O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumienia

26.03.04, 20:44
Nie jestem zwolenniczką karania dzieci klapsami ale też nie mogę powiedzieć,
że nie mam grzechów na sumieniu w tej kwestii. Muszę też przyznać, że trafił
mi się wyjątkowo ciężki egzemplarz do wychowywania aczkolwiek zawsze,
ilekroć ręka mi się omsknęła w zdenerwowaniu miałam potworne wyrzuty
sumienia. I tak za każdym razem powtarzałam sobie, że nigdy więcej.
Oczywiście wiedziałam, że taki klaps problemów nie rozwiązuje ale...
No właśnie. Od miesiąca moja córka ma siostrzyczkę, z której istnieniem, a
raczej czasem, poświęcanym tejże siostrzyczce przez rodziców, trudno jej było
się pogodzić. Ale wydawało mi się, że już sytuacja troszkę się unormowała.
Dziś znów nie wytrzymałam i moja córka dostała parę mocnych klapsów i została
odesłana do pokoju ( raczej dla uspokojenia moich nerwów a nie za karę ).Za
co? Wyrzuciła siostrę z leżaczka. Ja w tym czasie odwróciłam się po
pieluszkę. Dwa tygodnie temu rzuciła w noworodka piłką ( taką wielką, do
skakania, z uszami ) i też za to dostała.Pomijam tu kwestię zadzrości,
poświęcania starszemu czasu itp., nie o to mi chodzi.
No i nie wiem. Bo skoro trzeba pozwolić dziecku na to, żeby oddało innemu,
jeśli to zaatakuje, to czy wolno nam w imię tego młodszego, które jeszcze
jest bezbronne, oddać po prostu? I czy dziecko to zrozumie? Czy potępiamy
wszelkie użycie siły? A co jeśli bije mnie? Bo też tak się często zdarza.
Powstrzymuję jej rękę oczywiście ale rzadko mi się to udaje - działa
znienacka. Do tej pory karałam inaczej ale mąż wreszcie nie wytrzymał. Kurde,
coś dużo tych klapsów się zbiera...
No i nie wiem: mieć wyrzuty sumienia czy nie? Jak to jest z tym oddawaniem,
co o tym myślicie?
    • edytka73 Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 26.03.04, 22:07
      > No i nie wiem. Bo skoro trzeba pozwolić dziecku na to, żeby oddało innemu,
      > jeśli to zaatakuje, to czy wolno nam w imię tego młodszego, które jeszcze
      > jest bezbronne, oddać po prostu? I czy dziecko to zrozumie? Czy potępiamy
      > wszelkie użycie siły? A co jeśli bije mnie?

      Witam, ekachna, sama nad tym myślałam po przeczytaniu tego wywaidu z A.S. i
      W.E., ale jednak nie podobało mi się takie uzasadnienie mojego użycia siły. Bo
      to 1)za duża przewaga fizyczna, 2)jakby nie było jestem wzorem do naśladowania -
      a to zobowiązuje. Choć nie powiem, korciło mnie takie usprawiedliwianie
      dawanych klapów.
      Dla mnie jasne jest (teoretycznie bardzo, w praktyce bywa różnie...), że klap
      jest wynikiem mojej bezradności, reakcją emocjonalną, ale też - jesli nie
      trafia się zbyt czesto - jakąś informacją dla dziecka, że przekroczyło wszelkie
      granice (np. zagraża noworodkowi). Tyle, że po klapie zawsze powinna iść potem
      informacja, za co, dlaczego, bo inaczej to będzie tresura.

      Myślę, że Twoja córa jest zwyczajnie zazdrosna a naturalne jest, ze rywala chce
      się wyeliminować. I to raczej się po miesiącu nie zmieni. Myślę, że może dobrze
      byłoby tak traktowac starszą córkę, by wiedziała, że nie kochasz jej mniej, że
      jest dla Ciebie nadal najważniejszym pierwszym dzieckiem (powspominać jak była
      malutka, nie zmuszać do kochania Małej, mieć specjany czas tylko dla niej), ale
      że za złe zachowanie poniesie konsekwencje, np. kiedy rzuci w Małą piłką to
      Mała płacze i Ty musisz ja uspokoić zamiast bawić się z Dużą.

      Poza tym ja tu jestem teoretykiem, bo mam tylko jedno dziecko i może napiszą
      mamy, które sobie poradziły z takimi sytuacjami.

      > No i nie wiem: mieć wyrzuty sumienia czy nie?
      A to juz chyba nie zalezy od tego, czy powinno się jej mieć czy nie. Po prostu
      się je ma, a jak się je ma to znaczy cos nie w porządku z naszym postepowaniem.
      Bo temu chyba sumienie służy.

      Pozdrawiam.
      Ed.
      • d.orka Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 27.03.04, 16:44
        Dla mnie również uderzenie w pupę jest oznaką bezradności rodzica.
        Na początku obecnej ciąży (1 trymest) nie radziłam sobie ze złymi emocjami.
        Czułam się totalnie "wykolejona". Wrzeszczałam na dzieci, a i zdarzyło mi się
        parę razy wymierzyć siarczystego klapsa starszej córce. Nie zostawiałam jednak
        tego tematu, przepraszałam Sikorę i przyznawałam, że nie powinnam tak robić.
        Rozmawiałyśmy potem o jej zachowaniu, które spowodowało moją ostrą reakcję.
        Sikora wie, że nie wolno bić. Sama stara się nie podnosić ręki na 2 letnią
        Marcelinę. Podoba mi się to, że z widoczną cierpliwością tłumaczy siostrzyczce
        reguły zabawy i domowego życia. A początki nie były łatwe. Sikora miała dwa
        lata, gdy przybyła jej siostra. Domagała się, bym była blisko niej w chwili
        karmienia malutkiej - wdrapywała się na mnie i przytulała. Pozwalałam jej na
        to - zawsze sadowiłam się tak, by obie Sikorki mogły być blisko mnie. Może to
        jakoś wpłynęła na starszą, że szybko zaczęła odnajdywać się w nowej sytuacji.
        Zdarzały się potem "ciosy" i ryki- o zabraną przez malutką zabawkę, złośliwe
        uszczypnięcia, czy " duszące tulenie". Nigdy nie zostawiałam tych sytuacji
        samym sobie z myślą :"Rozejdzie się po kościach", lecz cierpliwie rozmawiałam z
        Sikorą o sprawianiu komuś bólu. Raz nawet dałam jej celowo odczuć jak to jest -
        Ona mocno ugryzła malutką (zdrapała naskórek zębami), więc ja od razu ugryzłam
        ją w rękę z wyczuciem, ale tak by poczuła ból. Przytuliłam obie i pogadałam z
        nimi. Gdy zaczepki powtarzały się reagowałam zdecydowanie - odsyłałam agresora
        do drugiego pokoju, by się uspokoił. Teraz ta młodsza weszła w wiek (czy jest
        na to odpowiedni wiek? wink )siłowego argumentowania. Starsza przyjmuje to ze
        zrozumieniem, ale nie zgadza się na takie zachowanie małej. Wcześniej
        tłumaczyliśmy jej, że bijąc młodszą uczy ją takiego zachowania i ta mała jej
        kiedyś odda lub sama będzie ją zaczepiać. Sikora doskonale pamięta te nauki i
        sama teraz uczy siostrę, że nie wolno bić.
        Zobaczymy, jak to się ułoży, gdy pojawi się Leonek.
        Początki będą pewnie koszmarne, ale potem będzie już coraz lepiej.
        Dorka
        • ekachna Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 27.03.04, 17:21
          d.orka napisała:

          > Raz nawet dałam jej celowo odczuć jak to jest -
          >
          > Ona mocno ugryzła malutką (zdrapała naskórek zębami), więc ja od razu
          ugryzłam
          > ją w rękę z wyczuciem, ale tak by poczuła ból.


          No właśnie, chodzi mi o takie sytuacje. Ja również odzwyczaiłam Miśkę od
          ciągania za włosy "oddawając jej". Ona ciągnęła mocniej, ja również, ona
          puszczała, ja też. No ale nie mogę przecież teraz specjanie zwalić ją z
          leżaczka. To byłby absurd. A jednocześnie ty gryząc a ja ciągnąc za włosy np.
          sprawiałyśmy świadomo ból naszym dzieciom. Czym to się różni od klapsa?
          • wieczna-gosia Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 27.03.04, 19:53
            A jednocześnie ty gryząc a ja ciągnąc za włosy np.
            > sprawiałyśmy świadomo ból naszym dzieciom. Czym to się różni od klapsa?

            Wiesz co- przede wszystkim tym ze ciagnac za wlosy jak ona cie ciagnie czy
            gryzac odwracasz jedynie sytuacje zeby zobrazowac o co ci chodzi kiedy mowisz
            ze nie wolno. A nie zmieniasz zupelnie czynnosc jak w przypadku klapsa.

            Na froncie nadal bez zmian?
            • ekachna Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 27.03.04, 22:15
              wieczna-gosia napisała:

              > Wiesz co- przede wszystkim tym ze ciagnac za wlosy jak ona cie ciagnie czy
              > gryzac odwracasz jedynie sytuacje zeby zobrazowac o co ci chodzi kiedy mowisz
              > ze nie wolno. A nie zmieniasz zupelnie czynnosc jak w przypadku klapsa.
              >
              > Na froncie nadal bez zmian?


              No tak, tylko jakie postępowanie byłoby adekwatne w sytuacji przeze mnie
              opisanej? Jakoś samo powiedzenie "nie wolno" moim zdaniem nie wystarcza.
              Przewinienie jest na tyle duże, że dziecko powinno dotkliwie odczuć karę. A
              jakie mogą być naturalne konsekwencje? To co, mam ją wsadzić na ten leżaczek i
              zrzucić??

              Na froncie Gosiu powoli się normuje, wszyscy przyzwyczajamy się do nowej
              sytuacji, choć jak widzisz wypadków przy pracy nie brakuje.
              • wieczna-gosia Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 28.03.04, 15:41
                jakie postępowanie byłoby adekwatne w sytuacji przeze mnie
                > opisanej? Jakoś samo powiedzenie "nie wolno" moim zdaniem nie wystarcza.
                > Przewinienie jest na tyle duże, że dziecko powinno dotkliwie odczuć karę.

                To zalezy od odpornosci psychicznej mamy. Ja jakos takie przestepstwa
                przezywalam bez klapsow (ale tez nie mialam lezaczka wink) a mysle ze to
                przestepstwo tego kalibru co przytulenie do uduszenia, walniecie pilka pod
                haslem "ooo.... nie zlapala..." czyli slowem akcja "zabierzcie tego dzidziusia
                skad ga przyniesliscie".

                Kasiu ja skupilabym sie na tym o czym pisza dziewczyny- czyli tlumaczeniu ze
                czas jaki poswiecasz uspokajaniu niemowlaka moglabys poswiecic Michalinie.
                Zauwaz ze ladujesz sie w bledne kolo gdzie od jednego klapsa mocniejsze sa dwa
                itd.
                Moze pomysl o metodzie kija i marchewki ze wskazaniem na marchewke. To trudne
                szczegolnie jesli przyzwyczailas Michaline ze na jej malo eksrtremalne
                zachowania reagujesz malo ekstremalnie a gdy ona przekracza wszelkie granice
                dajesz jej w tylek.
                Ja za pomoca minutnika dzielilam czas na polgodzinne odcinki. I mialysmy umowe-
                przez pol godziny ja obsluguje niemowlaka, gotuje obiad, robie rozne rzeczy a
                ty mozesz mi pomagac ze mna gadac itp ale NIE WOLNO jest dokuczac siostrze, bic
                jej czy w jakikolwiek inny sposob okazywac jej negatywne emocje. Po czym po tej
                polgodzince dzwonil minutnik a moje dziecko albo dostawalalo nagrode typu cos
                slodkiego, bajka przeczytana czy 10 minut klockow (jesli naprawde nie moglam
                poswiecic jej wiecej czasu) albo po pewnym czasie zbieralysmy te
                chwilki "niebicia" siostry do powrotu taty i wtedy tata dostawal niemowlaka do
                rak a my szlysmy na basen, spacer, z siata ksiazek, zabawek itp SAME, albo to
                wlasnie tata byl porzadany wiec wracal z pracy i robil cos fajnego ze starsza
                corka bez udzialu niemowlaka.... A jesli w tym minutnikowym czasie zdarzyl sie
                szczypas, tluczenie siostry itp- nie karalam, nie krzyczalam nic- tylko wyjdz z
                pokoju do wiczenia jest mi przykro i teraz musze sie zajac twoja siostra a dla
                ciebie nie mam czasu. I nerwosol wink))
                Musze ci powiedziec ze metoda ta byla dla mnie zbawienna- po pierwsze bazuje
                jednak na pozytywnych emocjach, po drugie czekanie na dzwonek minutnika jest
                jednak czyms wymiernym (rownie dobrze moze on dzwonic co 10 minut) po trzecie
                nagrod pozytywnych jest jednak wiekszy wybor niz stopniowo rosnaca ilosc klapow
                po czwarte tak samo jak ty kasiu choleryczka ze mnie wink))) i moje dziecko
                odchorowywalo swoj zal oraz skutki mojej agresji a ja tez odchorowywalam skutki
                swojej. Acha- a po piate- dziecko ktore nie wytrzymalo raz drugi i trzeci bez
                agresji- moglo sie poprawic przy 4,5, czy ktorejkolwiek probie- KAZDY skuces
                byl nagradzany zas kazdy brak sukcesu karany w monotonnie ten sam sposob i w
                pewnym momencie jednak sukcesy stawaly sie bardziej porzadane dla dziecka.

                Kiedy maluch stawal sie coraz bardziej mobilny i interesujacy metoda z
                minutnikiem stawala sie coraz mniej potrzebna. Ale czasami ja przypominamy
                kiedy przez godzine odpowiadam mechanicznie "zaraz, za chwilke"- ona mnie tez
                jednak mobilizowala wink

                I tak na koniec- ja mysle ze Michalina najbardziej dotkliwie odczuwa fakt ze w
                jej zyciu pojawila sie mlodsza siostra. I to dla niej wystarczajaca kara ze ta
                siostra jest. Trzeba jej jakos te sprezyne odwrocic- bo moze byc tak ze ty jej
                dajesz dotkliwa kare za to ze siostre wyrzucila z lezaczka a ona przyjmuje to
                jako potwierdzenie prostej prawdy ze gdyby nie ten bachor- wszystko byloby
                inaczej.

                Wiosna idzie bedzie wiecej spacerow- okrzepniecie wink))) Kciuki trzymam wink)))
    • ledum Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 27.03.04, 22:50
      Od zawsze byłam przekonana, że nigdy nie uderzę swojego dziecka.
      Trwałam w tym przekonaniu przez 2,5 roku. Zgodnie z opiniamii ekspertów
      (przynajmniej tymi, które czytałam) dziecko, którego się nie bije, nie będzie
      bić; dziecko, przy którym się nie kłamie, nie będzie kłamać. No i pomyłka.
      Po prostu pewnego dnia synek rzucił się na mnie z pięściami o błahostkę.
      Tłumaczenia nic nie pomagają. Ile można tak wytrzymać? Po którymś ataku
      w nerwach dałam klapsa w pupę. Mówię: "boli mnie tak samo jak Ciebie, wiesz?"
      Synek zaskoczony, ale wreszcie się uspokoił. Mam straszne wyrzuty sumienia
      (sytuacja powtórzyła się parę razy), ale czasem brakuje mi cierpliwości,
      choć wydawało mi się, że mam jej pod dostatkiem. Wiem tylko, że nie jest to
      oznaką mojej bezradności (jak określiła to któraś z dziewczyn). Po prostu
      wyczerpały się wszystkie moje możliwości.
      • darling_me Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 28.03.04, 14:49
        no tak, jasne jest, ze Twoja starsza corka jest zazdrosna o Twoja milosc. Sila
        rzesczy spedzasz teraz wiecej czasu z mlodszym dzieckiem i starsza mysli, ze
        juz jej nie kochasz, a bijac ja tylko ja utwierdzasz w tym przekonaniu. Ja bym
        wiec zaprzestala tych klapsow, a tylko tlumaczyla,np. ze corka swoim
        zachowaniem sprawia Ci przykrosc. Sprobuj ja przekonac, ze ciagle bardzo ja
        kochasz, spedzaj z nia wiecej czasu i nawet zaangazuj ja do pomocy nad
        malenstwem, niech po prostu bedzie obok kiedy karmisz i zmieniasz pieluche.
        Tlumacz jej, ze jest duza siostrzyczka i moze tak jak Ty opiekowac sie
        malenstwem, np. pokazywac jej zabawki.
        Na pewno potrzeba czasu i duzo cierpliwosci, ale u mojej siostry swietnie zdalo
        to egzamin. Kiedy urodzil sie synek, starsza corka nawet nie chciala wyjsc na
        spacer zazdrosna o mame, ktora zostawala w domu z malenkim, ale kiedy corka
        zobaczyla, ze jej pozycja nie zostala zagrozona, a tylko zmienila sie rola,
        wszystko bylo ok.

        powodzenia
    • 1jagienka Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 29.03.04, 21:15
      Witajcie,
      może już o to pytałam, ale spytam jeszcze raz? Jak reagujecie, gdy wasz prawie
      trzylatek wpada w atak wściekłości-histerii? Mój maluch potrafi zrobić oskarową
      scenę tylko dlatego, że nie chcę wziąć na spacer np. .... szczoteczki do zębów.
      Czasami uprze się tak nieludzko, że nie trafiają do niego ani prośby ani
      groźby, nic! A porady z książki "jak mówić, żeby dziecko nas słuchało, ..." są
      piękne w teorii lub w sytuacjach, gdy mój krasnalek ma dobry humor?
      ratunku!!
      • amyk Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 29.03.04, 23:36
        Jagienko .. Jak ja reaguję - ja mojego prawie 3 latka "już" nie biję - bo nie
        ma takiej potrzeby.
        Był okres że wszystkie moje sposoby na odwrócenie uwagi zawodziły - kiedy
        wpadał w atak wściekłości-histerii, - a pozatym żyłam przez pewien czas w
        permanentnym stresie (praca, dom, końcówka studiów czyli m.in. pisanie pracy
        magisterskiej, obrona itd..). Zdarzył się taki dzień, kiedy zamiast ręką
        klapsa w pupę dostał w tą swoją biedną pupę pasem. I zadziałało ... widok
        paska na moje dziecię działa jak najlepsza tabletka uspakajająca - nie muszę go
        nawet używać. Skończyło sie czasochłonne i w...jące małoefektywne uspokajanie,
        odpędzanie, tłumaczenie.
        Napisałam w to w wielkim skrócie - bo ponadto dalej nie zrezygnowałam z w/w
        tłumaczenia, wyjaśniania itd...
        Wszystko to razem do kupy + moja wielka cierpliwość + widmo paska = więcej
        miłości i spokojnego bytowania ze sobą.
        Z momentami wstrętnego uparciucha przeobraził sie w całkiem grzecznego
        łobuziaka. W groźnych sytuacjach widok paska, a nawet samo udanie się po pasek
        działa na nas rozluźniająco - niejednokrotnie rozładowało już histeryczną
        podbramkową sytuację.
        Nie popieram swoich metod ale nie zamierzam też czekać aż moje dziecię zrobi
        komuś lub sobie krzywdę. Ponadto nie uważam aby to była moje porażka
        ...a tak apropo - mam wszystkie (prawie) paski pochowane przez mego
        najmłodszego - więc kiedy idę do szuflady w której one mają być - młody
        zaśmiewa się niejednokrotnie do łez. Ja robię groźną minę - i jest wszystko OK -
        problem znika.

        A co do mówienia - aby dziecko słuchało - u nas sprawdza sie ostatnio (gdzieś
        to wyczytałam) uprzedzanie pewnych wydarzeń .np. za chwilę będziemy sprzątać
        zabawki i za jakąś chwilę faktycznie sprzątamy zabawki bez problemu; zaraz
        będziemy jeść obiad i za jakiś czas siadamy do obiadu itp. Takie jakby
        wyprzedzanie tego co będziemy robić. Nie wymagam żeby było wszystko od razu na
        zawołanie. Dzieki temu omija nas wiele stresogennych sytuacji.

        Wiem że posypią sie na mnie gromy ... albo administartor mnie wytnie.
        Niemniej jednak, dzięki tym dość mocnym metodom udało się ograniczyć
        skutecznie wszelkie złe zapędy mojego łobuziaka i mogę czas poświęcony na
        szarpanie się z nim spożytkować (z nim oczywiście) w bardziej przyjemny sposób.
        Czego i wam życzę. AniaZ
        • granna Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 01.04.04, 13:16
          GromY? Tłumaczenia? Po co??? ale najchętniej bym Ci przylała...
          Mnie tez w dzieciństwie przylano i teraz tez wielu ludziom chętnie bym
          przywaliła. Mam z tym ogromny kłopot bo przeciez ludzie dorośli powinni umiec
          radzic sobie z emocjami, agresja i wieloma innymi sprawami.
          Wyciągniesz paska na szefową, koleżankę czy kogokolwiek, kto zrobi cos nie po
          Twojej mysli??? A dziecko to tez człowiek tylko mały. Człowiek a nie własnosc
          do lania. NIc wiecej nie napisze bo i tak z problemu rywalizacji sióstr wyzwoli
          sie wielka dyskuja na temat bicia dzieci. Ale jak sobie pomyśle ze zbiłas
          PASKIEM 2 moze 2,5 letnie dziecko to bym Ci przylała 10 razy mocniej. Uff nie
          moge ... Ale jak sie pobije na śmierc noworodka lub niemowlaka to sie wszyscy
          bulwersuja?? A co to za róznica????
          NIe pozdrawiam chyba, ze przez kupę kamieni...
          granna
          • amyk Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 02.04.04, 22:32
            Hmmmm.....pocieszę cię grano - że mnie przylewano dużo i boleśnie .
            Swoje dzieci postanowiłam wychowywać bez bicia - ale cuż - może jednak nie
            potrafię, może wolę iść na skróty. Może jestem zbyt niecierpliwa. Może...
            Generalnie jestem bardzo pokojowo nastawiona do wszystkich i do całego świata.
            AaAle... może ciebie bito za mało skoro masz skłonności do przylewania - bo ja
            ich nie mam - działam w ostateczności
            Nie wiem czy widziałaś kiedyś film o Januszku.
            W moim życiu nie ma miejsca na takiego Januszka.
            PS Niedawno mój znajomy sprał paskiem 18 latkę - a miał za co - zapewniam. Całe
            18 lat jej nie bił - tylko tłumaczył.
            Ja wolę zadziałać wcześniej ... i skuteczniej. Wychowywanie to trudna sztuka,
            różne ma oblicza i nie znajdziesz takiego, który by zawsze muiał rację w tym
            temacie. Jak bedziesz już stara i pomarszczona może to zrozumiesz...
            • granna Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 05.04.04, 07:54
              Amyk

              Dziwne, mnie oskarżasz ze dostałam za mało bo chce Ci przylac a siebie
              przedstawiasz pokojowo i cierpliwie, ale lejesz 2 letnie dziecko pasem jak
              tracisz cierpliwość? NApisałam całkiem długi post, ale go wymazałam. I tak nie
              czeka nas logiczna dyskusja.
              Ale ja jestem blondynką i humanistką i do tego zapewne jestem stara i
              pomarszczona wiec cóz
              Do logicznego napisania
              A tłumaczyc tez trzeba umiec, skoro dziecku wysuwasz takie logiczne argumenty
              jak mnie i potrafisz z filmu o Januszku wyciągac takie wnioski, to nie dziwi
              mnie, ze pasek jest Twoim przyjacielem.
              Granna
              • amyk Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 05.04.04, 22:48
                Masz rację granno - nie czeka nas logiczna dyskusja.
                Ot chociazby z tego powodu że w poście nie jesteśmy w stanie przekazać
                wszystkiego co byśmy chciały.
                Zbyt pochopne wnioski wyciągasz i za bardzo sie emocjonujesz. Pozatym mogłabyś
                czytać nieco dokładniej, to co napisałam... ze zrozumieniem.

                Dyskusja na ten temat miałaby sens gdybyś znała moją rodzinę - a tak to tylko
                mozesz gdybać ... i zadręczać swoją bujną wyobraźnię na temat który cię tak
                bulwersuje. Widzę w tobie tylko złość i nic wiecej - odpuść trochę , wyluzuj.
                TYle na ten temat...



                • 1jagienka Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 06.04.04, 15:35
                  dziewczyny, ale nic mi tak naprawdę nie doradziłyśmy. z biciem również byłabym
                  delikatnie mówiąc ostrożna, zdarzyło się pare klapsów, a mój mały mądrala mówi:
                  mamusiu, nie wolno bić bartusia!Dopiero mi się zrobiło głupio...Poza tym
                  faktycznie, tak samo jak jedzenia widelczykiem, czy mówienia przepraszam, można
                  szybko dziecko nauczyć siłowego rozwiązywania problemów. Póki jest malutkim
                  knypciem, pół biedy,smile) ale jak będzie silnym szesnastolatkiem, ... .
                  Ale tłumaczenia czasami rzeczywiście idą w próżnię, ja sobię, mały sobie.
                  Zauważyłam, że w swoim wykłócaniu się przybiera nawet moją intonację, co działą
                  mi wybitnie na nerwy, więc mogę sobie wyobrazić, jak on odbiera moje słowa i
                  ton (zakręciłam, ale chyba wiecie o co mi chodzi).
                  W każdym razie powtórzę pytanie: jak reagujecie na napad furii i smyka?
                  pozdrawiam wiosenniesmile
    • anek.anek Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 07.04.04, 11:12
      Mnie też już ze dwa razy puściły nerwy i mój 2,5 letni synek dostał klapsa.
      Ale wiem już, żę to nie prowadzi do niczego. On w płacz, a potem mi ODDAŁ!!!!!
      Agresja rodzi agresję, to się sprawdza nawet u takich maluchów.
      Nie karałabym Twojej córki za to, żę umyślnie bije swoją siostrę. Ona nie robi
      tego ze xświadomością, żę faktycznie możę zrobić krzywdę. Raczej to chyba
      ksiązkowy przykład dziecka, któremu na drodze do szczęścia stanęło młodsze
      rodzeństwo. Klasyczna zazdrośc. Przecież, nie oszukujmy, się na razie Twoja
      córeczka nie kocha siostry za to tylko, że są spokrewnione, miłość rodzeństwa
      jest procesem długotrwałym, rodzącym się bólach. Nie znam nawet żadnej książki
      żeby móc ci polecić, ale sama pewnie już ich kilka przeczytałaś. Starszej
      trzeba za wszelką cenędać odczuć, że nadal jest bardzo kochana, wcale nie mniej
      niż młodsza. Możę wciągać ją jakość w opiekę nad siostrzyczką? Może poczucie
      obowiązku sprawi, żę stanie się sama dla siebie (i dla was) ważniejsza, dorosła
      itd. Wyrzuty sumienia są indywidualnąsprawą, jeśli je masz to chyba oznacza,że
      sama uważasz, że zrobiłaś niedobrze. Ale w pełni też rozumiem, że nerwy mogą
      puścić. Tyle że do niczego nie prowadzą...
      • kajami1 Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 16.04.04, 22:44
        A ja znam książkę o jaką chodzi anek.anek i Wy też ją na pewno znacie bo to
        lektura dla klas trzecich SP. Przeczytaj "Oto jest Kasia" a będziesz wiedziała
        co czuje Twoja córeczka. Może wpadnie Ci do głowy jakieś rozwiązanie Waszego
        problemu?
        Wiem, że śmieszne może się wydawać polecanie w takiej sytuacji książki dla
        dzieci ale znam kogoś komu lektura ta pomogła...
        Ja poprostu jestem zdania, że żeby rozwiązać problem trzeba go najpierw dobrze
        poznać.

        Pozdrawiam i życzę powodzenia.
        Kasia
        • 1jagienka Re: O biciu dzieci, oddawaniu i wyrzutach sumieni 17.04.04, 13:15
          A u nas duża zmiana z dnia na dzień. Pisałam wcześniej o swoim nieśmiałku,
          któremu wszystko można zabrać. A tu nagle taka metamorfoza: Bartuś najlepiej
          czuje się w gronie dzieciaków, nie pozwala sobie wyrywać z rączki, sam też
          zabiera chociaż bez przesady. Myślę, że to efekt częstych wizyt w
          Figlolandii.Cieszy mnie to bardzo, że przestał być ofiarą i niech sobie różni
          gadają, a ja i tak uważam, że trzeba dziecku pomóc przestać być biernym. Piszę
          to szczególnie do taty zachwyconego niegrzecznym zachowaniem swojego synka,
          który burzył innym babki.
          pozdrawiam
Pełna wersja