czekało się po kilkanaście lat, ale kto już
                                miał, miał dość tanie połączenia wg płaskiej taryfy czyli połączenie
                                miejscowe za 1 zł niezależnie od czasu trwania, zamiejscowe droższe.
                                Nie było żadnych wybranych nrów, promocji, rozmowy miejscowe były
                                dość tanie, więc kto już miał telefon, mógł pielęgnować więzi z tymi
                                znajomymi, którzy już też mieli. I oto teraz, gdy to dobro stalo się
                                powszechnie dostępne i nadal jest dość tanie, ludzie, i to
                                najczęściej zamożni, nagmninnie z niego rezygnują na rzecz drogich
                                komórek, w których ustawią sobie opcję typu pakiet rodzinny. Czyli w
                                obrębie rodziny dzwonią za darmo, natomiast nie mogą dzwonić do
                                przyjaciół pogadać, bo zbankrutowaliby. Także przyjaciele do nich
                                nie zadzwonią, jak kiedyś na stacjonarny. Smutne, ale najwyraźniej
                                ludzie nie odczuwają takiej potrzeby, chociaż kiedyś szukało się
                                protekcji i dawało łapówki, żeby tylko mieć to urządzenie do
                                kontaktu ze wszystkimi. Dzisiaj szczytem szpanu jest mieć tylko
                                komórkę. To jest prosty komunikat dla chcących porozmawiać: minuta
                                połączenia ze mną jest droga, bo jestem tak ważny, że mój czas jest
                                drogi. Ja mam telefon stacjonarny z dużym zapasem rozmów darmowych,
                                takąż komórkę, GG, tlen, Skype, maile, za granicę dzwonię tanio
                                przez Rebtel. Wśród znajomych, z którymi nieraz nie jest mi się
                                łatwo skontaktować, jestem z tego powodu wyśmiewana. Jak się połączy
                                to z przekonaniem, że dzieci trzeba uczyć skarżenia na kolegów, to
                                wnioski są smutne.
                                • pam_71 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 14:17
                                  Poczułam nostalgię do "tamtych czasów" wink
                                  Ja bym tak z góry nie skreślała tego co "dziś" jako złe, na pewno gorsze niż
                                  powiedzmy 30 lat temu, kiedy to ja byłam w wieku mojej córki wink Sama przecież
                                  przyznasz, że obecnie dziecko jest dostrzegane jako podmiot i dostało prawo
                                  głosu ... to bardzo wiele wink
                                  Ja historykiem nie jestem - mam zdecydowanie umysł ścisły i aby cokolwiek
                                  rzetelnie ocenić musiałabym chyba pokusić się o wypisanie wszystkich "za" i
                                  "przeciw" ;-p a to raczej nie miejsce i czasu brak.
                                  Dzisiaj wiele się zmieniło ... więzi wyraźnie się rozluźniły - to fakt ... ale
                                  ja patrze na to trochę inaczej wink Dzisiaj mało kto po imieninach w pracy wraca
                                  chwiejnym krokiem ... za komuny mój Ojciec przynajmniej raz w miesiącu "powracał
                                  w stanie wskazującym na spożycie", bo ktoś z załogi świętował imieniny wink Wiem,
                                  wiem .. na rękę to było ówczesnej władzy, bo zapitym narodem łatwiej kierować
                                  ... ;-p
                                  Wiesz ... akurat jesteśmy przed ostatecznym opuszczeniem TPSA. I .. pewnie nie
                                  uwierzysz wink ale powodem jest chęć obniżenia opłat. Tak po prostu ...
                                  Pozdr
                                  • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 16:17
                                    Sama przecież
                                    > przyznasz, że obecnie dziecko jest dostrzegane jako podmiot i
                                    dostało prawo
                                    > głosu ... to bardzo wiele wink

                                    Tu się akurat nie zgodzę. 30 lat temu dzieci też były traktowane
                                    jako podmiot. Co więcej, jak czytam niektóre egzaltowane wpisy
                                    współczesnych mamuś "kochających" swoje dzieci bezstressowo, wcale
                                    nie jestem pewna, czy one też nie traktują dzieci przedmiotowo.
                                    Jeśli jest różnica, to taka, że dawniej dziecko rzadziej było
                                    zabaweczką, tzn. rodzice rozrywek szukali gdzie indziej, a dzieckiem
                                    zajmowali się głównie w tym celu, by przygotować je do życia i
                                    nauczyć być przyzwoitym człowiekiem. A to dowodzi, że dostrzegano
                                    człowieczeństwo i podmiotowość dziecka. Natomiast mam wątpliwość,
                                    czy dziecko, które w wieku 2 lat decyduje o tym, kiedy idzie spać,
                                    co je i o porach posiłków (znam taki wypadek), ale za to nie jest
                                    uczone np. norm moralnych, żeby się nie stresowało, jest
                                    rzeczywiście traktowane podmiotowo, czy też po prostu rodzice bawią
                                    się nim. Tak samo potępiane obecnie karanie dzieci (pomijam kwestię
                                    sposobów karania) dowodziło, że postrzegano je jak podmiot, bo tylko
                                    podmiot może za swoje czyny odpowiadać. Dzisiaj sama myśl o ukaraniu
                                    dziecka jest zbrodnią, to co kiedyś nazywało się karą, wolno nazwać
                                    tylko konsekwencją, a zabraniania czegoś - stawianiem granic. Czyli
                                    nie zakłada się, że dziecko ma coś takiego, jak sumienie i należy je
                                    oceniać za to, czy postąpiło dobrze, czy źle.

                                    Dzisiaj wiele się zmieniło ... więzi wyraźnie się rozluźniły - to
                                    fakt ... ale
                                    > ja patrze na to trochę inaczej wink Dzisiaj mało kto po imieninach
                                    w pracy wraca
                                    > chwiejnym krokiem ... za komuny mój Ojciec przynajmniej raz w
                                    miesiącu "powraca
                                    > ł
                                    > w stanie wskazującym na spożycie", bo ktoś z załogi świętował
                                    imieniny wink Wiem
                                    > ,
                                    > wiem .. na rękę to było ówczesnej władzy, bo zapitym narodem
                                    łatwiej kierować
                                    > ... ;-p

                                    No, ale narodem zintegrowanym kierować jest trudniej, o czym zresztą
                                    komuna przekonała się w '89 r. Czy przy obecnej atomizacji
                                    społeczeństwa udałoby się obalić komunę, można mieć wątpliwości.

                                    akurat jesteśmy przed ostatecznym opuszczeniem TPSA. I .. pewnie nie
                                    > uwierzysz wink ale powodem jest chęć obniżenia opłat. Tak po
                                    prostu ...

                                    TP SA chętnie bym też opuściła, ale nie mogę, bo moi rodzice po
                                    80tce, którzy już niczego nie zmienią, mają darmowe wieczory tylko
                                    na TPSA, więc nie mogę im zrobić świństwa. Ale też nigdy nie
                                    zrezygnowałabym ze stacjonarnego telefonu, bo skazanie się tylko na
                                    komórkę oznaczałoby, że poza 1-2 wybranymi nrami mogę rozmawiać z
                                    innymi osobami miesięcznie dajmy na to półtorej godziny (to przy
                                    najbardziej korzystnych taryfach), a potem płacę już bardzo dużo za
                                    minutę. Półtorej godziny to ja rozmawiam przez telefon dziennie,
                                    więc stacjonarny jest mi niezbędny. No i nie skazałabym moich
                                    znajomych na to, by płacili po 60 gr za minutę rozmowy ze mną.
                                    • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny p.s. 16.11.09, 16:33
                                      dopowiem na ewentualne uwagi w sprawie telefonu.
                                      Na uwagę, że zapewne mam za dużo czasu - rozmowa ze znajomymi jest
                                      dla mnie formą spędzania wolnego czasu i relaksu. Mam telefon z
                                      zestawem głośnomówiącym, żebym mogła w czasie rozmowy prasować albo
                                      przyszywać guziki.
                                      Na uwagę, że prawdziwy kontakt polega na osobistym spotkaniu
                                      odpowiadam - mam tak dużo znajomych, że gdybym się z nimi spotykała
                                      częściej, to musiałabym codziennie poświęcać na to kilka godzin, z
                                      dojazdem, a ja się już przyjdzie, to trwa. Natomiast zadzwonić do
                                      znajomej, zapytać, co słychać i pogadać z nią pół godzinki służy
                                      podtrzymaniu kontaktu, a zabiera czasu znacznie mniej. Oczywiście z
                                      ludźmi, do których dzwonię plotkować, spotykam się też osobiście,
                                      ale rozmowy telefoniczne sprawiają, że kontakt jest żywszy.
                                      • srebrnarybka Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny p.s. 16.11.09, 17:22
                                        W sprawie telefonu kolejne uzupełnienie. Telefon stacjonarny służy
                                        mi nie tylko do "plotek", ale i spraw poważniejszych. Specyfika
                                        mojej pracy naukowej na historią średniowieczną polega na tym, że
                                        sporą jej cześć (pisanie, analizy tekstów etc.) wykonuje się w domu.
                                        Czasem trzeba z kimś szybko przedyskutować jakiś problem. Właśnie
                                        przed chwilą zadzwonił kolega przedyskutować tłumaczenie fragemntu
                                        łacińskiej kroniki z XI w. Dyskutowaliśmy 45 min. Gdyby on miał
                                        tylko Plusa, a ja tylko Erę, zapłacilibyśmy za tę dyskusję ok. 30 zł
                                        minimum. A takie sytuacje zdarzają się w mojej pracy często.
                                        • lila1974 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny p.s. 17.11.09, 10:24
                                          Ale czy nas musi obowiązywac TWÓJ punkt widzenia?
                                          Nie oceniaj wszystkich swoją miarką.
                                        • morekac Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny p.s. 17.11.09, 10:35
                                          W ramach relaksu chodzę do kina i robię kilka innych rzeczy - też
                                          kosztuje. Z kolegą od kronik średniowiecznych można podyskutować
                                          też na skype'ie wink - zresztą to wasz problem, jakie sobie to
                                          rozwiązujecie- nie miej jednak pretensji, że ktoś sobie likwiduje
                                          abonament na telefon stacjonarny. Nie robi tego po to, aby Ci życie
                                          utrudnić - raczej po to, aby ułatwić sobie smile
                                          • srebrnarybka telefony 19.11.09, 11:05
                                            Dla porządku: twierdzicie, że likwidujecie telefon stacjonarny ze
                                            względu na koszty. Odpowiadam: płacę 50 zł abonamentu TP SA + 35 zł
                                            za preselkcję Netii na stacjonarny + 25 zł Orange, razem 110 zł
                                            miesięcznie. W ramach tego mam: darmowe rozmowy ze stacjonarne na
                                            stacjonarne wszystkich sieci na całą Polskę od 18 do 8 rano, w
                                            weekendy i w święta (Netia), 1 godzinę za darmo na stacjonarne
                                            wszystkich sieci ze stacjonarnego (TP SA) - używam, by z domu
                                            zadzwonić np. do rejetracji w przychodni, 1 godz. komórkową na
                                            wszystko miesięcznie - z komórki dzwonię bardzo mało, telegrficznie,
                                            tylko, by się umówić. Przy tej konstrukcji nie wydaję na telefony
                                            ani grosza wiecej poza 110 zł. Proszę podać mi abonament komórkowy
                                            za 110 zł miesięcznie, w którym dostanę tyle godzin razem.
                                            2. Ja Was nie oceniam. Jak dla mnie, możecie nawet sobie komórki
                                            polikwidować, ja Was nie znam i dzwonić do Was nie będę. Bodaj Lila
                                            napisała, że ja nie nadaję się do życia w wieżowcu, bo przykro mi,
                                            że sąsiad lata z donosami na mnie do administracji, zamiast
                                            sprawdzić, czy to ja go rzeczywiście zalewam. W takim razie chyba Wy
                                            jesteście zbyt wrażliwe na dyskusję na forum, skoro poczułyście się
                                            urażone ogólną uwagą dotyczącą powszechnego zjawiska, jakim jest
                                            zanik potrzeby komunikowania się między ludźmi.
                                            3. Wasze odpowiedzi potwierdzają tylko to, co właśnie napisałam. Że
                                            obecnie ludziom coraz mniej potrzebne są kontakty z innymi ludźmi
                                            poza najbliższą rodziną. I m. in. rezygnacja z telefonów
                                            stacjonarnych, które zapewniają stosunkowo tani kontakt z różnymi
                                            osobami, a nie tylko z 3 wybranymi nrami, to zjawisko potwierdza.
                                            4. Życzę ułatwienia sobie życia. Życzę np. miłych refleksji w
                                            chorobie (choroby nie życzę, ale każdemu się zdarza), kiedy nikt ze
                                            znajomych do Was nie zadzwoni zapytać, jak się czujecie i chwilę
                                            pogadać, bo będzie za drogo.
                                            • lila1974 Rybko 19.11.09, 11:24
                                              Już Ci to gdzieś napisałam - wyciągasz zbyt pochopne wnioski i zwyczajnie
                                              przesadzasz w swych opiniach.

                                              Z ta komunikacją międzyludzką trafiłas jak kulą w płot w moim przypadku.
                            • lila1974 srebrnarybko 16.11.09, 12:38
                              Uogólnianie, uogólnianie i jeszcze raz uogólnianie!

                              Zależy mi i to bardzo na kontaktach moich dzieci z innymi dziećmi.
                              Staram się również uczyć je, że mają moralne prawo bronić się w razie ataku -
                              przy czym to nie musi być od razu wet za wet ... czasami pomoże zlekceważenie
                              napaści, innym razem obrócenie w żart, jeszcze innym negocjacje a czasami
                              odepchnięcie napastnika.

                              Daje im również prawo do odwołanie się do autorytetu Pani, jeśli uważają, że
                              sprawa jest tego warta.

                              I o dziwo, mimo takiego podejścia, czyli w twoim rozumieniu wychowywania
                              skarżypyty, moje dziewczynki nie mają potrzeby korzystania z tej opcji zbyt
                              często. Wręcz odwrotnie - starsza czasami opowiada z jakimi bzdurami leci do
                              pani jedna z dziewczynek w klasie (podobno zresztą sama drażni dzieci), młodsza
                              ostatnio opowiedziała, jak zwróciła uwagę pani, że chłopiec szarpał dziewczynkę,
                              ale zaznaczyła "prosiłam go mamusiu, zeby Darię puścił".

                              Spokojna zatem Twoja rozczochrana smile
                              • srebrnarybka Re: srebrnarybko 16.11.09, 12:48
                                Staram się również uczyć je, że mają moralne prawo bronić się w
                                razie ataku -
                                > przy czym to nie musi być od razu wet za wet ... czasami pomoże
                                zlekceważenie
                                > napaści, innym razem obrócenie w żart, jeszcze innym negocjacje a
                                czasami
                                > odepchnięcie napastnika.

                                I bardzo słusznie.

                                Daje im RÓWNIEŻ (podkreślenie moje - srebrnarybka) prawo do
                                odwołanie się do autorytetu Pani, jeśli uważają, że
                                > sprawa jest tego warta.

                                Autorka wątku nic nie pisała o próbach uczenia dziecka samodzielnej
                                obrony przed atakiem, tylko o tym, że zamiast oddawać ma lecieć z
                                jęzorem do pani. Czyli w ogóle nie przewidywała innych form obrony.
                                • lila1974 Re: srebrnarybko 16.11.09, 13:01
                                  Toć jej tu parę osób napisało, że źle robi smile
                        • lila1974 Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny 16.11.09, 12:21
                          Przyłożyć czymś ciężkim potrafi nie tylko dziecko z gruntu agresywne.
                          Oczekiwanie, że się to nie zdarzy, bo wychowawczyni czuwa jest mrzonką.

                          Co do donosicielstwa - czym innym jest peplanie "Proszę pani a Kasia
                          powiedziała, że mam brzydką gumkę do włosów" a czym innym "Pawełek zdzielił mnie
                          szpadelkiem w głowę".

                          Moje dzieci, mają powiedziane wyraźnie "nie chcę słyszeć skarżenia o bzdury,
                          chyba, że chodzi o bicie lub inną krzywdę fizyczną".
                      • morekac Re: Wychowawczyni to nie strażnik więzienny - 14.11.09, 11:25
                        Wychowawczyni jest od tego,żeby jej podopieczni byli bezpieczni.
                        Faktycznie spełnia więc rolę szeryfa... Jeśli wychowawczyni nie
                        reaguje na bicie dziecka w czasie, kiedy dziecko jest pod jej
                        opieką - kto ma to zrobić?!
                        • lila1974 morekac 16.11.09, 12:48
                          Bicie a uderzenie - widzisz różnicę?
                          Regularną bójkę zauważy na pewno, ale przyrżnięcie klockiem lub łopatką może
                          przeoczyć, prawda?
                          • srebrnarybka Re: morekac 16.11.09, 13:02
                            Może przeoczyć jeden raz, ale nie stale. Nie uwierzę, że
                            przedszkolanka, która spędza wiele godzin z dziećmi, nie zna ich.
                            Jako wykładowca akademicki spotykam się ze studentami raz w tygodniu
                            na zajęciach trwających 1,5 godziny. Grupy liczą nieraz po 30 osób,
                            w każdym razie powyżej 20. Spotykam się ze studentami nie po to, by
                            ich wychowywać, ale po to, by ich uczyć pracy nad historią
                            średniowieczną. Są to ludzie dorośli, więc wychowywanie, przekaz
                            wartości, nastepuje przy okazji i nie jest moim głównym celem. I
                            dość szybko poznaję moich studentów nie tylko od strony ich
                            zdolności, ale potrafię też o wielu osobach powiedzieć coś na temat
                            ich charakteru, osobowości, wiem, kto jest nieśmiały, kto
                            energiczny, kto się z kim przyjaźni etc. Ta wiedza nie jest mi
                            niezbędna do nauczania historii średniowiecznej, zajęcia mogłyby być
                            dobre także wtedy, gdybym do końca roku nie rozróżniała studentów i
                            nie wiedziała, że Tomek nr 1 przyjaźni się z Tomkiem nr 2, a Piotrek
                            raz chodzi z Kasią, raz z Marysią i kiedy widzę na korytarzu
                            zapłakaną Kasię, to dlatego, że Piotrek aktualnie upodobał sobie
                            Marysię. Zauważam takie rzeczy, bo zwyczajnie lubię ludzi i tych 20
                            czy 30 studentów to dla mnie ludzie, a nie nr albumu. Nie wierzę,
                            żeby przedszkolanka, która zajmuje się tylko wychowywaniem przez
                            wiele godzin dziennie, nie zauważyła cech osobowości swoich
                            podopiecznych.
                            • lila1974 srebrnarybko 16.11.09, 13:18
                              Ale coś się tak uparła?

                              Przywaliła mi kiedyś szpadelkiem koleżanka - miłe, fajne dziecko (jak dziś z
                              perspektywy mogę ocenić) - zdarzyło się to raz, JEDEN JEDYNY, ale łeb mogła mi
                              rozciąć.

                              Wyobrażam sobie, że pani mogła tego nie zauważyć. Na prawdę uważasz, że
                              wychowawczyni ma oczy dookoła głowy? Wystarczy, że wycierała w tym momencie nos
                              innemu dziecku, prawda?

                              Twój wykład - nieadekwatny do mojej wypowiedzi.
                              • srebrnarybka Re: srebrnarybko 16.11.09, 13:49
                                zależy o czym dyskutujemy. Jeżeli zakładamy, że pani może nie
                                zauważyć, a dziecku może grozić śmiertelne niebezpieczeństwo, to nie
                                posyłąmy dziecka do przedszkola, tylko trzymamy pod kloszem.
                                Jeśli posyłamy po to, by nauczyło się żyć w grupie koleżeńskiej, to
                                uczymy, by nie skarżyło pani, natomiast ufamy pani, że zauważy,
                                które dzieci są agresywne i będzie pracować nad tym, by nauczyć je
                                innych sposóbów rozwiązywania konfliktów.
                                Nawiasem mówiąc, gdyby koleżanka łeb Ci rozwaliła, to nie miałabyś
                                możliwości zaskarżyć, za to pani z pewnością by zauważyła.
                                Mój wykład jest nieadekwatny, bo nie jest moim zadaniem uczenie
                                Piortka, jak ma się zachowywać względem Kasi, i takie rzeczy
                                zauważam przypadkowo. Ale skoro ja widząc ich półtorej godziny raz w
                                tygodniu jestem w stanie zauważyć tyle, to pani, której płacą za to,
                                by to zauważała, i która przez wiele godzin dziennie zajmuje się
                                jedną grupą (ja mam równolegle kilka grup), nie ma siły, by nie
                                zauważyła.
                                • lila1974 Re: srebrnarybko 16.11.09, 14:00
                                  Na prawdę nie wiem, czego w mojej wypowiedzi nie rozumiesz.

                                  Owszem, w klasie są dzieci, które są bardziej rzutkie niż inne i zapewne panie
                                  mają na te dzieci większe baczenie.

                                  Natomiast może się okazać, że klasowy aniołek niespodziewanie kogoś zdzieli.

                                  Nie istotne, pani ma prawo nie zauważyć, zarówno tego, które tłucze zawsze, jak
                                  i tego któremu się zdarzyło.

                                  Ofiara zaś (nie istotne czy dostałą od agresora czy od aniołka) MA PRAWO
                                  poprosić Panią o interwencje!
                          • morekac Re: morekac 16.11.09, 13:30
                            Najłatwiej przeoczyć- zwłaszcza jeśli dziecko już informowało
                            (pardon; skarżyło się i donosiło), że jest bite. Można zwrócić na
                            takie dziecko i jego interakcje z otoczeniem ciut większą uwagę.
                            Co do (nie)udzielania pomocy posród tłumu ludzi: im więcej świadków,
                            tym mniejsze szanse na pomoc. Efekt widza.
                            • lila1974 Re: morekac 16.11.09, 13:54
                              NA prawdę współczuję wychowawczyniom w przedszkolach i nauczycielom.
                            • srebrnarybka Re: morekac 16.11.09, 14:01
                              Co do (nie)udzielania pomocy posród tłumu ludzi: im więcej świadków,
                              > tym mniejsze szanse na pomoc. Efekt widza.

                              Myślę, że przede wszystkim efekt znieczulicy i obojętności. Jeżeli
                              na sąsiada mogę donosić do administracji, nie sprawdziwszy, czy to
                              rzeczywiście u niego się leje, jeżeli likwiduję telefon stacjonarny,
                              żeby utrudnić ludziom dodzwonienie się do mnie, to co mnie ma
                              obchodzić, że na pełnym ludzi przystanku jakiś drab gwałci obcą mi
                              osobę?
                              • pam_71 Re: morekac 16.11.09, 14:29
                                My stacjonarny likwidujemy, aby płacić mniejsze rachunki.
                                Nie mam zamiaru nikomu złośliwie utrudniać kontaktu wink Mi rodzice wpoili (to
                                jeszcze za tych komunistycznych czasów), że telefon nie jest do pogaduszek, a
                                jedynie ma służyć do umówienia spotkania. No i tak mi zostało.
                                Jestem samolubna, bo myślę o swoich rachunkach, a nie o rachunkach "krewnych i
                                znajomych królika" , którzy może raz na ruski rok chcieliby ze mną pogadać .. ?!
                                Czy tak mam interpretować Twój żal Rybko ?
                              • lila1974 Re: morekac 16.11.09, 14:32
                                Zbyt daleko idące wnioski ... i jakieś echo nieprzyjemności?

                                Woda się leje - dzwonię do administracji - nie, nie dlatego, że chcę sąsiadom
                                życie uprzykrzyć, tylko dlatego, że być może trzeba będzie zamknąć zawór.
                                Dopiero potem lecę sama sprawdzić, czy to ewentualnie może być zaśnięcie a woda
                                w wannie się leje.

                                Likwidacja telefonu z chęci utrudnienia życia innym? Z kim Ty się zadajesz?
                                Wiele osób w moim otoczeniu zrezygnowało, sama się nosze z takim zamiarem -
                                powód prozaiczny - obniżenie kosztów, skoro i tak wszyscy mamy komórki.
                                • lila1974 Co więcej 16.11.09, 14:37
                                  Mimo, że pozwalam dzieciom na "donosicielstwo", sama też stosuję (wg Twoich
                                  kryteriów), to jakoś mnie to nie odarło z wyższych uczuć i na pomoc ruszam, jak
                                  trzeba - czy to awantura u sąsiadów, czy pijak w sklepie.

                                  Tak mnie wychowano - po prostu.

                                  Znieczulica powiadasz? A może po prostu zwykły ludzki strach?
                                • srebrnarybka Re: morekac 16.11.09, 16:21
                                  No, ale z komórki można rozmawiać w ramach abonamentu z półtorej
                                  godziny miesięcznie, i to przy dobrym abonamencie. Tyle to ja
                                  rozmawiam z różnymi znajomymi dziennie.
                                  Co do wody - cóż, kiedyś sąsiedzi właśnie polecieli na mnie z
                                  jęzorem do administracji, a ta wyłączyła mi wodę w ogóle nie
                                  sprawdzając, czy u mnie i przez 2 dni nie miałam wody. Bo nikt po
                                  ludzku nie zapytał, czy u mnie się nie leje.
                                  • lila1974 Re: morekac 17.11.09, 09:12
                                    Mówi się trudno.
                                    Mieli pełne prawo lecieć do administracji bez wnikania u kogo się leje.
                                    A że wodę zakręcili na dwa dni, to już problem Twój i administracji nie tych
                                    sąsiadów.
                                    • srebrnarybka Re: morekac 19.11.09, 11:10
                                      Tak rozumując, to ja mogę powiedzieć, że to, że u sąsiada się leje,
                                      to nie mój problem. A administracja nie ma prawa zakręcać wody nie
                                      sprawdziwszy, kto zalewa.
                                      Sąsiad nie lata do administracji z tym, że się leje. Sąsiad, jak mu
                                      się leje, leci do administracji z wrzaskiem "Srebrnarybka mnie
                                      zalewa", w ogóle nie sprawdziwszy, czy to Srebrnarybka. Gdyby
                                      sprawdził, nie byłoby donosu.

                                      Miałam kiedyś lokatorkę 2 piętra wyżej, która miała zwyczaj puszczać
                                      wodę do zakorkowanej wanny i kłaść się spać, bo o tym zapominała.
                                      Międyz nami mieszkał złoty młodzieniec, któremu było wszystko, czy
                                      się leje, czy nie. Doprawdy nie trzeba było zakręcać wody i latać do
                                      administracji, wystarczyło pójść do pani Jadzi, obudzić ją, i
                                      poprosić. żeby wyłączyła kran.
                                      • srebrnarybka Re: morekac 19.11.09, 11:12
                                        A tak w ogóle, gdybyśmy w bloku, zamiast się licytować, czyj problem
                                        i kto ma prawo donosić, po prostu dostrzegli w sobie ludzi i
                                        spróbowali być dla siebie wzajemnie życzliwsi i starać się nie
                                        przeszkadzać sobie wzajemnie, to nie byłoby żadnych problemów. Ale
                                        na to właśnie potrzebne są więzi ogólnoludzkie.
                                        Poza wszystkim cieszę się, że nie jestem sąsiadką Lili.
                                        • lila1974 Re: morekac 19.11.09, 11:20
                                          A co Ty o mnie wiesz?
                                          Tak się dziwnie składa, że z sąsiadami nie mam zatargów. Wręcz przeciwnie. Na
                                          moim piętrze jest 6 mieszkań i każdy może liczyć na każdego.

                                          I żeby było śmieszniej - to nie ja leciałam do administracji, że mi się leje,
                                          tylko moi sąsiedzi z dołu, do których kompletnie nie mam o to pretensji.

                                          Zaś jak się toczyła awantura obok, to nie wezwałam policji, tylko weszłam do
                                          sasiadów sprawdzić, co się dzieje.

                                          Zatem, jak ci to sprawi przyjemność to się ciesz - ja nie narzekam i myślę, że
                                          moi sąsiedzi też nie.
                                          • srebrnarybka Re: morekac 19.11.09, 17:26
                                            Zaś jak się toczyła awantura obok, to nie wezwałam policji, tylko
                                            weszłam do
                                            > sasiadów sprawdzić, co się dzieje.

                                            I właśnie o takie zachowania mi chodzi.
                                      • lila1974 Re: morekac 19.11.09, 11:17
                                        Srebrnarybko, ale Twoje doświadczenia na prawdę nie są wykładnią do rokowania co
                                        ludzie powinni.

                                        Jak się leje to pierwsze co robię to dzwonię do administracji a potem
                                        ewentualnie mogę sobie szukać "winnego".

                                        Weź pod uwagę, że ludzi może nie być w domu, bo są np. w pracy.
                                        • srebrnarybka Re: morekac 19.11.09, 17:24
                                          Twoje doświadczenia na prawdę nie są wykładnią do rokowania c
                                          > o
                                          > ludzie powinni.

                                          Cóż, każdy uogólni na podstawie własnych doświadczeń. Trudno, żebym
                                          przeprowadzała w tej kwestii badania socjologiczne.

                                          Jak się leje to pierwsze co robię to dzwonię do administracji a potem
                                          > ewentualnie mogę sobie szukać "winnego".

                                          Mój sąsiad łączy obie czynności. Jak mu się leje, to leci do spni z
                                          donosem, że ja go znowu zalałam, nie sprawdziwszy, czy to
                                          rzeczywiście ja.

                                          Weź pod uwagę, że ludzi może nie być w domu, bo są np. w pracy.

                                          tak było w opisywanym przeze mnie wypadku. Mieszkam na VII piętrze,
                                          na VIII mieszka pani zatrudniona w bloku jako sprzątaczaka, samotna
                                          matka wykolejonego nastolatka, natomiast na IX mieszkała wtedy pani
                                          Jadzia, która miała zwyczaj zapominać, że puszcza sobie wodę do
                                          wanny. Przez łazienki przechodzi pion c.o. i dlatego stropy są
                                          przewiercone i między rurą a podłogą/sufitem jest trochę luzu, przez
                                          który w razie czego woda ścieka po rurach w dół. U mnie rury idą
                                          pionowo, a na VI piętrze podobno są zakręcone i spływająca z góry
                                          woda zalewa całą łazienkę. W każdym razie ja byłam na wykładach, p.
                                          Jadzia na IX znowu zapomniała, że puściła wodę do wanny i po rurach
                                          zacząło się lać. Sprzątaczki na VIII nie było, a jej synowi wsio
                                          rawno czy się leje, czy nie leje, zresztą leje się po rurach, mnie
                                          nie było. Zwyczaj p. Jadzi był powszechnie znany w bloku. Sąsiad,
                                          gdy mu zaczęło się lać, nie sprawdził, tylko poleciał z donosem na
                                          mnie. A że latał wtedy z donosem na mnie co parę miesięcy
                                          (zalewanie, bo p. Jadzia, rozkładam wersalkę, o 20 miałam gości,
                                          kiedyś się rozpłakałam w mieszkaniu - o wszytko latał do
                                          administracji), więc w administracji byli przyzwyczajeni, że jak
                                          przyszedł sąsiad z VI piętra, to ja zawiniłam i trzeba mi wodę
                                          wyłączyć. Wodę wyłączono u mnie, zrobiło się trochę ruchu, p. Jadzia
                                          otrzeźwiała i zakręciła kran, na VI piętrze przestało się lać.
                                          Wróciłam do domu, woda była na rurach od c.o., ale w kranach nie,
                                          sąsiedzi obok mi powiedzieli, że była awaria i wyłączono u mnie
                                          wodę. Jak wyłączono, to administracja wie, że wyłączona, jak wie, to
                                          po naprawieniu włączy. Ale przez 2 dni jakoś nie włączano, ale
                                          usłyszałam sprzątaczkę na korytarzu, więc pytam ją, jako osobę
                                          lepiej poinformowaną, czy może wie, kiedy włączą wodę? Ona
                                          zdziwiona: a to u pani nie ma? No tak, jak przyszedł sąsiad, to syn
                                          gapa powiedział, że u nas (VIII piętro, między mną, a panią Jadzią)
                                          się nie leje, to u pani wyłączyli. I nikt niczego nie naprawił, nikt
                                          mnie nawet nie raczył poinformować, że u mnie się rzekomo "lało".
                                          Wystarczyło pójść do p. Jadzi na IX i poprosić, żeby otrzeźwiała
                                          (ona nie była pijaczką, była rozkoszną femme fatale), ale po co?
                                          Prościej pójść z donosem na najbliższą sąsiadkę.
                                          Właśnie chodzi mi o eliminowanie takich zachowań.
                                        • srebrnarybka Re: morekac 19.11.09, 17:29
                                          tak swoją drogą, administracja nie pracuje na ogół wieczorem ani w
                                          nocy, a rury potrafią i wtedy pękać. Więc choćby dlatego prościej,
                                          jak zaczyna się lać, pobiec na górę i sprawdzić u kogo i poprosić tę
                                          osobę o zakręcenie wody i wezwanie hydraulika. Po co w to mieszać
                                          administrację?
                              • morekac Re: morekac 16.11.09, 14:43
                                Srebrnaybko, niestety o znieczulicę najłatwiej w tłumie. Takie prawo
                                odkryte przez psychologów. Im więcej ludzi, tym bardziej może pomóc
                                ktoś inny, ja nie muszę? Czasem łatwiej o pomoc na pustyni niż w
                                mieście pełnym ludzi.
                                Ludzie nie mają telefonów stacjonarnych, bo mają komórki i nie
                                opłaca im się jeszcze jeden abonament.
                              • pam_71 Re: morekac 16.11.09, 15:14
                                Nie bede zglaszala ze rodzice sie dzieckiem nie zajmuja, bo to nie moja
                                sprawa,nie chce byc wrogo odbierana przez sasiadow, tu dom stoi obok domu
                                wszyscy to widza,nikt nie reaguje, powiedz mi czemu ja mam sie wychylac i sobie
                                robic problemy?Jezeli zobacze ze ja bija,znecaja sie-co innego.


                                Znieczulica to czy tylko objaw solidarności z lokalną społecznością ?!
                                • morekac Re: morekac 16.11.09, 16:16
                                  Przecież na pewno pomoże ktoś inny... a najczęściej nie pomoże nikt.
            • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 08:35
              Jak dla mnie twierdzenie, że
              "Nie nauczenia 4,5 latka bicia w obronie własnej spowoduje, że za 20-lat młode
              dziewczyny będą gwałcone na oczach przechodniów"
              jest tak samo chybione jak
              "W wyniku źle pojętej solidarności społecznej dzieci są katowane w zaciszu
              domowego ogniska"
              wink
              • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 08:47
                Jak dla mnie twierdzenie, że
                > "Nie nauczenia 4,5 latka bicia w obronie własnej spowoduje, że za
                20-lat młode
                > dziewczyny będą gwałcone na oczach przechodniów"
                > jest tak samo chybione

                Nigdzie nie zalecałam uczenia 5latka bicia w obronie własnej.
                Zalecałam uczenia go rozróżniania ATAKU od OBRONY, i jednocześnie
                tego, by starało się rozwiązywać konflikty bez użycia siły. Ale
                jeśli siły trzeba użyć, żeby rozumiało, że to nie to samo, co atak.

                Jak dla mnie twierdzenie, że
                > "Nie nauczenia ... przechodniów"
                > jest tak samo chybione jak
                > "W wyniku źle pojętej solidarności społecznej dzieci są katowane w
                zaciszu
                > domowego ogniska"

                Jak to chybione? Przecież parę postów wyżej wygłosiłać taki pogląd.
                • pam_71 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 13.11.09, 09:36
                  No właśnie wink
                • agar2208 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 19.11.09, 23:11
                  Wydaje mi sie, ze nie powinnaś córce mówic, żeby oddała. Świadomie wpuszczasz tą
                  dziewczynkę na swoją posesję, pomimo tego, ze bije Twoją córkę. Masz 2 wyjścia,
                  albo będziesz tłumaczyła tej dziewczynce , ze nie wolno ( może to trochę trwa
                  zanim się przestawi) albo jej nie wpuszczac do siebie. Jaki jest sens, żeby
                  zamiast się ze sobą bawic obie dziewczynki okładały sie na wzajem. Ta mała
                  sąsiadeczka robi tak, bo ma taki przykład w domu. Pewnie i ja rodzice leją, wiec
                  myśli, że tak ma byc. Poświęć dziewczyna trochę czasu, zeby same jak naj mniej
                  przebywały i jak zobaczysz, ze bije Twoją córkę zwracaj jej uwagę i tłumacz, że
                  tak sie nie robi, że jak tak będzie robic, to nie będzie mogła tu przychodzic.
                  Znajdz im jakieś zajęcie , żeby sie nie nudziły.
                  Wydaje mi sie, że rozmowa z rodzicami tej dziewczynki nic nie da, bo jak piszesz
                  mala często spędza czas poza domem, czyli rodzice się nią nie zajmuja i mają w
                  nosie, co ona robi.
                  Wydaje mi się, że w tej sytuacji najlepsze będzie spokojne tłumaczenie bez nerwów.
            • lila1974 Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 16.11.09, 14:53
              Srebrnarybko, donos na policję jest ok, ale donos pani już nie?
        • asia_i_p Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 16.11.09, 15:59
          Słyszałaś o porozumienie bez przemocy albo "języku żyrafy"? W książce uczącej
          tej techniki komunikacyjnej jest podany właśnie przykład kobiety, która obroniła
          się przed gwałtem i drugiej, której sfrustrowany napastnik przyłożył nóż do
          szyi. Obie rozmawiały z tymi ludźmi, nie biły ich.
          Oddawanie ma sens tylko w jednym wypadku - kiedy siły są równe. Kiedy napastnik
          jest słabszy, da się obronić bez agresji, kiedy jest silniejszy, agresja nie
          pomoże (chyba, że z zaskoczenia). Kursy samoobrony o ile wiem uczą jak
          rozpoznawać te sytuacje i radzą uciekać albo szukać pomocy, kiedy się tylko da -
          a atakować fizycznie tylko wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia, i to też głównie
          po to, żeby wyrwać się i uciec.

          W opisywanym tu przypadku jest wyjście inne niż agresja.
          • srebrnarybka Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 16.11.09, 16:26
            Słyszałaś o porozumienie bez przemocy albo "języku żyrafy"? W
            książce uczącej
            > tej techniki komunikacyjnej jest podany właśnie przykład kobiety,
            która obronił
            > a
            > się przed gwałtem i drugiej, której sfrustrowany napastnik
            przyłożył nóż do
            > szyi. Obie rozmawiały z tymi ludźmi, nie biły ich.

            ja się też obroniłam, bo krzycząc wniebogłosy uciekłam. Moja
            koleżanka, wciągnięta do bramy, gdy gwałciciel już ją rozbierał,
            obroniła się, bo jest bardzo silna i wyrwała mu się. Wymagało to
            użycia siły.
            • amaf Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 22.11.09, 16:17
              srebrnarybko obroniłaś się bo krzyczałaś, wzywałaś pomocy. Napastnik
              przestraszył się i przestał cię napastować - tak pisałaś w
              poprzednim poście o tym wypadku tak? A według twoich kryteriów jest
              to donosicielstwo (tak samo przecież jak wzywanie pani, żeby pomogłą
              bo ktoś mnie bije. Tobie udało się ucieć (bo krzyczałaś = wzywałaś
              pomocy = informowałs innych że zagraża ci niebezpieczństwo =
              donosiłaś, Twojej koleżance, ale ona była silna. Nie rozumiem więc
              czemu odmawiasz prawa przedszkolakowi do informowania pani ze dzieje
              mu się krzywda. Zauważ, że w przedszkolu dzieciaki są różne, jeden 4
              latek waży 14 kg a inny 24kg więc to co dla ciebie wydaje się
              poszturchiwaniem dla dla dziecka może być już biciem. Poza tym
              dzieci mogą sobie na prawde zrobić wielką krzywdę "ucząc się
              rozwiązywać konflikty" i moim zdaniem rolą opiekunów jest pokazywać
              im jak się konflikty rozwiązuje w cywilizowany sposób, a nie prawem
              pięści. Dla mnie poinformowanie pani, że Jasio mnie bije nie jest
              donosicielstwem. Natomiast skarżenie, ze Jasio nie ma pracy domowej
              już tak. Pani w przedszkolu to powinna rozróżniać, rodzice też i
              dzieci tez można próbować tego uczyc. Jest to dla nich pewnie tak
              samo trudne jak rozróznienie sytuacji kiedy można bić, a kiedy nie
              (atak/obrna).
              • amaf Re: bicie przez inne dzieci-jak reagowac? 22.11.09, 16:19
              • amaf amaf 22.11.09, 16:24
                amaf >Tobie udało się ucieć (bo krzyczałaś = wzywałaś
                > pomocy = informowałs innych że zagraża ci niebezpieczństwo =
                > donosiłaś, Twojej koleżance, ale ona była silna.
                tfu, brak nawiasu, przepraszam, powinno być:
                Tobie udało się ucieć (bo krzyczałaś = wzywałaś pomocy = informowałs
                innych że zagraża ci niebezpieczństwo = donosiłaś). Twojej koleżance
                też się udało uciec, ale ona była silna.
                • my_valenciana Re: amaf 22.11.09, 17:42
                  Jeśli widzisz, że bije twoje dziecko, powiedz tej koleżaneczce, że
                  jeśli jeszcze raz się powtórzy to nie będzie mogła się u was bawić.
                  Jak się powtórzy, weź za kołnież i wypiernicz za furtkę.
                  Nauczysz własne dziecko,że trzeba się bronić przed agresją i nie ma
                  zgody na takie zachowanie.
                  Jeśli Ty nic nie robisz, to tymbardziej dziecko nie ma dość siły, żeby
                  się obronić.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja