on-na
03.10.10, 11:56
Ręce mi już opadają, mam wrażenie, ze moje dziecko ma pamięć jak dziurawe sito. Czy to taki wiek, czy już taki (nie daj Boże) charakter?
Jest strasznie roztargniona, potrafi zaraz po przyjściu do domu rozwalić 3 sorteryz zabawkami, coś tam znaleźć, pobawić się tym prez 5 in i już lecieć do mnie, że właściwie ona by coś zjadła (podwieczorek był 15 min. temu tuż pred wyjściem z przedszkola), po 3 kęsach dojść do wniosku, że już nie jest głodna ale by ze mną pograła, po 5 min. gry wzrok w przestrzeni gdzieś tam i na moje: "Zosiu, ale teraz twój ruch" reagować nerwowym wzdrygnięciem i... cruchem pionka nie swojego, albo nie w tą stronę. Przy skłądaniu jakiejś rzeczy wyrywa z rąk, szarpie "daj, daj, teraz ja, ja już iwem, puszczaj!" po czym najczęściej kończy się totalną porażką: albo zepsuje do reszty, albo zaraz się przekonuje, że jednak nie potrafi samodzielnie i wściekle rzuca rzeczą o dywan.
W zabawie grupowej jest OK, póki wygrywa albo przewodzi; jeśli ktoś np. złapał ją w berka jest ryk, udawanie, że "on mnie UDERZYŁ a nie klepnął!!!" i wycofywanie się z fochem ze wspólnej zabawy.
Napiera się do pomagania np. przy robieniu ciasta, męczy godzinami, jakby miała zamiar rzeczywiście pomagać i byłą to największa frajda - ale już po chwili jest ryk, że ciasto się lepi, ohydnie pachnie, ona już chce umyć ręce i ma dość.
Bezustannie gubi swoje rzeczy i ma o to pretensję do każdego,tylko nie do siebie: taszczy jakąś zabawkę do przedszkola, potem w domu, późnym iweczorem orientuje się, że zapomniała jej na sali zabaw i ryk, ze ona chciała akurat dziś z tą przytulanką spać!
Zapomni rękawiczekw schowku na drzwiach samochodu, bo koniecznie MUSIAŁA je zdjąć - potem foch, że jej na podwórku w przedszkolu ręce marzły,a na pytanie "to gdzie zostawiłaś rękawiczki?" obrażone spojrzenie i wycedzone półgębkiem: "nie wiem".
Jestem już zmęczona od nieustannego tłumaczenia, że jak się wywaliło rzeczy na środek pokoju, to teraz trzeba sprzątnąć, jak rozlało picie na stolik, to trzeba wytrzeć, że trzeba rzeczy odkładać nie byle jak, tylko na swoje miejsce...
Mam wrażenie, że nasze dziecię co roku, regularnie funduje nam kryzys: przeszliśmy bunt 2-latka, ryki dwlatka, rządzenie się 4-latka, teraz wieczne bałąganiarstwo i gapowatość...
U Was też tak? I co dzieci "fundują" rodzicom w 6tym roku życia, ciekawam?...
Zważywszy na to, że na wiosne urodzi się nowe młode (różnica wieku będzie 5,5 roku) już się nastawiam... bynajmniej nie optymistycznie