lacrossa
11.12.09, 10:57
No wlasnie jak w temacie. Jestem totalnie zalamana relacjami
pomiedzy naszymi dziecmi, a moim mezem. Maz od poczatku zawsze
bardzo duzo pracowal, rowniez na wyjazdach. Jego kontakty z dziecmi
od zawsze ograniczaly sie do kilku minutowych rozmow. Przez piec lat
bawil sie z nimi moze 20 razy. Ja robilam i robie przy nich
wszystko. Klocilismy sie o to tez tysiace razy, z marnym skutkiem.
Codziennosc dla mnie jest niezmienna dzieci, dzieci, dzieci. Dodam
ze tez pracuje zawodowo i ostatnio coraz trudniej mi godzic prace z
prowadzeniem domu i opieka nad 4 latkiem i pieciolatka. Od paru
miesecy maz twierdzi ze to wszystko moja wina, bo uzaleznilam dzieci
od siebie i one nie chca z nim rozmawiac. No nie chca, ale moim
zdaniem to daltego ze go ciagle nie ma. Tzn porozmawiac przez 10
min. to chca ale juz mowy nie ma by chcialy z nim gdziekolwiek
wychodzic beze mnie. Ciagle ten sam schemat, jak dzis rano, po
wczorajszej klotni. Podkreslam po klotni bo normalnie maz nigdy rano
nie wstaje. `dzis sie przebudzil i mowi do dzieci: "dzis ja was
odwoze do przedszkola" na to one nie mama nas odwiezie, na to on "
no to nie" i poszedl spac. A ja znowu sprzatanie, ubieranie,
odwozenie itd. Juz mi sie nawet klocic z nim dzis nie chcialo. Juz
trudno, ze zostawil mi abslutnie caly dom na glowie, ale co mam
zrobic jesli chodzi o dzieci?