agresja.. smutek

26.06.10, 18:03
Jestem nianią 2-letniego chłopca, którego zachowanie bardzo mnie zastanawia.
Mimo, że minęły już 4 m-ce od dnia kiedy pojawił się u nas on wciąż
terroryzuje nas płaczem. Na pewno jest dzieckiem bardzo rozpieszczonym, w
dodatku mama jeszcze karmi go piersią w nocy (to już raczej chyba forma
przytulenia, czułości). On prawie nigdy nie jest pogodny, rzadko kiedy się
uśmiecha. Wiem, że próbuje nas "urobić" pod siebie tak jak dotąd wszystkich w
tym poprzednią nianię również. Tulę go dużo, czasem ponoszę, aby nie robić
gwałtownych zmian, ale jednak mocno zmuszam do samodzielności tj. schodzenie
na nóżkach po schodach, spacerki na nóżkach, ubieranie czegokolwiek, choćby
skarpetek, przynoszenie sobie samemu picia, które stoi niedaleko lub w drugim
pomieszczeniu, ale w zasięgu jego rączek. Kiedyś za to, że odmówiłam mu
przyniesienia picia z drugiego pokoju przez co sam musiał pójść nie dał mi o
tym zapomnieć przez kolejne 20 minut wyjąc i jęcząc wymuszająco. Ponieważ
oprócz niego mam też inne dzieci pod opieką w tym własną trójkę więc nawet
nierealnym byłoby całkowite poddanie się jego "wymogom". Próbowaliśmy go na
miliony sposobów "rozruszać", ale nie da się. Wiecznie ma chmurne oczy żalu
czy złości big_grin

Poza tym widzę, że źle toleruje obecność obcych ludzi, zawsze wtedy zawodzi
(łzy nie zawsze lecą), domaga się na ręce i ucieka wzrokiem od tych osób, a
potem za jakieś 20-30 minut flirtuje i gaworzy sobie z nimi w najlepsze.

Największym problemem tu jest jednak jego zachowanie PRZY MAMIE. Momentalnie
zamienia się w łobuza, gryzie, szczypie, kopie inne dzieci, szarpie za włosy w
jakiejś nieokreślonej furii i często zupełnie bez powodu. Gdyby było to
spowodowane np. zabieraną mu zabawką lub gdyby to on chciał komuś zabrać
zabawkę to chyba mogłabym to zrozumieć. Tylko, że on sprawia wrażenie takiego
co bije za sam wygląd. Była kiedyś taka sytuacja jak jedna z mam
przyprowadziła swoją córcię, dopiero co ją rozebrała z kurteczki i puściła by
poszła się pobawić z innymi i w tym momencie on podbiegł ni z tego ni z owego
do niej i zaczął ją targać, kiedy nic mu nie zrobiła! Przy mnie tego już nie
robi (adaptował się 3 dni), przy tacie też nie (przynajmniej u nas), ale jak
przychodzi mama momentalnie po przywitaniu się z nią wpada w tą swoją furię.
Oprócz tego rozrzuca celowo zabawki, psuje innym zabawę i to wszystko
wyłącznie PRZY MAMIE. Mama reaguje na jego zachowanie, strofuje go, ale
uważam, że za lekko, bo on jej kompletnie nie słucha. Nie ma zbyt wielkiego
autorytetu u niego, choć to z nią najbardziej jest związany, bo tylko o nią
woła jak już płacze. Dlaczego tak jest? Rozmawiałam i z tatą na ten temat i z
mamą i nikt nie wie, z czego mama nawet problem bagatelizuje, a tata wspomina,
że gdy są sami (on i syn) w odwiedzinach gdzieś nie zdarza mu się taki wybuch
agresji, ale gdy są z mamą to wtedy tak. Oni to tłumaczą (nie mając pewności),
że to reakcja na obecność "obcych", ale coś mi się nie wydaje..

A co Wy o tym myślicie?? Mi już pomysłów brakuje.
    • mruwa9 Re: agresja.. smutek 26.06.10, 18:31
      wez kartke papieru, podziel na pol i z jednej strony napisz to, co w
      dziecku jest dobre, z drugie to, co uwazasz za niedobre. Przeczytaj
      i zastanow sie. Zastanow sie rowniez nad tym, jak czesto dziecko
      jest chwalone za to, co zrobi, czy chocby za same starania, zeby cos
      samodzielnie zrobic.
      • anna_sla Re: agresja.. smutek 27.06.10, 01:15
        > Zastanow sie rowniez nad tym, jak czesto dziecko
        > jest chwalone za to, co zrobi, czy chocby za same starania, zeby cos
        > samodzielnie zrobic.

        zawsze chwalę, czasem aż nad to. To już u mnie jest jak odruch bezwarunkowy,
        więc tu przyczyny nie ma. Nie wiem zaś jak jest u niego w domu, ale wydaje się
        że też jest chwalony widząc relacje rodziców z synem.

        > wez kartke papieru, podziel na pol i z jednej strony napisz to, co w
        > dziecku jest dobre, z drugie to, co uwazasz za niedobre. Przeczytaj
        > i zastanow sie

        Gdybym tego nie zrobiła to nie pytałabym. Nie wiem, po prostu nie wiem.
    • sabinac-0 Re: agresja.. smutek 26.06.10, 18:39
      Napady zlosci i wrzasku, zle humory, upor, wymuszania, szantaze, wycia itp. sa u
      dwulatka normalne.
      Dla dwulatka istnieja dwie kategorie - "chce" i "nie chce". Jak "chce" wyje,
      gryzie i kopie by to dostac, jak "nie chce", wyje, gryzie i kopie by tego uniknac.

      Dwulatek chce byc zawsze pepkiem swiata i moze zachowywac sie agresywnie w
      stosunku do innych dzieci, zwlaszcza gdy czuje sie zagrozony, w koncu dorosli
      tez utracaja konkurencje jak moga, tyle ze metody sa bardziej sofistyczne smile

      Opisana przez Ciebie reakcja na obcych (ucieczka, ocena z daleka i nawiazanie
      kontaktu jesli ocena wypadnie pozytywnie) tez jest normalna w tym wieku.

      Wiem, zraz napiszesz ze "twoje dzieci takie nie byly", ale kazde dziecko jest
      inne. Poza tym stres jakim jest pojscie do opiekunki moze potegowac trudne
      zachowania.

      Najlepiej nie zwracac uwagi na wrzaski i szantaze a gdy kogos bije lub cos
      niszczy - zabierac go z tamtego miejsca. Gdy przywyknie do Was i zrozumie, ze
      rykami i agresja nic nie uzyska za to grzecznoscia owszem, powinien sie uspokoic.

      Nie doszukiwalabym sie jakichs patologii w matce.
      Zrozumiale, ze dziecko przy matce pozwala sobie na wiecej, bo czuje sie pewniej
      (ojca czesto sie boi).
      Karmienie piersia w wieku 2 lat tez nie jest zadna patologia.
      • anna_sla Re: agresja.. smutek 27.06.10, 01:12
        nikt tu nie mówił o patologii. Zastanawiało mnie tylko dlaczego tylko przy niej,
        bo jedną z moich teorii (obalona.. a może nie?) było to, że sądziłam, że to
        reakcja z tęsknoty "a teraz chcę być tylko z mamą i wszystko mi przeszkadza",
        ale jednak nie. Nie wygląda na to. Poza tym karmienie piersią jest tu ważnym
        czynnikiem akurat (nie patologią), dlatego to wspomniałam.

        Chodzi o to, że u nas już tego nie robi. Przestał po pierwszych 3-ch dniach
        stawiania do kąta. Normalnie u nas funkcjonuje wśród dzieci, tylko nas
        terroryzuje swoim wyciem, to nawet często nie jest płacz tylko takie zawodzenie,
        zawodzi jak nie uda mu się zabrać komuś zabawki, zawodzi gdy nie włączę mu
        bajki, zawodzi gdy nie wezmę go na ręce, zawodzi gdy nie podam mu butelki, którą
        ma nieopodal, zawodzi przy każdej niemal próbie samodzielności w jakiejkolwiek
        sprawie/dziedzinie, zawodzi bo dawno już nie zawodził big_grinbig_grinbig_grin

        Była taka sytuacja niedawno: zorganizowałam dzieciom Dzień Dziecka na sali
        zabaw. Tam zaprowadziłam go po opiece w moim domu, ponieważ mama dopiero miała
        dojść po pracy. Bawił się normalnie wśród dzieci przez jakieś 15-20 minut, nic
        nikomu nie zrobił, niczego się nie bał, funkcjonował normalnie.. aż do powrotu
        mamy. Od tamtej pory zaczął się horror. uspokoił się dopiero jak przyszedł tata.
        Co Wy na to?? Bo dla mnie bardzo zastanawiające.
        • mruwa9 Re: agresja.. smutek 27.06.10, 01:46
          anna_sla napisała:

          >> Chodzi o to, że u nas już tego nie robi. Przestał po pierwszych 3-
          ch dniach
          > stawiania do kąta.


          ????!!!! I Ty pracujesz jako opiekunka???!!!
          I dziwisz sie, ze dziecko odstawia cyrki?
          Zastanow sie dobrze, czy jestes wlasciwa osoba do sprawowania opieki
          nad malym dzieckiem. Stawianie do kata? A moze jeszcze kleczenie na
          grochu?
          Skandal.
          • anna_sla Re: agresja.. smutek 27.06.10, 02:41
            a co miałam go pogłaskać za to, że po raz enty kogoś ugryzł czy szarpnął? Jaką
            karę ty byś wymyśliła, skoro dziecko nie reaguje na uświadamianie, że wyrządza
            komuś krzywdę (i jest niebezpieczne dla innych)?? Nie posiadam aż tylu pokoi aby
            odseparować go od dzieci w osobnym pokoju. On nie wyprawia u nas cyrków, coś Ci
            się pomieszało.
          • anna_sla Re: agresja.. smutek 27.06.10, 02:44
            pracowałaś kiedyś w przedszkolu?? Wiesz, że tam agresorów każdego wieku stawiają
            w kącie?
            • mruwa9 Re: agresja.. smutek 27.06.10, 09:19
              w przedszkolu mojego dziecka jakiekolwiek karanie, stawianie do
              kata, jest sytuacja nie do pomyslenia, za ktora nauczyciel
              wyfrunalby z pracy i wiecej jej w tej branzy nie znalazl. I da sie.
              Jesli ktos uwaza, ze sie nie da, nie powinien pracowac z dziecmi.
              • verdana Re: agresja.. smutek 27.06.10, 10:47
                Owszem, w przedszkolu dzieci sadzano na krzesełku agresorow - ale 5-
                6 letnich. W żlobku cos takiego byłoby nie do pomyślenia. stosujesz
                do dwulatka zasady dla znacznie starszych dzieci, wymagasz od niego
                dojrzałosci starszego dziecka. Myślę, że naprawde powinnas
                zrezygnować z opieki nad dzieckiem, z ktorym sobie nie radzisz i
                które u Ciebie jest nieszczęśliwe.
                • yula Re: agresja.. smutek 27.06.10, 12:42
                  To podpowiedzcie jak powinna sie zachować, a nie tylko krytykujcie.
                  • mruwa9 Re: agresja.. smutek 27.06.10, 12:57
                    1. Zrozumiec dziecko. troche empatii.
                    2. wesprzec w trudnym przezyciu, jakim jest rozlaka z mama, zamiast
                    karania i stawiania wymagan ponad jego dojrzalosc i mozliwosci.
                    Poswiecic mu tyle uwagi, ile potrzebuje.
                    3. Chwalic , chwalic i jeszcze raz chwalic.
                    • anna_sla Re: agresja.. smutek 28.06.10, 10:23
                      1) gdybym nie starała się dziecka zrozumieć, nie napisałabym tego posta. Jest
                      dzieckiem trudniejszym, więc zrozumienie go zajmuje mi więcej czasu, bo nie
                      jestem pedagogiem itp., który rozwikła zagadkę w miesiąc. Jeśli nie wykorzystam
                      wszystkich opcji i od razu się poddam to jaka ze mnie opiekunka!

                      2) wspieram go, ale nie jestem w stanie non stop go nosić i tulić, co moim
                      zdaniem też nie jest dobre w tym wieku. Otwórz sobie jakikolwiek poradnik i
                      przeczytaj co powinien umieć lub do czego dążyć dwulatek (pod względem
                      fizycznym, choćby nieporadnie) to on właśnie tego nie robi, a obserwując
                      rodziców widzisz TO:

                      "Nadopiekuńczość nie popłaca

                      To nieprawda, że dziecko rozwija się lepiej, jeśli rodzice poświęcają mu
                      maksymalną uwagę, pozwalają na wszystko. Przesada często przynosi odwrotny
                      skutek. Dziecko, stale nadzorowane i instruowane, nie odważy się na własne
                      działanie. Staraj się nie ograniczać małego odkrywcy. Pilnuj jego
                      bezpieczeństwa, ale pozwól bawić się w całym domu i zaglądać w różne zakamarki.
                      Spodobała mu się twoja szkatułka na biżuterię? Nie musisz zakazywać jej
                      dotykania ani też otwierać jej i dawać zawartość do zabawy. Wystarczy, że
                      pozwolisz zbadać zamknięcie, poznać fakturę ścianek? Malec napotkał na swojej
                      drodze stosik gazet? Niech je po swojemu poprzekłada! Pilnuj jedynie, by nie
                      rozsmakowywał się... w farbie drukarskiej."

                      Ja nie zmuszam go pod rygorem, że ma zrobić to czy tamto, ale nie podam mu
                      picia, które właściwie ma w zasięgu ręki i będę starała się wciąż mobilizować go
                      do samodzielności jak chociażby ubieranie skarpetek. Nie chodzi oto, że on już
                      musi to umieć, chodzi o to, że on nawet nie czuje potrzeby próbować, wystawia Ci
                      nóżki i ciocia rób. Ja ze swoimi rodzonymi chłopakami miałam znowusz odwrotny
                      problem, bo oni wszystko musieli sami, a nie umieli i nieraz wyjście z domu
                      trwało godzinę jak nie więcej, ale przynajmniej garnęli się do tego. Dlatego to
                      nie są jakieś wymagania z kosmosu, bo oprócz czułości i miłości jest coś więcej.
                      Zwłaszcza, że za rok maluszek idzie do przedszkola i to będzie dla niego wielki
                      szok. Stopniowo staram się delikatnie rodziców namawiać na mobilizowanie go do
                      samodzielności a nie samo rozpieszczanie. I jest tego plus, ostatnio przyszedł z
                      kubkiem niekapkiem zamiast butelki ze smoczkiem. Póki co rodzice są ze mnie
                      bardzo zadowoleni i tym się kieruję i dlatego nie poddam się tak łatwo. Po to
                      cały ten post, bo chcę dziecku pomóc i chcę je zrozumieć.

                      3) chwalę, chwalę i jeszcze raz chwalę. Nie ma Cię tu więc nie wiesz jak jest.
                      Chwalenie dziecka to u mnie, tak jak pisałam już, odruch bezwarunkowy.

                      Może nie jestem idealna, ale staram się, naprawdę staram się i nie sądzę by to
                      przeszkadzało w dalszej mojej "pracy". Wszyscy rodzice, którzy mi dzieci
                      powierzali i powierzają, SĄ ZADOWOLENI. A przede wszystkim są o wszystkim przeze
                      mnie informowani, jak było, co się stało, co pominęłam, czego nie zauważyłam, co
                      zrobiłam, co ono zrobiło, bo grunt to zaufanie.
                      • mruwa9 Re: agresja.. smutek 28.06.10, 10:54
                        anna_sla napisała:

                        > 2) wspieram go, ale nie jestem w stanie non stop go nosić i tulić,
                        co moim
                        > zdaniem też nie jest dobre w tym wieku.


                        Po pierwsze, wspieranie nie polega wylacznie na noszeniu i tuleniu.
                        Po drugie, kto powiedzial, co jest dobre, a co nie jest dobre w tym
                        wieku?

                        Otwórz sobie jakikolwiek poradnik i
                        > przeczytaj co powinien umieć lub do czego dążyć dwulatek >

                        No wlasnie tu jest pies pogrzebany i w tym tkwi problem: sluchasz
                        durnych poradnikow, zamiast dziecka. Przykladasz do dziecka jakis
                        uniwersalny szablon, ktory po prostu nie pasuje, bo dziecko nie
                        jest, jak kazde inne, bo ma inne potrzeby, bo moze dojrzewa do
                        samodzielnosci troche pozniej, niz rowiesnicy.
                        Ty po prostu nie wiesz, z ktorej strony "ugryzc" to dziecko, zeby do
                        niego dotrzec, a komunikacja wyglada na jednokierunkowa: wydajesz
                        polecenia i stawiasz wymagania, nie sluchajac i zupelnie nie
                        rozumiejac, co dziecko Ci komunikuje, werbalnie lub niewerbalnie.
                        Albo naucz sie jego jezyka, albo nie powinnas byc jego opiekunka.
                      • jola_ep Re: agresja.. smutek 28.06.10, 20:48
                        > To nieprawda, że dziecko rozwija się lepiej, jeśli rodzice poświęcają mu
                        > maksymalną uwagę,

                        Nikt nie każe poświęcać maksymalnej uwagi. Kiedy tulisz - nie musisz tego robić, można trzymać na kolanach i zajmować się czym innym.

                        > Dziecko, stale nadzorowane i instruowane, nie odważy się na własne
                        > działanie. Staraj się nie ograniczać małego odkrywcy.

                        Mowa jest o tym, aby nie _instruować_ i nie ograniczać. Tylko tyle. Nie widzę związku z pomaganiem przy nakładaniu skarpetki wink

                        dlaczego Twoim zdaniem noszenie i tulenie nie jest dobre w tym wieku? O ile dziecko się tego domaga? Przecież sama zauważyłaś, że inne dzieci wołają "śtalcy" i lecą dalej? Jeśli się domaga, to może tego potrzebuje, bo źle się czuje? niekomfortowo? nie jest dojrzały do samodzielności? w tym wieku psychologicznie samodzielność dziecka polega na tym, że ma pod ręką bliską mu osobę, która daje mu poczucie bezpieczeństwa, bezpieczną bazę, do które może w każdej chwili wrócić. Ono jeszcze nie potrzebuje "mocnego zmuszania do samodzielności". jeśli szuka w Tobie oparcia, to ciesz się, daj mu je, a którego dnia odepchnie Cię, bo będzie miał lepsze zajęcie wink Ty jesteś tylko opiekunką, w dodatku którąś z kolei. Nie dasz mu takie poczucia bezpieczeństwa jak jego matka. Dla niego wystarczy sama jej obecność, od Ciebie potrzebuje więcej.

                        A że jest nieco inny niż znane Ci dzieci?
                        Cóż, każdy z nas jest nieco inny. Ja mam przyjemność posiadania dwójki dzieci o krańcowo różnym temperamencie. Choć wychowywane tak samo, są inne. W wieku dwóch lat jedno mogło nieustająco być u mnie na rękach (opiekunka była też "sterroryzowana"), drugie na przytulanie nie miało czasu. (zgadnij, które z nich dłużej i intensywniej karmiłam piersią? .... to drugie smile )

                        Pozdrawiam
                        Jola
                • malazabka.de Re: agresja.. smutek 03.07.10, 10:25
                  a ja znam kilka zlobkow "od kuchni" i wiem, ze tam dzieci tez sa
                  karane. Nie jestem za biciem dzieci, ale za ich wychowywaniem. Jesli
                  matka teraz nie jest wstanie poradzic sobie z dzieckiem, to co zrobi
                  w okresie dojrzewania, juz dosyc sie nasluchalam o bezstresowym
                  wychowianiu dzieci, ktore w okresie dorastania wyzywaja i bija swoje
                  matki. Dziecko musi miec szacunek i respekt dla doroslych. A bicie
                  rowiesnikow prowadzi do osamotnienia, bo kto sie bedzie chcial z
                  takim lobuzem bawic???


                  Myślę, że naprawde powinnas
                  > zrezygnować z opieki nad dzieckiem, z ktorym sobie nie radzisz i
                  > które u Ciebie jest nieszczęśliwe.


                  a ja mysle, ze powinnas uwazniej czytac, to nie ona sobie nie radzi
                  tylko matka, a autorka chce jej pomoc (przynajmniej ja to tak
                  zrozumialam)
                  • anna_sla Re: agresja.. smutek 03.07.10, 13:08
                    malazabka.de napisała:

                    > a ja znam kilka zlobkow "od kuchni" i wiem, ze tam dzieci tez sa
                    > karane. Nie jestem za biciem dzieci, ale za ich wychowywaniem. Jesli
                    > matka teraz nie jest wstanie poradzic sobie z dzieckiem, to co zrobi
                    > w okresie dojrzewania, juz dosyc sie nasluchalam o bezstresowym
                    > wychowianiu dzieci, ktore w okresie dorastania wyzywaja i bija swoje
                    > matki. Dziecko musi miec szacunek i respekt dla doroslych. A bicie
                    > rowiesnikow prowadzi do osamotnienia, bo kto sie bedzie chcial z
                    > takim lobuzem bawic???

                    > Myślę, że naprawde powinnas
                    > > zrezygnować z opieki nad dzieckiem, z ktorym sobie nie radzisz i
                    > > które u Ciebie jest nieszczęśliwe.

                    > a ja mysle, ze powinnas uwazniej czytac, to nie ona sobie nie radzi
                    > tylko matka, a autorka chce jej pomoc (przynajmniej ja to tak
                    > zrozumialam)


                    DZIĘKUJĘ ZA ZROZUMIENIE. Większość jednak ma z tym problem..
                    • jola_ep Re: agresja.. smutek 03.07.10, 15:20
                      > DZIĘKUJĘ ZA ZROZUMIENIE. Większość jednak ma z tym problem..

                      Ja rozumiem, że Twoim zdaniem świetnie sobie radzisz, a winna jest matka.
                      Ale wydaje mi się też, że:
                      1. nie wiesz tak naprawdę ile jest w tym charakteru dziecka, a ile z jego
                      zachowania jest spowodowane błędami wychowawczymi, w tym NIEKONIECZNIE matki.

                      2. Twoją rolą jest jak najlepiej opiekować się dzieckiem - i właśnie z tego
                      powodu rozpoczęłaś ten wątek. Widocznie się myliłam.
                      Zresztą, nieważne co piszesz. Jeśli tylko przemyślisz to, co zostało tu i na
                      innym forum napisane, to może znajdziesz tam wbrew pozorom ziarno prawdy.
                      Pamiętam, że kiedyś chwaliłam się na grupie dyskusyjnej reakcją na zachowanie
                      mojego syna, jak to wymyśliłam naturalną konsekwencję itd. itp. Zjechali mnie
                      wtedy, że nie tak, bez sensu i zamiast myśleć o karaniu powinnam zrozumieć
                      dziecko. Przykre to... ale kiedy miesiąc później znowu miałam identyczny problem
                      z dzieckiem, zastosowałam się do rady z grupy. I co? Nie dość, że doskonale
                      podziałała, to jeszcze obyło się bez żalu i płaczu dziecka.

                      Jeśli szukasz tylko potwierdzenia swoich racji, to marnujesz czas nasz i swój.
                      Mam jednak nadzieję, że jesteś zdolna do refleksji, przyznania się do błędów i
                      błędnego myślenia, że poszukasz wiedzy i prawdy w sensownych książkach o rozwoju
                      dziecka. I tylko dlatego pisałam.

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • anna_sla Re: agresja.. smutek 03.07.10, 15:25
                        to nie prawda, że niczego z tych tu wypowiedzi nie wyciągnęłam. Dużo było
                        konstruktywnych, ale jednak większość skupiła się na atakowaniu i pomijaniu
                        zdania po enty przeze mnie napisanego, że nie szukam winy w matce ani w niczym.
                        Szukam sedna problemu wymieniając wszystkie aspekty. I to prawda, nie wiem ile w
                        tym temperamentu i charakteru dziecka. Wciąż je poznaję, a trudno jest poznać
                        dziecko kiedy przede wszystkim bije od niego jakiś problem.
            • kasiak37 Re: agresja.. smutek 28.06.10, 23:05
              nie Aniu,nie stawiaja agresorow do kata.Na agresorow maja inne sposoby niz
              katy.I od tego sa wlasnie przedszkolanki przygotowane do wykonywania tego zawodu.
        • sabinac-0 Re: agresja.. smutek 27.06.10, 13:15
          anna_sla napisała:

          > zawodzi jak nie uda mu się zabrać komuś zabawki, zawodzi gdy nie włączę mu
          > bajki, zawodzi gdy nie wezmę go na ręce, zawodzi gdy nie podam mu butelki, któr
          > ą
          > ma nieopodal, zawodzi przy każdej niemal próbie samodzielności w jakiejkolwiek
          > sprawie/dziedzinie, zawodzi bo dawno już nie zawodził big_grinbig_grinbig_grin
          >
          Dorosli tez zawodza - jak im sprzatna sprzed nosa ostatni telewizor z promocji,
          jak nie dostana premii, jak lekarz nie chce wypisac zwolnienia, jak w urzedzie
          sie czegos nie da zalatwic, jak musza czekac w kolejce...
          Szczegolnie glosno zawodza jesli licza ze tym rykiem cos ugraja.

          Tylko formy zawodzenia zmieniaja sie z wiekiem. smile

          > funkcjonował normalnie.. aż do powrotu
          > mamy. Od tamtej pory zaczął się horror. uspokoił się dopiero jak przyszedł tata
          > .
          > Co Wy na to?? Bo dla mnie bardzo zastanawiające.
          >
          Z niedzwiedziem za plecami kazdy sie panoszy smile
          Z mama jest sztama a ojca sie troche boi. W sumie tak chyba powinno byc... Nie
          mozna przy obojgu rodzicach szalec, tak jak nie mozna obydwu sie bac.
        • jola_ep Re: agresja.. smutek 27.06.10, 22:42
          > Poza tym karmienie piersią jest tu ważnym
          > czynnikiem akurat (nie patologią), dlatego to wspomniałam.

          Jakim czynnikem?
          Karmienie piersią powyżej rok wcale nie powoduje niesamodzielności dzieci, zbytniej wrażliwości ani przywiązania do matki.To są elementy typowe dla dziecka w tym wieku, choć ich skala jest różna u różnych dzieci, ale jest niezależna od sposobu karmienia.

          Odniosłam wrażenie, że podświadomie lub świadomie obwiniasz matkę o takie zachowanie dziecka (pobłażliwość, zbyt wielką emocjonalne przywiązanie/związanie dziecka itp.)
          To nie do końca tak. Dzieci inaczej zachowują się w obecności matki niż w obecności ojca i nie ma nic w tym złego (a nawet wręcz przeciwnie, jak Ci to już wyjaśniono).

          Zgadzam się ze wszystkim, co zostało tu napisane, a szczególnie z diagnozą Verdany z forum Wychowanie bez porażek, że dziecko zwyczajnie nie dorosło do żłobka, nawet domowego.

          Sama mam podobne dziecko, zbytnio przyklejone, niesamodzielne. Gorzej - ona nie potrafiła odnaleźć się w przedszkolu, z którego w końcu zrezygnowałam po ponad roku (szkoda, że nie wcześniej). Znowu opiekunka...

          W zerówce nie było już problemów, wyrosło mi dziewczę nie tylko samodzielne, ale bardzo zaradne, działające w samorządzie, zaangażowane, zachowanie wzorowe... (na razie wink )

          Nauczyłam się na niej, że usamodzielnić, to znaczy dać poczucie bezpieczeństwa. A także tego, że dzieci zachowują się irracjonalnie - pozornie.

          Ja rozumiem, że superniania i widące zalecenia wychwalają karny jeżyk, czy też krzesełko. W tej metodzie nie chodzi IMHO o repersyjne ukaranie. Chodzi o przerwanie złego zachowania, znalezienie spokojnego miejsca (mało bodźców) i pomoc mu w uspokojeniu. Tak robiałam z moim synem: przenosiłam w spokojny kąt, byłam przy nim - spokojna - i mówiłam, że poczekam, aż mu złość przejdzie. A on się uspokajał. Nie była to kara. W przypadku mojej córy takie postępowanie byłoby błędem bo ona potrzebowała mojego przytulenia. Piszę tu o "histeriach", "wymuszaniu" i "terroryzowaniu".

          Rozumiem, że z racji opieki nad większą liczbą dzieci nie jesteś w stanie zapewnić mu takiego poczucia bezpieczeństwa i "zaopiekowania się", jakego ten chłopak potrzebuje. Ale mimo wszystko postaraj się, spróbuj go zrozumieć. Bo wybacz - po Twoim pierwszym poście pomyślałam: nigdy nie dałabym pod opiekę mojego dwulatka takiej kobiecie. A byłam bardzo mało wymagająca od opiekunek moich dzieci: wymagałam zaopiekowania, czułości, oprócz oczywistego zapewniania im bezpieczeństwa. Jeśli nie możesz założyć mu skarpetki, nie zakładaj. Ale jeśli robisz to z wyrachowania (usamodzielnić), to źle. Może dziecko nie potrafi, albo potrafi, ale chce zapewnienia gestem, że jest dla Ciebie ważne. Jak się naprawdę polubicie, to sam założy te skarpetki, a Ty będziesz mogła go pochwalić. To działa dużo lepiej.

          Pozdrawiam
          Jola
          • verdana Re: agresja.. smutek 27.06.10, 22:56
            Załozy, o ile potrafi.
            Mój nie potrafił. A jak próbował, to udawało mu sie tak gdzieś po
            pół godzinie - nerwów i placzu. Nie zakladał skarpetek nie ze zlej
            woli - był opóźniony w rozwoju manualnym.
            • jola_ep Re: agresja.. smutek 28.06.10, 19:52
              > Załozy, o ile potrafi.

              Co też, jak mi się wydaje, napisałam smile
              Moim dzieciakom dość długo pomagałam przy ubieraniu, co wcale źle na nie wpłynęło.

              Pozdrawiam
              Jola
              • verdana Re: agresja.. smutek 28.06.10, 20:05
                A ja miałam pelen wybor - od czterolatka, krtory nie potrafił włożyć
                kurtki, do dwulatka, ktory ubierał sie szybko i całkowice sam.
                jak dorosli, okazało sie, że znacznie sprawniejszy manualnie jest
                ten pierwszy, poóźnionysmile
                • anna_sla Re: agresja.. smutek 28.06.10, 22:01
                  ale słuchajcie tu nie chodzi o to aby umiał, tylko o sam gest, że chcę
                  spróbować. On siada, podaje mi skarpetki, buty czy cokolwiek (lub nie podaje, bo
                  sama z nimi podchodzę), podpiera się rączkami z tyłu i nastawia nóżki. Jak mówię
                  "T.. sam", odpowiada "nie, ciocia". No to proszę Was..

                  Moje dzieci też mam różne i też sprawniejsza manualnie jest córka, która do 3-go
                  roku życia nie umiała biegać. Jeden z bliźniaków jest leniuszkiem i najlepiej
                  chciałby aby mama do dzisiaj sama go ubierała i daje to do zrozumienia
                  ewidentnie (jest większy pieszczoch), zaś ten drugi robi baaaaaardzoooo
                  wooooolnoooo, ale tak dokładnie jak żadne z całej trójki. Mimo to "ja siam"
                  słyszałam często, a tu "siam" u T.. nie istnieje, nawet nie weźmie picia, które
                  stoi obok niego i wystarczy wyciągnąć rączkę. No to już lekka przesada moim
                  zdaniem. Nie mówcie więc, że jest nieświadome.

                  Nie wiem, może to jakaś forma zwrócenia na siebie uwagi? Może ciężko akceptuje
                  "konkurencję". No po prostu nie mam pojęcia. Już raz miałam podobny problem, ale
                  to wyglądało nieco inaczej. Chłopczyk owszem non stop płakał za mamą, ale gdy
                  miałam możliwość pobyć z nim sam na sam w pomieszczeniu czy biorąc go na ręce,
                  uspokajał się, wszystko było ok, więc to nie była "alergiczna" reakcja na nową
                  nianię. Natomiast kiedy przychodziły dzieci, a zwłaszcza jak się do niego
                  odezwały, czy nawet gdy chciały przytulić, pogłaskać (bo na poczucie krzywdy
                  mają wszyscy wielkie zrozumienie) to momentalnie był wrzask jak oparzony, jakby
                  któreś co najmniej łomot mu spuściło. W dodatku non stop chorował i mama
                  zrezygnowała. Poszedł do przedszkola, dziś wiem, że jest największym łobuzem w
                  grupie, walczy o zabawki itp.
                  • jola_ep Re: agresja.. smutek 28.06.10, 22:16
                    > podpiera się rączkami z tyłu i nastawia nóżki. Jak mówi
                    > ę
                    > "T.. sam", odpowiada "nie, ciocia". No to proszę Was..

                    Jeszcze raz: czy możesz mu nakładać buty? Jeśli tak, to rób to.
                    Możesz od czasu do czasu kontrolnie spytać, zachęcić itp. Pamiętaj, że on ma tylko dwa lata.

                    Może to "sam" słyszy matka chłopaka? Ty nią nie jesteś.

                    >Poszedł do przedszkola, dziś wiem, że jest największym łobuzem w
                    > grupie, walczy o zabawki itp.

                    A moja przylepa, która w wieku dwóch lat potrafiła ostro walczyć z "konkurencją" (synem opiekunki, w tym samym wieku), tak że dochodziło nawet do pogryzień, a opiekunka miała pełne ręce roboty z zapobieganiem bijatyk...
                    ... wyrosła na grzeczną, wzorową uczennicę smile
                    (czasem jeszcze leje chłopaków, ale tylko na macie ; )

                    No i co z tego wynika?

                    Pozdrawiam
                    Jola
                  • asia_i_p Re: agresja.. smutek 02.07.10, 14:22
                    On siada, podaje mi skarpetki, buty czy cokolwiek (lub nie podaje, b
                    > o
                    > sama z nimi podchodzę), podpiera się rączkami z tyłu i nastawia nóżki. Jak mówi
                    > ę
                    > "T.. sam", odpowiada "nie, ciocia". No to proszę Was..
                    No rzeczywiście, po prostu skandal.
                    Dwulatek nie musi się sam ubierać. Ciesz się, że nie ucieka, tylko siedzi i
                    podaje ci ubranie.
                  • gaja78 Re: agresja.. smutek 06.07.10, 18:52
                    anna_sla napisała:

                    > ale słuchajcie tu nie chodzi o to aby umiał, tylko o sam gest, że chcę
                    > spróbować. On siada, podaje mi skarpetki, buty czy cokolwiek (lub nie podaje,
                    bo sama z nimi podchodzę), podpiera się rączkami z tyłu i nastawia nóżki. Jak
                    mówię "T.. sam", odpowiada "nie, ciocia". No to proszę Was..

                    Moja młodsza córka tak ma. Jest niezwykle cierpliwa jeśli chodzi o czas płaczu z
                    pozornie błahych powodów. Potrzebuje morza kontaktu fizycznego i oceanu czasu
                    wspólnie spędzonego z rodzicem. W moim odczuciu takie żądanie, aby ubrać jej
                    skarpetki, to potrzeba sygnału z mojej strony, że ona jest dla mnie ważna. Jest
                    dzieckiem bardzo nieśmiałym w stosunku do obcych, mocno zwraca uwagę na to, czy
                    ktoś ją obserwuje, czy ktoś o niej mówi. Jest wrażliwa na krytykę. Wnioskuję z
                    tego, że być może łatwo traci pewność siebie i ciągle potrzebuje zapewnień, że
                    jest ważna, akceptowana, kochana.

                    Mam też starszą córkę, która była w tym wieku zupełnie inna. Jako dziecko 4.5 -
                    letnie przechodzi teraz prawdziwy bum rozwojowy. Często mnie zaskakuje
                    umiejętnościami, poziomem rozmów - autentycznie się wtedy zachwycam i cieszę.
                    Prawie zawsze obok jest młodsza, która niewiele jeszcze potrafi stworzyć,
                    zbudować, narysować. Nie potrafi rozmawiać. Myślę że to może być spora
                    frustracja dla niej, ciągła potrzeba bycia ważną może być przez to potęgowana.
                    Ale nie musi, może to tylko cecha charakteru.
          • anna_sla Re: agresja.. smutek 28.06.10, 09:56
            > Rozumiem, że z racji opieki nad większą liczbą dzieci nie jesteś w stanie zapew
            > nić mu takiego poczucia bezpieczeństwa i "zaopiekowania się", jakego ten chłopa
            > k potrzebuje. Ale mimo wszystko postaraj się, spróbuj go zrozumieć. Bo wybacz -
            > po Twoim pierwszym poście pomyślałam: nigdy nie dałabym pod opiekę mojego dwul
            > atka takiej kobiecie. A byłam bardzo mało wymagająca od opiekunek moich dzieci:
            > wymagałam zaopiekowania, czułości, oprócz oczywistego zapewniania im bezpiecze
            > ństwa. Jeśli nie możesz założyć mu skarpetki, nie zakładaj. Ale jeśli robisz t
            > o z wyrachowania (usamodzielnić), to źle. Może dziecko nie potrafi, albo potraf
            > i, ale chce zapewnienia gestem, że jest dla Ciebie ważne. Jak się naprawdę polu
            > bicie, to sam założy te skarpetki, a Ty będziesz mogła go pochwalić. To działa
            > dużo lepiej.


            To, że mało napisałam o sytuacji nie znaczy, że tego nie ma u mnie. Nie uznałam
            za ważne opisywanie 100% naszych relacji. Ten podopieczny tak naprawdę jest
            jedynym dzieckiem "wymagającym" tak dużo mojej uwagi i czułości. Pozostali to
            nawet uciekają przed uściskami, nawet jak tulę, bo upadło to tylko chwila i
            odpychają "no juś śtalci" i lecą dalej do zabawek. A prawda jest taka, że TEN
            maluszek większość czasu spędza przy mnie, jak nie na mnie (kolana, ręce). Już
            nawet rodzice śmieją się, że on ma specjalne względy u mnie big_grin. W kącie jak już
            "ląduje" (co nie często się zdarza, bo już nie bije dzieci) to raczej na ogół
            siedzę obok niego, bo już dawno zauważyłam, że właśnie takie maluszki co innego
            czują podczas takiej kary. Dlatego staram się tam z nimi być obok a jednocześnie
            przyznaję się, że brak mi innych argumentów, gdy słowa trafiają zbyt wolno.
            Odpowiedzialna jestem nie tylko za to jedno dziecko, ale i za drugie i trzecie i
            kiedy to jedno bije drugie to zdecydowanie wolę na kark wziąć naganę za
            stawianie do kąta niż oburzenie rodzica drugiego dziecka, że nie "utemperowałam"
            tego pierwszego. Argument "kąta" jest najszybciej działającym środkiem zaradczym
            przed rozbojem i to mam na myśli tylko poważne starcia fizyczne dzieci
            • jola_ep Re: agresja.. smutek 28.06.10, 19:53
              > Ten podopieczny tak naprawdę jest
              > jedynym dzieckiem "wymagającym" tak dużo mojej uwagi i czułości.

              Dlaczego wymagający napisałaś w znakach cudzysłowu?
              Moja córa była takim właśnie wymagającym dzieckiem. Na szczęście jej opiekunka miała tylko swoją dwójkę dzieci (w tym jedno w wieku mojej córy) i mogła jej poświęcić dużo uwagi i czułości. Jej dzieci, szczególnie młodszy, to właśnie były dzieciaki typu "juś śtalczy"

              Moja była inna, bo takie są właśnie dzieci: różnorodne.
              Ja ostatecznie wypracowałam sobie taktykę zaspokajania jej potrzeb, nawet jeśli mi wydały się dziwne. I ona przynosiła najlepsze rezultaty.

              Czym innym jest towarzyszenie w dążeniu do samodzielności, a czym innym popychanie na siłę - co mam wrażenie usiłujesz robić.


              > A prawda jest taka, że TEN
              > maluszek większość czasu spędza przy mnie, jak nie na mnie (kolana, ręce).

              tak zachowują się dzieci w tym wieku z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa.

              > Już
              > nawet rodzice śmieją się, że on ma specjalne względy u mnie big_grin.

              Nie względy, a potrzeby.

              W kącie jak już
              > "ląduje" (co nie często się zdarza, bo już nie bije dzieci) to raczej na ogół
              > siedzę obok niego

              Nie "na ogół", ale zawsze .

              Pozdrawiam
              Jola
              • anna_sla Re: agresja.. smutek 28.06.10, 22:08
                > > W kącie jak już
                > > "ląduje" (co nie często się zdarza, bo już nie bije dzieci) to raczej na ogół
                > > siedzę obok niego
                >
                > Nie "na ogół", ale zawsze .

                Fizycznie nie da się, mam jeszcze inne dzieci pod opieką, w tym w pampersach i w
                trakcie odpieluchowywania, więc nie za cenę odparzonej pupy czy buby po upadku.

                > > A prawda jest taka, że TEN
                > > maluszek większość czasu spędza przy mnie, jak nie na mnie (kolana, ręce)
                > .
                >
                > tak zachowują się dzieci w tym wieku z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa.

                no to coś już więcej kumam. A co z tym jego zachowaniem przy mamie? Dlaczego
                wtedy bije dzieci? Cieszy się na widok mamy, poprzytula, poprzytula a potem
                biegnie komuś wlać i wraca do ramion mamy poprzytulać się. Dlaczego? Tatuś coś
                tu kiedyś wspominał o wybuchowości mamy, ale nie wiem jak się to ma do sprawy.
                • jola_ep Re: agresja.. smutek 28.06.10, 22:21

                  > Fizycznie nie da się, mam jeszcze inne dzieci pod opieką, w tym w pampersach i
                  > w
                  > trakcie odpieluchowywania, więc nie za cenę odparzonej pupy czy buby po upadku.

                  Odparzoną pupę widać (naprawdę te parę minut dłużej zaszkodzi???), podobnie jak "bubę", a urazu w duszy już nie.... Do rozważenia.

                  > no to coś już więcej kumam. A co z tym jego zachowaniem przy mamie? Dlaczego
                  > wtedy bije dzieci? Cieszy się na widok mamy, poprzytula, poprzytula a potem
                  > biegnie komuś wlać i wraca do ramion mamy poprzytulać się.

                  Może miał już do tego dziecka coś wcześniej, ale nabrał odwagi do "walki o swoje" dopiero przy matce? Dwulatki wbrew pozorom mogą być bardzo pamiętliwe.

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • verdana Re: agresja.. smutek 28.06.10, 22:36
                    Dlaczego tak nie lubisz jego matki? Co się dzieje w tej rodzinie - i
                    babcia i ojciec omawiają wady matki dziecka przy Tobie? A Ty we
                    wszystko wierzysz, choć widać, ze nie tylko sa nielojalni, ale nie
                    biorą odpowiedzialnosci - tu mowię szczególnie o ojcu - za dziecko
                    bo jego wady to wina matki?
                    • anna_sla Re: agresja.. smutek 28.06.10, 23:46
                      nie, my wspólnie szukaliśmy przyczyny tych problemów.
                      • verdana Re: agresja.. smutek 02.07.10, 14:58
                        Cóż, to bardzo niedfobrze, ze rodzina dziecka w ten
                        sposób "wspólnie" szuka przyczyn problemow. Prawde mówiąć, to nie
                        jest zadne szukanie, to zwalanie winy na matkę. przyczyna problemow
                        dziecka moŻe wlasnie być skarajna nielojalność rodziny wobec matki ,
                        negowanie jej zasad wychowawczych i nie branie na siebie przez
                        pozostałą rodzinę odpowiedzialnośći za zachowanie dziecka.
                        Dla mnie problemem byłoby tu zachowanie ojca, nie matki.
                        • anna_sla Re: agresja.. smutek 02.07.10, 23:23
                          nie byłaś przy tych rozmowach. Ja nie szukam winy w matce choć uważam, że jest
                          mało konsekwentna. Raczej chodziło mi o nakreślenie więzi dziecka z matką (choć
                          zrobiłam to nie takim tonem jakby sie większości podobało) i szukanie problemu
                          na tym tle czy to uraza, żal, forma odreagowania rozłąki i cokolwiek co nie
                          przychodzi mi na myśl. Nie pomyślałam, że może to być dziecko z zachwianym
                          poczuciem bezpieczeństwa i tylko konstruktywna odpowiedź jednej z forumowiczek
                          tu mi to uświadomiła (a szkoda, że nie Ty, bo miałam o Tobie lepsze zdanie).. bo
                          rzeczywiście jak przypominam sobie zlepki informacji od rodziców mówili
                          po 1) o sytuacji u poprzedniej niani
                          po 2) że przez pewien okres (kilku miesięcy? tygodni?) dziecko nie miało stałego
                          opiekuna na czas pracy rodziców.

                          A sama powinnaś wiedzieć (skoro tyle wiesz), że każdy aspekt tu jest ważny:
                          zarówno rozpieszczenie, temperament rodziców, siła więzi jak i przeżycia. To
                          wszystko daje cały obraz dziecka.
                          • jola_ep Re: agresja.. smutek 03.07.10, 12:31
                            > Ja nie szukam winy w matce choć uważam, że jest
                            > mało konsekwentna.

                            Bycie mało konsekwentną nie musi oznaczać czegoś złego. Raczej - moim zdaniem - więcej zła przynosi (w ostatecznym rozrachunku) - konsekwentne trzymanie się swoich wyobrażeń na temat tego, co dziecko powinno, a czego nie powinno.

                            > Raczej chodziło mi o nakreślenie więzi dziecka z matką

                            Co jest złego w silnej więzi z matką dziecka w wieku dwóch lat????
                            Litości.

                            Nawiązując do tego, co pisała Verdana przypomniał mi się artykuł, który niedawno czytałam o roli ojca w wychowaniu.
                            "Inna kwestia to zdolność ojca do uśmierzania lęków i niepokojów matki w pierwszym okresie po urodzeniu się dziecka. Ojciec, który matki nie wspiera, sprawić może, że ona sama jest bardziej zalękniona i lęk ten nieuchronnie przenosi się na dziecko. Matka dobrze wspierana stanie się też matką dobrze wspierającą."
                            Rafał Droździak, psycholog, psychoterapeuta, mediator rodzinny.

                            Czy w tych Waszych rozmowach rzeczywiście sięgacie źródła problemów, czy też powierzchownie poszukujecie winy w matce? Jej rolą w tym wieku jest zapewnienie silnej więzi z dzieckiem. Rolą innych, a przede wszystkim ojca, jest wejście w ten układ i stopniowe rozerwanie tej więzi. Ale nie siłę, bo to da odwrotny skutek. Chodzi raczej o bycie ojcem dla dziecka, wspólnie spędzany czas, a przy tym wpieranie matki i odnoszenie się do niej z szacunkiem - i miłością smile

                            Moja rada: nie doszukuj się winy, bo może zupełnie niepotrzebnie tylko dolewasz oliwy do ognia. Może to ojciec nie sprawdził się w swojej roli, a ty podkreślając (choćby nieświadomie winę matki), tylko go utwierdzasz w tej niedobrej tendencji. Może to jakieś przeżycia dziecka, może jego charakter.

                            Jeśli jesteś rzeczywiście zainteresowana jak najlepszą opieką na dzieckiem, to poczytaj coś mądrego. Pani Justyna Dąbrowska (którą darzę osobiście szacunkiem smile ) polecała wielokrotnie Penelope Leach (w Polsce było wydane "Twoje dziecko"). Nie wiem, czy znajdzisz w księgarniach, ale może na Allegro? Ewentualnie "drugi i trzecie rok życia dziecka" - Paula Spencer

                            Przy okazji: bardzo, bardzo nie lubię postawy: muszę teraz nauczyć dziecko tego czy owego (do czego ono akurat jeszcze nie dojrzało), bo za rok będzie musiało już to robić. Rok w życiu dziecka to epoka, zmienia się bardzo dużo. Lepiej uczyć jest wtedy, gdy dziecko do tego dorośnie, nawet jeśli robi to w swoim zindywidualizowanym tempie. I lepiej czasem jeszcze przez rok zatrzymać dziecko w domu lub z opiekunką niż niepotrzebnie wyprzedzać jego rozwój. Nie wszystkie trzylatki są gotowe na przedszkole, nawet jak umieją same się ubrać.

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            • anna_sla Re: agresja.. smutek 03.07.10, 13:06
                              my nie szukamy winy w matce, wymieniamy tylko wszystkie aspekty sprawy, to jest
                              jak robienie listy w danej sprawie i wypisujemy wszystkie wady i zalety. Tak jak
                              matka ponoć jest wybuchowa tak ojciec przyznał się, że klapsa czasem używa.

                              Co do artykułu, akurat mąż bardzo ją wspiera, bardzo pomaga, ma w nim naprawdę
                              wielką opokę. Np. to głównie on chodzi na zwolnienia lekarskie gdy dziecko jest
                              chore, to głównie on chodzi z nim do lekarza, bo jemu praca na to pozwala, ona
                              dopiero buduje swój wizerunek w pracy, gdzie nie mile widziane są częste
                              zwolnienia w ciągu pierwszego roku.. to tylko taki przykład.

                              W tej sytuacji ten malec na 100% pójdzie do przedszkola, nie biorą w ogóle pod
                              uwagę opiekunki na kolejny rok. Moje 3-latki nie były gotowe na pójście do
                              przedszkola. Jedno z moich 4-latków już tak, drugie nie do końca, ale też go
                              wysyłam, ponieważ idą tam we dwójkę. Nie wyobrażam sobie rozdzielenia bliźniąt,
                              jedno chodzi, drugie nie.. a co jeśli w trakcie roku zmieniłby zdanie? Byłoby za
                              późno i musiałby czekać i tak do września kiedy to już jako 5-latek pójdzie do
                              zerówki, bo taką mamy genialną reformę. Moi chłopcy byli przygotowywani do tego
                              przedszkola przez cały rok kiedy to córka chodziła, chodzili tam ze mną po nią,
                              dużo rozmawialiśmy i uczyliśmy: ubierania pełnej garderoby, obuwia i obsługi w
                              toalecie. 3-latek musi umieć ubrać choćby część garderoby i wsunąć nóżkę w bucik
                              oraz być odpieluchowany, co też właściwie spocznie głównie na mych barkach,
                              ponieważ to u mnie dziecko spędza większość czasu. Wysadzam go co jakiś czas,
                              ale na widok nocnika dostaje spazmów, więc częściej odpuszczam, to samo tyczy
                              się mycia zębów (wiem dlaczego, ale nie powiem, bo znów powiecie, że kogoś
                              obwiniam tongue_out). Odpuszczam jeśli nie wyraża chęci. Poczekam na lepsze dni, ale co
                              jakiś czas próbuję, kiedyś pozwoli, to samo z ubieraniem. Mamy na to rok.

                              > > Raczej chodziło mi o nakreślenie więzi dziecka z matką
                              >
                              > Co jest złego w silnej więzi z matką dziecka w wieku dwóch lat????
                              > Litości.

                              nie ma nic złego, ale jest ważnym czynnikiem kiedy mówimy o problemach dziecka,
                              więc LITOŚCI, nie wiedziałaś??? Chyba ktoś ma problemy z czytaniem. I możecie
                              mówić co chcecie, ale nie każde dziecko jest tak mocno związane z matką czy
                              ojcem jak sobie to wyobrażacie. Wam się to wydaje naturalne, że zawsze jest tak
                              samo, ale tak nie jest. Miałam np. styczność z dzieckiem, które bardziej z tatą
                              miało silniejszą więź i też takie, które na widok mamy uciekało, a lgnęło do
                              babci. Nie ma na to miary, ale obserwując dzieci i ich matki widzę, że w różnym
                              stopniu to następuje (i zależy też od skoków rozwojowych).
                              • jola_ep Re: agresja.. smutek 03.07.10, 14:09
                                > Co do artykułu, akurat mąż bardzo ją wspiera, bardzo pomaga, ma w nim naprawdę
                                > wielką opokę. Np. to głównie on chodzi na zwolnienia lekarskie gdy dziecko jest
                                > chore, to głównie on chodzi z nim do lekarza, bo jemu praca na to pozwala

                                Nie o to mi chodziło. Chodziło mi o wsparcie, które dodaje pewności siebie. O
                                utwierdzenie w roli matki. Mój mąż - patrząc na to, co napisałaś - mnie nie
                                wspierał. Ale pamiętam, że gdy byłam przerażona wymiotami mojej córy (angina),
                                to prosiłam "choć tu, nie wiem po co, ale przyjdź". Bo przy nim czułam się
                                bezpieczna, pewna siebie i mogłam to bezpieczeństwo i pewność siebie przekazać
                                dziecku.

                                Jeśli mąż chodzi z dzieckiem do lekarza, ale jednocześnie daje jej (podświadomie
                                lub nie) komunikat: nie radzisz sobie, jesteś słaba, nie nadajesz się na matkę -
                                to jej nie wspiera.

                                Moim zdaniem nie masz szansy na dojście do źródeł problemów z dzieckiem -
                                musiałabyś naprawdę głęboko wejść w relacje rodzinne. Jesteś tylko opiekunką, a
                                nie terapeutą rodzinnym.


                                > 3-latek musi umieć ubrać choćby część garderoby i wsunąć nóżkę w bucik oraz
                                być odpieluchowany, co też właściwie spocznie głównie na mych barkach,

                                Moja opiekunka postanowiła mi pomóc i nauczyć mojego syna korzystania z nocnika,
                                gdy miał on dwa lata. Wykazywał się zadziwiającym brakiem współpracy. W tym
                                samym czasie, zupełnie niezależnie, zauważyłam, że daje znaki, gdy chce siku -
                                więc podstawiałam mu nocnik, pokazywałam, gdzie jest, uczyłam sikać do kibelka
                                (chłopaki mogą mieć z tym frajdę). U opiekunki stawiał opór, u mnie latał na
                                nocnik, o ile poczuł taką potrzebę. Oczywiście potem były okresy regresji, ale
                                ja się nie przejmowałam i nawet posuwałam się do zakładania mu pieluchy -
                                szczególnie jak był z opiekunką. W wieku trzech lat był i tak odpieluchowany.
                                On ma czas. Rok to masa czasu. To jakbyś się martwiła, że 8-miesięczne dziecko
                                nie chodzi, a przecież za rok będzie musiało.

                                > Wysadzam go co jakiś czas,
                                > ale na widok nocnika dostaje spazmów,

                                Mój syn od dobrych paru miesięcy nie chodził już w pieluszce, a i tak dostawał
                                spazmów na próbę posadzenia go na nocniku. Chodził, gdy chciał. Oczywiście go
                                nie zmuszałam.

                                > się mycia zębów

                                śpi u Was? Niech mycie zajmie się matka. Ty zrób z tego zabawę, dając
                                towarzystwo innych dzieci.

                                > (wiem dlaczego, ale nie powiem, bo znów powiecie, że kogoś
                                > obwiniam tongue_out)

                                Wiem. Przez matkę. Pewnie dlatego mój synek w wieku dwóch lat też dostał awersji
                                na widok szczoteczki uncertain

                                > nie ma nic złego, ale jest ważnym czynnikiem kiedy mówimy o problemach dziecka,
                                > więc LITOŚCI, nie wiedziałaś???

                                tak, wiedziałam. Ale ta silna więź jest podstawą. Może nie każde dziecko tak
                                silnie ją przeżywa, ale ona JEST i ma BYĆ.
                                Poczytaj coś.

                                > ale nie każde dziecko jest tak mocno związane z matką

                                Moje pierwsze dziecko było.
                                I jestem pewna, że też byłabyś przerażona stopniem tej więzi.
                                Co tam - sama byłam momentami przerażona.
                                Ale przekonałam się, także dzięki lekturom, ale też i osobistemu doświadczeniu,
                                że najgorsze co można zrobić to nerwowo próbować usamodzielnić dziecko. Jeszcze
                                raz: zadaniem matki jest stworzyć silną, symbiotyczną więź. Dziecko rozwijając
                                się, na tej bezpiecznej bazie, zacznie się usamodzielniać. To naturalny,
                                wkodowany w rozwój dziecka impuls. Dodatkowo dużą rolę pełnią tu inne, bliskie
                                osoby z otoczenia dziecka. Ale za zbyt silną więź w żadnym razie nie należy
                                winić matki.
                                (oczywiście zamiast matki może być inna osoba).

                                Pozdrawiam
                                Jola
                                • anna_sla Re: agresja.. smutek 03.07.10, 15:39
                                  > > się mycia zębów

                                  > śpi u Was? Niech mycie zajmie się matka. Ty zrób z tego zabawę, dając
                                  > towarzystwo innych dzieci.

                                  tak właśnie robię smile W tym też celu kupuję ciekawego wyglądu szczoteczki, dla
                                  każdego inną..

                                  > > (wiem dlaczego, ale nie powiem, bo znów powiecie, że kogoś
                                  > > obwiniam tongue_out)

                                  > Wiem. Przez matkę. Pewnie dlatego mój synek w wieku dwóch lat też dostał awersji
                                  > na widok szczoteczki uncertain

                                  a to nieważne przez kogo. Niemniej ma myte na siłę.

                                  > Moja opiekunka postanowiła mi pomóc i nauczyć mojego syna korzystania z nocnika,
                                  > gdy miał on dwa lata. Wykazywał się zadziwiającym brakiem współpracy. W tym
                                  > samym czasie, zupełnie niezależnie, zauważyłam, że daje znaki, gdy chce siku -
                                  > więc podstawiałam mu nocnik, pokazywałam, gdzie jest, uczyłam sikać do kibelka
                                  > (chłopaki mogą mieć z tym frajdę). U opiekunki stawiał opór, u mnie latał na
                                  > nocnik, o ile poczuł taką potrzebę. Oczywiście potem były okresy regresji, ale
                                  > ja się nie przejmowałam i nawet posuwałam się do zakładania mu pieluchy -
                                  > szczególnie jak był z opiekunką. W wieku trzech lat był i tak odpieluchowany.
                                  > On ma czas. Rok to masa czasu. To jakbyś się martwiła, że 8-miesięczne dziecko
                                  > nie chodzi, a przecież za rok będzie musiało

                                  dokładnie, mamy rok. Spokojnie tylko sygnalizuję, że można inaczej niż w
                                  pieluszkę. Przed nami zima, a zimą szczerze przyznam nie lubię "bawić się" w
                                  odpieluchowywanie, bo jest trudniej a ganianie bez pampka zimą.. no może wprost.
                                  Moi chorowali jak spróbowałam zimą kontynuować odpieluchowywanie. Szybko marzli
                                  przy mokrych majteczkach, a nie ganiali w nich nie wiadomo ile, tylko od razu
                                  przebierani byli. Po miesiącu wróciłam do pampersów i od nowa zaczęłam na wiosnę..
                              • verdana Re: agresja.. smutek 03.07.10, 15:14
                                Ponoć - czyli nie tyle szukacie sposobu pomocy dziecku, ile oboje
                                oplotkowujecie matkę, w ktorej szukacie źródła problemow.
                                Rozmawianie z jednym z rodziców o przywarach drugiego (poza
                                wypadkami, gdy w rodzinie jest przemoc itd) , i to przez odobę - jak
                                widac - nie zobowiązana nawet do zachowywania tajemnicy, jest
                                nadużyciem. Nie tylko nie powinnaś tego robić, ale powinnaś takie
                                rozmowy ucinać. Owszem, możesz porozmawiac z obojgiem rodziców razem.
                                na razie nie wiesz o tej rodzinie nic, oprocz tego, co powiedział ci
                                nielojalny, nie wspierający żony, nie bioracy na siebie
                                odpowiedzialności ojciec.
                                Chodzenie z dzieckiem do lekarza, czy zwolnienia nie są
                                zadnym 'wspieraniem" żony - to jest tak samo dziecko tego pana, jak
                                jego zony, czyż nie? Jak matka idzie ze swoim dzieckiem do
                                przychodni - to Twoim zdaniem wspiera męża i jest dla niego opoką,
                                czy po prostu bierze swoje dziecko do lekarza?
                                • anna_sla Re: agresja.. smutek 03.07.10, 15:32
                                  oczywiście znów wiesz lepiej.. masz dużą wiedzę, bo niejednokrotnie sie o tym
                                  przekonałam, ale nie sądzisz, że za bardzo teoretyzujesz, szukasz dziury w całym
                                  i ogólnie pysznisz się? Widzę, że jak się nakręcisz, a lubisz to, jedziesz chyba
                                  nie oglądając się wstecz. Wykorzystuj swoją wiedzę celnie, bo naprawdę przyda
                                  się nie jednemu forumowiczowi, ale nie w momencie gdy zaczynasz przesadzać.
                                  • verdana Re: agresja.. smutek 03.07.10, 15:51
                                    Być może, ze się pysznię. To jednak nie ma nic do rzeczy - problem w
                                    tym, ze jesteś opiekunka dziecka, a nie psychologiem czy terapeutą.
                                    Zatem to, co robisz, jest szkodliwe nie tylko dla dziecka, ale
                                    prawdopodobnie dla calej rodziny i małżenstwa.
                                    Nie możesz rozmawiac z ojcem o matce dziecka, wyciągac na ten temat
                                    wniosków o matce, a potem jeszcze opisywać na forum coś, co
                                    przywatnie uslyszalaś na temat dziecka, nad ktorym sprawujesz opieke.
                                    nie sadzisz, ze to trochę nieuczciwe?
                                    • anna_sla Re: agresja.. smutek 03.07.10, 22:11
                                      to jak inaczej mam szukać porady nie pisząc niczego? Agresji u nas już nie ma
                                      (tylko przy matce i w domu), ale smutek, zawodzenie tak. Więc jak inaczej miałam
                                      zapytać? Mam kilka poradników, ale nie mam czasu czytać wszystkiego, a to co
                                      przeczytałam nie odpowiada na moje pytania. Kiedy napisałam o sytuacji za mało
                                      to Wam to nie pasowało i dopisywałyście niewłaściwie teorie, bo coś tam wiecie,
                                      ale dzwoni nie tam gdzie trzeba, no to kolejnymi aspektami kieruję, aż trafimy..
                                      Tzn. trochę już trafiłyśmy..
                                • gaja78 Re: agresja.. smutek 06.07.10, 19:19
                                  verdana napisała:

                                  > Ponoć - czyli nie tyle szukacie sposobu pomocy dziecku, ile oboje
                                  > oplotkowujecie matkę, w ktorej szukacie źródła problemow.
                                  > Rozmawianie z jednym z rodziców o przywarach drugiego (poza
                                  > wypadkami, gdy w rodzinie jest przemoc itd) , i to przez odobę - jak
                                  > widac - nie zobowiązana nawet do zachowywania tajemnicy, jest
                                  > nadużyciem. Nie tylko nie powinnaś tego robić, ale powinnaś takie
                                  > rozmowy ucinać.

                                  Dokładnie. Kilka razy byłam świadkiem prób obgadywania matki dziecka przez
                                  dziadka, babcię, nawet ojca dziecka. Byłam pod wrażeniem, z jaką sprawnością i
                                  dyplomacją próby takie były ucinane przez pracowników przedszkola.
                • epreis Re: agresja.. smutek 29.06.10, 00:17
                  jak dla mnie to normalka.
                  moja dzieci pod opieką babć (którejkolwiek) bo rzadko zostają pod czyjąś inną opieką są (podobno) złote.
                  gdy wracam ja to tak jakbym wchodziła na bokserską arenę....

                  podobnie jest gdy zostają z tatą.(tu potwierdzę, patrząc na moje dzieci i nie tylko- przyj ojcu każde dziecko jest bardziej opanowane)
                  gdy są z nim same raczej jest spokój,gdy wracam ja zaczyna się...

                  myślę,że to próba rozładowania nagromadzonych emocji.
                  opwiedz- jak zmową tego 2 latka?!
                  dużo,ładnie mówi- potrafi wyrażać własne zdanie, powiedzieć o problemach?!
                  może inaczej nie umie.może przychodzi mama a on chciałby przekazać,opowiedzieć jej o całym dniu- stąd ten szał,bieganie,bicie.

                  i kolejna rzecz.masz sporo dzieci.jesteś pewna,że te starsze,ta reszta nie dokucza maluchowi?!
                  kiedyś oglądałam jakiś program. gdzie właśnie problemy (podobno) stwarzało najmłodsze dziecko.
                  dwójka starszych taka poukładana i grzeczna, a młody bicie,gryzienie,ciągłe krzyki i histerie i rzekome dokuczanie starszym.
                  dopiero po dłuższym czasie wyszło,że starsi prowokowali malucha- tak,że rodzice nie byli w stanie tego zauważyć.

                  u nas też tak jest.
                  starszy szeptem tak,że nie słyszę mówi hani np "ty jesteś mała, ty nie umiesz"(przykłady) a ona się denerwuje.
                  nie ma "argumentów" by się obronić, więc zaczyna go bić...

                  a uwierz,takiego malucha rozdrażnić i zdenerwować może samo "jesteś....." w miejsce kropek wstaw cokolwiek poza imieniem dziecka.
                  moja córka dostaje szału nawet jak słyszy "jesteś królewną"
                  ona jest hanią i już.
                  • anna_sla Re: agresja.. smutek 29.06.10, 09:08
                    > opwiedz- jak zmową tego 2 latka?!
                    > dużo,ładnie mówi- potrafi wyrażać własne zdanie, powiedzieć o problemach?!

                    Mówi pięknie, wyraźnie i najwięcej ze wszystkich dwulatków do tej pory. Niemniej
                    nie słyszałam raczej nigdy by próbował coś opowiadać, jak było, co było, co
                    dokucza. Proste potrzeby zgłasza rewelacyjnie, jak się uderzy (chodzi bardzo
                    bardzo chwiejnie, szybko traci kontrolę) nigdy nie mówi co się stało nawet po
                    fakcie tylko właśnie płacze i głaszcze się po miejscu obitym a zaraz potem
                    głaszcze się po włosach i rozczesuje je palcami. Przytulony zaczyna tak
                    paluszkami gmerać we włosach osoby tulącej. Domyślam się, że tak samo okazują
                    sobie czułość z mamą.

                    > i kolejna rzecz.masz sporo dzieci.jesteś pewna,że te starsze,ta reszta nie doku
                    > cza maluchowi?!

                    Na pewno nie, ponieważ on prawie non stop jest przy mnie, a jak nawet spróbuje
                    pobawić się ze starszakami to zaraz wołają i skarżą się, że on im przeszkadza,
                    wtedy im tłumaczę, że jest młodszy od nich i jeszcze nie umie się bawić i
                    jeszcze się uczy to go tolerują obok. Moja córa chodzi do przedszkola i raczej
                    przed 15-stą rzadko bywała w domu, a z jej strony owszem mogło coś paść gdzieś
                    kiedyś, bo tylko ona byłaby do tego zdolna, choć w większości to i ona zachowuje
                    się jak pani przedszkolanka czy niania wink. Inny ze starszaków (3 m-ce starszy
                    tongue_out) ani nie mówi za dobrze ani nie zajmuje się innymi tylko szuka pstryczków,
                    kabli, narzędzi wink


                    ja o małych dzieciach jeszcze nie wiem wszystkiego smile
          • malazabka.de Re: agresja.. smutek 03.07.10, 10:32
            > Odniosłam wrażenie, że podświadomie lub świadomie obwiniasz matkę
            o takie zacho
            > wanie dziecka (pobłażliwość, zbyt wielką emocjonalne
            przywiązanie/związanie dzi
            > ecka itp.)


            a kto jest odpowiedzialny za wychowanie dziecka?
            • jola_ep Re: agresja.. smutek 03.07.10, 11:35
              > > Odniosłam wrażenie, że podświadomie lub świadomie obwiniasz matkę

              > a kto jest odpowiedzialny za wychowanie dziecka?

              Czyżby tylko matka?
              • anna_sla Re: agresja.. smutek 03.07.10, 13:11
                > Czyżby tylko matka?

                Mam pomysł! Obwińcie wszystkich i naślijcie na nas opiekę społeczną! Co Wy na
                to? Przecież wiecie lepiej jakie są relacje, co nie??

                Błagam, zacznijcie trochę więcej myśleć, bo zaczynają tu się rodzić jakieś
                straszne patologie!
                • jola_ep Re: agresja.. smutek 03.07.10, 13:21
                  > > Czyżby tylko matka?
                  >
                  > Mam pomysł! Obwińcie wszystkich i naślijcie na nas opiekę społeczną! [...]
                  > Błagam, zacznijcie trochę więcej myśleć, bo zaczynają tu się rodzić jakieś
                  > straszne patologie!

                  LITOŚCI.
                  Ja tylko napisałam, że za wychowywanie nie jest odpowiedzialna tylko matka, bo
                  dziecko ma też ojca. TYLKO tyle.

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • malazabka.de Re: agresja.. smutek 06.07.10, 09:48
                    ale dziecko, o ktorym mowa szaleje tylko przy matce, a przy ojcu
                    jest grzeczne, wiec jednak matka popelnia gdzies blad. Nie mowie
                    tego ze zlosliwosci, nie chce tez nikogo obrazac ani wzbudzac wojen
                    na forum.
                    Moja szwagierka ma syna (prawie 3 lata), dziecko zawsze bylo
                    niegrzeczne, ale odkad na swiat przyszedl jego brat (6 m-cy) i moja
                    corka (4 m-ce) to przechodzi czasem sam siebie. Bije, gryzie, psuje
                    wszystko wokol. Matka reaguje tak: krzyczy, wyznacza kare, a gdy
                    maly zrobi takie niewinne oczka to sie smieje i zapomina o
                    wyznaczonej karze. Ona uwaza, ze jest surowa matka, bo krzyczy i
                    daje kary, ale dla mnie jest ona niekonsekwentna i dlatego dziecko
                    ma gdzies co ona zrobi lub powie, bo w koncu i tak wyjdzie na jego.
                    Dziewczyny naprawde nie tedy droga.
                    Do tych co pisaly o zrozumieniu dziecka: macie racje! Dziecko trzeba
                    zrozumiec, ale na pierwszym miejscu musi zrozumiec go matka, potem
                    ojciec, a na koncu reszta swiata.
                    Ja rozumiem, ze dziecko szwagierki czuje sie odstawione na bok i
                    niekochane, bo wczesniej wszyscy byli tylko dla niego, a teraz musi
                    sie wszystkimi dzielic. Ostatnio jak bylismy u nich na odwiedzinach
                    i chlopak dostal jajko niespodzianke to zagadalam go jak on to sie
                    ma fajnie, ze moze jesc czekoladki, a nie tylko mleko jak dzidzius i
                    ze fajnie ze moze sobie biegac i bawic czym chce, bardzo mu sie to
                    spodobalo i byl tego dnia grzeczny jak aniolek (nie chcial bic i
                    szczypac mojej corki-podchodzil za to do niej z roznymi zabawkami i
                    smial sie ze dzidzius nie umie sie nimi bawic-to samo robil swojemu
                    bratu), pozniej przyszla matka, nakrzyczala, ze ma byc cicho, bo
                    maly spi, zabrala zabawki i wlaczyla telewizor. Czar prysl.
                    Szwagierka nie widzi w sobie za gosz winy, wszystko zwala na
                    charakter i wiek dziecka-no tak jest chyba wygodniej niz doszukiwac
                    sie w sobie bledow. Powiedzialabym jej co mysle, gdyby sie zapytala-
                    sama sie wtracac nie chce

                    Moze przez to jestem taka przewrazliwiona na tym punkcie i moze to
                    stad bierze sie we mnie przekonanie, ze matka jest odpowiedzialna za
                    wychowanie dziecka. Oczywiscie jest jeszcze ojciec, ale on
                    przewaznie pracuje...
                    • jola_ep Re: agresja.. smutek 06.07.10, 15:07
                      > ale dziecko, o ktorym mowa szaleje tylko przy matce, a przy ojcu
                      > jest grzeczne, wiec jednak matka popelnia gdzies blad.

                      Niekoniecznie, jeśli mowa o dwulatku. Małe dzieci bardzo często gorzej zachowują się przy matce: np. jako efekt odreagowania tęsknoty.
                      Poza tym podałaś świetny przykład i rozumiem już o co Ci chodziło smile
                      Tak to bywa, gdy zamiast próby zrozumienia dziecka traktujemy je jak terrorystę, którego należy za wszelką cenę utemperować karami.

                      Osobiście sądzę, że skuteczniejsze mogą być inne działania (przykład podałaś). Ale nie wszystkim chce się szukać. (nie zaliczam do nich w żadnym wypadku założycielki tego wątku)

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • anna_sla Re: agresja.. smutek 06.07.10, 15:22
                        > Osobiście sądzę, że skuteczniejsze mogą być inne działania (przykład podałaś).
                        > Ale nie wszystkim chce się szukać. (nie zaliczam do nich w żadnym wypadku założ
                        > ycielki tego wątku)

                        no oczywiście, że się nie zaliczam, bo przecież po co miałabym próbować, lepiej
                        od razu zapytać na forum.. tylko w sumie to po co ja pytam?? hmmm..
                        • jola_ep Re: agresja.. smutek 06.07.10, 21:34
                          > > Osobiście sądzę, że skuteczniejsze mogą być inne działania (przykład poda
                          > łaś).
                          > > Ale nie wszystkim chce się szukać. (nie zaliczam do nich w żadnym wypadku założycielki tego wątku)
                          >
                          > no oczywiście, że się nie zaliczam, bo przecież po co miałabym próbować, lepiej
                          > od razu zapytać na forum.. tylko w sumie to po co ja pytam?? hmmm..

                          Dodałam zupełnie ogólną uwagę, nie odnoszącą się do Ciebie. Potem pomyślałam, że możesz ją odebrać jako szpilę przeznaczoną Tobie. Więc dodałam właściwe zastrzeżenie. Chyba nie pomogło smile

                          Po co pytasz? Aby zobaczyć tę samą rzecz z różnych stron. Spojrzenie z boku naprawdę dużo daje - i piszę tu z własnego doświadczenia.
                          Możesz skonfrontować zachowanie owego dwulatka z innymi dwulatkami. Dzieciaki mają różne charaktery i mogłaś zobaczyć, że są też podobne do owego chłopca.

                          Pozdrawiam
                          Jola
                    • mama303 Re: agresja.. smutek 06.07.10, 17:47
                      malazabka.de napisała:

                      > ale dziecko, o ktorym mowa szaleje tylko przy matce, a przy ojcu
                      > jest grzeczne, wiec jednak matka popelnia gdzies blad.

                      Niekoniecznie, może się np. bardzo bać ojca albo nie być go pewien a
                      przy matce czuje się w pełni bezpieczny i pozwala sobie na więcej.
                      Mi kiedyś psycholg powiedziała że jak dziecko w przedszkolu grzeczne
                      w domu staje się diabełkiem to lepiej to świadczy o rodzicach niż
                      odwrotnie.
    • mama303 Re: agresja.. smutek 04.07.10, 09:13
      Przeczytałam sobie wątek i moja rada jest prosta: wyluzuj
      Trafił Ci się trudniejszy egzemplarz który jest bardzo emocjonalny i
      bardzo silnie związany z matką. To jest tylko DWULATEK, nie
      zapominaj o tym bo mam wrażenie że tak jest i że za dużo wymagasz i
      od niego i od siebie jako jego opiekunki. Jego zachowania mają prawo
      być irracjonalne, myślę że pomino że minęło kilka miesięcy jeszcze
      nie do końca zaakceptował i Ciebie i nowe miejsce. Dzieci wrażliwe i
      bardzo emocjonalne adaptują się długo. Skup się na zapewnieniu mu
      jak najlepszej opieki, odpuść sobie uczenie samodzielności. Moim
      zdaniem w przypadku tego chłopca ważniejsze jest teraz zapewnienie
      mu jak najwięcej akceptacji, bezpieczeństwa, czułości o ile to
      możliwe przy obecności innych dzieci.
      Za bardzo też analizujesz sytuacje rodzinną, doszukujesz się nie
      wiadomo czego. Wyolbrzymiarz troche wymyślony przez siebie problem.
      Noi to Twoje zdziwienie faktem, że dziecko przy matce dostaje nagle
      rogów mnie dziwi. To dość typowe zachowanie, dziecko przy matce
      często adreagowuje cały stres.
      Ty jesteś TYLKO opiekunką tego dziecka! Zapewnij mu więc jak
      najlepsze zaopiekowanie. Nie staraj się być lepsza i mądrzejsza od
      rodziców.
      • anna_sla Re: agresja.. smutek 04.07.10, 13:45
        Dziękuję za Twój post.

        > Za bardzo też analizujesz sytuacje rodzinną, doszukujesz się nie
        > wiadomo czego. Wyolbrzymiarz troche wymyślony przez siebie problem.
        > Noi to Twoje zdziwienie faktem, że dziecko przy matce dostaje nagle
        > rogów mnie dziwi. To dość typowe zachowanie, dziecko przy matce
        > często adreagowuje cały stres.

        trochę nie do końca wyoblrzymiam. Chłopiec zachowuje się tak przy mamie w każdej
        sytuacji kiedy ma do czynienia z osobami obcymi (znaczy wszystkich spoza kręgu
        mieszkańców ich domu, czyli mamy, taty i jego samego). Czyli jeśli odreagowuje
        to nie tylko, ponieważ identyczne zachowanie zaobserwować można również podczas
        wizyt u nich lub ich wizyt u kogoś, ale chyba wyłącznie w stosunku do dzieci.
        Tego ostatniego nie jestem pewna, zwłaszcza po tym jak pierwszego dnia u mnie
        próbował potargać i mnie.

        > Ty jesteś TYLKO opiekunką tego dziecka! Zapewnij mu więc jak
        > najlepsze zaopiekowanie. Nie staraj się być lepsza i mądrzejsza od
        > rodziców.

        nie staram się, ja tylko uwielbiam dzieci i jak widzę jakieś ich problemy zawsze
        staram się im pomagać i to nie tylko problemy emocjonalne. To silniejsze ode
        mnie sad ale faktycznie czasami wprowadzam tym rodziców w zakłopotanie (choc
        obecnych jeszcze nie wink), jak np. kiedyś gdy byłam (za prośbą mamy) z pierwszym
        moim podopiecznym i jego kolegą w wypożyczalni strojów karnawałowych. Kiedy
        podopieczny przymierzył strój tamten bardzo się zdenerwował (ponury nawet
        szedł), poprosiłam aby też przymierzył jakiś strój i jak widziałam ten uśmiech
        radości to mu ten strój wypożyczyłam za własne pieniądze (cała moja tygodniówka
        za podopiecznego). On był szczęśliwy, ja byłam szczęśliwa, że go uszczęśliwiłam,
        ale mama była zakłopotana, bo nie wiedziała po co to zrobiłam. A ja taka już
        jestem i nie oczekuję wdzięczności. Jak jestem w sklepie rozczula mnie widok
        maluchów liczących kasę na słodycze i nagle brakuje 20gr czy 1zł do paczki
        chrupków. Zawsze dopłacam, nawet jeśli mam przez to odłożyć jakiś produkt z
        moich własnych zakupów, bo aż mi się serce kroi na widok zawiedzionych oczu dziecka.
        • mruwa9 Re: agresja.. smutek 04.07.10, 15:00
          anna_sla napisała:

          ja tylko uwielbiam dzieci i jak widzę jakieś ich problemy zawsz
          > e
          > staram się im pomagać i to nie tylko problemy emocjonalne. To
          silniejsze ode
          > mnie sad ale faktycznie czasami wprowadzam tym rodziców w
          zakłopotanie (choc
          > obecnych jeszcze nie wink), jak np. kiedyś gdy byłam (za prośbą
          mamy) z pierwszym
          > moim podopiecznym i jego kolegą w wypożyczalni strojów
          karnawałowych. Kiedy
          > podopieczny przymierzył strój tamten bardzo się zdenerwował
          (ponury nawet
          > szedł), poprosiłam aby też przymierzył jakiś strój i jak widziałam
          ten uśmiech
          > radości to mu ten strój wypożyczyłam za własne pieniądze (cała
          moja tygodniówka
          > za podopiecznego). On był szczęśliwy, ja byłam szczęśliwa, że go
          uszczęśliwiłam
          > ,
          > ale mama była zakłopotana, bo nie wiedziała po co to zrobiłam. A
          ja taka już
          > jestem i nie oczekuję wdzięczności. Jak jestem w sklepie rozczula
          mnie widok
          > maluchów liczących kasę na słodycze i nagle brakuje 20gr czy 1zł
          do paczki
          > chrupków. Zawsze dopłacam, nawet jeśli mam przez to odłożyć jakiś
          produkt z
          > moich własnych zakupów, bo aż mi się serce kroi na widok
          zawiedzionych oczu dzi
          > ecka.
          >
          >


          to , co piszesz, swiadczy raczej o malpiej milosci , albo o tym, ze
          jestes trollem.
          • anna_sla Re: agresja.. smutek 04.07.10, 19:45
            małpia miłość?? a co to znaczy? big_grinbig_grin Skoro nie wiem to pewnie jestem trollem wink
            • verdana Re: agresja.. smutek 04.07.10, 21:20
              To termin znany w psychologii.
              • anna_sla Re: agresja.. smutek 05.07.10, 09:35
                no coś Ty? Naprawdę? Super wink
          • anna_sla Re: agresja.. smutek 05.07.10, 09:36
            > to , co piszesz, swiadczy raczej o malpiej milosci

            już doczytałam wink poniekąd, ale nie dokładnie tak jak tam piszą.. no i nie wiem
            co to znaczy bezstresowe wychowanie wink
        • mama303 Re: agresja.. smutek 05.07.10, 08:58
          anna_sla napisała:


          > trochę nie do końca wyoblrzymiam. Chłopiec zachowuje się tak przy
          mamie w każde
          > j
          > sytuacji kiedy ma do czynienia z osobami obcymi (znaczy wszystkich
          spoza kręgu
          > mieszkańców ich domu, czyli mamy, taty i jego samego).

          Widocznie każda nowa sytuacja wywołuje u tego dziecka mniejszy lub
          większy stres a z matką jest najsilniej związany emocjonalnie.
          Dlatego właśnie jej obecność powoduje u dziecka różne dziwne
          zachowania.Nie doszukiwała bym się w tym niczego złego.
          Moja córka np. w czasie adaptacji do przedszkola bardzo silnie to
          przeżywała i na mój widok, jak po nią przychodziłam na poczatku
          reagowała płaczem. Uchodziły z niej wtedy złe emocje i jakby
          wylewała to na mnie. Ktoś taki jak Ty doszukiwałby się czegoś złego
          w naszych relacjach. Dodam że przy tacie tak nie reagowała ale tata
          ma do niej stosunek "mniej emocjonalny" i płacz by raczej zagadał a
          ja pozwalałam się wypłakać smile


          >Zawsze dopłacam, nawet jeśli mam przez to odłożyć jakiś produkt z
          > moich własnych zakupów, bo aż mi się serce kroi na widok
          zawiedzionych oczu dziecka.

          To akurat bardzo złe dla dziecka może być. Nie robisz tym dobrej
          roboty dla dziecka tylko ewentualnie sobie przyjemnośc zrobisz.
          • anna_sla Re: agresja.. smutek 05.07.10, 09:30
            > >Zawsze dopłacam, nawet jeśli mam przez to odłożyć jakiś produkt z
            > > moich własnych zakupów, bo aż mi się serce kroi na widok
            > zawiedzionych oczu dziecka.
            >
            > To akurat bardzo złe dla dziecka może być. Nie robisz tym dobrej
            > roboty dla dziecka tylko ewentualnie sobie przyjemnośc zrobisz.

            Być może. To silniejsze ode mnie..
            • anna_sla Re: agresja.. smutek 05.07.10, 09:34
              a dodam, że ja też byłam tym dzieckiem liczącym kasę, któremu brakowało.
              Pamiętam jak na raty kupowałam mamie prezenty na różne okazje w naszym wiejskim
              sklepie. Spłacałam z kieszonkowego, a były to kwoty takie jak np. teraz
              równowartość 40zł. Raz nie dostałam kieszonkowego, bo finansowo wyszło gorzej w
              rodzinie. Skruszona poszłam do sklepu paląc się ze wstydu, że w tym miesiącu nie
              mam, bo.. I kobieta w stosunku do mnie zachowywała się tak jak ja dzisiaj w
              stosunku do innych dzieci.. "Zatrudniła" mnie na godzinę w sklepie (sprzątałam,
              podawałam towar) i odpracowałam. Uważam, że na złe takie traktowanie mi nie wyszło.
              • mama303 Re: agresja.. smutek 05.07.10, 14:13
                ale Ty nie zatrudniasz tylko dokładasz kasę a to spora różnica smile
                • anna_sla Re: agresja.. smutek 05.07.10, 23:39
                  no mi ta kobieta też dokładała gdy kupowałam drobiazgi typu słodycze. I w sumie
                  nie tylko ta.
                  • jogo2 Re: Nie no... 06.07.10, 02:27
                    nie mam czasu przeczytać całego wątku, a szkoda. Im więcej starań i wysiłku
                    dokładają osoby dorosłe tym bardziej nieszczęśliwe i sfrustrowane jest dziecko.
                    Tia.. ann-sla (o ile nie przekręciłam) naucz się czytać w myślach, bo to w
                    twojej pracy okazuje się NIEODZOWNE, inaczej cię forumowe autorytety zlinczują.
                    Autorytetom polecam lekturę relacji podróżników z krajów gdzie żyje się biednie
                    i rodzice dzieci gdyby byli w stanie przeczytać ten wątek to zabiliby was śmiechem.

                    Mały jest rozwydrzonym terrorystą mimo że ma 2 lata (tak, tak jest to możliwe).
                    Ty mu nie możesz wlepić w tyłek niestety i robisz sobie wodę z mózgu w czym
                    jesteś walnie wspierana przez jolę-ep i verdanę etc. Mały albo wyrośnie albo i
                    nie, a na razie przebywac z nim to kara boska. Przekalkuluj to sobie i albo
                    sobie wyproś jego członkostwo w klubie, nie na nim świat się kończy ani zaczyna,
                    są inne dzieci (na przykład te, co on tak lubi gryźć - ciekawe co ich rodzice
                    sądzą o tym - ja też byłam mamą dziecka gryzionego i bitego w imię niewiadomo
                    czego) albo OLEJ gros rad w tym wątku.

                    A mamuśka jak się okaże że nikt się z jej delikwentem nie chce użerać nawet za
                    pieniądze, to gwarrantuję ci jak szybko pójdzie po orzum do głowy. A za to nie
                    zapłacą możę za to inne dzieci cierpieniem razów i siniaków tak jak mój syn!!!

                    Większość osób w tym wątku powinna się leczyć, tyle że to teraz się nazywa
                    normalność.
                    • jola_ep Re: Nie no... 06.07.10, 15:13
                      > nie mam czasu przeczytać całego wątku, a szkoda.

                      Rzeczywiście szkoda.

                      A za to nie
                      > zapłacą możę za to inne dzieci cierpieniem razów i siniaków tak jak mój syn!!!

                      I tu tkwi pewnie sedno: odreagowujesz własne frustracje.
                      Patrzenie na świat przez pryzmat własnych urazów nie jest dobre.

                      Pozdrawiam
                      Jola
    • gaja78 Re: agresja.. smutek 06.07.10, 19:31
      Co jest fajnego w tym dziecku ? Czym pozytywnym wyróżnia się spośród innych
      dzieci ? Co ci się w nim podoba ? O czym opowiadasz jego rodzicom, kiedy mówisz
      o pozytywach ?
      • anna_sla Re: agresja.. smutek 06.07.10, 21:34
        moim zdaniem jest najsłodszym dzieciaczkiem jakie mam pod opieką. Jak an
        dwulatka bardzo dużo mówi i stokroć więcej słów potrafi wyraźnie powtórzyć.
        Podoba mi się sposób w jaki mówi, moja córcia uwielbia jak on mówi "helloł", bo
        kiedyś naoglądała się filmików na youtube gdzie zwierzęta (psy, koty) próbują
        mówić właśnie m.in. "helloł" i on mówi dokładnie tak samo big_grin. Lubię ten
        charakterystyczny ciepły jego uścisk, żadne inne dziecko tak całym sobą nie
        wtula się. Jest taki milusiński. Sposób w jaki próbuje mnie, ten uśmieszek,
        wzrok gdy patrzy na Ciebie a rączką chce psocić.. oraz gdy śpi, tak się niunia,
        układa. No i ma prześliczne duże brązowe oczka smile On bardzo lubi być w centrum
        uwagi.

        O czym opowiadam? O całym dniu, jaki był, ile zjadł, ile spał, jak reagował na
        to czy tamto, co podałam jeść i jak reagował (bo on ma skazę białkową), wszelkie
        objawy skórne itp., ile był lub nie był na dworze, co robiliśmy, czy nabił sobie
        guza wink itd.. i przyznam szczerze, (może lekko obgadując) że to ja zwracam im
        uwagę co trzeba "WYMIENIĆ": butelkę, buciki, bo urósł, pampersy o rozmiar, bo
        rodzice chyba tego nie widzą uncertain itd..
Pełna wersja