dziub_dziubasek
02.05.10, 18:26
Problemem są dla mnie wyjścia na plac zabaw- na początku jest pokojowo
nastawiony, ale po kilku chwilach zaczyna się cyrk:
- bo on coś tam robi a inni mu przeszkadzają- przy czym zagarnia dla siebie
pół piaskownicy rysując linię i wrzeszczy jak tylko ktoś próbuje ją przekroczyć.
- wymyśli sobie jakąś zabawę- np. w gotowanie i gromadzi sobie wszelkie
potrzebne rzeczy. Jak ktoś ma coś co on chce to stoi nad nim i powtarza w
kółko: daj mi to, proszę.
Jeśli po kilkukrotnym powtórzeniu nie otrzymuje tej rzeczy zaczyna się wrzask,
ze tamto dziecko jest niegrzeczne, bo nie chce mu dać.
Kiedy tłumaczę, że przecież ma prawo się tym bawić i jak on by się czuł gdyby
ktoś w ten sposób do niego podchodził, i że przecież on też nie zawsze chce
się dzielić tym czym się bawi (i nie jest nigdy do tego przez nas zmuszany),
wydaje się, ze coś do niego dociera, ale za kilka chwil zachowuje się
dokładnie tak samo.
- nie słucha co się do niego mówi. Zdarza się, ze tak się zatraci w zabawie,
ze sypie piachem dookoła- na inne dzieci, ich opiekunów. Zwracam mu uwagę,
przeprasza, i nadal sypie.
- ostatnio po kilku takich akcjach zapowiedziałam, ze jeszcze raz powtórzy
któreś z wymienionych wyżej zachowań to wracamy do domu, bo pobyt na placu
wyraźnie nie sprawia mu frajdy. No i oczywiście powtórzyły się wrzaski, ze on
coś chce a ktoś inny nie chce mu dać. Musiałam go wyjąć na siłę z piaskownicy,
bo po dobroci iść nie chciał. Zaczęła się histeria, łącznie z leżeniem na
ziemi, uderzeniem mnie i wrzaskiem że jestem niemiła i niegrzeczna.
Dla mnie było to fatalne doświadczenie bo nawet obecne na placu dwulatki nie
były az tak histeryczne... Nie iem jak udało mi się zachować spokój,
przytrzymać go na ławce, aż skończy się rzucać (nie mogłam go po prostu
wynieść, bo jeszcze musiałam zgarnąć wózek, zabawki i jego młodszą 19 mies.
siostrę). Wychodziliśmy już tylko z płaczem, bez histerii.
jak się uspokoił rozmawiałam z nim, tłumaczyłam, i wydawać by się mogło, ze
coś dotarło, ale przyznam, ze po tym wszystkim boję się iść z nim na plac, bo
boję się, ze znowu sytuacja się powtórzy...
Nie sądzę by to była jakaś zazdrość o siostrę, bo do tej pory takich zachowań
na placu zabaw raczej nie było, w przedszkolu panie bardzo go chwalą, że się
dzieli, że umie się bawić razem z innymi, więc nie wiem czemu przy mnie staje
się taki "dziki". w domu generalnie zgodnie się z siostrą bawią, nie wyrywa
jej nic zawsze proponuje coś na wymianę, a jak ona nie chce mu czegoś dać to
daje sobie wyjasnić, ze nie musi...
Staram się poświęcać mu dużo czasu- czasem nawet mam wrażenie, ze jego
młodszej siostrze poświęcam za mało czasu.
Może macie jakieś rady jak z nim rozmawiać i postępować? Bo moze ja coś źle
robię tylko tego nie widzę...