Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkiem?

18.02.04, 12:57
Jestem mamą cudownego 11-latka (rocznik 1993). Facet jest świetny, doskonale
się uczy, jest miły i grzeczny, z dużym poczuciem humoru, uprawia sporty.
Jednak największy kłopot sprawia nam jego skłonność do konfabulowania.
Specjalnie nie używam słowa kłamstwo, bo jest nacechowane negatywnie i z góry
zakłada złe intencje.Dotyczy to spraw i błahych i istotnych, np. na pytanie
Czy odkurzyłeś w swoim pokoju? Pada odpowiedź twierdząca, chociaż tak nie
jest. Co prowadzi do awantury po moim powrocie do domu. No bo po co mówi, że
zrobił, skoro nie zrobił? Zaznaczam, że konsekwncje przynosi powiedzenie
nieprawdy a nie fakt niewywiązania się z czegoś.Zastanawiałam się czy może
jest to chęć zwrócenia uwagi (chociaż oceniam nasz kontakt jako dobry)?
Rozmowy nie skutkują, ograniczenie kieszonkowego czy przyjemności także.
Chyba wszyscy mamy tego dość. Poza tym martwię się. Forumowiczki i
forumowiczowie radźcie! Może
macie podobny problem z równolatkami mego syna?Pozdrawiam Wioletta
    • asiaap Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 18.02.04, 15:21
      oby mu to nie zostalo. ja mam taki problem z moim 34 letnim mezem smile
      • wiolka2004 Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 18.02.04, 16:04
        No tak. Dzięki. Życzę dużo cierpliwości.
    • jogo2 Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 18.02.04, 22:15
      Wiolu,

      Wydaje mi się, że jesteś za mało stanowcza. Nawet ton Twojego postu na to
      wskazuje (specjalnie nie używam słowa kłamstwo, itd. ....). Twoim zdaniem Twoje
      dziecko nie ma złych intencji kiedy Cię okłamuje, że odkurzyło pokój. A co
      sobie właściwie myśli ten 11-latek kiedy mówi rzeczy niezgodne z prawdą? Może
      należałoby go o to zapytać surowym tonem i powiedzieć że nie pozwolisz się
      dalej robić w bambuko? A co na to Twój mąż? Zwykle mężczyznom takie rozmowy
      wychodzą lepiej. Piszesz, że robiłaś awantury (co jak rozumiem było wyrazem
      niezgody na takie stawianie sprawy przez Twojego syna). Są one czasem dowodem
      bezsilności, a tu nie o to chodzi. Ja nie krytykuję, tylko wydaje mi się, że
      tak czytając Twój post, jako osoba niezaangażowana, widzę, że Tobie samej
      ciężko się zdobyć na jasne postawienie sprawy. Boisz się powiedzieć sobie
      wprost, że Twoje dziecko kłamie. Piszesz, że tak poza tym jest super facetem. I
      bardzo dobrze, że jest super, tylko że kłamie, czyli nie jest taki super.
      Skoro dla mnie jako osoby postronnej widać z Twojego postu, że nie potrafisz
      zająć twardego (co nie znaczy okrutnego) stanowiska wobec tej przywary Twojego
      dziecka, to i ono wyczuwa to samo i ma Twoją bezsilność, zmartwienie, i gniew
      gdzieś. Wydaje mi się, że sama musisz zmienić w sobie to nastawienie i nie bój
      się tak nazywać rzeczy po imieniu.

      Serdecznie pozdrawiam,

      Joanna
      • wiolka2004 Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 19.02.04, 11:26
        Droga Joanno!Bardzo sobie wzięłam Twój list do serca. Na zasadnicze pytanie nie
        umiem odpowiedzieć - co sobie własciwie myśli mój 11-latek, kiedy kłamie,
        zmyśla czy konfabuluje? Pytany, nie umie wskazać żadnej racjonalnej odpowiedzi.
        Zastanawiałam się wiele razy dlaczego tak sie dzieje i przyznaję nie wiem sama.
        Skutki widać szybko, awantury nie należą do przyjemnych ani tym bardziej kary.
        A efektów żadnych. A zwykle dotyczy to drobiazgów a nie rzeczy zasadniczych.
        Czy jest to jedynie brak mojej stanowczości? Być może... Mam o czym myśleć.
        Dzięki i pozdrawiam Wiolka P.S. Mój syn nie jest wychowywany "bezstresowo",
        mamy wypracowane pewne reguły i standardy, które na codzień dobrze się
        sprawdzają, ale akurat nie w tej jednej kwestii.
        • wieczna-gosia Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 20.02.04, 15:03
          Pytany, nie umie wskazać żadnej racjonalnej odpowiedzi.
          >
          > Zastanawiałam się wiele razy dlaczego tak sie dzieje i przyznaję nie wiem
          sama.
          Pierwsza rzecz jaka mi przychodzi do glowy to- z glupoty wink)
          Tym bardziej ze jak piszesz nie klamie w sprawach zasadniczych.

          Nie mam zupelnie doswiadczenia z chlopakami wiec pewnie moje pomysly nie beda
          specjalnie trafione ale jak mam to sie podziele.

          Przy rozmowie musisz przede wszystkim podkreslac konsekwencje takiego
          zachowania- te blizsze to krotkotrwale sa takie ze przestaniesz ufac jego
          slowom i zaczniesz sie pytac czy cos zrobil z pominieciem jego osoby- taty czy
          kolegi. Te dalsze sa takie ze gdy bedzie chcial wyjsc na urodziny za rok czy
          dwa i obieca ze wroci o 22- nie uwierzysz i go nie puscisz jesli bedzie ci
          dawal ku temu podstawy. A jak bedzie chcial isc do kolegi sie pouczyc-
          zadwonisz do mamy kolegi sprawdzajac wersje. Oczywiscie nie musi sie to
          zdarzyc, ale jesli sytuacja bedzie nadal taka... itd.
          Druga sprawa jest taka- jesli on wobec ciebie jest nieslowny to niby czemu ty
          masz byc slowna wobec niego- sprobuj mu to uswiadomic. Mama nieslowna wobec
          faktu ze da na kino, pusci na urodziny, pozwoli zapisac sie na karate czy
          podwyzszy kieszonkowe jest dosyc powaznym argumentem.

          Ja mam same baby ale czasami stosuje w praktyce przyslowie "jak Kuba Bogu tak
          Bog Kubie" i zawsze sie okazuje ze mama ktora na dzien przestaje sluchac prosb
          (bo jej ne byly spelniane) jest calkiem powazna przeszkoda w egzystowaniu
          mlodego czlowieka.
        • jogo2 Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 20.02.04, 17:11
          Droga Wiolu,

          Przeczytałam Twoją odpowiedź i jakoś tak się zaniepokoiłam, że bardzo sobie
          wziełaś mój list do serca. Nie miałam intencji wystosować miażdżącej krytyki
          Ciebie, czy też Twojego sposobu wychowania. Jeżeli tak wyszło, to bardzo
          przepraszam.

          Serdecznie pozdrawiam,

          Joanna
          • wiolka2004 Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 01.03.04, 12:18
            Asiu!
            Wzięłam sobie Twój list do serca i nawet przypłaciłam to chwilowym
            przygnębieniem, ale jeszcze raz serdecznie Ci dziekuję. Czasami ogląd sytuacji
            kogoś totalnie spoza jest cenniejszy niz najcenniejsze rady
            najbliższych.Krytyka i owszem była mocna, ale gdybym nie oczekiwała szczerych
            wypowiedzi to nie odważyłabym się na własny wątek. Pozdrawiam. Wiolka
            • ewa2233 kara - nie!, konsekwencje-tak! 01.03.04, 14:08
              Wydaje mi się, że dobrym rozwiązaniem jest okazanie synowi, że się nie ma do
              niego zaufania i powiedzenie mu o tym, przy okazji kolejnego kłamstwa.
              Chodzi zwłaszcza o sytuację, na której synowi bardzo by zależało i co
              najważniejsze - by się wtedy nie ugiąć.
              Np.
              - Czy mogę wyjść do kolegi na urodziny?
              - A o której wrócisz ?
              - o 20.
              - Pomyślę i dam Ci odpowiedź wieczorem.

              A wieczorem powiedzieć, że niestety nie pozwolisz mu pójść, gdyż nie wierzysz,
              że wróci na czas, a Ty się nie chcesz martwić. Nie masz zamiaru też dzwonić do
              gospodarza i sprawdzać czy impreza się skończyła.

              Warto też zaznaczyć, że jeśli popracuje nad swoją słownością, Ty też zmienisz
              zdanie.

              U mnie działa podobne rozwiązanie w zakresie spóźniania się.
              Po spóźnieniu się z powrotem do domu, nie ma wyjść do kolegów.
              Nie jest to "karą", tylko konsekwencją zachowania:
              Obiecujesz - nie dotrzymujesz,
              więc ja nie zamierzam się denerwować i kolega może przyjść do ciebie, ale ty
              nie wyjdziesz.
              U mnie też zdaje egzamin: "działanie na wyobraźnię".
              Mówisz synowi: wyobraź sobie, że ja Ci obiecuję ... i później mam to w nosie.
              Jak się wtedy czujesz?
              I niech syn nazwie to, co czuje. Gdy powie na głos, lepiej się "usłyszy".
              Może podziała ... na jakiś czas.

              W ogóle podoba mi się zasada "nie karać" tylko dać odczuć konsekwencje.

              W ubiegłym roku szkolnym syn przez miesiąc utrzymywał, ze zjada obiady na
              świetlicy.
              Później okazało się, że nawet na świetlicy się nie zjawia!
              Daliśmy sobie cały dzień na przemyślenie i zapowiedzieliśmy "zebranie rodzinne"
              na następny wieczór.
              Nie wiedzielismy jak to zrobić, by syn "poczuł" konsekwencje tego oszustwa,
              a jednocześnie nie była to tzw. "kara".
              Wiedzieliśmy, że w syna przypadku brak kieszonkowego byłby najbardziej bolesny,
              ale jak to powiązać z obiadem?
              Mąż wpadł na pomysł, że przecież za obiady zapłaciliśmy, więc z kieszonkowego
              syn "odda" nam za 1 tydzień.
              Były oczywiście protesty i płacz, ale wytłumaczyliśmy, że my też nie lubimy
              wyrzucać pieniędzy, nie mówiąc o tym jak nie lubimy być oszukiwani.

              Od tej mamy spokój z obiadami i "kręceniem".

              P.S. Oczywiście nie ma ideału - małe "wpadki" się zdarzają smile
              • dagbe Re: kara - nie!, konsekwencje-tak! 01.03.04, 16:26
                Bardzo słuszne podejście wink Ale równie trudne w realizacji... Mój 10-latek też
                czasem "mija się z prawdą" (delikatnie mówiąc) i to w tak oczywistych i łatwych
                do sprawdzenia sprawach jak np. mycie zębów. Łagodniejsze konsekwencje i
                okropne awantury (związane z odkryciem kłamstwa) nie dawały rezultatu. Pomogło
                (ciekawe, na jak długo?) zawieszenie kieszonkowego. Nie jestem zwolenniczką
                działania "oko za oko". Skoro mówię dziecku, że należy mówić prawdę i
                dotrzymywać obietnic, sama nie mogę postępować inaczej nawet w odwecie. Ale już
                metoda "co by było, gdyby..." bardziej mi się podoba.
                Ale ja też już nie wiem, co robić, żeby ten brzdąc mnie nie okłamywał sad
                Narazie jest ścisła kontrola i weryfikacja każdego słowa we współpracy z
                wychowawczynią. Strasznie to uciążliwe, ale zaczyna przynosić efekty.

                Pozdrowienia,
                Dagmara

                PS. Na szczęście my za obiady płacimy "z dołu" wink
    • odalie Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 04.03.04, 14:14
      > Czy odkurzyłeś w swoim pokoju? Pada odpowiedź twierdząca, chociaż tak nie
      > jest. Co prowadzi do awantury po moim powrocie do domu. No bo po co mówi, że
      > zrobił, skoro nie zrobił?

      Sama sobie odpowiedziałaś na to pytanie. Pewnie woli mieć krótkoterminowy
      spokój i odłożyć "egzekucję". Nie bardzo mu się chce odkurzyć, obawia się
      marudzenia, wypominania (przez telefon?), woli przeciągnąć spokój. Ty i tak
      nawrzeszczysz (tak? tylko się domyślam), a przynajmniej będzie to później.

      Ograniczanie przyjemności to niekoniecznie jest w prostej linni sktek np.
      nieodkurzenia. Polecam wspólne negocjacje, najlepiej porządnie spisane na
      kartce.
      • granna Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 05.03.04, 08:08
        Witajcie
        JA nie mam doswiadczenia z tak duzym dzieckiem, wiec moze moje przemyslenia
        kogos wzburza, ale chciałam zapytac czy w tym problemie chodzi tylko o
        niewywiazywanie sie z obowiazków? No bo w sumie do tego prowadza Wasze wnioski
        i rady. A mnie sie przypomina jedna rzecz z dzieciństwa (wiek podobny). Jak
        moja mama "nakazała" odkurzyc to ja mimo, ze przed chwilka sama miałam na to
        ochote natychmiast sie zapierałam i odkurzyc nie chciałam. Nie lubiłam tez
        innych rzeczy natomiast chętnie bym sie jej w kuchni przysłużyła a słyszałam
        nie, bo stłuczesz bo trzeba szybko itd. Wiec jak ona kazała odkurzac to ja nie
        i co mi zrobisz? MOzesz mnie zbic i tak nie odkurze i juz. Wiem, ze byłam
        krnąbra i nieposłuszna, i ze pewnie madrymi metodami mozna to było ze mnie
        wyekzekwowac. Tylko po co? Teraz widze to inaczej. Czy dziecko zawsze musi
        robic to, co chcą rodzice? I nie chodzi tu o dotrzymywanie słowa, bo to na inna
        bajkę i powyższe rady forumowiczek w tej kwestii sa jak najbardziej
        przekonujące, wg mnie. Poza tym tak w jednymliście trudno opisac cała domową
        sytuacje, w jakich innych sytuacjach zdarzaja sie te konfabulacje. Mysle, ze
        Twoj syn albo nie lubi (po prostu) odkurzac albo moze działa na zasadzie z
        mojego dzieciństwa? Moze trzeba by z nim porozmawiac jesli nie lubi odkurzac to
        moze mógłby wykonywac inne obowiązki domowe, a od czasu do czasu synku moze bys
        jednak tez odkurzył? Ja tez tego nie lubie albo ja nie zdązę albo no wiesz nie
        zawsze robimy co lubimysmile
        Wiem, ze teraz łatwo mi sie mówi a zobaczymy co powiem za te 9-10 lat, ale
        teraz widze tę sytuacje właśnie tak.
        Pozdrawiam
        granna
        • ewa2233 Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 05.03.04, 10:04
          Co w takim razie z odwiecznym: "odrobiłeś lekcje" ?
          gdy było ustalenie, że zadania syn odrabia na świetlicy lub po powrocie do
          domu, do wyboru.
          Odp: Tak! Nie musisz sprawdzać, bo dwa razy sprawdziłem!
          Wieczorem okazuje się :
          "No co, każdemu się może przecież zapomnieć !"

          A przecież łatwiej mi przypomnieć przez telefon, niż dopiero po przyjściu do
          domu!
          I jak wybrnąć z tej sytuacji by nie "narazić" dziecka na myśli:
          "właśnie miałem to zrobić, ale dlatego, że mi przypominasz - nie zrobię" ?

          W wypadku obowiązków szkolnych chyba działa to trochę inaczej.
          Gdy postanowiliśmy "książkowo" -w wyniku negocjacji- że syn będzie ponosił
          konsekwencje braku zadań (to było w 2. klasie), po jakimś czasie okazało się,
          że przez cały weekend od rana do wieczora nadrabiał zaległości, które "wyszły"
          przypadkiem, po konfrontacji z innym uczniem.
          Niestety nie tylko syn poniósł konsekwencje, bo my musieliśmy mu pomóc w
          rozumieniu zadań i skoncentrowaniu się !
          Jednak nasza pomoc była zakrojona też na większą skalę.
          Poprosiliśmy panią wychowawczynię, by posadziła obok syna kogoś bardziej
          sumiennego, kto pilnowałby, żeby syn zaznaczał to, co jest przerabiane na
          lekcji oraz zadania domowe.
          Pani niby była skłonna pomóc, ale musieliśmy ją prosić kilka razy,
          by trochę bardziej przypilnowała naszego ucznia.
          Wiadomo ! "Nie on jeden jest w klasie i gdybym tak chciała każdego" ...
          Ale przecież rodziców nie ma w klasie i nie ma innej możliwości, jak
          przypilnowanie przez panią lub kogoś z kolegów.
          Z reszta chodziło tylko o ZAZNACZENIE przerabianych zadań, a nie pilnowanie czy
          syn rozwiązuje je na lekcji.
          Częściej konfrontowaliśmy też przerabiany materiał z kolegą syna, zgodnie z
          zasadą "ograniczonego zaufania" w wyniku konfabulowania wink)

          Muszę przyznać, że dało to efekty, choć i w tym roku szkolnym zdarzyła się
          poważniejsza "wpadka".
          No, cóż ... każdemu może się zapomnieć wink
          • granna Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 05.03.04, 11:14
            Ewo
            To troche podobna sytuacja,ale jednak inna, bo sa obowiązki, którym podlegamy i
            którym sie musimy poddawac czy sie nam podoba czy nie (chodzenie do pracy i
            praca i chodzenie do szkoły i nauka) a co innego obowiazki podlegajace jakims
            negocjacjom typu domowe porządki smile Niby to samo bo obowiązek obowiazkiem tylko
            jakby etymologia innasmile Jak to mówią zaufanie dobre, ale kontrola jeszcze
            lepszasmile Autorka pierwszego postu pytała czemu syn mówi ze "tak" skoro "nie" i
            mysle, ze trafna odpowiedzią jest post mojej poprzedniczki, ze odsunie na
            troche awanture. Nie wiem co moja mama miała zrobic, zebym zmieniła swoja
            postawe w kwestii odkurzania, ale w kwestii lekcji nie miałam takich problemów,
            jakos miałam zakodowane, ze obowiazki szkolne nie podlegaja negocjacjomsmile) Choc
            fakt, rodzice mnie nigdy specjalnie nie kontrolowali, więc czasem wpadki sie
            zdarzałysmile W koncu nie jesteśmy automatami a wydaje mi sie ze sumiennosć i
            obowiązkowosc to tak troche wrodzone chyba są? Bo sa ludzie, nad którymi trzeba
            stac całe zycie nad głowa i ich popychac a są którzy bez mrugnięcia robia
            wszystko dokładnie, solidnie, sumiennie.

            A przecież łatwiej mi przypomnieć przez telefon, niż dopiero po przyjściu do
            > domu!
            Jesli ma sie takiego "zapominalskiego" syna to rzeczywiscie trzeba przypomniec
            i bardzo dobrze, myślę, jesli wie sie dokłądnie co mial zrobic a nie tylko
            zrobiłes co miałes do zrobienia. Moze ktos sobie pomyśli, ze to nadmierna
            kontrola czuwanie i życie za dziecko, ale jeśli ktos jest tak "zaprogramowany"
            to po prostu trzeba mu pomoc i tyle smile
            Kończe bo sie rozpisałam moze niepotrzebnie smile)
            pozdrawiam
            granna
            • ewa2233 Re: Jak poradzić sobie z konfabulującym 11-latkie 05.03.04, 14:19
              Mój syn wie, że obowiazki szkolne nie podlegaja negocjacjom, ale chyba trafnie
              to zostało "zdiagnozowane" - na trochę odsunie awanturę smile)
Pełna wersja