cremona51
22.01.10, 00:25
Witam,
Mamy 4,5 miesięcznego bąbla. Generalnie jest spokojnym dzieckiem.
Niedawno miał okres /bardzo miły

/ że usypiał sam odłożony do
łóżeczka na nocne spanie. Teraz zrobił się bardziej marudny więc
usypianie na noc trwa dłużej. I tu zaczyna się konflikt pomiędzy mną
i mężem. Co robię ja usypiając dziecko: kładę do łóżeczka, smok,
lekkie bujanie, coś mu zaśpiewam, zagadam przez chwilę ale potem już
nic do niego nie mówię, nie zagaduję, nie patrzę. Jak zaczyna
płakać, podnoszę polulam i siup do łóżeczka. Czasem kładę się na
chwilę do naszego łóżka /ten sam pokój/ i chwilę go przytulam, potem
znowu do łóżeczka. Takie kilka razy i dziecię usypia. Główne moje
działanie skierowane jest na wycicszenie i uspokojenie dziecka jak
zaczyna przed spaniem płakać, stękać etc. Co robi mój mąż: odkłada
do łóżeczka, daje smoka, lekko kołysze, gdy to nie pomaga, polula,
ale gdy to nie pomaga to daje mu się wypłakać. Niestety lekki płacz
przeradza się w większy i większy, w końcu ryk. Po pół godzinie nie
jestem w stanie wytrzymać, idę i przejmuję dziecko. Mąż się obraża,
uznaje że chłopaka niańczę, i mamy konflikt. I cóż, kto ma rację,
czy rzeczywiście niańczę, a może to mąż przesadza doprowadzając do
tego że dziecko przed snem jest rozkrzyczane /zanim go potem
uspokoję mija chwila/. Dodam że mały zawsze zasypia w swoim
łóżeczku, nigdy nie usypialiśmy go w naszym. Pomocy, ratunku - która
droga lepsza. I jak gadać z mężem.