Problemy z 4.5latka-pomozcie

29.10.09, 15:58
Pomozcie mi w wytrzymaniu zjawiska, jakim jest niemal pieciolatka w domu, bo zaraz eksploduje.
Dla tego dziecka zaleznosc dorosly-dziecko nie jest oczywista. Corka umiejcawia sie na rowni ze wszystkimi, co skutkuje wieczna proba dyskusji, zaprzeczaniem jakimkolwiek zasadom, obwieszczeniom starszyzny... Czasem cisnie sie na usta staropolskie "co wolno wojewodzie, to nie tobie... " uncertain Ale nigdy nie chcialam, by moje dziecko bylo wychowywane w takim duchu... Jak rowniez w duchu bezwzglednego posluszenstwa...
Jednak to, co nam sie wyhodowalo, mnie przerasta... Mala zazwyczaj jest grzeczna, zadnych scen z superniani czy cos... Tylko, ze ja wiecznie chodze poirytowana...
Wstep moze nieco dramatyczny. To jest naprawde dosc poukladane dziecko. Ale od jakichs kilku tygodni:
- na kazde obwieszczenie ("ubieramy sie i wychodzimy") reaguje "nie nie, jeszcze chwileczke". Przy czym taka chwileczka oczywiscie nie miesci sie w granicach doroslej normy, gdyz moze trwac np 15 minut, co przy porannym wychodzeniu do przedszkola nie jest mozliwe do zrealizowania. Na odmowe, brak czasu i niemoznosc "jeszcze-chwileczki" dziecko reaguje placzem, skowytem i lamentem, obraza sie, fuka, buntuje, nie chce ubierac, nie chce wychodzic, a czasem takze wpada w histeryczny glosny dlugi placz.
- robi awantury o byle co... np: wracamy z przedszkola z moja kolezanka, zegnam sie z kolezanka bo juz jedzie autobus, trzeba do niego podbiec 2 kroki, dziecko robi mi awanture, ze ona chciala jeszcze zobaczyc cos w kiosku, ze to moja wina, ze tego nie zobaczyla, bo gadalam z kolezanka, a moglam przestac - tu na mnie krzyczy, znow placz i lament na caly autobus... moja reakcja jest wtedy malo pedagogiczna i perspektywiczna: "nie moglam wczesniej przerwac, koniec dyskusji!".
- na cale mnostwo nakazow dziecko moje reaguje zwyczajnym "nie". Wtedy znow dzialam niepedagogicznie (np. robisz to co kazalam, licze do... ).
- gdy mowie np, ze teraz chce, by przez 15 minut pobawila sie sama, to udaje, ze nie slyszy - nadal sie narzuca, zagaduje, cos mi koniecznie chce pokazac i to nie jest po prostu z powodu zapomnienia sie, tylko czasem jeszcze w trakcie mojego zdania "teraz 15 minut pobaw sie sama". Wtedy mala udajac, ze nie slyszy, mowi glosniej niz ja, albo podnoszac glos zaczyna swoje "ale, ale...".
Zaczynam miec dosc...
    • izabelski Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 17:04
      a kogo z otoczenia nasladuje tym zachowaniem?
    • epreis Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 19:17
      no mó 4latek zachowuje się tak samo, codziennie jak idzie spac jak mantrę powtarzam sobie- jutro będe bardziej cierpliwa i nie dam się sprowkować a tylko otworzy oczy i już mam ochotę ubić go na kwaśne jabłko..
      głupie miny gdy ja zwracam uwagę, głupie uwagi, pyskówki i to,że o wszystko jest dyskusja..wrrrrrrrrrr...

      też staram sięnie walnąć tekstem, że "dzieci i ryby głosu nie mają", więc trochę to złagodziłam i tłumaczę prawie bez końca "to dzieci słuchają rodziców, nie odwrotnie"

      a jak wyjeżdża mi z książecym tekstem " CHCĘ pić" "CHCĘ SAMOCHÓD"..
      TAKIM "PAN MÓWI I MUSISZ MI DAĆ" to po prostu mamochotę wrr...
      ale wtedy najczęściej odpowiadam "ja też chcę pić", "a ja bym chciała usiąść i poczytac książkę"
      załapał, że trzeba zmienić postawę iwtedy słyszę "mamo, zy dasz mi pić?" "mamo prosze pomóz mi się ubrać"..

      ale normalnie momentami wymiękam, zwłaszcza, ze mam jeszcze prawie 2latkę w totalnie zbuntowanym okresie...
      • kocianna Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 19:35
        Miałam taki bardzo krótki okres, właśnie w okolicach 4,5 , że dziecko mi się
        odmieniło. Było pyskate, roszczeniowe i niedobre. Stosowałam dwie metody (jedna
        wyczytana na forum): na głos wyobrażałam sobie, jak by to było fajnie, żeby do
        przedszkola można było iść i iść ile się chce, a śniadanko przedszkolne by
        przychodziło do domu, gdybyśmy nie zdążyły, a.. (i tu popuszczałyśmy wodze
        fantazji, ale zwykle jakoś tak kończyłam wątek, że okazywało się to nie takie
        fajne).
        Druga: wymyśliłam wstrętnego chochlika, który nakłania dzieci do złego
        zachowania, i wrzeszczałam na chochlika, a nie na nią. Potem zresztą dostałyśmy
        książkę "Cudaczek-wyśmiewaczek". Bardzo skuteczne się okazało smile
        • aszpr Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 19:55
          Juz samo to, ze mialyscie/macie to samo jakos mnie uspokoilo i ukoilo (na chwilewink... Moze dlatego, ze skoro nie tylko moja tak ma, to moze to nie jest jakis nasz gigantyczny blad wychowawczy wink
          Bo u nas tez sa pyskowki, ksiazecy ton... glupie miny... Roszczeniowosc oczywiscie... Do tego jakies nieoczekiwane zachowania, na ktore nie bylo wczesniej zadnej zasady, bo nikt sie nie spodziewal tak dziwnego pomyslu... I jeszcze jakies takie dziwaczne dbanie o siebie - "trzeba mi koniecznie umyc zęby!"-tonem zniecierpliwionej ksieznej... i z grymaem cierpiętnicy uncertain
          Po dzisiejszym dniu az boli mnie zoladek...
          Uff, aby do jutra i aby to wreszcie minelo..
          Sprobuje z chochlikiem... Sprobuje z fantazjowaniem... sprobuje nie ukatrupic wink
    • morekac Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 20:09
      - na kazde obwieszczenie ("ubieramy sie i wychodzimy") reaguje "nie nie, jeszcz
      > e chwileczke".
      To obwieszczaj jej to chwileczkę wcześniej. Są takie egzemplarze, które muszą
      (po prostu muszą) poguzdrać się trochę. Budź ją chwileczkę wcześniej?

      racamy z przedszkola z moja kolezanka, zegnam
      > sie z kolezanka bo juz jedzie autobus, trzeba do niego podbiec 2 kroki, dzieck
      > o robi mi awanture, ze ona chciala jeszcze zobaczyc cos w kiosku, ze to moja wi
      > na, ze tego nie zobaczyla, bo gadalam z kolezanka, a moglam przestac
      Bo może chciała kupić sobie super pismo w kiosku? Ostatecznie dziecko też może
      mieć swoje potrzeby intelektualne. Nie mogłabyś po prostu powiedzieć: "Ojej, nie
      wiedziałam. Może mów mi o takich sprawach wcześniej." Ciekawe, jaka byłaby
      reakcja... Mogłyście też poczekać na następny autobus albo zajrzeć do innego kiosku.

      nadal sie narzuca, zagaduje, cos mi koniecznie chce pokazac i to
      > nie jest po prostu z powodu zapomnienia sie,
      Bo to jest dziecko i czasem musi coś mamie pokazać, zaraz i natychmiast.To nie
      jest narzucanie się, na pewno nie robi ci na złość.
      • aszpr Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 21:01
        Wiesz, jesli chodzi np o sytuacje z kioskiem: chodzi mi raczej o pewna roszczeniowosc... o to, ze dziecko mi wygarnia, ze moglam przestac rozmawiac z kolezanka, ze POWINNAM przestac, bo ona chciala do kiosku... Druga rzecz: gdyby nawet mala przyjela do wiadomosci, ze ma mi mowic o tym wczesniej, to ja bym z ta kolezanka nie pogadala wcale, bo ona non stop piszczalaby, ze chce do kiosku... Dodam, ze ta rozmowa nie trwala wieki, to nie byly polgodzinne ploty na krawezniku, to trwalo minuty! 2? 3?
        Niezaleznie od tego, o ile wczesniej ja obudze i o ile wczesniej ja uprzedze, ze wychodzimy, i tak bedzie zle... Tu chodzi raczej o taka pijawkowatosc, stawianie na swoim, o dziecko, ktore mowi/wykazuje postawe "nie, nie wyjdziemy teraz".
        Znowu: narzucanie sie. Tutaj z kolei chodzilo mi o to, ze od jakiegos czasu mojemu dziecku nie zdarza sie poczekac! To nie jest takie spontaniczne "mamo, chce ci cos pokazac". Chodzi mi o sytuacje, w ktorych mowie i ona tego nie slucha, jak grochem o sciane... Udaje, ze nie slyszy, przekrzykuje mnie, nie zwraca uwagi na to, co powiedzialam, robi dalej to, co zaczela - z premedytacja, z zawzieciem... Z taka dziwna przekora...
        Ona chce dostac to, co chce, a przy odmowie urzadza cyrki...
        • nangaparbat3 Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 21:14
          A Ty widzialas kogos, kto nie chce dostac tego, czego chce?

          Tak sie zastanawiam, przy tym kiosku - ja bym poprosila kolezanke, zebysmy razem
          do niego podeszly i gadaly, a mala by sobie obejrzala wystawę. To znaczy takie
          rozwiazanie wydaloby mi sie naturalne i bez namyslu bym je zaproponowala.

          Z tego co pamietam 4-4, 5 to byl straszny wiek i u nas - i z tego co pamiętam,
          to normalne.
          I pamietam radykalna, oszalamiającą zmiane, kiedy skończyla 5 lat - zamienila
          sie nagle w aniola.
          Na razie proponuję ograniczyc zakazy i nakazy do naprawdę niezbednego minimum,
          ale oczywiscie od tego minimum nie odstepowac.
          Zamiast mowic "pobaw sie sama przez 15 minut" powiedzialabym, ze teraz
          przepraszam, ale musze sie zając tym a tym (na przyklad poczytaniem ksiązki) i
          nie mogę sie z nia bawic. W tym wieku (dziecka) stosowalam tez metode wręczania
          zegarka i pokazywania, o ktorej ma mnie obudzic - ucinalam sobie popoludniowa
          drzemkę, a ona naprawdę pilnowala mego spokoju. Ale też "trzymala wladzę" -
          chyba troche o to chodzi.

          Poza tym polecam ksiażeczkę - o zgrozo" Andrzeja Samsona, jest naprawdę
          rewelacyjna - balsam na serce kazdej matki:
          merlin.pl/Ksiazeczka-dla-przestraszonych-rodzicow_Andrzej-Samson/browse/product/1,344156.html#fullinfo
          • aszpr Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 29.10.09, 22:12
            Z tym kioskiem raz jeszcze: to trwalo 2-3 minuty... Z kolezanka rozmawialam mniej czasu, niz by zajela droga do kiosku... A mala wydarla sie, ze chce do kiosku gdy juz bieglysmy do autobusu/wsiadalysmy do niego... Za to histeria byla solidna...
            Ksiazki Samsona uwielbiam, dzieki za ten tytul, na pewno przeczytam...
            • jakw Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 31.10.09, 18:45
              aszpr napisała:

              > Z kolezanka rozmawialam mniej czasu, niz by zajela droga do
              kiosku...
              Ale mała tego nie wie. Pewnie jeszcze nie zna się na zegarku...

              > A mala wydarla sie, ze chce do kiosk u gdy juz bieglysmy do
              autobusu/wsiadalysmy do niego...
              Bo pewnie kiosk zobaczyła i się przypomniało.
              >Za to histeria byla solidna...
              Uspokoiła się troche po twoim "koniec dyskusji"?
            • nangaparbat3 Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 02.11.09, 22:37
              W takich wypadkach bralam dziecko pod pache i ignorowalam wrzaski - i w ogole
              sie nimi nie przejmowalam. Ale to bylo 14 lat temu, i płaczace dziecko nie
              wywolywało we wspolpasazerach żądzy natychmiastowego zlinczowania matki.
        • morekac Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 30.10.09, 23:22
          Aszpr, to naprawdę nie chodzi o to, co ty robiłaś, ale o to, czego
          ona nie mogła zrobić...A nie mogła zajrzeć do kiosku i bardzo ją to
          zdenerwowało. Obiektywnie to pewnie nawet bez rozmowy z koleżanką
          nie zdążyłybyście - ale nie wymagaj od 4.5 latki obiektywności i
          rozumienia wszystkich związków przyczynowo-skutkowo-czasowych.
          Co do 'roszczeniowości'- przyzwyczajaj się, że masz w domu dziecko,
          które ma pewne swoje potrzeby czy pragnienia i zaczęło już te
          potrzeby wyrażać. Mogą być dla ciebie totalnie błahe i nieoczywiste,
          ale dla niej są ważne. Dziecko uczy się wyrażania swoich potrzeb i
          pragnień, swoich uczuć, również tych 'negatywnych'. Czy to, że ma
          dopiero 4,5 roku oznacza, że nie może być zła, zmęczona, smutna?

          Co do 'chwileczkę' - dawaj jej więcej czasu w tym sensie, że nie
          gonisz rano, nie wrzeszczysz i aż tak się nie śpieszysz. Mów jej
          kilka minut wcześniej,że już czas skończyć zabawę, że coś trzeba
          zrobić, że już czas wkładać buty czy kurtkę. Na pewno możecie wstać
          te 15 minut wcześniej.

          Napisałaś też
          "Chodzi mi o sytuacje, w ktorych mowie i ona tego nie slucha,
          > jak grochem o sciane.."
          A czy ty słuchasz, co ona ma ci powiedzenia? Teraz, zaraz i
          natychmiast? Dlaczego więc wymagasz od niej, by na twoje polecenie
          rzucała swoje zajęcia i robiła coś innego? Sama odbierasz jej
          zachowanie jako męczące marudzenie - być może ona odbiera twoje
          zacjowanie podobnie. Ty przecież potrzebujesz zrobić coś ważnego
          przez ten kwadrans - ona także robi ważne rzeczy. Ważne dla niej.
          Może to rodzinne podobieństwo? wink
    • truscaveczka Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 31.10.09, 09:09
      Opisujesz rozwijające swoja niezależność, normalne dziecko. Gdzie problem?
      Bo na moje oko nie w dziecku a w dorosłych (jak to zwykle bywa), którzy za mało
      zwracają uwagę na potrzeby dziecka (czemu nie powiedziałaś koleżance, żeby
      stanąć pod kioskiem, to mała będzie miała zajęcie oglądając wystawę?), nie
      wysłuchują i nie rozmawiają z nim, nie ustalają kompromisów.
      Ja mam córkę w podobnym wieku, która niejednemu dorosłemu mogłaby wytłumaczyć,
      co to jest kompromis.
      A takie fochy w tym wieku to normalny etap rozwoju, ona jeszcze nie wie, jak
      funkcjonują dorośli, ma kilkanaście lat na nauczenie się i oczekiwanie od
      dziecka, że będzie samo z siebie wiedziało, jak się zachować wydaje mi się
      naiwnością.
      Osobiście staram się wchodzić w skórę dziecka i wyobrażać sobie, jak ono się
      czuje w różnych sytuacja - i wierz mi, to pomaga unikać starć. Można z góry
      przewidzieć różne kłopoty.
      A niektórych się nie da - zawsze od wstania z łózka do wyjścia upływało 40 minut
      a tu nagle Królowa Świata stawia barani opór i zaczyna się guzdrać. Tego się nie
      zgadnie.
      Powodzenia w znajdowaniu drogi smile
    • camel_3d jak na moj gust... 01.11.09, 13:14
      a... (ubieramy sie i idziemy) co to za poleceina? a nie mozesz 10 minut
      wczesniej lub pol godziny powiedziec, zeby sie przygotowala do wyjscia? wyobraz
      sobie, ze siedzisz i cos robisz, a tu przychodzi ktos i mowi, ubieramy sie i
      wychodzimy...fajnie co?

      b. nie rozumiem co znaczy "przez ciebi enie zobaczylam czegos w kiosku bo
      gadalas z kolezanka"... co to wogole za slownictwo do matki?
      • morekac Re: jak na moj gust... 01.11.09, 20:03
        b. nie rozumiem co znaczy "przez ciebi enie zobaczylam czegos w kiosku bo
        > gadalas z kolezanka"... co to wogole za slownictwo do matki?

        Aszpr nie przytoczyła tego jako cytatu, równie dobrze mogło to brzmieć zupełnie
        inaczej - raczej oddany był sens. Poza tym - dzieci uczą się słownictwa również
        (a może przede wszystkim) od swych szanownych rodzicieli. I jeszcze: 4,5 latki
        jeszcze nie przyswoiły wszystkich niuansów i zwrotów językowych, toteż gafy się
        zdarzają.
        Jeśli dorosły/-a mówi zwykle, że gadał z koleżanką, to jak ma dziecko określić
        ową czynność? "nie mogłam zobaczyć, bo przeprowadzałaś rozmową z panią X?"
        • camel_3d Re: jak na moj gust... 02.11.09, 09:26
          sorry..kliknal mi sie wczorej enter...a nei mielem czasu dokonczyc pisania..

          chodzilo mi o to, ze dziecko nie moze dyktowac rodzicom co maja robic, jak maja
          sie zachowac czy wypominac, ze z kims rozmawiaja za dlugo.
          Oczywiscie nie jestem fanem slepego posluszenstwa, ale bez przesady. Nie
          wyobrazam sobie zeby mi maly powiedzial, ze nie zobaczyl czegos w kiosku bo za
          dlugo rozmawialem z kolega na ulicy.
          No ale tez nie wyobrazam sobie, zebym wszedl do pokoju malego i powiedzial mu
          ubieraj sie idziemy..tak ni z grusdzki ni z pietruszki.
          Wydaje mi sie ze tu raczej chodzi o wzajemny szacunek, tego dzieci ucza sie od
          rodzicow. Jezeli rodzice szanuja dziecko, to i ona potrafi sie tego nauczyc. 4,5
          roku to nie jest wiek, kiedy dzeicko musi stac slepo przy matce. Przeciez moze
          samo pojsc do kiosku i sobie popatrzec, oczywiscie jezeli jest bezpiecznie i nie
          musi przez ruchliwa ulice przechodzic. Wystarczy zapytac..ale tego trzeba
          dzeicko nauczyc od poczatku, z enie musi byc wiecznie przyklejone i jezeli chce
          cos moze zapytac..
          Wydawanie komend konczy si etakim samym efektem w stosunku do rodzica..dzeicko
          nie potrafi inaczej.
          • truscaveczka Re: jak na moj gust... 02.11.09, 12:22
            Ja się nie podpiszę pod wszystkim bo jakoś tak mi się wydaje, ze moje dziecko
            bardziej zasługuje na moją uwagę niż koleżanka na ulicy i przeniesienie sie z
            plotami blizej kiosku nie było kłopotliwe, ale...
            Co do poleceń zgadzam się - a w dodatku są one bronią obosieczną. Jeśli ja
            pomiatam dzieckiem to i ono - nie znając innych sposobów postępowania też mną
            będzie dyrygować.
            Piszę to w dodatku na fali wspomnień dnia spędzonego z teściową, której
            wszystkie dziec i są powyżej 20 raku życia a nadal wydaje polecenia do
            natychmiastowego wykonania. Wrrr uncertain1
            • camel_3d Re: jak na moj gust... 02.11.09, 12:56
              truscaveczka napisała:

              > Ja się nie podpiszę pod wszystkim bo jakoś tak mi się wydaje, ze moje dziecko
              > bardziej zasługuje na moją uwagę niż koleżanka na ulicy i przeniesienie sie z

              chyba przesadzasz. czyli tak: ty zrezygnujesz z rozmowy z kolezanka, bo dziecko
              ma ochote pooglöadac cos w kiosku..

              a..czemu dziecko nie moze zrezygnowac z ogladania czegos w kiosku, bo ty chcesz
              porozmawiac z kolezanka????

              • truscaveczka Re: jak na moj gust... 04.11.09, 14:24
                Zasadniczo dziecko mam na całe życie a koleżanki są a potem ich nie ma. Poza tym
                mówiłam o sytuacji, kiedy rozmowa przenosi się w dogodniejsze miejsce -
                podpowiada mi to instynkt samozachowawczy - po co generować problemy jak można
                ich unikać?
          • morekac Re: jak na moj gust... 02.11.09, 12:28
            Nie
            wyobrazam sobie zeby mi maly powiedzial, ze nie zobaczyl czegos w
            kiosku bo za
            dlugo rozmawialem z kolega na ulicy.

            A dlaczego miałby nie powiedzieć tego, skoro to prawda w jego
            przekonaniu i oczywista oczywistość?
            Poza tym, Camel, nie obraź się - masz kiepską wyobraźnię wink. A może
            zbyt idealityczne oczekiwania wzgledem własnego dziecka?
            • camel_3d Re: jak na moj gust... 02.11.09, 12:59
              > A dlaczego miałby nie powiedzieć tego, skoro to prawda w jego
              > przekonaniu i oczywista oczywistość?

              trudno - musi to zaakceptowac. niemoze miec w kazdej chwili wszytskiego na co ma
              ochote. Skoro rozmawiam ze znajomym to znaczy ze mam taka potrzebe. Dziecko nie
              moze "zmuszac" mnie do rezygnacji ze wszytskiego tylko po to, zeby zadowolic
              swoje potrzeby. Musi zaakceptowac, ze ja mam takze potrzeby i sa momenty, kiedy
              musi po prostu zrezygnowac z "mam ochote na"..
              • morekac Re: jak na moj gust... 02.11.09, 13:24
                Zmień 'dziecko' na matkę/ojca i będziesz miał przybliżony sens
                odpowiedzi nastolatka na żądania rodziców...
                • camel_3d Re: jak na moj gust... 04.11.09, 10:06
                  matka / ojciec czy nstolatka potrafi sie sama soba zajac i na pewnei nie stalaby
                  kolo mnie czekajac az pojdzie do kiosku...wiesz XX lat roznicy robi swoje.
    • jopi2 Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 02.11.09, 14:23
      U nas bywa podobnie z naszą czterolatką smile
      Znalazłam na Nią sposób, żeby nie było histerii przed wyjściem z placu zabaw,
      sklepu itp. sygnalizuję parę minut wcześniej, że jeszcze chwilkę może się
      pobawić,pooglądać książki w sklepie itp. bo zaraz wychodzimy. Działa smile
      Rano przed przedszkolem, daję Jej czas na wybudzenie przy piciu kakao a potem
      muszę oczywiście trochę "dyrygować", raz dwa trzy zmykamy do łazienki umyć
      ząbki, ubieramy się itd. Ostatnio zabiera do przedszkola książeczki (Pani czyta
      dzieciom), więc zagaduję Ją przy myciu, jaką wybierasz dzisiaj? I już jest w
      innym świecie, myśli o książeczce a ja to "wykorzystuje".
      Też się obraża, na nas na młodszą siostrę, wczoraj np. się "nafąfała" i
      powiedziała nam tonem nie znoszącym sprzeciwu, że już nam nie będzie śpiewała,
      bo Jej nie słuchaliśmy i taką właśnie podjęła decyzję. Śmiesznie brzmi to w
      ustach czterolatki smile Więc my na to, że jak jest obrażona to chyba nici będą z
      dzisiejszego kina domowego (Król Lew smile bo taką podjęliśmy decyzję, efekt
      wiadomo jaki smile
      Oczywiście dużo tłumaczenia,aż się słabo robi momentami i jedna ważna rzecz, Ona
      musi wiedzieć że to my dyrygujemy i podejmujemy decyzje. W ekstremalnej sytuacji
      ucinam rozmowę i bez dyskusji. Serce boli, ale nie może grzdyl wejść nam na głowę smile
      • aszpr Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 03.11.09, 19:36
        Otoz ja uprzedzam ją wcześniej, że wychodzimy. Mówię, że może się pobawić jeszcze np 5 minut. Ale PO tych 5 minutach ona chce jeszcze chwileczkę, przy czym nie pomaga ani danie jej tej chwileczki (bo za chwileczkę chce kolejną chwileczkę) ani twarde obstawanie, że umówiłyśmy się na 5 minut i to 5 minut właśnie minęło (bo wtedy się drze, płacze, a nieraz rozhisteryzowuje do końca)....
        Z kioskiem wyjaśniałam już 2 razy...
        • morekac Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 03.11.09, 21:02
          Na małe grzebuły polecam minutnik - taki od jajek...
          Z porannym grzebaniem masz dwa wyjścia:
          - jest tylko tyle czasu,żeby się ubrać i wyjść
          - budzisz ją wcześniej i stoisz nad głową. Masz wystarczająco dużo czasu na to,
          żeby mogła dostać histerii. Może zaskoczy za którymś razem.
          Nie pisałam, że miałyście szanse obejrzeć coś w kiosku - ale może na przyszłość-
          zamiast tekstu 'koniec dyskusji' spróbuj zaproponować:
          1.odwiedzenie innego kiosku
          2.odwiedzenie tego kiosku - jutro
          • epreis Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 03.11.09, 22:39
            minutniki mają tendencje do szybkiego się psucia, moje starczały na 1- 2 nakręcenia a kupowałam z różnych półek cenowych? macie jakieś sprawdzone? bo póki co funkcjonuje u nas budzik w telefonie ale na samo słowo "budizk" starszak wpada whisterię wink

            z drugiej strony, na widok minutnika sam się usadowiał na karze i traktował jako taką atrakcję czekając aż zadzwoni, kiedyś kupiłam od razu zepsuty i hehehe bidak zamiast 3 minut siedział i siedział, no conajmniej 5 zanim załapaliśmy że padło zdechło a on się dzwonka nie doczekał smile
            • kocianna Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 04.11.09, 09:54
              Moje minutniki sie nie psuły. Znaczy jeden minutnik, kupiony w sklepie "wszystko
              po 6 pln". Poza tym korzystałyśmy z minutnika w mikrofali i z budzika w komórce.
              Budzik działał bez pudła natychmiast odkąd go wprowadziłam.

              Moje dziecko ma prawie 5 i jest (tfu tfu) IDEALNE (nie wymusza, nie histeryzuje,
              nie prosi o jeszcze minutkę, nie pyskuje), a jeszcze w lipcu prosiłam na tym
              forum o radę...
              • epreis Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 04.11.09, 12:54
                mój starszak i bez tych minutników raczej grzeczny,niehisteryczny i ugodowy.

                dla młodszej już zacznę szukac minutnika (a raczej "godzinnika" bo uparta jak osioł) z jakiegoś niezniszczalnego stopu metali wink

                myślę, odkąd mam swoją dwójkę,że dużo zależy od temperamentu i charakteru dziecka.
                ze starszym nie miałam większych problemów wychowawczych, martwiłamsię tym,że jest za grzeczny,za spokojny,zbyt ugodowy i nieproblemowy...

                potem urodziła się Hania i zrozumiałam co znaczy mieć dziecko.
        • jopi2 Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 04.11.09, 11:11
          Trzymaj się konsekwentnie, tego co ustaliłyście, nie dawaj Jej kolejnej
          chwileczki, bo uwierz że to wykorzysta. Nie może wyczuć Twojego zawahania, parę
          razy pewnie będzie trudno, ale jak zobaczy, że nie zmieniasz decyzji, to będzie
          to akceptować smile A jak po 5 minutach będzie darcie, trudno, serce boli, ale nie
          wymiękaj i nie przejmuj się, że wszyscy się gapią. Spokojnie,ale stanowczo
          musisz być konsekwentna. Zapytaj czy chce tu jeszcze kiedyś przyjść, ok.
          przyjdziemy ale teraz koniec zabawy. Wbrew pozorom dzieciaki lubią
          zasady,ustalone granice itp.
          No to się powymądrzałam smile Też to przechodzę i chcę się podzielić z Tobą moimi
          sposobami na te "potwory kochane" smile
          • japaa Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 04.11.09, 15:48

            > Trzymaj się konsekwentnie, tego co ustaliłyście, nie dawaj Jej kolejnej
            > chwileczki, bo uwierz że to wykorzysta. Nie może wyczuć Twojego zawahania, parę
            > razy pewnie będzie trudno, ale jak zobaczy, że nie zmieniasz decyzji, to będzie
            > to akceptować smile A jak po 5 minutach będzie darcie, trudno, serce boli, ale nie
            > wymiękaj i nie przejmuj się, że wszyscy się gapią. Spokojnie,ale stanowczo
            > musisz być konsekwentna. Zapytaj czy chce tu jeszcze kiedyś przyjść, ok.
            > przyjdziemy ale teraz koniec zabawy. Wbrew pozorom dzieciaki lubią
            > zasady,ustalone granice itp.

            Dokładnie. Można jeszcze zagadać tak (kontakcik wzrokowy, poważna mina, żadne
            tam pokrzykiwanie z korytarza czy łazienki): Widzę, że się zajęłaś zabawą i
            chcesz jeszcze się bawić. Masz na to 5 minut (minutnik, klepsydra pod nos)
            inaczej jesteśmy spóźnione. Za 5 minut wkładamy buty. Może podziała.

            A w konkretnej sytuacji kioskowej zrobiłabym tak. Dziecko pod pachę i do
            autobusu. Potem ignor na histerię. Trudno, nie ma czasu to nie ma. Jak już się
            wywrzeszczy, odpowietrzy i ostygnie, powiedzieć coś w tym stylu: Widzę, jak cię
            to rozzłościło, musiało ci bardzo zależeć na tym kiosku. Przykro mi, że się nie
            udało(żadne tam tłumaczenie typu: poszłabym, gdybym wiedziała, itp) Ale bardzo
            nie podoba mi się to, że do mnie krzyczysz, i to, że przeszkadzasz mi w
            rozmowie, która jest dla mnie ważna. Nie lubię tego. Jak chcesz podejść do
            kiosku, poproś mnie o to wcześniej, żebyśmy wygospodarowały czas. Teraz oczekuję
            przeprosin.

            Dziecko musi wiedzieć, kto rządzi, i musi też wiedzieć, że jego potrzeby nie są
            ignorowane.
            Spokojnie, kilka awanturek musicie po prostu przejść, żeby dziewczę zorientowało
            się, jak to działa. Więc: słuchanie, nerwy jak stal i konsekwencja.
            • jopi2 Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 04.11.09, 17:00
              A wiesz, że i ja się czegoś od Ciebie nauczyłam i nie omieszkam wykorzystać tego
              z moimi Panienkamismile
    • ik_ecc Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 03.11.09, 21:47
      Brzmi jak typowa 4,5-latka. Jakoby to mija okolo 6 roku zycia.
      • morekac Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 03.11.09, 22:13
        Nie mija, tylko przechodzi w stan chroniczny wink
      • jopi2 Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 04.11.09, 10:56
        To odetchnęłam z ulgą smile Przereklamowane to macierzyństwo haha
        • morekac Re: Problemy z 4.5latka-pomozcie 05.11.09, 17:42
          Gdzie tam przereklamowane. Ale pierwsze 25 lat jest najtrudniejszych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja