cegielka612
10.12.09, 11:39
Mój mąż ostatnio tak stwierdził, bo inaczej zrobię z syna maminsynka.
Mówił, że jego koleżanka ma do dzieci stosunek chłodny i młodszy syn na nią
ciągle nie wchodzi. A ja niby tak dziecko nauczyłam, że teraz nie mam spokoju.
Fakt faktem u nas jest tak, że gdzie ja tam i moje dziecko. Raczej nie mogę
tak po prostu siedzieć na kanapie bo on się idzie zaraz przytulić, albo po
prostu musi być blisko. W nocy też mnie woła i czasem tata nie jest w stanie
go uspokoić. Ale - on ma niecałe 2 lata!!! Nie jest też tak, że on żyć nie
może beze mnie bo z nianią zostaje chętnie, nigdy nie płacze - wiadomo, że
woli ze mną, ale nie ma problemu, że ja pracuje na górze a mały z nianią bawi
się na dole.
Ja jestem zdania, że trzeba przytulać i całować - moim zdaniem takie małe
dziecko właśnie tego potrzebuje, a nie odganiania go jak jakiegoś natręta.
Pytam więc bardziej doświadczone mamy, jest w tym ziarnko prawdy, czy mąż mi
tu "wydziwia"?