bluenote1
03.05.10, 14:05
czy realizacja za wszelką cenę własnych niespełnionych planów? A może
chorobliwe ambicje rodzica?
Dzieci uczą się bardzo dobrze (średnia ocen w granicach 4,8, również w klasie
maturalnej). Biorą udział w konkursach i olimpiadach przedmiotowych z
sukcesami, nie spektakularnymi, ale w miarę ich możliwości. Tatuś - to wciąż
za mało. A jakie one mają zainteresowania? Synu, idziesz do liceum, czym
chcesz imponować? Dlaczego nie czytasz książek, czym ty się wlaściwie
interesujesz? Córka zainteresowała się fotografią, ale potem zrezygnowała,
łatwo się zniechęca - opinia tatusia. Wzięła udział w olimpiadzie z polskiego,
a dlaczego nie z angielskiego jeszcze?. Na wymarzone studia na pewno się nie
dostanie, za mało się uczy. I tak w kółko. Wieczne dokręcanie śruby.
I tak sobie myślę. Może to dobrze, że rodzic dopinguje, zachęca, dba. A może
dzieciaki są przeciążone i zestresowane ciągle podnoszącym poprzeczkę ojcem?
Gdzie jest granica naszego zachęcania a naszych zbyt wygórowanych ambicji
rodzicielskich?