bluenote1
12.07.10, 11:28
Na ile matka może doradzać dorosłej (od niedawna) córce w kwestiach
dotyczących jej związku? Mam z córką bardzo dobry kontakt, bardzo dużo gadamy,
ona opowiada o sobie, o swoich radościach, ale też o smutkach i rozterkach.
Jestem osobą doświadczoną (z racji wieku i zainteresowań
okołopsychologicznych, zwłaszcza dotyczących związków) i ma ogromna pokusę
doradzania, wyjaśniania mechanizmów, przestrzegania przed pułapkami, uczenia,
na co nastawiać się w początkach związku, na co zwracać szczególną uwagę. Tak
się składa, że sama tego pozbawiona (wychowana bez ojca), popełniłam w związku
i później w początkach małżeństwa tyle błędów, że do dzisiaj zbieram tego
bardzo złe żniwo, zatem mam świadomość, jak wiele zależy od odpowiedniego
uświadomienia i przekazania doświadczeń.
Z drugiej strony dziecku należy pozwolić dorosnąć samodzielnie, dać mu swobodę
i pozwolić na popełnianie własnych błędów, na to przysłowiowe sparzenie się na
własnych błędach.
Co zatem robić, gdy córka przychodzi do mnie i się zwierza, z jednej strony
nie mówi: "mamo doradź", ale z drugiej strony chyba oczekuje, że ja coś
skomentuję lub doradzę? Na ile mam się wtrącać?