marudzenie-4-latka

26.01.04, 13:12
witam wszystkie mamy!
mam problem z moim 4+latkiem. Od jakiegos czasu moje dziecko, placze,
marudzi,jak sie na cos uprze to musi to miec np. dzis stwierdzil ze chce
bajke o ratownikach i tlumacze, ze bedzie za 20 min to mniej niz godzina i
rozwijam bo widze, ze ma dalej problem, ale on wiesza sie na moim ramieniu i
mamo , mamo ja chce bajke i skuczy mialczy.I wtedy ja nie wytrzymuje i mowie
zeby szedl do siebie a jak przestanie sie tak zachowywac to niech przyjdzie i
wlasnie wtedy sie zaczyna dalej placz. I tak kilka razy przez dzien. co sie
dzieje, zdazy mi sie ze czasem nie uslysze go i wtedy takim zachowaniem
zwraca na siebie moja uwage.(nie wiem czy cos z moja klawiarura jest cos nie
tak ze nie ma polskich znakow, czy co bo pisze pierwszy raz, przepraszam i
pozdrawiam. bea
    • d.orka Re: marudzenie-4-latka 30.01.04, 13:31
      Cześć.
      Na początek polecam książkę "Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10" (nie
      pamiętam autorek).
      Dzisiaj byłam z moimi córkami u pediatry - bilans dwulatka, a przy okazji
      pytania o 4latka. Moja Sikora przechodzi podobne stany, które przeradzają się
      w "amoki". Ten czas, gdy dziecko ma ok. 4 lat, to okres próby dla rodziców.
      Bunt dwulatka to pestka przy tym, na co stać 4letnie dzieci.
      Sikora próbowała wymóc na mnie dziś rano zabawę, która jest u nas ostatnio na
      topie - operacja chorej nogi. Akurat wybieraliśmy się do przychodni, więc nie
      było czasu. Ten argument nie przekonywał Eleonory. Marudziła i marudziła. W
      końcu zaproponowałam, że albo po południu pobawimy się w długą operację, albo
      teraz w króciusieńką, ale za to po obiedzie drugiej operacji nie będzie.
      Wybrała oczywiście długą po południu. Ale nie zawsze jest tak łatwo. Czasem
      żadne rozmowy, tłumaczenia, argumentacje nie działają i wtedy jest płacz, krzyk
      lub "amok". Mówię krótko, że nie toleruję takiego zachowania i czekam , aż jej
      przejdzie. Gdy ma "amok" nic nie mówię, bo i tak nie słyszy. Za to potem ją
      przytulam i rozmawiam o wydarzeniu.
      Pediatra powiedziała mi, że taki stan może trwać nawet do pół roku, ale potem
      dziecko będzie opanowanym pięciolatkiem.

      Myślę, że w sytuacji, jaką opisujesz, dobrze by było dać małemu jakieś
      konkretne zadanie w oczekiwaniu na bajkę, czy coś, co się odbywa o stałej
      porze. Pochłonięty wypełnianiem zadania zapomni na chwilę o tym na co tak
      czeka.
      Dorka
      mama Sikorek
    • bea123456789 Re: marudzenie-4-latka 31.01.04, 12:55
      dzięki za pocieszenie, ja też oprócz 4-letniego Adasia mam 2-letnią córę Anię.
      Pomyślałam też że to może przez zazdrośc próbuje też zwrócić moją uwagę. No cóż
      poczekamy i wytrzymamy pozdrawiam .beata
      • ulala72 Re: marudzenie-4-latka 31.01.04, 21:24
        Hej,
        to jest rzeczywiście dobra rada (ale za to jaka trudna do realizacji) -
        spokojnie przeczekać amok i udawać, że nas to nic nie rusza. Po jakimś czasie
        (najczęściej jednak dłuższym, bo 4-latki są wytrwałe i uparte) dziecko uczy
        się, że owo wycie, jęczenie i wrzaski nie docierają do nas, nie stanowią
        żadnego komunikatu i w związku z tym nie przynoszą oczekiwanych efektów.
        Uf, napisałam to prawie cytując z jednej książki i muszę to sobie często
        powtarzać, bo u nas właśnie to przerabiamy, choć jakby coraz rzadziej.
        Pozdrawiam i siły życzę.
    • esylwia Re: marudzenie-4-latka 02.02.04, 15:42
      bea,
      Jakbym czytała o mojej już prawie pięciolatce ! Marudzenie, jęczenie,
      piszczenie, płacz - ulubione zachowanie, kiedy czegoś chce. Muszę jednak
      przyznać, że najtrudniejszy okres mamy już chyba za sobą. Próba zostawiania
      bądź odsyłania do włsnego pokoju, aby tam się uspokoiła nie były najlepszym
      pomysłem, choć próbowałam w ten sposób ją wyciszyć. Najbardziej sprawdzała i
      sprawdza się nadal metoda przytulania. Zresztą Mała zawsze sama mówi,żeby ją
      przytulić bo wtedy szybko się uspokoi. Kilka miesięcy temu wymyśliłam metodę
      kalendarza, która polegała na tym, że nad łóżkiem Olgi powiesiłam kalendarz
      (sama go zrobiłam i wydrukowałam. Każdego dnia wieczorem dostawała znaczek,
      który oceniał jej zachowanie danego dnia. Były tęcze, słoneczka, słońce za
      chmurką i burza. I to był naprawdę dobry pomysł, który sprawdził się u nas.
      Olga sama dopominała się przed pójściem spać, żeby przykleić znczek. A w ciągu
      dnia przypominanie o wieczornym rytuale powodowało, że sama korygowała swoje
      zachowanie, a marudzena i pisków było coraz mniej. Z perspektywy tych kilku
      miesięcy stwierdzam, że udało nam się troche poskromić złosnicę.
      pozdrawiam

      sylwia
Pełna wersja