a_gurk
11.09.10, 23:19
Już nie wiem, co mam myśleć. Dzisiaj mój syn (prawie 4 lata) tak popsuł moje okulary (powyginał ramę), że prawie nie sposób ich nosić. Okulary nosić muszę. Mam krótkowzroczność -10 dioptrii i bez szkieł ani rusz. Znalazłam stare binokle, ale są słabsze i zwyczajnie kiepsko widzę. Poza tym nowe okulary to jednak koszt, a za tydzień się przeprowadzamy. Całą sprawę uważam za totalną klęskę wychowawczą dlatego, ze uczyłam swoje dzieci od małego (jak jeszcze były oseskami), że okulary mamy są świętością, że bez nich nie może dobrze widzieć i że pod żadnym pozorem nie wolno ich ruszać. Powtarzałam to niemal codziennie, przy kazdym pytaniu o moje oczy, okulary itp. Ze starszą nigdy nie było problemu. Lecz syn ... . Pół roku temu pierwszy raz wygiął oprawkę. Dostał burę i upomnienie. Nawet mój mąż był zły na niego. Wyjaśniliśmy młodemu jeszcze raz, jak ważne są dla mnie okulary i jakie były skutki jego zabawy (przez dłuższy czas oprawki obcierały mnie za uszami). No i dzisiaj puściłam im bajkę, sama starajac się na chwilę zdrzemnąć w sąsiednim pokoju. Młody przyszedł do mnie, "załatwił" okulary i zbudził. Leżały na wysokiej szafce, więc musiał pokombinować, żeby się do nich dostać. Zanim się rozbudziłam na dobre, już było po sprawie. Nie napiszę, co powiedziałam młodemu, bo nie chcę się znów denerwować. Jest mi przykro i czuję kleskę, gdyż było to podstawowy zakaz w naszej rodzinie i dzieci były uczone od maleńkości. Jeżeli w takiej sprawie syn mnie nie słucha, co będzie z innymi rzeczami? I tak mam z nim problem z dyscypliną i dzisiaj takie buty. Czuję się źle jako jego matka i nawet pomyślałam (i głośno powiedziałam), że może powinna go wychowywać inna mama, skoro ja nie potrafię? A już myślałam, ze wychodzimy na prostą, ale po wakacjach u dziadków jest jeszcze gorzej.