widze ze tu nie mozna miec problemu z dzieckiem !!

21.02.04, 22:09
Prosilam o pomoc ale widze ze to zbyt obsceniczne by duze dziecko moglo spac
z rodzicem w jednym lozku!!! A ja mam taki problem, moja corka nie chce spac
w swoim lozku i ciagle wciska sie nam do lozka albo pprobuje przekupic by
mogla tylko space ze mna. Fakt ze ja kiedys - karmic ja piersia - sama ja do
tego przyzyczailam. Po prostu bylo wygodnie, teraz to juz nie do zniesienia.
Psycholog, u ktorego bylismy stwerdzil ze dziecku brakuje poczucia
bezpieczenstwa i dlatego chce spac w jednym lozku. To tak jak niemoc
rozstania sie ze zmoczkiem u niekturzch dzieci. Czy ktos ma podobny problem,
bo ja jestem u kresu wytryzmalosci, Maz takze! Drogi administraotorze to
powazny problem wychowawczy a nie tresci obsceniczne wiec nie ma potrzeby
wyrzucac moich pytan!!!
    • mimarzena Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 21.02.04, 22:40
      Ile lat ma Twoja córka? Moja ma 3 i praktycznie co noc do naszego łóżka
      przychodzi. Staram sie ja odnosić jak usnie, ale częściej to ja się do
      niej "przeprowadzam". Dzieki temu ona śpi u mnie, a ja jestem wyspana (u niej).
    • kubusb1 Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 21.02.04, 22:56
      Nienapisalas ile lat ma twoja corka, ja z moim malym spie od samego poczatku,
      tj od 2,7 roku, jak narazie mi to nieprzeszkadza. Prubowalismy klasc malego do
      jego luzeczka, wcale nieprotestowal spal ladnie cala noc, dopiero ok 8 rano
      przyszedl do nas. Moze dla tego ze ma bardzo mocny sen w nocy nic niejest w
      stanie go obudzic. Natomiast mala mojej siostry za nic niechce spac sama jesli
      w pokoju jest zgaszone swiatlo. Siostra wlancza jej cicho muzyke, zapala lampke
      i mala wtedy ladnie spi cala noc u siebie.
      • szklankapozebach Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 22.02.04, 00:47
        Gdyby moje dziecko mialo mniej niz 5 to chyba tez nie widzialabym problemu, ale
        ma 11 lat, to juz prawie nastolatka!!!!!!!!!!!!!!!
        • mamongabrysi Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 22.02.04, 17:22
          jak miałam lat siedem i poszłam do szkoły zaczęłam się bać sama spać -
          opowieści o duchach. Potem spanie ztatą weszło mi w nawyk i trwało do czwartej
          klasy a może dłużej.Jak byL babcia to spałam zbabcią, jak siostra cioteczna to
          z nią .BudziLam się w nocy na siusiui potem nie mogłam zasnąć bo wszędzie
          czaiły się strachy. Potem samo przeszło- pomogły chyba kolonie letnie. Moze
          rzeczywiscie lampka pomogłaby na strachy?
          Ania co nie chciała sama spać
    • kalpa Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 22.02.04, 08:22
      Różnie bywa. Moi znajomi mają już dorosłego syna, który spał z nimi w łóżku do
      prawie 14 roku życia. Oni wogóle bardzo dopieszczali swoje dzieci i starszą
      córkę i syna. I wcale żadne z nich nie wyrosło na ciapę! Wręcz przeciwnie!
      Obydwoje są fantastycznymi ludźmi, już dorosłymi, Aśka ma cudną dwojkę dzieci,
      i jest niezwykle czułą mamą. Mam wrażenie, że ta silna więź emocjonalna tylko
      im pomogła rozwinąć skrzydła. Nie twierdzę, że spanie w łóżku z dzieckiem do
      czasów nastoletnich jest przyczyną sukcesu, ale raczej ta ciągła gotowość do
      zrozumienia i szanowania wszelkich potrzeb swoich dzieci. Ci znajomi do dziś są
      tacy fajni, rewelacyjnie zajmują się wnukami i powiem szczerze, że czasami
      dyskretnie zazdroszczę, że tak im wszystkim razem fajnie. I nie widzę nic złego
      w tym, że dziecko długo śpi z rodzicami. My też śpimy razem z synkiem od
      początku, ma teraz trzy lata. I dobrze nam z tym.
      Pozdrawiam
      Kalpa
    • too-tiki Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 22.02.04, 22:44
      A ty lubisz apać sama? Ja nie. Ja spałam zawsze przy którymś z rodziców, a
      kiedy miałam lat 12, a mój brat 5 to cała nasza czwórka (czyli my + rodzice)
      razem - mieliśmy olbrzymie łóżko rodzinne. Po przeprowadzce spałam razem z
      bratem, bo on się często bał ,jak już dostałam własny pokój (14 lat) sama, a
      młody wczepiał się do któregoś z rodziców do 13-go roku życia.
      Kup małej lampkę, którą będzie mogła mieć włączoną całą noc (patent moich
      rodziców, brat do dziś tylko tak śpi). Zafunduj rodzeństwo, z którym będzie
      spać, hehe
      Albo zwierzaka, może to i niektórych fanatyków higieny zniesmaczy, ale jak się
      bałam sama spać, to brałam do pokoju psa - jeszcze jako 14-latka i pomagało,
      ważna była sama obecność czegoś żywego.
      • szklankapozebach Re: mamy kotka i lampe tez przerobilismy 23.02.04, 01:22
        Dzieki za wszelkie rady, ale to wszystko przetestowane. Wolalabym jednak, by
        dziecko w tym wieku spalo we wlasnym lozku. Co innego przychodzenie do rodzicow
        rano - to jeste calkiem fajne, ale awantury wieczorne o to kto dzis bedzie spal
        z mama to nic milego. Maz sie strasznie buntuje. ja tez jestem juz wykonczona.
        Po drugie mala terrorystka zada by gasic swiatlo, nie czytac, nie ogladac
        telewizji. To naprawde meczace. Gdzies popelnilismy blad, nie wiemy jak go
        teraz wyprostowac. A nawet jak zdarzy sie jej jakas noc we wlasnym lozku to spi
        bardzo kiepsko. Stoi nad nami 4 razy w nocy a przy kazdym najmniejszym ruchu
        zaraz wstaje i zjawia sie kolo lozka. Zero wypocznku, zero swobody, zero
        intymnosci!!!
        • granna Re: mamy kotka i lampe tez przerobilismy 23.02.04, 08:41
          A ten psycholog nie podpowiedział Wam przy okazji jak jej zwiększyc poczucie
          bezpieczeństwa i gdzie szukac przyczyny jego braku? MOze nie szukajcie sposobu
          na dziecko tylko spróbujcie rozwikłac jaka jest przyczyna braku bezpiecznstwa u
          Waszej córki, to moze problem zniknie sam?
          pozdrawiam
          granna
        • burza4 Re: mamy kotka i lampe tez przerobilismy 23.02.04, 10:42
          O Boze, jak ja kocham takie psychologiczny bełkot... z tym poczuciem
          bezpieczeństwa to wierutna bzdura! po prostu kwestia przyzwyczajenia, nic
          więcej. Nigdy nie byłam szczególnie czułą matką, pracowałam odkąd mała miała
          rok z kawałkiem, nie ekscytowałam się macierzyństwem, a jednak zawsze moja
          córka zasypiała w swoim łóżeczku z uśmiechem na ustach, nie budziła się w nocy,
          nie przychodziła do mojego łóżka. Spanie w moim łóżku wchodziło w grę wyłącznie
          w razie ciężkiej choroby, natychmiast po wyzdrowieniu dziecko wracało do
          siebie. Bezapelacyjnie! Nie znoszę spać z wiercącym się szkrabem, nie potrafię
          się wyspać, że już nie wspomnę o relacjach małżeńskich. Nie jestem w stanie
          wyobrazić sobie awantury w tym względzie - moje dziecko po prostu wiedziało
          świetnie, że nie ustąpię. Moja sypialnia zawsze była moją ostoją - miejscem
          wypoczynku, moja córka doskonale o tym wie i wcale jej to nie przeszkadza, że
          nie ma tam wstępu. Wiele wskazuje na to, że to córka w waszym domu dyktuje
          warunki wam, rodzicom, a nie odwrotnie i to tu lezy problem. Co to znaczy, że
          nastoletnie dziecko nie rozumie, co się do niego mówi? Że rodzice są zmęczeni i
          mają prawo do odpoczynku? Gdzieś tam parę lat wstecz zabrakło wam konsekwencji
          i tyle. Co gorsza, teraz uczycie ją ignorowania odczuć i potrzeb innych ludzi,
          skoro kwestia waszego samopoczucia jest jej tak doskonale obojętna.

          Co robić? jest tylko jedno rozwiązanie - konsekwencja i egzekwowanie ustaleń. A
          mąż jest w tym wszystkim równie uległy? I czy młoda wyjeżdzała kiedyś sama na
          kolonie? co wtedy ze spaniem?
          • magda.evie.zoe Re: mamy kotka i lampe tez przerobilismy 23.02.04, 14:06
            może ton listu burzy jest niezbyt miły ale częściowo się z nią zgadzam. spanie
            w łóżku rodziców może być spowodowane lękiem, ale Ty (szklankapozebach) jako
            mama najlepiej ocenisz, czy o to chodzi. Możliwe jest również, że relacje w
            Waszym domu stoją na głowie - i na to tu wygląda (żądania córki, żeby zgasić
            światło, nie czytać, itp). No bo skoro chcesz spać sama z mężem, to należy po
            prostu o tym powiedzieć dziecku i to egzekwować. Możesz jej wytłumaczyć,
            dlaczego - bo się nie wysypiasz, itp. - ale wcale nie musisz, to jest Twoje
            prawo. Tu nie ma miejsca na obawy. Może też chodzić o to, że Twoja córka chce
            zająć Twoje miejsce w rodzinie - w łóżku obok Twojego męża - to z
            psychoanalizy. To się częściej zdarza u mniejszych dzieci - ale u Was ten
            problem najwyraźniej nie został rozwiązany. Czy córka wspomina coś o tym, żę
            chce zostać żoną taty, czy są w dobrej komitywie, niejako przeciwko Tobie
            (mówię o codziennych sprawach)? Jeśli by to było to, to należy dziecku
            powiedzieć, że "to jest mój mąż, jak dorośniesz wybierzesz sobie męża spośród
            rówieśników; małżeństwo śpi razem, dzieci śpią oddzielnie".
            Ale myślę, że po prostu brakuje Ci asertywności - może skoro mąż jest zły z
            powodu towarzystwa w nocy, to niech on wymaga od córki samodzielności.
            i jeszcze do burzy - ja uważam siebie za czułą matkę, siedzę z dziećmi już
            ponad 3 lata i bardzo ekscytuję się macierzyństwem, ale moje dzieci nigdy ze
            mną nie spały - za wyjątkiem szczególnych okoliczności, jak u Ciebie.
            • burza4 Re: mamy kotka i lampe tez przerobilismy 23.02.04, 14:47
              Madzia, mi chodziło o to, że co to za psycholog który tak jednostronnie
              podchodzi do sprawy? powinno go zainteresować również, jaka jest ogólna
              sytuacja i pozycja dziecka w domu i jak to się stało, że rodzice nie są w
              stanie wyegzekwować pewnych zachowań u dużej i rozumnej już przeciez
              dziewczyny? To takie modne teraz - ciach - poczucie bezpieczeństwa i z głowy.
              100 zł się nalezy. I to wszystko? A na jakiej podstawie on stwierdził te
              zaburzenia bezpieczeństwa? tylko na takiej, ze dziecko chce spać z rodzicami? A
              nie zainteresowało go to, że (jak z postu wynika) młoda lubi postawić na swoim?
              że dyryguje rodzicami a oni nie bardzo wiedzą jak się przeciwstawić? Brak
              poczucia bezpieczeństwa można wyczuć na co dzień, niekoniecznie w nocy (i
              akurat zachowanie dziecka w dzień jest bardziej miarodajne wg mnie) - czy nie
              odstępuje rodziców na krok, jak sobie radzi w grupie dzieci, czy jest
              samodzielne, czy raczej niepewne i zahukane itd. Z kolei jeśli jest śmiałe i
              ufne, otwarte na świat, dobrze się dogaduje z rówieśnikami, to skąd wniosek o
              tym, że nie czuje się bezpiecznie? No, chyba, jeśli w małżeństwie coś zgrzyta i
              ona to wyczuwa i stara się jakoś po swojemu zjednoczyć rodziców, ale to
              naciągana teoria.

              Gorzej, że ta mała ma najwidoczniej w nosie odczucia rodziców, przecież na
              pewno nie raz tłumaczyli jej że są zmęczeni wspólnym spaniem? Ją zmęczenie
              rodziców nie interesuje, bo ona chce i już. Ktoś jednak nauczył ją myśleć
              głównie o sobie i przyzwyczaił do tego, że rodzice mają się ciągle poświęcać, i
              że od rodziców się oczekuje spełnienia swoich zachcianek ich kosztem - i to ma
              być norma? Pamiętajcie o jednym - za rok, dwa ona będzie dojrzewać, za chwilę
              zacznie miesiączkować, zacznie się "trudny wiek", jak teraz nie przykróci się
              cugli, to za chwilę będą problemy... Bo wtedy 100 razy trudniej jest
              wyegzekwować cokolwiek.

              Madzia - nie chodzi o to, że to gorzej/lepiej, jak dzieci śpią z rodzicami.
              Dopóki to nikomu z nich nie przeszkadza, jest ok. Każdy ma swój model. Ale
              dziwię się, jak można latami podporządkowywać się kaprysom dziecka - ze szkodą
              dla siebie i małżeństwa i nie potrafić nic z tym zrobić? To kto tu ma kogo
              wychowywać?
              • szklankapozebach Re: Burza ma racje!!! 23.02.04, 22:12
                Dzieki Burza! Masz w 100 procentach racje. To raczej mnie przytdalby sie
                prycholog - ale to chyba trauma z dzicinstwa. Bez rodzicow z ciaglym
                niedostakiem milosci. I oczywiscie popelnilam blad - w imie malpio pojetej
                milosci do wlasnego dziecka, ktoremu wszystko wolno. Zginelam z wlasnej broni.
                • burza4 Re: Burza ma racje!!! 24.02.04, 15:11
                  Działaj, działaj! im szybciej, tym lepiej. Wszystkie chcemy jak najlepiej i
                  czasem z ogromnym zaskoczeniem dowiadujemy się, że ta "dana" przez nas miłość
                  niekoniecznie oznacza, że nasze dziecko automatycznie wyrobi w sobie empatię.
                  Z własnego podwórka - u mnie zadzwonił ostrzegawszy sygnał, kiedy moje dziecko
                  żywiołowo interesowało się nie stanem zdrowia babci (która złamała nogę), tylko
                  pluszowym króliczkiem, który babcia dla niej w jakims konkursie dostała. No i
                  palnęłam kazanko, że jak to? to babcia tyle dla niej robi, tak się troszczy,
                  tak ją kocha, a ona nawet nie spytała jak się babcia czuje tylko o króliku?!
                  Dziecko moje wydawało się skruszone, po czym wparowało do babci i od progu bez
                  nabierania powietrza w płuca wypaliło
                  rozkosznie: "cześćbabciajaksięczujeszigdziemasztegokrólika???" smile

                  i rób co chcesz...
    • judytak Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 23.02.04, 11:09
      może przemeblować mieszkanie?
      zamiast "jeden pokój dla rodziców, jeden dla dziecka",
      będzie "jeden pokój sypialny" - gdzie stoi łóżko małżeńskie, plus osobne łózko
      dziecka, nie przylegająca do łóżka rodziców
      oraz "jeden pokój dziennej aktywności" - gdzie można oglądać telewizję, czytać
      itp. itd., nawet kiedy dziecko już śpi

      albo: wstawić dla siebie materac do pokoju dziecka, obiecać, że będziesz tam
      spała, póki się dziecko nie przyzwyczai do swojego pokoju, spać tak przez
      miesiąc, potem spróbować stopniowo się wyprowadzić?

      a może poważnie porozmawiać z dzieckiem? powiedzieć, to, co tu napisałaś, że
      dla ciebie to duży problem i jesteś bardzo zmęczona tą sytuacją, powiedzieć,
      jak chciałabyś to rozwiązać, wysłuchać, jak dziecko chciałoby to rozwiązać i
      wypracować razem jakieś rozwiązanie - przecież dziecko w tym wieku już można
      traktować partnersko i można liczyć na to, że rozumie, że rodzice potrzebują,
      żeby im pomogło

      ja tu teoretyzuję, bo nigdy nie spałam z dziećmi
      do wieku dwóch lat tak się przyzwyczajają do spania "u siebie", że nawet jak są
      chore, ni chcą inaczej, na szczeście

      pozdrawiam
      Judyta
      • dominikams Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 26.02.04, 08:31
        A ja myślę, że trzeba ukrócić od razu - miesiąc na materacu w pokoju dziecka -
        powolne wycofywanie się - to dobre dla maluchów, a tu Panience trzeba po prostu
        przekazać że od dziś jest tak a tak i już. Pomoc taty wydaje mi się niezbędna,
        ale z tego co piszesz, to on jest jak najbardziej za, więc się pewnie włączy.
        Słuchaj, strasznie ci współczuję, że musisz przez to przechodzić i trzymam za
        ciebie kciuki.

        A jak jest z innymi sferami waszego życia - czy córka też rządzi?
        • judytak Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 26.02.04, 15:49
          > A ja myślę, że trzeba ukrócić od razu
          > Panience trzeba po prostu
          > przekazać że od dziś jest tak a tak i już.

          mi się zdaje, że jakby koleżanka potrafiła tak, to już dawno by tak zrobiła, i
          nie miałaby teraz problemu...
          J.
          • szklankapozebach Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 26.02.04, 21:11
            Dzieki za wszystkie rady i podpowiedzi. Chyba wychodzimy na prosta -
            przprowadzilismy wspolnie rozmowe, w ktoej szczerze opowiedzielismy, jak bardzo
            nam to wspolne spanie przeszkadza i ze odejscie z maminego lozka nie oznacza
            przeciez zerwania silnych wiezi. Dwie noce minely spokojnie! Nie docenilismy
            wlasnego dziecka, z ktorym wystarczylo powaznie porozmawiac, ciut zawstydzic
            tym wspolnym lozkiem i chyba bedzie teraz ok.
            Co do watku przykrych doswiadczen mlodej w kwestiach szkolnych lub co gorzej
            nachalnego sasiada jestemy pewni, ze jest ok.
            • bajb1 Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 29.02.04, 20:25
              No i jak tam szklankapozebach? Jestem żywo zainteresowana po 144 tygodniach
              nieprzespanych nocy (moja córeczka upiór nocny ma 2,9). Wpierw było nocne
              karmienie, potem podawanie flaszki, a teraz upiór wędruje po 3 godzinach od
              zaśnięcia. Dziś miała do mnie pretensje, że się rozpychałam (!!!!). Jestem na
              granicy zwariowania. Twoje przygody przekonały mnie ostatecznie, że trzeba coś
              zrobić. Ludzie, czy komuś udało się zwalczyć nocnego upiora takiego jak mój?
              Napiszcie. Bajb usypia na swoim tapczaniku, z flaszką, z mamą siedzącą obok.
              Budzi się po trzech godzinach, przyłazi do rodziców, co jakiś czas domaga się a
              to picia, a to mleka. Z powodu picia leje bez opamiętania i ciągle śpi w
              pielusze. Pomocy!!! Jak Wam się udało?
    • nilka13 do Burzy 26.02.04, 13:47
      i ogólnie też; to "poczucie bezpieczeństwa" to nie taki znowu bełkot, psycholog
      jak najbardziej ma rację i- tu Cię rozbawię- Ty też. Bo konsekwencja, o której
      mówisz, to nic innego, jak część pocz. bezpieczeństwa; dziecko MUSI znać
      granice, żeby czuć się bezpieczne, a te granice MUSZĄ wyznaczyć mu rodzice.
      Myślę, że dziewczyna doskonale wyczuwa bezradność rodziców i ją wykorzystuje. Z
      jednej strony to dobrze- da sobie radę w życiuwink, z drugiej- jakieś normy
      pożycia muszą ją już obowiązywać, bo inaczej problemy się rozrosną na inne
      sprawy. To jedna strona medalu. Druga, to taka, żeby delikatnie wybadać,
      czy "młodej" się coś nie "przytrafiło" lub "przytrafia" poza domem- typu
      nachalny sąsiad, złośliwe koleżanki, wredna nauczycielka czy inne koszmary
      dzieciństwa, które potem leczy się latami na kozetce u terapeuty...
      • burza4 Re: do Burzy 27.02.04, 11:15
        nilka13 napisała:

        > i ogólnie też; to "poczucie bezpieczeństwa" to nie taki znowu bełkot,
        psycholog jak najbardziej ma rację i- tu Cię rozbawię- Ty też. Bo
        konsekwencja, o której mówisz, to nic innego, jak część pocz. bezpieczeństwa;
        dziecko MUSI znać granice, żeby czuć się bezpieczne, a te granice MUSZĄ
        wyznaczyć mu rodzice. Myślę, że dziewczyna doskonale wyczuwa bezradność
        rodziców i ją wykorzystuje. Z jednej strony to dobrze- da sobie radę w życiu;-
        ), z drugiej- jakieś normy pożycia muszą ją już obowiązywać, bo inaczej
        problemy się rozrosną na inne sprawy. To jedna strona medalu.

        Generalnie rozumuję podobnie, ale jak obserwuję takie "uproszczone rozumowanie"
        u psychologów to mna rzuca. Nie zgadzam się w jednym - z mojego punktu
        widzenia, jeśli ma dawać sobie radę w żyiu kosztem innych, to nie jest to żaden
        powód do radości niestety. Powiem wam, że późno się obudziłam jeśli chodzi o
        egoizm mojego dziecka. Długo tłumaczyłam, że powinna zwracać uwage na innych,
        że np. wracam z pracy i jestem zmęczona. Długo trwało, ale jaką radością
        przepełniła mnie sugestia córki "ty sobie usiądź mamuś, zrobię ci herbatkę".
        Dziecko musi zrozumieć, że żyje w interakcji z innymi osobami (często na
        zasadzie jak Kuba Bogu...), a nie być utrzymywanym w sztucznej sytuacji, że
        reszta świata służy do tego, zeby jej było wygodnie.

        Druga, to taka, żeby delikatnie wybadać, czy "młodej" się coś
        nie "przytrafiło" lub "przytrafia" poza domem- typu nachalny sąsiad, złośliwe
        koleżanki, wredna nauczycielka czy inne koszmary dzieciństwa, które potem leczy
        się latami na kozetce u terapeuty...

        Naturalnie - trzeba wyczuć, czy coś za tym nie stoi. Ale też nie wierzę,
        żeby "coś działo" codziennie przez wiele lat! Z kolei - załóżmy że dziecko jest
        nadwrażliwe i dla niej drobne zdarzenia dnia codziennego są niewspółmiernie
        istotne - to tym bardziej psycholog powinien problem rozpoznać? Bo takim
        nadwrażliwcom trzeba pomóc się uodpornić. Żeby nie robić z igieł wideł. Ale z
        postu nie wyłania się raczej obraz nieśmiałej, zagubionej dziewczynki, ale
        tupeciary. Stąd nie wierzę po prostu w wersję o braku poczucia bezpieczeństwa i
        myślę, że psycholog odwalił sprawę po łebkach.
        • nilka13 Re: do Burzy 28.02.04, 00:50
          Ha- mnie ten "królikodbabci" na kolana śmiechem powalił. Też nie chciałabym
          ocknąć się za późno. Synek jeszcze mały i nieustająco grzeczny, ale w
          uwielbieniu mogę to i owo przeoczyć. Bo przyznaję, że cudze dzieci mi się
          łatwiej wychowujewink Swoją drogą, tydzień mija; ciekawe, jak tam linia frontu
          u "szklankapozebach" (i czy mąż się udziela)? Pa- Nilka
    • kika31 Re: widze ze tu nie mozna miec problemu z dziecki 27.02.04, 15:13
      Kup dziecku jakieś super odlotowe łóżko. Dla chłopca moze to być samochodzik.
      Nie mam pojęcia co w tym stylu produkują dla dziewczynek, ale z pwnością coś
      fajnego jest na rynku.
      U chłopca znajomych pomogło.
Pełna wersja