ekachna
26.03.04, 20:44
Nie jestem zwolenniczką karania dzieci klapsami ale też nie mogę powiedzieć,
że nie mam grzechów na sumieniu w tej kwestii. Muszę też przyznać, że trafił
mi się wyjątkowo ciężki egzemplarz do wychowywania aczkolwiek zawsze,
ilekroć ręka mi się omsknęła w zdenerwowaniu miałam potworne wyrzuty
sumienia. I tak za każdym razem powtarzałam sobie, że nigdy więcej.
Oczywiście wiedziałam, że taki klaps problemów nie rozwiązuje ale...
No właśnie. Od miesiąca moja córka ma siostrzyczkę, z której istnieniem, a
raczej czasem, poświęcanym tejże siostrzyczce przez rodziców, trudno jej było
się pogodzić. Ale wydawało mi się, że już sytuacja troszkę się unormowała.
Dziś znów nie wytrzymałam i moja córka dostała parę mocnych klapsów i została
odesłana do pokoju ( raczej dla uspokojenia moich nerwów a nie za karę ).Za
co? Wyrzuciła siostrę z leżaczka. Ja w tym czasie odwróciłam się po
pieluszkę. Dwa tygodnie temu rzuciła w noworodka piłką ( taką wielką, do
skakania, z uszami ) i też za to dostała.Pomijam tu kwestię zadzrości,
poświęcania starszemu czasu itp., nie o to mi chodzi.
No i nie wiem. Bo skoro trzeba pozwolić dziecku na to, żeby oddało innemu,
jeśli to zaatakuje, to czy wolno nam w imię tego młodszego, które jeszcze
jest bezbronne, oddać po prostu? I czy dziecko to zrozumie? Czy potępiamy
wszelkie użycie siły? A co jeśli bije mnie? Bo też tak się często zdarza.
Powstrzymuję jej rękę oczywiście ale rzadko mi się to udaje - działa
znienacka. Do tej pory karałam inaczej ale mąż wreszcie nie wytrzymał. Kurde,
coś dużo tych klapsów się zbiera...
No i nie wiem: mieć wyrzuty sumienia czy nie? Jak to jest z tym oddawaniem,
co o tym myślicie?