mrrrrrau
04.11.09, 12:59
...że o ile w domu świetnie sobie radzę z wychowywaniem mojego 20-miesięczniaka, to poza domem jestem bezradna. Szczególnie często zdarza się to w towarzystwie, gdy jesteśmy u kogoś i moje dziecko doatje różków. Wówczas próbuję stosować "domowe" metody, które natyczmiast są ignorowane i podważane przez osoby trzecie. Nie wiem jak się wtedy zachować, czuję się, jakby mi ktoś wytrącił oręż z ręki i jeszcze wyśmiał. Przykładowe sytuacje:
-dziecko będąc u teściowej zaczyna otwierać szafki, wiedząc, że nie wolno, patrzy więc na mnie czekając co powiem. Oczywiście reaguję mówiąc stanowczo, że nie wolno tego robić, na co teściowa, że niech sobie otiera, bo nic tam nie ma.
-jesteśmy w towarzystwie i moje dziecko korzystając z zamieszania wspina się na krzesło i dawaj robić bałagan na stole (grzebanie w jedzeniu, rzucanie sztućcami itd.) Biorę go i sadzam obok siebie na kanapie, małemu się to nie podoba i zaczyna histerycznie płakać, na co podchodzi życzliwa ciocia, bierze go i w nagrodę za takie zachowanie daje zabawkę.
Moje dziecko na wszelkie nakazy i zakazy często reaguje płaczem, bo chce przewalczyć sprawę, a ludzie z otoczenia zamiast pozwolić mi jako matce działać, próbują zrobić wszystko, aby tylko mały nie płakał. Bardzo mnie to denerwuje i zaczynam się nawet zastanawiać, czy nie dac sobie spokoju z takimi wizytami. Wiem, że to problemu nie rozwiąże, ale czuję się bezradna, bo wciąż podważa się mój autorytet. Tylko moi rodzice zdają się ze mną współpracować i zazwyczaj jestem popierana w takich sytuacjach. Jak Wy sobie z tym radzicie?