czarna.perla
21.07.10, 23:45
Mam problem z synkiem. Właśnie skończył 5 lat, poświęcam mu bardzo
duzo czasu, rozmawiamy o wielu rzeczach, wszystko mu tłumaczę,
wyjaśniam. Od września zaczął chodzić do przedszkola ale miał
najpierw dużo przerw, w drugim półroczu było już lepiej. Panie w
przedszkolu mówią o nim, że jest grzeczny, bardzo inteligentny,
wygadany, chętnie bierze udział w zajęciach, ma bogate
słowmictwo,....
Synek niestety przy nas często zachowuje się zupełnie inaczej, jest
wstydliwy, zachowuje się jak dzikus, nie odpowiada na pytania,...
Jednak największym problemem na tę chwilę jest co innego. Moje
dziecko od rana do wieczora poprostu wyje. Płacze o każdą pierdołę i
potrafi wyć bez końca. Dzis przyszła do niego ciocia i dostał grę
badmindtota, przyszli też inni goście. Syn chciał wyjść na dwór od
razu grać ale nie zapytał: " Możemy wyjść na dwór zagrać", "kiedy
pójdziemy pograć?" tylko przyniósł lotki i mówi "grać, grać, grać"
izaczyna płakać. Miałam gości więc zapytałam córkę kuzynki czy z nim
pójdzie ale odmówiła (nic dziwnego, samo południe i starszny upał),
wyjaśniłam mu, że maja z nim nie pojdzie, że potem zagramy a on
dalej "grać, grać, greać,..." i to już nie był płacz tylko wycie,
wyniosłam do innego pokoju, odwróciłam uwagę. byly 2 minuty ciszy i
znowu ryk "grać, grać, grać,..".
Potem byliśmy na placu zabaw i w trakcie oczywiście były mniejsze
płacze ale kiedy już mieliśmy się zbierać moje dziecko wypiło calą
wodę ale było mu za mało więc mówi "wody", tłumaczę, że już nie mam,
że jedziemy do daomu i zaraz się napije, on dalej swoje i beczy.
płacz był przez całą drogę do samochodu (płacz i krzyki) a potem
jeszcze przez 5 minut jazdy do domu, "wpdy, wody, pić, pić!!!!,..."
wszystko językiem dwulatka, zawsze sprawia wrażenie jakby wogóle nie
słuchał tego co ja do niego mówię.
Wieczorem taka sama sytuacja, prosze by umył zęby a on na
to "mamusia", mówię, żeby szybciutko umył zęby a ja w tym czasie
pościelę łóżko i poczytamy bajeczkę, "mamusia", tłumacze kolejny
raz, zaprowadzam do łazienki, znów krzyk, znów płacz. Kładę spać
córkę, na chwilę płacz ustaje, syn wraca z łazienki, kładzie się
spać i znów płacze z minuty na minutę glośniej, udaję, że nie
słyszę, płącz jest wymuszony i coraz głośniejszy, w końcu po 10 min.
mówię, że jeśli się nie uspokoi to ja z małą wychodze. Po chwili
jest spokój.
Jeszcze mam pewnein dylemat, kiedy syn się tak nakręci z tym
płaczem, oczywiście najczęściej bez powodu, to twierdzi, że nie
potrafi się uspokoić i musi się przyrtulić żeby się wreszcie
wyciszyć, to faktycznie działa. Jednak ja intuicyjnie wyczuwam, że
powinno być inaczej, ze on powiniem się uspokoic sam i dopiero
przyjść się przytulić, przeprosić. Czy mam rację?
Mam jeszcze córke 2 lata i 4 mies. Kiedy ona go dotkie, czasmi kiedy
tylko idzie w jego stronę, weżmie coś co jest jego ale nie było
używane przez nigo od wieków syn zaraz płacze.
Syn płacze zdecydowanie częściej od córki, myślę że z 10-20 razy
dziennie, oczywiście z akażdym razem o jakieś bzdury, nawetjeśli
pojawia się jakis mały problem to możnaby go rozwiązać w 5 sekund,
gdyby tylko on słuchał co się do niego mówi a nie zarz płakał.
Co robić, nie pomaga ani ignorowanie, ani tłumaczenie, mój 5 latek
zachowuje się gorzej niz 2 latek.